Przejdź do treści

Pomyłka w pomorskiej klinice – stanowisko szpitala i Ministerstwa Zdrowia

Od wtorku tematem nr 1 jest pomyłka w procedurze in vitro w wyniku której kobieta urodziła nie swoje dziecko. Wyszło na jaw, że sytuacja miała miejsce w sierpniu, wtedy też z Laboratorium w Policach odszedł jego kierownik. Szpital wydał w środę oświadczenie, zareagowało też Ministerstwo Zdrowia.

W oświadczeniu czytamy: Dyrekcja SPSK-1 PUM w Szczecinie wyraża ubolewanie z powodu zdarzenia medycznego, do którego doszło podczas realizacji finansowanego przez Ministerstwo Zdrowia Programu „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego na lata 2013-2016” . Dalej można dowiedzieć się, że powołano komisję, która potwierdziła, że w Laboratorium Wspomagania Rozrodu Kliniki Medycyny Rozrodu i Ginekologii  doszło do błędu – Komisja we wstępnym protokole wskazała uchybienia w realizacji procedury i zaleciła niezwłoczne wprowadzenie zmian gwarantujących całkowite jej bezpieczeństwo – napisano w oświadczeniu. Dziewczynka, której biologicznym rodzicem jest mąż poszkodowanej pacjentki, przebywała pod opieką Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, aktualnie zaś leczona jest przez szczeciński szpital.

Ten informuje również, że o  sytuacji poinformował Ministerstwo Zdrowia. W związku z tym na jego terenie przeprowadzano szczegółowo kontrolę, a dokonali jej Konsultant Krajowy w dziedzinie ginekologii i położnictwa oraz Dyrektor Departamentu Matki i Dziecka. Sprawą zajmuje się również Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie. Szpital oświadczenie zakończył słowami:  W dniu wczorajszym podczas spotkania przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia, Władz Uczelni i Dyrekcji Szpitala strony zgodnie uznały, że w zaistniałej sytuacji koniecznym jest rozwiązanie przez Ministerstwo umowy na realizację Programu „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego na lata 2013-2016” w SPSK-1 PUM w Szczecinie. Obowiązująca nas tajemnica lekarska oraz respektowanie woli rodziców nie zezwalają na podanie bardziej szczegółowych informacji. W wątpliwość podawana jest rzetelność Laboratorium i samej Kliniki, biorącej udział w rządowym programie – jak informowało radio Tok Fm, m.in. dokumentacja medyczna poszkodowanej kobiety mieściła się na 1 stronie. Szpital jednak nie chce jeszcze tego komentować.

Minister zdrowia, Bartosz Arłukowicz zapowiedział natomiast, że umowa na realizację programu z kliniką będzie rozwiązana w ciągu 30 dni. Klinika przez ten czas – jak powiedziała rzeczniczka prasowa szpitala, Joanna Woźnicka – musi zakończyć leczenie u par, u których rozpoczęto już ten proces, jeśli natomiast zdeponowany został materiał genetyczny, musi on być przetransportowany przez szpital do placówek uprzednio wskazanych przez pacjentów. W międzyczasie wyszło na jaw, że do pomyłki mogło dojść dwukrotnie. Rzecznik odpowiedzialności zawodowej przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Szczecinie prof. Jacek Różański ma to sprawdzić.  – Moje biuro prawne sprawdza teraz, czy mamy prawo wystąpić do szpitala o dokumentację medyczną dotyczącą pacjenta, jeśli tak, to to uczynimy  – powiedział. Ponadto Arłukowicz zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia błędu medycznego w przypadku poszkodowanej pacjentki. Na placówkę nałożono zaś maksymalną przewidzianą w takich sytuacjach karę finansową, czyli  10 proc. wartości kontraktu, w tym przypadku to 76 tysięcy złotych. 

 

Autor

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl