Przejdź do treści

Polskie in vitro łamie prawa człowieka

partia razem in vitro

Partia RAZEM to świeża krew polskiej polityki. Zapytaliśmy jej liderów, co proponują m.in. rodzinom, parom starającym się o dzieci i samotnym kobietom. W porównaniu do niektórych partii, z którymi rozmawialiśmy odpowiedzi są bardzo wyczerpujące i konkretne.

Czy państwo powinno finansować in vitro?

Partia Razem: Tak. Po dwóch latach działania programu refundacyjnego urodziło się 2287 dzieci, do programu przystąpiło ponad 20 tysięcy par i wciąż zgłaszają się nowe, choć założenia programu i budżet ministerialny zakładały jako maksimum 15 tys. Potrzeby ludzi jednak są o wiele większe, ponieważ skala problemu niepłodności powiększa się. Wg szacunków Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego na niepłodność cierpi 1,2 mln osób w Polsce.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czy obecna ustawa o leczeniu niepłodności jest dobrą ustawą?

Jest nierówną ustawą. Implementuje do polskiego prawa unijną dyrektywę tkankową i dyrektywy techniczne, a jesteśmy krajem Unii, który wdraża dyrektywy jako ostatni, po kilkukrotnych upomnieniach Komisji Europejskiej. Reguluje też po 28 latach od narodzin pierwszego polskiego dziecka z in vitro zasady wykonywania metody in vitro oraz inseminacji, a przede wszystkim bezpieczeństwo pacjentów. Proponuje pragmatyczne rozwiązanie zapładniania 6 komórek jajowych u kobiet do 35 roku życia i  dowolną  liczbę komórek u kobiet starszych – rozwiązanie, którego skuteczność przetestował program refundacyjny, a które okazało się niwelować problem tzw. nadliczbowych zarodków przy utrzymaniu europejskiej średniej skuteczności in vitro (31%). Z drugiej strony jest to ustawa homofobiczna, która udaje, że pary jednopłciowe nie istnieją, a ich pragnienie rodzicielstwa uda się wyłączyć zapisem ustawowym.

Skutkiem tego działania będzie wzrost podziemia inseminacyjnego, z którego będą korzystać kobiety samotne i pary lesbijskie (pokątne ogłoszenia dawców, którzy są nieprzebadani, nie kontrolujemy liczby ich dzieci). Dalszym skutkiem będzie pogłębienie nierówności (zamożniejsze obywatelki będą wyjeżdżać do Danii, na Ukrainę, gdzie prawodawstwo pozwala na leczenie kobiet w związkach jednopłciowych oraz kobiet samotnych). Jest to również jedyna europejska ustawa, która wprowadza tzw. przymus dawstwa: zarodki nadliczbowe, o których losie rodzice genetyczni nie zdecydują przez 20 lat, zostaną oddane innym parom do tzw. adopcji prenatalnej niezależnie od woli tychże rodziców. Ten zapis jest bezpośrednią konsekwencją kompromisu „przede wszystkim ochronić zarodek” – bezwzględna ochrona zarodka doprowadziła nie tylko do zakazu niszczenia i zakazu oddawania zarodków na potrzeby badań naukowych (dwa najczęstsze rozwiązania w legislacjach europejskich), ale doprowadzi do łamania Art. 8 konwencji o prawach człowieka dotyczącego prawa do prywatności i życia rodzinnego:

Żadna forma dawstwa nie może być wymuszona na obywatelu, nie można nakazać komuś zrzeczenia się jego materiału biologicznego i doprowadzenia tym samym do powstania biologicznej rodziny takiej pary poza ich własną rodziną poprzez wymuszone narodziny potencjalnych dzieci, które nigdy się nie dowiedzą o swoim pochodzeniu genetycznym.

Ta ostatnia kwestia naprowadza nas na złamanie innego artykułu innej konwencji- art. 7 i art. 8 konwencji o prawach dziecka przyznających każdemu dziecku prawo do wiedzy o własnej tożsamości. To prawo jest konsekwentnie respektowane wobec dzieci adoptowanych w Polsce, za to ustawa łamie je w odniesieniu do dzieci urodzonych dzięki gametom (komórki jajowe, plemniki) i zarodkom dawców. Dzieci urodzone dzięki dawstwu nigdy nie poznają tożsamości dawców, choć prawodawstwo europejskie rozpoznało ten problem i kolejno zmieniane są prawa krajowe w kierunku zrealizowania konwencji (Wielka Brytania, Holandia, Dania, Szwecja, Niemcy, Belgia, Finlandia, Norwegia).
W świetle ustawy o leczeniu niepłodności, która zacznie obowiązywać wraz z początkiem listopada samotne kobiety nie będą mogły korzystać z zabiegów in vitro, co się stanie z zarodkami „singielek”, które wcześniej je zamroziły?

Pozostaną w stanie zawieszenia- będą mrożone przez 20 lat, po czym zostaną obligatoryjnie przekazane do adopcji przez pary heteroseksualne. Singielki mogą się ich również wcześniej zrzec na rzecz innych par lub wywieźć poza granice Polski na własny koszt i za pośrednictwem klinik.  Sęk w tym, że nie chcą tego robić: są to kobiety, które często mają już dzieci urodzone dzięki in vitro i jest to rodzeństwo genetyczne tych zamrożonych zarodków. Zmuszanie tej grupy kobiet do zrzeczenia się zamrożonych zarodków łamie nam dwa powyżej opisane konwencje jak również narusza prawo rodzeństwa do posiadania rodzeństwa (ten aspekt nie został w ogóle podniesiony w debacie, choć w prawie adopcyjnym przyjęto zasadę zakazu rozdzielania rodzeństw).

Ponadto są to kobiety, które zapłaciły z własnej kieszeni za in vitro (refundacja nie dotyczyła i nie dotyczy kobiet samotnych, podchodziły one do pełnopłatnych procedur), a teraz nie mogą ani wrócić po swoje zarodki, zaś jeśli będą chciały je wywieźć z Polski będą musiały ponieść dodatkowe i bardzo duże koszty: podróży, leczenia w innym kraju, urlopu zdrowotnego na tę rzecz.

Czy wyłączenie spod ustawy samotnych kobiet nie jest ich dyskryminacją? Wielu ekspertów zapowiada, że tym zapisem powinien się zająć Trybunał Konstytucyjny.

Jest. Sprawą zajmuje się obecnie RPO. Dodatkowo łamane jest prawo obywatela do świadczeń zdrowotnych. Samotna kobieta może być kobietą niepłodną i cierpieć np. na zaawansowaną endometriozę. Nieudzielenie jej świadczenia zdrowotnego z powodu ograniczeń ustawy o leczeniu niepłodności będzie jednoczesnym złamaniem ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta. W przypadku zaawansowanej endometriozy okienko „szansy na ciążę” staje się ograniczone czasowo: jeśli kobieta nie zajdzie w ciążę w momencie, kiedy jest do tego jeszcze biologicznie zdolna, odebrana zostanie jej przyszła szansa na macierzyństwo z uwagi na prognozowane  pogorszenie się stanu jej zdrowia, przede wszystkim stanu macicy do usunięcia macicy włącznie. To powoduje, iż nakazanie jej oczekiwania na partnera płci męskiej może spowodować praktyczne odebranie jej szansy na ciążę. Ponadto nie każda kobieta ma orientację heteroseksualną, podobnie jak nie każda samotna kobieta dąży do zawiązania relacji z mężczyzną, więc uzależnianie możliwości zajścia w ciążę od obecności mężczyzny staje się podwójnie kontrowersyjne w świetle praw obywatelskich. Warto nadmienić, iż w polskim prawie adopcyjnym dopuszczalna jest adopcja przez osobę samotną, natomiast ustawa o leczeniu niepłodności – zgodnie z wykładnią ministerstwa zdrowia- przyjęła za odniesienie koncepcję „każdy zarodek ma prawo do dwojga rodziców”. Takie prawo zostało rozpoznane jedynie wobec dzieci z in vitro i dotyczy wyłącznie tych dzieci, inne dzieci mogą się rodzić kobietom samotnym i mogą być przez nie przysposobione.

Dlaczego ustawa o in vitro nie zakłada żadnych limitów wiekowych? Z  in vitro nie będzie mogła skorzystać zdrowa, samotna 35- letnia kobieta, ale już zamężna 65-latka zgodnie z prawem będzie mogła poddać się takiemu zabiegowi – czy to nie jest kuriozalne?

Oczywiście, że jest. Ustawa nie zakłada limitów, ponieważ- jak skomentował to podsekretarz stanu Igor Radziewicz Winnicki z MZ – ustawa nie może ograniczać „wolność jednostki”, co jest podwójną hipokryzją w świetle wykazanych wyżej niekonsekwencji i dyskryminacji kobiet samotnych i par jednopłciowych.

Jak powinna wyglądać ustawa aborcyjna?

Obecne prawo aborcyjne, dopuszczające przerwanie ciąży w określonych sytuacjach, tj. poważnych wad płodu, zagrożenia życia i zdrowia matki oraz kiedy ciąża pochodzi z gwałtu, to martwy przepis. Z jednej strony przy obecnej interpretacji tzw. „klauzuli sumienia” nie pozwala się na dokonanie aborcji kobietom, które mogłyby to zrobić zgodnie z prawem, z drugiej kwitnie podziemie aborcyjne. Niemieckie, czeskie czy słowackie kliniki prześcigają się w ofertach wobec polskich klientek, oczywiście tych zamożnych – koszt przerwania ciąży to ok. 1,5 tys. zł. W najtrudniejszej sytuacji są te kobiety, których nie stać na przerwanie ciąży,  niechcianej często właśnie ze względu na skrajnie trudną sytuację finansową. Te korzystają z tańszej, ale znacznie mniej bezpiecznej aborcji farmakologicznej albo zapożyczają się na lichwiarski procent, żeby móc dokonać zabiegu pod opieką lekarza.

Nie da się ustawą zabronić kobietom przerywania ciąży – te, które znajdą się w trudnej sytuacji, i tak to zrobią. To, co może zrobić państwo, to zapewnić im, żeby mogły dokonać tego w bezpiecznych i godnych warunkach. Dlatego Partia Razem postuluje liberalizację ustawy aborcyjnej i pozostawienie decyzji o macierzyństwie w rękach kobiety.

Dlaczego ustawa o związkach partnerskich kolejny rok nie została dopuszczona do obrad Sejmu?

Brak ustawy o związkach partnerskich to z pewnością jeden z największych i – miejmy nadzieję – jeden z najbardziej kosztownych błędów Platformy Obywatelskiej. Takie regulacje popiera już ponad połowa Polaków, jednak po raz kolejny okazuje się, że politycy reprezentują znacznie bardziej konserwatywne postawy niż społeczeństwo. Tymczasem, jak stwierdził ostatnio Europejski Trybunał Praw Człowieka, możliwość zawarcia legalnego związku z osobą, z którą dzieli się życie, jest pogwałceniem prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, a zatem stanowi naruszenie Konwencji o prawach człowieka.

W związkach jednopłciowych żyje w tej chwili w Polsce ok. 1 mln osób – to ludzie pozbawieni podstawowych praw, które mają ich heteroseksualni rodacy. Żyją, mieszkają, często wychowują dzieci wspólnie z kimś, kto zgodnie z literą prawa jest dla nich obcą osobą. To oczywista dyskryminacja, która nie powinna mieć miejsca. Dlatego postulujemy jak najszybsze rozwiązanie tej kwestii.

W wywiadzie z nami Tomasz Sommer, rzecznik partii KORWIN komentując rodziny zastępcze powiedział „lepszy jest wzorzec domów dziecka – są zinstytucjonalizowane, a mechanizm funkcjonowania jest sprawdzony przez setki lat”? Czy model rodzin zastępczych się faktycznie się nie sprawdza?

Wypowiedź Tomasza Sommera świadczy o jego głębokiej ignorancji. Polska – obok Rosji i Białorusi – jest jednym z ostatnich krajów w Europie, gdzie dzieci wychowują się w klasycznych „domach dziecka”. Ustawa o tym, że w jednej placówce nie może być więcej niż czternaścioro dzieci, jest regularnie obchodzona. Tymczasem z badań wynika, że takie placówki to siedlisko przemocy i patologii, że dzieci wychodzą z nich z traumą na całe życie. Wychowankowie są anonimowi, personelu jest mało i często się zmienia, życie płynie według ściśle ustalonych reguł i regulaminów nie pozwala na przystosowanie się do rzeczywistości poza placówką, w dodatku w domach dziecka powszechna jest przemoc – głównie pomiędzy wychowankami. Bardzo słabe są też kontakty z rodzinami biologicznymi, które często – przy wsparciu ze strony państwa – mogłyby wrócić do opieki nad swoimi dziećmi.

Czy surogacja w Polsce powinna być legalna? Jeśli tak to na jakich zasadach?

Surogacja, czyli sytuacja, w której płód rośnie w macicy kobiety, która nie jest jego biologiczną matką, budzi poważne wątpliwości moralne. Po pierwsze, zazwyczaj łączy się z bonifikatą finansową – rodzice biologiczni płacą surogatce za ciążę; dają sobie zatem prawo do kontrolowania jej trybu życia, sposobu odżywania, tego, czy nie korzysta z używek etc. Taka sytuacja znacznie wykracza poza ramy zwykłego zatrudnienia i budzi skojarzenia z niewolnictwem – rodzice dziecka na 9 miesięcy kupują de facto organizm kobiety.

Ciąża, która jest sprawą niezwykle intymną, staje się przedmiotem wymiany handlowej. W trakcie jej trwania – a zwłaszcza przy porodzie, rodzi się silna, biologiczna więź pomiędzy ciężarną a dzieckiem; jej zerwanie może być bardzo bolesne.

Rozwiązanie to – ze względu na ogromne koszta, ponoszone przez wynajmowaną kobietę – dostępne byłoby wyłącznie dla bardzo zamożnych rodzin. Nie stanowiłoby systemowego rozwiązania problemu niepłodności, zaś jego rola w społeczeństwie i tak byłaby znikoma. Jednak ze względu na powyższe wątpliwości nie popieramy legalizacji surogacji.

Polki chętniej rodzą za granicą niż w Polsce, dlaczego?

Dzieje się tak ze względu na niskie poczucie bezpieczeństwa rodzin w Polsce. Ze względu na niskie płace, brak stabilności zatrudnienia, słabo zorganizowaną opiekę na poziomie żłobków i przedszkoli oraz kryzys na rynku mieszkaniowym, podjęcie decyzji o posiadaniu dziecka jest bardzo ryzykowne. Kobiety są słabo chronione na rynku pracy – często urodzenie dziecka jest traktowane jak kaprys, wybryk czy złośliwość wobec pracodawcy, a macierzyństwo jako przeszkoda w karierze. Dodatkowo rodzicielstwo jest traktowane wyłącznie jako sprawa matki – rola mężczyzny w opiece i wychowaniu dzieci jest zdecydowanie za wąska, zarówno jeśli chodzi o rozwiązania prawne (krótki urlop ojcowski) jak i funkcjonujący model rodziny.

Jakie pomysły ma partia RAZEM, aby walczyć z niżem demograficznym? Przewidujecie jakieś bonifikaty dla rodzin?

Należy po pierwsze podnieść płace w całej gospodarce i skończyć ze śmieciowym zatrudnieniem. Dlatego postulujemy wprowadzenie godzinowej płacy minimalnej na poziomie 15 zł brutto dla osób, pracujących na umowę o pracę i 20 zł dla osób na umowach cywilno-prawnych – chcemy zniechęcić pracodawców do ich nadużywania. Jednocześnie postulujemy dążenie do wyrównania płac kobiet i mężczyzn. Chcemy również krajowego programu budowy mieszkań komunalnych – to właśnie dostęp do tanich mieszkań na wynajem jest jednym z powodów, dla których Polki np. na Wyspach częściej niż w Polsce decydują się na dzieci. Kluczowa jest także rozbudowa sieci żłobków i przedszkoli. Ulgi podatkowe na dzieci, z których nie korzystają w tej chwili najbiedniejsi obywatele (np. rodzice dzieci niepełnosprawnych, utrzymujący się z zasiłków, którzy nie rozliczają się z podatku PIT) powszechnymi świadczeniami dla wszystkich rodziców.

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.

Czym jest raport laboratorium IVF?

laboratorium in vitro
fot. Fotolia

Przygotowując się do zapłodnienia in vitro, obserwujemy wraz z lekarzem wzrost pęcherzyków w jajnikach. W dniu punkcji oczekujemy na informację, ile komórek udało się pobrać i czy są prawidłowe.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kolejne doby to pytania o skuteczność przeprowadzonego zapłodnienia i rozwój zarodków. Zarodki rozwijające się prawidłowo mogą być podane (embriotransfer) lub zamrożone. Każdy etap procedury jest dokumentowany w raporcie laboratorium IVF.

Zobacz także: Efektywność zapłodnienia pozaustrojowego – od czego zależy?

Jakie informacje znajdują się w raporcie?

  • Liczba komórek jajowych – komórki izolowane z płynu pęcherzykowego otoczone są przez komórki odżywcze. Na tym etapie jeszcze niewiele można powiedzieć o jakości komórek i ich potencjale rozwojowym.
  • Liczba dojrzałych (MII) komórek jajowych – aby komórka mogła być prawidłowo zapłodniona, musi znajdować się w odpowiedniej fazie rozwoju – dojrzewania mejotycznego. Około 2–4 godzin po pobraniu komórki są oczyszczane i oceniane. Do zapłodnienia kwalifikują się komórki znajdujące się w metafazie drugiego podziału mejotycznego (MII).
  • Parametry nasienia – przed wykonaniem zapłodnienia pozaustrojowego oceniane są podstawowe parametry nasienia: koncentracja, ruchliwość i morfologia plemników po preparatyce lub/i nasienia natywnego (przed preparatyką).
  • Liczba prawidłowo zapłodnionych komórek (zygot) – w pierwszej dobie po zapłodnieniu oceniana jest efektywność zapłodnienia. Prawidłowo zapłodniona komórka jajowa – zygota – ma widoczne dwa przedjądrza. Są to pakiety genetyczne komórki jajowej i plemnika – jeszcze oddzielne, ale już zsynchronizowane i gotowe do utworzenia zarodka. Komórki niezapłodnione i nieprawidłowo zapłodnione muszą być na tym etapie zidentyfikowane.
  • Opis podziałów zarodkowych – przez kolejne dni rozwoju zarodek dzieli się intensywnie, zwiększając budującą go liczbę komórek (tzw. blastomerów). W 2. dobie zarodek powinien mieć 2–4 komórki, w 3. dobie 6–8 komórek. W opisach liczba komórek podawana jest zawsze na pierwszym miejscu i powinna być adekwatna do oczekiwanej w danej dobie. W protokołach znajduje się również dodatkowa ocena morfologiczna uwzględniająca m.in. stopień fragmentacji i wielkość blastomerów. OCENA BLASTOCELIZACJI – od około 4. doby liczba komórek w zarodku przestaje być policzalna. W czwartej dobie oczekujemy zwartej grupy komórek, nazywanej morulą. W 5./6. dobie, w zarodku na etapie blastocysty, można już rozróżnić grupy komórek.

Zobacz także: Jak łączy się plemnik z komórką jajową w zapłodnieniu metodą ICSI? Wyjaśnia ekspertka

O czym pamiętać, czytając raport?

  • nie wszystkie pobrane komórki są dojrzałe, nie wszystkie dojrzałe komórki zapłodnią się prawidłowo i nie wszystkie będą się prawidłowo rozwijać – wg opublikowanych danych można oczekiwać >75% komórek dojrzałych (z pobranych), >65% komórek zapłodnionych prawidłowo (z zapładnianych) i >40% zarodków rozwijających się do blastocysty (z zapłodnionych prawidłowo komórek);
  • zarodki, które nie mają szansy na dalszy rozwój, nie są podawane ani mrożone. Są to zarodki, które nie wykazują cech rozwoju w przeciągu kolejnych 24 godzin obserwacji, oraz takie, w których komórki uległy procesowi degeneracji;
  • najistotniejsza jest informacja dotycząca liczby i stadium zarodków podawanych (transferowanych) i przekazanych do banku komórek rozrodczych i zarodków (czyli zamrożonych i przechowywanych). Umożliwia ona zaplanowanie dalszego postępowania w przypadku nieudanego transferu i/lub kolejnej ciąży z wykorzystaniem zarodków zamrożonych;
  • dokładna ocena zarodków ma przede wszystkim wykluczyć nieprawidłowo zapłodnione komórki, pomóc embriologowi wytypować zarodek do transferu, stanowić informację dla lekarza prowadzącego.

Autorka: Dr Marta Sikora-Polaczek – senior clinical embryologist ESHRE, embriolog kliniczny PTMRiE. Od 2005 roku embriolog w Centrum Medycznym Macierzyństwo w Krakowie, od 2014 kierownik laboratorium IVF. 

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Przez sześć lat na in vitro wydali ponad 368 tys. zł. „Póki mam czas, będę walczyć”

Na in vitro wydali ponad 368 tys. zł
fot. Instagram: teamdelmege

Ona ma 34 lata, jej mąż – 73. Pomimo długich starań i ogromnej sumy, jaką wydali na zabiegi in vitro, do tej pory nie spełnili marzenia o posiadaniu potomstwa. Poznajcie przejmującą historię pary, która mimo przeciwności losu nie zamierza się poddać. 

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Chociaż 73-letni milioner Max Delmege ma dwóch dorosłych synów z poprzedniego małżeństwa, marzy o gromadce dzieci. Aby spełnić to marzenie wraz żoną, 34-letnią Samanthą, zdecydowali się na zabieg zapłodnienia pozaustrojowego. Podczas sześcioletniej walki z niepłodnością na in vitro wydali ponad 368 tys. zł  (ok. 100 tys. dolarów). Ich marzenie o dziecku jak dotąd jeszcze się nie spełniło.

Zobacz także: Bezdzietność nie z wyboru. Pragnienie, które nigdy nie mija [Wasze historie]

„Dzieci to najcenniejszy dar, jaki można otrzymać w życiu”

W ostatnich dniach Max i jego żona Sam pojawili się w programie telewizyjnym „The Morning Show”. Na wizji opowiedzieli o rozpaczliwym pragnieniu posiadania dziecka, nieudanych próbach in vitro i poronieniach.

– Współczuję Samancie, szczególnie, gdy widzę, jak robi sobie zastrzyki. Nie mogę na to patrzeć – mówił do kamery 73-latek. – Jednak ja również pragnę dziecka. Mam dwóch synów z poprzedniego małżeństwa, jednak chciałbym mieć gromadkę maluchów biegających wokół domu – dodał.

Max i Sam nie wierzą, że 39-letnia różnica wieku pomiędzy nimi może być przyczyną trudności z poczęciem potomka. – W laboratorium powiedziano nam, że różnica wieku nie jest przyczyną problemu, z jakim się mierzymy – powiedziała Samantha.

– Dzieci to najcenniejszy dar, jaki można otrzymać w życiu. Nie mogę się doczekać, żeby ponownie zostać ojcem – wyznał Max.

Zobacz także: Ile zastrzyków trzeba znieść, by spełnić marzenie o dziecku? Ból i szczęście uchwycone na zdjęciu

Leczą się od 2015 roku, na in vitro wydali ponad 368 tys. zł

Samantha prowadzi bloga, na którym dzieli się z internautami swoimi emocjami związanymi ze staraniami o dziecko. Jej szanse na zostanie mamą wciąż maleją.

„Każdego dnia myślę o dziecku, o założeniu rodziny, o mojej przyszłości, o mnie jako Matce. Chcę, pragnę, mam nadzieję, modlę się, żebrzę o ciążę” – napisała na blogu Sam Delmege.

Para zwróciła się do lekarzy o pomoc po raz pierwszy w 2015 roku. Sam udało się zajść w ciążę dopiero w kwietniu 2017 roku, jednak w szóstym tygodniu ciąży poroniła. Trzy miesiące później para dowiedziała się, że na świecie mają pojawić się bliźnięta. Jednak i tym razem kobiecie nie udało się donosić ciąży. – W tamtym roku moje życie legło w gruzach – wyznała żona milionera.

Nienawidzę patrzeć w lustro. Widzę w nim kobietę, która nie może nosić w sobie dziecka, która w ciągu trzech lat przytyła 30 kg. Widzę kobietę, której ciało wciąż odrzuca zarodki, kobietę, która została bardzo zraniona. Wciąż bardzo cierpię.

Większość ludzi nie wie, co się dzieje w mojej głowie. Uśmiecham się, śmieję i udaję, że wszystko jest ok. Przez większość dni ukrywam moje prawdziwe uczucia – wyznała Sam.

Zobacz także: 3 największe emocjonalne wyzwania niepłodności – ty też z nimi walczysz?

„Póki mam czas, będę walczyć”

Pani Delmege zdradziła, że trudno jej obserwować ciężarne kobiety i młode mamy z wózkiem.

– Kiedy cieszysz się szczęściem innych, w głębi serca czujesz ból i desperacko pragniesz dzielić się radosną nowiną, czuć te emocje, mieć poranne mdłości, obserwować rosnący brzuszek, czuć kopnięcia dziecka, oglądać je podczas badania USG. Jednak każdego miesiąca, to znowu nie twoja kolej – zauważyła smutno kobieta.

Samantha Delmege straciła już 18 zarodków. Jak mówi, nie ma zamiaru się poddać. – Póki mam czas, będę walczyć. Próbować. Modlić się. Będę błagać, żeby w przyszłym miesiącu się udało. Będę się uśmiechać, żartować i oddychać, dopóki nie stanę się jedną z was. Matką”.

fot. Instagram: teamdelmege

fot. Instagram: teamdelmege

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Przygotowanie do in vitro – jak wygląda? [FILM]

Przygotowanie do in vitro to długi proces, który składa się z kilku etapów. Jak wygląda?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Całe przygotowanie można ogólnie podzielić na cztery kategorie. Wymieniamy tu:

  • Stymulację hormonalną
  • Punkcję jajników
  • Pobranie nasienia
  • Zapłodnienie in vitro – klasyczne lub ICSI

Więcej szczegółów znajdziesz w filmiku powyżej!

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Wybory samorządowe 2018. Jakie plany ws. dofinansowania in vitro mają partie? [SPRAWDZAMY]

Grafika: Urna wyborcza na tle wizualizacji zapłodnienia pozaustrojowego /Ilustracja do tekstu: Wybory samorządowe 2018 a in vitro
Fot.: iStock/Pixabay

Wybory samorządowe 2018 za pasem. Wciąż wahasz się, na kogo oddać swój głos? Sprawdź, czy (i jak) programy poszczególnych partii, które reprezentują kandydaci, odnoszą się do kwestii leczenia niepłodności metodą in vitro.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wybory samorządowe 2018 a dofinansowanie in vitro: Koalicja Obywatelska

Program wyborczy Koalicji Obywatelskiej, czyli porozumienia o wspólnym starcie działaczy PO i Nowoczesnej, przewiduje dofinansowanie in vitro w regionach lub przedłużenie obecnych programów zapewniających parom dostęp do tej metody. Deklaracje w tej sprawie złożyli m.in. Rafał Trzaskowski (kandydat na prezydenta Warszawy), Sławomir Nitras (Szczecin), Jacek Jaśkowiak (Poznań), a także kandydaci na radnych z wielu regionów.

Kandydaci Koalicji Obywatelskiej na prezydentów największych miast (m.in. Warszawy) planują także utworzenie całodobowych gabinetów ginekologicznych. Kobiety mogłyby w nich otrzymać m.in. receptę na antykoncepcję oraz poradę dotyczącą zabiegu in vitro – bez obaw o to, że lekarz powoła się na klauzulę sumienia.

Wybory samorządowe 2018 a dofinansowanie in vitro: Prawo i Sprawiedliwość

Prawo i Sprawiedliwość nie planuje dofinansowania in vitro w regionach. Wielu działaczy zrzeszonych w strukturach PiS nie uznaje procedury zapłodnienia pozaustrojowego za metodę leczenia niepłodności. Partia ma dla obywateli inne propozycje: naprotechnologię, darmowe leki dla kobiet w ciąży, premie za szybkie urodzenie drugiego dziecka (m.in. w postaci dodatkowych urlopów wychowawczych), a także zapewnienie najniższej emerytury kobietom, które nie przepracowały wymaganego okresu, ale urodziły czwórkę dzieci.

Część deklaracji kandydatów tej formacji jednak zaskakująca. Tadeusz Zysk, kandydujący z ramienia PiS na prezydenta Poznania, twierdził niedawno, że nie wygasi oferowanego obecnie dofinansowania in vitro w tym mieście. Takiego scenariusza nie wykluczał też Patryk Jaki, kandydujący na ten sam urząd w Warszawie.

Wybory samorządowe 2018 a dofinansowanie in vitro: Sojusz Lewicy Demokratycznej

Sojusz Lewicy Demokratycznej otwarcie opowiada się za dofinansowaniem in vitro z budżetów gmin i województw. Podczas kampanii samorządowej partia zapowiedziała nawet uruchomienie „Powszechnego programu in vitro dla Polski”.

– Metoda in vitro daje, a nie odbiera komukolwiek życie. Nie uciekniemy przed nauką, medycyną. Nasz program będziemy wprowadzali wszędzie tam, gdzie będziemy mogli. Będziemy szli tą drogą, nawet jeśli po drodze będą grudy – mówił przed kilkoma dniami prof. Marian Szamatowicz, radny białostocki, który w najbliższych wyborach będzie kandydował z listy SLD Lewica Razem.

Wybory samorządowe 2018 a dofinansowanie in vitro: Partia Razem

Partia Razem od dawna postuluje dotowanie in vitro w regionach. Aktywnie działa na tym polu, tworząc projekty programów finansowania tej procedury i zbierając pod nimi podpisy. Podkreśla, że dostęp do tej metody leczenia nie powinien zależeć ani od miejsca zamieszkania, ani stanu cywilnego. Zapowiada też wycofanie się z finansowania naprotechnologii oraz ułatwienie dostępu do antykoncepcji awaryjnej i opieki ginekologicznej.

W Warszawie, gdzie kandydaci Razem startują wspólnie z: działaczami stołecznych ruchów miejskich, Inicjatywy Polska i Zielonych (w ramach KWW „Wygra Warszawa”), program samorządowy zakłada >>rozszerzenie aktualnego programu in vitro, opartego na propozycji przygotowanej przez Razem wspólnie ze stowarzyszeniem „Nasz Bocian”<<.

Wybory samorządowe 2018 a dofinansowanie in vitro: Ruch Bezpartyjni Samorządowcy

Bezpartyjni Samorządowcy to ruch polityczny działający głównie na szczeblu samorządowym. Wielu jego działaczy (m.in. z województw zachodniopomorskiego i dolnośląskiego) zarejestrowanych na listach do sejmików wojewódzkich opowiada się za wspieraniem procedury in vitro z budżetu samorządów. W oficjalnych dokumentach udostępnionych przez ruch nie zawarto jednak deklaracji programowej w tej sprawie.

Wybory samorządowe 2018 a dofinansowanie in vitro: Kukiz’15

Działacze Kukiz’15 nie zajmują programowego stanowiska w sprawie dofinansowania in vitro z budżetu samorządów. Część kandydatów, którzy startują z list komitetów tej partii, zapytana o tę kwestię wprost, deklaruje, że „nie wyklucza” możliwości dofinansowania in vitro. Marek Jakubiak, kandydujący na prezydenta Warszawy z ramienia Kukiz’15, w rozmowie z TVP mówił:

„Jeżeli można ludziom pomóc, to dlaczego nie? Problem jest tylko z zamrożonymi zarodkami, ale wydaje się, że nad tym można popracować”.

Wybory samorządowe 2018 a dofinansowanie in vitro: „Wolność” Janusza Korwin-Mikkego 

„Wolność” (wcześniej: KORWiN) nie odnosi się w swoich deklaracjach do kwestii dofinansowania in vitro z budżetów gmin i województw. Założyciel partii, Janusz Korwin-Mikke, wielokrotnie (w niewybrednych słowach) opowiadał się jednak przeciwko dofinansowaniu tej metody ze środków publicznych.

Wybory samorządowe 2018 a dofinansowanie in vitro: Polskie Stronnictwo Ludowe

Program Polskiego Stronnictwa Ludowego nie odnosi się do kwestii finansowania in vitro. Partia proponuje za to udogodnienia obecnym rodzicom: m.in. program „Godzina dla rodziny”, gwarancję pracy na pół etatu po urlopie rodzicielskim przez 24 miesiące (rodzice mają wówczas otrzymywać dodatkowo 1 tys. zł miesięcznie) oraz zwolnienie z opłat parkingowych rodziców podróżujących z dziećmi.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Środowisko anti-choice znów manipuluje ws. in vitro. „To gwałt na naturze”

TUTAJ kupisz e-wydanie magazynu „Chcemy Być Rodzicami”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.