Przejdź do treści

Polskie in vitro łamie prawa człowieka

partia razem in vitro

Partia RAZEM to świeża krew polskiej polityki. Zapytaliśmy jej liderów, co proponują m.in. rodzinom, parom starającym się o dzieci i samotnym kobietom. W porównaniu do niektórych partii, z którymi rozmawialiśmy odpowiedzi są bardzo wyczerpujące i konkretne.

Czy państwo powinno finansować in vitro?

Partia Razem: Tak. Po dwóch latach działania programu refundacyjnego urodziło się 2287 dzieci, do programu przystąpiło ponad 20 tysięcy par i wciąż zgłaszają się nowe, choć założenia programu i budżet ministerialny zakładały jako maksimum 15 tys. Potrzeby ludzi jednak są o wiele większe, ponieważ skala problemu niepłodności powiększa się. Wg szacunków Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego na niepłodność cierpi 1,2 mln osób w Polsce.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czy obecna ustawa o leczeniu niepłodności jest dobrą ustawą?

Jest nierówną ustawą. Implementuje do polskiego prawa unijną dyrektywę tkankową i dyrektywy techniczne, a jesteśmy krajem Unii, który wdraża dyrektywy jako ostatni, po kilkukrotnych upomnieniach Komisji Europejskiej. Reguluje też po 28 latach od narodzin pierwszego polskiego dziecka z in vitro zasady wykonywania metody in vitro oraz inseminacji, a przede wszystkim bezpieczeństwo pacjentów. Proponuje pragmatyczne rozwiązanie zapładniania 6 komórek jajowych u kobiet do 35 roku życia i  dowolną  liczbę komórek u kobiet starszych – rozwiązanie, którego skuteczność przetestował program refundacyjny, a które okazało się niwelować problem tzw. nadliczbowych zarodków przy utrzymaniu europejskiej średniej skuteczności in vitro (31%). Z drugiej strony jest to ustawa homofobiczna, która udaje, że pary jednopłciowe nie istnieją, a ich pragnienie rodzicielstwa uda się wyłączyć zapisem ustawowym.

Skutkiem tego działania będzie wzrost podziemia inseminacyjnego, z którego będą korzystać kobiety samotne i pary lesbijskie (pokątne ogłoszenia dawców, którzy są nieprzebadani, nie kontrolujemy liczby ich dzieci). Dalszym skutkiem będzie pogłębienie nierówności (zamożniejsze obywatelki będą wyjeżdżać do Danii, na Ukrainę, gdzie prawodawstwo pozwala na leczenie kobiet w związkach jednopłciowych oraz kobiet samotnych). Jest to również jedyna europejska ustawa, która wprowadza tzw. przymus dawstwa: zarodki nadliczbowe, o których losie rodzice genetyczni nie zdecydują przez 20 lat, zostaną oddane innym parom do tzw. adopcji prenatalnej niezależnie od woli tychże rodziców. Ten zapis jest bezpośrednią konsekwencją kompromisu „przede wszystkim ochronić zarodek” – bezwzględna ochrona zarodka doprowadziła nie tylko do zakazu niszczenia i zakazu oddawania zarodków na potrzeby badań naukowych (dwa najczęstsze rozwiązania w legislacjach europejskich), ale doprowadzi do łamania Art. 8 konwencji o prawach człowieka dotyczącego prawa do prywatności i życia rodzinnego:

Żadna forma dawstwa nie może być wymuszona na obywatelu, nie można nakazać komuś zrzeczenia się jego materiału biologicznego i doprowadzenia tym samym do powstania biologicznej rodziny takiej pary poza ich własną rodziną poprzez wymuszone narodziny potencjalnych dzieci, które nigdy się nie dowiedzą o swoim pochodzeniu genetycznym.

Ta ostatnia kwestia naprowadza nas na złamanie innego artykułu innej konwencji- art. 7 i art. 8 konwencji o prawach dziecka przyznających każdemu dziecku prawo do wiedzy o własnej tożsamości. To prawo jest konsekwentnie respektowane wobec dzieci adoptowanych w Polsce, za to ustawa łamie je w odniesieniu do dzieci urodzonych dzięki gametom (komórki jajowe, plemniki) i zarodkom dawców. Dzieci urodzone dzięki dawstwu nigdy nie poznają tożsamości dawców, choć prawodawstwo europejskie rozpoznało ten problem i kolejno zmieniane są prawa krajowe w kierunku zrealizowania konwencji (Wielka Brytania, Holandia, Dania, Szwecja, Niemcy, Belgia, Finlandia, Norwegia).
W świetle ustawy o leczeniu niepłodności, która zacznie obowiązywać wraz z początkiem listopada samotne kobiety nie będą mogły korzystać z zabiegów in vitro, co się stanie z zarodkami „singielek”, które wcześniej je zamroziły?

Pozostaną w stanie zawieszenia- będą mrożone przez 20 lat, po czym zostaną obligatoryjnie przekazane do adopcji przez pary heteroseksualne. Singielki mogą się ich również wcześniej zrzec na rzecz innych par lub wywieźć poza granice Polski na własny koszt i za pośrednictwem klinik.  Sęk w tym, że nie chcą tego robić: są to kobiety, które często mają już dzieci urodzone dzięki in vitro i jest to rodzeństwo genetyczne tych zamrożonych zarodków. Zmuszanie tej grupy kobiet do zrzeczenia się zamrożonych zarodków łamie nam dwa powyżej opisane konwencje jak również narusza prawo rodzeństwa do posiadania rodzeństwa (ten aspekt nie został w ogóle podniesiony w debacie, choć w prawie adopcyjnym przyjęto zasadę zakazu rozdzielania rodzeństw).

Ponadto są to kobiety, które zapłaciły z własnej kieszeni za in vitro (refundacja nie dotyczyła i nie dotyczy kobiet samotnych, podchodziły one do pełnopłatnych procedur), a teraz nie mogą ani wrócić po swoje zarodki, zaś jeśli będą chciały je wywieźć z Polski będą musiały ponieść dodatkowe i bardzo duże koszty: podróży, leczenia w innym kraju, urlopu zdrowotnego na tę rzecz.

Czy wyłączenie spod ustawy samotnych kobiet nie jest ich dyskryminacją? Wielu ekspertów zapowiada, że tym zapisem powinien się zająć Trybunał Konstytucyjny.

Jest. Sprawą zajmuje się obecnie RPO. Dodatkowo łamane jest prawo obywatela do świadczeń zdrowotnych. Samotna kobieta może być kobietą niepłodną i cierpieć np. na zaawansowaną endometriozę. Nieudzielenie jej świadczenia zdrowotnego z powodu ograniczeń ustawy o leczeniu niepłodności będzie jednoczesnym złamaniem ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta. W przypadku zaawansowanej endometriozy okienko „szansy na ciążę” staje się ograniczone czasowo: jeśli kobieta nie zajdzie w ciążę w momencie, kiedy jest do tego jeszcze biologicznie zdolna, odebrana zostanie jej przyszła szansa na macierzyństwo z uwagi na prognozowane  pogorszenie się stanu jej zdrowia, przede wszystkim stanu macicy do usunięcia macicy włącznie. To powoduje, iż nakazanie jej oczekiwania na partnera płci męskiej może spowodować praktyczne odebranie jej szansy na ciążę. Ponadto nie każda kobieta ma orientację heteroseksualną, podobnie jak nie każda samotna kobieta dąży do zawiązania relacji z mężczyzną, więc uzależnianie możliwości zajścia w ciążę od obecności mężczyzny staje się podwójnie kontrowersyjne w świetle praw obywatelskich. Warto nadmienić, iż w polskim prawie adopcyjnym dopuszczalna jest adopcja przez osobę samotną, natomiast ustawa o leczeniu niepłodności – zgodnie z wykładnią ministerstwa zdrowia- przyjęła za odniesienie koncepcję „każdy zarodek ma prawo do dwojga rodziców”. Takie prawo zostało rozpoznane jedynie wobec dzieci z in vitro i dotyczy wyłącznie tych dzieci, inne dzieci mogą się rodzić kobietom samotnym i mogą być przez nie przysposobione.

Dlaczego ustawa o in vitro nie zakłada żadnych limitów wiekowych? Z  in vitro nie będzie mogła skorzystać zdrowa, samotna 35- letnia kobieta, ale już zamężna 65-latka zgodnie z prawem będzie mogła poddać się takiemu zabiegowi – czy to nie jest kuriozalne?

Oczywiście, że jest. Ustawa nie zakłada limitów, ponieważ- jak skomentował to podsekretarz stanu Igor Radziewicz Winnicki z MZ – ustawa nie może ograniczać „wolność jednostki”, co jest podwójną hipokryzją w świetle wykazanych wyżej niekonsekwencji i dyskryminacji kobiet samotnych i par jednopłciowych.

Jak powinna wyglądać ustawa aborcyjna?

Obecne prawo aborcyjne, dopuszczające przerwanie ciąży w określonych sytuacjach, tj. poważnych wad płodu, zagrożenia życia i zdrowia matki oraz kiedy ciąża pochodzi z gwałtu, to martwy przepis. Z jednej strony przy obecnej interpretacji tzw. „klauzuli sumienia” nie pozwala się na dokonanie aborcji kobietom, które mogłyby to zrobić zgodnie z prawem, z drugiej kwitnie podziemie aborcyjne. Niemieckie, czeskie czy słowackie kliniki prześcigają się w ofertach wobec polskich klientek, oczywiście tych zamożnych – koszt przerwania ciąży to ok. 1,5 tys. zł. W najtrudniejszej sytuacji są te kobiety, których nie stać na przerwanie ciąży,  niechcianej często właśnie ze względu na skrajnie trudną sytuację finansową. Te korzystają z tańszej, ale znacznie mniej bezpiecznej aborcji farmakologicznej albo zapożyczają się na lichwiarski procent, żeby móc dokonać zabiegu pod opieką lekarza.

Nie da się ustawą zabronić kobietom przerywania ciąży – te, które znajdą się w trudnej sytuacji, i tak to zrobią. To, co może zrobić państwo, to zapewnić im, żeby mogły dokonać tego w bezpiecznych i godnych warunkach. Dlatego Partia Razem postuluje liberalizację ustawy aborcyjnej i pozostawienie decyzji o macierzyństwie w rękach kobiety.

Dlaczego ustawa o związkach partnerskich kolejny rok nie została dopuszczona do obrad Sejmu?

Brak ustawy o związkach partnerskich to z pewnością jeden z największych i – miejmy nadzieję – jeden z najbardziej kosztownych błędów Platformy Obywatelskiej. Takie regulacje popiera już ponad połowa Polaków, jednak po raz kolejny okazuje się, że politycy reprezentują znacznie bardziej konserwatywne postawy niż społeczeństwo. Tymczasem, jak stwierdził ostatnio Europejski Trybunał Praw Człowieka, możliwość zawarcia legalnego związku z osobą, z którą dzieli się życie, jest pogwałceniem prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, a zatem stanowi naruszenie Konwencji o prawach człowieka.

W związkach jednopłciowych żyje w tej chwili w Polsce ok. 1 mln osób – to ludzie pozbawieni podstawowych praw, które mają ich heteroseksualni rodacy. Żyją, mieszkają, często wychowują dzieci wspólnie z kimś, kto zgodnie z literą prawa jest dla nich obcą osobą. To oczywista dyskryminacja, która nie powinna mieć miejsca. Dlatego postulujemy jak najszybsze rozwiązanie tej kwestii.

W wywiadzie z nami Tomasz Sommer, rzecznik partii KORWIN komentując rodziny zastępcze powiedział „lepszy jest wzorzec domów dziecka – są zinstytucjonalizowane, a mechanizm funkcjonowania jest sprawdzony przez setki lat”? Czy model rodzin zastępczych się faktycznie się nie sprawdza?

Wypowiedź Tomasza Sommera świadczy o jego głębokiej ignorancji. Polska – obok Rosji i Białorusi – jest jednym z ostatnich krajów w Europie, gdzie dzieci wychowują się w klasycznych „domach dziecka”. Ustawa o tym, że w jednej placówce nie może być więcej niż czternaścioro dzieci, jest regularnie obchodzona. Tymczasem z badań wynika, że takie placówki to siedlisko przemocy i patologii, że dzieci wychodzą z nich z traumą na całe życie. Wychowankowie są anonimowi, personelu jest mało i często się zmienia, życie płynie według ściśle ustalonych reguł i regulaminów nie pozwala na przystosowanie się do rzeczywistości poza placówką, w dodatku w domach dziecka powszechna jest przemoc – głównie pomiędzy wychowankami. Bardzo słabe są też kontakty z rodzinami biologicznymi, które często – przy wsparciu ze strony państwa – mogłyby wrócić do opieki nad swoimi dziećmi.

Czy surogacja w Polsce powinna być legalna? Jeśli tak to na jakich zasadach?

Surogacja, czyli sytuacja, w której płód rośnie w macicy kobiety, która nie jest jego biologiczną matką, budzi poważne wątpliwości moralne. Po pierwsze, zazwyczaj łączy się z bonifikatą finansową – rodzice biologiczni płacą surogatce za ciążę; dają sobie zatem prawo do kontrolowania jej trybu życia, sposobu odżywania, tego, czy nie korzysta z używek etc. Taka sytuacja znacznie wykracza poza ramy zwykłego zatrudnienia i budzi skojarzenia z niewolnictwem – rodzice dziecka na 9 miesięcy kupują de facto organizm kobiety.

Ciąża, która jest sprawą niezwykle intymną, staje się przedmiotem wymiany handlowej. W trakcie jej trwania – a zwłaszcza przy porodzie, rodzi się silna, biologiczna więź pomiędzy ciężarną a dzieckiem; jej zerwanie może być bardzo bolesne.

Rozwiązanie to – ze względu na ogromne koszta, ponoszone przez wynajmowaną kobietę – dostępne byłoby wyłącznie dla bardzo zamożnych rodzin. Nie stanowiłoby systemowego rozwiązania problemu niepłodności, zaś jego rola w społeczeństwie i tak byłaby znikoma. Jednak ze względu na powyższe wątpliwości nie popieramy legalizacji surogacji.

Polki chętniej rodzą za granicą niż w Polsce, dlaczego?

Dzieje się tak ze względu na niskie poczucie bezpieczeństwa rodzin w Polsce. Ze względu na niskie płace, brak stabilności zatrudnienia, słabo zorganizowaną opiekę na poziomie żłobków i przedszkoli oraz kryzys na rynku mieszkaniowym, podjęcie decyzji o posiadaniu dziecka jest bardzo ryzykowne. Kobiety są słabo chronione na rynku pracy – często urodzenie dziecka jest traktowane jak kaprys, wybryk czy złośliwość wobec pracodawcy, a macierzyństwo jako przeszkoda w karierze. Dodatkowo rodzicielstwo jest traktowane wyłącznie jako sprawa matki – rola mężczyzny w opiece i wychowaniu dzieci jest zdecydowanie za wąska, zarówno jeśli chodzi o rozwiązania prawne (krótki urlop ojcowski) jak i funkcjonujący model rodziny.

Jakie pomysły ma partia RAZEM, aby walczyć z niżem demograficznym? Przewidujecie jakieś bonifikaty dla rodzin?

Należy po pierwsze podnieść płace w całej gospodarce i skończyć ze śmieciowym zatrudnieniem. Dlatego postulujemy wprowadzenie godzinowej płacy minimalnej na poziomie 15 zł brutto dla osób, pracujących na umowę o pracę i 20 zł dla osób na umowach cywilno-prawnych – chcemy zniechęcić pracodawców do ich nadużywania. Jednocześnie postulujemy dążenie do wyrównania płac kobiet i mężczyzn. Chcemy również krajowego programu budowy mieszkań komunalnych – to właśnie dostęp do tanich mieszkań na wynajem jest jednym z powodów, dla których Polki np. na Wyspach częściej niż w Polsce decydują się na dzieci. Kluczowa jest także rozbudowa sieci żłobków i przedszkoli. Ulgi podatkowe na dzieci, z których nie korzystają w tej chwili najbiedniejsi obywatele (np. rodzice dzieci niepełnosprawnych, utrzymujący się z zasiłków, którzy nie rozliczają się z podatku PIT) powszechnymi świadczeniami dla wszystkich rodziców.

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.

Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro

Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro
Gwiazda podzieliła się informacją o publikacji książki za pośrednictwem social mediów – fot. Facebook Małgorzata Rozenek-Majdan

Małgorzata Rozenek jest zwolenniczką in vitro. Gwiazda ma dwóch synów i nigdy nie ukrywała, że w obie ciąże udało jej się zajść dzięki in vitro.  Małgosia właśnie podzieliła się ze swoimi fanami ekscytującą wiadomością i zdradziła kulisy projektu, nad którym pracowała od wielu miesięcy. Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Informacja o publikacji ukazała się na Facabooku i Instagramie gwiazdy.

Dziś już mogę głośno podzielić się z Wami efektami mojej wielomiesięcznej pracy ❤ Długie poszukiwania bohaterów, kilkanaście spotkań, kilkadziesiąt godzin rozmów, wiele łez, radości, śmiechu oraz smutku… Jestem dumna z tego, że książka „In vitro. Rozmowy intymne” właśnie ujrzała światło dzienne. Jestem szczęśliwą mamą dwóch wspaniałych synów. Nie byłoby ich ze mną, gdyby nie pomoc lekarzy. Gdyby nie In vitro. Dyskusja wokół tego tematu wciąż rodzi niezdrowe emocje, powiela krzywdzące stereotypy, służy jako narzędzie walki politycznej. Dzięki ginekologom, seksuologom, embriologom oraz księdzu dominikanowi przedstawię Wam całą prawdę o tej procedurze. Kilkakrotnie przeszłam procedury In vitro, i tak jak tysiące kobiet, mających problem z zajściem w ciąże, znam radość sukcesu i smutek porażki. Nie mogę dłużej milczeć. Czuję, że razem z innymi rodzicami mam obowiązek zabrać głos.

Zobacz też: „Jak wytłumaczyć powtarzanie bzdury o wylewaniu zarodków?” Szczery wywiad o in vitro z Małgorzatą Rozenek

Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro

W rozmowie z „Plejadą” Małgorzata Rozenek wyznała, że spodziewa się różnych reakcji na książkę.

– Temat jest bardzo kontrowersyjny i od dawna polaryzuje nasze społeczeństwo. Razem z moimi rozmówcami, czyli rodzicami dzieci z in vitro oraz specjalistami, chcę zabrać głos w bardzo ważnej dla mnie sprawie. Liczę, że to choć odrobinę zmieni atmosferę wokół tematu i sprawi, że osoby, które głośno krzyczą nad tematem in vitro, zastanowią się przez chwilę, a może zmienia swój punkt widzenia – powiedziała gwiazda w rozmowie z serwisem „Plejada”.

Rozenek zaapelowała również do przeciwników in vitro, aby przestali swoimi osądami krzywdzić rodziców dzieci poczętych dzięki in vitro. Gwiazda zauważyła również, że wiele przeciwników tej metody nie posługuje się w dialogu merytorycznymi argumentami.  Nie brak za to jawnej agresji i wrogiego nastawienia.

– Mamy prawo wybierać i decydować o tym, czy chcemy poddać się takiej procedurze, jak in vitro, w momencie, kiedy pojawia się problem z zajściem w ciążę. Nikt nie ma prawa decydować tego za nas. Gdyby nie in vitro, nie byłabym matką dwójki wspaniałych chłopców, którzy są dla mnie wszystkim – powiedziała Małgorzata.

Premiera książki „In vitro. Rozmowy intymne” zaplanowana jest na maj tego roku. Publikację będzie można nabyć w przedsprzedaży w Empiku.

Źródło: Facebook, Plejada

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Istotne decyzje, czyli co warto przemyśleć rozpoczynając leczenie metodą zapłodnienia pozaustrojowego

Istotne decyzje, czyli co warto przemyśleć rozpoczynając leczenie metodą zapłodnienia pozaustrojowego
fot.Chbr

Dr Marta Sikora-Polaczek

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Postępowanie w trakcie leczenia metodą zapłodnienia pozaustrojowego jest zawsze szczegółowo omawiane przez lekarza prowadzącego. W kontekście indywidualnej sytuacji pary, zgodnie z aktualnymi rekomendacjami i obowiązującym prawem, podejmowane są decyzje kliniczne. Jednakże, rozpoczynając tego typu leczenie, warto wiedzieć, gdzie znajdują się punkty wymagające wcześniejszego przemyślenia czy dodatkowych dyskusji. To momenty, gdzie – oprócz względów medycznych – liczą się poglądy pary, momenty często wymagające uwzględnienia dalekosiężnych planów rodzicielskich.

Ile komórek zapłodnić?

Zgodnie z obowiązującą „Ustawą o leczeniu niepłodności”, u kobiet do 35 roku życia zapłodnieniu poddaje się sześć dojrzałych komórek jajowych. U kobiet, które skończyły 35 lat, u par mających za sobą dwie nieudane próby zapłodnienia pozaustrojowego, lub w przypadku choroby współistniejącej, możliwe jest zapłodnienie większej liczby (czyli wszystkich uzyskanych) komórek jajowych.

Warto wiedzieć, że zapłodnienie sześciu komórek jajowych to, biorąc pod uwagę wskaźniki efektywności zapłodnienia i rozwoju, statystyczna szansa na dwa–trzy prawidłowo rozwijające się zarodki. Czyli zapładniając sześć komórek uzyskujemy realne szanse na zajście w ciąże, lub nawet perspektywę kolejnej ciąży w przyszłości.

Zobacz też: 9 ziół na kobiece dolegliwości. Masz je w swojej kuchni?

Ile dzieci planujemy?

Co, jeśli zdecydowanie nie planujemy więcej niż jednego dziecka, lub jeśli statystyki zadziałają na naszą korzyść, i ze wszystkich zapładnianych komórek rozwiną się prawidłowe zarodki? Zgodnie z prawem wszystkie prawidłowo rozwijające się zarodki muszą być podane lub bezpiecznie przechowywane. Na wykorzystanie zarodków na potrzeby własnego leczenia mamy 20 lat, potem zostaną przekazane do adopcji.

Można zarodki przekazać do adopcji również wcześniej, jednakże nie mogą one zostać zniszczone ani przekazane na cele naukowe. Jeżeli para przystępująca do leczenia nie dopuszcza przekazania zarodków do adopcji, warto rozważyć ograniczenie liczby zapładnianych komórek, ale wtedy trzeba się też liczyć z obniżeniem efektywności procedury.

Co zrobić z komórkami jajowymi niepoddawanymi zapłodnieniu?

Po ustaleniu maksymalnej liczby komórek przeznaczonych do zapłodnienia pozostaje decyzja co do losów pozostałych dojrzałych komórek jajowych. Decyzja dotycząca pozostałych komórek należy do kobiety, od której zostały one pobrane. Komórki jajowe można zniszczyć, zamrozić w celu wykorzystania w przyszłości lub (w części ośrodków) przekazać anonimowo do wykorzystania na potrzeby leczenia innej pary.

Liczbę komórek, które zostaną uzyskane w trakcie danej stymulacji może oszacować lekarz na podstawie wyjściowego poziomu AMH oraz przebiegu stymulacji. Jednakże warto przygotować się na różne scenariusze – czasem może okazać się, że prawidłowych komórek jest mniej (lub więcej) niż pierwotnie oczekiwaliśmy.

Zobacz też: Kobiecość i niepłodność – czy rzeczywiście się wykluczają?

Ile zarodków podać?

Obecnie w środowisku medycznym coraz silniej ugruntowuje się polityka embriotransferu jednego zarodka. Celem leczenia jest uzyskanie bezpiecznej, zdrowej ciąży, a ciąże mnogie uważane są za ciąże podwyższonego ryzyka. Dlatego też najprawdopodobniej lekarz zaproponuje transfer (podanie) jednego zarodka, nawet jeśli przyszli rodzice z radością powitaliby bliźniaki. Dwa zarodki podawane są w uzasadnionych klinicznie sytuacjach, takich jak niepowodzenia w dotychczasowym leczeniu czy bardziej zaawansowany wiek kobiety.

Wraz z wiekiem spada współczynnik implantacji (czyli procent zarodków, które zagnieżdżają się w macicy). Mając to na uwadze, oraz uwzględniając potencjalną konieczność przeprowadzenia kolejnej stymulacji jak najszybciej, lekarz może zaproponować podanie dwóch zarodków. Warto pamiętać, że nawet podanie jednego zarodka może zakończyć się ciążą mnogą – na wczesnych etapach może jeszcze dojść do podziału zarodka i rozwoju dwóch płodów. Zgodnie z „Ustawą o leczeniu niepłodności” i dobrą praktyką medyczną, każdorazowo na podanie zarodka/zarodków muszą wyrazić zgodę obydwoje rodzice.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

 

Ekspert

Dr Marta Sikora-Polaczek

Senior Clinical Embryologist ESHRE, embriolog kliniczny PTMRiE, w trakcie specjalizacji z laboratoryjnej genetyki medycznej. Studia ukończyła na Wydziale Biologii UW, w Zakładzie Embriologii, rozprawę doktorską przygotowała w Zakładzie Genetyki UJ, przy współpracy z Instytutem Biologii Doświadczalnej im M. Nenckiego w Warszawie. Od 2005 roku embriolog w Centrum Medycznym Macierzyństwo w Krakowie, od 2014 roku kierownik laboratorium IVF.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Suchość pochwy – problem nie tylko kobiet

plemniki - wiedziałeś o tym?
fot. Fotolia

Suchość pochwy jest problemem, z którym spotykają się kobiety w różnych okresach życia. Najczęściej jest kojarzony z okresem okołomenopauzalnym i powodowany jest wygasaniem czynności jajników oraz zmniejszeniem poziomu estrogenów. Suchość dotyczy również młodszych kobiet, a warto szczególnie potraktować kobiety planujące potomstwo.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nawilżenie pochwy a starania o dziecko

Dlaczego – w momencie starania o dziecko – jest ważne, by nawilżenie pochwy było na odpowiednim poziomie? Odpowiedź zawiera uzasadnienie dotyczące zarówno psychiki, jak i fizjologii. Z psychicznego punktu widzenia, dobrostan cytomorfologiczny pochwy oznacza, że kobieta nie martwi się o dyskomfort.

Jest to szczególnie istotne, ponieważ ból w trakcie stosunku powoduje blokadę, zwłaszcza że statystycznie szanse na powodzenie przy pierwszej próbie wynoszą 5–10%. Nie bez powodu wiele kobiet mówi wówczas właśnie o „próbach”, co nie kojarzy się z przyjemnym seksem.

Psychiczna blokada również prowadzi do nasilenia suchości. Fizjologicznie stosunek bez odpowiedniej wilgotności jest praktycznie niemożliwy. Właściwy śluz ważny jest również dla plemników, które potrzebują środka transportowego, żeby znaleźć się w pobliżu komórki jajowej.

Zobacz też: Lubrykant w staraniach o dziecko: pomaga czy przeszkadza?

Jak powinien wyglądać idealny preparat dla kobiet, które cierpią na suchość pochwy, zarazem starając się o dziecko?

Po pierwsze powinien być skuteczny. Odpowiedni lubrykant powinien przynosić szybką poprawę, czyli łagodzić uczucie pieczenia, swędzenia. Po drugie powinien być łatwy w użyciu. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest używanie aplikatorów, które można wprowadzić do pochwy, a więc zastosować preparat w miejscu docelowym. Po trzecie musi być bezpieczny.

Dwa poprzednie warunki dotyczyły każdej pacjentki, która odczuwa skutki suchości pochwy. Bezpieczeństwo odnosi się już konkretnie do problemów z płodnością. Lubrykant dla par starających się o dziecko musi być bezpieczny dla kobiety, mężczyzny (a dokładnie jego nasienia) oraz dla rozwijającego się zarodka. Okazuje się, że preparatów o takiej charakterystyce nie ma prawie wcale.

Większość lubrykantów osłabia ruchliwość plemników, dodatkowo tworząc barierę blokującą im możliwość przemieszczania się, co jest warunkiem zapłodnienia! Dodatkowo preparaty te negatywnie wpływają na żywotność plemników, co powoduje, że możemy raczej mówić o działaniu antykoncepcyjnym lubrytantów niż o tym, że wspomagają płodność.

Zobacz też: Jak dbać o męską płodność? Kilka wskazówek na dobry początek

FertilSafe Plus

Aby pomóc parom starającym się o dziecko w pokonaniu trudności z suchością pochwy, został stworzony FertilSafe Plus. Preparat ten spełnia wszystkie wymogi bezpiecznego lubrykantu. Przynosi szybkie nawilżenie i jest łatwy w użyciu.

Dostępny jest w postaci tuby z aplikatorem wielorazowego użytku oraz pojedynczych aplikatorów. FertilSafe Plus jest bezpieczny, co zostało potwierdzone w badaniach klinicznych. Nie zawiera parabenów i posiada odpowiednie pH i osmolarność, zgodne z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia.

Zachęcamy do odwiedzenia strony www.fertilman.pl i zapoznania się z poradnikiem dotyczącym męskiej niepłodności.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Inseminacja a in vitro – czy mamy wybór?

Inseminacja a in vitro
Inseminacje domaciczne można powtarzać wielokrotnie, jednak przyjmuje się, że do uzyskania ciąży powinno dojść po 3-4 próbach – fot. materiały udostępnione przez Partnera

W Polsce z problemem niepłodności boryka się około 1,5 mln par rocznie. Niektórym leczenie pomaga na tyle, że są w stanie począć dziecko naturalnie i utrzymać ciążę. Niestety części z nich realne szanse na rodzicielstwo dają przede wszystkim techniki wspomaganego rozrodu. Najczęściej stosowane są inseminacje i procedury in vitro. Czym są, czym się różnią, czy można wybrać, z której się skorzysta?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dla wielu niepłodnych par realną szansę na macierzyństwo i ojcostwo, oprócz in vitro, dają też inseminacje. Na wielu forach padają pytania: co wybrać – inseminacje czy in vitro? Co jest lepsze? Która procedura daje większe szanse? Razem ze specjalistami z klinik leczenia niepłodności InviMed postaramy się odpowiedzieć na te pytania.

Na początek – diagnoza

Każdy z nas zna parę, która boryka się z niepłodnością, tzn. od przynajmniej roku bezskutecznie stara się o dziecko. Mogą to być osoby, które starają się o pierwszego potomka, ale też pary, mające problem z naturalnym poczęciem drugiego lub kolejnego dziecka (to tzw. niepłodność wtórna).

– W klinikach leczenia niepłodności InviMed pary, które od dłuższego czasu bezskutecznie starają się o dziecko, są przede wszystkim diagnozowane. Postawienie właściwej diagnozy jest kluczowe dla decyzji o kolejnych krokach i wdrażanym leczeniu.

Wielu osobom może wystarczyć np. uregulowanie gospodarki hormonalnej i dokładne określenie dni płodnych, innym pomogą inseminacje domaciczne, a niektórzy już na drugiej wizycie mogą usłyszeć o in vitro. Niestety takie przypadłości jak np. bardzo zaawansowana endometrioza, niedrożne i uszkodzone oba jajowody lub bardzo słabe parametry nasienia w zasadzie wykluczają inne metody zapłodnienia – tłumaczy dr Robert Gizler, ginekolog i dyrektor medyczny kliniki InviMed we Wrocławiu.

Zobacz też: Jak przygotować się do inseminacji?

Co to jest inseminacja?

Zarówno inseminacja, jak i in vitro są technikami wspomaganego rozrodu. Inseminacja to bezpośrednie umieszczenie w drogach rodnych kobiety odpowiednio przygotowanego nasienia. Inseminacje domaciczne w leczeniu niepłodności stosuje się od dziesiątek lat. Są bezpieczne, nie wymagają bardzo złożonego przygotowania, a sam zabieg jest bezbolesny i szybki.

Zabieg polega na umieszczeniu w macicy próbki nasienia zawierającej plemniki, które wcześniej zostały wyselekcjonowane i odpowiednio przygotowane w laboratorium. Nasienie umieszcza się w macicy, stosując cienki silikonowy cewnik. Inseminacje wykonuje się w cyklach naturalnych lub po wcześniejszej stymulacji jajeczkowania.

Na czym polega in vitro?

In vitro (IVF) jest metodą zapłodnienia pozaustrojowego. Jego istotą jest połączenie plemnika i komórki jajowej w warunkach laboratoryjnych. Zapłodnienie pozaustrojowe poprzedza:

  • u kobiety – stymulacja hormonalna i punkcja, które mają na celu pozyskanie odpowiedniej liczby dojrzałych pęcherzyków z jajników zawierających kompetentne komórki jajowe;
  • u mężczyzny – oddanie nasienia lub w ciężkich przypadkach niepłodności męskiej, pobranie plemników bezpośrednio z jąder.

Zapłodnienie komórki jajowej in vitro oznacza skorzystanie z jednej z pięciu metod: mikromanipulacji ICSI, IMSI, PICSI, hbIMSI lub klasycznego zapłodnienia IVF. Zapłodnienie wykonywane jest przez doświadczonego embriologa w specjalnym laboratorium. Następnie zapłodniona komórka jest inkubowana. Okres hodowli trwa do 6 dni, w trakcie których wyznaczany jest dzień transferu zarodka do jamy macicy.

W wyniku procedury IVF oprócz zarodków przeznaczonych do tzw. świeżego transferu, w 60-70% uzyskuje się dodatkowe nadliczbowe zarodki, które są krioprezerwowane i mogą zostać wykorzystane w razie niepowodzenia transferu świeżego, co znacznie podwyższa skuteczność pojedynczego cyklu leczenia i nie wymaga przeprowadzania kolejnej stymulacji. Zdarza się, głównie z przyczyn medycznych (np. nieprawidłowy wzrost endometrium), że transfer świeży jest odwoływany, a zarodki, które były wybrane w pierwszej kolejności do transferu są krioprezerwowane i podawane w cyklu KET (kriotransfer). Tego rodzaju postępowanie kliniczne nie obniża szans na uzyskanie ciąży – tłumaczy Bartłomiej Wojtasik, starszy embriolog kliniczny ESHRE, zastępca dyrektora embriologii klinik InviMed.

Zobacz też: Jak przekonać partnera lub partnerkę do leczenia niepłodności?

Kiedy występują wskazania do inseminacji?

Najczęstszymi wskazaniami do inseminacji są:

  • umiarkowany czynnik męski,
  • endometrioza I lub II stopnia,
  • zdiagnozowane przeciwciała przeciwplemnikowe,
  • niepłodność idiopatyczna (jej przyczyna nie jest znana po wykorzystaniu dostępnej diagnostyki).

Umiarkowany czynnik męski jest najczęstszym wskazaniem do inseminacji u par, które od przynajmniej roku bezskutecznie starają się o dziecko. Stwierdza się go po wykonaniu badań nasienia – w przypadku zbyt małej ilości, słabszej ruchliwości i żywotności lub zaburzonej morfologii plemników.

W przypadku podjęcia leczenia metodą inseminacji, parametry nasienia muszą pozwalać na uzyskanie tzw. dawki inseminacyjnej, czyli ilości plemników, która pozwoli na uzyskanie ciąży, ze skutecznością charakterystyczną dla metody (10-20%).

Kiedy inseminacja nie ma sensu?

Inseminacja nie ma sensu w przypadku niedrożności obu jajowodów lub ich usunięciu, niemożności wywołania owulacji, a także w przypadku III lub IV stopnia endometriozy u pacjentki. Nie wykonuje się jej również wtedy, gdy nasienie pacjenta jest bardzo słabe, np. w mililitrze jest mniej niż milion plemników. Jednocześnie są to najbardziej oczywiste wskazania do in vitro – tłumaczy dr Tomasz Rokicki, ginekolog i dyrektor medyczny kliniki InviMed w Warszawie.

In vitro stosuje się także jako kolejny – po inseminacjach – etap leczenia niepłodności technikami wspomaganego rozrodu. Parom, w przypadku których wcześniejsze leczenie nie przyniosło efektów lub stan kliniczny pacjentów uniemożliwia zajście w ciążę z zastosowaniem prostszych form leczenia, np. inseminacji, pozostaje już tylko jedno wyjście – in vitro.

Zobacz też: Kiedy inseminacja jest wskazana? A jakie czynniki decydują, że nie można jej wykonać u niepłodnych par?

Inseminacja a in vitro – co jest skuteczniejsze?

Inseminacje domaciczne można powtarzać wielokrotnie, jednak przyjmuje się, że do uzyskania ciąży powinno dojść po 3-4 próbach, dalsze powtórzenia są bardzo nisko rokujące. Kluczowym czynnikiem jest tutaj wiek pacjentki. Nie zaleca się kolejnych powtórzeń po wcześniejszych niepowodzeniach, jeżeli pacjentka zbliża się lub przekroczyła 35 rok życia.

Oprócz wieku i stanu klinicznego pacjentki, skuteczność zależy także od jakości nasienia oraz liczby dojrzałych pęcherzyków uzyskanych w wypadku zastosowania stymulacji hormonalnej – waha się między 10% a 20% na cykl.

Skuteczność in vitro również zależy od wymienionych wyżej czynników, jednak jest zdecydowanie wyższa. W najlepszych polskich klinikach sięga powyżej 40%.

W InviMed aż 54% wszystkich cykli in vitro, które zostały przeprowadzone w latach 2015-2017 w klinikach InviMed zakończyło się urodzeniem dzieci. W pierwszym cyklu ciąże kliniczne są potwierdzane średnio w 57% przypadków, w drugim w 50%, a w trzecim w 43%. Przy czym jeden cykl IVF liczony jest do wykorzystania ostatniego dostępnego w tym cyklu, świeżego bądź zamrożonego zarodka – tłumaczy embriolog Bartłomiej Wojtasik.

Czy można od razu przejść do in vitro?

Wiele borykających się z niepłodnością par, porównując wyniki skuteczności inseminacji i in vitro, chciałoby od razu starać się o dziecko z wykorzystaniem najskuteczniejszej możliwej metody. Jednak wybór między inseminacją a in vitro często nie istnieje.

Pary, które już na początku swojej drogi nie mają oczywistych wskazań do in vitro (np. u kobiety występuje niedrożność tylko jednego jajowodu) zgodnie z prawem nie mogą od razu przejść do leczenia metodami zapłodnienia pozaustrojowego.

Decyzja o tym, czy stosowane są inseminacje czy in vitro zależy od:

  • konkretnych wskazań lekarskich,
  • sytuacji medycznej danej pary,
  • przebiegu wcześniejszego leczenia,
  • obowiązującego w Polsce prawa.

Zgodnie z Ustawą o leczeniu niepłodności z 2015 roku, leczenie niepłodności metodą in vitro jest możliwe w przypadku małżeństw i par w związkach nieformalnych, po wyczerpaniu innych metod leczenia prowadzonych przez okres nie krótszy niż 12 miesięcy.

Wyjątkiem są sytuacje, w których wiadomo, że inne metody nie mają szansy powodzenia (np. inseminacja przy niedrożności obu jajowodów), a powód takiego stanu rzeczy został w pełni zdiagnozowany i odnotowany w dokumentacji medycznej.

Logo: InviMed

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.