fbpx
Przejdź do treści

Polska szkoła powinna zacząć mówić o niepłodności – apelują lekarze

Mamy w Polsce doskonale wyedukowane pokolenie młodych ludzi wiedzących wszystko o antykoncepcji i ciąży, a jednocześnie pokolenie prokreacyjnych analfabetów, które nic nie wie o problemach z płodnością, jakie mogą dotknąć każdego – grzmią specjaliści.

 
W Polsce coraz więcej młodych kobiet dotykają problemy z płodnością. Tymczasem nie ma kto przygotować je na taką sytuację. Szkoła pomimo lekcji wychowania do życia w rodzinie, milczy w tym temacie.  O tym, żeby był on bardziej widoczny w programie szkolnym przekonani są zarówno lekarze, jak i rodzice nastolatków.
 
Tego nie uczy szkoła

W związku z rosnącym odsetkiem młodych kobiet, mających problemy z zajściem w ciążę, wśród lekarzy zajmujących się niepłodnością, coraz częściej podnoszą się głosy o konieczności położenia większego nacisku na edukację w zakresie zdrowia prokreacyjnego w szkołach ponadgimnazjalnych, a zwłaszcza na temat niepłodności.
 
Także rodzice nastolatków nie mieliby nic przeciwko takiej wiedzy na lekcjach. Zdaniem 71 proc. z nich w szkołach powinno się tematowi niepłodności poświęcić więcej uwagi. Tylko 9 proc. jest zdania, że jest to wiedza zbędna dla 17-19-latki – wynika z sondy Kliniki Gyncentrum w Katowicach. Szkoła jednak w tym temacie milczy.
 
Od lat na lekcjach wychowania do życia w rodzinie mówi się wiele o zdrowiu prokreacyjnym, ale kładzie się nacisk przede wszystkim na świadome życie płciowe, antykoncepcję, higienę i rozpoznawanie zewnętrznych objawów płodności, lekceważąc temat ewentualnych problemów, jakie mogą pojawić się z wiekiem.
 
– Uczennice szkół ponadgimnazjalnych nie mają dziś kompletnie wiedzy, która pozwoliłaby im świadomie myśleć o swojej płodności w perspektywie następnych 10 lat. Dziewczyny są przekonane, że płodność jest niezmienna, a problemy dotyczą wyłącznie kobiet po 30-tce – mówi dr n. med. Dariusz Mercik z Kliniki Leczenia niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum z Katowic.
 
Efekty tej niewiedzy przerażają lekarzy.  – Młode kobiety nie wiedzą jak rozpoznać u siebie pierwsze symptomy schorzenia, lekceważą także tak niepokojące objawy, jak np. nieregularne cykle. Wiele z nich już wieku 20 lat postanawia, że pierwszą ciążę będzie mieć po 30-tce, ale nie bada swojej płodności, bo nie wie, że takie badanie jest konieczne. Ponadto dziewczyny nie znają czynników, jakie wpływają na płodność. Dowiadują się o nich dopiero, kiedy trafią na terapię leczenia niepłodności, w wieku 30 lat. W świadomości młodych kobiet nie istnieje także zupełnie temat profilaktyki płodności i diagnostyki – mówi dr Mercik.
 
Coraz młodsze, coraz mniej płodne

 Tymczasem w Polsce  z roku na rok obniża się wiek kobiet mających problemy z poczęciem dziecka. Jeszcze do niedawna naukowcy sądzili, że problem ten dotyczy 30-latek.  Dziś rośnie liczba niepłodnych 20-latek, a niebezpieczna granica ustalona została już dla kobiet w wieku 27 lat. To zdaniem ekspertów oznacza konieczność zdecydowanie wcześniejszej edukacji.
 
– Młode dziewczyny trzeba przygotowywać na ewentualność. Powinny mieć wiedzę, kiedy, gdzie i jak zbadać swoją płodność, powinny wiedzieć ile mogą czekać z macierzyństwem, powinny także umieć rozpoznawać czynniki, które mogą wpłynąć na zdolność do posiadania dziecka. Co ważne, trzeba uświadomić młode kobiety, że jeśli planują odłożyć macierzyństwo, to taki krok trzeba zaplanować, a płodność monitorować.  Takiej wiedzy dziś jednak nie dostaniemy w szkole  – mówi.
 
Niepłodność bierze się od opalania

A przydałaby się, bo aż 61 proc. licealistów w Polsce nie potrafi wymienić przyczyn stojących za niepłodnością, mimo, że takie zagadnienie funkcjonuje w programie szkolnym. Wśród 30 proc., które potrafi wymienić chociaż jedną przyczynę, najczęściej słyszy się o papierosach, alkoholu i… opalaniu – wynika z sondy Kliniki Gyncentrum, przeprowadzonej wśród uczniów szkół ponadgimnazjalnych.
 
– Młodzi ludzie wiedzę o niepłodności czerpią z debaty medialnej, z tego co wyczytają, co usłyszą. Sporo w tym śmieci, przekłamań. Z głową pełną straszydeł, kiedy faktycznie pojawia się problem, trafiają do lekarza, często z depresją i zagubieniem. A tego moglibyśmy uniknąć, w porę mówiąc o problemie, edukując – mówi specjalista Gyncentrum.
 
Szkoła milczy

Póki co jednak nastolatka niewiele dowie się w szkole o niepłodności.  I chociaż program wychowania do życia w rodzinie zakłada poruszenie zagadnień związanych ze zdrowiem prokreacyjnym, uczniowie nie dowiedzą się jednak z niego o tym, że  płodność ograniczona jest wiekiem, nie poznają także sposobów diagnozowania niepłodności oraz zagadnień związanych z badaniami, jakie należy wykonywać profilaktycznie.  
 
Przemilczany jest także całkowicie temat związany z leczeniem niepłodności. Nic więc dziwnego, że 86 proc. licealistów jest zdania, że niepłodność to choroba nieuleczalna – wynika z sondy Gyncentrum. – Tutaj nie chodzi o edukację na temat in vitro, jak często się zarzuca, chociaż taka wiedza jest również konieczna. Bardziej chodzi o wiedzę, że schorzenie jakim jest niepłodność żeńska i męska można leczyć i, że dostępne są dziś różne terapie i sposoby leczenia – mówi dr Mercik.
 
Po co ta wiedza?
Zdaniem specjalisty konieczne jest także wczesna świadomość, że badanie diagnozujące płodność może wykonać każdy – im wcześniej, tym lepiej. – Program nauki nie jest dostosowany do panującej obecnie sytuacji. Faktem jest natomiast, że coraz więcej młodych kobiet i mężczyzn ma problemy z płodnością. To już nie jest schorzenie 30-latków, ale coraz częściej 20-latków. Świadomość i wczesna diagnostyka pozwoliłaby uchronić wiele osób przed komplikacjami jakie powoduje nieleczona bezpłodność – mówi dr Mercik.
Informacja prasowa

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.