Przejdź do treści

Podwójna wygrana

W bujanych fotelikach gaworzy Zuzia i Kubuś – czteromiesięczne bliźnięta. Czteroletni Jaś zakochany w swoim rodzeństwie, jest właśnie w przedszkolu. Troje z in vitro. Są cudowni, rozkoszni i rodzice nie zamieniliby ich na żadne inne.

Agnieszka i Maciej pobrali się, kiedy mieli po 24 lata. Ich droga do rodzicielstwa nie była bardzo długa. Dzięki temu, że zaczęli starać się wcześniej – mimo że pojawiły się kłopoty – udało im się stworzyć pełną rodzinę.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Minęło półtora roku od ślubu, a dzieci wciąż się nie pojawiały. – Poszłam więc do ginekologa, takiego „zwyczajnego”, żeby się poradzić, co robić – opowiada Agnieszka. – Jego receptą na wszystko był duphaston. „Maks cztery miesiące i będzie pani w ciąży” – obiecał. Ale minęły cztery miesiące, a ciąży wciąż nie było. Zrobili więc podstawowe badania i okazało się, że na naturalną ciążę nie ma szans. 

Zostali skierowani do jednego z warszawskich szpitali. – Tam nam powiedzieli, że nie ma sensu poddawać się inseminacji, wyniki badań nie dawały nadziei. Właściwie od razu wiadomo było, że tylko in vitro da nam szansę na dziecko. To bardzo skróciło nam drogę. Mieliśmy czas na podjęcie decyzji – mówi Agnieszka. Wątpliwości nie mieli. Zdecydowali się niemal od razu. Pierwsza próba jednak się nie udała.

Rozmowa wiele zmienia

Zanim podjęli kolejną, minęło półtora roku. – Bardzo przeżyłam tę porażkę. Za bardzo nastawiłam się na sukces za pierwszym razem, a rozczarowanie zawsze boli – mówi Agnieszka. Nie była na to przygotowana. Nikt jej nie uświadomił, że może się nie udać. Myślała, że tak zaawansowana procedura może się zakończyć wyłącznie sukcesem. – Dla lekarzy niektóre rzeczy są tak oczywiste, że zapominają poinformować pacjentów. Ktoś nam powiedział: Zrobimy to i to, ale już nie powiedział z czym to się wiąże. I że może się nie udać. 

Potrzebowała czasu, by odbudować się psychicznie. Przez ten czas szukała informacji, zastanawiała się, co zrobić dalej, gdzie pójść, żeby następnym razem się udało. – Może nie miałam pewności, ale za to miałam dużo większą wiedzę. Mój problem za pierwszym razem był taki, że nie wiedziałam, na co się decyduję. Może to nie jest najlepsze wyjście, by informacji na temat zdrowia szukać w internecie, ale przecież sami lekarze mają różne podejście do tych samych spraw: jedni mówią, że kategorycznie nie brać leku, który inni zabraniają. 

Dalszą część tekstu przeczytasz w nr. 2 naszego magazynu