Przejdź do treści

PO przygotowała projekt „Pakiet dla kobiet”. Ma uwzględnić zapisy ws. in vitro

para w Poradni Leczenia Niepłodności w Katowicach
fot. Fotolia

Utrzymanie tzw. kompromisu aborcyjnego, refundacja antykoncepcji, edukacja seksualna, ale też m.in. regulacje ws. in vitro – takie rozwiązania ma uwzględnić projekt „Pakiet dla kobiet” opracowywany przez Platformę Obywatelską.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ustalenia dotyczące kształtu projektu zapadły na wczorajszym (25.01) posiedzeniu klubu PO.  Jego założenia przedstawiła posłanka Monika Wielichowska, która w Platformie Obywatelskiej jest odpowiedzialna za kwestie równościowe.

„Pomysł na ważne i potrzebne rozwiązania”

Jak po spotkaniu powiedział mediom szef PO Grzegorz Schetyna, „Pakiet dla kobiet” ma być „podkreśleniem” obowiązującego od 1993 roku tzw. kompromisu aborcyjnego.  Mają w nim również zostać uregulowane m.in. takie kwestie, jak dostęp do badań prenatalnych, antykoncepcji i edukacji seksualnej, a także zabiegów in vitro.

– Czyli to wszystko, co jest ważne, potrzebne i mogłoby być wsparciem dla tego kompromisu aborcyjnego – wyjaśnił w rozmowie z TVN24.

Schetyna podkreślił jednocześnie, że obowiązująca ustawa aborcyjna wymaga zmian, które odpowiedzą na potrzeby współczesnej Polski.

– Po tych 25 latach świat się zmienił, zmieniła się też Polska, stąd pomysł na takie ważne i potrzebne rozwiązania – zaznaczył szef PO.

Ustawa aborcyjna: kompromis czy liberalizacja?

Propozycje opracowane przez PO są efektem kontrowersji wokół niedawnego głosowania nad liberalizacją prawa aborcyjnego. Przypomnijmy, że sejm (m.in. głosami PO, której część posłów nie uczestniczyła w głosowaniu lub nie zastosowała się do dyscypliny partyjnej) przed dwoma tygodniami odrzucili projekt przygotowany przez Barbarę Nowacką. Do dalszych prac w komisji skierowano zaś rozwiązania zgłoszone przez Komitet #ZatrzymajAborcję, który przewiduje zaostrzenie dotychczasowych przepisów. Zapisy projektu „Pakiet dla kobiet” mają zostać przedstawione opinii publicznej wkrótce.

Przeczytaj również: Za in vitro, ale przeciw projektowi „Ratujmy kobiety”. Do kogo dziś mówi Platforma Obywatelska?

Z kolei Nowoczesna planuje złożenie projektu liberalizującego prawo aborcyjne. Ma on powielać zapisy odrzuconego projektu „Ratujmy Kobiety”, przygotowanego przez Barbarę Nowacką. Tym razem jednak, w odróżnieniu od zapowiedzi przez poprzednim głosowaniem, posłowie Platformy Obywatelskiej nie planują wyrazić dla niego poparcia.

Zgodnie z obecnie obowiązującą ustawą o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (tzw. ustawą  aborcyjną), terminacja ciąży jest możliwa w trzech przypadkach. Chodzi o sytuacje, gdy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu kobiety, gdy płód ma ciężkie i nieodwracalne uszkodzenia i gdy ciąża jest efektem czynu zabronionego.

Źródło: TVN24.pl

Polecamy także: Nowy minister zdrowia nie planuje finansowania in vitro. „Jest wiele pilniejszych spraw”

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Czy alkohol wpływa na możliwość zajścia w ciążę?

Czy alkohol wpływa na zajście w ciążę

Nie ulega wątpliwości, że wszyscy wiedzą o szkodliwości picia alkoholu w ciąży, o jego wpływie na płód, zespole FAS i o tym, że nie ma bezpiecznej dla płodu dawki alkoholu, którą mogłaby wypić matka. Ale czy alkohol wpływa na płodność, możliwość zajścia w ciążę? Czy warto z niego zrezygnować?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dlaczego warto ograniczyć lub wyeliminować alkohol starając się o dziecko?

Spożywanie alkoholu w okresie starań o dziecko może mieć niekorzystny wpływ na skuteczność tych starań. Jeżeli do przyszłego macierzyństwa podchodzimy z pełną świadomością, należy bardzo poważnie wziąć pod rozwagę ograniczenie lub całkowite wyeliminowanie alkoholu. Jest to szczególnie ważne u par, u których zdiagnozowano problemy z płodnością. Rezygnując z alkoholu zwiększamy szanse na powodzenie metod leczenia niepłodności.

Badania niejednoznacznie wskakują zależność między jego umiarkowanym spożyciem a zaburzeniami płodności. Badania przeprowadzone na szerokiej grupie kobiet wykazały, że dwukrotnie większe szanse na zapłodnienie w okresie 6 miesięcy miały kobiety, które wypijały poniżej 5 drinków tygodniowo, niż te, które piły więcej.

Należy jednak zauważyć, że mowa jest o umiarkowanym spożyciu, a zatem okazjonalnym i w niewielkich ilościach. Zakłada się, że u osób z zaburzeniami płodności wyeliminowanie którejkolwiek z potencjalnie szkodliwych substancji może zwiększyć szanse na posiadanie potomstwa.

Zobacz też: Od czego zależy płodność kobiety i mężczyzny? Odpowiada ekspert

Czy alkohol wpływa na zajście w ciążę?

Z przeprowadzonych badań najczęściej obserwowanym zaburzeniem u kobiet spożywających alkoholu w okresie starania się o dziecko są nieprawidłowości związane z owulacją oraz zaburzenia metaboliczne.

Alkohol, zwłaszcza piwo, ma wysoki indeks glikemiczny, podobnie też jak słodkie wina i likiery. Zwłaszcza, u kobiet z insulinoopornością ma to wpływ na owulację jak również skuteczność stymulacji jajników. Metabolity alkoholu zakwaszają organizm obniżając pH śluzu pochwowego i jego przepuszczalność dla plemników.

U mężczyzn częste picie alkoholu, jak również choroba alkoholowa, ewidentnie pogarsza parametry nasienia. Nie dość, że plemników jest mniej, to znacznie osłabiona jest też ich ruchliwości. Znacząco spada także odsetek prawidłowo zbudowanych plemników, co widzimy oceniając fragmentację DNA plemnika (DFI).

Należy pamiętać, że spożycie alkoholu należy ograniczyć nie tylko na kilka dni przed owulacją, ale na stałe. Proces spermatogenezy – powstawania nowego plemnika trwa około 3 miesięcy. Dlatego chwilowa abstynencja nie przyniesie spodziewanych rezultatów.

Alkohol a leki

Część leków wchodzi w interakcje z alkoholem wywołując efekty niepożądane. I tak np. leki stosowane w celu leczenia insulinooporności wywołują efekt antabusowy. Zaczerwienie i podrażnienie skóry twarzy i dekoltu. Szybsze upijanie się, drżenia mięśniowe, splątanie, kołatania serca, nadciśnienie.

Alkohol zmienia również metabolizm i wchłanianie zarówno w żołądku jak i jelitach. Lek po spożyciu nawet małej dawki alkoholu może po prostu nie działać lub działać słabiej. I może okazać się, że stymulacja drogimi lekami do in vitro czy inseminacji nie wyjdzie, bo po drodze były imieniny cioci.

Zobacz też: 1,5 mln par ma problem z płodnością, a Ty?

Alkohol a leczenie niepłodności

Pary starające się o dziecko z wykorzystaniem metod wspomaganego rozrodu powyższe informacje powinny potraktować priorytetowo. Osoby, u których zdiagnozowano problemy z płodnością, powinny w każdy możliwy sposób postarać się o zminimalizowanie ryzyka związanego z niepowodzeniem inseminacji bądź procedury in vitro, ponieważ na ich skuteczność wpływa zarówno dieta, jak i stosowane używki.

Pary podejmujące leczenie niepłodności są szczególnie narażone na niekorzystny wpływ czynników zewnętrznych. Odpowiedzialna postawa podczas starania się o dziecko jest kluczem do przyszłego macierzyństwa. Leczenie niepłodności wymaga od pary wielu wyrzeczeń i dyscypliny w stosowaniu się do zaleceń specjalistów.

W tym czasie mogą natrafić na wiele przeszkód, ale warto zastanowić się nad korzyściami, jakie wynikają z prowadzenia zdrowego trybu życia. Ma on wpływ zarówno na kobietę, jak i intelektualny i fizyczny rozwój dziecka w okresie ciąży. Również mężczyzna powinien przygotować się do roli ojca wprowadzając zdrowszy tryb życia w okresie starań o dziecko, jeśli do tej pory funkcjonował inaczej. Ograniczenie alkoholu, umiarkowany wysiłek fizyczny i zdrowa odżywianie są w stanie poprawić ogólne funkcjonowanie organizmu jak i parametry nasienia, co przekłada się bezpośrednio na poprawę płodności pary.

Alkohol a ciąża

Pary, które świadomie planują rodzicielstwo i rezygnują z nadużywania alkoholu w okresie starań o dziecko nie tylko poprawiają płodność, ale i ogólną kondycję organizmu. Rezygnacja z używek jeszcze przed ciążą zwiększa szanse na powodzenie starania się o dziecko.

Ciężarna nie powinna pić alkoholu pod żadną postacią i w żadnej ilości. Wiadomo, że alkohol rozluźnia mięsień macicy i likwiduje skurcze i napięcia. Wiele osób mówi „napiję się lampkę wina dla rozluźniania” i co gorsza, to działa. Jednak należy pamiętać, że nie ma bezpiecznej dawki alkoholu Nigdy nie wiemy, czy ta jedna lampka wina nie wpłynie na ciążę i rozwój dziecka po urodzeniu.

Co rusz słyszymy o pijanej ciężarnej trafiającej na salę porodową i noworodkach mających 2 promille alkoholu we krwi. Myślimy wówczas rodzinach z nizin społecznych i pełnej patologii. Nic bardziej mylnego. Coraz częściej spotykamy dobrze wykształcone i sytuowane kobiety z chorobą alkoholową, które nie wychodzą z nałogu w ciąży. Dziecko dobrze sytuowanej business woman i kobiety z rodziny patologicznej tak samo rozwinie zespół FAS jeśli będą piły w ciąży.

FAS – płodowy zespół alkoholowy. Dotyka nawet 3 na 1000 urodzonych dzieci, a więc statystycznie więcej niż dzieci dotkniętych Zespołem Downa. Szacuje się, że w Polsce co roku rodzi się blisko 900 dzieci z FAS. Nadmierne spożycie napojów alkoholowych może prowadzić również do:

  • zwiększenie ryzyka poronienia
  • zwiększenie ryzyka komplikacji porodowych
  • zaburzeń w rozwoju mózgu i układu nerwowego płodu
  • wolniejszego rozwoju płuc
  • hypotrofii płodu, a po porodzie pełnoobjawowego zespołu FAS
  • zaburzeń mowy
  • zespół nadpobudliwości psychoruchowej
  • upośledzenia umysłowego
  • wad OUN
  • Wad serca
  • Polineuropatiii wielu innych

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Ekspert

Dr n. med. Witold Rogiewicz

Ginekolog położnik, ultrasonolog, Salve Medica R Warszawa.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

W Europie śmiertelność raka piersi spada – a w Polsce? Przewidywania nie pozostawiają złudzeń

Nie wiadomo ile byśmy mówili o profilaktyce, ile badań uda nam się wykonać, ile artykułów przeczytać, nowotwory i tak zbierają swoje żniwo. Niestety coraz większe. Taka też jest prognoza na ten rok. Spadek zanotuje jednak śmiertelność raka piersi. Czy to dobra wiadomość? Jak najbardziej. Szkoda tylko, że wśród sześciu największych krajów Europy, to właśnie w Polsce – jako jedynej – liczba zgonów pójdzie w przeciwnym kierunku.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Prognozy wskazują, że w całej Europie w roku 2019 będzie około 5 proc. więcej zgonów z powodu nowotworów, niż miało to miejsce w 2014 roku. Eksperci podkreślają, że wiąże się to m.in. ze zjawiskiem starzenia się społeczeństwa. Nie zmienia to jednak faktu, że są to niepokojące wieści dotykająca zarówno kobiety, jak i mężczyzn w każdym wieku.

Rak piersi na celowniku

Jeśli jednak skupimy się na kobiecych nowotworach, to dane dotyczące raka piersi mogą wprowadzić chociaż odrobinę „optymizmu”. Jego śmiertelność będzie na Starym Kontynencie spadać. We Francji spadek ten wyniesie 10 proc., w Niemczech 9, we Włoszech 7, a w Hiszpanii 5. Jeśli zaś chodzi o Wielką Brytanię, przewidywania mówią, że spadek liczby zgonów z powodu raka piersi sięgnie nawet 13 proc. Jest to tym istotniejsza zmiana, że w roku 2014 był to kraj zajmujący spośród sześciu największych państw Europy ostatnie miejsce tego niechlubnego rankingu – podkreślają to specjaliści cytowani przez „Daily Mail„.

Tym trudniej jest pogodzić się z faktem, że nas te optymistyczne wieści nie dotyczą. W Polsce bowiem wskaźnik ten rośnie. W latach 2010-2014 śmiertelność raka piersi wynosiła w naszym kraju 14.43 na 100.000 osób. W roku 2019 ma zaś wynieść 15.21, co jest wzrostem o 2 proc. w porównaniu do poprzedniego pomiaru.

Zobacz też: 5 nieoczywistych objawów raka piersi – sprawdź to!

Powalczmy o siebie!

Są to niezwykle smutne dane. Zwłaszcza jednak w ich świetle, powinnyśmy zadbać o motywacją do przejęcia inicjatywy – samobadanie, korzystanie z darmowych programów ułatwiających diagnostykę, poszerzanie wiedzy. A z tym też niestety nie jest najlepiej. Jak pisaliśmy w naszym portalu: „Zgodnie z informacjami zawartymi w raporcie ‚Rak piersi nie ma metryki’, u prawie 30 proc. pacjentek diagnoza stawiana jest już w czwartym stadium raka. Jak wynika z danych Ministerstwa Zdrowia, tylko 40 proc. kobiet korzysta z bezpłatnych badań przesiewowych oferowanych paniom w wieku 50-69 lat, a więc należących do grupy największego ryzyka” [więcej: klik].

Drogie Panie, prognozy dla całej Europy wskazują, że rak piersi będzie na drugim miejscu wśród nowotworów, jeśli chodzi o śmiertelność chorujących kobiet. Najwięcej żyć zabierze rak płuc. Zadbajmy o siebie – nie pozwólmy, aby te przewidywania się spełniły!

Zobacz to koniecznie: 12 objawów raka piersi – tę grafikę powinna poznać każda kobieta!

Źródło:DailyMail

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

„Wszystko robiliśmy sami”. Wywiad z założycielem Kriobanku, profesorem Waldemarem Kuczyńskim

wywiad z prof. Waldemarem Kuczyńskim

Kriobank to pierwszy w Polsce prywatny ośrodek leczenia niepłodności. W tym roku klinika obchodzi 30-lecie istnienia. Z założycielem Kriobanku – prof. Waldemarem Kuczyńskim – rozmawialiśmy o historii placówki i pierwszym udanym zabiegu in vitro w Polsce. 

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W tym roku Kriobank obchodzi swoje 30-lecie. Proszę nam nieco przybliżyć historię powstania placówki.

To było w 1989 r., złote czasy dla biznesu. Rynek był nienasycony. Istniały przestrzenie, które nie były zagospodarowane. Wystarczyło mieć pomysł, odnaleźć w nim potrzebę rynku i można było działać. Był dobry klimat międzynarodowy. Po przemianach solidarnościowych wszyscy chcieli pomagać Polakom. Pierwszą firmę wyposażyłem niejako z darów. Wtedy nie było środków unijnych.

Pracowałem na etacie w szpitalu. Firma była tylko dodatkiem. Zresztą wtedy nie miałem jakiejś świadomości biznesowej. Nie przypuszczałem, że to będzie wielki biznes. Przecież zanim powstał Kriobank, to to samo (bank nasienia) chciałem robić na bazie uczelni i szpitala. Miałem nawet potrzebne zgody i pozwolenia. Trzy razy uruchamiałem przedsięwzięcie i za każdym razem się nie udawało. W związku z tym postanowiłem zrobić to w warunkach prywatnych. Tak powstał Kriobank – pierwszy w Polsce prywatny ośrodek leczenia niepłodności oraz bank nasienia.

Dlaczego udało się prywatnie?

Bo nie musiałem korzystać ze wszystkich formalnych ścieżek szpitalno-uczelnianych. Tamte niepowodzenia nie brały się z błędów w procedurach, czy z powodu sprzętu.

To były absolutnie proste sprawy. Ktoś zapomniał zamówić ciekłego azotu, albo była sobota i nikt go nie dolał do zamrażarek. Ja naprawdę miałem świadomość, że potrafię to zrobić, i że byli chętni na tę usługę. Dlatego zacząłem robić to sam.

To był rok 1989. Było już in vitro, ale to w wersji klasycznej, które nie rozwiązuje problemu niepłodności męskiej. A jedną z metod stosowaną w tej terapii jest krioprezerwacja nasienia i udostępnianie nasienia dawców. W tamtych czasach nie było w Polsce żadnych regulacji prawnych na ten temat, nie było żadnych zaleceń.

To skąd Pan czerpał o tym wiedzę?

Będąc we Francji poznałem ludzi, którzy zajmowali się krioprezerwacją (przechowywanie w ujemnej temperaturze – przyp. red.) komórek rozrodczych człowieka. Zdałem sobie sprawę, że w Polsce ta dziedzina jest zupełnie w powijakach, chciałem więc u nas w szpitalu zorganizować bank nasienia.

Problem był o tyle ważki że dotyczył dwóch sfer zagadnień. Pierwsza to wykorzystanie nasienia dawców. Zabiegi takie były przeprowadzane bez żadnej kontroli a co gorsze bez żadnych standardów bezpieczeństwa pacjentek. W porównaniu do standardów francuskich to był po prostu horror.

Drugi problem to zabezpieczenie płodności na przyszłość. Chodziło głównie o młodych pacjentów, leczonych z powodów onkologicznych gdzie terapia przeciwnowotworowa była niezwykle toksyczna dla funkcji jąder.

Zobacz też: Porównania są zbędne – dr Agnieszka Kuczyńska z Kriobanku o fascynacji medycyną rozrodu i o cudzie istnienia

Dlaczego wybrał Pan właśnie taką drogę życiową?

Jak to często w życiu bywa – splot różnych zbiegów okoliczności. Choć nie byłem zbyt pilnym uczniem w liceum ogólnokształcącym z powodu zainteresowań muzycznych i grania blusa w zespole, udało mi się dostać na ówczesną Akademię Medyczną w Białymstoku.

Było „coś”, co pchało mnie do przodu i kazało otworzyć się na szersze horyzonty. Na studiach zacząłem dosyć szybko – bo już na początku drugiego roku – pracować w studenckim kole naukowym. Zainteresowała mnie onkologia i to z nią wiązałem swoją przyszłość.

W ramach pracy w kole studenckim, nieżyjący już prof. Stefan Soszka, powierzył mi funkcję organizowania studenckich obozów naukowych. Jeździliśmy więc z lekarzami w teren (30-40 studentów) – najczęściej do tzw. PGR–ów i małych miejscowości, w których dostęp do lekarzy specjalistów był utrudniony – i zachęcaliśmy kobiety do badań. Dziś nazwalibyśmy to profilaktyką raka narządu rodnego. Dzięki temu zajęciu i współpracy z profesorem Soszką oraz profesor Wandą Kazanowską, zacząłem się ukierunkowywać na ginekologię. Natomiast zupełnie nie spodziewałem się, że ta moja praca w czasie studiów zaowocuje jakimkolwiek kontraktem z kliniką uniwersytecką i szpitalem po ich skończeniu.

Pierwsza udana próba zapłodnienia pozaustrojowego w Polsce miała miejsce w 1987 r. właśnie w Białymstoku. Był Pan współtwórcą tego sukcesu. Czy mógłby Pan opowiedzieć o tym wydarzeniu?

To były specyficzne czasy. Byłem spoza całego układu. Mówiąc żartobliwie nie należałem ani do partii, ani nie miałem znanego nazwiska i koligacji rodzinnych. Nawet w najśmielszych marzeniach nie wyobrażałem sobie, że mogę dostać pracę w szpitalnej klinice, więc nawet się o nią nie ubiegałem.

Poszedłem do ówczesnego Wydziału Zdrowia mówiąc, iż kończę studia i szukam pracy. Byłem przeszczęśliwy kiedy okazało się, że zatrudnienie dostałem. Był to przydział do poradni znajdującej się nieopodal ostatniego przystanku linii autobusowej numer 6. Był to wielki przywilej, bo mogłem liczyć na wyższe zarobki z tzw. powiatowej służby zdrowia i na dodatek mogłem dojechać do pracy miejskim autobusem. Kiedy o tej całej sytuacji dowiedział się profesor Soszka, okropnie zmył mi głowę i nakazał  następnego dnia stawić się w pracy w klinice. A co z angażem…?  Się zobaczy… I tak to się zaczęło…

Dostałem się pod opiekę prof. Aleksandra Krawczuka, świetnego operatora i położnika ale również specjalisty andrologii i leczenia niepłodności męskiej. To on właściwie zmusił mnie do zajęcia się czynnikiem męskim w niepłodności. Kiedy profesor Soszka odszedł na emeryturę, jego funkcję objął prof. Marian Szamatowicz, również uczeń prof. Krawczuka i pasjonat leczenia niepłodności. W krótkim czasie skompletował zespół młodych asystentów przed którym rozwinął wizję zapłodnienia pozaustrojowego.

Była to niezwykle nowatorska procedura, którą opanowało zaledwie kilka ośrodków na świecie. Prof. przydzielił mnie do zespołu i określił zakres obowiązków. I tak razem ze Sławkiem Wołczyńskim staliśmy się nagle „embriologami”. Zaczęliśmy intensywne przygotowania i szkolenie połączone z pracą naukową.

Oprócz intensywnej nauki z dostępnych podręczników embriologii i w bardzo ograniczonym zakresie literatury naukowej, nawiązaliśmy liczne kontakty ze specjalistami rozrodu i naukowcami z  branży. Czerpaliśmy z doświadczenia licznych zakładów i katedr embriologii oraz embriologii eksperymentalnej Uniwersytetu Warszawskiego, Instytutu Zootechniki w Balicach i wielu innych ośrodków naukowych Polskiej Akademii Nauk.

Dzięki tej współpracy poznaliśmy niezwykłych ludzi jak profesorowie: Andrzej Tarkowski, Jacek Modliński, Zdzisław Smorąg, Stefan Wierzbowski, aby wymienić tyko niektórych. Zajmowali się oni różnymi aspektami embriologii, kriokonserwacji gamet i zarodków i rozrodu zwierząt, co jak się później okazało, dało nam pewność siebie oraz wsparcie przy rozwiązywaniu problemów klinicznych.

Ale embriologia to nie jedyne wyzwanie, aby skutecznie przeprowadzić zapłodnienie pozaustrojowe.  Kontrolowana hiperstymulacja jajników, pobieranie komórek jajowych, przygotowanie nasienia i izolacja plemników, zapłodnienie in vitro a potem ICSI, wreszcie hodowla zarodków in vitro oraz przeniesienie zarodków do macicy to jedynie zasadnicze elementy leczenia.

Prof. Szamatowicz wyznaczył osoby odpowiedzialne za każdy z tych etapów. I tak do zespołu dołączyli doktorzy Euzebiusz Sola, Marek Kulikowski, Jurek Radwan i Darek Grochowski. Stworzyliśmy zespół– jak potem określono – zespół sześciu wspaniałych, którym udało się doprowadzić do narodzin pierwszego w Polsce dziecka poczętego metodą in vitro.  Jednak zanim zaczęliśmy świętować czekała nas praca.

Jak wiadomo czasy były wtedy ciężkie. W sklepach pusto, na stacjach benzynowych też, dotacji żadnych sprzętu brak a jeżeli już to pożyczony…  Niczego nie można było kupić, więc wszystko robiliśmy sami, np. sami produkowaliśmy wodę.

Wodę?!

Zaczynało się tak, że najpierw badaliśmy studnie w regionie. Potem z wybranych, w 200 l beczkach, przywoziliśmy wodę do laboratorium. Po około 20 tygodniach z jednej beczki uzyskiwaliśmy 100 ml naprawdę czystej wody, w której przygotowywaliśmy odczynniki.

Wszystko robiliśmy sami – nawet igły punkcyjne, zestawy do pobierania komórek jajowych, katetery do transferu zarodków itd… Te właśnie obowiązki m.in. spadły na moje barki, stąd też rozwijałem się jako wynalazca i konstruktor… z bożej łaski! Do dzisiaj w szafach leżą pamiątki moich nieudanych konstrukcji i wynalazków.

Byliśmy jednak silni, ambitni, nie żałowaliśmy siebie, swojego czasu ani sił. Byliśmy też doświadczeni przez liczbę niepowodzeń jakie nas spotykały. Nie zrażaliśmy się nimi, pracowaliśmy dalej. To nie znaczy że nie było napięć, kłótni i walki…

Trzeba wspomnieć że końcowy sukces w tej procedurze w równym stopniu zależy od realizacji każdego elementu. Każdy etap musi być zrealizowany bezbłędnie. Jakikolwiek błąd na jakimkolwiek etapie powoduje zniweczenie wysiłków pozostałych członków zespołu.  Tutaj widzę największą zasługę naszego mentora, prof. Szamatowicza,  który konsekwentnie i z wielką wyrozumiałością podtrzymywał w nas wiarę w sukces, tonując napięcia, konflikty i walki. Tylko dzięki temu, po około dwóch latach wysiłków, udało się nam uzyskać pierwszą ciążę.

Zobacz też: Zapłodnienie in vitro i hodowla zarodka – jak to wygląda? Wyjaśnia embriolog

Liczył Pan ile dzieci przyszło na świat dzięki Kriobankowi?

Niestety, jest to dość trudny rachunek, acz liczba ta jest naszym (jest to praca całego zespołu Kriobanku) wielkim sukcesem. Cieszy mnie to, że ludzie szanują nas za to co osiągnęliśmy.

O ile dokładnie nie pamiętam liczby dzieci, to pamiętam niezwykłe historie zgłaszających się do nas pacjentów. Skupiamy się nad czystymi aspektami medycznymi, obmyślamy plan leczenia – a przecież nie wolno nam zapominać, że to człowiek, jego uczucia, jego los są najważniejsze.

Bywa tak, że ludzie rezygnują z walki o dziecko, a my namawiamy ich na kolejne próby, bo wierzymy, że da się to zrobić. I rzeczywiście się udaje. Leczenie niepłodności jest specyficzne, czasem efekt zaskakuje nawet nas. Wielokrotnie widzimy pacjentki bez szans.  Jednak one wracają do nas po czasie i wtedy leczenie kończy się sukcesem. Takie przypadki powodują, że mamy wielki dystans do swoich umiejętności i do możliwości medycyny. Wbrew temu co można o nas pomyśleć, nie czujemy się panami życia i śmierci. My jesteśmy tylko małymi pomocnikami Pana Boga i współpracownikami Matki Natury. Tam gdzie ona postawiła zbyt wysokie progi dla zwykłych ludzi, niekiedy nam udaje się je przekroczyć.

Leczenie niepłodności niczym nie różni się od leczenia innych chorób. Tam gdzie jest to możliwe staramy się pomóc, ale widzimy też granice tej pomocy. Mnie w pracy zawsze towarzyszy zasada „Primum non nocere” (z łac. po pierwsze nie szkodzić). Czasem zbliżam się niebezpiecznie blisko tej granicy. Jednak to co dziesięć lat temu było tą bliskością, teraz już nią nie jest. Medycyna idzie naprzód, dlatego praca i ciągły rozwój pozwalają mi odnajdywać ją na nowo.

Czy jest Pana następca?

W pracy, oprócz licznego grona wybitnych specjalistów, mocno wspomaga mnie córka – dr Agnieszka Kuczyńska-Okołot. Jest już po specjalizacji, zdecydowała się kontynuować moje zainteresowania. Ma nowe spojrzenie na prowadzenie kliniki a jednocześnie liczne kontakty krajowe i zagraniczne, co daje jej szansę na rozwiązywanie kolejnych problemów niepłodności, z którymi nie możemy sobie jak na razie poradzić.

To fascynujące jak rozwiązywanie problemów uwidacznia następne. Dzięki temu nigdy nie staniemy w miejscu. Każda nowa wiedza uświadamia jedynie stopień komplikacji natury i zmusza do skromności w definiowaniu własnej wielkości.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Czy terapia hiperbaryczna wspiera płodność?

Terapia hiperbaryczna na płodność
fot.Fotolia

Na forach internetowych dedykowanych osobom leczącym niepłodność wątek leczenia niepłodności poprzez terapię hiperbaryczną przewija się dość często. Najczęściej zadawane pytanie to: czy to faktycznie działa? Odpowiadamy.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co to jest terapia hiperbaryczna?

Terapia hiperbaryczna to terapia 100% tlenem pod zwiększonym ciśnieniem atmosferycznym. Ciśnienie może być nawet 3 razy większe niż ciśnienie atmosferyczne. Terapię prowadzi się w komorach – szczelnie zamkniętych pomieszczeniach przypominających wnętrze samolotu, do których wchodzi jednocześnie kilka osób lub miękkich, jednoosobowych tubach.

Sesja   sprężenie   trwa około 1,5 godziny, przez cały czas komora/tuba jest kontrolowana przez operatora, przed sesją i w jej trakcie z uczestnikami jest pracownik medyczny – lekarz, pielęgniarka, albo ratownik, który na bieżąco kontroluje samopoczucie pacjentów.

Terapia hiperbaryczna to cykl kilku do kilkunastu sesji, który planowany jest indywidualnie dla każdego pacjenta. Nie wszystkie osoby kwalifikują się do terapii 100% tlenem, kurację poprzedza konsultacja lekarska.  

Zobacz też: Fitoestrogeny – czym są i jaki mają wpływ na płodność?

Jakie są wskazania do terapii hiperbarycznej?

Dzięki połączeniu wysokiego stężenia tlenu i podwyższonego ciśnienia, tlen rozpuszcza się nie tylko w krwinkach czerwonych, ale również w osoczu. To powoduje, że dociera on do miejsc niedokrwionych mówi dr Marzena Wojewódzka-Żelazniakowicz, specjalistka terapii hiperbarycznej. Zdaniem ekspertki, w komorze hiperbarycznej dobrze goją się zapalenia kości oraz zapalenia szpiku, ropnie wątroby, płuc, opłucnej oraz wrzody. Wskazaniem do terapii hiperbarycznej jest też stopa cukrzycowa, trudno gojące się rany, również pooperacyjne i te związane z radioterapią.

Terapia hiperbaryczna na płodność

Tlen pod wysokim ciśnieniem poprawia ukrwienie endometrium, przez co, zdaniem lekarzy polecających tę terapię, ma istotny wpływ na implantację zarodka. Terapia tlenem ma również poprawiać jakość komórek jajowych,  zwiększać grubość endometrium a u mężczyzn podwyższać stężenie tlenu w tkankach jąder, poprawiać ukrwienie kanalików nasiennych i poprawiać jakość nasienia.

Zobacz też: Badania prenatalne a prawo. Gdy lekarz nie udziela informacji o wadach płodu

Przeciwwskazania i skutki uboczne terapii hiperbarycznej

Terapia w komorze hiperbarycznej, podobnie jak większość zabiegów terapeutycznych, nie jest dla każdego. Do głównych przeciwwskazań należą krwotoki, gorączka, niektóre choroby płuc, stan zapalny nerwu wzrokowego, ciąża, choroby uszu i zatok, operacje przeprowadzone w obrębie klatki piersiowej. Do komory hiperbarycznej nie powinny wchodzić też osoby z rozrusznikiem serca.

Skutki uboczne, jakie mogą pojawić się w związku z terapią 100% tlenem w komorze hiperbarycznej to między innymi barotrauma – ciśnieniowe uszkodzenie ucha, oka lub płuc. Może wystąpić zatrucie tlenem, ciśnieniowy uraz uszu i zatok, uszkodzenia tkanki płucnej i tchawicy (u pacjentów z chorobami układu oddechowego).

Zobacz też: PCOS a ciąża. Właściwe leczenie zwiększa skuteczność starań [WIDEO]

Czy to działa?

Badania naukowe potwierdzają korzystny wpływ terapii hiperbarycznej w niektórych schorzeniach, na przykład w przypadku trudno gojących się ran różnego pochodzenia, uszkodzeń tkanek wewnętrznych i uszkodzeń ciała wynikających z niedokrwistości. W trakcie badań klinicznych przeprowadzonych w USA stwierdzono, że terapia hiperbaryczna pobudza szpik kostny do produkcji komórek macierzystych. Komórki macierzyste powodują regenerację uszkodzonych tkanek i skracają rekonwalescencję. Jednak jak się ma ta terapia do płodności?

Nie ma wiarygodnych badań naukowych nad wpływem terapii hiperbarycznej na płodność. Samo leczenie jest kosztowne i niesie ze sobą wiele możliwych groźnych powikłań. Zdecydowanie odradzam tego typu niesprawdzone metody alternatywne, gdyż w znakomitej większości są one tylko złodziejami czasu reprodukcyjnego — mówi lek.med. Karina Sasin.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.