Przejdź do treści

Płód poddany operacji poza macicą – nowatorska metoda brytyjskich lekarzy

Płód wyciągnięty z macicy na operację i umieszczony z powrotem - nowatorska operacja wykonana przez brytyjskich lekarzy
Bethan Simpson jest czwartą kobietą w UK, która zdecydowała się na operację na płodzie poza macicą. – fot.The Independent

20-tygodniowy płód został wyjęty z macicy matki i poddany operacji kręgosłupa, po czym umieszczono go z powrotem w macicy, gdzie pozostał do końca ciąży.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Operacja bez przecięcia pępowiny

W trakcie rutynowego badania USG w 20 tygodniu ciąży Bethan Simpson dowiedziała się, że głowa płodu jest nieprawidłowej wielkości, a kręgosłup nie jest w pełni wykształcony. Lekarze zdiagnozowali rozszczep kręgosłupa i dali przyszłym rodzicom wybór: kontynuowania ciąży, usunięcia ciąży lub przeprowadzenia operacji płodu. Państwo Simpson zdecydowali się na ostatnie rozwiązanie. W Wielkiej Brytanii przerwanie ciąży jest możliwe do 24 tygodnia, jeśli występują poważne wady płodu lub zagrożone jest życie i zdrowie matki.

– Musieliśmy to zrobić. Jednak, żeby zakwalifikować się do operacji, ja i dziecko musieliśmy spełnić ściśle określone kryteria. Poddano mnie amniopunkcji i badaniu MRI. Zakwalifikowałam się, operacja została zaplanowana na 17 grudnia. Do tego czasu nasze życie wyglądało jak rollercoaster – opowiada Bethan.

Lekarze z University College London Hospital oraz Great Ormond Street Hospital przeprowadzili operację. Płód został wyjęty z macicy matki, ale wciąż był z nią połączony pępowiną. Lekarze naprawili kręgosłup płodu i zaszyli go z powrotem w macicy.

Zobacz też: Cesarskie cięcie na żywo

Termin porodu wypada w kwietniu

Bethan Simpson jest czwartą kobietą w UK, która poddała się takiej operacji. 80% kobiet w takiej sytuacji podejmuje decyzję o zakończeniu ciąży.  Bethan Simpson uważa, że rozszczep kręgosłupa nie jest już tak poważną wadą jak był kiedyś. Mówi, że zdaje sobie sprawę z ryzyka, jednak wierzy, że jej córka zasłużyła na życie i cieszy się, że jeszcze przed urodzeniem przeszła do historii. Córka Simpsonów urodzi się w kwietniu.

Źródło: The Independent

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

I chociaż jedno z dzieci nie przetrwało… Zobacz wzruszające zdjęcia bliźniaków! [FOTO]

Fot. Jessica Young Photography

Zdarza się, że upływający czas nie pozwala już dłużej czekać. Tak też było w przypadku Heather, która zbliżała się do 36. urodzin, a niestety nie miała partnera u boku. Wiedziała przy tym, że chce być matką i właśnie o to marzenie postanowiła zawalczyć na własną rękę. Jakże długa i trudna była to podróż!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Pierwsza ciąża Heather zakończyła się poronieniem niemalże na samym początku. Druga to zaś strata bliźniąt, które odeszły w 16. tygodniu ciąży. Jak opowiada, było to dla niej doświadczenie przeżywane wręcz „poza ciałem”, w które w zasadzie nie mogła w ogóle uwierzyć: „Nigdy nie czułam takiego rodzaju bólu, cierpienia i dewastacji” – jej słowa cytuje CafeMom:

Ale nie poddawałam się. Tego samego wieczoru zapytałam, kiedy mogę znów spróbować.

Niestety okazało się to nie być wcale takie proste, lekarze odkryli bowiem, że Heather urodziła się z rzadką wadą macicy – malformacją. Miała tylko połowę narządu, jeden jajnik i jeden jajowód! I chociaż diagnoza brzmiała dla niej przerażająco, specjaliści zapewniali, że pomimo tego, może udać się jej zajść w ciążę. Kobieta walczyła więc dzielnie dalej. Przeszła cztery cykle inseminacji i serię in vitro. Jakaż była radość, gdy znów okazało się, że jest w ciąży… z bliźniakami!

Wcześniejsze przejścia niestety nie pozostały bez echa. Nieraz zdarza się bowiem, że doświadczenie poronienia powoduje w kobiecie jeszcze większy lęk: A co będzie, jeśli teraz znów się nie uda?. Tak też było w przypadku Heather, która mimo wszystko starała się myśleć pozytywnie. Niestety. W 17. tygodniu ciąży okazało się, że serce jej synka – James’a – przestało bić, co było kolejnym niesamowicie bolesnym przeżyciem. Wciąż jednak pozostawała mała Leti, która to dawała jej nadzieję i siłę.Usłyszenie jej płaczu było dla mnie największym uczuciem ulgi, jakiego doznałam w całym swoim życiu” – powiedziała Heather o narodzinach córeczki.

Wciąż tu jest

Dziewczynka ma na czole dwa znamiona, które jak mówi jej mama, przypominają malutkie stópki. „Dla mnie są one pieczątką jej brata, która pokazuje, że nad nią czuwa. Jego małe ślady stóp mówią, że zawsze z nią będzie” – opowiada.

To niesamowite, bowiem właśnie tatuażem przedstawiającym małe stópki, Heather uhonorowała stracone wcześniej bliźnięta. Ślad po James’ie także planuje do nich dodać, chciała jednak zrobić też coś więcej. Coś, co zostanie pamiątką zarówno dla niej, jaki dla małej Leti. Z pomocą przyszła jej fotografka, Jessica Young. To, w jaki sposób pokazała więź pomiędzy dziewczynką i jej bratem bliźniakiem, jest niesamowite. Wzrusza i niewątpliwie dodaje temu nieobecnemu chłopczykowi prawdziwie anielskich skrzydeł!

Fot. Jessica Young Photography

Moc płynąca z trudów

Fotografie potrafią dać ogromną siłę, bowiem obraz nieraz przemawia do nas o wiele mocniej, niż słowa. Jednym z takich projektów niewątpliwie jest sesja zdjęciowa jedenastu kobiet, które przeżyły poronienie. Wciąż jednak miały nadzieję i koniec końców udało im się ponownie zostać mamą: „Sfotografowałam je tworząc tęczę, by uczcić piękno, które może pochodzić z tak dewastującego przeżycia. Wszystkie te kobiety doświadczyły swoich własnych zmagań z płodnością, stratą i trudnościami, ale kończą w tym wszystkim z udaną ciążą i wkrótce poznają swoje tęczowe dzieci” – cytowaliśmy słowa autorki zdjęć, Blair Waite >>ZOBACZ TUTAJ<<.Bo nie zawsze słowa wystarczą.

Zobacz też: Tornado niepłodności! Mocne zdjęcia – czy twoje emocje też tak wyglądają? [FOTO]

Źródło historii: CafeMom

Źródło zdjęć: Jessica Young Photography Facebook

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Wcześniaczki, które po urodzeniu nie widziały się 27 dni – oto ich pierwsze spotkanie!

Foto: Instagram The Momo Twin Experience

Ciąża bliźniacza zawsze obarczona jest większym ryzykiem ewentualnych powikłań. Tak też było i tym razem. Ann Lee dowiedziała się, że jej ciąża jest zagrożona, ponieważ dzieci dzielą nie tylko łożysko, ale też worek owodniowy. Oznaczało to realne niebezpieczeństwo dla ich życia. Dziewczynki przyszły na świat w 29. tygodniu ciąży. Rozdzielone na prawie miesiąc, kiedy spotkały się po raz pierwszy… to się nazywa miłość!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

1 procent strachu

Ciąża, w której płody mają wspólne łożysko, nazywa się ciążą jednokosmówkową. Ciąża Ann Lee była też do tego także ciążą jednoowodniową. Jak wskazują dane, zaledwie około 1 proc. monozygotycznych ciąż bliźniaczych cechuje się właśnie zarówno jednym łożyskiem, jak i workiem owodniowym (nazywa się je w skrócie ciążami „momo”). Nie dość zatem, że są to bardzo rzadkie przypadki, to są one też bardzo niebezpieczne. Pojawia się bowiem ryzyko splątania pępowin, wystąpienia nieprawidłowego poziomu płynu owodniowego, czy nawet zespołu TTTS (może on prowadzić np. do zaburzeń w rozwoju jednego z płodów, albo wręcz do ich obumarcia).

Pamiętam, jak nasza lekarka wyjaśniła, że bliźnięta dzielą ze sobą zarówno jeden worek, jak i jedno łożysko, co oznacza, że walczą nie tylko o przestrzeń, ale także o pożywienie” – opowiada mama dziewczynek, której to słowa cytuje today.com.

Olivia i Zoe szczęśliwie pojawiły się na świecie, chociaż nie był to niestety od razu „happy end”. Wcześniaki urodziły się w 6. miesiącu ciąży i na kolejne dni musiały zostać rozdzielone. Walka o ich życie trwała. Kiedy jednak pierwszy raz zobaczyły się już w nowej dla nich rzeczywistości, stało się coś niezwykle wzruszającego. „27 dni po narodzinach dziewczynki mogły się w końcu spotkać. Zoe natychmiast podążyła w kierunku uścisku” – napisała wzruszona mama na swoim Instagramie. Zdjęcie jest niesamowite i pokazuje, jak silna więź łączy te małe siostrzyczki. Nic w końcu dziwnego, tak wiele razem przeszły!

Zobacz teżMamo, jestem za wcześnie

Ciąże pełne niepokoju

Podobne problemy przechodziła Christy, która dziś jest szczęśliwą mamą trojaczków. Początkowo myśleli z mężem, że urodzi się tylko dwójka dzieci, jednak w 12. tygodniu ciąży, w czasie badania USG, pokazało się też trzecie maleństwo. Szczęście szybko jednak zastąpił niepokój. Okazało się bowiem, że dwoje maluchów dzieli ze sobą właśnie łożysko: Dostałam wybór, by zakończyć ciążę jednego z dzieci, albo ryzykować życie obojga bliźniąt. To było istne szaleństwo, gdy przechodziliśmy od wiadomości o trzecim dziecku do myśli o zakończeniu ciąży jednego z nich– cytowaliśmy słowa Christy w naszym portalu [TUTAJ]. Cała trójka na szczęście jest dziś cała i zdrowa!

Oby Olivia i Zoe także doszły do pełni sił. Co prawda już wiadomo, że będą potrzebowały przejść operacje serca, ale rodzice mają nadzieję, że jak najszybciej uda im się zabrać dziewczynki do domu. Tam zapewne także będą chciały być jak najbliżej siebie!

Foto: Instagram The Momo Twin Experience

Zobacz też: Te wcześniaki to prawdziwi superbohaterowie – ZDJĘCIA, które dają siłę!

Źródło: today.com

Foto: Instagram The Momo Twin Experience

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Matka surogatka – kobieta urodziła swoją wnuczkę. To już kolejna taka historia

matka surogatka
fot. Elliot Dougherty

61-letnia kobieta, matka dwójki dorosłych dzieci, została surogatką. Urodziła własną wnuczkę – pomogła w ten sposób swojemu synowi i jego partnerowi. Nasienie pochodziło od jej syna, komórka jajowa od siostry jego partnera. 

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W poszukiwaniu surogatki

Matthew Eledge i Elliot Dougherty to para gejów z Nebraski, USA. Panowie wzięli ślub i marzyli o powiększeniu rodziny. W większości stanów, w tym w Nebrasce, surogacja jest legalna i jest jedną z metod, dzięki której pary niepłodne i jednopłciowe mogą doczekać się potomstwa. W Nebrasce legalne są również małżeństwa jednopłciowe oraz adopcja dzieci przez pary jednopłciowe. 

Matthew i Ellliot szukali surogatki wśród rodziny i znajomych, rozważali również skorzystanie z pomocy obcej osoby. Ostatecznie zdecydowali, że ich córkę urodzi matka Matthew – 61-letnia Cecila. Dawczynią komórki jajowej została siostra Elliota, natomiast dawcą nasienia był Matthew.

Początkowo panowie obawiali się, że 61-letnia kobieta po menopauzie nie może zostać matką zastępczą ich dziecka. Jednak konsultacja ze specjalistami rozwiała ich wątpliwości. Kobieta po menopauzie, jeśli komórka jajowa pochodzi od zdrowej, młodszej dawczyni, może z powodzeniem donosić ciążę i urodzić dziecko.

matka surogatka

fot. Elliot Dougherty

Zobacz też: Urodziła dziecko swojemu synowi. Udało się dzięki in vitro

Fanatycznie zdrowa Babcia

Dzieci Cecile zawsze nabijały się z jej obsesji na punkcie zdrowego trybu życia i ożywiania. Cecile przez całe życie dbała o dietę, regularne ćwiczenia, stroniła od używek. Dzięki temu w wieku 61 lat jest okazem zdrowia i ma masę niespożytej energii.  Matthew żartował, że mama ma najniższy poziom cholesterolu w całej rodzinie.

Lekarze z Reproductive Health Specialists at Methodist Women’s Hospital w Omaha w Nebrasce dokładnie przebadali Cecile i uznali, że kondycja fizyczna umożliwia jej donoszenie ciąży. Cecile udało się zajść w ciążę już przy pierwszym transferze zarodka.

Dziewczynka – Uma – przyszła na świat zdrowa i w terminie 25 marca 2019 roku. Cecile urodziła ją naturalnie, bez konieczności przeprowadzania cesarskiego cięcia.

matka surogatka

fot. Elliot Dougherty

Zobacz też: Istotne decyzje, czyli co warto przemyśleć rozpoczynając leczenie metodą zapłodnienia pozaustrojowego

Science Fiction?

Rodzenie własnych wnuków może wydawać się pomysłem rodem z literatury fantastyczno naukowej. Wiele osób zastanawia się również nad psychologicznym wpływem takiej decyzji na całą rodzinę, w tym dziecko. Jednak, jak przekonują sami zainteresowani, była to przemyślana decyzja. Przeprowadzili wiele rozmów na ten temat, odbyli również konsultacje psychologiczne. W Stanach Zjednoczonych surogacja i wychowywanie dzieci przez pary jednopłciowe to na tyle powszechne zjawisko, że nie budzi już tak silnych społecznych emocji.

Niestety prawo nie reguluje surogacji w zadowalający sposób. Kobieta-surogatka, która urodzi dziecko jest wpisywana w akt urodzenia jako jego matka, również w sytuacji, gdy nie jest z dzieckiem spokrewniona (komórka i nasienie od dawczyni i dawcy). Partner Matthew, Elliot, będzie ubiegał się o adopcję Umy.

Cecile nie jest pierwszą, ani nawet najstarszą kobietą, która została surogatką i urodziła zdrowe dziecko, nie jest też pierwszą kobietą, która urodziła swoje wnuki.

E-wydanie Magazynu chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

Źródło: www.buzzfeednews.com

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Gdy najmłodsi odchodzą – rola hospicjum dla dzieci

Fundacja Gajusz udziela wsparcia nieuleczalnie chorym dzieciom i ich rodzinom oraz dzieciom, które zaraz po urodzeniu zostały oddane przez rodziców do okna życia lub pozostawione w szpitalu. Kampania „Zmierzch” informuje o wyjątkowości opieki w hospicjach dziecięcych.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wsparcie 24/7

Fundacja Gajusz prowadzi hospicjum dla nieuleczalnie chorych dzieci. Lekarze, pielęgniarki i wolontariusze Fundacji towarzyszą dzieciom i ich rodzinom w tym najtrudniejszym dla nich momencie życia, wspierają ich w trakcie choroby i śmierci dziecka.

Hospicjum działa w trzech trybach: domowym, stacjonarnym i perinatalnym. Stan zdrowia części dzieci umożliwia im przebywanie w rodzinnym domu. W takich sytuacjach wystarczajacym rozwiązaniem jest pomoc dochodząca. Lekarze, pielegniarki i wolontariusze Fundacji zjawiają się na telefon w domu malucha, by udzielić mu fachowej pomocy. Jeśli stan dziecka jest ciężki,  mimo to dziecko pozostaje w domu, pracownicy i wolontariusze Fundacji spędzają czas w domu dziecka i wspierają je nieprzerwanie tak długo, jak to konieczne.

W hospicjum stacjonarnym Fundacji Gajusz mieszka kilkanaścioro dzieci. Każde z nich wymaga specjalistycznej opieki medycznej, ale także czułości i bliskości. Dlatego opiekunki, pielęgniarki, lekarze i wolontariusze dbają, by miały wszystko, czego potrzebują. Jak  przyznają same pielegniarki i opiekunki: nigdy nie wiadomo, ile wspólnego czasu im zostało. Ale robią wszystko, by wspólnie z małymi pacjentami przejść przez najtrudniejsze chwile.

Kiedy dzień urodzin to dzień śmierci

Opieka hospicyjna perinatalna zaczyna się, kiedy chory maluch jest jeszcze w brzuchu mamy. Są to przypadki, w których w trakcie ciąży rozpoznano tak zwaną wadę letalną, a matka zdecydowała się donosić ciążę. Kiedy wiadomo, że dziecko nie przeżyje porodu lub umrze niedługo po przyjściu na świat i nie ma możliwości zastosowania skutecznego leczenia, lekarze, pielęgniarki, wolontariusze i psycholodzy towarzyszą rodzicom. Są z nimi od momentu diagnozy do końca ciąży i w trakcie porodu. Jeśli dziecko przeżyje, zostaje objęte całodobową opieką hospicjum domowego lub stacjonarnego.

Do tej grupy wad genetycznych należą na przykład nieprawi­dłowości chromosomowe np. trisomia 13 (zespół Patau), trisomia 18 (zespół Edwardsa), zespoły wad wrodzonych, wady wrodzone poszczególnych na­rządów lub układów, np. agenezja ne­rek, czy bezczaszkowie.

Kampania “Zmierzch” 

Właśnie o dzieciach, które umierają chwilę po urodzeniu opowiada film zrealizowany przez Fundację Gajusz w ramach kampanii. Kampania “Zmierzch” informuje o wyjątkowości opieki w hospicjach dziecięcych. Zaprosiliśmy do udziału w niej niezwykłych ochotników, którzy odczytali poruszający list mamy żegnającej nowo narodzone dziecko – piszą twórcy kampanii. Podkreślają, że skierowanie do hospicjum nie zawsze oznacza, że dzieci szybko nas opuszczą. Niektórzy podopieczni korzystają z pomocy hospicjum przez wiele miesięcy, a nawet lat. Pracownicy hospicjom mówią, że zdarzają się też cuda – niektóre dzieci udaje się wyleczyć i zostają wypisane do domu. Głosem kampanii jest Grzegorz Turnau. Jego utwór pt. „Zmierzch” stał się motywem przewodnim akcji.

Kiedy rodzina dowiaduje się, że ich maleństwo jest nieuleczalnie chore, razem przechodzimy przez zmierzch. By rozproszyć zmrok, trzeba mieć przynajmniej świeczkę. W naszym przypadku to wiedza i doświadczenie oraz profesjonalny ekwipunek, tj. leki oraz sprzęt medyczny. Ciemność będzie bolesna i przerażająca, ale światło pozwoli ją odrobinę rozjaśnić, by ostrożnie stawiać kroki w kierunku poranka   czytamy na stronie kampanii “Zmierzch”.

Pomoc psychoonkologiczna

Fundacja Gajusz zapewnia też pomoc psychologiczną dla dzieci chorujących na nowotwory i ich rodzin. Codziennie zespół psychologów pojawia się na oddziale onkologicznym łódzkiego szpitala dziecięcego, gdzie pomaga dzieciom i ich rodzinom we wszystkich szczególnie trudnych momentach: wspiera lekarzy w trakcie przekazywania diagnozy, spędza czas z rodzicami i pomaga im rozmawiać z dzieckiem o chorobie, udziela wsparcia w trakcie nawrotu choroby lub pogorszenia się stanu zdrowia dziecka.

Tuli Luli

Tuli Luli to ośrodek preadopcyjny Fundacji Gajusz. Trafiają tu niemowlęta, którymi nie mogą lub nie chcą zajmować się ich biologiczni rodzice. Pozostają z pracownikami Fundacji i wolontariuszami do momentu znalezienia rodziny adopcyjnej. Dzieci czują się w Tuli Luli jak w domu – śpią w sypialniach, o których wystrój zadbali projektanci. Żadne dziecko ani przez chwilę nie czuje się samotne, każdy podopieczny Fundacji ma swojego opiekuna i wolontariuszy, chętnych do tulenia, przewijania i zabaw. W razie potrzeby, na przykład w przypadku wcześniaków, dziećmi zajmuje się również fizjoterapeuta i logopeda.

Wychowawców i podopiecznych ośrodka Tuli Luli poznasz oglądając [WIDEO].

By wesprzeć działania Fundacji Gajusz i pomóc dzieciom można: Przekazać 1% podatku na rzecz Fundacji, Wpłacić darowiznę, Zostać wolontariuszką/wolontariuszem Fundacji [klik]

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.