Przejdź do treści

Jak łączy się plemnik z komórką jajową w zapłodnieniu metodą ICSI? Wyjaśnia ekspertka

Specjalista ds. embriologii przy mikroskopie /Ilustracja do tekstu: Zarodki z komórek macierzystych
fot. Fotolia

Zapłodnienie metodą ICSI polega na wprowadzeniu pojedynczego plemnika do cytoplazmy komórki jajowej.  Jak dokładnie wygląda ta procedura i czy możliwe jest użycie w niej plemnika, który nie wykazuje się ruchliwością? Zapytaliśmy o to dr Martę Sikorę-Polaczek, starszego embriologa klinicznego w Centrum Medycznym Macierzyństwo i członkinię ESHRE.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak powszechnie wiadomo, w warunkach naturalnych plemniki, aby dostać się do komórki jajowej, pokonują szereg przeszkód. – Muszą przebyć daleką drogę przez macicę do jajowodu, rozproszyć komórki pęcherzykowe otaczające komórkę jajową i przeniknąć przez osłonkę przejrzystą (zewnątrzkomórkową glikoproteinową strukturę otaczającą  komórkę jajową).  Na tym etapie zostaje wybrany ten jedyny – mówi nam dr Marta Sikora-Polaczek z Centrum Medycznego Macierzyństwo.

Po przeniknięciu pierwszego plemnika komórka jajowa uruchamia blok przeciwko polispermii.

– Plemnik, który wniknął przez osłonkę przejrzystą, wiąże się następnie z błoną komórkową komórki jajowej i może dokończyć proces zapłodnienia – dodaje embriolog.

Zapłodnienie metodą ICSI: sposób na nieruchliwe plemniki

Aby plemnik mógł pokonać tak wymagającą trasę, musi być odpowiednio ruchliwy. Niezbędne do tego są również m.in. odpowiednie enzymy (zawarte w główce) i białka wiążące. Co jednak w sytuacji, gdy ta funkcjonalna otoczka materiału genetycznego nie działa prawidłowo?

Jak wyjaśnia dr Marta Sikora-Polaczek, wówczas pomocne bywa zapłodnienie pozaustrojowe metodą ICSI. To procedura, w której – w odróżnieniu od klasycznego in vitro – wykorzystuje się pojedynczy plemnik.

– Cały plemnik – unieruchomiony pipetą, a przez to też aktywowany – jest wprowadzany do wnętrza komórki jajowej. Podaje się go za pomocą cienkiej pipety mikroiniekcyjnej. Żeby ulokować plemnik we właściwym miejscu – w cytoplazmie komórki jajowej – trzeba przerwać ciągłość osłonki przejrzystej oraz błonę komórkową oocytu. Są to struktury niesłychanie plastyczne – po wprowadzeniu plemnika i usunięciu pipety ulegają natychmiastowemu zasklepieniu – wyjaśnia dr Marta Sikora-Polaczek.

Dzięki zapłodnieniu ICSI uzyskanie prawidłowego rozwoju zarodkowego (a następnie – ciąży) możliwe jest nawet w sytuacjach, gdy koncentracja, ruchliwość lub morfologia plemników są skrajnie obniżone. Ta metoda pozwala zatem ominąć prawie wszystkie przeszkody, które utrudniają plemnikowi samodzielne dotarcie do komórki jajowej. Prawie – bo żeby wyeliminować plemniki uszkodzone i wadliwe, pewne przeszkody stawia im embriolog: podczas preparatyki, a następnie wyboru plemnika. A co dzieje się, gdy żaden plemnik nie jest ruchliwy lub ma wady budowy?

– Jeśli wszystkie plemniki są nieprawidłowe i/lub nieruchome, stosuje się dodatkowe testy, które umożliwiają wybór plemnika żywego.

Polecamy również: Na czym polega proces wyboru plemnika do in vitro? Wyjaśnia ekspertka

Zarodek po ICSI i IVF – jak rozpoznać, czy rozwinął się prawidłowo?

Po dodaniu plemników (w klasycznej metodzie zapłodnienia pozaustrojowego) lub podaniu pojedynczego plemnika do wnętrza komórki jajowej (w metodzie ICSI) komórki trafiają na kilkanaście godzin do inkubatora.

– Komórka jajowa ma wtedy czas na dokończenie swoich podziałów (zapładniana jest w metafazie II podziału mejotycznego; dopiero wniknięcie plemnika aktywuje ją do ukończenia tego podziału). Następuje „przepakowanie” materiału genetycznego plemnika. W skrócie – materiał genetyczny komórki jajowej i plemnika „dogrywają się” ze sobą – opowiada ekspertka.

Efektem tego procesu jest pojawienie się przedjądrzy żeńskiego i męskiego: dwóch – jeszcze osobnych, ale gotowych do podjęcia wspólnego rozwoju – pakietów genetycznych.

– Obecność dwóch przedjądrzy oraz dwóch ciałek kierunkowych (powstałych na skutek ukończenia przez oocyt podziału mejotycznego) po ok. 17-18 godzinach od zapłodnienia jest dowodem na to, że komórka zapłodniła się prawidłowo – wyjaśnia dr Marta Sikora-Polaczek.

Na tym etapie możemy oczekiwać, że rozpocznie się pierwszy podział bruzdkowania, czyli funkcjonowanie jako zarodek.

Konsultacja medyczna: dr Marta Sikora-Polaczek, starszy embriolog kliniczny Centrum Medyczne Macierzyństwo, członkini ESHRE

Przeczytaj także: Pierwsze w Polsce badanie wpływu stresu na nasienie

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

„Bezpestkowe”, czyli droga do akceptacji. Niezwykły projekt dla kobiet z diagnozą MRKH

Wyciągnięta dłoń; na niej napis: We help [Pomagamy] /Ilustracja do tekstu: Projekt „Bezpestkowe”, czyli wsparcie w drodze do akceptacji MRKH
Fot.: Fotolia.pl

Samotność, niepokój, wstyd, lęk – to uczucia towarzyszące wielu młodym kobietom z MRKH. Dobrze poznała je także Zuzanna, która przez długi czas poszukiwała odpowiedzi, dlaczego jej fizjologiczny rozwój nie przebiega tak, jak u rówieśniczek. Nim usłyszała diagnozę i rozpoczęła leczenie, musiała zmierzyć się z poczuciem izolacji i pustki. Dziś dzieli się swoją historią, by ułatwić tę trudną drogę innym kobietom i pokazać, że MRKH nie przekreśla planów i marzeń.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zespół Mayera-Rokitansky’ego-Küstera-Hausera (zwany zespołem Rokitansky’ego lub MRKH) to zespół wad rozwojowych, który występuje średnio u 1 na 4500 dziewczynek. Charakteryzuje się m.in. wrodzonym brakiem lub znacznym niedorozwojem pochwy i macicy, występującym często przy jednoczesnym funkcjonowaniu jajników i układu hormonalnego. Z tego powodu wada wykrywana jest dopiero w wieku nastoletnim – jedynym dostrzegalnym symptomem jest bowiem brak wystąpienia pierwszej miesiączki do 16. roku życia. To właśnie ten objaw zaniepokoił 16-letnią wówczas Zuzannę, dziś utalentowaną fotografkę.

– Pewnego ranka miałam WF, więc poszłam do szatni, żeby się przebrać. Jak zwykle rozmawiałam z koleżankami z klasy o bieżących sprawach związanych ze szkołą, dzieliłyśmy się nowymi plotkami, mówiłyśmy o chłopakach (przyszłych, obecnych i niedoszłych), o rozmiarze swoich piersi i nóg. Problem zaczynał się w momencie, w którym któraś z nich zaczynała mówić o tym, że jest dzisiaj niedysponowana. W takiej chwili nigdy nie wiedziałam, co powiedzieć – mówi na łamach girlsroom.pl o początku długiej drogi do diagnozy.

CZYTAJ TEŻ: Obywatelki 2. kategorii?

Diagnoza MRKH i wsparcie, które daje siłę do działania

Tydzień później zgłosiła się na pierwsza wizytę u ginekologa. Lekarz podczas badania USG wykrył u niej torbiel prawego jajowodu, która mogła być przyczyną pierwotnego braku miesiączki. Jednak po trzymiesięcznym leczeniu farmakologicznym cystę udało się zwalczyć, a pierwsze krwawienie miesiączkowe wciąż nie występowało. Wówczas diagnostyką problemu zajęli się kolejni lekarze.

– Zostałam skierowana do kolejnej lekarki, która zajęła się moją niedoczynnością tarczycy. Po kilku miesiącach poziom hormonów wrócił do normy, ale główny problem wciąż nie został rozwiązany. Po skończonej kuracji hormonalnej zostałam zbadana na fotelu ginekologicznym. Okazało się, że mam zespół MRKH. Zostałam odesłana do kolejnej lekarki, która leczy mnie do dziś – mówi Zuzanna.

Cały proces odnajdywania przyczyny braku miesiączki i szukania odpowiedniego lekarza zajął nastolatce 3 lata. Kolejnego roku potrzebowała, by przygotować się do leczenia.

– Dopiero po roku od postawienia diagnozy zdecydowałam się na leczenie. Moja lekarka prowadząca namówiła mnie na zastosowanie rozszerzadeł zamiast operacji, ponieważ w moim przypadku nie była ona konieczna. Stosowałam je przez pół roku, a w maju bieżącego roku skończyłam cały proces – mówi.

W międzyczasie poznała inne młode kobiety: Magdę Domagałę i Tashę Bishop, u których również rozpoznano MRKH.

Dziewczyny poprzez swoją odwagę dały mi ogromną siłę do działania, dzięki czemu postanowiłam podzielić się swoją historią i wesprzeć kobiety, które – tak jak ja – chorują na MRKH.

W ten sposób narodził się pomysł na projekt „Bezpestkowe”.

Projekt „Bezpestkowe”, czyli droga do akceptacji

Po latach niełatwych doświadczeń Zuzanna zrozumiała, że zespół Mayera-Rokitansky’ego-Küstera-Hausera – wbrew powszechnej opinii – nie jest ani chorobą, ani tragedią.

Dla mnie jest to swojego rodzaju uroda, która czyni nas wyjątkowymi. […] Na wielu forach internetowych można znaleźć artykuły, które opisują zespół MRKH jako „zespół kobiecej tragedii”, co – moim zdaniem – jest niezwykle krzywdzące. Choroba jest uleczalna; jeśli zachyłek pochwowy został zachowany, można go rozciągnąć i wydłużyć mechanicznie, a w przypadku niezachowanego szczątka pochwy – wytworzyć go operacyjnie, a tym samym umożliwić odbywanie stosunków płciowych pochwowych. Obecnie wykonuje się również przeszczepy macicy, tym samym dając szansę na macierzyństwo – podkreśla Zuzanna.

Ale uzyskanie tej świadomości nie zawsze jest łatwe. To proces, który wymaga cierpliwości i wsparcia otoczenia.

– Wiem, jak ciężko jest przechodzić przez MRKH bez wsparcia psychologicznego, które swoją drogą powinno być dostępne przez cały proces leczenia. Na początku sama nie wiedziałam, co mi jest. Kiedy już poznałam diagnozę, miałam wrażenie, że jestem jedyną dziewczyną chorującą na MRKH na świecie. Przez długi czas wstydziłam się mówić o chorobie i bałam się podjąć leczenia, które na początku wydawało mi się być koszmarem. Dlatego wychodzę z inicjatywą, której celem ma być wzajemne wsparcie oraz uświadomienie społeczeństwu, jak powszechnym schorzeniem jest MRKH – zaznacza Zuzanna.

Projekt „Bezpestkowe” zyska formę zinu, w którym pojawią się zdjęcia oraz historie kobiet z zespołem Mayera-Rokitansky’ego-Küstera-Hausera. Będzie swoistą instrukcją postępowania z MRKH, która ułatwi młodym kobietom pierwsze kroki po diagnozie.

– Chciałabym zaprosić dziewczyny z zespołem MRKH do zgłaszania się do mnie, żebyśmy wspólnie wykonały serię zdjęć i podzieliły się swoimi doświadczeniami – zachęca Zuzanna.

Osoby, które pragną wesprzeć projekt „Bezpestkowe”, mogą zgłaszać się mailowo do jego autorki: bezpestkowe@gmail.com.

POLECAMY RÓWNIEŻ:

Słowa, które leczą. Wirtualne wsparcie po diagnozie MRKH [LIST]

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Badanie drożności jajowodów: jak wygląda krok po kroku i czy zwiększa szanse na ciążę? [WIDEO]

Badanie drożności jajowodów jest jednym z pierwszych i najważniejszych badań, które należy wykonać w ramach diagnostyki niepłodności u pary. Pozwala ono wykryć ewentualne nieprawidłowości w obrębie narządu rodnego i uzyskać wiedzę na temat przyczyn trudności z zajściem w ciążę. Wokół badania narosło jednak wiele mitów, które nasilają lęk pacjentek. Ile w nich prawdy, co warto wiedzieć przed przystąpieniem do badania i jak wygląda ono krok po kroku? Wyjaśnia dr n. med. Wojciech Dziadecki, ginekolog-położnik, androlog z kliniki FertiMedica.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wskazaniem do sprawdzenia drożności jajowodów jest zarówno niepłodność pierwotna, jak i niepłodność wtórna. Nim przystąpimy do badania, niezbędne jest wykonanie diagnostyki wstępnej:

  • badania cytologicznego,
  • badania stopnia czystości pochwy lub posiewu z kanału szyjki macicy,
  • badanie w kierunku chlamydii trachomatis metodą PCR.

Jeżeli wyniki tych analiz okażą się prawidłowe, lekarz zakwalifikuje pacjentkę do badania drożności jajowodów. Bardzo istotne jest jednak, by badanie to wykonać do 12. dnia cyklu miesiączkowego.

Czy badanie drożności jajowodów jest bolesne? Badanie HyCoSy – krok po kroku

Współcześnie badanie drożności jajowodów wykonywane jest w oparciu o metodę HyCoSy. Jest ono stosunkowo proste i mało inwazyjne, co znacznie ogranicza dyskomfort pacjentki.

– W porównaniu do starszego badania, HSG, w których wykorzystywano promieniowanie rentgenowskie, to badanie jest bardzo mało traumatyczne. Ten starszy rodzaj badania był drastyczny – przyznaje lekarz.

Początek procedury nie różni się znacząco od badania ginekologicznego.

– Zaczynamy od założenia wziernika do pochwy – tak jak przy standardowym pobraniu cytologii. Następnie do szyjki macicy zakładamy bardzo cienki plastikowy cewnik i pompujemy balonik – wyjaśnia dr n. med. Wojciech Dziadecki, ginekolog-położnik, androlog z kliniki FertiMedica.

Jak dodaje, na tym etapie badania część pacjentek odczuwa dyskomfort porównywalny z dolegliwościami towarzyszącymi miesiączce.

– Większość pacjentek w tym momencie nie czuje jednak nic.

Następnie pacjentce podawany jest kontrast, który umożliwia określenie drożności jajowodów.

– Za pomocą aparatu USG obserwujemy, jak kontrast wypełnia jamę macicy, czy wpływa do jajowodów i czy wylewa się z nich, otaczając jajnik.

Badanie drożności jajowodów jest bezpieczne i w większości przypadków nie wiąże się z dużym bólem. Można je wykonać w znieczuleniu ogólnym, jednak – jak wyjaśnia ekspert FertiMedica – u większości pacjentek nie ma takich wskazań.

– Wystarczy przed badaniem przyjąć dowolne leki przeciwbólowe, leki rozkurczowe – mówi dr Wojciech Dziadecki.

CZYTAJ TEŻ: Niepłodność przy PCOS: jak ją leczyć zgodnie z nowymi zaleceniami? Wyjaśnia lekarz

Czy podczas badania drożności jajowodów można uszkodzić macicę?

Wokół kwestii związanych z badaniem drożności jajowodów narosło wiele mitów. Pacjentki obawiają się, że podczas procedury może dojść do niebezpiecznych powikłań, które poważnie zagrażają płodności i zdrowiu. Ile w nich prawdy? Czy badanie drożności jajowodów może wywołać uszkodzenie macicy lub schorzenia w obrębie miednicy mniejszej, jak sugerują pozanaukowe źródła?

– Ja osobiście w całej swojej karierze lekarskiej nie spotkałem się jeszcze z takimi powikłaniami. Często po badaniu występuje niewielkie plamienie, natomiast nigdy nie widziałem pacjentki, u której po badaniu rozwinęłoby się zapalenie miednicy mniejszej czy zapalenie otrzewnej. Nie spotkałem się również z przebiciem macicy cewnikiem. Cewnik jest plastikowy i na tyle giętki, że zrobienie tego byłoby naprawdę trudne. Poza tym umieszcza się go w szyjce macicy; nie trzeba go wkładać głębiej, czyli do jamy macicy – zaznacza lekarz.

Czy badanie drożności jajowodów zwiększa szanse na ciążę?

Ekspert FertiMedica podkreśla, że choć badanie drożności jajowodów owiane jest złą sławą, z praktyki lekarskiej wynika, że może on istotnie zwiększyć on szanse na ciążę.

– Jeśli badanie było robione w cyklu diagnostycznym, ja najczęściej polecam swoim pacjentkom 3-4 cykle starań naturalnych. Dużo pacjentek w tym czasie zachodzi w ciążę – mówi dr Dziadecki.

Pacjentkom, którym nie udaje się zajść w ciążę naturalnie w założonym czasie, rekomenduje się wykonanie zabiegu inseminacji domacicznej. Jeśli badanie drożności jajowodów przeprowadzane jest właśnie w przygotowaniach do IUI, zabieg ten można wykonać wkrótce po badania. Warto jednak wiedzieć, że jeśli przyczyna niepłodności jasno kwalifikuje do zapłodnienia pozaustrojowego, badanie drożności jajowodów jest bezcelowe.

POLECAMY RÓWNIEŻ:

PCOS a ciąża. Właściwe leczenie zwiększa skuteczność starań

 


Logo FertiMedica

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Rak gruczołu krokowego atakuje coraz więcej mężczyzn. Mamy skuteczne leczenie, ale… nie dla wszystkich

Mężczyzna trzymający złożone dłonie na wysokości krocza /Ilustracja do tekstu: Rak gruczołu krokowego atakuje coraz więcej mężczyzn. Jest skuteczne leczenie, ale nie dla wszystkich

Blisko 15 tysięcy nowych rozpoznań w minionym roku i 6 tysięcy zgonów – to alarmujące dane dotyczące zachorowalności na raka gruczołu krokowego w Polsce. Choć sytuacja pacjentów jest dziś lepsza niż przed laty, wielu z nich wciąż nie ma dostępu do nowoczesnych terapii. Tymczasem rak ten, którego leczenie nie pozostaje bez wpływu na męską płodność i potencję, już wkrótce może przejąć niechlubna palmę pierwszeństwa wśród nowotworów dotykających mężczyzn.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Choć z roku na rok zwiększa się dostęp do nowoczesnych leków i technologii w leczeniu raka gruczołu krokowego (czyli prostaty), Polska wciąż ma na tym polu wiele zaległości. Słabości systemu, który wspiera chorych na ten nowotwór, dostrzegają zarówno pacjenci, jak i eksperci. Sytuacji tych pierwszych poświęcono listopadowe posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Onkologii.

Rak gruczołu krokowego wkrótce prześcignie raka płuca

Rak gruczołu krokowego staje się dominującym nowotworem w populacji męskiej. Mimo że obecnie wciąż jeszcze plasuje się na drugim miejscu, prawdopodobnie już wkrótce przegoni raka płuca. Z czego wynikają te przetasowania w czołówce najczęstszych nowotworów u mężczyzn?

Eksperci wskazują, że wpływ na ten stan rzeczy mają m.in. zmiany w stylu życia mężczyzn. Wielu z nich rzuca palenie, ograniczając tym samym ryzyko zachorowania na raka płuca. Z kolei powodem, który stoi za wzrostem zachorowań na nowotwór prostaty, są zmiany demograficzne. Postępujące starzenie się społeczeństwa sprawia, że zwiększa się liczba mężczyzn w starszym wieku – a to właśnie ich najczęściej atakuje rak gruczołu krokowego.

Na szczęście dzięki dostępnym dziś terapiom rokowania chorych na raka gruczołu krokowego są coraz bardziej pomyślne. Z badań wynika, że przy zapewnieniu odpowiedniego leczenia nowotwór ten może być traktowany jako choroba przewlekła. Specjaliści uczestniczący w spotkaniu Parlamentarnego Zespołu ds. Onkologii wskazali, że nawet mediana przeżycia pacjenta z zaawansowanym, przerzutowym nowotworem prostaty sięga obecnie 5 lat. Jednak aby terapia dawała oczekiwane efekty, niezbędna jest wczesna diagnostyka oraz przemyślana strategia leczenia, oparta na nowoczesnych lekach. Czy mogą na to liczyć polscy pacjenci?

CZYTAJ TEŻ: Rak prostaty zabija szybko i po cichu. W Polsce można byłoby go skutecznie leczyć, gdyby nie procedury

Zaawansowany rak gruczołu krokowego. Leki skuteczne, ale nie dla wszystkich dostępne

Warto przypomnieć, że w ramach programu lekowego wprowadzonego w listopadzie 2017 r. pacjenci z zaawansowanym rakiem gruczołu krokowego uzyskali dostęp do dwóch kolejnych leków stosowanych po chemioterapii (enzalutamidu oraz dichlorku-radu 223). Problem jednak w tym, że nie każdy chory może z nich skorzystać.

Jak podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Onkologii wskazywali pacjenci, nowo wprowadzonych do refundacji leków nie można podawać sekwencyjnie – to zaś wyklucza wiele osób, które odbywają leczenie po chemioterapii. Z kolei w leczeniu przed chemioterapią do dyspozycji chorych na raka gruczołu krokowego jest tylko jeden lek, który u części pacjentów jest nieskuteczny.

Terapia zaawansowanego raka gruczołu krokowego. Co do zmiany?

Zdaniem prof. Artura Antoniewicza, konsultanta krajowego w dziedzinie urologii, dostępne w Polsce metody leczenia raka gruczołu krokowego nie odbiegają od tych, które stosuje się na świecie. Problem jest jednak w ich ograniczonej dostępności.

– Trzeba pracować nad tym, by nie były ograniczane regulacjami, często sztucznymi, poszczególnych zapisów programów lekowych – mówił.

Ekspert poinformował również, że – wraz z zarządem Polskiego Towarzystwa Urologicznego – wystąpił do resortu zdrowia z wnioskiem o uznanie równoważności klinicznej leków hormonalnych (abirateronu i enzalutamidu) przed chemioterapią. W dokumencie znalazł się też postulat zniesienia warunku stopnia złośliwości mierzonego skalą Gleasona, która w niesprawiedliwy i sztuczny sposób dzieli pacjentów.

Rak gruczołu krokowego. Nowe leki czekają na refundację

Dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji Ministerstwa Zdrowia Łukasz Szmulski zwrócił  uwagę, że niektóre ograniczenia wynikają z samej konstrukcji systemu refundacyjnego. Zapewnił jednak, że wkrótce może się to jednak zmienić – trwają bowiem prace nad zmianą niekorzystnych zasad.

Dodatkowo w resorcie zdrowia procedowane są dwa wnioski – dotyczące refundacji kabazytakselu oraz enzalutamidu.

Aby zgodnie ze światowymi standardami leczyć raka gruczołu krokowego, poza dostępem do leczenia potrzebne są także wczesna profilaktyka i badania przesiewowe. Eksperci od dawna zabiegają również o stworzenie krajowego rejestru chorych na raka prostaty oraz o zmiany w wycenach procedur urologicznych. Zgodnie z deklaracjami Ministerstwa Zdrowia, pierwszy z tych postulatów ma trafić realizacji w przyszłym roku (w budżecie zabezpieczono już środki na ten cel).

Źródło: Stowarzyszenie UroConti, MZ

POLECAMY: Biopsja jąder. Kiedy ją wykonać i na czym polega?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

PCOS a ciąża. Właściwe leczenie zwiększa skuteczność starań [WIDEO]

Zaburzenia owulacji to problem, który występuje u zdecydowanej większości kobiet z rozpoznanym zespołem policystycznych jajników. Doświadcza go aż 60-70% pacjentek. Jak wpływa to na ich możliwości zajścia w ciążę i jaki rodzaj leczenia warto zastosować, by zwiększyć skuteczność starań? Wyjaśnia dr n. med. Monika Szymańska, ginekolog-położnik, endokrynolog z kliniki leczenia niepłodności FertiMedica. PCOS a ciąża.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kobieta, u której rozpoznano zespół policystycznych jajników i wdrożono odpowiednie leczenie, powinna zgłosić się do lekarza już na początku starań.

– Przede wszystkim zależy nam na tym, żeby sprawdzić, czy pacjentka ma owulacje, a jeśli tak – czy są one prawidłowe. Dodatkowo musimy zrobić badania, które są niezbędne do oceny ewentualnych zaburzeń metabolicznych, czyli np. test obciążenia glukozą, badania w kierunku chorób tarczycy – mówi dr n. med. Monika Szymańska, ginekolog-położnik, endokrynolog z kliniki leczenia niepłodności FertiMedica.

Gdy badanie USG potwierdzi występowanie prawidłowych owulacji, a analizy laboratoryjne wykażą właściwy poziom progesteronu w drugiej fazie cyklu, pacjentka z PCOS może starać się o ciążę, nie będąc stale pod opieką lekarza. Jeżeli jednak wynik tych badań jest niekorzystny, konieczne jest bieżące monitorowanie cyklu.

– Jeśli stwierdzamy, że dochodzi do zaburzeń owulacji, pacjentka wymaga od samego początku leczenia. Niewłaściwe jest, by pacjentka otrzymywała tylko progestageny w drugiej fazie cyklu w celu regulacji miesiączki. Nam nie chodzi w takiej sytuacji o regulowanie miesiączek, ale o zajście w ciążę – zaznacza ginekolożka z FertiMedica.

PCOS a ciąża: jak zwiększyć szanse? Leczenie metaboliczne

Jak zaznacza ekspertka FertiMedica, pacjentki, które doświadczają problemów z zajściem w ciążę i mają rozpoznany zespół policystycznych jajników, leczone są zwykle dwukierunkowo.

– Po pierwsze, prowadzimy leczenie metaboliczne, które ma na celu stworzenie idealnych warunków do tego, żeby jajniki prawidłowo pracowało. Głównie chodzi tu o stosowanie diety z ograniczeniem cukrów prostych, węglowodanów o wysokim indeksie glikemicznym – podkreśla ekspertka.

Nie mniej ważnym działaniem zwiększającym szanse na ciążę przy PCOS jest wysiłek fizyczny, który również zmniejsza insulinooporność.

– Gdy taka pacjentka ma nadwagę, często schudnięcie o 5-10% reguluje cykle, powoduje występowanie owulacji. Dzięki temu pacjentka może zajść w ciążę. Natomiast u pacjentek, które mają stwierdzoną insulinooporność, wskazane jest leczenie metforminą, która będzie tę insulinooporność zmniejszać – wyjaśnia dr Szymańska z FertiMedica.

PCOS a ciąża: jak zwiększyć szanse? Stymulacja owulacji

Drugą metodą leczenia PCOS, stosowaną często jednocześnie z leczeniem metabolicznym, jest stymulacja owulacji.

– To podawanie leków, często w tabletkach, czasem w zastrzykach, które mają spowodować, że dojdzie do owulacji w jajniku.

Lekiem stosowanym w stymulacji owulacji jest letrozol.

– Powoduje on wzrost jednego pęcherzyka, jego dominacje nad innymi, a następnie owulację. Lek ten cechuje się wysoką skutecznością, przy jednoczesnej małej ilości działań niepożądanych oraz małej ilości powodowanych ciąż mnogich. Niestety jest to lek, który nie jest zarejestrowany do stosowania w stymulacji owulacji. Mimo to europejskie towarzystwo, które zajmuje się niepłodnością, rekomenduje go jako lek pierwszego rzutu w leczeniu pacjentek z PCOS – mówi ekspertka.

CZYTAJ TEŻ:

Niepłodność przy PCOS: jak ją leczyć zgodnie z nowymi zaleceniami? Wyjaśnia lekarz

Zespół policystycznych jajników a ciąża. In vitro przy PCOS

Ginekolożka z FertiMedica podkreśla, że pacjentki, które zmagają się z zespołem policystycznych jajników, nie są typowymi kandydatkami do in vitro. Większość pań, u których rozpoznano PCOS,  może zajść w ciążę spontaniczną. Istnieje jednak grupa pacjentek, u których wskazane jest leczenie niepłodności z wykorzystaniem metod wspomaganej reprodukcji.

– To pacjentki, które mają inne, dodatkowe czynniki powodujące niepłodność, oraz takie, które długo starają się o ciążę i pomimo owulacji nie dochodzi u nich do zapłodnienia. Są też kobiety, u których nie udaje się uzyskać owulacji z jednego lub dwóch pęcherzyków i wtedy musimy przystąpić do zapłodnienia pozaustrojowego ze względu na duże ryzyko ciąży mnogiej.

Warto wiedzieć, że zabieg in vitro przy PCOS wymaga od lekarza zwykle większego doświadczenia niż w przypadku innych pacjentów.

– Zbyt małe dawki lub zbyt krótko prowadzona stymulacja może powodować wzrost malej ilości pęcherzyków, co wpływa negatywnie na powodzenie procedury. Z drugiej zaś strony zbyt duże dawki będą powodować ryzyko hiperstymulacji jajników i również zmniejszą szanse na ciążę – wyjaśnia dr Szymańska.

POLECAMY TAKŻE:

4 przepisy na wsparcie płodności jesienią od dietetyka

 


 

 

Tagi:

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.