Przejdź do treści

„Planeta Singli”

Premiera filmu „Planeta Singli” w reżyserii Mitji Okorna miała miejsce 5 lutego. Same zwiastuny zapowiadające film nie były szczególnie zachęcające, zatem tym bardziej zaskoczeni byliśmy pozytywnym nastrojem, w który zostaliśmy wprowadzeni już na samym początku filmu.

Tytułowa Planeta Singli jest bardzo popularnym portalem randkowym, który staje się filarem całej fabuły. Główna bohaterka Ania (Agnieszka Więdłocha), która na co dzień jest nauczycielką muzyki w warszawskiej podstawówce, daje się namówić na założenie konta na rzeczonym portalu w celach bardzo „komercyjnych”. Kto staje się katalizatorem tego niezbyt chwalebnego czynu? Nie kto inny jak Maciej Stuhr, ukryty tutaj pod tajemniczym imieniem Tomka Wilczyńskiego , telewizyjnego celebryty od kukiełek, którego show bardzo przypomina amerykański program Davida Lettermana. Wilczyński namawia naszą bohaterkę, by umawiała się na randki za pomocą rzeczonego portalu, a potem relacjonowała mu ich przebieg w celu stworzenia programu na ich podstawie. Jak słusznie już każdy z nas się domyśla, w międzyczasie między głównymi bohaterami pojawia się uczucie, bardzo silnie oczywiście przez oboje tłumione, głównie z powodu emocjonalnej niedojrzałości Tomka.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co dalej? Mdła komedia o miłości? Wręcz przeciwnie. Film naszpikowany jest drobnymi wątkami pobocznymi, kilkoma zaskakującymi zwrotami w życiu bohaterów oraz jednym bardzo ważnym drobiazgiem… Nie spotykamy się tu po raz kolejny z przerysowanym obrazem życia mieszkańców Warszawy, co naprawę kłuło w oczy w poprzednim filmie autorstwa Okorna, czyli „Listach do M”. Wręcz przeciwnie, mamy do czynienia z wieloma sytuacjami, które mogłyby wydarzyć się w prawdziwym życiu, a nie tylko w filmie, co sprawia, że film dosyć szybko staje się bliski naszemu sercu. Dzięki subtelności scenografii jesteśmy również w stanie uwierzyć, że główni bohaterowie rzeczywiście mogliby mieszkać w takich mieszkaniach, jakie posiadają, i chodzić do tych miejsc, które przewijają się przed naszymi oczami. Film jest zabawny i przyjemny, a doskonała gra aktorska (szczególnie w wykonaniu Stuhra) cieszy oko przez całe półtorej godziny.

Wielkim zaskoczeniem jest również muzyka. Po „Listach Do M.” spodziewaliśmy się większej liczby komercyjnych melodii. Tym razem jednak reżyser skierował się w stronę nostalgii, jaką niezmiennie wywołuje Marek Grechuta w piosence „Dni, których jeszcze nie znamy”. Rzeczona melodia sprawia, że film nabiera jeszcze więcej ciepła i uroku i daje wiele pozytywnej energii.

Zatem jeżeli jeszcze nie zdążyliście wybrać się do kina na „Planetę Singli”, zróbcie to dziś. Nie zawsze musimy oglądać dramaty i głębokie produkcje psychologiczne czy francuskie kino dla outsiderów. Czasem warto się po prostu wyluzować!

Paulina Piziorska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Od poczęcia do porodu. „Cudowna podróż” Damiena Hirsta oddaje hołd cudowi narodzin. Ale może też ranić

Zdjęcie przedstawiające wystawę „Cudowna podróż” Damiena Hirsta na tle budynku szpitala w Doha (Katar)
Fot.: Wikimedia Commons

Czternaście kolosalnych figur z brązu, które przedstawiają przebieg życia płodowego od pierwszych chwil po poczęciu aż do narodzin – to najnowsza ekspozycja zaprezentowana przez uznanego brytyjskiego artystę Damiena Hirsta. Choć zbiór tych wyjątkowych dzieł został odsłonięty przed zaledwie kilkoma dniami, zdążył już wywołać kontrowersje. Dlaczego?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ambitny projekt Damiena Hirsta, zatytułowany „Cudowna podróż”, powstał przed ok. 10 laty pod patronatem szejkini Al Mayassy Bint Hamad Al Thani, zarządzającej katarskimi muzeami i instytutem sztuki. Kolosalne figury z brązu, mierzące od 5 do 14 metrów, których łączna waga wynosi (bagatela!) 216 ton, ukazują stadia rozwoju zarodka i płodu w macicy – od momentu zapłodnienia komórki jajowej po w pełni wykształcony, 9-miesięczny organizm. Każdy element oryginalnej ekspozycji odlano w Wielkiej Brytanii, a następnie przetransportowano do Kataru.

„Cudowna podróż” Damiena Hirsta odsłonięta ponownie

Po raz pierwszy wystawę figur Damiena Hirsta zaprezentowano w październiku 2013 roku. Wówczas jednak – niedługo po wstępnej prezentacji – zdecydowano się na ich zasłonięcie. Oficjalnym powodem była potrzeba ochrony dzieł sztuki przed pracami budowlanymi prowadzonymi w miejscu ekspozycji: na terenie Centrum Medycznego i Badawczego Sidra w mieście Doha, stolicy Kataru.

Nieoficjalnie wiadomo jednak, że usunięcie rzeźb z widoku publicznego to efekt oburzenia, jakie wywołały wśród pacjentów oraz internautów, którzy dowiedzieli się o wystawie z mediów społecznościowych. Bo choć szpitalowi, specjalizującemu się w opiece nad matką i dzieckiem, tematyka ekspozycji nie jest obca, sam Katar znany jest z surowych wymogów w zakresie moralności, obyczajów i prawa. Nie zezwalają one na tak śmiałe projekty w przestrzeni publicznej.

– Kulturowo to pierwsze nagie rzeźby na Bliskim Wschodzie. To bardzo odważne – przyznał artysta w rozmowie z lokalnym serwisem „Doha News”, odwołując się do decyzji zarządu katarskich muzeów o promocji wystawy.

CZYTAJ TEŻ: Gwiazda The Corrs zaśpiewała dla zarodków z in vitro. „To dla mnie zaszczyt”

Zaduma nad cudem narodzin. „To najważniejsza podróż dziecka”

Dopiero kilka lat później – w listopadzie 2018 roku – rzeźby zostały odsłonięte ponownie.

– Wierzymy, że prace odzwierciedlają misję szpitala: opiekę nad kobietą i niemowlętami – podkreśliła Layla Ibrahim Bacha, ekspertka ds. sztuki z Fundacji Katarskiej.

Wyjaśnienia te nie przekonały jednak wielu Katarczyków do sztuki Damiena Hirsta. Mimo to kuratorzy nie zdecydowali się na powtórne przerwanie wystawy. Szejkini, patronująca ekspozycji, od dawna podkreśla, że prace nie są prowokacją wymierzoną w tradycyjną kulturę Kataru. Mają skłonić odbiorców do zadumy nad cudem, jakim jest powoływanie na świat nowego życia, i sposobem, w jaki go dostrzegamy.

– W Koranie znajduje się werset poświęcony cudowi narodzin. Wystawa nie jest przeciwko naszej kulturze ani regionowi – mówiła w 2013 roku w rozmowie z dziennikiem „New York Times”.

Tym razem, aby załagodzić nastroje społeczne, kuratorzy zaangażowali młodego chłopca, by w okolicy ekspozycji recytował wspomniane wersety Koranu.

Podróż, którą dziecko przebywa do czasu porodu, jest ważniejsza niż wszystko, czego doświadczy ono w późniejszym życiu. Mam nadzieję, że rzeźba wywoła w widzu zdumienie i podziw nad tym niezwykłym ludzkim procesem, który ma miejsce w Centrum Medycznym Sidra, a także w każdej sekundzie na całym świecie – dodaje autor „Cudownej podróży”.

Hołd cudowi narodzin, który nie zachwyci wszystkich

Ekspozycja jest częścią serii pionierskich inicjatyw kulturalnych, którym patronuje szejkini Al Mayassa Bint Hamad Al Thani. Celem każdego z tych przedsięwzięć jest przekroczenie tradycyjnych granic między sztuką Bliskiego Wschodu i Zachodu. Prezentacja odważnych prac Hirsta w przestrzeni publicznej Kataru ma stanowić mocny akcent w tym międzykulturowym dialogu.

Nie każdego jednak zachwyci krytyczno-twórczy wymiar prac. Wśród pacjentek szpitala są przecież także kobiety, które doświadczają problemów z płodnością, poronień lub przedwczesnych porodów zakończonych martwym urodzeniem. Z uwagi na lokalizację wystawy także one będą zmuszone skonfrontować się z kolosalnymi rzeźbami.

Zdjęcia rzeźb Damiena Hirsta składających się na wystawę „Cudowna podróż” można obejrzeć na stronie internetowej artysty.
Źródło: theguardian.com, damienhirst.com, nytimes.com, amusingplanet.com, qz.com

POLECAMY:

Tak wygląda cud narodzin. Najpiękniejsze zdjęcia z porodów z 2018 roku [GALERIA]

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.