Przejdź do treści

Piekło homorodzin według Tomasza Terlikowskiego

W najnowszym dodatku „Plus Minus” Rzeczpospolitej tekstem otwierającym jest artykuł autorstwa Tomasza Terlikowskiego pt. Piekło homorodzin, stawiający pod znakiem zapytania również kwestię in vitro i adopcję przez pary homoseksualne.

– Czy osoby homoseksualne zdążą zająć się wychowywaniem dzieci? Wszak przeciętny homoseksualista żyje znacznie krócej niż heteroseksualista” – pyta.  Na okładce dodatku „Rz” znajduje się zdjęcie Eltona Johna z rodziną. Terlikowski stwierdza, że „dzieci wychowane przez pary homoseksualne są narażone na molestowanie seksualne ze strony najbliższych znacznie bardziej niż dzieci z normalnych związków”. Później przedstawia historię dziecka gwałconego przez swoich homoseksualnych opiekunów. – Nie, nie każde dziecko jest gwałcone i udostępniane pedofilom, ale każde z nich jest ofiarą eksperymentu pedagogicznego, jakim jest wychowanie dzieci w układzie patologicznym, w którym dziecko nie ma szans na normalne wzorce osobowe kobiety i mężczyzny, a także nie może nauczyć się pełnych relacji międzyludzkich” – ocenia Tomasz Terlikowski, wyliczając zagrożenia w tym „brak wzorców, problemy psychiczne, cierpienie, wstyd”.
Publicysta nie mógł powstrzymać się przed przywołaniem jednego z „dyżurnych” argumentów dotyczących homoseksualistów. „Czy osoby homoseksualne zdążą zająć się wychowywaniem dzieci? Wszak przeciętny homoseksualista żyje znacznie krócej niż heteroseksualista” – napisał.
Terlikowski przekonuje, że amerykańskie dane dotyczące molestowania seksualnego w rodzinach hetero- i homoseksualnych  pokazuje, że jest więcej przypadków w rodzinach gejów i lesbijek – „mówią same za siebie i nie pozwalają przejść obojętnie obok coraz częściej formułowanych propozycji (ostatnio przez Stowarzyszenie Nasz Bocian) adoptowania czy stwarzania przez in vitro dzieci dla par gejowskich czy lesbijskich)”.
Sejmowe komisje pracują nad dwoma projektami dotyczącymi in vitro – rządowym i przygotowanym przez SLD. W pierwszym czytaniu przepadł projekt  PiS, zakazujący stosowania procedury zapłodnienia in vitro. Prace w komisjach sejmowych mają zakończyć się do 9 czerwca.
Warto na koniec wspomnieć o zapowiedzi premier Kopacz, która zapewniła, że jeszcze w tej kadencji Sejm zajmie się projektem PO dotyczącym związków partnerskich. Prawdopodobnie pojawią wtedy argumenty przeciwników tego typu regulacji, że ustawa o związkach partnerskich to m.in. furtka dla adopcji dzieci przez pary homoseksualne i zrównanie związków osób homoseksualnych z małżeństwem kobiety i mężczyzny. 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Jak zaplanować płeć dziecka? Metoda Shettlesa i jej skuteczność

metoda shettlesa
Metoda Shettlesa to jedna z najbardziej znanych technik planowania płci dziecka – fot. Fotolia

Choć większość par deklaruje, że z jednakową radością powita na świecie córkę, co syna, w rzeczywistości wiele osób ma pewne preferencje dotyczące płci potomka. Czy w spełnieniu tych marzeń mogą im pomóc naturalne metody planowania płci dziecka, w tym najpopularniejsza: metoda Shettlesa? Co stoi u podstaw tej teorii, jaka jest jej skuteczność i co wspólnego ma z tym jakość życia seksualnego? Przeczytaj!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Metoda Shettlesa to jedna z najbardziej znanych technik planowania płci dziecka, której popularność nie słabnie od kilku dekad. Jej twórcą jest Landrum B. Shettles, amerykański biolog i pionier badań nad zapłodnieniem in vitro.

Metodę sygnowaną swoim nazwiskiem opracował już w latach 60. ub.w. Blisko 20 lat później jej podstawy przedstawił szerokiemu audytorium w poradniku „Jak zaplanować płeć swojego dziecka”, którego współautorem był dziennikarz David Rorvik. Do dziś publikacja sprzedała się w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Sprawdźmy zatem, co kryje się pod słynną, choć kontrowersyjną metodą Shettlesa.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: In vitro zwiększa prawdopodobieństwo urodzenia chłopca

Jak zaplanować płeć dziecka: metoda Shettlesa

Teoria, której celem jest odpowiedź na pytanie, jak zaplanować płeć dziecka, opiera się na specyfice budowy morfologicznej plemników oraz analizie czynników, które warunkują ich dotarcie do komórki jajowej.

U podstaw metody Shettlesa leży przekonanie, że:

  • plemniki z chromosomem Y, determinujące męską płeć zarodka, są mniejsze, szybsze, ale mniej wytrzymałe od plemników X,
  • plemniki z chromosomem X, które odpowiadają za płeć żeńską, są większe i wykazują mniejszą prędkość niż plemniki Y, mają jednak większą zdolność przetrwania w drogach rodnych kobiety.

Zdaniem dra Shettlesa znajomość tych (domniemanych) różnic morfologicznych można wykorzystać do skrupulatnego wyznaczenia czasu stosunku – tak, by jego rezultatem było poczęcie dziecka określonej płci. Biolog uważał, że współżycie w terminie maksymalnie bliskim owulacji pozwala plemnikom z chromosomem Y szybko i bez przeszkód dotrzeć do komórki jajowej, zwiększając tym samym prawdopodobieństwo poczęcia chłopca. Natomiast gdy stosunek i moment owulacji dzieli dłuższy czas (1–4 dni), większe szanse na dotarcie do komórki jajowej mają – rzekomo – wolniejsze, lecz bardziej wytrzymałe plemniki z chromosomem X. To zaś, jak wyjaśniał Shettles, ma pomóc w zaplanowaniu dziewczynki.

Metoda Shettlesa: najlepsze pozycje seksualne, by począć chłopca

Według metody Shettlesa nie bez znaczenia są także pozycje seksualne, które wybierają partnerzy.

Aby zwiększyć szanse na syna, para powinna zdecydować się na pozycje sprzyjające głębokiej penetracji. Autor teorii przekonuje, że dzięki temu nasienie ma szanse zostać zdeponowane jak najbliżej szyjki macicy, skracając drogę do celu szybkim i zwinnym plemnikom Y.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Urodziła dziecko swojemu synowi. Udało się dzięki in vitro

Metoda Shettlesa: najlepsze pozycje, by spłodzić dziewczynkę

Gdy para chce zaplanować dziewczynkę, lepiej – zdaniem naukowca – sprawdzą się pozycje zapewniające płytką penetrację. Ma to stworzyć optymalne warunki dla plemników z chromosomem X, które na długich dystansach rzekomo deklasują sprinterów z chromosomem Y.

Przetrwają szybcy czy wytrwali? Metoda Shettlesa a satysfakcja seksualna kobiety

A co z samą jakością pożycia – czy i ona może mieć wpływ na płeć potomka? Okazuje się, że i nad tą kwestią pochylił się w swojej metodzie dr Shettles.

Zgodnie z tezą biologa, pływakom z chromosomem Y nie sprzyja kwaśne środowisko w drogach rodnych kobiety. Odczyn pH ulega jednak zmianie na zasadowy w momencie, gdy kobieta osiąga orgazm – a dzięki temu plemniki „męskie” mogą (wedle teorii) znów wykorzystać swój największy atut: prędkość. Szczególnie że w szybszym pokonaniu drogi do komórki jajowej pomagają im wówczas skurcze pochwy.

Mniej radości ze współżycia będą mieć jednak panie, które przy pomocy metody Shettlesa zechcą zaplanować dziewczynkę. Zdaniem amerykańskiego badacza plemniki z chromosomem X, jako bardziej wytrzymałe, mają większe szanse na przetrwanie kwaśnego środowiska. A to oznacza, że powstrzymanie się od orgazmu miałoby im pomóc w pokonaniu na placu boju szybkich, lecz wrażliwych pływaków Y.

CZYTAJ TEŻ: Plemniki – 9 zaskakujących faktów na temat męskich pływaków

Metoda Shettlesa: przygotowania. Zadbajcie o kalendarzyk dni płodnych i zdrową dietę

Dr Shettles podkreśla, że skuteczne wdrożenie jego metody planowania płci dziecka wymaga od obojga partnerów wielomiesięcznych przygotowań. Powinny one uwzględniać:

  • staranną obserwację cyklu miesięcznego kobiety (m.in. badanie śluzu, pomiar temperatury, wykonywanie testów owulacyjnych), która pozwoli wyznaczyć optymalny termin stosunku,
  • dbałość o jakość nasienia mężczyzny (m.in. poprzez wdrożenie odpowiedniej diety, rezygnację z używek oraz stosowanie kilkudniowej wstrzemięźliwości seksualnej przed planowanym poczęciem dziecka).

POLECAMY: Zapłodnienie pICSI: czym jest i jaką ma skuteczność?

Ale… Czy metoda Shettlesa działa?

Z uwagi na dostępność oraz stosunkową łatwość wdrożenia zaleceń metoda Shettlesa od wielu lat ma swoich zwolenników. W ślad za jej twórcą twierdzą, że ta naturalna metoda planowania płci dziecka sprawdza się w aż 75-90% przypadków. Czy jednak te statystyki mogą być wiarygodne? Ze współczesnych prac naukowych wynika, że to bardzo mało prawdopodobne.

Prowadzone w ostatnich latach badania wykazały, że metoda Shettlesa nie może być skuteczna z uwagi na błąd w podstawowym założeniu: zróżnicowaniu szybkości plemników z chromosomem X i z chromosomem Y.

– Nie ma żadnych dowodów naukowych na poparcie tezy, że plemniki z chromosomem X poruszają się w innym tempie niż te z chromosomem Y. Żadne badania nie dowiodły też, że możliwości przeżycia plemnikówX i Y są zależne od momentu cyklu miesięcznego kobiety – podkreślał przed kilkoma laty dr Allan Pacey z Uniwersytetu Sheffield (Wielka Brytania) w rozmowie z „New Scientist”.

Dodatkowo, jak wskazują eksperci zajmujący się leczeniem niepłodności, metoda Shettlesa zakłada poczęcie w wyniku pojedynczego stosunku – w precyzyjnie wyznaczonym terminie. To zaś, jak wiadomo, z biologicznego punktu widzenia jest bardzo trudne do osiągnięcia, szczególnie u par doświadczających problemów z płodnością. W ich przypadku stosowanie metody Shettlesa nie tylko nie pozwoli na zaplanowanie chłopca lub dziewczynki, ale może wręcz ograniczyć szanse ciążę – bez względu na płeć zarodka.

Źródło: newscientist.com, copernicuscollege.pl, newsweek.pl, mamaginekolog.pl

POLECAMY TEŻ: Prawidłowe parametry nasienia mimo niepłodności? To może wynikać z… bodźców podczas badania

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Mamo, poczytaj mi o tym skąd się wzięłam – jak rozmawiać z dziećmi o adopcji?

Mamo, poczytaj mi o tym skąd się wzięłam - jak rozmawiać z dziećmi o adopcji?
Na polskim rynku wydawniczym pojawiło się w ostatnich latach sporo publikacji skierowanych do dzieci żyjących w rodzinach adopcyjnych. – fot.Fotolia

“A co jej powiemy kiedy zacznie pytać dlaczego nie mieszka ze swoją prawdziwą rodziną?” – wszyscy adopcyjni rodzice w którymś momencie stają przed tym problemem. Jeśli dziecko w dniu adopcji jest zbyt małe, by pamiętać biologicznych rodziców lub dom dziecka, niektórzy rodzice odkładają rozmowę do czasu, aż dziecko będzie dorosłe. Czy słusznie? Nie nam to osądzać, są różne dzieci i różne rodziny. Wiemy jednak, że wiele dzieci ma wspomnienia z domu dziecka lub rodzinnego domu, choć nie do końca rozumie, co się z nimi działo. Wiemy też, że dzieci zadają masę pytań i czują silną potrzebę zrozumienia swojej relacji z adopcyjnymi rodzicami.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Adopcja w książkach dla dzieci

Na polskim rynku wydawniczym pojawiło się w ostatnich latach sporo publikacji skierowanych do dzieci żyjących w rodzinach adopcyjnych. Pozycje te w empatyczny i dostosowany do wieku sposób pomagają dzieciom zrozumieć zjawisko adopcji i pobudki, jakimi kierowali się adopcyjni rodzice decydując się na zabranie ich do siebie. Historia opisana w książce może stać się wstępem do rozmowy o własnej historii dziecka. Większość książek skierowanych do dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym ma piękne, działające na wyobraźnię i emocje ilustracje, które ułatwiają dziecku utożsamienie się z bohaterem lub bohaterką historii.

Adoptowany kolega w klasie

Książki podejmujące temat adopcji to także wartościowy materiał edukacyjny dla dzieci żyjących w swoich biologicznych rodzinach. Adoptowane dzieci w pierwszych klasach szkoły, czy jeszcze w przedszkolu bywają wytykane palcami, traktowane jako “inne”. Starając się dojść do przyczyn takiego zachowania, często odkrywamy, że wynika ono z tego, że o adopcji z dziećmi się nie rozmawia. Słysząc, że ktoś jest adoptowany, dzieci nie wiedzą z czym mają do czynienia, nie potrafią zrozumieć sytuacji, w jakiej znajduje się ich koleżanka lub kolega. Czytając dziecku książki o adopcji, albo zachęcając starsze dziecko do ich samodzielnego czytania, sprawiamy, że dziecko dowiaduje się czegoś ważnego o świecie, staje się bardziej otwarte na innych i empatyczne.  

Zobacz też: Adopcja po polsku – raport NIK

Co czytać dziecku o adopcji?

W przypadku młodszych dzieci najlepiej sprawdzają się książki, które dają rodzicom możliwość tworzenia własnej narracji, dostosowanej do poziomu rozwoju emocjonalnego i osobowości dziecka. Duże, sugestywne ilustracje i niewielka ilość tekstu pozwalają na rozmowę z dzieckiem na temat sytuacji, które widzi na obrazkach. Dziecko uczy się w ten sposób odczytywać emocje bohaterów historii i zaczyna tworzyć opowieść o swoim doświadczeniu. Takie możliwości daje Rebecca Elliott w książeczce “Dziewczynka z ZOO”.

Książeczka Agnieszki Frączek “Jeśli Bocian nie przyleci, czyli skąd się biorą dzieci” to wesoła, wzruszająca historia pisana wierszem. Opowiada o poszukiwaniu upragnionego malucha, wielkiej radości ze spotkania z dzieckiem i pełnej miłości rodzinie adopcyjnej. Zresztą, zobaczcie fragment i oceńcie sami:

„Wreszcie tata rzekł: – Kochanie….

Jest też inne rozwiązanie.

Nie mogliśmy sprawić sami,

by maluszek był tu z nami,

ale go kochamy przecież!

Może on już jest na świecie?

Tak jak w bajkach – hen, daleko

za górami i za rzeką..?

Trzeba tylko go odnaleźć”.

Dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym odpowiednia będzie książka Katarzyny Kotowskiej “Jeż”. Opowiada historię chłopca z domu dziecka, który zostaje adoptowany przez parę od dawna planującą powiększenie rodziny. “Jeż” to opowieść o przełamywaniu nieufności i strachu, budowaniu zaufania i miłości.

Zobacz też: Czy rozumiesz swoje adoptowane dziecko?

Książki o adopcji dla rodziców

Rodzicom adopcyjnym, również tym, którzy dopiero zastanawiają się nad adopcją, krążą po głowie setki pytań i obaw, o których nie koniecznie chcą i potrafią rozmawiać. Pomocne w przełamywaniu lęku i otwieraniu się na rozmowę na temat własnych przeżyć może okazać się poznanie historii ludzi, którzy zdecydowali się wychowywać adoptowane dziecko.  

Ciekawą pozycją jest “Będziesz moim wszystkim” Hanny Barełkowskiej i Aleksandry Pilimon. Autorki nie lukrują tematu, szczerze piszą o trudnościach, które spotykają adopcyjne rodziny, opowiadają o zderzeniu marzeń z rzeczywistością.

Katarzyna Kolska w “Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcji”  przytacza prawdziwe historie rodziców adopcyjnych oraz adoptowanych dzieci. Pełne emocji relacje dotyczące trudności, szczęśliwych zakończeń i dramatycznych zwrotów akcji mogą pomóc rodzicom adopcyjnym w zrozumieniu własnych uczuć i podsunąć im rozwiązania na przyszłość. Książka sprawdzi się też jako lektura dla nastolatków.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj. 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Jej córeczka nie miała szans. Donosiła ciążę… by organy dziecka mogły uratować życie innych

Foto: Facebook Rylei Arcadia: An Unexpected Journey

Krysta i Derek spodziewali się córeczki. Do 18-ego tygodnia ciąży wszystko było w porządku. Niedługo potem pojawiła się jednak diagnoza – bezmózgowie. Śmiertelna choroba, która wiadomo było, że zabierze im dziecko, zanim jeszcze pojawiło się na świecie. Rodzice postanowili jednak donosić ciążę i zaplanowali Rylei piękne, wartościowe życie. Miała „dać innym dzieciom drugą szansę”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Bezmózgowie – łac. anencephalia – to rzadka choroba, w skutek której dzieci przychodzą na świat bez, lub ze szczątkowo rozwiniętym mózgowiem. Nieraz rodzą się już martwe, czasami przeżywają kilka godzin, rzadziej kilka dni. Rylei lekarze zwiastowali nie więcej niż pół godziny. „To było niezwykle wstrząsające. Wiedza, że poprzednio poroniliśmy i z tą ciążą też mamy komplikacje, łamała serce. Trudno było to przyjąć” – słowa Krysty cytuje „people.com”.

Jakie pojawiły się rozwiązania? Lekarze widzieli dwa: zakończenie ciąży, albo donoszenie jej do końca i przekazanie organów dziecka do przeszczepu. „Uznaliśmy, że nawet jeśli nie uda nam się zabrać naszej córki do domu, to żadna matka nie będzie musiała przechodzi przez to, co my” – mówi mama Rylei. Tak, postanowiła ją urodzić. Dziewczynka przyszła na świat w Wigilię, gdy Krysta była w ciąży 40 tygodni i 2 dni.

Zobacz też: Żyła tylko 96 minut, ale miała zdążyć pomóc innym dzieciom. Finał tej historii łamie serce

Siła uczuć

Rodzice momentalnie otoczyli swoje dziecko ogromną miłością: „To było najbardziej wypełniające mnie uczucie miłości, jakie kiedykolwiek czułam w życiu” – opowiada mama. Być może to właśnie siła tych emocji pozwoliła dziewczynce być na świecie cały tydzień, co w przypadku jej choroby niemalże się nie zdarza. Malutka umarła w Sylwestra. I o ile przez 7 dni swojego życia w ogóle nie płakała, to w ostatnich momentach, chcąc złapać więcej tlenu, rzeczywiście załkała: “To tak jakby walczyła, by dać nam więcej czasu. To było niesamowite” – opisuje Krysta

Zastawki serca Rylei uratowały życie dwójce innych dzieci, a jej płucami zajęli się badacze. Mama dziewczynki podkreśla, że świadomość tego, iż dzięki jej córeczce żyje dwójka innych dzieci, pomaga jej w tym tragicznym czasie. Pomaga też kontakt i poznawanie historii innych ludzi, którzy byli w podobnej sytuacji.

 

Sprawa życia i śmierci

Niezwykle trudno jest w ogóle wyobrazić sobie, z jakim ciężarem muszą mierzyć się rodzice dowiadujący się, że ich dziecko nie ma przed sobą życia. Decyzje podejmowane w tym czasie są wręcz ponadludzkie, a podobne musieli podjąć rodzice małej Avy-Joy. „U dziecka zdiagnozowano agenezję nerek, która charakteryzuje się brakiem obu nerek. Dodatkowo – z powodu niedostatecznej ilości płynu owodniowego – deformacji uległy płuca kształtującego się płodu. Takie wady prowadzą zwykle do obumarcia płodu w łonie matki lub śmierci dziecka tuż po porodzie” – opisywaliśmy jej historię w naszym portalu.

Malutka żyła 96 minut i chociaż taki był plan, to niestety nie udało się jej pomóc innym dzieciom. Okazało się, że ważyła o 55 gram za mało, by jej narządy mogły być przeznaczone do transplantacji. Jednak historia jej i jej rodziców stała się częścią „kampanii na rzecz poprawy opieki szpitalnej dla rodziców, którzy spodziewają się dziecka z wadą letalną”. To niesamowite jak wiele ważnych rzeczy mogą zrobić tak małe istoty!

Zobacz też: Najmłodszy dawca organów

Źródło historii: „people.com”

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Herbata oolong niszczy komórki raka piersi – donoszą naukowcy

Herbata oolong niszczy komórki raka piersi - donoszą naukowcy
Naukowcy z Uniwersytetu Saint Louis zbadali wpływ różnych odmian herbaty na komórki raka piersi. – fot.Pixabay

Jak wynika z badań naukowców z Uniwersytetu Saint Louis w Missouri, herbata oolong – niebieska herbata – niszczy komórki raka piersi w warunkach laboratoryjnych. Podobne właściwości wykazuje zielona herbata.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Typy raka piersi

Wyróżnia się 10 typów raka piersi, podkategorie dzielą nowotwory w zależności od stadium: od całkowicie uleczalnych do bardzo agresywnych. Zdaniem onkologów, przypisanie nowotworom piersi podkategorii przyspieszy proces diagnostyczny i ułatwi wybór wystarczające formy terapii. Tym sposobem pacjentki z lżejszymi odmianami nowotworu będą mogły uniknąć ryzyka wynikającego z niepotrzebnego stosowania wysoko toksycznych terapii. Wciąż trwają badania genetyczne, których celem jest doprecyzowanie kryteriów przyporządkowania określonych nowotworów do danej kategorii.

Zobacz też: Immunoterapia, czyli jak uchronić się przed rakiem

Herbata oolong niszczy raka piersi?

Naukowcy z Uniwersytetu Saint Louis zbadali wpływ różnych odmian herbaty na komórki raka piersi. Wyniki badań opublikowano niedawno w “Anticancer Research”. Wynika z nich, że skoncentrowane związki zawarte w herbacie oolong zatrzymały wzrost komórek rakowych w aż sześciu typach raka piersi.

Herbata oolong może powodować uszkodzenie i rozszczepienie DNA i hamować rozwój komórek raka piersi oraz  rozmnażanie nowotworów. Ma też duży potencjał jako czynnik zapobiegający powstawaniu raka piersi – dr Chunfa Huang, profesor z Uniwersytetu Saint Louis.

Zobacz też: Rakotwórcza żywność, po którą sięgasz każdego dnia. Zobacz sama!

Chinki chorują rzadziej

Zespoł doktora Huang przeanalizował dane na temat raka piersi w Chinach. Kobiety mieszkające w regionach, w których uprawia się i spożywa duże ilości zielonej herbaty i herbaty oolong, chorują na raka piersi rzadziej o 35% w porównaniu z narodową średnią.

 

Jak uważasz?

Dieta jest skuteczna w profilaktyce nowotworów?

TAK
NIE
NIE MAM WIEDZY

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.