Przejdź do treści

Pech polskiego in vitro

Polskie in vitro ma pecha. Przez wiele lat stosowania w Polsce metoda nie była objęta żadnymi prawnymi regulacjami. Pacjenci leczący niepłodność, nie mieli właściwie żadnych praw gwarantowanych przepisami, a jednocześnie kliniki pozostawały bez nadzoru i kontroli.

Z jednej strony w zakresie in vitro można było zrobić wszystko, na co lekarze i pary byli gotowi, a z drugiej brak ochrony pacjentów budził niepokój i możliwość ewentualnych nadużyć. Ta bezprecedensowa sytuacja nie umknęła uwadze międzynarodowych specjalistów. Unia Europejska, dostrzegając wyjątkowość tematu, nakazała krajom członkowskim wprowadzenie odpowiednich przepisów, regulujących leczenie metodą in vitro na poziomie ustawowym danego państwa. Dyrektywa nie ingerowała w rozwiązania, jakie państwo zechce przyjąć w regulacjach, łącznie z zakazem procedury.

Niestety, przez blisko 10 lat żaden z polskich dygnitarzy nie zajął się unijną dyrektywą. Nie zajął się nią nawet PiS, który za pierwszych swoich rządów w ogóle nie podjął tematu. Wtedy in vitro nie było na sztandarach. Dziś PiS krzyczy najgłośniej.

Dyrektywą nie zajęła się również PO, partia która rządziła przez dwie kadencje. Gdy pytania o realizację obietnic wyborczych stały się już zbyt natarczywe, wprowadzono program refundacji in vitro, ale wyłącznie jako program ministerialny. In vitro, choć było finansowane, nie znalazło umocowania w przepisach prawnych. O regulacje ustawowe w Polsce upomniał się Europejski Trybunał Sprawiedliwości, ponieważ minęło aż 6 lat od terminu wyznaczonego przez UE na wprowadzenie stosownej ustawy. 

Strach Platformy przed Kościołem, mimo unijnych sankcji, wciąż hamował prace nad ustawą. Dopiero widmo przegranych wyborów odwróciło sytuację. Obawa przed utratą władzy sprawiła, że zaledwie rok temu w czerwcu Sejm przyjął ustawę o leczeniu niepłodności, regulująca kwestie leczenia metodą in vitro. Niestety, stało się to tuż przed końcem kadencji i tuż przed rozpoczęciem kampanii wyborczej do Parlamentu.

Uchwalenie nowego prawa, w politycznie gorącym okresie, uczyniło z in vitro kartę przetargową, PiS obiecał wycofanie refundacji in vitro. Dotrzymali słowa. Dziś kończy się finansowanie tej procedury.

Zła passa in vitro trwa. Temat, choć niezwykle aktualny i ważny, to zepchnięty na margines. Wraz z ostatnim dniem refundacji, na francuskim stadionie reprezentacja Polski zmierzy się z Portugalią o awans do półfinału Euro2016. Takiego niusa w głównych mediach nic nie przebije. Więc i informacja o końcu refundacji nie ma szans. 
To nie jest pech in vitro, to pech wszystkich par, które starają się o dziecko, a dla których in vitro jest jedyną realną szansą na spełnienie marzeń. Żyją w kraju, w którym politycy bardziej boją się kościoła niż wyborców, a media piszą o tym, co kolorowe, a nie o tym, co ważne.

———————————————-
Jolanta Drzewakowska – redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawnik i coach. Matka dwójki dzieci.

Jolanta Drzewakowska

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami.

Autor

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.