Przejdź do treści

Ojcowie i baby blues

Baby blues – biologia czy psychika?

Jeden z pierwszych opisów zjawiska dziś nazywanego baby bluesem pochodzi z XIX wieku. Młoda matka, po kilku tygodniach spadku nastroju, braku apetytu, bezsenności oraz trudności w karmieniu dziecka, oddała je mamce, zgodnie z ówczesnym obyczajem i w erze sprzed mleka modyfikowanego. Kiedy trzy lata później urodziła kolejne dziecko, sytuacja powtórzyła się. Na pomoc wezwano doktora Freuda, który zahipnotyzował pacjentkę. Próbował ją przekonać, że od momentu hipnozy, wszystko z nią będzie dobrze i będzie w stanie karmić dziecko. Efekt tej interwencji trwał pół dnia. Kolejnym więc razem, podczas sesji hipnozy, Freud zasugerował pacjentce, że kilka minut po jego wyjściu powinna głośno wyrazić wobec członków rodziny zdziwienie, że zniknął jej obiad. Przecież jeśli sama jest głodna, nie będzie w stanie nakarmić dziecka. Tym razem efekt był długotrwały. [1]

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nieznane wówczas były hormony, nie można więc było odwołać się do tego aspektu doświadczenia poporodowego. Dziś o baby bluesie i depresji poporodowej myślimy przede wszystkim w kategoriach zawirowań hormonalnych. I choć nie ma wątpliwości, że fizjologia odgrywa ogromną rolę w tym, jak przeżywany jest okres poporodowy, to jednak przypadek opisany przez Freuda wskazuje na istnienie elementu psychologicznego.

Co ciekawe, również młodzi ojcowie, których trudno podejrzewać o rewolucję hormonalną wynikłą z ciąży i porodu, doświadczają baby bluesa.

Interwencja Freuda, która okazała się być skuteczną podkreślała, jak bardzo sama matka potrzebuje opieki i jak ją złości, kiedy jest pozbawiona wsparcia. Wydaje się więc, że to, co w psychologii ogólnie nazywa się poporodowymi zaburzeniami nastroju, wynika ze znacznie bardziej skomplikowanych mechanizmów niż tylko zmiany biologiczne. Dotyczy to również młodych ojców, niezależnie od ich wieku i doświadczenia w rodzicielstwie.
  
Czynnik męski
 
Narodziny dziecka są radosnym momentem, powitaniem i jednocześnie zakończeniem pewnego etapu. Dla jednych jest to ciąża, dla innych wszystko to, co do ciąży i dziecka prowadzi. Młode matki uczula się na zmiany nastroju po porodzie, płaczliwość lub zaburzenia odżywiania. Ojcowie takiej informacji nie dostają. Kiedy więc po narodzinach dziecka, którego chciał i na które czekał, młody ojciec zaczyna odczuwać przygnębienie, jest rozdrażniony, czy też wycofuje się z kontaktów z bliskimi, nie bardzo wiadomo, czemu to przypisać.

Zgodnie z zachodnią kulturą wobec mężczyzn mamy określone oczekiwania. Powinien być silny, odpowiedzialny i niestrudzenie opiekować się swoimi najbliższymi. Na inne uczucia nie ma miejsca, dlatego też sam mężczyzna nie potrafi się do nich przyznać. Znacznie łatwiej opowiadać kolegom o nieprzespanych nocach, kolkach, kłótniach z wiecznie zmęczoną i zaniedbującą się żoną. Tyle tylko, że konflikty i narastające napięcie nie są przyczyną gorszego samopoczucia, a raczej skutkiem.

Narodziny dziecka wiążą się z utratą Dla mężczyzny. jest to utrata wolności, swobody, niezależności.

Potrzeba czasu, żeby zaakceptować te zmiany. Trudno też na samym początku rodzicielstwa dostrzec, że choć zmiany są ogromne, są również czasowe. Im dziecko jest starsze, tym mniej opieki wymaga, a w życiu rodziców powiększa się przestrzeń na sprawy niezwiązane bezpośrednio z dziećmi.

Mężczyznom jest tym trudniej, że dziecko pojawia się w ich umysłach z czasem; kobieta ma z dzieckiem od samego początku relację biologiczną. Narodziny uruchamiają również w rodzicach dawno zapomniane doświadczenia z ich własnego dzieciństwa. Odzywają się pragnienia i potrzeby, które niekoniecznie zostały zaspokojone w niemowlęctwie młodych rodziców, przez co trudniej zajmować się własnym dzieckiem. Trudniej też, jak w przypadku pacjentki Freuda, dać sobie prawo do wsparcia i opieki.
Często zdarza się słyszeć od młodych lub przyszłych ojców, że będą inni niż ich ojcowie. Próbują swoje rodzicielstwo zbudować na wyobrażeniu. Stawiają więc sobie niemożliwe do zrealizowania zadania.
 
Czy istnieje związek pomiędzy niepłodnością a samopoczuciem młodych ojców?
 
Trudno się wesprzeć badaniami w tym obszarze, ponieważ jest ich bardzo niewiele. Doświadczenie kliniczne pokazuje jednak dość skomplikowany obraz rodzicielstwa po niepłodności. Mężczyźni są szczególnie silnie dotknięci koniecznością „odbycia stosunku” w określony dzień i o określonej godzinie. Bywa tak, że życie seksualne jest podporządkowane staraniom o dziecko przez wiele miesięcy, a nawet lat. Wiadomo, że u mężczyzn wzmaga to stres.

Długie starania wspomagają rozwój różnorodnych wyobrażeń o tym, jakie będzie to upragnione ojcostwo, jakie będzie dziecko, jaka będzie rzeczywistość po jego narodzinach. Zwykle w tych marzeniach jest radość i spełnienie. Nie myślimy o tym, że dziecko urodzi się z własna osobowością i wynikającymi z niej potrzebami i reakcjami.

Ojcu, który jest aktywny, odważny i z łatwością osiąga cele może być trudno zrozumieć płaczliwego czy lękliwego syna. Tym trudniej, im dłużej i intensywniej o nim marzył.

 

Kiedy więc młody ojciec odczuwa niezrozumiałe dla niego przygnębienie lub niechęć do działania, albo jeśli jest nieszczęśliwy myśląc, że jego życie zmieniło się bezpowrotnie, warto się zastanowić, czego tak naprawdę nie może zobaczyć. Być może mężczyznom jest trudno z utratą kontroli, być może czują się bezsilni na przykład w obliczu płaczu niemowlęcia. Świadomość tego, co się dzieje, ułatwi radzenie sobie z sytuacją.
 
 
[1] https://www.psychologytoday.com/sites/default/files/attachments/58717/postpartumdepression-pp-2007.pdf, s. 50.

————————————————-
Katarzyna Mirecka – studia psychologiczne ukończyła na Uniwersytecie Nottingham (Wielka Brytania). Jest członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego (BPS) oraz Polish Psychologists Association (PPA) w Wielkiej Brytanii.

Doświadczenie zawodowe zdobywała na stażach klinicznych w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, w Domu Samotnej Matki i Dziecka w Warszawie oraz w praktyce prywatnej.

Współpracuje z portalami parentingowymi i Stowarzyszeniem Nasz Bocian w zakresie pomocy psychologicznej dla osób doświadczających niepłodności.

Prowadzi terapię indywidualną i grupową osób dorosłych. Pracuje z osobami przeżywającymi kryzys, doświadczającymi depresji, lęku, trapią ich natrętne myśli, mają objawy somatyczne, których podłoże nie ma wyraźnego medycznego podłoża, mają trudności w relacjach z innymi, nie są zadowolone z jakości swoich związków, czują że ich potencjał jest zahamowany. Więcej informacji na stronie: www.psychoterapia-mj.pl

Katarzyna Mirecka

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Jak samoocena wpływa na nasze zdrowie?

Jak samoocena wpływa na nasze zdrowie?
fot.Fotolia

„Pokochaj siebie, doceń swoją wartość, bądź swoją najlepszą przyjaciółką” – traktujesz to tylko jak wyświechtane hasła? Nie są one jednak bezpodstawne, bowiem wysoka samoocena, polubienie siebie oraz akceptacja swojego ciała pozwalają lepiej zadbać nie tylko o sferę psyche, ale i soma.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Rzeczywiście, gdy wyżej wymienione hasła są nam namolnie powtarzane i przybierają na zbyt dużej intensywności, potrafią – paradoksalnie – zniechęcić, wprawić w poczucie winy, wywołać złość. Nic w tym dziwnego, bowiem samoocena to składowa wielu elementów. Może dotyczyć też różnych aspektów życia i w zależności od ich wagi dla nas samych, wywołuje przeróżne emocje. Często jednak niska samoocena (lub wysoka) może oddziaływać na sfery, które teoretycznie nie mają ze sobą nic wspólnego. Pamiętajmy, że jesteśmy całością, a „wszystko wpływa na wszystko”. Nie da się odseparować negatywnych emocji, od tych pozytywnych. Optymizmu, od pesymizmu. Energii, od jej braku. Psychiki, od ciała.

Nie lubię swoich piersi, więc ich nie badam?

Najlepszym tego przykładem są jedne z badań przeprowadzonych przez naukowców z Anglia Ruskin University w Wielkiej Brytanii. Wskazują one, iż kobiety nielubiące swojego biustu rzadziej badają go pod kątem zmian nowotworowych.

Jeśli kobieta uważa, że jej piersi są zbyt małe, lub zbyt duże, z mniejszym prawdopodobieństwem będzie regularnie wykonywać samobadanie.

Co więcej, jeśli wykryje niepokojące zmiany, będzie mniej skłonna od razu udać się do specjalisty. Najprawdopodobniej będzie zwlekać lub w ogóle zrezygnuje z konsultacji lekarskiej. Eksperci uważają, że panie niezadowolone z rozmiaru swojego biustu mogą traktować badanie piersi, jako generalnie zagrażające wizerunkowi ich ciała. Dodatkowo, owo niezadowolenie może powodować negatywne emocje, takie jak wstyd, których skutkiem staje się właśnie m.in. unikanie samobadania.

W kontekście nowotworu piersi jest to o tyle istotne, iż na różnych etapach życia dotyka on nawet jedną na osiem kobiet. Profilaktyka oraz samobadanie są zatem niezwykle ważne i potrafią uratować życie. W świetle przytaczanych wyżej badań, nie sposób oddzielić od tego samooceny i pozytywnego wizerunku swojego ciała. Czy wciąż zatem uważasz, że słowa: „Pokochaj siebie” są tylko pustymi hasłami?

Zobacz też: Trudne emocje w leczeniu niepłodności – jak sobie z nimi radzić?

Co pomoże mi zastanowić się na tym, jak siebie widzę?

Przede wszystkim odczuwane emocje. Jeśli nie mam do końca z nimi kontaktu, pomoże obserwacja ciała.

  • Czy kiedy myślę o tym, jak wyglądam, czuję w ciele napięcie?
  • Czy jeśli obserwuję w lustrze swój brzuch / uda / ręce, odczuwam spokój i swobodę, czy może moje ciało zaczyna drżeć, boleć lub pojawiają się skurcze mięśni?

Jeśli tak, warto zastanowić się co za tym stoi. Być może jest to właśnie niechęć do tego, co widzę.

  • Dlaczego jednak tak negatywnie patrzę na swoje ciało?
  • Czy nie zgadza się ono z „idealnym” wizerunkiem, który promuje społeczeństwo?
  • A może czuję, że nie potrafi ono sprostać zadaniom, jakie przed nim stawiam, np. błyskawicznie zostać matką?

Warto być ze swoim ciałem „tu i teraz”, zastanowić się nad naszą z nim relacją.

  • Czy je lubię, szanuję, akceptuję?
  • Za co je doceniam?
  • Co dla mnie zrobiło?

Jeśli znajdziemy w sobie pozytywne emocje wobec własnego odbicia, łatwiej będzie nam o siebie i swoje potrzeby zadbać. I nic w tym dziwnego! Chyba zgodzisz się z tym, że jeśli czegoś nie lubimy, to wcale się o to nie troszczymy. Idąc tym tropem, jeśli nie lubię siebie i swojego ciała, to po co mam się badać?!

Błędne koło

Szanuję i doceniam siebie, walczę o swoje zdrowie. Psychiki nie oddzielimy od ciała. Warto jednak pamiętać, że mamy wpływ na swoje zachowania. Jeśli czuję, że mam problem z samooceną, mogę nad tym pracować. Na tę właśnie pracę mam wpływ. Co więcej, jeśli wiem, że ten problem z samooceną może skutkować tym, że będę robić sobie krzywdę (tak należy traktować niebadanie się), to świadomie działam naprzeciw.

Być może z większym wysiłkiem, ale też z uważnością biorę odpowiedzialność za swoje czyny. Dopiero wtedy możliwy jest rozwój oraz ważne kroki w przód. Tyczy się to zarówno emocji, jak i ciała, które docenione, będzie odpłacało się nam równie wielką miłością. Da nam też szansę na realizację najważniejszych życiowych celów – niezależnie od tego, czy jest to macierzyństwo, podróże, czy też praca. Znajdziesz w sobie na to przestrzeń?

Zobacz też: Karanie siebie – czy naprawdę jest w stanie uśmierzyć ból? [PODCAST]

E-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj.

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Wsparcie po poronieniu – powstały dedykowane kartki okolicznościowe

Kiedy bliska osoba traci wyczekiwaną ciążę, często nie wiemy jak zareagować. Co powiedzieć, by ją wesprzeć, ale nie urazić? Nie będąc w stanie znaleźć właściwych słów, nie mówimy nic i pozostajemy z niewypowiedzianym współczuciem, wyrazami przyjaźni i poczuciem bezradności. W tym samym czasie kobieta mierząca się ze stratą może czuć się osamotniona i potrzebować naszego wsparcia. Brytyjska fundacja Miscarriage Association stworzyła kartki okolicznościowe, które pomagają znaleźć odpowiednie słowa, kiedy nasza bliska doświadcza poronienia.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Życie po poronieniu – te szczere słowa mogą pomóc tysiącom kobiet

Wsparcie po stracie

Miscarriage Association to fundacja, która wspiera kobiety po doświadczeniu utraty ciąży. Dostarcza wiedzę medyczną, porady psychologiczne oraz informacje na temat miejsc, w których można szukać pomocy. Skierowana jest do kobiet po stracie, ich bliskich oraz personelu medycznego, który ma bezpośredni kontakt z kobietą zgłaszającą się do placówki z powodu poronienia.

Przedstawicielki fundacji piszą, że ich celem jest przełamywanie tabu. Podkreślają, że  poronienia zdarzają się częściej, niż większość osób uważa. Ze względu na wciąż żywe tabu społeczne, kobiety, które doświadczają straty, często zostają ze swoimi uczuciami same lub spotykają się z nieprzemyślanymi, raniącymi reakcjami otoczenia.

Zobacz też: Gdy cierpienie dotyka bliską ci osobę – jak pomóc po poronieniu?

Kartki

–  Dostępne są kartki okolicznościowe związane z każdym ważnym wydarzeniem życiowym, oprócz tego  mówiła prezeska fundacji dziennikarzom The Independent. Postanowiły wypełnić tę lukę.

Fundacja stworzyła kartki okolicznościowe, na których wydrukowane są adekwatne do sytuacji słowa wsparcia. Wyrażają szacunek i współczucie dla przezywającej żałobę kobiety, nie bagatelizują jej doświadczenia, zapewniają o przyjaźni i chęci pomocy. Można je nazwać kartkami kondolencyjnymi, dostosowanymi do tego szczególnego rodzaju straty, jakim jest poronienie. W Polsce kartki kondolencyjne nie są często używane, ale w Wielkiej Brytanii, Niemczech, czy USA są popularną formą okazywania współczucia po śmierci bliskiej osoby.

Zobacz też: Jakie badania wykonać po poronieniu? Zobacz listę

Kobiety dla kobiet

Treść kartek została stworzona przy współpracy z kobietami, które doświadczyły poronienia. To one najlepiej wiedzą, czego może potrzebować kobieta w takiej sytuacji, a czego absolutnie nie chce usłyszeć ani przeczytać. Kartki są białe, z czarnym napisem, bez żadnych ozdób. W tej chwili dostępne są cztery różne treści, w planach są kolejne wzory kondolencji.

 

Nie ma dobrej kartki na tą okazję. Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty

Przykro mi, że Cię to spotkało. Nie wiem, co powiedzieć. Chcę, żebyś wiedziała, że możesz na mnie liczyć

To totalnie ****. W kopercie jest uścisk, zwinięty przytulas. Ode mnie dla Ciebie.

Wydarzyło się najgorsze. Ale jestem tu dla Ciebie, w dzień, w nocy i w każdej chwili pomiędzy

“Chciałabym taką dostać”

Natasha  Necati, która poroniła osiem razy, mówi, że bardzo by chciała dostać jedną z tych kartek. – Kiedy poroniłam, ludzie starali się być mili i mnie pocieszać, ale ich komentarze miały odwrotny skutek. Słyszałam, że jestem młoda i nie mam czym się martwić, lub, że przynajmniej dzięki temu wiem, że mogę zajść w ciążę –  mówiła kobieta.

E-wydanie Magazynu Chcemy być Rodzicami znajdziesz tutaj.

Źródła: The Independent, Miscarriege Association

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Wstyd przyznać się do wstydu… ale zastanów się: czy wiesz, czego się wstydzisz?

Wstyd przyznać się do wstydu. Co kryje się za wstydem?
fot.Fotolia

Przedłużające się starania, ciągłe niepowodzenie, kolejne porażki i diagnoza niepłodności – nie sposób uciec wtedy od całej masy negatywnych emocji. Każda z nas ma w końcu swoje limity ciężaru, który da radę nieść. Grunt to zrozumieć i przyznać się do tego, co tak naprawdę czujemy. Łatwiej będzie wtedy iść do przodu z podniesioną głową i nową energią. Jedną z niezwykle trudnych do udźwignięcia emocji jest wstyd. Znasz go?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Moja wina

Wstyd jest jedną z emocji, w których powstawaniu czynny udział bierze sposób naszego myślenia oraz silne odniesienie do Ja – do norm i zasad, którymi się kierujemy oraz celów, jakie przed sobą stawiamy. Nie sposób nie zauważyć, że bardzo często to właśnie na tym budujemy swoją samoocenę. Załóżmy, że naszym celem jest posiadanie dużej rodziny i taki model – normę – wyniosłyśmy z domu, a mija kolejny miesiąc i ciąży jak nie było, tak nie ma. Nic dziwnego, że niezwykle intensywnie odniesiemy to wtedy do siebie. I niestety będą to negatywne odniesienia, bowiem oceniając sytuację będziemy widziały sprzeczność z tym, co uważamy za słuszne i dobre.

Jakie emocje przychodzą w takich sytuacjach najszybciej na myśl? Zapewne poczucie winy i wstyd właśnie. Warto jednak podkreślić, że nie są to tożsame ze sobą stany. Owszem, poczucie winy także odnosi się do porażki, ale koncentruje się na elementach, które do niej doprowadziły. Mogą to być niekorzystne zachowania, zbyt mocne słowa, złe decyzje. Ważne jednak, że wszystko to można naprawić, a poczucie winy skupione jest właśnie na działaniu. Częściej prowadzi do prób naprawienia danej sytuacji. Jest mi głupio i poniosłem klęskę, ale jest to tylko jednostkowe wydarzenie.

Stąd też nie jest to aż tak trudna do przepracowania emocja, jak wstyd. On bowiem odnosi się do globalnej oceny siebie. Niektórzy eksperci określają to nawet jako „całościowy zamach na Ja”. Może powodować zagubienie, chęć ukrycia się, czy wręcz zniknięcia. Jest to emocja wszechogarniająca, dlatego tak trudno jest się jej pozbyć. Co więcej, osoby skłonne do odczuwana wstydu mogą mieć niskie poczucie własnej wartości i częściej chorować na depresję. Przy tym wszystkim dochodzą oczywiście jeszcze inne mało przyjemne emocje, takie jak złość, czy smutek.

Co się kryje za wstydem?

Nad czym warto zastanowić się, gdy odczuwamy wstyd? Przede wszystkim, jaki jest tego powód. Gdy stwierdzę: „wstydzę się tego, że nie mogę zajść w ciążę”, pytam siebie: co konkretnie jest dla mnie trudne? Czy wstydzę się tego, co powiedzą inni? Jaki ich opinia będzie miała na mnie wpływ? Co to mówi o mnie? Możemy mieć też przekonanie, że dziecko jest nieodłącznym elementem szczęśliwego życia i wstydzę się tego, że nie mogę sprostać postawionym przede mną zadaniom. Skąd w takim razie pojawiły się we mnie takie założenia? Czy jest to moja ocena „szczęśliwego życia”, czy może mamy, teściowej, koleżanek? Czy jeżeli, zakładając hipotetycznie, nie uda mi się być rodzicem, naprawdę nie będę mogła powiedzieć o sobie „jestem szczęśliwym człowiekiem”?

Zobacz też: „Dlaczego nie chcecie mieć dziecka?” – powieść, która działa terapeutycznie

Pomocna dłoń

Są to szalenie trudne pytania, na które odpowiedzi możemy szukać miesiącami, jeśli nie latami. Gdy wyjątkowo silnie nas przytłaczają i nie potrafimy sobie poradzić, warto poszukać wsparcia w kimś z zewnątrz. Może to być psychoterapeuta, ale może to też być przyjaciel. Warto dać sobie jednak przestrzeń i czas. Wstyd jest bowiem pod tym względem szalenie podstępną emocją. Mówi o naszych porażkach, a któż chce się nimi dzielić z innymi – okazać słabość, ból? Nic dziwnego, że tak wiele wysiłku wkładamy w ukrywanie tego, co naprawdę czujemy. Niestety przeważnie tylko dodatkowo nakręca to nasz lęk.

Stąd tak ważna jest bliskość z drugim człowiekiem i otwarte mówienie o tym, co się w nas pojawia. Przyznanie się do trudnych emocji może być niezwykle bolesne, ale też uwalniające. Pozwólmy sobie na ich przeżywanie. Pamiętajmy też, że często poczucie porażki i wstydu jest tylko skutkiem naszej subiektywnej oceny sytuacji. Ktoś stojący obok mógłby wziąć nas za rękę i ze swojej perspektywy powiedzieć: „Hej, wszystko jest z tobą w porządku. Nie ma w tym twojej winy, nie zrobiłeś nic złego. Masz prawo do cierpienia, ale nie musisz uciekać. Jesteś ważny taki, jaki jesteś tu i teraz”. Chociaż konfrontacja z własnymi uczuciami i wyobrażeniami, szczególnie tymi głęboko zakorzenionymi, nigdy nie jest łatwa, to takiego scenariusza chyba nie musielibyśmy się wstydzić?

Zobacz też: Obezwładniający wstyd vs. wdzięczność – jak stworzyć w sobie przestrzeń na dobre emocje? [PODCAST]

E-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

„Dlaczego nie chcecie mieć dziecka?” – powieść, która działa terapeutycznie

dlaczego nie chcecie mieć dziecka?

Anita Miller w książce “Dlaczego nie chcecie mieć dziecka” opisuje trudną drogę do rodzicielstwa Ani i Jacka. Zaczęli od zakochania, pełni szczęścia i pewności, że chcą założyć rodzinę. Później pojawiła się diagnoza, klinika leczenia niepłodności, depresja Ani, dni przeleżane w łóżku i przepłakane noce. Był gabinet psychiatryczny, “dobre rady” bliskich, nietaktowne pytania dalszych, ból, strach i samotność. Swoje szczęście znaleźli zupełnie gdzie indziej, niż się spodziewali. Zagościło w ich życiu po telefonie z ośrodka adopcyjnego.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Gdy wygrała walkę z niepłodnością postanowiła zostać… dawczynią macicy!

Opowieść o „staraczce”

Książka Anity Miller to portret kobiety, która zatraciła się w swoim pragnieniu bycia matką. Autorka szczerze i bez przesadnego owijania w bawałnę relacjonuje myśli, emocje i doświadczenia bohaterki, tak bardzo autentyczne, prawdopodobne i powszechne wśród kobiet leczących się z powodu niepłodności.

Ania – staraczka z powieści Miller, to młoda, realizująca się zawodowo kobieta, na którą diagnoza “endometrioza” spada jak grom z jasnego nieba. Niepłodność i słabe rokowania leczenia, cztery nieudane próby zapłodnienia in vitro kończą się depresją, myślami samobójczymi i wycofaniem z życia. W pewnym momencie, powodowana poczuciem winy i bezradnością, Ania chce nawet rozstać się ze swoim partnerem, by nie rujnować jego szans na bycie ojcem i szczęśliwe życie.

Zobacz też: Jak rozmawiać z dzieckiem o in vitro i niepłodności?

Olśnienie

Bohaterka Anity Miller tak silnie skupia się na swoim celu – zajściu w ciążę, że traci z oczu swoje pasje i inne niż macierzyństwo życiowe cele. Na przemian odzyskuje i traci nadzieję, załamuje się i staje do walki, leczenie niepłodności pochłania całą jej energię.

Któregoś dnia przychodzi do niej olśnienie, wyzwalająca myśl: “Ja wcale nie chcę być w ciąży, ja chcę mieć dziecko! Mogę adoptować dziecko!”.  

Zobacz też: Wsparcie po poronieniu – powstały dedykowane kartki okolicznościowe

Literatura terapeutyczna

Dla kobiet leczących niepłodność powieść “Dlaczego nie chcecie mieć dziecka?” może działać teraputycznie. Pozwala obserwować procesy wewnętrzne bohaterki, daje przestrzeń na porównanie ich ze swoimi własnymi przeżyciami, refleksję nad tym, co przeżywamy. Czytanie o podobnych do naszych perypetiach życiowych bohaterki pozwala nam dostrzec, na które doświadczenia mogłybyśmy spojrzeć inaczej, daje możliwość zobaczenia ich niejako z boku.

To może być doskonały punkt wyjścia do pracy nad trudnymi emocjami i pierwszy krok do odzyskania spokoju. I, co bardzo ważne, zobaczenia, że to, co przeżywamy jest też udziałem  innych kobiet, jest całkowicie normalna i adekwatną reakcją na trudną sytuację.

Nie chodzi o to, żeby koniecznie – tak, jak bohaterka – szukać szczęścia w adopcji. Raczej o to, by spokojnie przyjrzeć się jej i swoim własnym przeżyciom i wyciągnąć z tej refleksji wnioski dla siebie.

Dla osób, które nie mają doświadczenia niepłodności, ale mają bliskie osoby, które starają się o dziecko lub pracują z takimi osobami, książka Miller to szansa na lepsze wczucie się w stan umysłowy osoby w tym położeniu. A to może pociągać za sobą lepsze zrozumienie tej osoby oraz efektywniejszą komunikację i wsparcie.

E-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj. 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.