fbpx
Przejdź do treści

Odrodzone narodziny – jak urodzić naturalnie w domu?

urodzić w domu
Wiktoria Orzechowska – Fot. Hubert Adamczyk

Poród w domu to przedsięwzięcie, do którego trzeba się dobrze przygotować. O czym warto wiedzieć przed porodem domowym, jak zbierać informacje i gdzie szukać położnej? Opowiada, z własnego doświadczenia, Wiktoria Orzechowska.

Wrzesień 2016 roku

To wtedy wszystko się zaczęło. Pojechałam na Ukrainę w odwiedziny do siostry, która niedawno urodziła swoje trzecie dziecko – pierwsze w domu. Poszłam na spacer ze starszymi bratankami, a siostra dała mi do poczytania przy piaskownicy książkę The Scientification of Love Michela Odenta. To położnik, który przywrócił porody domowe. Stwierdził, że im mniej lekarze ingerują, tym kobieta lepiej rodzi. To jest instynkt, którego nie można zagłuszać procedurami medycznymi. Zwierzę, gdy rodzi w naturze, to szuka bezpiecznego miejsca, aby uchronić się przed drapieżnikami; gdy wyczuwa zagrożenie, adrenalina powoduje, że dziecko się cofa. Tak samo jest w przypadku ludzi. Michel Odent bardzo ładnie pisał – o miłości i oksytocynie.

Siostra urodziła bez problemów w domu, dzięki czemu miałam pozytywny przekaz. Uważam, że to jest klucz od porodu w domu – brak lęku związanego z nim, dobry wzorzec w rodzinie. Jeżeli matka i babka opowiadały, że poród to przerażające, negatywne doświadczenie – podświadomość to zapisze, zakoduje lęk w ciele. I nie wiadomo jak nasze ciało będzie reagować na stres, nie kontrolujemy podświadomości.

Ja w podświadomości miałam dobry przekaz. Jestem trzecią córką mojej mamy. Ona mówiła, że fajnie rodziła. Nigdy nie spotkałam się ze strasznymi historiami. To mi wiele ułatwiało.

Moja decyzja

Zanim jeszcze zaszłam w ciążę, zdecydowałam, że będę rodzić w domu. Powiedziałam o tym Piotrkowi. On posłuchał i powiedział z niedowierzaniem „dobra, dobra”. Także pierwszym zadaniem dla mnie było wytłumaczenie mu, dlaczego tak postanowiłam.

Jak go przekonałam? Opowiedziałam mu wszystko, co wiem o porodzie. Przekonałam, że jeśli cokolwiek będzie szło nie tak, to oczywiście jedziemy do szpitala. Nie, że ja „umrę, ale urodzę na podłodze w domu”. Jeżeli będzie potrzeba, to zwracamy się do lekarzy.

Kupiłam dużo książek, również tych o cesarskim cięciu, aby być przygotowaną na każdą ewentualność. Jednak najbardziej pomocna była książka Ireny Chołuj „Urodzić razem i naturalnie” – ta książka dopełniła dzieła i trafiła do nas obojga.

Jeżeli kobieta nie czuje się bezpiecznie – nie warto planować porodu domowego. Tu wchodzi w grę zaufanie do własnego ciała, do natury – że wie, co robi. To jest podstawa, jeśli czuje się jakikolwiek lęk – to nie warto. Potem co? Ludzie będą mówili, że wymyśliła sobie i skończyło się w szpitalu. Stres może zablokować naturalne reakcje ludzkiego organizmu.

Październik 2019 roku

Przygotowania do porodu

Wśród moich znajomych były dwie dziewczyny, które rodziły w domu. Gdy zaszłam w ciążę, od razu pojechałam do jednej z nich, aby dowiedzieć się, jak to wygląda w Polsce. Zapisałam się też do grupy na Facebooku – Poród Domowy Polska. Dziewczyny są tam bardzo pomocne. Czuć wsparcie, moc kobiet, wzajemne podtrzymanie się na duchu.

Od razu, na początku ciąży, wzięłam się za szukanie położnej do porodu domowego. Na szczęście w Warszawie jest dość dużo położnych. Zadzwoniłam do kilku, ale one twierdziły, że to jeszcze za wcześnie na umawianie się, „poczekajmy do trzeciego trymestru” – mówiły. Także zajęłam się czytaniem książek, pisaniem na grupie z dziewczynami, przygotowywaniem ciała do naturalnego porodu oraz rozmawianiem z osobami, które już rodziły w domu.

Gdy nadszedł 3 trymestr, umówiłam się z Ireną Chołuj (autorką książki, o której wspominałam), że będę z nią rodzić. I w tym momencie wkroczyła pandemia! Irena powiedziała, że ona niestety musi mi odmówić, jest w starszym wieku i nie wychodzi z domu.

Zaczęłam dzwonić do innych położnych, obdzwoniłam z 13 kontaktów – wszystkie mówiły, że niestety już za późno. Byłam w ogromnym stresie, popłakałam się, że nic z moich planów nie wyjdzie. Byłam zła, że tak wcześnie zaczęłam się przygotowywać, a spóźniłam się. Jednak na szczęście „ktoś u góry” zarezerwował dla mnie termin. Jedna z położnych, która mi odmówiła, poleciała swoją znajomą, która poleciła kolejną położną – i tak po nitce do kłębka trafiłam na Agnieszkę Ryczek.

Co było dalej? Tego dowiesz się z magazynu Chcemy Być Rodzicami. O domowym porodzie Wiktorii przeczytasz TUTAJ (str. 54).

Wszystkie fotografie wykorzystane w artykule zostały wykonane przez Huberta Adamczyka www.hubert-k-adamczyk.pl

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Alina Windyga-Łapińska

Redaktorka portalu Chcemy Być Rodzicami. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Kilka lat przepracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, podczas urlopu macierzyńskiego rozpoczęła przygodę z dziennikarstwem i social mediami.