Przejdź do treści

Odejście wód płodowych w 16. tygodniu ciąży?! – „Modliłam się o najlepsze, spodziewałam się najgorszego”

odejście wód płodowych
Gdy odejście wód płodowych jest zbyt wcześnie... || fot. pexels

Natasha Sherwin była w 16. tygodniu… gdy odeszły jej wody! Początkowo myślała, że przypadkowo zmoczyła łóżko – cóż, takie ciążowe dolegliwości – kiedy jednak zobaczyła krew, wiedziała, że dzieje się coś niedobrego. Nie poddała się jednak! Ani ona, ani jej córeczka, która po licznych perypetiach dziś ma już niemal dwa lata.

Kiedy Natasha wylądowała w szpitalu, powiedziano jej, że musi przygotować się do porodu, a jej dziecko ma 2 proc. szans na przeżycie. „Byłam zszokowane, gdy usłyszałam, że odeszły mi wody. Dopóki nie zaczęłam krwawić, myślałam, że miałam po prostu mały wypadek” – opowiada. Dziecko jednak nie dawało żadnych znaków, że zamierza przedwcześnie przyjść na świat, stąd też ciągle pozostawało w macicy matki. „Modliłam się o najlepsze, ale spodziewałam się najgorszego. Dwa dni późnej zapytano mnie, czy chcę zakończyć ciążę, lecz za każdym razem moja odpowiedź brzmiała ‚nie’ – mówi Natasha.

PROM – gdy odejście wód płodowych jest przedwczesne

Jak powiedzieli lekarze, kobieta doświadczyła PPROM, czyli przedwczesnego pęknięcia błon płodowych przed terminem, które ma miejsce przed 37. tygodniem ciąży. Dane wskazują, że dotyczy około 2-4 proc. ciąż i jest jedną z częstych przyczyn porodów przedwczesnych. „Dlaczego PPROM jest tak niebezpieczny? Gdy do niego dojdzie, znacznie wzrasta ryzyko infekcji wewnątrzmacicznych – co ważne, im okres pomiędzy pęknięciem błon a porodem jest dłuższy, tym ryzyko to staje się większe. Co więcej, wiąże się z tym także wysokie ryzyko wcześniactwa, zaburzeń układu oddechowego czy sepsy pisaliśmy na naszym portalu >>TUTAJ<<

Natasha pozostała w szpitalu przez kolejne dwa tygodnie, gdzie obserwowano, czy poziom płynów wzrośnie. Po tym czasie mogła wrócić do domu, lecz i tak wielokrotnie powracała na wizyty. Co i rusz dochodziło u niej do ponownego wycieku: „Płyn gromadził się na nowo, lecz ponownie też znikał – najwyższy poziom, jaki kiedykolwiek osiągnął, wynosił 3 cm, zaś przez 90 proc. czasu ciąży nie było go w ogóle” – słowa kobiety cytuje dailymail.

Dzielnie walcząca Faith przyszła na świat w 30. tygodniu ciąży. Ważyła niecałe 1,3 kg i od razu trafiła na intensywną terapię, gdzie spędziła pierwszych sześć tygodni swojego życia. Co jednak istotne, okazało się, że u Natashy doszło do zakażenia bakterią E.Coli, co dzień po porodzie doprowadziło do sepsy: „Byłam u progu śmierci; z trudem łapałam oddech i nie byłam w stanie mówić” – opowiada kobieta. W tym czasie jej mężowi kazano przygotować się na najgorsze. Przez około dwa tygodnie walczono o życie Natashy i kiedy wydawało się, że rodzina powoli dochodzi do siebie, znów uderzyła w nich choroba.

Wyczekany, wywalczony Happy End!

Po pięciu tygodniach pobytu w domu mała Faith przestała oddychać. Przetransportowano ją do specjalistycznego szpitala i umieszczono pod aparaturą podtrzymującą życia. Miała zapalenie oskrzeli i przewlekłą chorobę płuc. Co więcej, w jej brzuchu oraz nodze rozwinęły się skrzepy. Lekarze widzieli w takiej sytuacji dwie opcje – amputację nogi lub podanie leku, który zmniejszy zakrzepy, lecz jego aplikacja wiąże się z dużym ryzykiem krwawienia do mózgu. Rodzice chwycili się jednak tej szansy i… udało się!

Powoli ich świat zaczął wracać do normy, lecz jak podkreślają, sami nie są w stanie uwierzyć, że są to ich własne przeżycia, a nie scenariusz jakiegoś przerażającego filmu. Co jednak ważne, nawet gdyby była to produkcja filmowa, to na szczęście z happy end’em!

Źródła: dailymail / dailyrecord

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Najnowsze artykuły