Przejdź do treści

O adopcji z Magdą Modlibowską

Magda Modlibowska, autorka książki „Odczarować adopcję” i redakcyjna koleżanka, odpowiada na nasze pytania.

Jakby opisała pani adopcję osobie, która nie ma o niej żadnego pojęcia, nie wie czym jest?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Adopcja to przyjęcie dziecka do rodziny, tyle tylko, że urodziło się ono w innej rodzinie biologicznej. Tak należy to rozumieć. Dla osób starających się może być to  jedna z opcji zostania rodzicami. Oczywiście nie dla każdego, tylko tych, którzy są zdolni przyjąć dziecko z jego historią. To jest po prostu wejście w rodzicielstwo.

Czy warto mówić o adopcji, szczególnie w debacie publicznej?Co to zmienia dla dzieci i rodziców adopcyjnych?

Zawsze warto mówić o czymś, co jest dobre, pożądane, a mało znane. Natomiast, trzeba osobiście rozsądzić, jaką cenę się płaci. Jeśli patrzymy globalnie na to jak niewiele mówi się o adopcji, na wypowiedzi laików, którzy chętnie mówią, ale tak naprawdę mało wiedzą, to oczywiście warto. Wtedy będzie łatwiej przede wszystkim, tym rodzinom, które  – tak jak moja – są na całe życie związane przymiotnikiem: adopcyjna. Będę miała lepszy odbiór społeczny, będę czuć się lepiej w środowisku, które wie, co to adopcja, niż w tym, które nie wie.

W mediach mainstreamowych pokazuje się jednak adopcję trochę inaczej, np. w ostatniej edycji Top Model brał udział chłopak, który otwarcie powiedział, że jest adoptowany. Jurorzy zareagowali pozytywnie, wzruszyli się. Komentarze widzów były też bardzo empatyczne.

Na pewno odbiór adopcji jest inny, ale obraz – nie wiem. To, że jest coraz więcej mowy na ten temat w mediach czy w ogóle,  na pewno jest bardzo dobre. Zwróćmy jednak uwagę, w jakich kontekstach on pada. Prawidłowe postrzeganie adopcji to zobaczenie w niej rodzicielstwa. Rodzicielstwa, które jest pełne wyzwań, radości, ale rodzicielstwa – a nie bohaterstwa, szczególnej odwagi wzięcia obcego dziecka, wychowania go. To „obce dziecko” bardzo często się pojawia. Jeżeli ludzie będą dobrze wiedzieli, jak definiować adopcję, będą wtedy takie wyznania, o których wspomniałaś, odbierać naturalnie, a nie przez obraz heroicznego altruizmu albo obowiązkowej wdzięczności dziecka wobec adopcyjnych rodziców. Na razie brakuje rzetelnego mówienia o adopcji przez ekspertów i specjalistów. Kobieta planująca zajść w ciążę, ma podręczniki i ulotki, cały sztab marketingowy stoi już gotowy, by jej pomóc. Tego nie ma w przypadku adopcji, zostaje dzwonienie do ośrodka, idzie się na spotkanie i sprawa się kończy.

Zanim podjęła pani decyzję, co pani wiedziała?

Mniej więcej tyle, co wszyscy inni, czyli niewiele więcej (śmiech). Aczkolwiek ja chwilę wcześniej zastanawiałam się nad tym, że w ogóle fajnie by było adoptować dziecko. Wynikało to z chęci posiadania dużej rodziny i myślenia, że nie wszystkie dzieci muszę urodzić. Gdzieś to było, ale nigdy nie wchodziłam w szczegóły, czym adopcja dokładnie jest.

Kiedy pojawiła się myśl „Chcę adoptować dziecko?”

Luźno z mężem rozmawialiśmy na samym początku, że chcemy mieć dużo dzieci. Byliśmy natomiast małżeństwem z dość pokaźnym stażem, całkiem dobrym wyposażeniem, konta i kariery pozaliczane. Zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie to główne marzenie. Przeszliśmy wszystkie możliwe badania, ponieważ natura nie dawała odpowiedzi. Wtedy wróciła myśl o adopcji.

Szybko podjęła pani kolejne kroki – ale chyba nie wszyscy tak robią.

Po prostu zaczęłam działać. Tylko to nie jest też dobre dla każdego. Ośrodki adopcyjne dają dużą swobodę, jakieś ramy czasowe i terminy na spotkania, szkolenia, ale jeśli rodzice potrzebują więcej czasu , to  go dostają.

Dlaczego nie brała pani pod uwagę innych możliwości, by zostać mamą – np. in vitro ?

In vitro wydawało mi się za dużą ingerencją w organizm. Jestem umiarkowaną naturalistką i jeśli mój organizm mówi, że on czegoś  nie chce, to robi to  z jakiegoś powodu. Uderzyło mnie jednak, że lekarze gratulowali mi wspaniałego stanu zdrowia, płodności – wszystko miałam idealne. Mój mąż także. Byliśmy tacy idealni. Tak sobie pomyślałam „Ok, teraz, żeby zajść w ciążę, jeśli rozpatrywalibyśmy in vitro, musiałabym zburzyć ten idealny porządek”. Prawdę mówiąc, było mi tego szkoda. Poza tym myślę, że znaczenie ma to, że wcześniej były rozmowy o adopcji – blade, niewyraźne, przy spacerze z psem, ale były zakotwiczone.

Czy konsultowała się pani z rodziną, przyjaciółmi?

Nie w momencie, kiedy podejmowaliśmy decyzję. Moja przyjaciółka, u której zresztą wykonywaliśmy telefony, była jedyną osobą, która wiedziała, że naprawdę zaczynamy działać. Później, kiedy proces był już na zaawansowanym etapie, zorganizowaliśmy kolację dla rodziny i ogłosiliśmy informację o ciąży adopcyjnej.

Fajne określenie!

Adopcja nie jest tym samym, co biologiczne macierzyństwo, ale ma tę samą moc i wartość. Trzeba to podkreślać, że daje szczęście i  również potrzebuje wsparcia.

Jak otoczenie zareagowało na pani decyzję?

Moja mama się popłakała, teściowa zaczęła bić brawo. Pierwsze wrażenie było więc bardzo przyjemne. Potraktowaliśmy to jako ogłoszenie ciąży i myślę, że tak zostało ono odebrane. Nikt poza rodziną nie wiedział o adopcji.

Zastanawiałam się nad kwestią momentu w ośrodku, kiedy określa się swoje preferencje, które trochę kojarzą mi się z zakupem towaru.

To wygląda tak, jakby rodzice szli i mówili: To my poprosimy dziecko takie i takie. Spotkanie mówiące o oczekiwaniach  jest dużo szersze, pozwala sobie uświadomić, czy faktycznie jesteśmy gotowi na przyjęcie jakiegoś dziecka i co musiałoby się zadziać, że je przyjmiemy. Jeśli całe życie marzyliśmy o dziewczynce, to nie mówmy, że wszystko nam jedno. Określenie jest bardzo ważne – ośrodek daje na to dwie szanse. Pierwsze spotkanie , na początku procedury dotyczy preferencji, później po zakończeniu szkolenia rodzice rozszerzają często swoje oczekiwania wobec dziecka.

Jaki jest cel ośrodka?

Przede wszystkim znaleźć rodzinę dla DZIECKA, nigdy odwrotnie.To, że coś mówimy, nie oznacza, że pracownik ośrodka wyjmie katalog, z którego wybierzemy idealne dziecko. Użyłabym prostego przykładu, który może to dobrze uzmysłowić: Jeżeli widzę, że malec intelektualnie nie będzie orłem, to dawanie mu rodziców stawiających na karierę, z oczekiwaniami, że ich dziecko skończy Harvard, będzie krzywdą dla tego dziecka. Natomiast dając mu rodziców, którzy mówią: Nam jest wszystko jedno, byle było szczęśliwe i zdrowe, wtedy zmienia to postać rzeczy. Dziecko musi pasować do obrazka w głowie rodziców. Pracownicy ośrodka powinni jak najlepiej poznać ten obrazek, żeby potem go dobrze dopasować do potrzeb i możliwości dziecka.

Wydaje mi się, że przyszli rodzice próbują jak najlepiej wypaść podczas rozmowy – czy to dobrze?

Najważniejsze jest, by być autentycznym. Jeśli mam naturę osoby dynamicznej, to nie będę udawać flegmatyka, bo taka po prostu jestem. Nie ukrywam, że warto mieć zaufanie do procesu adopcyjnego. W ośrodkach pracują eksperci, którzy wiedzą, jak rozmawiać, żeby wydobyć tę autentyczność. Nie ma szansy, żeby po przejściu przez proces, rodzice byli kompletnie niezidentyfikowani.

A czy kandydaci powinni się bać podejrzliwości, niechęci ze strony pracowników ośrodka?

Ludzie są różni. Nie mogę zagwarantować, że wszyscy są mili i sympatyczni. Komuś będzie odpowiadała pani Ania, a innej osobie pani Kasia. Myślę, że ważne jest, by popatrzeć na to tak, że po prostu chcemy się dogadać i czuć się bezpieczni. Ważne jest też pozytywne nastawienie kandydatów, poszukanie w drugiej osobie partnera do rozmowy. Pamiętajmy, że nie jesteśmy oceniani pod kątem: dobry / zły, ale JAKI.

Poznała pani przeszłość swoich dzieci – nie przerażała pani?

W moją rodzinę jest wpisana jeszcze jedna para rodziców, koniec kropka. Oczywiście, byłam przerażona, ale przyjęłam dzieci z dobrodziejstwem inwentarza. To kwestia bezwarunkowej miłości wobec dziecka. Tylko kiedy jestem w ciąży, kocham je już od iskierki, którą sama wzbudziłam.  A w adopcji  muszę pokochać bezwarunkowo ze wszystkim tym, co było wcześniej. Rozszerzam uczucie na historię dziecka. Jeżeli jesteśmy gotowi to zrobić, wtedy są większe szanse, że adopcja będzie szczęśliwa.

fot. Monika Motor

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Zaświadczenie o niepłodności w ośrodkach adopcyjnych. Dokument nie/wymagany?

zaświadczenie o niepłodności w ośrodkach adopcyjnych
fot. Pixabay

Procedury adopcyjne są sformalizowane i szczegółowo opisane w przepisach prawnych. Jednak każdy ośrodek adopcyjny przyjmuje często własną praktykę kwalifikacji na rodziców adopcyjnych, m.in. dotyczącą zaświadczeń o zaprzestaniu leczenia niepłodności. a co w sytuacji, gdy ktoś się nie leczył?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czytelniczki często piszą nam o Ośrodkach Adopcyjnych, które oczekują wyżej wspomnianego oświadczenia. Dla wielu z nich jest to trudny do spełniania wymóg (swoje doświadczenia w tej kwestii szczerze opisała Iza z krótki blog w CHBR z 08/2015.

Tekst Izy i polemika Magdaleny Modlibowskiej na www.chbr.pl, w tekście pt. Zjeść ciastko i mieć ciastko). Do naszej redakcji ostatnio wpłynął e-mail od czytelniczki, w którym opisuje ona swój kontakt z ośrodkiem adopcyjnym.

Zobacz także: Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

„Poczułam się głęboko urażona i dotknięta”

Szanowni Państwo

dzisiaj odbyliśmy wizytę wraz z mężem w jednym z ośrodków adopcyjnych. Było to drugie spotkanie. Na stronie ośrodka opisane są wymagane dokumenty. Wszystkie je skompletowaliśmy i przynieśliśmy. Jednak pani w ośrodku powiedziała, że musimy donieść także zaświadczenie o płodności/bezpłodności i że jest to wymagane. Mamy wykonać bardzo dużo badań. Jednak nasz ogólny stan zdrowia został oceniony przez lekarzy rodzinnych na bardzo dobry.

Chcemy adoptować dziecko nie dlatego, że nie możemy mieć własnych, tylko dlatego, że chcemy dziecko adopcyjne traktować jak własne, otoczyć je miłością i opieką. Wiem, że dokumenty dotyczące niepłodności nie są wymagane wedle prawa i ustawy. Tym samym poczułam się głęboko urażona i dotknięta, ponieważ uważam, że jest to fatalne potraktowanie dwójki osób, które mają dobre, szczere chęci i są kochającym się małżeństwem.

Chciałabym dowiedzieć się, gdzie jest przepis mówiący o takich wymaganych dokumentach? Uważam, że jest to nierówne traktowanie, które może nawet uwłaczać godności człowieka. Dodam, że choruję na chorobę, która uniemożliwia mi współżycie, zajście w ciążę oraz poród. Jest to choroba częściowo o podłożu psychicznym. tym samym badania są dla mnie niemożliwe do wykonania.

Co więcej, nie mogę powiedzieć o tym, że cierpię na tę chorobę, ponieważ boję się, że zostanę odrzucona przez problemy psychiczne, a choroba jest wstydliwa. Dziś dotarło do mnie, że nigdy nie będę miała dzieci: ani adoptowanych, ani biologicznych, mimo że choroba ta nie przeszkadza w adopcji.  Bardzo proszę o jakiekolwiek konstruktywne informacje: gdzie się zgłosić, do kogo, czy są ośrodki, które tego nie wymagają.  z wyrazami szacunku,

Czytelniczka (imię i nazwisko do wiadomości redakcji)

Zobacz także: Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

Zaświadczenie o niepłodności w ośrodkach adopcyjnych. Dokument wymagany?

Po kontakcie z autorką wiadomości postanowiliśmy dowiedzieć się, w których ośrodkach wymagany jest dokument potwierdzający leczenie niepłodności. Udało nam się skontaktować z czterema instytucjami na terenie województwa małopolskiego.

– Każdy ośrodek ma swoje wewnętrzne prawa i ma do tego prawo [do wymagania zaświadczenia nt. leczenia niepłodności– red.]. Oczywiście w granicach rozsądku, jednak my nie jesteśmy od oceniania innych – usłyszeliśmy ze strony Ośrodka Adopcyjnego PRO FAMILIA. Jak nas zapewniono, w tej placówce dokument o leczeniu niepłodności nie jest wymagany.

Podobnie sytuacja przedstawia się w Ośrodku Adopcyjnym Towarzystwa Przyjaciół Dzieci.

– Dokument dotyczący leczenia niepłodności nie jest wymagany. Nie jest to wymóg formalny. Wymagane jest zaświadczenie od lekarza pierwszego kontaktu o ogólnym stanie zdrowia, o czym można przeczytać na naszej stronie internetowej – usłyszeliśmy.

Zobacz także: 7 rzeczy, których nie wiesz o adopcji

Tylko zaświadczenie lekarskie?

Zgodnie z zapewnieniami takiego dokumentu nie wymaga również kierownictwo Ośrodka Adopcyjnego Dzieło Pomocy Dzieciom. W ogólnym zaświadczeniu od lekarza musi widnieć jedynie adnotacja mówiąca o braku przeciwwskazań do opieki nad dzieckiem.

Jak udało nam się dowiedzieć, takiego dokumentu nie wymaga od kandydatów również Małopolski Ośrodek Adopcyjny. – Na stronie Małopolskiego Ośrodka Adopcyjnego jest wykaz wszystkich niezbędnych dokumentów, które rodzina musi złożyć w celu rozpoczęcia procedury. Są tam też wymogi formalne, jakie kandydat musi spełnić. Potrzebujemy jedynie zaświadczenia lekarskiego, w którym wypisany jest brak przeciwwskazań do opieki nad dzieckiem w ramach rodziny adopcyjnej – poinformowano nas.

Okazuje się więc, że osobiste doświadczenia nie zawsze pasują do oficjalnych zapewnień ośrodków. Warto więc przy wyborze ośrodka poszukać opinii innych rodziców, którzy przechodzili kwalifikację w danym OA.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

Procedury adopcyjne w Polsce /Na zdjęciu: tata trzyma małego chłopca na rękach, obok mama - trzyma dziecko za rękę
Fot.: Jonathan Daniels /Unsplash.com

Procedury w polskich ośrodkach adopcyjnych trwają średnio dwa lata. Nie każdy kandydat na rodzica może liczyć na ich pomyślny finał. Problemem jest zbyt mała liczba dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, ale też liczne trudności proceduralne i brak jednolitych kryteriów kwalifikacyjnych, które byłyby stosowane we wszystkich placówkach. A to stwarza ogromne pole do nadużyć.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Procedury adopcyjne prowadzone są w Polsce przez ośrodki publiczne i niepubliczne. Kandydaci na rodziców mają możliwość samodzielnego wyboru placówki, w której będą ubiegać się o adopcję dziecka. Niestety, ośrodków, do których można się udać, jest niewiele. Po reformie, która weszła w życie w 2012 r., ich liczba spadła o ponad 30 proc. Na cały kraj mamy obecnie ok. 65 placówek adopcyjnych, ale nie rozkładają się one równomiernie na poszczególne województwa. Najwięcej znajduje się w Śląskiem (10) i Mazowieckiem (9), najmniej – w Podkarpackiem i Świętokrzyskiem (po 1).

Procedury adopcyjne w Polsce. Różne ośrodki, różne kryteria

Zgodnie z alarmującymi danymi Najwyższej Izby Kontroli, od czasu zmiany regulacji prawnych nikt kompleksowo nie badał, jak zreformowany system adopcyjny sprawdza się w praktyce. Pierwszy raport dotyczący realizacji zadań przez ośrodki zajmujące się adopcją powstał dopiero w sierpniu br. Opracowano go na podstawie kontroli NIK, którą zostało objętych 15 ośrodków adopcyjnych (¼ wszystkich działających w Polsce), w tym trzy zajmujące się adopcją zagraniczną.

Co wykazały te analizy? NIK zwrócił uwagę m.in. na to, że w przepisach regulujących procedury adopcyjne nie zawarto jednolitych kryteriów, które byłyby tożsame dla wszystkich ośrodków. To sprawia, że praktyki znacząco różnią się pomiędzy jednostkami – ich przedstawiciele nierzadko kierują się bowiem własnymi regułami. Te zaś często wykraczają poza wymogi ustawowe. Dotyczy to m.in. dokumentacji medycznej, opinii wskazanych podmiotów czy uznawalności szkoleń.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Aaaby poznać swoje korzenie… Jak w Polsce wyglądają poszukiwania biologicznej rodziny?

Opinia pana, wójta i plebana. Ponadustawowe wymagania ośrodków adopcyjnych

Z raportu NIK wynika, że część ośrodków adopcyjnych żądało, by kandydaci na rodziców przedstawili zaświadczenia o stanie zdrowia. W niektórych placówkach wymagano przedłożenia zaświadczeń lekarskich dotyczących przyczyn bezdzietności czy zdrowia psychicznego, a także dokumentów z poradni leczenia uzależnień. W kilku ośrodkach kandydaci, którzy mają za sobą nieudane małżeństwo, musieli przedstawić dane z wyroków rozwodowych.

Jeszcze więcej kuriozalnych wymogów stawiano kandydatom na rodziców adopcyjnych w ośrodkach katolickich. W dwóch skontrolowanych placówkach niezbędne było okazanie opinii parafii oraz świadectwa ślubu kościelnego. Trzy inne miały dodatkowe preferencje co do wieku potencjalnych rodziców i różnicy wiekowej pomiędzy nimi a dzieckiem.

Co więcej, we wszystkich podmiotach, które skontrolowano, weryfikacją kandydatów na rodziców zajmowały się komisje złożone wyłącznie z pracowników danego ośrodka adopcyjnego. Nie opracowano przy tym procedur odwoławczych, które pozwalałyby na ponowną ocenę niekorzystnych rozstrzygnięć wobec starających się o dziecko. Z tego powodu nikt nie odwołał się od opinii komisji kwalifikacyjnych ani nie złożył skargi na ich działalność.

NIK zauważa, że takie praktyki prowadzą do braku transparentności działania placówek adopcyjnych.

– Chociaż ich pracownicy mają w ręku ogromne kompetencje podczas całej procedury adopcyjnej, to nie istnieją metody ograniczające ich dowolność i uznaniowość w podejmowaniu decyzji – podkreśla Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli.

ZOBACZ TEŻ: Rozmowa z psychologiem – co nas czeka w ośrodku adopcyjnym?

Niejasne procedury, a nawet korupcja. Na to skarżą się kandydaci na rodziców adopcyjnych

Na niejasności i przeszkody proceduralne wskazują także wyniki anonimowej ankiety przeprowadzonej pośród zainteresowanych adopcją dziecka. Wielu respondentów zwróciło uwagę, że w jednych ośrodkach adopcyjnych ważny był staż małżeński, a w innych nie brano go wcale pod uwagę. W różnych placówkach różnie rozpatrywano także kwestię adopcji przez osoby samotne.

Dodatkowym problemem okazała się kwestia tak podstawowa, jak dostęp do informacji.

– Kandydaci na rodziców często nie wiedzą np., ile osób oczekuje na adopcję, ile w danym momencie dzieci zgłoszono ani nawet ile adopcji ośrodek już przeprowadził – dodaje prezes NIK.

Co dziesiąty ankietowany twierdził ponadto, że istotną przeszkodą była znaczna odległość do najbliższego ośrodka adopcyjnego. Tylko o połowę mniej badanych spotkało się z poważnymi nieprawidłowościami w pracy placówek: w zakresie naruszenia poufności postępowań (4%), a nawet o charakterze korupcyjnym (5%).

CZYTAJ TAKŻE: Sandra Bullock opowiada o adopcji. Jej historia zainspirowała inne kobiety

Procedury adopcyjne w Polsce. Chętnych więcej niż dzieci z uregulowaną sytuacją prawną

W skontrolowanych ośrodkach niemal wszystkie zakwalifikowane do adopcji dzieci (98 proc.) znalazły w badanym okresie nowych rodziców. Zdaniem NIK, wynika to przede wszystkim z faktu, że liczba potencjalnych rodziców znacznie przewyższa liczbę dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, która umożliwia skierowanie ich do adopcji. W ostatnich latach spadają jednak wskaźniki adopcji zagranicznych. Kwalifikację do nich uzyskało w 2015 r. 326 dzieci, rok później – 309, a w pierwszej połowie 2017 r. – zaledwie 75.

Jednocześnie przedstawiciele Izby zauważyli, że niewiele dzieci opuszcza pieczę zastępczą, czyli domy dziecka i rodziny zastępcze. Od 2015 r. do pierwszego półrocza 2017 r. tylko 6 tys. dzieci z ok. 75  tys. umieszczonych w pieczy zastępczej uzyskało kwalifikację do adopcji. W opinii NIK problemem są przedłużające się postępowania sądowe i niewystarczające działania powiatów na rzecz wyprowadzania dzieci z pieczy zastępczej.


Na podstawie przeprowadzonej kontroli sporządzono łącznie 75 zaleceń dla 11 z 15 analizowanych ośrodków adopcyjnych. Pełny raport dostępny jest na stronie NIK [plik PDF].

Źródło: nik.gov.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Moje dziecko urodziło się innym rodzicom, czyli bajki o adopcji. Niezwykły piknik dla dorosłych i dzieci

Dwójka kilkuletnich dzieci podczas wspólnej zabawy w plenerze /Ilustracja do tekstu: Piknik z bajką adopcyjną
Fot.: Bess Hamiliti /Pixabay.com

Wspólne czytanie autorskich bajek o adopcji, loteria z ciekawymi nagrodami, liczne atrakcje dla dzieci i dorosłych oraz informacje o działalności placówki adopcyjnej – to wszystko i znacznie więcej czeka na gości „Pikniku z bajką adopcyjną”. Jak co roku organizacją tego wydarzenia zajmą się rodziny adopcyjne we współpracy z Ośrodkiem Adopcyjnym TPD. Sprawdź, czemu warto wziąć udział w tym spotkaniu!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Podczas tegorocznej edycji „Pikniku z bajką adopcyjną” dzieci i ich opiekunowie zyskają okazję do wesołej zabawy. W programie atrakcji znajdą się m.in. takie aktywności, jak pisanie chińskich znaków, przejażdżka konna na terenie ośrodka i zwiedzanie minizoo.

Najmłodsi będą mogli także wykonać zabawne zdjęcia w fotobudce oraz skorzystać z „dmuchańców”, trampoliny i „sensorycznych butelek”. Zaplanowano także strzelanie z mongolskiego łuku, występ zespołu mongolskiego oraz wykład na temat medycyny chińskiej i mongolskiej, który zainteresuje dorosłych.

CZYTAJ TEŻ: Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

„Piknik z bajką adopcyjną”: autorskie bajki, loteria z pewną wygraną i garść informacji o adopcji

Z kolei główne punkty „Pikniku z bajką adopcyjną” to czytanie bajek napisanych przez gości oraz loteria fantowa „Każdy los wygrywa”. Uwzględni ona losowanie nagrody głównej i aukcją przekazanych prac (m.in. od Małgorzaty „Vangoha” Żek, Toyoty-Radość oraz Andrzeja Mleczki).

Ponadto podczas spotkania ustawione zostanie stoisko informacyjno-konsultacyjne Ośrodka Adopcyjnego TPD, dzięki któremu będzie można poznać bliżej działalność placówki. Przewidziano także konsultacje psychologiczne i pedagogiczne, które zaoferują przedstawiciele Pracowni Kielczyk.

Goście wydarzenia mogą liczyć też napoje i przekąski, w tym wyroby własne uczestników pikniku.

– Jak co roku, zabieramy ze sobą koce, uśmiech, radość i wewnętrzne słoneczko – apelują organizatorzy. – Kolejne atrakcje uzależnione są od Państwa pomysłowości. Zapraszamy także chętnych do zgłaszania się do czytania swoich bajek! – dodają.

„Piknik z bajką adopcyjną” odbędzie się 8 września br. (sobota) w godz. 11.00-15.00 na terenie NRZOZ Helenów, przy ul. Hafciarskiej 80/86 w Warszawie. Osoby, które chciałyby wesprzeć finansowo organizację wydarzenia lub zaoferować fanty na loterie, proszone są o kontakt z ośrodkiem.

Więcej informacji tutaj.

POLECAMY TAKŻE: Emocje i myśli: co z tym wszystkim zrobić? Przyjdź na warsztaty psychologiczne dla kobiet

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.