Przejdź do treści

Noworodek a upały. Jak zadbać o komfort dziecka? Radzi położna

Mama z niemowlęciem w parku /Ilustracja do tekstu: Noworodek a upały

Lato to pełne uroków dni, na które czekamy z radością. Narodziny dziecka o tej porze roku powodują jednak wiele pytań i obaw. Jak zadbać o komfort niemowlęcia w upały, podpowiada Elżbieta Wójtowicz, położna i ambasadorka kampanii społeczno-edukacyjnej „Położna na medal”.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Noworodek a upały. Spacery tylko w cieniu

W upalne dni, gdy temperatura wynosi od 26 do 30 stopni, należy unikać spacerów z dzieckiem w godzinach od 11.00 do 16.00. Wtedy działanie promieni słonecznych jest najbardziej intensywne i można narazić dziecko na przegrzanie lub udar cieplny.

Na spacer można wybrać się przed godziną 11.00, gdy słońce nie świeci tak intensywnie, a powietrze jest orzeźwiające, lub późnym popołudniem, a i w tym czasie należy unikać bezpośredniej ekspozycji na słońce.

ZOBACZ TAKŻE: Z mlekiem matki dziecko otrzymuje jej komórki macierzyste: czy to przyspiesza rozwój noworodka?

Noworodek a upały. Zadbaj o nakrycie główki i ochronę skóry

Pamiętajmy, że skóra noworodka nie ma mechanizmu termoregulacji. Jest cienka i delikatna, łatwo zatem o przegrzanie. Dlatego też w lecie należy szczególnie dbać o ochronę przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych i wysokiej temperatury.

Ostre słońce działa nie tylko szkodliwie na skórę dziecka, ale również na jego oczy. Zbyt duże nasłonecznienie może wywołać wady wzroku lub doprowadzić do uszkodzenia rogówki. W czasie spaceru dobrze, aby dziecko miało nałożoną czapeczkę z bawełny – kapelusik z małym rondem, osłaniającym oczy. Skórę dziecka powinno się zabezpieczać kremem ochronnym z filtrem przeciwsłonecznym, najlepiej mineralnym.

Podczas spacerów z noworodkiem wózek (głęboki) najlepiej osłonić parasolką i moskitierą. Warto pamiętać o tym, że postawiona „budka” wózka spowodować może zbytnie nagrzanie dziecka, a wspomniana moskitiera ochroni maleństwo przed intruzami (owadami). Warto wspomnieć, że w upalne dni noszenie dziecka w nosidełkach lub w chuście może doprowadzić do przegrzania.

Noworodek a upały. Pamiętaj, by właściwie ubrać dziecko

Szykując się na spacer w czasie upałów, zadbaj o to, by ubranko dziecka było wykonane z materiałów naturalnych, przewiewnych, w których skóra może oddychać.

Warto pamiętać o nałożeniu luźnych skarpetek, ponieważ stópki dziecka mogą łatwo ulec poparzeniu. Leżące w wózku dziecko można przykryć chustką – narzutką ażurową lub pieluszką flanelową.

CZYTAJ TEŻ: Pielęgniarki bawiły się kosztem noworodka. Szokujące nagranie w sieci

Noworodek a upały. Zapobiegaj oparzeniom

Ograniczony dostęp powietrza, wilgoć i ciepło tworzą idealne środowisko dla rozwoju i namnażania grzybów i bakterii. Wszystko to sprawia, że skóra wokół pupy wymaga szczególnej pielęgnacji. Nie zapominaj, że podczas lata należy przewijać noworodka częściej niż zwykle, a także wietrzyć skórę. Zbyt rzadkie zmiany pieluchy jest główną przyczyną odparzeń. Dlatego warto stosować krem przeciw oparzeniom (np. Alantan Plus).

Pojenie noworodka podczas upałów

Istotne latem jest dopajanie i dbałość o to, aby nie dopuścić do odwodnienia noworodka. Jeśli noworodek jest karmiony naturalnie, należy pamiętać o częstym przystawianiu go do piersi (częściej niż zwykle). Pokarm mamy to nie tylko jedzenie, ale również picie. W gorące dni noworodek często będzie ssał częściej (na początku mleko jest bardziej wodniste i zaspokaja głównie pragnienie). Jednak z powodu upałów może być także rozdrażniony i odmawiać ssania.

Pamiętaj! Wysoka temperatura latem sprzyja rozwojowi chorobotwórczych bakterii –zatem należy zadbać o wyjątkową higienę rąk i wszelkich przedmiotów otaczających maleństwo.


„Położna na Medal” to prowadzona od 2014 r. kampania społeczno-edukacyjna zwracająca uwagę na jakość opieki okołoporodowej w Polsce oraz edukację i promocję dobrych praktyk w tym zakresie.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, piątej edycji konkursu przyjmowane były do 31 lipca. Głosy na nominowane położne można oddawać do 31 grudnia 2018 r. na stronie www.poloznanamedal2018.pl.


POLECAMY RÓWNIEŻ: Rola położnej jest nieoceniona – nie tylko podczas porodu!

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Bezdzietność nie z wyboru. Pragnienie, które nigdy nie mija [Wasze historie]

Niewyraźne zdjęcie matki i dziecka /Ilustracja do tekstu: Dzień Matki a niepłodność
Fot.: Meghan Holmes/Unsplash.com

Kiedy Brytyjka Jody Day robiła prezentację na platformie TEDtalk, ścianę za sobą udekorowała nazwami, którymi bywa określana: szalona kociara, karierowiczka, czarownica, stara panna. Tak nazywana jest kobieta po 45. roku życia, która nie ma dzieci. To wystarczy, żeby zostać uznaną za niespełna rozumu miłośniczkę futrzaków. Tyle tylko, że Day jest bezdzietna na skutek okoliczności. Bezdzietność stała się dla niej bolesną rzeczywistością, opłakaną, przypłaconą depresją i rozczarowaniem.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dzięki spisowi powszechnemu wiemy, że jedna na cztery Irlandki urodzone w latach 60. ubiegłego wieku nie ma dzieci, to samo dotyczy jednej na trzy Niemki oraz jednej na pięć Brytyjek. Ile kobiet urodzonych w latach 70. i 80. pozostanie bezdzietnych, dowiemy się za kilka lat.

To sporo. To dwukrotnie więcej niż w poprzednim pokoleniu. Jednak mimo tych wskaźników jest coś wstydliwego w bezdzietności. Samotna kobieta w okolicach 50-tki budzi niepokój, bezdzietna tym bardziej. Coś z nią musi być nie tak, coś się w jej życiu potoczyło nie tak, jak powinno. Może rzucił ją mąż, może nie była dobrą żoną, może za bardzo skupiała się na sobie. Dlatego też doświadczeniem wielu bezdzietnych kobiet w średnim wieku jest ogromna samotność.

Dopiero od bardzo niedawna w internecie pojawiają się grupy, do których można zapukać, w których można spotkać osobę o podobnych przeżyciach.

CZYTAJ TEŻ: Ludzie tacy jak my. Sławy o bezdzietności

Bezdzietność nie z wyboru. Pustka nie do zastąpienia

Nie bez powodu internet stał się platformą, na której bezdzietne kobiety mogą się spotkać. W internecie można się nie wstydzić, można być sobą, można płakać, przeklinać i żalić się na swój los. Można wreszcie znaleźć wsparcie w przeżywaniu żałoby. Bo o ile kobiety bezdzietne z wyboru mogą czuć się dumne ze swojego życia i osiągnięć, do których doszły dzięki temu, że nie mają dzieci, kobiety bezdzietne z konieczności odczuwają porażkę. Bywa też tak, że niczym nie można wypełnić pustki, którą wywołuje brak dzieci. I nawet nie chodzi o to, że jest już za późno na karierę, że trudniej znaleźć partnera, kiedy ma się lat czterdzieści czy pięćdziesiąt – po prostu nic nie zastąpi dziecka. Osoby w podeszłym wieku rzadko trafiają na psychoterapię, ale zdarza się spotkać kobietę w siódmej dekadzie życia, która nadal cierpi z powodu swojej bezdzietności.

Podobnie jak w przypadku Jody Day, świadomość, że dzieci jednak się nie pojawią, przychodzi z czasem. I bardzo późno. Dopóki jest cień nadziei, dopóki kolejna klinika mówi, że jest jakiś procent szans na powodzenie, dopóty można się tego się trzymać. Ale przychodzi moment – 45. urodziny, dzieci koleżanki kończą szkołę średnią albo rozsypuje się związek – kiedy bezdzietność staje się faktem. Bezdzietność nie z wyboru. Jody Day na swoim blogu opisuje, w jaki sposób przechodziła kolejne etapy radzenia sobie z tą świadomością. Pisała między innymi, jak zmieniła się jej osobowość, z jak wielu relacji się wycofała i jak bardzo przytłoczyła ją codzienność.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

Bezdzietność. Decyzja czy los?

W internecie do niedawna – jak zauważa Day – niezwykle łatwo było spotkać kobiety, które zdecydowały się na bezdzietność. Ich rzeczywistość jest jednak zasadniczo inna od tej, w której dzieci nie ma na skutek okoliczności. Problem dodatkowo się komplikuje, jeśli zastanowimy się, kim właściwie są bezdzietne kobiety i jak wiele z nich w rzeczywistości chciało zostać matkami.

Badania z 2010 roku pokazują, że jedynie 10% kobiet wybrało bezdzietność. Spośród pozostałych 90% zaledwie 9% kobiet pozostało bezdzietnych na skutek określonych problemów medycznych. To oznacza, że różne okoliczności życiowe, nie mniej ważne niż problemy medyczne, stanęły na drodze do macierzyństwa. Ograniczenia cielesne łatwiej zaakceptować niż fakt, że nie mamy kontroli również na wieloma innymi aspektami naszego życia.

Oprócz cierpiących w ciszy kobiet są też bezdzietni mężczyźni, jeszcze bardziej wycofani i zamknięci w sobie. Istnieją, choć niemal ich nie widać. Jedna z brytyjskich gazet zapytała 15 mężczyzn w wieku 49-82 lat o ich doświadczenie bezdzietności. Nie zostali ojcami z powodu problemów zdrowotnych, samotności lub rozpadających się związków albo po prostu dlatego, że sądzili, że mają jeszcze mnóstwo czasu na założenie rodziny. Jeden z mężczyzn nie został uznany na „materiał na ojca” przez swoją żonę, a partnerka innego panicznie bała się porodu. Powtarzające się w narracji wszystkich mężczyzn motywy wiązały się z brakiem zgody na żałobę. „Mężczyźni nie płaczą”. Nie skupiali się na swoich uczuciach, a bardziej na tym, czego nie udało im się osiągnąć.

Jak mówią mężczyźni, którzy nie doczekali się dzieci, pragnienie i żal przychodzą falami – często pod wpływem obserwacji innych mężczyzn. Działa to podobnie jak tykający zegar biologiczny kobiet. Jest wiele dróg, które prowadzą do bezdzietności. Nie ten czas, nie ten partner, nie ta praca, chemioterapia, która niszczy jajniki, nieznane przyczyny medyczne. Czasem nieśmiertelne hasło: „Nic nie dzieje się bez przyczyny” niczego nie tłumaczy i w niczym nie pomaga. Ale też nie ma nic w zamian. Czasem pozostaje zaakceptować to, co jest.


Bezdzietność nie z wyboru. Wasze historie

Ewa: Odpuściłam. Chcę spełnić marzenia niezwiązane z dzieckiem

Od ciągłego myślenia o staraniach można sfiksować. Jakiś czas temu odpuściłam. Żyję swoim życiem, robię to, co mnie nakręca. Cieszę się każdą chwilą, małymi rzeczami. Choć nadal jestem pod opieką lekarzy. Zdrowie jest najważniejsze. Chcę spełnić swoje marzenia niezwiązane z dzieckiem. Wszystkiego w życiu mieć nie można. Żyje się raz i trzeba brać życie garściami.

Monika: Wybraliśmy adopcję

Ja uważam, że życie bez dziecka nie ma sensu. Fakt, odpuściłam starania o biologiczne, ale podjęliśmy się adopcji. Nie żałuję, mam wspaniałego syna, a obecnie z wpadki jestem w 13. tygodniu ciąży. Kochaliśmy się, bo chcieliśmy, i samo wyszło, a syn się cieszy, że będzie braciszek.

Justyna: Mówię bezdzietności: „Nie”

Mówię bezdzietności: „Nie”. Mój mąż twierdzi, że nie musi [mieć dzieci – przyp. red.], ale ja na razie nie jestem na tym etapie i nie wiem, czy kiedykolwiek będę. Nie jest już tak, że całe życie podporządkowałam temu celowi, jeszcze rok temu tak było, a teraz nie, jestem pod opieką lekarza, ale już nie zgadzam się na żadne stymulacje, zostawiam to. Zaczynamy poważnie myśleć nad adopcją. Ale muszę do tego jeszcze dojrzeć…

Katarzyna: Bezdzietność nie z wyboru to scenariusz, który trzeba wziąć pod uwagę podczas starań

Uważam, że ten scenariusz bezdzietności dobrze brać pod uwagę od początku starań o dziecko. Wyznaczyć sobie drogę. Co się przechodzi najpierw, co, jeśli nie wyjdzie, itd.

Agnieszka: Doceniamy, że mamy siebie

Nie wszyscy mogą mieć wszystko… My nie będziemy dążyć za WSZELKĄ CENĘ. Doceniamy to, że mamy siebie, i staramy się nie stracić tej wartości z oczu.

Klaudia: Nie wyobrażam sobie nie być rodzicem

Z poprzednim partnerem miałam jasność, że jest bezpłodny. Dla mnie wtedy oczywiste były starania o adopcję w przyszłości. Z obecnym, już prawie mężem, wiemy, że starania mogą trwać, boleć, stresować. I wiemy, że nie zrezygnujemy z rodzicielstwa i w razie niepowodzeń nie będziemy załamywać rąk, jesteśmy bardzo otwarci na adopcję. Znam pary, które zdecydowały się na bezdzietność, i akurat te, których doświadczenia obserwuję, usiłują zatrzymać czas i być wiecznymi nastolatkami, beztrosko zakochanymi, a robią to ze strachu przed przemijaniem i bilansem. Może dlatego tak odczytuję życie tych par, bo sama nie wyobrażam sobie nie zostać rodzicem.

Joanna: Myśl, że może się nie uda, jest wciąż z tyłu głowy

Właściwie to przez kilka lat byłam pewna, że nigdy nie będziemy mieli dzieci. Moje problemy zdrowotne i leczenie (sterydy, immunosupresyjne leki) zaowocowały nastawieniem na nie. Tzn. skoro ja cierpię i jest ryzyko, że moje dziecko odziedziczy po mnie podobne problemy, to nie chcę. Czas mijał. Przyszedł jednak moment, w którym stwierdziłam, że tak naprawdę to oboje chcemy dzieci, poza tym nawet zdrowym rodzicom może się urodzić chore potomstwo. Od roku robimy zdrowotne „porządki” – ostatnie 2 miesiące bardzo intensywnie. Jednak myśl o tym, że może się nie uda, jest gdzieś z tyłu głowy.

Nie mamy żadnego planu, żadnej założonej liczby in vitro, po której przestaniemy próbować. Na razie w planie jest pierwsza inseminacja w maju. Widzę, jakim fajnym wujkiem jest mój mąż, i jestem przekonana, że będzie też fajnym tatą.

Sylwia: Myślę, że bezdzietność to scenariusz, które napisało życie

Tak, ostatnio coraz częściej myślę o bezdzietności, moja głowa ma po prostu dość ciągłych badań, wizyt w szpitalach, tabletek, pomiarów, wkłuć itd. Od niedawna, ale myślę, że życie napisało nam taki scenariusz.


Tekst ukazał się w magazynie „Chcemy Być Rodzicami” 04/2018 (37). Wersję elektroniczną tego numeru możesz nabyć TUTAJ.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

In vitro jako „produkcja dzieci noblistów”. Czy wiesz, skąd wziął się ten mit?

Twarz małego chłopca o niebieskich oczach /Ilustracja do tekstu: Bank nasienia noblistów: czy istniał naprawdę?
Fot.: Fotolia.pl

Atrakcyjny wygląd fizyczny, wybrany kolor oczu oraz ponadprzeciętny iloraz inteligencji, za który odpowiadają geny noblistów – tak według przedstawicieli środowisk konserwatywnych mają wyglądać dzieci poczęte dzięki metodzie in vitro. Choć z perspektywy par, które podejmują się leczenia niepłodności, pogląd ten wydaje się kuriozalny, warto wiedzieć, skąd właściwie się wziął i czy ma jakiekolwiek naukowe uzasadnienie.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W ostatnich latach działacze środowisk konserwatywnych, kościelnych i anti-choice coraz śmielej wskazują na rzekome ciemne strony metod wspomaganej reprodukcji. W mediach i przestrzeni publicznej cyklicznie pojawiają się sugestie, że metoda in vitro nie służy jedynie spełnianiu marzeń o rodzicielstwie, ale realizacji eksperymentów biomedycznych i założeń eugenicznych. Zgodnie z tą argumentacją, selekcja zarodków do in vitro miałaby sprzyjać uzyskaniu potomstwa o pożądanych cechach fizycznych, ponadprzeciętnym potencjale intelektualnym, a nawet… z genami noblistów.

– In vitro robi się […], żeby można było wybrać płeć, żeby można było wybrać cechy, żeby można było połączyć swoją komórkę jajową np. z jakimś wielkim noblistą. Jeden z noblistów ma teraz 258 dzieci z uwagi na wykorzystanie jego materiału – mówiła w listopadzie ubiegłego roku kontrowersyjna specjalistka ds. genetyki prof. Alina Midro.

Czy te teorie mają w sobie choć ziarnko prawdy? Nie, choć plany udostępnienia materiału genetycznego noblistów rzeczywiście miał przed laty jeden z banków nasienia: The Repository for Germinal Choice.

Geny noblistów, czyli amerykański sen o eugenice

Instytucja o nazwie The Repository for Germinal Choice rozpoczęła działalność pod koniec lat 70. ub.w. w miejscowości Escondido w południowej Kalifornii (USA). Za pomysłem jej otwarcia stał emerytowany optometrysta Robert Klark Graham. Ideą, która mu przyświecała, było odwrócenie „niekorzystnych procesów genetycznych” poprzez powoływanie na świat potomstwa uzbrojonego w najlepszy garnitur genów.

– Najintensywniej rozmnażają się ludzie biedni, chorzy, z chorobami psychicznymi. Jeśli będzie tak dalej, człowiek znajdzie się na tym samym poziomie intelektualnym co jego najbliższego krewny – szympans. Musimy temu zapobiec za wszelką cenę – mówił bez ogródek w rozmowie z mediami.

Cel, wynikający w równej mierze z ciekawości naukowej, jak i z osobliwie pojmowanego altruizmu, planował zrealizować, zapraszając do współpracy ponadprzeciętnie uzdolnionych naukowców – laureatów nagrody Nobla. Nagrodzeni mieli użyczyć swojej puli genów na społeczny cel, przekazując własne gamety do banku nasienia.

CZYTAJ TAKŻE: Komisja Etyki Amerykańskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu o dawstwie gamet

Repository for Germinal Choice: bank nasienia (nie tylko) geniuszy

Ale tak pozyskany materiał genetyczny nie miał być przeznaczony dla każdej zainteresowanej kobiety. Misją Grahama było nieodpłatne przekazywanie gamet geniuszy jedynie kobietom o podobnych osiągnięciach. Na właściwe biorczynie wybrał członkinie międzynarodowego stowarzyszenia Mensa, zrzeszającego osoby o najwyższym ilorazie inteligencji. Ten sposób miał mu pozwolić na uzyskanie obywateli o ponadprzeciętnych zdolnościach.

Jak łatwo się domyślić, realizacja tego eugenicznego marzenia od samego początku skazana była na fiasko. Podstawowym problemem była niedostateczna liczba chętnych, którzy spełnialiby tak wyśrubowane kryteria. To jednak niejedyny kłopot, z którym musiał zmierzyć się Graham, realizując swój niebezpieczny eksperyment. Szybko okazało się, że zdobywcy Nobla, którzy zdecydowali się wesprzeć The Repository for Germinal Choice, nie dysponują wcale tak doskonałym materiałem genetycznym, jak przewidywał twórca banku.

Jednym noblistą, który oddał nasienie i zdecydował się ujawnić swoją tożsamość, był William Shockley. Choć miał na swoim koncie sukcesy naukowe i wynalazki z dziedziny fizyki, prywatnie słynął z… rasizmu i popierania eugeniki. Kilkoro innych noblistów, którzy zgłosili się do kalifornijskiego banku jako potencjalni dawcy, okazało się nie spełniać podstawowych kryteriów medycznych. Ze względu na sędziwy wiek jakość ich nasienia była zbyt niska, by z jego pomocą uzyskać ciążę.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Normy nasienia według WHO, czyli męska płodność pod lupą

Bank nasienia noblistów. Wyjątkowe geny czy wychowanie?

Ponieważ pozyskanie kolejnych chętnych dawców i biorczyń o ponadprzeciętnym ilorazie inteligencji było niezwykle trudne, właściciel banku nasienia zmuszony był obniżyć standardy. Bank zaczął przyjmować nasienie od znanych atletów, tuz biznesu i dawców o wysokim wykształceniu. Z czasem jednak  instytucja zdecydowała się kwalifikować nawet mężczyzn, których – jak określiło jedno z zagranicznych źródeł – „nie życzy się nawet byłej dziewczynie”.

Mimo niepowodzeń realizacji założonego celu, bank spermy działał przez blisko 20 lat. Zamknął podwoje pod koniec lat 90., nie mając na swoim koncie ani jednego potomka noblisty. Wiele dzieci poczętych z nasienia dawców wprawdzie osiągało bardzo dobre wyniki w szkole, jednak – zdaniem badaczy – odpowiadały za to nie wyjątkowe geny, ale oczekiwania i wychowanie.

I choć eksperyment eugeniczny szybciej się skończył, niż zaczął, legenda o nim jest wciąż żywa.

CZYTAJ TEŻ: Dzieci z in vitro: milczący uczestnicy dyskursu publicznego. Co sądzą o metodzie swojego poczęcia?

Wybór cech dawcy to nie eugenika

Oczywiście pewnych przesłanek o naturze eugenicznej możemy dopatrzeć się i dziś – banki gamet nie przyjmują wszak materiału genetycznego od dowolnej osoby. Nim nasienie lub komórki jajowe zostaną dodane do bazy, dawcy przechodzą specjalistyczne badania i muszą wykazać się bogatą wiedzą na temat rodzinnej historii medycznej. Szacuje się, że tylko 1% wszystkich zainteresowanych zostaje zaakceptowanych jako dawcy materiału genetycznego.

Pamiętajmy jednak, że rygorystyczne procedury nie wynikają z negatywnej eugeniki, której celem jest wybór pożądanych, ściśle określonych cech potomstwa. U podstaw regulacji, którymi kierują się banki gamet, leży medyczna troska o prawidłowy rozwój płodu. Dzięki temu możliwe jest wyeliminowanie ryzyka ciężkich wad genetycznych u zarodka (a później – dziecka) oraz komplikacji zdrowotnych zagrażających życiu i istotnie godzących w jego jakość.

Wątpliwości moralne części etyków wzbudza możliwość wyboru dawcy na podstawie wybranych cech – takich jak: wzrost, waga, poziom edukacji, pozycja społeczna, grupa krwi, kolor skóry czy włosów. Musimy jednak pamiętać, że podobnych wyborów dokonujemy, dobierając partnera seksualnego. Ponadto możliwość wybrania cech dawcy sprawia, że w przypadku bezpłodności partnera (lub samotnego macierzyństwa) mamy szansę na wybór dawcy cechującego się istotnym podobieństwem fizycznym. Dzięki temu możemy uzyskać potomstwo podobne biologicznie do rodziców, a tym samym zwiększyć więź rodzinną i uniknąć ewentualnej stygmatyzacji społecznej.

Źródło: Harvard University

POLECAMY RÓWNIEŻ: Zagrożenia związane z in vitro. Fakty czy mity? Sprawdza embriolog

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Macica jednorożna a ciąża. Co musisz wiedzieć o tej wadzie, zanim rozpoczniesz starania?

Czarno-białe zdjęcie kobiety z brzuchem ciążowym. Widok z profilu /Ilustracja do tekstu: Macica jednorożna a ciąża
Fot.: Pixabay.com

Macica to jeden z najważniejszych organów reprodukcyjnych – jej wnętrze stwarza bowiem optymalne, bezpieczne warunki dla rozwoju nowego życia. U kilku procent kobiet występują jednak wady rozwojowe macicy, które mogą istotnie utrudnić donoszenie ciąży. Jedną z takich malformacji macicy jest macica jednorożna. Czym się charakteryzuje macica jednorożna, jak powstaje i czy można ją leczyć?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Warto przypomnieć, że właściwie rozwinięta macica ma ok. 8 cm długości i ok. 4 cm szerokości. Mieści się wewnątrz miednicy mniejszej, a na jej budowę składają się: trzon macicy, dno (z dwoma osobnymi ujściami w kształcie rogów, z którymi łączą się jajowody), cieśń oraz szyjka. W niektórych przypadkach na etapie rozwoju embrionalnego (ok. 10. tygodnia ciąży) macica nie rozwija się prawidłowo. Powstają wówczas wrodzone wady rozwojowe macicy – takie, jak macica jednorożna, macica dwurożna, macica podwójna, macica przegrodzona, macica łukowata czy brak macicy.

CZYTAJ TEŻ: Poród po przeszczepie macicy. Kolejna kobieta z MRKH urodziła dziecko

Macica jednorożna: jak się rozwija?

Macica jednorożna to wada wrodzona macicy, która wynika z niewłaściwego rozwoju przewodów Müllera w okresie płodowym. W konsekwencji tej nieprawidłowości wykształcona zostaje macica z tylko jednym prawidłowo funkcjonującym rogiem, połączonym z jajowodem.

Ten rodzaj malformacji macicy występuje u 1% kobiet i przeważnie nie generuje zauważalnych objawów. Wiele pacjentek przez długie lata nie zdaje sobie sprawy z istnienia tej wady – w skrajnych przypadkach nawet do momentu porodu.

Macica jednorożna z rogiem szczątkowym

Warto wiedzieć, że u części kobiet z macicą jednorożną występuje róg szczątkowy macicy – bez jamy lub z jamą z czynnym endometrium. Jama rogu szczątkowego może być połączona z jamą macicy bądź nie mieć z nią połączenia.

Róg szczątkowy, w którym nie występuje jama z czynnym endometrium, jest zbudowany z samej mięśniówki. Podczas diagnostyki bywa z tego powodu mylony z mięśniakiem.

W sytuacji, gdy w jamie rogu występuje czynne endometrium, a ona sama ma połączenie z jamą macicy, ten szczątkowy fragment macicy także podlega cyklowi menstruacyjnemu. W trakcie miesiączki krew może odpływać bez komplikacji, nie powodując przy tym niepokojących dolegliwości. Jeśli jednak jama rogu macicy jest ślepo zakończona (czyli nie ma połączenia z jamą macicy), podczas miesiączki gromadzi się w niej krew. Wywołuje to silny ból i rozwój krwiaka zastoinowego, który z czasem przekształca się w ropień.

Macica jednorożna: objawy

Macica jednorożna często nie generuje wyraźnych objawów. W części przypadków pacjentki doświadczają zaburzeń miesiączkowania, ostrych bólów menstruacyjnych, niekiedy także niepłodności. Ale wiele kobiet o występowaniu tej wady dowiaduje się przypadkowo: po zabiegach ginekologicznych, w trakcie diagnostyki niepłodności, a często dopiero w czasie ciąży. Warto wiedzieć, że macicę jednorożną trudno wykryć podczas rutynowego badania. Wada jest trudna do rozpoznania także w zwykłym USG 2D.

Występowanie wrodzonej wady macicy można potwierdzić, wykonując:

  • badanie USG z użyciem kontrastu i USG 3D,
  • rezonans magnetyczny,
  • badanie histerosalpingograficzne (HSG lub sono-HSG),
  • laparoskopię.

Macica jednorożna a ciąża

Macica jednorożna, której nie towarzyszą istotne zaburzenia miesiączkowania, zazwyczaj nie utrudnia znacząco poczęcia dziecka. Może jednak poważnie zagrażać utrzymaniu ciąży. Wiele pacjentek z macicą jednorożną zmaga się równocześnie z niewydolnością szyjki macicy. Skutkiem tego zaburzenia jest m.in. samoistne rozwieranie się szyjki macicy – bez skurczy.

Z uwagi na nietypową budowę narządu rodnego (i związane z nią dolegliwości zdrowotne) u kobiet z macicą jednorożną odnotowuje się zwiększone ryzyko:

  • wczesnej straty ciąży,
  • komplikacji ciążowych (m.in. zaburzeń maciczno-łożyskowego przepływu krwi, nieprawidłowego ułożenia płodu i spowolnienia jego rozwoju),
  • przedwczesnego porodu.

Jak szacują eksperci, zdolność utrzymania ciąży u kobiet z macicą jednorożną wynosi średnio 40% i jest zależna m.in. od rozmiaru jamy macicy.

ZOBACZ TAKŻE: Wypadanie macicy a ciąża. Jakie są możliwości leczenia?

Macica jednorożna a poród

Ciężarna, u której stwierdzono macicę jednorożną, musi pozostawać pod ścisłą kontrolą lekarską. W większości przypadków poród naturalny jest niezalecany lub przeciwwskazany (gdy płód jest nieprawidłowo ułożony lub występują powikłania ciążowe). Wiele ciąż kończy się przedwczesnym rozwiązaniem – poprzez cięcie cesarskie. Położnicy doświadczają nierzadko trudności z bezpiecznym wydobyciem płodu. Wynika to z konieczności rozwiązania ciąży przed terminem, gdy dolny odcinek macicy nie jest jeszcze wykształcony.

Co więcej, silnie rozciągnięty mięsień macicy jednorożnej wiąże się z ryzykiem jego pęknięcia podczas wydobycia płodu. Sytuacja ta skłania medyków do wykonania nacięcia macicy – a blizny po tym zabiegu stwarzają zagrożenie dla możliwości utrzymania kolejnej ciąży.

Macica jednorożna: możliwości leczenia

Choć postęp w medycynie jest coraz bardziej zaawansowany, nie opracowano dotąd metody chirurgicznej korekcji macicy jednorożnej. Rekomendowane leczenie zależne jest od indywidualnej sytuacji pacjentki. W wyspecjalizowanych ośrodkach ginekologicznych oferowane jest m.in. leczenie laparoskopowe, histeroskopowe, a także plastyka macicy (przednia i tylna).

Praktyka lekarzy sugeruje, że specjalistyczne interwencje chirurgiczne przed ciążą lub w jej wczesnym okresie mogą poprawić wyniki położnicze kobiet z macicą jednorożną.

Źródło: endokrynologiapediatryczna.pl, ludwinludwin.pl, gyncentrum.pl, mp.pl

TUTAJ kupisz e-wydanie magazynu „Chcemy Być Rodzicami”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Dla wielu par bezdzietność nie jest wyborem. Ta akcja oddaje im głos

Czarno-białe zdjęcie smutnej pary trzymającej się za ręce /Ilustracja do: Światowy Dzień Bezdzietności: Gdy bezdzietność nie jest wyborem
Fot.: Pixabay.com

Dodające otuchy wpisy w serwisach społecznościowych, zdjęcia spełnionych rodziców, które udowadniają, że lata starań przynoszą w końcu efekt – większość historii dotyczących zmagań z niepłodnością rodzi nadzieje na pozytywny finał. Niestety, nie każdy dostaje od losu szansę na taki scenariusz. Aby uwrażliwić społeczeństwo na ciche dramaty par, które mierzą się z nieplanowaną bezdzietnością, w drugim tygodniu września organizowany jest Światowy Tydzień Bezdzietności.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Z roku na rok wzrasta liczba osób, których model rodziny przybiera postać: 2+0. Choć w mediach nie brakuje przykładów spełnionych par, które świadomie wybrały inną drogę życiowej realizacji niż rodzicielstwo, wciąż niewiele mówi się o tych, dla których bezdzietność nie była decyzją, ale koniecznością. Tymczasem z badań prowadzonych na Uniwersytecie Erasmusa w Rotterdamie wynika, że nawet 90% bezdzietnych kobiet chciałoby mieć dzieci. Nie mogą ich mieć z różnych powodów: społecznych, kulturowych bądź medycznych, związanych m.in. z niepłodnością.

POLECAMY TAKŻE: Bezdzietność po leczeniu niepłodności. „Uznałam, że to wystarczy, że chcę odzyskać swoje życie”

Gdy bezdzietność to nie wybór

Aby unaocznić społeczeństwu skalę problemu nieplanowanego braku potomstwa, od ubiegłego roku we wrześniu organizowany jest Światowy Tydzień Bezdzietności. Ta międzynarodowa inicjatywa to coś więcej niż okazja do przedstawienia liczb. Pokazuje realnych ludzi, którzy stoją za statystykami bezdzietności, ich historie, utracone marzenia, poczucie straty i drogę, która musieli pokonać, by zaakceptować inną wizję swojej przyszłości.

– Piszę to, zbliżając się do 41. urodzin, i ronię łzę współczucia dla 37-letniej mnie. Usiłowałam zajść w ciążę przez trzy lata, ale okres ten wydawał się trwać całe życie. Czułam się bezwartościowa, mimo że osiągnęłam w życiu wiele: mam tytuł doktora i udane małżeństwo. Nie życzę tego nikomu – pisze w emocjonalnym liście jedna z kobiet.

CZYTAJ TEŻ: Sandra Bullock opowiada o adopcji. Jej historia zainspirowała inne kobiety

Bezdzietni, ale wartościowi

Światowy Tydzień Bezdzietności zainicjowała w 2017 roku amerykańska działaczka polityczna Stephanie Phillips. Celem kampanii jest zminimalizowanie zjawiska stygmatyzacji i wykluczenia społecznego związanego z bezdzietnością. Dzięki działaniom towarzyszącym wydarzeniu osoby, które do bezdzietności zmusił stan zdrowia lub inne okoliczności, mają szansę uporać się z rozczarowaniem, znaleźć zrozumienie wśród bliskich i… wewnątrz siebie.

– Czasem to my sami jesteśmy naszymi najgorszymi krytykami. Życie pełne jest okoliczności, które prowadzą do utraty pewności siebie. Ale pomimo wewnętrznych osądów własnej bezdzietności, musimy pamiętać, że wszyscy jesteśmy wartościowymi ludźmi – podkreśla Stephanie Phillips.

W ramach Światowego Tygodnia Bezdzietności na stronie kampanii cyklicznie pojawiać się będą treści zwiększające świadomość zjawiska bezdzietności wynikającej z okoliczności życiowych. Każdy dzień wydarzenia poświęcony zostanie innemu aspektowi problemu, m.in.: faktom i liczbom obrazującym skalę bezdzietności, możliwościom uzyskania wsparcia i prawdziwym historiom osób, które nie mają potomstwa. Organizatorzy akcji zwrócą też uwagę na emocje, które towarzyszą w takiej sytuacji kobiecie i mężczyźnie, i podpowiedzą, jak na nowo odnaleźć sens życia.

– Mnie samej znalezienie wsparcia, które okazało się skuteczne, zajęło długie lata. Jeśli [dzięki tej akcji – przyp. red.] uda się dotrzeć choć do garstki ludzi i pomóc im odnaleźć nową drogę, to z pewnością warto spróbować – wyjaśnia organizatorka.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dzień Matki a kobieca niepłodność. Dlaczego i kogo boli to święto?

Światowy Tydzień Bezdzietności: historie, które łączą

Każdy, kto w ramach Światowego Tygodnia Bezdzietności chciałby podzielić się swoją historią związaną z bezdzietnością nie z wyboru, może udostępnić swój wpis w mediach społecznościowych, opatrując go hashtagiem: #worldchildlessweek.

Więcej o działaniach, które planowane są w ramach Światowego Tygodnia Bezdzietności, można znaleźć na stronie akcji i na Facebooku (informacje dostępne są w języku angielskim).

Źródło: worldchildlessweek.net

POLECAMY RÓWNIEŻ: Bezdzietność nie z wyboru. Pragnienie, które nigdy nie mija. Wasze historie

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.