Przejdź do treści

Nowoczesny sprzęt i odremontowane sale na Oddziale Endokrynologii Ginekologicznej w Katowicach

remont Oddziału Endokrynologii Ginekologicznej w Katowicach
fot. Fotolia

Pacjentki mogą już korzystać z katowickiego Oddziału Endokrynologii Ginekologicznej. Oddział został wyremontowany i wyposażony w sprzęt za łączną kwotę 3,5 mln złotych. Większą część kosztów modernizacji pokryło Ministerstwo Zdrowia.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

19-łóżkowy oddział Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego im. Prof. Kornela Gibińskiego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego został otwarty w poniedziałek. Modernizacja oddziału obejmowała sześć kilkunastoosobowych pokoi z własnym węzłem sanitarnym.

Remont Oddziału Endokrynologii Ginekologicznej w Katowicach

Powstał również pokój badań, punkt pielęgniarski, pokój wywiadu z pacjentką oraz gabinet diagnostyczno-zabiegowy. Zadbano też o klimatyzację i dostosowanie warunków do osób niepełnosprawnych. Ministerstwo przeznaczyło na ten cel 2,3 mln zł.

W tym samym dniu po pracach modernizacyjnych otworzono również Oddział Niemowlęcy i Patologii Noworodka Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie. Oddział zajmuje się diagnozą i leczeniem noworodków, niemowląt i dzieci do 3. roku życia. Koszt inwestycji wyniósł ok. 1,3 mln zł, z czego miasto wyłożyło 800 tys. zł.

Zobacz także: Grozi nam epidemia niepłodności?

„Niepłodność to obecnie epidemia”

Jak mówi dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Katowicach Ireneusz  Ryszkiel, takie działania pokazują, że resort dostrzega społeczny problem par mających trudności z poczęciem dziecka.

– Niepłodność to obecnie epidemia. Jeśli się czegoś z tym nie zrobi, w Polsce zabraknie młodych ludzi do pracy, stanie się krajem emerytów – powiedział w rozmowie z PAP śląski konsultant wojewódzki w dziedzinie endokrynologii ginekologicznej dr hab. Stanisław Horak.

Oddział Endokrynologii Ginekologicznej dysponuje teraz nowym sprzętem, m.in. supernowoczesnym USG, pozwalającym na precyzyjną diagnostykę budowy i czynności narządu rodnego oraz sprzęt operacyjny.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: portalsamorzadowy.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Reaktywne formy tlenu a niepłodność męska

Reaktywne formy tlenu a niepłodność męska /Na zdjęciu: Zmartwiony mężczyzna podczas wizyty u androloga
Fot.: Fotolia.pl

Zaburzenia nasienia związane z alarmującymi poziomami reaktywnych form tlenu (RFT) są jedną z głównych przyczyn męskiej niepłodności na świecie. Jak można z tym walczyć?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Stres oksydacyjny to – najprościej ujmując – brak równowagi między procesami utleniania i redukcji. Podczas reakcji, w których występuje transfer elektronów między dwoma związkami, powstają substancje zwane wolnymi rodnikami, czyli atomy lub cząsteczki zawierające niesparowane elektrony. Są one wyjątkowo reaktywne, gdyż wszystkie znane nam związki chemiczne dążą do posiadania sparowanych elektronów. Wolne rodniki mogą się kumulować i uszkadzać różne komórki, także te płciowe.

Właśnie plemniki są szczególnie narażone na szkodliwe działanie reaktywnych form tlenu (RFT), gdyż ich błona zawiera dużo kwasów tłuszczowych ulegających procesowi utleniania, a w cytoplazmie występuje niewiele enzymów usuwających produkty tych procesów. Reaktywne formy tlenu powodują zmniejszenie liczebności plemników, zaburzenie ich czynności oraz ruchliwości, a także niewłaściwą morfologię.

Badania są jednoznaczne – aż u 25% niepłodnych mężczyzn w nasieniu można wykryć podwyższony poziom RFT. Okazało się, że reaktywne formy tlenu mają statystycznie istotny wpływ na szybkość wystąpienia zapłodnienia po przeprowadzonym zabiegu in vitro. Oznacza to, że pomiary poziomu RFT mogą być przydatne w przewidywaniu wyników podczas przeprowadzania zapłodnienia in vitro.

Właśnie dlatego tak ważne jest wspomaganie kondycji plemników suplementacją antyoksydantów.

POLECAMY TAKŻE: Sport to zdrowie, ale… nie zawsze. Czy intensywny trening może obniżyć płodność mężczyzny?

Reaktywne formy tlenu a niepłodność męska. Jak walczyć z RFT?

Potrafimy się bronić przed stresem oksydacyjnym na różne sposoby. Spośród nieenzymatycznych antyoksydantów najważniejszą rolę odgrywają glutation, kwas pantotenowy, witaminy A, E, C i z grupy B, a także karotenoidy. W przypadku czynników enzymatycznych kluczowa jest tzw. triada enzymatyczna. A ponieważ ważnym budulcem wszystkich enzymów są takie mikroelementy jak cynk, miedź, mangan czy selen, im więcej ich zażywamy, tym sprawniej działają nasze enzymy.

Podczas aktywnej walki ze stresem oksydacyjnym dzienne dawki antyoksydantów muszą być 2–3 razy wyższe niż zalecane dzienne spożycie i stosowane co najmniej przez trzy miesiące. Jest to konsekwencją cyklu życiowego plemnika – jego pełna transformacja ze spermatogonium trwa ok. 75 dni. Dlatego zażywanie preparatów poprawiających jakość plemników należy rozpocząć jeszcze przed rozpoczęciem starań o dziecko.

Idealnym preparatem jest FertilMan Plus – bogaty w l-karnitynę, l-argininę, cynk, selen, witaminę A, witaminy z grupy B, witaminę E, glutation, koenzym Q10 oraz kwas foliowy, czyli wszystkie substancje, które pomagają zwalczać stres oksydacyjny. Preparat ten jest polecany także dla osób stosujących dietę wegetariańską. W opakowaniu znajduje się 120 tabletek, które w dubletach powinno się zażywać dwa razy dziennie.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Opublikowano nowe zalecenia w diagnostyce i leczeniu PCOS

Zdjęcie kobiety, na niej grafika przedstawiająca żeński układ rozrodczy /Ilustracja do tekstu: Nowe zalecenia w diagnostyce i leczeniu PCOS (2018)
Fot.: Fotolia.pl

Usystematyzowanie wiedzy, ustalenie priorytetów klinicznych i zapewnienie optymalnej opieki nad pacjentką z zespołem policystycznych jajników – to wszystko (i znacznie więcej) zawarto w najnowszych rekomendacjach dotyczących diagnostyki i leczenia PCOS. Przewodnik, zaprezentowany podczas lipcowego zjazdu ESHRE, jest efektem wieloletniej pracy setek specjalistów z całego świata.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

PCOS to schorzenie, które dotyka 8–13% kobiet w wieku reprodukcyjnym. Wśród objawów, z którymi zmagają się pacjentki, znajdują się zaburzenia płodności (nieregularne cykle miesiączkowe, hirsutyzm, niepłodność i powikłania ciąży), metabolizmu (insulinooporność, zespół metaboliczny, stan przedcukrzycowy, cukrzyca typu 2, czynniki ryzyka sercowo-naczyniowego), a także zdrowia psychicznego (zaburzenia lękowe, depresja i brak akceptacji własnego ciała). Jak zauważyli eksperci, dotychczas stosowane kryteria diagnostyki i leczenia PCOS były niespójne i zawierały dużo istotnych luk. M.in. z tego powodu aż 70% chorych nie otrzymuje odpowiednio wczesnej diagnozy.

PRZECZYTAJ TEŻ: Insulinooporność a starania o dziecko

Nowe zalecenia w diagnostyce i leczeniu PCOS

Nowy przewodnik zawiera międzynarodowe wytyczne w zakresie diagnozowania i leczenia zespołu policystycznych jajników (PCOS). Oparto je na wielodyscyplinarnych ekspertyzach klinicznych, najlepszych dostępnych dowodach medycznych oraz preferencjach pacjentek. Adresowana m.in. do pracowników służby zdrowia publikacja ma pomóc ujednolicić standardy diagnostyczne i zapewnić najlepszą możliwą opiekę nad chorymi na PCOS.

W przygotowaniu końcowych zaleceń wzięło udział aż 3000 tysiące osób: interdyscyplinarni eksperci (m.in. z European Society of Human Reproduction and Embryology oraz American Society of Reproductive Medicine), organizacje pacjenckie i same pacjentki. Sformułowane zalecenia mają stworzyć fundament diagnostyki i leczenia PCOS.

ZOBACZ TAKŻE: Masz nadwagę lub palisz? Sprawdź, jaki ma to związek z PCOS u twojej córki!

Diagnoza PCOS – w oparciu o wykryte zaburzenia

W przewodniku znalazły się m.in. rekomendowane kryteria rozpoznania zespołu policystycznych jajników u osób dorosłych i nastolatek. Jednym z najważniejszych ich punktów jest zalecenie, by podczas diagnostyki PCOS koncentrować się na objawach (hiperandrogenizm i zaburzenia owulacji), przy jednoczesnym ograniczeniu wskazań do badania USG. Jeśli jednak jest ono wskazane, diagnozę PCOS potwierdza się, wykrywszy ponad 20 pęcherzyków w jednym jajniku.

Specjaliści podkreślają też, by w przypadku kobiet, u których nie upłynęło jeszcze 8 lat od wystąpienia pierwszej miesiączki, nie opierać diagnostyki PCOS na wyniku badania USG. W tym okresie życia jajniki wielopęcherzykowe występują stosunkowo często – zauważają lekarze.

CZYTAJ TEŻ: Naukowcy odkryli przyczynę PCOS. Szykuje się radykalna zmiana w podejściu do terapii!

Leczenie PCOS – antykoncepcja, metformina i letrozol

Specjaliści, których wspólne analizy zaowocowały powstaniem przewodnika, rekomendują, by leczenie PCOS było w równym stopniu oparte na redukcji wielu zaburzeń: zdrowia reprodukcyjnego, metabolizmu i problemów psychologicznych. Zgodnie z rekomendacjami, szczególny nacisk należy położyć na przeciwdziałanie nadwadze, która przyczynia się do intensyfikacji symptomów PCOS, i zmianę diety.

Leczenie doustnymi środkami antykoncepcyjnymi w niskiej dawce jest zalecane w terapii zaburzeń miesiączkowania, metformina zaś – w leczeniu zaburzeń metabolicznych. Letrozol rekomenduje się jako lek pierwszego rzutu w terapii niepłodności wynikającej z PCOS.

200-stronicowy przewodnik dotyczący diagnostyki i leczenia PCOS jest dostępny online. Publikację można pobrać pod tym adresem (PDF, jęz. angielski).

Źródło: monash.edu, fertstert.org

POLECAMY RÓWNIEŻ: PCOS a starania o dziecko. Kiedy zgłosić się do lekarza?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Po jakim czasie starań o dziecko warto udać się do specjalisty od niepłodności?

Lekarz rozmawia z parą podczas konsultacji /Ilustracja do tekstu: Po jakim czasie starań udać się do specjalisty od niepłodności?
Fot.: Fotolia.pl

Niestety dość często spotykam się z parami, które zbyt długo były prowadzone przez swojego lekarza ginekologa. Czasami jest to kilka lat niepotrzebnych badań i obserwacji kobiety bez wykonania podstawowego badania nasienia. Niejednokrotnie to pacjentka, nie lekarz, podejmuje decyzję, by zmienić klinikę i udać się do specjalisty od niepłodności. Jak długo czekać? Kiedy to już niepłodność?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niepłodność jest co prawda uznanym problemem społecznym, ale ginekolodzy to też ludzie. Mają swoje przekonania, różne doświadczenia. Nadal zdarzają się tacy, na szczęście bardzo rzadko, którzy uważają, że niepłodność to wymysły rozhisteryzowanych pacjentek. Spotykałam w swojej karierze kobiety, które z żalem opowiadały mi, że ich ginekolog wyśmiał je, tłumacząc, że są zbyt stare, by myśleć o macierzyństwie.

Leczyłam też kiedyś parę, która przez kilka lat systematycznie uczęszczała do swojego ginekologa. Pacjentka miała wykonane wszystkie możliwe badania. Przyjmowała leki na wywołanie owulacji, na wzmocnienie fazy lutealnej. Bez efektu. W końcu małżonkowie sami podjęli decyzję, by zgłosić się do mnie. Okazało się, że pacjent miał bardzo słabe parametry nasienia. Szansa na naturalną ciążę była bliska zeru, o czym lekarz prowadzący nie wspomniał, chociaż badanie nasienia wykonane było na początku ich kuracji.

CZYTAJ TEŻ: Między owulacją a okresem. Wszystko, co musisz wiedzieć o fazie lutealnej

Leczenie niepłodności. Poszukaj dobrego przewodnika

Na szczęście są to sytuacje marginalne. Większość lekarzy to ludzie o otwartych umysłach, doskonale wykształceni, z którymi można porozmawiać na każdy temat.

Każdy lekarz jest przewodnikiem, który powinien przeprowadzić pacjentów przez zawiłe ścieżki diagnostyki i leczenia. Zdarzają się lepsi i gorsi przewodnicy. Czasami para sama musi podjąć decyzję, że warto zrobić kolejny krok i udać się do specjalisty.

To, kiedy udać się do specjalisty zajmującego się niepłodnością, to zawsze sprawa indywidualna. Zależy głównie od czasu starania się o ciążę, wieku pacjentów i chorób, których doświadczają. Młodzi, zdrowi ludzie mogą starać się 2 lata bez konsultacji lekarskiej. Pacjenci po 35. roku życia powinni po pół roku starań zasięgnąć opinii lekarskiej. Dużo też zależy od temperamentu pacjentów. Jedni uznają, że pięć lat to niezbyt długo, inni już po 3 miesiącach zażądają pełnej diagnostyki.

PRZECZYTAJ TAKŻE: 5 mitów o niepłodności. Też to słyszysz?

Niepłodność to problem pary

Decyzja o udaniu się do specjalisty powinna być też obopólna. Niepłodność dotyka coraz większego odsetka par. Coraz częściej można przeczytać o tym problemie w kobiecych czasopismach. Kobiety mają olbrzymią świadomość i nie mają oporów, by zgłosić się do specjalisty po pomoc. Problem taki może się pojawić ze strony mężczyzny. Nieraz spotkałam się w swojej praktyce z lekceważeniem problemu przez partnerów, wręcz z delikatnym wyśmiewaniem partnerek, nietowarzyszeniem kobietom na wizytach u ginekologa, odmawianiem wykonania badań, a nawet z kłamstwami.

Tym bardziej cieszą mnie kolejne zdjęcia nowo narodzonych dzieci, których z każdym miesiącem przybywa w moim gabinecie. Wierzę, że każdy lekarz, kierując się głosem rozsądku i pragnieniem szczęścia ludzi, którzy chcą zostać rodzicami, skieruje ich do specjalistów mogących im pomóc urzeczywistnić marzenie o rodzicielstwie.


Logo: InviMed

POLECAMY RÓWNIEŻ: Zrozumieć niepłodność – koniecznie pokaż to swoim bliskim!

dr n. med. Beata Makowska

Specjalistka II stopnia, ginekolog-położnik. Z kliniką InviMed w Gdyni związana od 2011 r. Od początku swojej kariery zawodowej związana była z lecznictwem otwartym – Kliniką Położnictwa Akademii Medycznej w Gdyni oraz oddziałem ginekologii i położnictwa w szpitalu im. Wojciecha Adalberta w Gdańsku. Absolwentka Akademii Medycznej w Gdańsku. W 2005 r. uzyskała stopień doktora nauk medycznych. Członkini Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego.

6 rzeczy, które powinnaś wiedzieć o mrożeniu komórek jajowych

Uśmiechnięta kobieta w ciąży /Ilustracja do tekstu: Planujesz macierzyństwo? Sprawdź, kiedy jest idealny moment na ciążę / Mrożenie komórek jajowych
Fot.: Fotolia

W ostatnich latach wzrasta wiek, w którym kobiety decydują się na pierwsze dziecko. Polki rozpoczynają przygodę z macierzyństwem statystycznie w 27. roku życia, ale w Europie wiek ten przekracza już granicę 30. roku życia. Jak zatem pogodzić niesprzyjającą sytuację zawodową i prywatną z tykającym zegarem biologicznym? Rozwiązaniem, na które decyduje się dziś coraz więcej kobiet, jest mrożenie komórek jajowych. Co warto o nim wiedzieć?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

O prezerwacji płodności nie mówi się w Polsce często, dlatego wiedza na ten temat jest niewielka. Oto 6 rzeczy, które powinnaś wiedzieć o mrożeniu komórek jajowych.

Komórki jajowe można przechowywać przez kilkanaście lat

Mrożenie komórek jajowych to procedura, w ramach której pozyskane komórki jajowe (w wyniku punkcji jajnika, po uprzedniej stymulacji hormonalnej) poddaje się prezerwacji w ciekłym azocie. Optymalną temperaturą jest punkt wrzenia ciekłego azotu, czyli -196 °C. Dzięki temu procesowi możliwe jest zatrzymanie aktywności biologicznej i procesów starzenia oocytów, a tym samym wykorzystanie ich w dogodnym czasie. Tak zabezpieczone komórki jajowe można przechowywać nawet przez kilkanaście lat – bez utraty ich jakości.

Zamrożenie komórek jajowych nie oznacza, że będziesz musiała z nich skorzystać

Jeśli odkryjesz, że twój potencjał płodnościowy jest obniżony, a będziesz gotowa na potomstwo, twoje zamrożone komórki jajowe posłużą ci jako jedna z dostępnych opcji. To, czy zdecydujesz się z niej skorzystać, czy nie, zależy tylko od ciebie.

POLECAMY: Przełom w medycynie. Wyhodowano pierwsze ludzkie komórki jajowe

Zamrożenie i późniejsze wykorzystanie komórki jajowej jest kosztowne

Procedura mrożenia komórek jajowych i ich późniejszego wykorzystania nie należy do tanich. Sama stymulacja hormonalna w klinice leczenia niepłodności i późniejsze pobranie dojrzałych oocytów to koszt rzędu 4-11 tys. zł. To jednak nie koniec opłat. Konieczne jest również poniesienie kosztu zamrożenia i przechowania pobranych komórek jajowych – każdy kolejny rok wyniesie nas kilkaset złotych (zazwyczaj 500-700 zł). Z kolei aby wykorzystać rozmrożone jajeczka, niezbędne jest opłacenie procedury zapłodnienia pozaustrojowego i transferu uzyskanego zarodka (6-11 tys. zł). W niektórych klinikach można nabyć od razu pełen pakiet (włącznie z lekami do stymulacji). Zapłacimy wówczas ok. 9 tys. zł.

Biorąc pod uwagę, że nawet co czwarta para ma problemy z uzyskaniem ciąży, a przedwczesna menopauza dotyczy coraz większej grupy kobiet, rozwiązanie to wydaje się jednak warte rozważenia.

CZYTAJ TEŻ: Transfer mrożonych zarodków zwiększa szanse na ciążę

Jakość komórek jajowych po rozmrożeniu jest zależna od wieku, w którym zostaną zamrożone

Dzięki nowoczesnym technologiom, które stosuje się we współczesnej medycynie, nawet 90% komórek jajowych pomyślnie przechodzi proces rozmrożenia i może być wykorzystane podczas in vitro. Trudno jednak określić, ile oocytów uda się zapłodnić – wiele zależy od ich jakości, ale także parametrów nasienia. Największe szanse na zapłodnienie dobrej jakości nasieniem mają komórki jajowe, które zamrożono, gdy kobieta miała mniej niż 30 lat. Jeśli była starsza, to szanse na skuteczne wykorzystanie jej komórek jajowych spadają.

Mrożenie komórek jajowych to rozwiązanie nie tylko dla kobiet, które nie mają czasu na dziecko

Choć powszechnie uważa się, ze mrożenie jajeczek to rozwiązanie, które wybierają kobiety biznesu, pragnące zrealizować się w macierzyństwie dopiero po 45. roku życia, w rzeczywistości procedura ta daje szanse na macierzyństwo znacznie szerszej grupie kobiet.

Mrożenie komórek jajowych jest często jedyną szansą na zachowanie płodności u pacjentek onkologicznych, które czeka leczenie gonadotoksyczne. To także nadzieja dla pań, które mają genetyczne ryzyko przedwczesnej menopauzy lub ich możliwości rozrodcze ograniczają zdiagnozowane choroby. W wielu przypadkach odkładanie macierzyństwa na później związane jest też z trudnościami w znalezieniu właściwego partnera.

Nie mniej istotną grupą pacjentek korzystających z prezerwacji płodności są kobiety, które zmagają się z problemami medycznymi, których skuteczne leczenie (umożliwiające uzyskanie i donoszenie ciąży) nie jest jeszcze ogólnodostępne.

ZOBACZ TAKŻE: Dlaczego kobiety mrożą swoje jajeczka? Ciekawe badania na Uniwersytecie Yale

Zazwyczaj zamraża się kilkanaście komórek jajowych

Liczba komórek jajowych, które można pobrać podczas jednej procedury, jest zależna od stanu zdrowia i wieku pacjentki.

U kobiet, które mają mniej niż 32 lata i nie doświadczają problemów medycznych, w wyniku stymulacji pobiera się średnio kilkanaście komórek jajowych (nawet do 18). Wraz ze wzrostem wieku (a także w przypadku zaburzeń płodności) liczba komórek jajowych możliwych do pozyskania w wyniku punkcji jest mniejsza. Do skutecznego zapłodnienia wystarcza jednak często 6 zdrowych komórek jajowych.

Źródło: invitroonline.pl, klinikainvicta.pl, wyborcza.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Gwiazda zamroziła swoje komórki jajowe. „Ubezpieczenie” płodności?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.