Przejdź do treści

Po pierwsze: pełna rodzina. Ministerstwo stanie po stronie rodziców stosujących przemoc

Mała dziewczynka o smutnych oczach /Ilustracja do tekstu: Nowelizacja ustawy o wspieraniu rodziny wesprze rodziców stosujących przemoc?
Fot.: Qadim Sadiq /Unsplash.com

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pracuje nad kontrowersyjnymi zmianami w ustawie o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Planowana nowelizacja, wbrew apelom Rzecznika Praw Dziecka i Rzecznika Praw Obywatelskich, zamiast wspierać najmłodsze ofiary przemocy rodzinnej, skupi się na pomocy zaniedbującym je rodzicom. I to bez względu na to, czy doświadczają oni przejściowego kryzysu, czy od lat tkwią w pogłębiającej się patologii, nie rokując nadziei na zmianę donosi oko.press.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zgodnie ze zmianami, które przygotowało MRPiPS, z ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej zniknie ustęp 12 art. 15, który daje asystentom rodziny prawo interwencji i podjęcia decyzji o natychmiastowym zabraniu dziecka z domu rodzinnego. Zamiast tego biologiczni rodzice mają otrzymać pomoc, dzięki której dzieci będą mogły trafić do nich z powrotem. To jednak nie koniec zmian. Poprawka wniesiona przed Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris zakłada, że rodzice, którym odebrano dzieci, uzyskają też pełnomocnika procesowego – z urzędu.

Kiedy szanse się nie kończą

„Państwo chce sprzyjać w ten sposób sprawcom przemocy, nie ofiarom. Interesu dzieci nie reprezentuje nikt, a one same nie mają głosu” – pisze dla OKO.press Anna Krawczak. I przedstawia wstrząsające historie dzieci, które były ofiarami ciężkich zaniedbań ze strony rodziców.

Jednym z takich dzieci jest Julia.

„Kiedy miała trzy lata, zabrano ją z domu pierwszy raz i umieszczono w domu dziecka. Powody: alkoholizm rodziców, przemoc, głodzenie, zmuszanie Julii do oglądania seksu zbiorowego w jednopokojowym mieszkaniu. (…) W domu dziecka przez chwilę był spokój, ale sąd rodzinny zawsze dawał rodzicom kolejną szansę. Tych szans dostali cztery. I cztery razy Julia musiała znów spakować dobytek i wrócić z domu dziecka do jednopokojowego mieszkania. Najdłuższa próba trwała pół roku. Piątego razu już nie będzie. Julia ma 11 lat i ma dość”.

Historia Mai jest inna, choć w swym dramacie podobna. Policja odebrała ją mamie, gdy dziewczynka miała 9 lat. Nim jednak się to stało, musiało niemal dojść do tragedii. 15-letnia siostra Mai, chora na cukrzycę, zapadła w śpiączkę cukrzycową po tym, gdy wraz z matką wpadła w ciąg narkotykowy. Maja razem z młodszym rodzeństwem trafiła wówczas na jakiś do rodziny zastępczej, a siostra po wyjściu ze szpitala – do młodzieżowego ośrodka wychowawczego. Mama poszła na odwyk – kolejny. Gdy go zakończyła, dzieci wraz z nią wróciły do rodzinnej kawalerki, w której czekały na nie te same patologie i nowi koledzy mamy  – od kieliszka.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Szkoda im na vitro, ale mają pieniądze na króliki. Czyli jak Ministerstwo Zdrowia dba o dzietność

Pokrewieństwo bez zdrowej więzi

Gdy asystentka rodziny zobaczyła po raz pierwszy Tymka w łóżeczku, była przekonana, że to zmarłe niemowlę.

 „Tymek nie był martwy i nie był też taki mały – miał prawie dwa lata. Był tak skrajnie wygłodzony, że wyglądał na niemowlaka. Wydęty brzuch, wielka głowa, przezroczysta skóra. Zanik funkcji przełykania. Lekarze określili jego stan jako agonalny” – opisuje Anna Krawczak.

Chłopczyka zdołano uratować i trafił do rodziny zastępczej, w której zyskał szansę na normalne, bezpieczne życie. Jego ojciec przestał się nim interesować, gdy tylko oddaliło się ryzyko, że trafi przed sąd za spowodowanie zagrożenia życia małego synka. Gdyby jednak ta historia miała miejsce kilka lat później, już po wprowadzeniu opisywanej nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny, asystentka nie mogłaby pozwolić, by ojciec tak łatwo zniknął z życia Tymka. Nowe rozwiązania prawne wymagałyby od niej nawiązania współpracy z tatą, by dziecko mogło wrócić na łono „rodziny”.

Bierni uczestnicy spraw o własną przyszłość

Tymczasem przed dwoma laty Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak i Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, mając na uwadze dobro dzieci, wspólnie skierowali pismo do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Apelowali w nim, by w polskich przepisach prawnych uwzględnić rozwiązania, które w sprawach o pozbawienie, ograniczenie lub zawieszenie władzy rodzicielskiej pozwoliłyby skuteczniej dbać o żywotne interesy dziecka. Rzecznicy zwrócili uwagę, że biologiczni rodzice mogą liczyć na darmową pomoc prawną, adwokata z urzędu i asystenta rodziny. Dziecko, którego przyszłość rozpatrywana jest na sali sądowej, jest jedynie niemym uczestnikiem sporu o własną przyszłość.

„W sprawach sądowych, w których rozstrzyga się o najbardziej żywotnych interesach dziecka, nie istnieje żaden mechanizm reprezentacji jego interesów” – pisali.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Prof. Sąsiadek: Ograniczanie dostępu do badań prenatalnych oraz in vitro to systemowa przemoc

Rodzina święta, bo biologiczna

Tę sytuację mogłoby zmienić stworzenie nowej funkcji – pełnomocnika dziecka. Postulat ten, przedstawiony przez rzeczników, zyskał poparcie organizacji pozarządowych – m.in. Koalicji na rzecz Rodzinnej Pieczy Zastępczej oraz Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ma jednak inne rozwiązanie – woli powołać kolejną instytucję wspierającą rodziców.

Za tym pomysłem stoją prawnicy stowarzyszenia Ordo Iuris, które od dawna opowiada się za zwiększeniem praw rodziców w opiece nad dziećmi.

– Występujemy jako rzecznicy afirmowanej w krajowym porządku konstytucyjnym oraz aktach prawa międzynarodowego prawdy o rodzinie, jako o naturalnym środowisku rozwoju i dobra wszystkich jej członków, a w szczególności dzieci, źródle różnorodności wolnego społeczeństwa. Podkreślamy, że najpełniejszą gwarancją dobra dzieci jest wychowanie przez biologicznych rodziców pozostających w związku małżeńskim. Do pełnego rozkwitu tego naturalnego środowiska rozwoju konieczne jest dobre prawo(…), które uznaje prymat rodziców nad państwem w sprawach wychowania dzieci zgodnie ze swoim sumieniem i przekonaniami. Dlatego badamy instrumenty polityki rodzinnej i występujemy aktywnie w obronie rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa tam, gdzie są one zagrożone dyskryminacyjnymi praktykami ustawodawcy” – czytamy na stronie Ordo Iuris.

I choć te pobudki mogą wydawać się szlachetne, warto mieć świadomość, że najczęściej występujące problemy i czynniki skutkujące ingerencją sądu w życie rodziny to nie bieda, ale: choroba alkoholowa rodziców (52%), zaniedbania opiekuńczo-wychowawcze, w tym zdrowotne i higieniczne (39%), a także przemoc: fizyczna, psychiczna i seksualna (36%)*.

*Dane pochodzą z raportu Rzecznika Praw Dziecka, który w 2015 r. przekazano Ministrowi Sprawiedliwości.

Źródło: oko.press

POLECAMY RÓWNIEŻ: Rozwiązanie stosunku adopcji może naruszać dobro dziecka. Rzecznik Praw Dziecka wytyka sądom błędy

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Pieluszkowe zapalenie skóry – czym jest i jak sobie z nim radzić?

Pieluszkowe zapalenie skóry
fot."Położna na Medal"

Z obserwacji i statystyk lekarzy pediatrów wynika, że przeciętny noworodek, niemowlak, a potem małe dziecko, w ciągu swoich pierwszych dwóch lat życia cierpi na pieluszkowe zapalenie skóry (PZS) kilka razy.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przyczyn zapalenia pieluszkowego jest wiele: np. infekcje grzybicze czy bakteryjne. Jakich maści używać na podrażnioną skórę niemowlaka, jak radzić sobie z pieluszkowym zapaleniem skóry opowie Marzena Langner – Pawliczek, położna i Ambasadorka kampanii społeczno – edukacyjnej „Położna na medal”.

Co to jest pieluszkowe zapalenie skóry?

O PZS czyli pieluszkowym zapaleniu skóry mówimy, gdy w miejscu przylegania pieluszki powstaje stan zapalny. .

Skóra jest największym narządem ludzkiego ciała. Pełni wiele funkcji – bierze udział w procesach fizycznych, chemicznych i mechanicznych. Jest zbudowana z trzech warstw: naskórka, skóry właściwej i tkanki podskórnej. Obraz skóry zależy od wieku człowieka. Inaczej wygląda u osoby starszej, dojrzałej, a inaczej u dziecka.

U dzieci skóra jest bardziej spoista i elastyczna ze względu na zdolność kurczenia się włókien sprężystych, w mniejszym stopniu zależy także od ilości włókien kolagenowych. Naskórek, który osłania skórę właściwą złuszcza się co 28 dni. Ochronna warstwa lipidowa skóry noworodka i małego dziecka jest jeszcze bardzo cienka i podatna na wszelkie urazy. Dlatego skórę dziecka do 2 roku życia powinniśmy traktować jako delikatną i stosować kosmetyki wyłącznie o takim przeznaczeniu.

Adaptacja skóry noworodka do środowiska może objawić różnymi zaburzeniami. Objawy zwykle ustępują po jakimś czasie. Jednak są takie, które należy obserwować i na bieżąco pielęgnować. Jednym z tych problemów są odparzenia, rumień, a w efekcie pieluszkowe zapalenie skóry, które jest kolejnym etapem podrażnienia.Zobacz też: Torba do porodu. Czyli jak przygotować się do szpitala

Jak powstaje PZS?

Kontaktowe zapalenie skóry, które powstaje w miejscu intymnym, spowodowane jest głównie przez ocieranie się skóry o wilgotną i zabrudzoną pieluszkę. Drażniąco mogą także działać na skórę alergeny zawarte w pieluszkach jednorazowych, chusteczkach nawilżanych oraz kosmetykach.

Dużą rolę odgrywają również bakterie z moczu i kału, amoniak zawarty w moczu, odżywianie dziecka, a także lekarstwa i preparaty otrzymywane przez dziecko. Nie jest obojętne jeśli do tego wszystkiego dochodzi również zaniedbanie higieniczne.

Pozornie wydaje się, że rodzaj używanych pieluszek nie ma wpływu na częstość występowania PZS, ale już częstość zmieniania ich – tak. Zaleca się zmienianie pieluch co 3-4 godziny, gdy pośladki są zdrowe (nie licząc oczywiście zmiany po każdym stolcu). Natomiast kiedy zauważymy w miejscach przylegania pierwsze niepokojące objawy, zaczerwienie lub intensywny rumień, zmieniamy nawet co 2-3 godziny. Należy unikać pieluszek, które zawierają gumę, ceratkę lub plastik.

Zobacz też: Łatwe i przyjemne przewijanie dziecka? Ta matka znalazła na to sposób!

Jak dbać o pupę niemowlaka, aby uniknąć pieluszkowego zapalenia skóry?

Profilaktycznie podczas każdej zmiany pieluchy okolice pieluszkową należy dokładnie umyć, osuszyć i w miarę możliwości pozostawić kilka minut na powietrzu.

Wietrzenie pośladków jest bardzo ważne w profilaktyce PZS. Po toalecie, pomiędzy zmianami pieluch, można pozostawić malucha na chwilę z gołymi pośladkami na kocyku lub ręczniku, aby pośladki dobrze wyschły i wywietrzyły się.

Mimo powszechnego stosowania do pielęgnacji pośladków chusteczek nawilżanych, ja moje podopieczne zachęcam, aby pielęgnując dziecko w domu używały jednak ciepłej wody i miękkich płatków kosmetycznych.

Niektóre Mamy po osuszeniu skóry stosują zasypki zamiast kremów. Skórę dobrze pielęgnuje mąka ziemniaczana i może jest to metoda archaiczna, ale wiele Mam wyraża się pochlebnie o tym „preparacie’’.

Zobacz też: Jak przetrwać wczesne macierzyństwo? Poznaj kilka sposobów

Preparaty do pielęgnacji skóry niemowlaka

Dobranie dobrego preparatu do pielęgnacji skóry, który spełni potrzeby naszego malucha graniczy niejednokrotnie z cudem. Na pewno nie należy stosować zasypek w połączeniu z kremem czy oliwką. Grudki, które powstają z takiego połączenia dodatkowo drażnią miejsca i tak narażone już na otarcia.

  • Do pielęgnacji okolicy pieluszkowej, na zdrową skórę, dobrze jest stosować preparaty tłuste z lanoliną, białą wazeliną, alantoiną oraz zawierające witaminy A, D, E, F. Bardzo dobrze sprawdzi się maść alantandermoline z witaminą F, która polecana jest do pielęgnacji skóry okolicy pieluszkowej już od drugiego miesiąca życia. Należy zwrócić uwagę, aby nakładana warstwa tłustych preparatów była cienka. Ich gruba powłoka nie wchłonie się całkowicie w skórę, a nadmiar osadzi się na powłoce chłonnej pieluszki i będzie ona wtedy pochłaniała mniej wilgoci.

 

  • W momencie, kiedy zauważymy zaczerwienienia i otarcia na pośladkach, można na te miejsca włączyć preparaty z cynkiem. W tym punkcie zdania są podzielone. Sama mam z tym problem. Cynk w pieluszce chroni już podrażnione pośladki przed wilgocią i tworzy barierę ochronną. Z kolei wykonanie toalety po użyciu preparatów cynkowych, czyli zmycie, jeszcze niejednokrotnie nawilżonymi chusteczkami, tej bariery kolejny raz podrażnia i uszkadza naskórek.

 

  • Gdy skóra zaczyna być podrażniona, pojawia się zaczerwienienie czy rumień, powinno to wzbudzić naszą czujność. To jeszcze nie musi być pieluszkowe zapalenie skóry. Wystarczy zaczerwienione miejsca właściwie pielęgnować wodą bez środków myjących. Oczywiście wietrzenie pośladków i zmienianie pieluszki jest obowiązkowe. Jeżeli zbagatelizujemy pierwsze objawy, może dojść do nadkażenia i problem się pogłębi. Nie każde zapalenie skóry zmienia się w PZS, ale każde powoduje dyskomfort u dziecka i niepokój u opiekunów. Podobno ból jest porównywalny z bólem po poparzeniu słonecznym. Dlatego jeśli maluch jest płaczliwy, źle sypia i nie je zbyt chętnie, powinniśmy być wyrozumiali.

Pielęgnacja pieluszkowego zapalenia skóry jest wyzwaniem dla rodziców. Problem lubi powracać. Jeżeli pojawia się zbyt często, albo nasza – miejmy nadzieję – właściwa pielęgnacja nie przynosi oczekiwanego efektu, trzeba zwrócić się o pomoc do lekarza. Bywa, że trzeba wykonać badanie moczu czy zmienić dietę. W niektórych przypadkach stosuje się antybiotyk bądź sterydy.

Najskuteczniejszym sposobem uniknięcia pieluszkowego zapalenia skóry jest utrzymanie właściwej higieny miejsc okołopieluszkowych i dobór właściwych preparatów do pielęgnacji. Wtedy istnieje duża szansa, że problem nie zaistnieje, a tym bardziej nie powtórzy się.

Ekspert

Marzena Langner - Pawliczek

Położna i Ambasadorka kampanii społeczno – edukacyjnej „Położna na medal".

"Położna na Medal" to prowadzona od 2014 roku kampania zwracająca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Istotną kwestią kampanii jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej. Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce.

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Niezwykłe bliźniaki z Brisbane – 2 plemniki zapłodniły 1 komórkę jajową

Niezwykłe bliźniaki z Brisbane – 2 plemniki zapłodniły 1 komórkę jajową
fot.Pixabay

Niezwykłe rodzeństwo – chłopiec i dziewczynka, rozwinęło się z jednej komórki jajowej zapłodnionej przez dwa plemniki. To drugi taki zarejestrowany przypadek w historii i pierwszy, który został zaobserwowany jeszcze w trakcie ciąży.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niezwykłe bliźniaki pół-identyczne

Dwoje dzieci z jednej komórki jajowej to nic niezwykłego, wszystkie bliźnięta jednojajowe rozwijają się w ten sposób. Jednak w przypadku bliźniąt jednojajowych komórka zapłodniona zostaje przez jeden plemnik, a dzieci są zawsze tej samej płci – mają identyczny materiał genetyczny.

Początkowo lekarze uznali, że australijskie bliźniaki to taki właśnie przypadek. Prawda wyszła na jaw w 14 tygodniu ciąży w trakcie badania USG. Lekarze odkryli, że bliźniaki są różnej płci. Niezwykłe bliźniaki z Brisbane – bo tak zaczęto o nich mówić – to drugi taki  przypadek zarejestrowany w historii medycyny. Prawdopodobnie było ich więcej, jednak wcześniej technologia nie pozwalała na identyfikację tego ewenementu.

Zobacz też: Bliźnięta poczęte dzięki in vitro mają dwóch ojców. Niesamowita historia niezwykłego rodzeństwa

Jedna komórka, dwa plemniki

Do komórki jajowej matki bliźniaków w jednym momencie dostały się dwa plemniki ich ojca. To niecodzienne połączenie dało trzy zestawy chromosomów – jeden od matki, dwa od ojca. Według dr. Gabbetta, który badał przypadek bliźniaków, zwykle w takich sytuacjach zarodek nie rozwija się dalej. W przypadku bliźniąt z Brisbane musiało dojść do rozdzielenia się zestawów chromosomów na grupy komórek, które rozdzieliły się, tworząc dwa niezależnie rozwijające się zarodki. Część komórek zawierało chromosomy jednego plemnika, część chromosomy drugiego. W rezultacie dzieci posiadają tylko połowę DNA ojca.

Niezwykłe bliźniaki z Brisbane – 2 plemniki zapłodniły 1 komórkę jajową

Zobacz też: Czy dzięki in vitro można zajść w ciążę z bliźniakami obu płci?

Pierwsze dzieci pół-identyczne

Pierwszy zarejestrowany przypadek chłopca i dziewczynki z jednej komórki jajowej został zarejestrowany w 2007 roku w Stanach Zjednoczonych. Lekarze, już po porodzie, zwrócili uwagę na to, że dzieci były identyczne, miały jednak różne cechy płciowe. Wykonane zostały testy DNA noworodków, które wykazały, że dzieci mają identyczny materiał genetyczny matki i połowę materiału ojca.

Naukowcy podejrzewali, że takich przypadków jest więcej. By to sprawdzić, zebrali próbki DNA 968 par bliźniąt dwujajowych i ich rodziców, po czym poddali zebrane próbki analizie pod kątem dziedziczenia. Wśród tej grupy nie znaleziono drugiego przypadku, w którym dzieci dzieliłyby się ojcowskim DNA na pół.

Ten fenomen znany jest od tamtej pory jako “bliźnięta pół-identyczne” (semi-identical twins).

Źródło: Science Daily

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Mamo, poczytaj mi o tym skąd się wzięłam – jak rozmawiać z dziećmi o adopcji?

Mamo, poczytaj mi o tym skąd się wzięłam - jak rozmawiać z dziećmi o adopcji?
Na polskim rynku wydawniczym pojawiło się w ostatnich latach sporo publikacji skierowanych do dzieci żyjących w rodzinach adopcyjnych. – fot.Fotolia

“A co jej powiemy kiedy zacznie pytać dlaczego nie mieszka ze swoją prawdziwą rodziną?” – wszyscy adopcyjni rodzice w którymś momencie stają przed tym problemem. Jeśli dziecko w dniu adopcji jest zbyt małe, by pamiętać biologicznych rodziców lub dom dziecka, niektórzy rodzice odkładają rozmowę do czasu, aż dziecko będzie dorosłe. Czy słusznie? Nie nam to osądzać, są różne dzieci i różne rodziny. Wiemy jednak, że wiele dzieci ma wspomnienia z domu dziecka lub rodzinnego domu, choć nie do końca rozumie, co się z nimi działo. Wiemy też, że dzieci zadają masę pytań i czują silną potrzebę zrozumienia swojej relacji z adopcyjnymi rodzicami.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Adopcja w książkach dla dzieci

Na polskim rynku wydawniczym pojawiło się w ostatnich latach sporo publikacji skierowanych do dzieci żyjących w rodzinach adopcyjnych. Pozycje te w empatyczny i dostosowany do wieku sposób pomagają dzieciom zrozumieć zjawisko adopcji i pobudki, jakimi kierowali się adopcyjni rodzice decydując się na zabranie ich do siebie. Historia opisana w książce może stać się wstępem do rozmowy o własnej historii dziecka. Większość książek skierowanych do dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym ma piękne, działające na wyobraźnię i emocje ilustracje, które ułatwiają dziecku utożsamienie się z bohaterem lub bohaterką historii.

Adoptowany kolega w klasie

Książki podejmujące temat adopcji to także wartościowy materiał edukacyjny dla dzieci żyjących w swoich biologicznych rodzinach. Adoptowane dzieci w pierwszych klasach szkoły, czy jeszcze w przedszkolu bywają wytykane palcami, traktowane jako “inne”. Starając się dojść do przyczyn takiego zachowania, często odkrywamy, że wynika ono z tego, że o adopcji z dziećmi się nie rozmawia. Słysząc, że ktoś jest adoptowany, dzieci nie wiedzą z czym mają do czynienia, nie potrafią zrozumieć sytuacji, w jakiej znajduje się ich koleżanka lub kolega. Czytając dziecku książki o adopcji, albo zachęcając starsze dziecko do ich samodzielnego czytania, sprawiamy, że dziecko dowiaduje się czegoś ważnego o świecie, staje się bardziej otwarte na innych i empatyczne.  

Zobacz też: Adopcja po polsku – raport NIK

Co czytać dziecku o adopcji?

W przypadku młodszych dzieci najlepiej sprawdzają się książki, które dają rodzicom możliwość tworzenia własnej narracji, dostosowanej do poziomu rozwoju emocjonalnego i osobowości dziecka. Duże, sugestywne ilustracje i niewielka ilość tekstu pozwalają na rozmowę z dzieckiem na temat sytuacji, które widzi na obrazkach. Dziecko uczy się w ten sposób odczytywać emocje bohaterów historii i zaczyna tworzyć opowieść o swoim doświadczeniu. Takie możliwości daje Rebecca Elliott w książeczce “Dziewczynka z ZOO”.

Książeczka Agnieszki Frączek “Jeśli Bocian nie przyleci, czyli skąd się biorą dzieci” to wesoła, wzruszająca historia pisana wierszem. Opowiada o poszukiwaniu upragnionego malucha, wielkiej radości ze spotkania z dzieckiem i pełnej miłości rodzinie adopcyjnej. Zresztą, zobaczcie fragment i oceńcie sami:

„Wreszcie tata rzekł: – Kochanie….

Jest też inne rozwiązanie.

Nie mogliśmy sprawić sami,

by maluszek był tu z nami,

ale go kochamy przecież!

Może on już jest na świecie?

Tak jak w bajkach – hen, daleko

za górami i za rzeką..?

Trzeba tylko go odnaleźć”.

Dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym odpowiednia będzie książka Katarzyny Kotowskiej “Jeż”. Opowiada historię chłopca z domu dziecka, który zostaje adoptowany przez parę od dawna planującą powiększenie rodziny. “Jeż” to opowieść o przełamywaniu nieufności i strachu, budowaniu zaufania i miłości.

Zobacz też: Czy rozumiesz swoje adoptowane dziecko?

Książki o adopcji dla rodziców

Rodzicom adopcyjnym, również tym, którzy dopiero zastanawiają się nad adopcją, krążą po głowie setki pytań i obaw, o których nie koniecznie chcą i potrafią rozmawiać. Pomocne w przełamywaniu lęku i otwieraniu się na rozmowę na temat własnych przeżyć może okazać się poznanie historii ludzi, którzy zdecydowali się wychowywać adoptowane dziecko.  

Ciekawą pozycją jest “Będziesz moim wszystkim” Hanny Barełkowskiej i Aleksandry Pilimon. Autorki nie lukrują tematu, szczerze piszą o trudnościach, które spotykają adopcyjne rodziny, opowiadają o zderzeniu marzeń z rzeczywistością.

Katarzyna Kolska w “Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcji”  przytacza prawdziwe historie rodziców adopcyjnych oraz adoptowanych dzieci. Pełne emocji relacje dotyczące trudności, szczęśliwych zakończeń i dramatycznych zwrotów akcji mogą pomóc rodzicom adopcyjnym w zrozumieniu własnych uczuć i podsunąć im rozwiązania na przyszłość. Książka sprawdzi się też jako lektura dla nastolatków.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj. 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Adopcja dzieci przez pary jednopłciowe – widzowie TVP bardziej liberalni, niż sądzono?

Adopcja dzieci przez pary jednopłciowe - widzowie TVP bardziej liberalni, niż sądzono
fot.Pixabay

“Czy akceptujesz możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne?” – brzmiało pytanie  zadane widzom przez dziennikarzy TVP. Wyniki sondy przerosły oczekiwania jej twórców, po czym zostały… usunięte.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Adopcja po polsku – raport NIK

Sonda TVP

Dziennikarze z programu TVP Strefa Starcia zadali na Twitterze pytanie: Czy akceptujesz możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne?. Wyniki sondy miały zostać przedstawione o 21:50 na antenie TVP Info. I pewnie by się tak stało, gdyby, zgodnie z oczekiwaniami twórców, widzowie głosowali bardziej po linii światopoglądowej publicznej telewizji.

tvp sonda adopcja dzieci przez pary homoseksualne

fot. NaTematZobacz też: Anna Kalczyńska popiera adopcję dzieci przez pary homoseksualne

Czy głosujący zostali przekupieni?

Sonda zniknęła z Twittera Strefy Starcia przed zakończeniem głosowania. Zamiast niej na oficjalnym kanale programu TVP pojawiło się oświadczenie:

W związku z uzyskanymi konkretnymi informacjami o kupowaniu głosów, czujemy się w obowiązku ostatnią sondę zamknąć. Szanujemy głosy WIDZÓW, dlatego jest dla nas niezmiernie ważne, żeby wynik sondy odzwierciedlał ICH punkt widzenia, a nie wykupionych farm anonimowych trolli.

Skąd pomysł, że nie głosowali prawdziwi widzowie telewizji publicznej? Czy TVP posiada dowody na to, że wyniki zostały zafałszowane?  Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że sonda została usunięta z oficjalnego Twittera Strefy Starcia. I nie potrafimy patrzeć na to inaczej, niż jako na ukrywanie niewygodnych faktów. 

Zdaniem internautów, dziennikarze nie spodziewali się, że sonda poniesie się w Internecie do grup osób o innym niż forsowany przez TVP światopoglądzie.

Jednak w Internecie nic nie ginie. Zanim administratorzy Twittera Strefy Starcia usunęli sondę, użytkownicy zdążyli zrobić screenshoty i puścić wyniki w świat.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj. 

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.