Przejdź do treści

Niepokalanek pospolity na płodność. Poznaj niezwykłe właściwości tej rośliny!

Niepokalanek pospolity na płodność
fot. Pixabay

Jeżeli staracie się o dziecko, z pewnością słyszeliście o niepokalanku pospolitym. Jeżeli nie, to dobry czas na zapoznanie się z jego leczniczymi właściwościami. Niepokalanek pospolity na płodność – poznaj niesamowitą moc ziół! 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niepokalanek pospolity, zwany też mnisim, to gatunek rośliny należący do rodziny jasnotowatych. Można go spotkać w północnej Afryce, zachodniej i środkowej Azji oraz we wschodniej i południowej Europie.

– W Polsce nie występuje w naturalnych warunkach. Stosuje się głównie suszone owoce rośliny, a także sproszkowane liście, z których tworzy się napar ziołowy o lekko pieprzowym smaku. Susze można zakupić w sklepach zielarskich – wyjaśnia Violetta Gdańska – mistrz naturopata.

Właściwości tej rośliny docenili już starożytni Grecy. Kobiety w Europie od wieków stosowały to zioło w celu łagodzenia zespołu napięcia przedmiesiączkowego, leczenia objawów zaburzeń hormonalnych i problemów skórnych.

Zobacz także: Zioła na niepłodność. Czy mają prawo działać?! Zapytaliśmy dietetyczkę!

Niepokalanek pospolity na płodność – działanie

Współcześnie niepokalanek również ma zastosowanie w lecznictwie.

Główne zastosowanie niepokalanka pospolitego to regulowanie pracy układu hormonalnego. Zioła to jest idealne do zastosowania przy nieregularnych miesiączkach – mówi Violetta Gdańska.

Składniki zawarte w niepokalanku, głównie diterpeny, wykazują działanie dopaminergiczne przez wiązanie się z receptorami dopaminowymi, w wyniku którego zmniejsza się wydzielanie prolaktyny. Podwyższony poziom tego hormonu bywa przyczyną zaburzeń miesiączkowania. Stosowanie niepokalanka pomaga zatem w regulacji cyklu miesiączkowego.

Niepokalanek wykazuje również działanie estrogenne, wykorzystywane w łagodzeniu dolegliwości związanych z przekwitaniem u kobiet.

Zobacz także: Cykl miesiączkowy – zobacz, jak przebiega krok po kroku

Niepokalanek pospolity – sprzymierzeniec cyklu miesiączkowego

Choć sam w sobie nie jest hormonem, ma zdolność aktywowania hormonów płciowych. Wpływa na podwzgórze i przysadkę mózgową, które wydzielają hormony. Wysyła też sygnał do innych części ciała, dzięki czemu ich produkcja zostaje pobudzona.

– Roślina ta wspiera również proces owulacji ponieważ zwiększa produkcję hormonu luteinizującego – tłumaczy eksperta. Zioło to hamuje również wydzielanie hormonu folikulotropowego.

Niepokalanek ma również zastosowanie w leczeniu zespołu policystycznych jajników. Pomaga bowiem zachować odpowiedni poziom progesteronu w fazie lutealnej, tym samym pomagając w zachowaniu odpowiedniej długości tego okresu i zapobiega tworzeniu się cyst na jajnikach.

Zobacz także: Maca na płodność

Niepokalanek pospolity na płodność. Co mówią badania?

Badania kliniczne potwierdzają pozytywne działanie niepokalanka pospolitego na płodność. Jednym z powszechnie cytowanych badań jest pochodząca z lat 60 XX wieku analiza, w której lekarze przyjrzeli się 67 kobietom z zaburzeniami owulacji i płodności. Pacjentkom podawano preparat sporządzony z niepokalanka. Kuracja poskutkowała prawidłową fazą lutealną, wcześniejszą owulacją. 38 pacjentek zaszło również w ciążę.

W innym badaniu udowodniono, że podawanie preparatu z niepokalanka skutkuje u pacjentek obniżeniem poziomu prolaktyny i wyrównaniem poziomu progesteronu w fazie lutealnej.

Niepokalanek pospolity jest uznawany za bezpieczne zioło. Nie wywołuje skutków ubocznych. – Przy stosowaniu rośliny należy pamiętać o regularnej suplementacji przez okres trzech miesięcy, następnie należy zrobić przerwę – wyjaśnia Violetta Gdańska.

Należy jednak pamiętać, aby nie łączyć go z przepisanymi przez lekarza lekami na poprawę płodności.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.early-pregnancy-tests.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Blogerka pokazała poruszające zdjęcia ciała po stracie ciąży. „Patrzenie w lustro wciąż boli”

Selfie Jessiki McCoy, na którym widać ciało po stracie ciąży
Fot.: Instagram.com

Problem z zaakceptowaniem ciała po ciąży dotyczy wielu kobiet. Dzięki coraz liczniejszym kampaniom społecznym młode mamy mają szansę wyzwolić się z kompleksów i pokochać swoje ciało na nowo. Ale w przestrzeni publicznej wciąż niewiele mówi się o kobietach, których nowy wygląd zbiega się z dramatem przedwczesnego zakończenia ciąży. Tymczasem pogodzenie się ze stratą, o której przypomina każdy rozstęp i każdy dodatkowy kilogram ciała, jest niezwykle trudne. Aby uwrażliwić społeczeństwo na te niezauważane tragedie, o swoich doświadczeniach zdecydowała się opowiedzieć 27-letnia blogerka.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jessica McCoy podzieliła się swoim bolesnym doświadczeniem za pośrednictwem Instagrama. Samodzielnie wykonanym zdjęciom ciała po stracie ciąży towarzyszyły pełne emocji i szczerości wpisy. Blogerka opisała w nich uczucia, z którymi zmagała się w tym niezwykle trudnym i wyczerpującym okresie, by dodać otuchy kobietom w podobnej sytuacji. Problem ten, choć powszechny, nie jest bowiem poruszany w sferze publicznej.

Nie spotkałam się z tym, by kobiety opowiadały o swoich zmaganiach z ciałem po stracie ciąży. Wiele osób cierpi z powodu braku akceptacji nowego wizerunku po porodzie, ale gdy nie możesz trzymać w swoich ramionach dziecka, to jest to zupełnie inne uczucie – przyznaje.

I want to talk about my #postpartum body. There is a lot of emotion that goes with gaining weight during pregnancy. I gained 15 lbs in 6 months. And then, after everything, I gained about 5 more. I am 20 lbs heavier and two sizes bigger than I was pre-pregnancy. And I am not okay with my body. I think I would've been okay if Evie was here, although she would've likely still been cooking inside me. The fact that I am bigger than I normally am and don't have my baby makes it harder. I dealt with a postpartum body after Brennan. And I was uncomfortable in my larger body, but it grew my beautiful little man and how could I be upset with it when I looked at him? Every day I get clothes on and they're tight. And every day I'm reminded that I grew my baby for six months and she died. It really is a constant reminder to me. I don't have love for my body. I am angry at it right now. I can't be body positive right now. It's too hard and it hurts too much. I'm working on losing this weight so it isn't one more thing that is a constant reminder. I really think my hormones are making it difficult to do so with my normal routine. That's why I enlisted the help of a friend who is a personal trainer. I'm really hoping it helps me. Because looking in the mirror at my uncovered body hurts. #postpartumbody #grief #loss #motherhood #motherhoodrising #fourthtrimesterbodiesproject #fourthtrimesterbody #takebackpostpartum #evelynlouisemccoy

A post shared by Jessica (Habe) (@habe_mccoy) on

Szczęście przerwane diagnozą

Jessica McCoy, będąca już wówczas biologiczną mamą 6-letniego syna Brennana, zdołała zajść w kolejną ciążę za pierwszym podejściem. Choć nie odczuwała niepokojących dolegliwości, a ciąża wydawała się prawidłowa, intuicja podpowiadała jej, że coś jest nie w porządku.

Złe przeczucia zyskały potwierdzenie w badaniu USG, podczas którego kobieta i jej partner dowiedzieli się, że płód ma prawdopodobnie rozszczep kręgosłupa. Lekarz początkowo uspokoił ich, twierdząc, że wada prawdopodobnie kwalifikuje się do operacji prenatalnej. Ale wykonana w szóstym miesiącu ciąży amniopunkcja nie pozostawiała już złudzeń, że płód ma szansę na prawidłowy rozwój. Okazało się, że poza nieprawidłową budową kręgosłupa cechują go wady chromosomalne i ryzyko poważnych schorzeń układu odpornościowego.

W tej sytuacji rodzice podjęli dramatyczną decyzję o przerwaniu późnej ciąży, by nie zmuszać swojego dziecka do cierpienia i walki z postępującymi i nieuleczalnymi chorobami.

– Byliśmy i nadal jesteśmy zdruzgotani. Ale wiedzieliśmy, że decyzja o terminacji ciąży, by uchronić dziecko przed cierpieniem po urodzeniu, była najlepszym możliwym rozwiązaniem, podyktowanym miłością. Teraz my zmagamy się z tym cierpieniem, żeby nasza córka nie musiała – pisze.

CZYTAJ TEŻ: Wczesna strata ciąży. Rodzaje poronień, objawy i postępowanie

Ciało po stracie ciąży. Zmiany, które boleśnie przypominają o dramacie

Niestety, o tej osobistej tragedii przypominały Jessice nie tylko bolesne, stale powracające wspomnienia, ale również ciało, które wciąż nosiło oznaki przebytej ciąży. Niechciane kilogramy i utrata elastyczności skóry doskwierały jej wówczas znacznie bardziej niż po pierwszym, szczęśliwym porodzie.

– Z przybieraniem na wadze w czasie ciąży wiąże się wiele emocji. Ja przytyłam około siedmiu kilogramów w sześć miesięcy. A potem, po wszystkim, jeszcze ponad dwa. Ważę teraz o dziewięć kilogramów więcej niż przed ciążą i noszę o dwa numery większe ubrania. Nie czuję się dobrze z moim ciałem. Myślę, że byłoby inaczej, gdyby Evie była tutaj ze mną. […] Fakt, że moje ciało jest większe, a nie mam przy sobie oczekiwanego dziecka, sprawia, że sytuacja jest dla mnie znacznie trudniejsza. Po porodzie Brennana również czułam się nieswojo z moim ciałem, ale obok mnie rósł mój piękny mały człowiek. Jak mogłam się denerwować, gdy na niego patrzyłam? – mówi szczerze.

Blogerka podkreśla, że w takiej sytuacji nadwaga pociążowa to nie tylko defekt kosmetyczny, ale tez ogromna przeszkoda w procesie godzenia się ze stratą.

– Każdego dnia zakładam ubrania, które są zbyt ciasne. Każdego dnia przypominam sobie, że nosiłam swoje dziecko przez sześć miesięcy, a ono zmarło. To sprawia, że uczucia stale wracają – czytamy w poruszającym wpisie. – Nie kocham swojego ciała. […] Nie jestem teraz pozytywnie do niego nastawiona. To zbyt trudne i za bardzo boli. Pracuję nad utratą tej wagi […], ale utrudniają to moje hormony. Dlatego zwróciłam się o pomoc do przyjaciela, który jest trenerem personalnym. Naprawdę mam nadzieję, że mi to pomoże. Ponieważ patrzenie w lustro, w którym widzę moje odsłonięte ciało, boli – przyznaje.

Wygrana walka z traumą i tęczowy synek

Choć praca nad emocjami i ciałem po stracie ciąży trwała długo, ostatecznie Jessice udało się pokonać traumę. W zabliźnieniu rany pomogło jej ponowne otwarcie się na nowe życie.

– Nie byłam w stanie odzyskać pełni sił fizycznych, zanim nie poczułam, że nadszedł czas, by znów zajść w ciążę – wyznała na Instagramie, a niedługo później podzieliła się z internautami zdjęciem, na którym widać ciążowy brzuch.

Dziś Jessica McCoy jest mamą zdrowego i pięknego tęczowego synka, Wildera, który przyszedł na świat przed dwoma miesiącami.

Sweet sleeping babe. 🌈 #wilderreedmccoy #rainbowbaby

A post shared by Jessica (Habe) (@habe_mccoy) on

Jej historia i odwaga, by mówić głośno o tym, co bolesne i trudne, daje dziś siłę wielu kobietom, które same przeszły przez piekło straty późnej ciąży.

Źródło: huffingtonpost.com, redbookmag.com

POLECAMY RÓWNIEŻ: Maja Ostaszewska: wierzy w cud in vitro, boi się stygmatyzacji kobiet po poronieniach. „Musimy być solidarne”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Dofinansowanie in vitro w Warszawie przyniosło im szczęście. Na świecie jest już szóstka dzieci

Program dofinansowania in vitro w Warszawie przyniósł rodzicom szczęście /Na zdjęciu: Rodzice całują uśmiechniętą małą dziewczynkę z różową kokardką
Fot.: J Carter /Pexels.com

Długo oczekiwany program dofinansowania in vitro w Warszawie przynosi spodziewane efekty – na świat przyszło już przynajmniej sześcioro dzieci, których rodzice skorzystali z dotowanej procedury. Zainteresowani warszawiacy, którzy bezskutecznie starają się o potomstwo, wciąż mogą kwalifikować się do programu.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Informacje o narodzinach pierwszych dzieci, które przyszły na świat w wyniku dofinansowanej procedury in vitro, podał zespół Kliniki INVICTA, jednego z realizatorów stołecznego programu.

– Z dumą przekazujemy wieści o szczęściu naszych pacjentów. Pierwsze dzieci, poczęte w wyniku realizacji programu dofinansowania in vitro w Warszawie, przyszły na świat w sierpniu. Jest wśród nich pięć dziewczynek, w tym dwie bliźniaczki, oraz jeden chłopiec. Wszystkie są zdrowe i otrzymały maksymalną liczbę punktów w skali Apgar. To nieopisana radość zarówno dla rodziców, jak i całego naszego zespołu – mówi Janusz Pałaszewski, ginekolog-położnik i ordynator w Klinice Leczenia Niepłodności INVICTA w Warszawie.

Przedstawiciele Kliniki dodają, że dzięki dofinansowaniu in vitro z budżetu miasta obecnie ponad 70 ich pacjentek jest w ciąży.

ZOBACZ TEŻ: Bezpłatne leczenie w Ośrodku Leczenia Niepłodności w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie

Dofinansowanie in vitro w Warszawie: kto może się zakwalifikować?

Program dofinansowania in vitro w Warszawie, działający pod nazwą „Stołeczna kampania na rzecz wspierania osób dotkniętych niepłodnością z wykorzystaniem metod zapłodnienia pozaustrojowego”, rozpoczął się w listopadzie 2017 r. i potrwa do końca 2019 r. Działania kierowane są do niepłodnych par z Warszawy (zarówno małżeństw, jak i par nieformalnych). Oboje pacjenci muszą pozytywnie przejść kwalifikację medyczną do zapłodnienia pozaustrojowego, a kobieta powinna być w wieku 25-40 lat.

– Program jest adresowany przede wszystkim do najbardziej potrzebującej grupy – ludzi, którzy od dłuższego czasu starają się o potomstwo i którym inne metody leczenia niż in vitro nie są w stanie pomóc. Zgłaszają się do nas głównie osoby młode, tuż po 30-tce, których dotychczasowe starania lub stan zdrowia nie pozwoliły na powiększenie rodziny – mówi dr Pałaszewski z Kliniki INVICTA.

Oferowane dofinansowanie wynosi do 5 tys. do każdej procedury in vitro. W ramach programu można skorzystać z maksymalnie trzech cykli.

CZYTAJ TAKŻE: Miał zastąpić dofinansowanie in vitro, okazał się fiaskiem. Nie tylko przez długie procedury

Program dofinansowania in vitro w Warszawie. Czas ma znaczenie

Choć zgłaszający się partnerzy mają już za sobą wielomiesięczne leczenie niepłodności, dla wielu z nich procedura in vitro była do tej pory niedostępna.

– Do programu przystąpiło wiele par, które odkładały leczenie ze względów finansowych. Tymczasem w leczeniu niepłodności czas ma niebagatelne znaczenie. Wsparcie oferowane przez samorząd pozwoliło pacjentom szybciej podjąć niezbędne działania medyczne. Właśnie jedna z tych par we wrześniu spodziewa się nowego członka rodziny – dodaje Sylwia Barczewska, kierownik Kliniki INVICTA w Warszawie.

Stołeczny program dofinansowania in vitro w Warszawie realizowany jest przez sześć specjalistycznych klinik zajmujących się leczeniem niepłodności: INVICTA, InviMed, FertiMedica,  nOvum oraz Bocian. Budżet programu, przewidziany na 24 miesiące, to ok. 10 mln złotych. Zgodnie z szacunkami magistratu, do 2019 roku z programu dofinansowania in vitro w Warszawie ma skorzystać 2,5 tys. par ze stolicy. W Klinice INVICTA, która dostała największy kontrakt (na 765 cykli zapłodnienia pozaustrojowego), zakwalifikowano już ponad 200 par.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Dobry lekarz to skarb. Czy istnieją idealni specjaliści od leczenia niepłodności?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Jak endometrioza zmienia życie? Opowiadają pacjentki Miracolo

Ciało kobiety; blizna po operacji jajnika /Ilustracja do tekstu: Jak endometrioza zmienia życie
Fot.: Fotolia.pl

Endometrioza to choroba, która atakuje podstępem i brutalnie przejmuje dowodzenie w kolejnych sferach życia. I choć szereg związanych z nią dolegliwości jest wspólnych dla wielu kobiet, doświadczenie tej choroby jest zawsze jednostkowe, zależne od palety indywidualnych emocji i przeżyć. Jak endometrioza może zmienić życie, opowiedziały nam pacjentki kliniki Miracolo.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak endometrioza zmienia życie?

Joanna Czernia: „Endometrioza pokazuje, co jest ważne i ile możemy znieść”

Endometrioza zmieniła nie tylko moje życie, ale przede wszystkim mnie samą i podejście do wielu spraw. Zrozumiałam dzięki tej chorobie bardzo wiele – ile warte jest zdrowie, życie i każdy kolejny dzień. Teraz doceniam życie w znacznie większym stopniu i cieszę się nim. Endometrioza nauczyła mnie pokory, wytrwałości, cierpliwości i jednocześnie wyrozumiałości dla siebie i innych. Oczywiście żadna choroba i ból nie uszlachetnia, ale pokazuje nam każdego dnia, co jest najważniejsze i ile jesteśmy w stanie znieść. Dla mnie endometrioza to najbardziej wymagający i nieodpuszczający w niczym trener osobisty, będący ze mną 24h/dobę, stale wystawiający na próbę siłę mojego charakteru i wolę walki.

Agnieszka K. (35 l.): „Endometrioza utrudnia realizację w macierzyństwie. Ale nadzieja odżyła”

O tym, że mam endometriozę (IV stopnia), dowiedziałam się przez przypadek, mając 31 lat. Miałam bolesne miesiączki, jednak słyszałam, że niektóre kobiety „po prostu tak mają”. Choroba nie wywróciła do góry nogami mojego codziennego życia, jak ma to miejsce w przypadku innych kobiet, ale utrudnia realizację upragnionego celu, jakim jest dziecko. Teraz, po operacji w Miracolo, moja nadzieja odżyła… A największym wsparciem w pokonywaniu choroby jest mój partner – Irek.

Monika Zauerman (39 l.): „Udało mi się przekuć chorobę w coś pozytywnego”

Endometrioza na początku wywróciła moje życie do góry nogami, ale zmobilizowało mnie to do zmiany nawyków żywieniowych oraz stylu życia. Dzięki temu obecnie nie odczuwam żadnego bólu i jestem świadoma swojego ciała. Pomagam innym, którzy borykają się z tą chorobą, co daje mi dużą satysfakcję. Dziś mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Odnalazłam swoją kreatywna stronę; maluję obrazy oraz tworzę medytacje na Youtube, które mi osobiście również bardzo pomagają. Zaprzyjaźniłam się też z wieloma osobami, które zmagają się z endometriozą lub pomagają chorym. To efekt takiej kuli śnieżnej. Cieszę się, że udało mi się przekuć tę chorobę w coś pozytywnego.

Cała historię Moniki przeczytasz tutaj: „Przekułam endometriozę w coś pozytywnego”. Historia Moniki

Katarzyna Wierzbicka (35 l.): „Endometrioza poprzestawiała mi życie. Nie biegnę, jak wcześniej”

Od momentu, kiedy dowiedziałam się, że endometrioza „zamieszkała” z nami, mogę przyznać, że jej wpływ na moje życie był bardzo duży. W niektórych sferach życia bardziej pobrudziła i poprzestawiała mi życie, a w niektórych mniej. Zmian było dużo, poczynając od nawyków żywieniowych, zwiększenia dawki ruchu i spędzania czasu na dworze, poprzez dbanie o wypoczynek, sen, aż po pogłębienie relacji z najbliższymi. Dzięki mojemu mężowi i rodzinie nie czuję się samotna w walce z endometriozą. Przy każdej operacji zawsze miałam ogromne wsparcie i pomoc. Obecnie zdajemy sobie sprawę, że choroba jest i akceptujemy ją, ale „mieszka sobie w osobnym pokoju i z niego nie wychodzi”. Muszę przyznać, że endometriozie zawdzięczam obecną siebie, tzn. nie biegnę już jak wcześniej – nie wiadomo za czym, zwolniłam. Szanuję swoje życie i zdrowie. Cała droga, którą przeszłam, i lekarze, których spotkałam na swojej drodze, czy terapia żywieniowa, którą wprowadziłam w życie, dały mnie i mojemu mężowi doświadczenia, które tylko mnie wzmocniły i dały duuużo pokory.

Całą historię Kasi znajdziesz tu: „Endometriozie zawdzięczam obecną siebie”. Historia Kasi

Kolejne historie kobiet, które zmagają się z endometriozą i walczą o zajście w ciążę, znajdziesz już wkrótce na łamach naszego portalu.


POLECAMY TAKŻE: Endometrioza to nie wyrok! Jak ją skutecznie leczyć i jak z nią żyć?

Tagi:

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Mięśnie dna miednicy podczas ciąży. Zadbaj o płód poprzez hipopresyjne oddychanie

Hipopresyjne oddychanie a mięśnie dna macicy /Na zdjęciu: Kobieta i jej partner trzymają dłonie na ciążowym brzuchu
Fot.: Unspash.com

Ból podczas stosunku, nieprawidłowe krążenie krwi w miednicy, zaburzenia postawy ciała, a nawet obniżenie organów rodnych – te dolegliwości mogą wynikać z nadmiernego napięcia lub osłabienia mięśni dna miednicy. Odgrywają one bardzo ważną rolę w organizmie kobiety – szczególnie w okresie ciąży i wkrótce po porodzie. Ich zaburzeniom można przeciwdziałać – wystarczą proste ćwiczenia oparte na hipopresyjnym oddychaniu. Co to takiego?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Termin: hipopresja odnosi się do zmniejszenia ciśnienia, w tym przypadku w jamie klatki piersiowej, jamie brzusznej i miednicy. Tymczasem tradycyjne ćwiczenia, trening brzucha, grawitacja, a także większość naszych codziennych aktywności prowadzą do hiperpresji, czyli zwiększenia ciśnienia wewnątrz jamy brzusznej.

– Nie oznacza to, że wykonywanie codziennych czynności i uprawianie sportu jest dla nas złe. W rzeczywistości większość naszych czynności (nawet chodzenie) zwiększa ciśnienie w jamie brzusznej. Dlatego musimy się zająć tym, jak dobrze nasze ciała są w stanie poradzić sobie z tymi naciskami, i zapobiec wystąpieniu urazu lub dysfunkcji – podkreślają przedstawicielki warszawskiego salonu Sztuka Odnowy, który organizuje warsztaty hipopresyjnego oddychania.

CZYTAJ TAKŻE: O której godzinie uprawiać seks, by zajść w ciążę? Odpowiedź znają szwajcarscy naukowcy

Hipopresyjne oddychanie, czyli profilaktyka zaburzeń mięśni dna miednicy

Hipopresyjne oddychanie daje wytchnienie mięśniom dna miednicy i uczy utrzymywania prawidłowego ciśnienia w jamie brzusznej. Przekłada się to m.in. na zwiększenie wydolności organizmu, poprawę krążenia, korekcję postawy, a także zwiększenie świadomości ciała i lepsze przygotowanie do ciąży i porodu.

Chcesz dowiedzieć się więcej na temat hipopresyjnego oddychania, by lepiej przygotować się do ciąży lub wspomóc swój organizm w regeneracji po porodzie lub przebytych chorobach? Zapisz się na kameralne, 10-osobowe warsztaty, które odbędą się 25 sierpnia 2018 r. o godz. 12.00 w Empik School Warszawa Bemowo (ul. Lazurowa 14, Warszawa). Koszt udziału w spotkaniu: 50 zł.

Organizatorami warsztatów hipopresyjnego oddychania są Sztuka Odnowy i Zdrowie Jego Nać.

Więcej informacji na temat wydarzenia znajdziesz tutaj.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Utrudnia zajście w ciążę i przyczynia się do poronień. Czym jest macica dwurożna?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.