Przejdź do treści

Niepłodność w związku – kat czy wybawca?

Diagnoza „niepłodność” zawsze uderza w dwie osoby – fot. 123rf

Diagnoza „niepłodność” zawsze uderza w dwie osoby. Bezdzietność, choć nie mówi się o tym głośno, rozbija związki i małżeństwa. Przedłużające się starania o dziecko zawsze są wielką próba dla każdej pary.

Najpierw mierzenie temperatury, później test owulacyjny. Jeśli wynik jest pozytywny, można zaczynać. Najlepiej kochać się w pozycji klasycznej, bez kombinacji. Żadnych lubrykantów, nawilżaczy czy olejków. Po wszystkim, gdy uda się dotrwać do końca, kilkanaście minut leżenia na plecach z nogami w górze. Nawet jeśli jest przyjemnie, nie można za często. Najlepiej co dwa dni, inaczej plemników będzie za mało lub będą niezbyt ruchliwe. Nie udało się? To nic, przechodzimy do następnego etapu. Do wyboru naprotechnologia i żmudne kreślenie tabelek i wykresów, żywo przypominających zeszyt do lekcji fizyki, lub in vitro. Drugie rozwiązanie nie mniej skomplikowane. Najpierw szereg badań, później stymulacja hormonalna i idące z nią w parze huśtawki nastrojów. Później pobranie komórek jajowych i nasienia. W dobrych klinikach można liczyć na namiastkę intymności, w tych gorszych zwykły kibel i plastikowy pojemnik. I tak nawet przez kilka lat. W gratisie są zawiedzione nadzieje, płacz i depresja. Podobno dziecko to owoc miłości dwojga ludzi. Ale jak wierzyć w miłość, gdy przestajemy wierzyć w cokolwiek?

Dzieci nas nie chcą

Gdy się kłócili, zawsze było gorąco, mnóstwo emocji, podniesiony głos i nikogo, kto chciałby przerwać awanturę. Przez lata Monika i Bartek funkcjonowali w myśl złotej zasady – nie idziemy spać pokłóceni. W większości przypadków się sprawdzało. „Kłóciliśmy się – to normalne, mieliśmy inne zdania, inaczej widzieliśmy różne sprawy, trochę inaczej postrzegaliśmy świat, ale nigdy nie mieliśmy kryzysów – wspomina Monika. Sielanka trwała, dopóki nie przyszło im się zmierzyć w nierównej walce o dziecko. – Bartek był dla mnie bardzo ważny, niemal najważniejszy. Z perspektywy czasu myślę, że zawsze miałam bardzo mocny instynkt macierzyński i całą troskę przelałam na niego. Stałam się mamą, a nie partnerką. Nie mieliśmy podziału obowiązków – czyste koszule są w szafie, ale jak tam trafiają? Nie wiadomo. Dużo pracowaliśmy, mimo to byliśmy bardzo aktywni, uprawialiśmy sport i mieliśmy wspólne pasje – rowery, motoryzacja, jednoślady i narty – opisuje swój związek Monika. Po wielu latach zdecydowali się na dziecko, ale dziewczyna od początku podejrzewała, że powiększanie rodziny nie będzie łatwe. – Zawsze mówiłam: „Teraz my nie chcemy dzieci, a później dzieci nie będą chciały nas”. I tak też się stało”.

Dostęp dla posiadaczy Konta Premium

Kup Konto Premium

Ten artykuł był opublikowany w jednym z naszych magazynów Chcemy Być Rodzicami. Aby zobaczyć materiał wykup Konto Premium.
Autor

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.