Przejdź do treści

Nie-mama

Statystyki są obiecujące – a kolejne metody leczenie niepłodności coraz skuteczniejsze. Nietrudno znaleźć kliniki reklamujące się trzydziesto procentową skutecznością. Jeśli nie uda się za pierwszym razem, za trzecim już pewnie tak. Można też skorzystać z wielu innych metod leczenia; na świecie coraz częściej sięga się po pomoc kobiet-surogatek, pojawiają się też doniesienia o eksperymentalnych procedurach, które zwiększają szanse na poczęcie dziecka.

Kto nie chciałby skorzystać choćby z niektórych możliwości? Dobrze jest móc myśleć, że każdy może zostać rodzicem biologicznym.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Apokaliptyczną wizję tego, o czym lepiej nie myśleć, pokazuje film „Ludzkie dzieci”, w którym niewyjaśniona i niewyleczalna bezpłodność prowadzi do zagłady całego społeczeństwa. Nietrudno to sobie wyobrazić w sytuacji, kiedy przez niemal całe pokolenie nie rodzi się żadne dziecko, a ostatnią ciężarną kobietę trzeba chronić. O filmie „Ludzkie dzieci” mówi się, że jest katastroficzny i mroczny i tak na pewno jest, jeśli myślimy o nim jak wizji społeczeństwa zbliżającego się do zagłady, opartego na wyzysku, okrucieństwie, agresji i bezwzględności.

Ale można też myśleć o tym filmie w mikroskali, na poziomie doświadczeń indywidualnych, wcale nie tak odległych czy nieprawdopodobnych. Skoro duże szanse na powodzenia leczenia rozumiane są jako 30%,  to oznacza, że niemal 70% osób podchodzących do leczenia niepłodności doświadczy porażki. Według danych z 2013 roku opublikowanych przez The European Society of Human Reproduction and Embryology spośród niemal 1,5 miliona cykli „wspomaganego rozrodu”, zaledwie 350,000 kończy się pojawieniem dziecka. To oznacza, że 70% cykli zakończy się niepowodzeniem. Za każdą z tych liczb stoją konkretni ludzi, jakaś rzeczywista historia, mniej lub bardziej dramatyczna, ale chyba nigdy „lekka”. Trudno sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek podchodził do leczenia niepłodności lekko, na próbę, żeby zobaczyć, jak to będzie. Za każdym z tych „nieudanych cykli” stoją osoby, które wstrzykiwały sobie codziennie leki, brały hormony, doświadczały wahań nastroju, wzrostu wagi ciała, przeszły niezliczone ilości badań krwi czy inwazyjnego badania ultrasonograficznego.

Nagle okazuje się, że znajdujemy się w bardzo dziwnej i niezrozumiałej rzeczywistości. Skoro metod leczenia niepłodności jest tak wiele, gdzie są osoby, którym się nie udało? Co się z nimi dzieje i jak to możliwe, że jednak nie mają dzieci?

Nie bez znaczenia jest kultura myślenia magicznego – albo nieco psychotycznego jak zauważają terapeuci– że wszystko jest możliwe. The sky is the limit. Nietrudno więc o komentarze, nawet pośród osób doświadczających niepłodności, że jeśli ktoś rezygnuje z leczenia nie mając dzieci, podejmuje decyzję przedwczesną i najpewniej jest słaby.

Leczenie może być doświadczeniem uzależniającym i tak jak każde uzależnienie może zakrywać to, co jest zbyt bolesne, żeby mogło być zobaczone i doświadczone. Dlatego też pewnie tak niechętnie myślimy o osobach, którym leczenie nie pomogło dojść do wytęsknionego rodzicielstwa. Nie wiemy, co się dzieje z kobietami, które miesiącami czy latami rzucały wszystkie swoje sprawy, że pójść do kliniki na kolejne badania, kłuły brzuchy lub uda, oglądały na monitorze dobrze rozwijające się zarodki, które niestety ostatecznie się nie rozwinęły.

Wielu ludziom się udaje i pomoc medyczna przynosi upragnione ciąże, ale ci, którym się nie udało znikają z klinik, programów rządowych i z przestrzeni publicznej.

Osoby, które decydują się na bezdzietność budzą niepokój. Jeśli jest to bezdzietność z wyboru, niepokój ten można przykryć oskarżeniami o nadmierne skoncentrowanie na sobie, egoizm, niezdolność do poświęceń.

Jeśli stan ten powstał pomimo starań, łatwiej współczuć. Nadal jednak można odczuwać dyskomfort myśląc o bezdzietności, ponieważ pozostaje „niewykorzystana szansa” w postaci adopcji. Jednak dla osób, które poniosły wiele różnorodnych strat podczas leczenia, pójście drogą adopcji, również długą i nie mniej wątpliwą, jeśli chodzi o zakończenie, może być wysiłkiem ponad miarę.

I właśnie w rozpoznaniu i zmierzeniu się z tą własną miarą jest największa trudność. Dlatego jest tak wiele sposobów obrony przed dyskomfortem, bólem, niewygodą, jak również rozpaczą i depresją.  Dlatego też tak trudno usłyszeć, co mówią osoby będące na drugim biegunie niepłodności. Usłyszeć o kosztach, jakie się ponosi starając się o dziecko, emocjonalnych i finansowych, o trudnościach w związku, o wątpliwościach etycznych, o poczuciu, że jest się „produktem” na rynku usług. O tym, że kiedy się to wszystko przejdzie, nadal można nie mieć dziecka, przyjaciół, pracy, wspólnoty religijnej, a za to mieć bolesne wspomnienia, długi i małżeństwo w rozsypce. I wreszcie o bezsilności i konieczności zbudowania życia od nowa, innego niż się pragnęło, o znajdowaniu sensu na nowo, o odbudowywaniu poczucia własnej wartości i kobiecości.

Tak jest z wieloma życiowymi doświadczeniami – w tym czego nie chcemy widzieć, kryje ważna informacja o nas samych. Czy bezdzietną kobietę, która marzyła o dzieciach może cokolwiek łączyć z kobietą, która nigdy nie zdecydowała się na macierzyństwo? Czy niespełna trzydziestolatka, która jest silnie zaangażowana w swoja pracę i dopiero podejmuje leczenie niepłodności może mieć coś wspólnego z bezdzietną pięćdziesięciolatką? To bardzo ciekawe, że punk wyjścia jest ten sam, a jednak kres tak różny. Ale może tylko pozornie? Znajdując to, co wspólne, łatwiej też odsiać fantazje od realności i zobaczyć siebie i swoje życie takimi, jakimi są naprawdę.

——————————————————
Katarzyna Mirecka – studia psychologiczne ukończyła na Uniwersytecie Nottingham (Wielka Brytania). Jest członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego (BPS) oraz Polish Psychologists Association (PPA) w Wielkiej Brytanii.

Doświadczenie zawodowe zdobywała na stażach klinicznych w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, w Domu Samotnej Matki i Dziecka w Warszawie oraz w praktyce prywatnej.

Współpracuje z portalami parentingowymi i Stowarzyszeniem Nasz Bocian w zakresie pomocy psychologicznej dla osób doświadczających niepłodności.

Prowadzi terapię indywidualną i grupową osób dorosłych. Pracuje z osobami przeżywającymi kryzys, doświadczającymi depresji, lęku, trapią ich natrętne myśli, mają objawy somatyczne, których podłoże nie ma wyraźnego medycznego podłoża, mają trudności w relacjach z innymi, nie są zadowolone z jakości swoich związków, czują że ich potencjał jest zahamowany. Więcej informacji na stronie: www.psychoterapia-mj.pl

Katarzyna Mirecka
Zdjęcie pochodzi z: a Wordy woman

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.