Przejdź do treści

Nie-mama

Statystyki są obiecujące – a kolejne metody leczenie niepłodności coraz skuteczniejsze. Nietrudno znaleźć kliniki reklamujące się trzydziesto procentową skutecznością. Jeśli nie uda się za pierwszym razem, za trzecim już pewnie tak. Można też skorzystać z wielu innych metod leczenia; na świecie coraz częściej sięga się po pomoc kobiet-surogatek, pojawiają się też doniesienia o eksperymentalnych procedurach, które zwiększają szanse na poczęcie dziecka.

Kto nie chciałby skorzystać choćby z niektórych możliwości? Dobrze jest móc myśleć, że każdy może zostać rodzicem biologicznym.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Apokaliptyczną wizję tego, o czym lepiej nie myśleć, pokazuje film „Ludzkie dzieci”, w którym niewyjaśniona i niewyleczalna bezpłodność prowadzi do zagłady całego społeczeństwa. Nietrudno to sobie wyobrazić w sytuacji, kiedy przez niemal całe pokolenie nie rodzi się żadne dziecko, a ostatnią ciężarną kobietę trzeba chronić. O filmie „Ludzkie dzieci” mówi się, że jest katastroficzny i mroczny i tak na pewno jest, jeśli myślimy o nim jak wizji społeczeństwa zbliżającego się do zagłady, opartego na wyzysku, okrucieństwie, agresji i bezwzględności.

Ale można też myśleć o tym filmie w mikroskali, na poziomie doświadczeń indywidualnych, wcale nie tak odległych czy nieprawdopodobnych. Skoro duże szanse na powodzenia leczenia rozumiane są jako 30%,  to oznacza, że niemal 70% osób podchodzących do leczenia niepłodności doświadczy porażki. Według danych z 2013 roku opublikowanych przez The European Society of Human Reproduction and Embryology spośród niemal 1,5 miliona cykli „wspomaganego rozrodu”, zaledwie 350,000 kończy się pojawieniem dziecka. To oznacza, że 70% cykli zakończy się niepowodzeniem. Za każdą z tych liczb stoją konkretni ludzi, jakaś rzeczywista historia, mniej lub bardziej dramatyczna, ale chyba nigdy „lekka”. Trudno sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek podchodził do leczenia niepłodności lekko, na próbę, żeby zobaczyć, jak to będzie. Za każdym z tych „nieudanych cykli” stoją osoby, które wstrzykiwały sobie codziennie leki, brały hormony, doświadczały wahań nastroju, wzrostu wagi ciała, przeszły niezliczone ilości badań krwi czy inwazyjnego badania ultrasonograficznego.

Nagle okazuje się, że znajdujemy się w bardzo dziwnej i niezrozumiałej rzeczywistości. Skoro metod leczenia niepłodności jest tak wiele, gdzie są osoby, którym się nie udało? Co się z nimi dzieje i jak to możliwe, że jednak nie mają dzieci?

Nie bez znaczenia jest kultura myślenia magicznego – albo nieco psychotycznego jak zauważają terapeuci– że wszystko jest możliwe. The sky is the limit. Nietrudno więc o komentarze, nawet pośród osób doświadczających niepłodności, że jeśli ktoś rezygnuje z leczenia nie mając dzieci, podejmuje decyzję przedwczesną i najpewniej jest słaby.

Leczenie może być doświadczeniem uzależniającym i tak jak każde uzależnienie może zakrywać to, co jest zbyt bolesne, żeby mogło być zobaczone i doświadczone. Dlatego też pewnie tak niechętnie myślimy o osobach, którym leczenie nie pomogło dojść do wytęsknionego rodzicielstwa. Nie wiemy, co się dzieje z kobietami, które miesiącami czy latami rzucały wszystkie swoje sprawy, że pójść do kliniki na kolejne badania, kłuły brzuchy lub uda, oglądały na monitorze dobrze rozwijające się zarodki, które niestety ostatecznie się nie rozwinęły.

Wielu ludziom się udaje i pomoc medyczna przynosi upragnione ciąże, ale ci, którym się nie udało znikają z klinik, programów rządowych i z przestrzeni publicznej.

Osoby, które decydują się na bezdzietność budzą niepokój. Jeśli jest to bezdzietność z wyboru, niepokój ten można przykryć oskarżeniami o nadmierne skoncentrowanie na sobie, egoizm, niezdolność do poświęceń.

Jeśli stan ten powstał pomimo starań, łatwiej współczuć. Nadal jednak można odczuwać dyskomfort myśląc o bezdzietności, ponieważ pozostaje „niewykorzystana szansa” w postaci adopcji. Jednak dla osób, które poniosły wiele różnorodnych strat podczas leczenia, pójście drogą adopcji, również długą i nie mniej wątpliwą, jeśli chodzi o zakończenie, może być wysiłkiem ponad miarę.

I właśnie w rozpoznaniu i zmierzeniu się z tą własną miarą jest największa trudność. Dlatego jest tak wiele sposobów obrony przed dyskomfortem, bólem, niewygodą, jak również rozpaczą i depresją.  Dlatego też tak trudno usłyszeć, co mówią osoby będące na drugim biegunie niepłodności. Usłyszeć o kosztach, jakie się ponosi starając się o dziecko, emocjonalnych i finansowych, o trudnościach w związku, o wątpliwościach etycznych, o poczuciu, że jest się „produktem” na rynku usług. O tym, że kiedy się to wszystko przejdzie, nadal można nie mieć dziecka, przyjaciół, pracy, wspólnoty religijnej, a za to mieć bolesne wspomnienia, długi i małżeństwo w rozsypce. I wreszcie o bezsilności i konieczności zbudowania życia od nowa, innego niż się pragnęło, o znajdowaniu sensu na nowo, o odbudowywaniu poczucia własnej wartości i kobiecości.

Tak jest z wieloma życiowymi doświadczeniami – w tym czego nie chcemy widzieć, kryje ważna informacja o nas samych. Czy bezdzietną kobietę, która marzyła o dzieciach może cokolwiek łączyć z kobietą, która nigdy nie zdecydowała się na macierzyństwo? Czy niespełna trzydziestolatka, która jest silnie zaangażowana w swoja pracę i dopiero podejmuje leczenie niepłodności może mieć coś wspólnego z bezdzietną pięćdziesięciolatką? To bardzo ciekawe, że punk wyjścia jest ten sam, a jednak kres tak różny. Ale może tylko pozornie? Znajdując to, co wspólne, łatwiej też odsiać fantazje od realności i zobaczyć siebie i swoje życie takimi, jakimi są naprawdę.

——————————————————
Katarzyna Mirecka – studia psychologiczne ukończyła na Uniwersytecie Nottingham (Wielka Brytania). Jest członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego (BPS) oraz Polish Psychologists Association (PPA) w Wielkiej Brytanii.

Doświadczenie zawodowe zdobywała na stażach klinicznych w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, w Domu Samotnej Matki i Dziecka w Warszawie oraz w praktyce prywatnej.

Współpracuje z portalami parentingowymi i Stowarzyszeniem Nasz Bocian w zakresie pomocy psychologicznej dla osób doświadczających niepłodności.

Prowadzi terapię indywidualną i grupową osób dorosłych. Pracuje z osobami przeżywającymi kryzys, doświadczającymi depresji, lęku, trapią ich natrętne myśli, mają objawy somatyczne, których podłoże nie ma wyraźnego medycznego podłoża, mają trudności w relacjach z innymi, nie są zadowolone z jakości swoich związków, czują że ich potencjał jest zahamowany. Więcej informacji na stronie: www.psychoterapia-mj.pl

Katarzyna Mirecka
Zdjęcie pochodzi z: a Wordy woman

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

STRES – przyjaciel i wróg w jednym! Jak sobie z nim radzić? [PODCAST]

Stres – czasami wiąże się z nim przyjemny dreszczyk dodający energii, innym razem staje się on kamieniem na barkach, którego dłużej nie możemy już nieść. Czym tak naprawdę stres jest? W jakiej formie jest w twoim życiu? Jak radzić sobie ze stresem?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jeśli czujesz się zestresowana, albo widzisz jak twój partner codziennie wychodzi do pracy będąc w ogromnym napięciu, zapewne zastanawiasz się, co możesz z tym zrobić. Sposobów na opanowanie stresu jest naprawdę bardzo wiele. Nieraz jednak zanim któryś z nich wykorzystamy, dobrze jest w ogóle zastanowić się, czym ten stres jest? Co takiego wydarza się w moim życiu, że go odczuwam? Co sprawia, że moja przyjaciółka w podobnej sytuacji jest całkowicie wyluzowana? A może bolące mnie od miesięcy plecy to też jest objaw stresu?

Warto jest bliżej przyjrzeć się temu, co jest przecież nierozerwalnie związane zarówno z codziennością, jak i z tak trudnymi okresami w życiu, jak na przykład przedłużające się starania o dziecko. Stres jest, był i będzie. Wcale nie oznacza to jednak, że mamy go tylko i wyłącznie nie lubić. Może rzeczywiście czasami jest naszym przyjacielem?

Zastanówmy się wspólnie – posłuchaj PODCASTU

…bo nie musisz ze stresem radzić sobie sama!

 

Zobacz też:

Bo to nie zawsze siniaki i krzyki – bierna agresja. Czy jest obecna w twoim życiu? – PODCAST psychologiczny

„Nigdy nie będę taka jak ona…” – czy porównywanie się naprawdę ma sens? – PODCAST psychologiczny

Świat pod linijkę – gdy perfekcjonizm zderza się z niepłodnością – PODCAST psychologiczny

 

Wszystkie nagrania znajdziesz też na YouTube:

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Stres a płodność

stres a płodność
fot. Pixabay

“Za bardzo chcę, dlatego nie mogę”, “To na pewno z powodu mojej stresującej pracy”, “Przepracowywałam się, czekałam z dzieckiem, teraz mam za swoje”. Spotkałaś się kiedyś z tymi przekonaniami wśród swoich znajomych? A może sama łapiesz się na takich myślach? Stres a płodność – wszystko, co musisz wiedzieć na ten temat. 

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Mamy dla Ciebie dobrą wiadomość: obecne stanowisko psychologów jest takie, że stres sam w sobie nie powoduje niepłodności.

Zobacz też: Czy stres utrudnia ci zajście w ciążę? Rozwiąż test i przekonaj się sama

Stres a płodność

Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne stoi na stanowisku, że czynniki biologiczne mają znacznie większe znaczenie w kontekście problemów z płodnością niż czynniki psychologiczne. Te drugie są raczej wtórne – problemy z zajściem w ciążę powodują stres strach, niepokój, zniecierpliwienie, same zaś nie wpływają bezpośrednio na płodność.

Stres czy trudne emocje mogą natomiast prowadzić do zachowań, które będą miały wpływ na powodzenie starań o dziecko. Żyjąc w ciągłym napięciu jesteśmy skłonne odreagowywać, na przykład pijąc alkohol, paląc papierosy, niezdrowo i nieregularnie jedząc, śpiąc za mało lub za dużo, uciekając w zbyt intensywną pracę lub zbyt duży wysiłek fizyczny. Konsekwencją tych wywołanych stresem zachowań mogą być problemy z zajściem w ciążę.  

Zobacz też: Niepłodność i stres – co tak naprawdę znaczy: odstresować się?

Związek pomiędzy stresem a nieudanymi staraniami o dziecko

Oprócz tego stres może powodować uaktywnienie się wcześniej istniejących schorzeń, które dotąd nie dawały objawów. Zastanówmy się nad tym: kobiety zachodzą w ciążę mimo traumy, dzieci rodzą się w trakcie wojny i kataklizmów.

Gdyby faktycznie stres był czynnikiem bezpośrednio oddziałującym na płodność, to biorąc pod uwagę niezwykle stresującą historię ludzkości, nie byłoby nas tyle, ile nas jest w tej chwili. Zatem rady domorosłych psychologów, którzy mówią nam, że jak się zrelaksujemy to osiągniemy sukces, możemy puścić mimo uszu.

Zobacz też: Refleksologia skuteczna na stres i walkę z niepłodnością

Redukcja stresu ma sens

Bez względu na brak bezpośredniego związku stresu i płodności, systematyczny odpoczynek i zdrowszy tryb życia to zawsze dobry pomysł. Warto, abyśmy starając się o dziecko pozbyły się poczucia winy i nie szukały źródła problemu w swoich trudnościach z odprężeniem się, tylko zwyczajnie zatroszczyły się o siebie. Nasze lepsze samopoczucie, większy komfort i bardziej optymistyczne nastawienie uczynią proces starania się o dziecko łatwiejszym, zarówno dla nas, jak i dla naszych partnerów.

Warto w tym czasie zadbać o stabilność i systematyczność funkcjonowania. Duże zmiany, również te pozytywne, są źródłem nadmiernego pobudzenia organizmu, stresu i niepewności. Lekkie ćwiczenia fizyczne i oddechowe, regularny odpoczynek, zrównoważona dieta mają szansę korzystnie wpłynąć na naszą ogólną kondycję. Warto przetestować różne techniki relaksacyjne i sprawdzić, które działają dla nas najlepiej.

Istotną rolę odgrywa również dbanie o jakość spędzonego z partnerem czasu we dwoje. Intymność i bliskość w naszym związku buduje ochotę na seks i daje przestrzeń na wspólne poszukiwanie rozwiązania problemów, daje energię do dalszych starań.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródła:

  1. https://www.psychologytoday.com/us/blog/the-chronicles-infertility/201803/the-truth-about-stress-and-fertility
  2. https://www.verywellfamily.com/can-stress-keep-you-from-getting-pregnant-1959951

https://www.apa.org/monitor/sep06/stress.aspx

5 sposobów, jak o siebie zadbać w święta (i nie tylko)!

Czas świąt nie dla wszystkich jest łatwy. Nie każdy kojarzy go z magią, białym puchem i śpiewaniem kolęd z bliskimi. Dla niektórych jest to okres trudnych spotkań z rodziną, konfrontacji z nieprzyjemnymi komentarzami, czy raniącymi pytaniami. Okres zmagań z niepłodnością może te lęki i trudności jeszcze dodatkowo zwiększać. Co jest zatem jednym ze sposobów, w jaki możemy to sobie ułatwić? Troska o siebie!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Poznaj 5 wskazówek, jak o siebie zadbać w święta (i nie tylko):
1. Odpocznij

Święta to często czas, w którym jedno spotkanie goni kolejne. Przygotowania trwają godzinami, w ostatnim momencie zakładasz elegancką sukienkę, a na koniec i tak okazuje się, że jeden z prezentów został ukryty w szafie i nie masz już jak po niego wrócić. Jeśli męczy cię taki świąteczny harmider – a może być on sprawcą dużego napięcia i niepotrzebnych kłótni – to chyba nie chcesz za pół roku wspominać kolejnych świąt z frustracją i niezadowoleniem?

Przemyśl to. Jeśli masz wtedy kilka dni wolnych od pracy, może warto poświęcić je na dodatkową godzinę snu (nawet jeśli będzie wiązało się to z jedną potrawą na stole mniej)? Daj sobie w tych dniach przestrzeń na oddech. Zatrzymaj się na chwilę i nie pędź jeszcze bardziej, niż pędzi nasz codzienny czas. Dzięki temu być może uda Ci się nabrać dodatkowych sił, energii i stworzyć pozytywne wspomnienia na kolejne lata?

Paradoksalnie odpoczynek nie jest jednak prostą sprawą. Znasz w sobie ten głos, który mówi, że coś „powinnaś”, że tracisz czas, że zwalniając tempo zawodzisz innych? „Bardzo często mamy w sobie bowiem przeżycie, że „nie zasługujemy” na różne dobre rzeczy. Konsekwencją takiego postrzegania jest natomiast to, że nie jestem w stanie sobie samej tej dobroci okazać” – mówi w rozmowie z nami psycholożka i psychoterapeutka, Małgorzata Zembowicz-Kowalska.

Trudno jest wtedy podarować sobie godzinę na sport, albo dodatkową godzinę snu. No bo jak to?! Jest to przecież  godzina, którą powinniśmy przeznaczyć na wiele innych spraw! My sami jesteśmy zaś za mało ważni – wszystko to odnosi się więc tak naprawdę do sposobu, w jaki o sobie myślimy” – podkreśla ekspertka.

2. Powiedz „STOP”

Warto też pamiętać, że nie na wszystko musimy się zgadzać. Jeśli ktoś przekracza nasze granice, jeśli czyjś komentarz nas rani, jeśli daleka wścibska ciocia zadaje pytania, na które nie chcemy odpowiadać, możemy – a czasami dla własnego dobra wręcz musimy! – powiedzieć: „NIE”. Owszem, nieraz jest to bardzo trudne i może być niezrozumiałe przez innych, ale mamy do tego pełne prawo i jest to jak najbardziej w porządku.

Przede wszystkim granice. Co ważne, są one nierozerwalnie związane z byciem blisko siebie. Jeśli mam dobry kontakt ze sobą, mam świadomość siebie i swoich emocji, to też łatwiej jest mi te granice wyznaczać. I faktycznie, zadbaniem o siebie będzie ich utrzymywanie, czyli np. nieodpowiadanie na pytania, na które nie chcę odpowiadać, albo wręcz zapowiedzenie, że nie chcę o danym temacie mówić. Mamy do tego prawo, bo to my wyznaczamy miejsce, w którym te granice wypadają” – komentuje psycholożka i dodaje:

Oczywiście inni mają prawo próbować je przekraczać i te momenty są ciężkie dla obu stron. Wtedy jednak tym bardziej warto zadbać o ich zachowanie i nie banie się przy tym, że ktoś być może będzie tym urażony. Być może będzie, bo taka też nieraz trudność pojawia się w kontakcie z asertywnymi zachowaniami. Szczególnie jeśli wcześniej ich nie było.”

Zobacz także: Bo to nie zawsze siniaki i krzyki – bierna agresja. Czy jest obecna w twoim życiu? [PODCAST]

3. Zrób mapę swoich zasobów

Być może określenie „zasoby” brzmi dla ciebie dość sucho. Jest to jednak niezwykle istotne, by umieć je w swoim życiu budować, dostrzegać oraz korzystać z nich. Są to wszelkie rodzaje wsparcia, jakie mamy „na zapleczu”. W razie trudności możemy z owego zaplecza wyciągnąć takie pudełko, które na ten moment będzie nam najbardziej pomocne. Co może nam to ułatwić? Przede wszystkim świadomość tego, co się w owych pudełkach kryje i utworzenie ich mapy. Co ważne, pomysł ten najlepiej jest zrealizować jeszcze przed świętami. Dlaczego? W ich trakcie będziesz mogła już w pełni z niego skorzystać!

Gdy rozmawiam z ludźmi, nieraz są bardzo zdziwieni, co można traktować właśnie jako zasób. A są one w każdym obszarze naszego życia! Moim zasobem jest to, że mam samochód i nie muszę jeździć autobusem, co zwykle bardzo mnie frustruje. Od lat inwestuję też w relacje i mam sprawdzonych przyjaciół, do których będę mogła zwrócić się w każdej sytuacji.

Warto pamiętać, że owo „zaplecze” jest w nas, w innych ludziach, ale i w rzeczach materialnych. W ramach dbania o siebie dobrze jest tworzyć wewnętrzną mapę zasobów, żeby móc dostrzec jakie osoby mam dookoła, jakie mamy cechy, jakie posiadamy przedmioty, z których w razie potrzeby będziemy mogli skorzystać – budowanie tej świadomości to także forma zadbania o siebie.

Małgorzata Zembowicz-Kowalska, psycholożka i psychoterapeutka

4. Testuj różne opcje

Czasami zadając sobie pytanie, czym właściwie jest dla mnie dbanie o siebie, pojawia się w głowie jedno wielkie „nie wiem”. Warto wtedy postawić na szukanie i testowanie. Jeśli nie wiem, to naturalnym jest, że sprawdzam, prawda? Naturalnym jest też to, że nie wszystko okazuje się nam idealnie pasować. Czasami też, coś co pasowało nam kilka lat temu, dzisiaj już nie odpowiada na nasze potrzeby i to też jest jak najbardziej okej.

Zastanówmy się zatem nad trudnością, jak może wiązać się właśnie z okresem świąt. Nie lubimy tego czasu, nie czujemy się dobrze ze swoją rodziną, a mimo to musimy się z nimi spotkać. Co wtedy możemy zrobić?

Nasuwającą się odpowiedzią jest: „Nie spotykać się z nimi”. Myślę sobie jednak, że bardzo łatwo jest z automatu udzielić uproszczonej odpowiedzi. Relacje rodzinne wiążą się bowiem z bardzo skomplikowanymi procesami. Moje doświadczenie zawodowe pokazuje, że osób, które naprawdę nie chcą mieć kontaktu ze swoją rodziną, jest niewiele. Większość to ludzie, dla których ten kontakt jest bardzo trudny, bo w jakiś sposób czują się właśnie nadużywani” – komentuje psychoterapeutka.  „Zapewne należałoby pomyśleć, dlaczego jest to takie ciężkie i czy wszystko przychodzi do mnie tylko z zewnątrz? A może jeżeli to ja zmienię coś w swoim zachowaniu, to okaże się to być łatwiejsze?” – podkreśla nasza ekspertka i zaznacza tym samym, jak ważna i przydatna może być tutaj właśnie metoda „testowania”.

Przykładem może być wyjazd do owej „problematycznej” rodziny na całe ferie świąteczne. Spędzasz tam czas od 22. grudnia aż do 2. stycznia. W tym czasie napięcie i konflikty tylko narastają, a ty wracasz do domu wypompowana. A może by tak przetestować, co się wydarzy, kiedy pojedziesz na kilka dni mniej?

„Wcale nie musi być tak, że albo zgodzę się na wszystko, albo muszę zerwać z rodziną wszystkie kontakty. Mogę właśnie pojechać na krócej, bo w zasadzie jak się nad tym zastanowię, to pierwsze dwa dni zawsze są miłe, a koszmar rozpoczyna się dopiero później. Naprawdę w większości sytuacji jesteśmy w stanie znaleźć całą masę rozwiązań „pomiędzy” – podkreśla Małgorzata Zembowicz-Kowalska.

5. Postaw na siebie

I tutaj dochodzimy do sedna! Znasz zasadę maski tlenowej, która przypominana jest przed każdym startem samolotu? W razie kryzysu, maskę tlenową zakładasz najpierw sobie, dopiero później innym. Przekładając to na troskę o siebie – jeśli nie dbam o siebie, to też nie jestem w stanie za wiele z siebie dać, pomóc innym, rozwijać się.

Z jednej strony warto o tym pamiętać, ponieważ często dbanie o siebie odkładamy na drugi plan właśnie ze względu na to, że ci inni są ważniejsi. Halo, halo! Wracając powyżej – jeśli ty nie czujesz się dobrze, nie będziesz w stanie też w pełni zadbać o innych. Także tych najbliższych. Najzwyczajniej w świecie będzie ci o wiele trudniej regenerować siły, zaś o wiele łatwiej będziesz je tracić. Dodatkowo możesz też wtedy nie dostrzegać zasobów, które masz w swoim „zapleczu”. Już nawet te trzy przykłady stawiania siebie na dalszym planie pozwalają dostrzec, jak wiele zagrożeń może się wtedy pojawić.

Po drugie, „postaw na siebie” w kontekście swoich indywidualnych potrzeb, a nie na to, co jest dobre w ocenie innych. Wsłuchaj się w siebie i sprawdź, co konkretnie w twoim rozumieniu oznacza troska o siebie. Nie co to oznacza dla twojej przyjaciółki, twojego taty, dla Zosi, czy Wojtka – ale właśnie dla ciebie! Jak mówi psychoterapeutka, Małgorzata Zembowicz-Kowalska: „Nie ma jednej jedynej reguły, która powie nam co jest dobrą formą troski o siebie, a co zawsze jest tym złym rozwiązaniem. Poza jednym wskaźnikiem – byciem blisko samego siebie. Gdy jesteś blisko siebie, to znaczy, że o siebie dbasz”.

Więcej przeczytasz w magazynie:  Tu kupisz e-wersję Chcemy Być Rodzicami

Ekspert

Małgorzata Zembowicz-Kowalska

psycholożka, psychoterapeutka, specjalistka terapii uzależnień. Prowadzi konsultacje psychologiczne, terapię indywidualną, grupową, terapię par oraz terapię uzależnień. Zajmuję się również prowadzeniem zajęć treningowych, psychoedukacyjnych oraz działalnością szkoleniową i dydaktyczną – www.malgorzatazembowicz.pl

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.