fbpx
Przejdź do treści

Nie ma już in vitro!

in vitro brak refundacji

„Czy są jeszcze szanse na kwalifikację do rządowego programu in vitro?” – to pytanie zadaje sobie tysiące par w Polsce, a część z Was zwraca się do nas. Specjalnie dla Was sprawdziliśmy, jak to jest z tą refundacją…

Od kilku tygodniu niemal zasypujecie nas pytaniami o wolne miejsce w ramach ministerialnego programu refundacyjnego in vitro. Zadzwoniliśmy do wszystkich ośrodków w Polsce wykonujących tego typu zabiegi. Oczywiście, nie wszyscy odpowiedzieli na nasze pytanie. Jednak z informacji, jakie udało nam się zebrać, nie możemy przekazać Wam dobrych wieści…

Minister kazał

Po zmianie układu sił na polskiej scenie politycznej los in vitro stanął pod wielką niewiadomą. W kuluarach spekulowano, że Prawo i Sprawiedliwość zmieni całą ustawę o leczeniu niepłodności. Nowy minister zdrowia po objęciu stanowiska dziarsko zabrał się do pracy i na pierwszy odstrzał poszła refundacja in vitro. Co prawda jego poprzednik, prof. Zembala ku uciesze gawiedzi podpisał jej przedłużenie do 2019 roku. Dziś wiemy, że była to tylko obietnica, bo wszystkie kliniki uczestniczące w rządowym programie tak czy inaczej umowy miały podpisane tylko do połowy 2016 roku i nikt z nimi tych umów przedłużać nie chciał. Tak więc Konstanty Radziwiłł nie tyle, co przerwał program, ale po prostu nie przedłużył go. Zaraz po ogłoszeniu oficjalnej decyzji o wygaszeniu refundacji, resort zdrowia wydał rekomendację, aby kliniki in vitro nie przyjmowały nowych pacjentów do programu.

 Pierwszeństwo uczestniczących

 Przykaz ministra niewiele zmienił, bo ośrodki i tak już od kilku miesięcy nie mają wolnych miejsc. Chętnych jest sporo, a zainteresowanie dodatkowo wzrosło, gdy okazało się, że przed nami ostatnie miesiące refundacji. Tak więc szanse na kwalifikację są niewielkie, szczególnie, że pierwszeństwo przed nowymi pacjentami, mają ci, którzy już są w procedurze. Rządowy program in vitro przewiduje trzy podejścia do zabiegu, tak więc osoby po pierwszym lub drugim IVF są w kolejce przed tymi, którzy staraliby się o pierwszy zbieg. Szanse spadają, zainteresowanie rośnie…

Nie ma szans

W większości polskich klinik nie ma mowy o nowych pacjentach. Kwalifikacja jest zamknięta, a środki na leczenie zakwalifikowanych zabezpieczone. Z refundowanego zabiegu mają nikłe szanse skorzystać mieszkanki Białegostoku. Co prawda, tamtejszy Kriobank pod wodzą prof. Kuczyńskiego nie prowadzi już nowych zapisów, ale w klinice Artemida ma jeszcze kilka wolnych miejsc. Lekarze, owszem, zapisują nowe osoby, ale nie ma żadnej gwarancji, że się uda. Gorzej jest w sieciowej klinice Invimed, w której wszystko jest już zajęte, podobnie w kieleckiej Gamecie i bydgoskiej Genesis – nie ma zapisów. Natomiast lepiej sytuacja wygląda w krakowskim Artvimedzie. Według nieoficjalnych danych jest tam jeszcze kilka wolnych miejsc. Sieć klinik Invicta jest w trakcie określania, ile osób jest już w procedurze i ile ewentualnie nowych pacjentów będą mogli przyjąć. Jedyny ośrodek, z którym rozmawialiśmy i który wciąż prowadzi zapisy to katowicki Parens.

 

CDN

 

Nie wszystkie kliniki udzieliły nam odpowiedzi na pytanie o dostępność in vitro w ramach rządowej refundacji i nie do wszystkich udało nam się dodzwonić. Wszelkie informacje na ten temat będziemy przekazywać na bieżąco.

PODOBNE ARTYKUŁY:
Minister Zdrowia chce pomagać niepłodnym parom (czytaj tutaj…)
Naprotechnologia nie może zastąpić in vitro (czytaj tutaj…)
Nie będzie zmian w ustawie o in vitro (czytaj tutaj…)
Nie dla finansowania in vitro od Nowego Roku
Niewykorzystane cykle in vitro przepadną
Poznań zapłaci za in vitro?
Naprotechnologia zamiast in vitro
Krnąbrna Częstochowa

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Magda Dubrawska

dziennikarka Chcemy Być Rodzicami, doktorantka socjologii.