Przejdź do treści

Nie dostała zasiłku na adoptowane dziecko, bo zawiesiła działalność gospodarczą. Sąd wydał wyrok

Adopcja a zasiłek macierzyński
fot. Fotolia

Sąd Najwyższy wydał w czwartek korzystny wyrok dla osób, które planują adoptować dziecko i prowadzą własną działalność gospodarczą. Do tej pory luka w przepisach działała na niekorzyść samozatrudnionych.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Osoby, które prowadzą własną działalność gospodarczą mogą mieć duże problemy z uzyskaniem zasiłku macierzyńskiego na takich zasadach, jakby dziecko urodziło się w ich rodzinie.

Przekonała się o tym kobieta, która w 2014 roku zdecydowała się na przysposobienie dziewczynki, która wcześniej znajdowała się w rodzinie zastępczej. Aby zająć się dzieckiem kobieta zawiesiła działalność gospodarczą. Na początku opieka odbywała się na podstawie umów zawartych z rodziną zastępczą. Po pewnym czasie sąd przyznał jej prawo do adopcji dziecka.

Zobacz także: Procedura adopcji zagranicznych słabo chroni prawa polskich dzieci

Adopcja a zasiłek macierzyński

ZUS odmówił jej jednak prawa do zasiłku macierzyńskiego. Dlaczego tak się stało? Okazało się, że podstawą takiej decyzji był fakt, że w momencie rozpoczęcia opieki nad dzieckiem działalność gospodarcza kobiety była zawieszona. 

ZUS powołał się tu na art. 29 ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa. Świadczenie takie przysługuje w sytuacji, kiedy do adopcji doszło w czasie ubezpieczenia chorobowego.

ZUS wyszedł zatem z założenia, że skoro kobieta zawiesiła swoją działalność, to nie opłacała w tym czasie składek na ubezpieczenie chorobowe. W efekcie nie miała prawa do wypłaty zasiłku macierzyńskiego.

Zobacz także: Dwumiesięczny chłopiec znaleziony we wrocławskim oknie życia

Decyzja Sądu Najwyższego

Pełnomocnik powódki dowodził w Sądzie Najwyższym, że kobieta zawiesiła działalność po to, aby zająć się dzieckiem, więc nie powinna być z tego powodu karana. Dodatkowo w okresie sprawowania opieki nad dzieckiem na podstawie umowy z rodziną zastępczą nie było jeszcze pewne, czy do adopcji w ogóle dojdzie.

Decyzja o przysposobieniu dziecka zapadła już po odwieszeniu działalności. Pełnomocnik zwrócił również uwagę, że w prawie brakuje definicji, kiedy w myśl art. 29 ust. 1 pkt 2 ustawy zasiłkowej dochodzi do przyjęcia na wychowanie dziecka.

7 grudnia 2017 roku Sąd Najwyższy wydał decyzję uchylając niekorzystny dla kobiety wyrok i odesłał sprawę do ponownego rozpoznania przez warszawski Sąd Okręgowy.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Rzeczpospolita

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Martyna Wojciechowska adoptowała kolejną córkę. Długo trzymała ten fakt w tajemnicy

Martyna Wojciechowska adoptowała kolejną córkę
Martyna Wojciechowska i Kabula // fot. Instagram @martyna.world

Martyna Wojciechowska adoptowała Kabulę – chorującą na albinizm dziewczynę z Tanzanii. Podczas wywiadu w „Dzień Dobry TVN” dziennikarka ujawniła, że oprócz Kabuli wzięła pod swoją opiekę jeszcze jedno dziecko.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Martyna spotkała 20-letnią dziś Kabulę podczas kręcenia materiału „Kobieta na krańcu świata”. Historia dziewczyny wstrząsnęła wówczas widzami. Kabula choruje na albinizm, czyli defekt polegający na braku pigmentu w skórze, włosach i tęczówce oka.

W Tanzanii ta choroba często oznacza wyrok śmierci. Osoby dotknięte albinizmem często są prześladowane. Wśród szamanów i uzdrowicieli pokutuje przekonanie, jakoby części ciała chorych posiadały magiczną moc, która przynosi powodzenie nabywcom. Kończyny, skóra, czy włosy albinosów są używane do przyrządzania „magicznych” mikstur i eliksirów. Jednocześnie samych chorych uważa się za przeklętych i przynoszących nieszczęście.

Kabula przekonała się o tym na własnej skórze już w dzieciństwie. Pewnej nocy do jej domu zakradli się rozbójnicy, którzy trzema machnięciami maczety odrąbali dziewczynce rękę.

Zobacz także: Barbie, która inspiruje i przełamuje stereotypy. Wizerunku użyczy jej m.in. Martyna Wojciechowska

Martyna Wojciechowska adoptowała kolejną córkę

We wrześniu Wojciechowska pojawiła się wraz z Kabulą na okładce „Gazety Wyborczej” i udzieliła poruszającego wywiadu. Teraz Martyna ujawniła, że adoptowała jeszcze jedną dziewczynkę z Tanzanii – Tatu.

Jak się okazało, to Kabula poprosiła Wojciechowską o pomoc.

Mogę teraz w końcu przyznać, że od stycznia, czyli od roku Kabula ma taką siostrę. Trzymałyśmy to z Kabulą dla siebie. To była nasza tajemnica. Ma na imię Tatu, ma 15 lat. Są do siebie podobne jak dwie krople wody. Tatu też jest chora na albinizm – powiedziała w „Dzień Dobry TVN” Martyna.

Choć Kabula i Tatu nie mieszkają z Martyną, dziennikarka jest odpowiedzialna za ich utrzymanie.

Zobacz także: Adoptowali dziewczynkę z Ugandy. Kiedy poznali jej historię, odesłali dziecko

Z miłości do dzieci

W Tanzanii populacja albinosów wynosi obecnie ok. 150 tys. osób. Część z nich uciekła do Dar as-Salaam uważając, że duże miasto da im schronienie.

Podróżniczka postanowiła pomóc również innym dzieciom chorującym na albinizm. Z pomocą misjonarzy i wolontariuszy planuje zbudować w Tanzanii miejsce, w którym podopieczni będą się czuli bezpiecznie. Wojciechowska zachęca internautów na Instagramie  do wsparcia inicjatywy.

Martyna Wojciechowska ma jedno biologiczne dziecko. Marysia Błaszczyk jest córką zmarłego w zeszłym roku Jerzego Błaszyka, rekordzisty w nurkowaniu głębinowym. Podróżniczka ma pod swoją opieką jeszcze kilkoro innych dzieci pochodzących z różnych zakątków świata.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Viva!, Ofemin, Dziennik.pl,

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Adopcja po polsku – raport NIK

Adopcja po polsku - raport NIK
fot. Fotolia

Procedura adopcyjna trwa w Polsce średnio dwa lata – wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli. Liczba potencjalnych rodziców znacznie przewyższa też liczbę dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, umożliwiającą ich adopcję.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jest to pierwsza tego typu kontrola od czasu zmiany przepisów dotyczących adopcji w 2012 r. Okazuje się, że obecne przepisy są niewystarczające dla zapewnienia spójnego funkcjonowania systemu adopcyjnego w Polsce. W efekcie każdy ośrodek adopcyjny może ustalać własne zasady, np. w kwestii dokumentacji wymaganej od kandydatów, w procesie przysposobienia.

NIK skontrolowała 15 ośrodków adopcyjnych, tj. 23 proc. działających w Polsce (obecnie jest ich 65, z czego 40 proc. stanowią jednostki niepubliczne). Aż w 11 placówkach NIK stwierdziła nieprawidłowości w kwalifikowaniu dzieci do adopcji i doborze rodziców.

Zobacz także: Zaświadczenie o niepłodności w ośrodkach adopcyjnych. Dokument nie/wymagany?

Brak jednolitych wymogów

Jak zaznacza NIK, problem jest brak jednolitych wymogów i kryteriów stosowanych podczas adopcji, stąd procedura może przebiegać inaczej w zależności od ośrodka. Niektóre placówki wymagają np. zaświadczeń lekarskich dotyczących przyczyn bezdzietności, czy od psychiatrów i poradni leczenia uzależnień.

W niektórych ośrodkach kandydaci musieli również wykazać dane pochodzące z wyroków rozwodowych (w przypadku drugiego małżeństwa). W kilku ośrodkach katolickich dyrekcja żądała od kandydatów na rodziców adopcyjnych opinii parafii i świadectwa ślubu kościelnego. W innych ośrodkach brany był pod uwagę np. staż małżeński, wiek kandydatów starających się o adopcję i różnica wieku pomiędzy dzieckiem a przyszłym opiekunem.

NIK zwraca uwagę, że mało dzieci opuszcza pieczę zastępczą, czyli domy dziecka i rodziny zastępcze. W latach 2015 – 2017 ( I półrocze)  z ok. 75  tys. dzieci w pieczy zastępczej tylko ok. 6 tys. zostało zakwalifikowanych do adopcji.

Jednym z większych problemów jest mała liczba dzieci o uregulowanej sytuacji prawnej. Regulowanie stanu prawnego trwa zdecydowanie za długo – twierdzą kandydaci na rodziców adopcyjnych. Z tego powodu rodziny adopcyjne czekają coraz dłużej, a dzieci mają coraz mniejsze szanse na znalezienie domu.

Przyczyna problemu nie leży po stronie sądów – połowa postępowań w sprawach opiekuńczych jest rozpatrywana w terminie do trzech miesięcy, a ponad 80 proc. spraw do pół roku. Problemem jest zbyt długi okres przebywania dzieci z nieuregulowaną sytuacją prawną w domach dziecka i rodzinach zastępczych. NIK zwraca tu uwagę przede wszystkim na niewystarczające działania powiatów na rzecz wychodzenia dzieci z pieczy zastępczej.

Zobacz także: Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

Potrzeba ujednolicenia szkoleń dla rodziców adopcyjnych

Średni czas procesu adopcyjnego, od momentu zarejestrowania kandydata na rodzica do czasu orzeczenia przez sąd adopcji, to dwa lata. Przepisy nie regulują jednak czasu oczekiwania kandydatów na rozpoczęcie szkolenia od momentu zgłoszenia do ośrodka.

W skontrolowanych przez NIK placówkach było to 221 dni, co zdaniem ankietowanych jest bardzo długim okresem wymagających skrócenia. Zgłaszali też potrzebę ujednolicenia szkoleń i wzajemnego uznawania świadectw z ukończonych szkoleń przez różne ośrodki. Niezadowolenie kandydatów budziły również terminy szkoleń – zjazdy organizowano w godzinach pracy.

NIK podkreśla też w swoim raporcie, że brak jest procedur odwoławczych, które pozwalałyby na zweryfikowanie niekorzystnych rozstrzygnięć wobec starających się o adopcję.

Zobacz także: Kobietom będzie trudniej oddać dziecko do adopcji? „Wzrośnie popularność porzuceń noworodków w oknach życia”

Korupcja

W Polsce brak także mechanizmów zapobiegających korupcji, zwłaszcza w zakresie przeciwdziałania nadmiarowi kompetencji w rękach pracowników ośrodków adopcyjnych. Jak zauważa NIK, przewodniczącym komisji kwalifikowanej powinna być osoba spoza ośrodka adopcyjnego – przedstawiciel podmiotu nadzorującego jego działalność lub urzędu marszałkowskiego. Osoba, która nie bierze bezpośredniego udziału w prowadzeniu poszczególnych spraw i nie jest podwładnym kierownica ośrodka.

Wśród ankietowanych 5 proc. wskazało, że spotkało się z problemem korupcji (48 osób z 938). Naciskano np., aby składali „darowizny” w celu lepszego funkcjonowania środka lub sugerowano szybszy proces sądowy przy zdecydowaniu się, odpłatnie, na prawnika pracującego dla ośrodka.

Nie ma też mechanizmów ograniczających dowolność w podejmowaniu decyzji przez pracowników ośrodków. NIK zwraca uwagę na brak przejrzystości w działaniu ośrodków. Kandydaci na rodziców adopcyjnych nie mają dostępu nawet do ogólnych informacji dotyczących działalności placówek, np. ile osób oczekuje na adopcję, liczy przeprowadzonych adopcji w poprzednich latach lub aktualnej liczby zgłoszonych do ośrodka dzieci.

Jednym z najpoważniejszych problemów w funkcjonowaniu ośrodków adopcyjnych w Polsce były również trudności we współpracy z sądami polegające na niedostatecznym przepływie informacji. Sądy nie informowały ośrodków o prawomocnych orzeczeniach o przysposobieniu dziecka. Ośrodki często dowiadywały się o tym od rodziców adopcyjnych.

Zobacz także: 7 rzeczy, których nie wiesz o adopcji

Adopcja po polsku – raport NIK

W czasie kontroli niemal wszystkie dzieci (98 proc.) w badanych ośrodkach z zakwalifikowanych do adopcji znalazły nowy dom. Zdaniem NIK wysoka skuteczność wynika przede wszystkim z faktu, ze liczba potencjalnych kandydatów na rodziców adopcyjnych znacznie przewyższa liczbę dzieci z uregulowaną sytuacją prawną.

Liczba adopcji w naszym kraju od lat utrzymuje się na podobnym poziomie. Od roku 2015 do połowy 2017 r. ośrodki adopcyjne zakwalifikowały do przysposobienia ok. 2,5 tys. dzieci, a 300 dzieci skierowano do adopcji zagranicznej.

Po reformie procedur adopcyjnych w 2012 r. liczba publicznych i niepublicznych ośrodków adopcyjnych zmalała o ponad 30 proc. Obecnie jest ich 65, z czego 40 proc. to placówki niepubliczne. NIK skontrolowała działanie 15 ośrodków adopcyjnych, czyli 23 proc. placówek działających w Polsce.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: NIK

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.