Przejdź do treści

Nie będzie in vitro dla Krakowa. Franczyk: to selekcja zarodków i nazistowskie praktyki

Nie będzie in vitro dla Krakowa
fot. Fotolia

Nie będzie in vitro dla Krakowa. Większość radnych zagłosowało podczas ostatniej sesji rady miasta przeciwko finansowaniu procedur zapłodnienia pozaustrojowego.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Mieszkańcy Krakowa zebrali pod uchwałą popierającą dofinansowanie in vitro z budżetu miasta ponad pięć tys. podpisów. Wszystko na nic, ponieważ w środę radni odrzucili projekt.

Zobacz także: Jest sukces! Projekt ws. dofinansowania in vitro w Krakowie trafi pod obrady

Nie będzie in vitro dla Krakowa

Za uchwałą opowiedziało się 20 radnych, 22 było przeciw, a dwie osoby wstrzymały się od głosu.

Podczas burzliwej debaty kontrowersje wzbudziły zwłaszcza słowa Jana Franczyka z Prawa i Sprawiedliwości. Radny stwierdził, że in vitro to metoda niegodziwa, w której dochodzi do selekcji zarodków.

Porównał tę metodę do praktyk Niemców, którzy w czasie II wojny światowej stosowali selekcję naturalną, decydując o tym, kto ma żyć, a kto nie.

Zobacz także: Koszyk truskawek dla radnych PiS. Za skandaliczne słowa i blokowanie projektu o in vitro w Krakowie

Selekcja zarodków?

– Narodziny każdej ludzkiej istoty są czymś pięknym. Ale można do tego doprowadzić metodą niegodziwą. Przynajmniej z dwóch powodów – stwierdził Jan Franczyk.

–  W trakcie tej procedury jest dokonywana selekcja zarodków, są wybierane te, którym dana jest szansa na dalszy rozwój, a którym nie. Nikt nie dał człowiekowi prawa do decydowania, że jakaś ludzka istota ma prawo do rozwoju, a inna nie. To Niemcy w trakcie II wojny światowej uzurpowali sobie takie prawo – mówił radny.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło:  Eska, Gazeta Krakowska

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

„In vitro było najtrudniejszą rzeczą, jaką zrobiłam i zrobię ją jeszcze raz”

In vitro to trudny proces - fizycznie, emocjonalnie, finansowo. Czy zrobiłabyś to po raz kolejny?

Nic nie mogło przygotować mnie na to, jak trudny będzie cały proces in vitro. Żadna ilość rozmów z lekarzem, czy czasu spędzonego online na czytaniu historii innych kobiet, nie były wystarczające, by naprawdę pomóc mi zrozumieć, jak to będzie” – te szczere i mocne słowa pokazują wielu kobietom, że chociaż ich doświadczenia mogą być bardzo podobne, to tak naprawdę każda droga jest zupełnie inna. Czy zdecydowałabyś się przejść swoją jeszcze raz?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Melissa Willets jest dziś szczęśliwą mamą synka – tak, jej próba in vitro zakończyła się happy endem. Wcale nie oznacza to jednak, że razem z nią zakończyły się też duże emocje. Nie można się jednak temu dziwić, bardzo często to właśnie doświadczenia wymagające od nas najwięcej poświęcenia i wysiłku dostarczają nam najważniejszych lekcji. Dla Melissy był to test zarówno fizyczny, jak i właśnie emocjonalny. „Od pierwszego badania krwi mierzącego poziom moich hormonów, do dnia, w którym zobaczyłam wynik testu ciążowego, byłam na skraju wytrzymałości zarówno mojego umysłu, jak i ciała. A jednak, wiedząc to, co wiem teraz, nadal bym się tego podjęła. Co więcej, chcę zrobić to jeszcze raz” – czytamy poruszający wpis na „popsugar”.

Być sobą, mieć swoje lęki

Nie każda kobieta zapewne będzie miała podobne przemyślenia i odczucia. Każda ma jednak pełne prawo do tego, aby pomimo sukcesu, móc przeżyć i przepracować w sobie ten ciężki czas. Dla Melissy niemalże wszystkie aspekty in vitro były bardzo trudne do przejścia. Nie umie powiedzieć, czy gdyby nie udało jej się zajść w ciążę za pierwszym razem, próbowałaby kolejnego cyklu. Od zawsze bała się strzykawek – in vitro wiąże się z ich niemalże hurtowymi ilościami. Do tego, kilka razy w tygodniu poranny monitoring poziomu hormonów. Wieczorne zastrzyki i nieustanny lęk przed ilością wszystkich przyjmowanych specyfików – czy jest w ogóle sens to robić? A jeśli to nic nie da?!

„Jesteś napompowana hormonami, twoje ciało jest jak poduszka na szpilki, twój umysł jest bałaganem, a to dopiero początek (…) Później jest czekanie. I to jest właśnie najgorsza część ze wszystkich” – podkreśla Melissa.

Czekanie na wyniki badań krwi. Czekanie na wynik, czy twoje jajeczka są w porządku. Czekanie na sprawdzenie, czy mogą zostać stworzone zdrowe zarodki z tych właśnie jajeczek i miejmy nadzieję zdrowego nasienia twojego partnera. Czekanie na informację, czy twoje ciało jest dzięki tym wszystkim hormonom pobudzone do implantacji. Czekanie na wynik testu ciążowego. Tydzień czekania – od momentu implantacji do testu ciążowego – sprawił, że niemalże zwariowałam. Myślę, że płakałam praktycznie nieprzerwanie przez te dziewięć niemożliwie długich dni.

Zobacz też: 5 zdań, których NIGDY nie powinniśmy mówić ludziom przechodzącym przez in vitro

Jesteś ty i twoje decyzje!

Melissa przysięgała, że od kiedy nie musiała już przychodzić na wizyty do lekarza zajmującego się płodnością, nigdy więcej nie przekroczy progu tego miejsca. Później jednak urodził się jej wymarzony syn i wszystkie złe wspomnienia straciły na sile. Zaczęły wydawać się odległe i wcale nie aż tak wyczerpujące. Kobieta ma jednak świadomość, ile przeszła i ile w tym czasie cierpiała. Ma w sobie część mówiącą, że głupotą byłoby z własnej woli znów się temu wszystkiemu poddać. Pomimo tego, pomimo wszelkich kosztów – emocjonalnych, fizycznych, finansowych – chce zrobić to jeszcze raz.

Pretekst, by porozmawiać

Co istotne, nie jest to tylko historia, która pokazuje szczęśliwe zakończenie i tęczę pojawiającą się po doświadczeniach burzy. Jest to też znakomita okazja do głośnego przypomnienia, że każdy człowiek ma prawo do swoich własnych decyzji. Gdyby Melissie jednak nie udało się zajść w ciążę za pierwszą próbą i zrezygnowałaby z kolejnych procesów, byłoby to jak najbardziej w porządku. Gdy ludzie podejmują się trzech, czy siedmiu prób in vitro, to też jest w porządku. Jeśli Melissa jeszcze raz, pomimo kosztów, zdecyduje się przez to przejść, też ma do tego pełne prawo. Nikt nie powinien wypominać jej wtedy: „A przecież mówiłaś, że było tak ciężko… A przecież mówiłaś, że już nigdy więcej… A przecież…” – przecież każdy z nas podejmuje własne wybory.

Sami oceniamy granice swojej wytrzymałości i nikogo też nie powinniśmy pod tym względem szufladkować. Nie ma bowiem żadnego obiektywnego progu, którego przekroczenie daje nam prawo mówienia, co ktoś powinien zrobić.  Jeśli już, to możemy wspierać i powiedzieć: „Pamiętam, jak przy pierwszym in vitro było ci trudno. Jeśli jeszcze raz zdecydujesz się przez to przejść, będę obok i gdybyś czegoś potrzebowała, daj znać. Jeśli zaś dojdziesz do wniosku, że jednak nie dajesz rady, możesz zrezygnować w każdej chwili. Jestem i uszanuję każdą twoją decyzję” – tak po prostu.

Zobacz też: „Są łzy, ciągłe oczekiwanie, pogrzebane często nadzieje”. Niezwykle szczere i bolesne wyznanie o in vitro

Źródło:popsugar

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Marita i Adam zbierają na in vitro. Wzruszająca historia niezwykłego małżeństwa

Marita i Adam zbierają na in vitro
Znajomość Marity i Adama rozwijała się stopniowo. Najpierw byli zwykłymi kumplami, którzy po prostu dobrze czuli się w swoim towarzystwie – fot. archiwum prywatne

Adam i Marita to wyjątkowe małżeństwo. Choć wiele w życiu przeszli, wiele też osiągnęli. Mają domek na wsi, ogród i dwa koty.  „Jesteśmy szczęśliwi, ale prędzej czy później przychodzi taki moment w życiu, kiedy zaczynasz pragnąć dziecka”. Aby spełnić swoje marzenie, założyli internetową zbiórkę pieniędzy.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nasi bohaterowie poznali się w ośrodku rehabilitacyjnym. „By zrozumieć, dlaczego spotkaliśmy się w takim miejscu, muszę zacząć »z grubej rury«. Obydwoje poruszamy się na wózkach inwalidzkich. Adam w wieku 15 lat miał wypadek samochodowy, co poskutkowało uszkodzeniem kręgosłupa na odcinku Th12” – opowiada Marita, która sama od 13 roku życia porusza się na wózku. W jej przypadku sprawcą niepełnosprawności był guz, który zagnieździł się na odcinku L4/L5 kręgosłupa. „Na szczęście była to łagodna narośl, która zostało wycięta, ale niestety pozostawiła po sobie niedowład kończyn dolnych” wyjaśnia bohaterka.

Zobacz też: Zbiórka na in vitro. „Wierzę, że nasze łzy bezradności kiedyś zamienią się na łzy radości”

Rozłąka, która była początkiem nowego

Znajomość Marity i Adama rozwijała się stopniowo. Najpierw byli zwykłymi kumplami, którzy po prostu dobrze czuli się w swoim towarzystwie.  „Szczerze mówiąc, myślałam, że to znajomość tylko na czas pobytu w ośrodku. Okazało się jednak, że nie. Adam co jakiś czas przyjeżdżał do mnie do domu, po prostu się zakochał” – opowiada kobieta. „Naprawdę bardzo się starał. Problem w tym, że ja wtedy nie bardzo wiedziałam, czego chcę. Choć Adam jest ode mnie młodszy o trzy lata, dojrzałością z pewnością mnie przerasta” – śmieje się.

Życie potoczyło się jednak tak, że przyszli małżonkowie stracili kontakt aż na pięć lat. „Przez ten czas każdy miał swoje życie, związki. Aż pewnego dnia przyśnił mi się sen, który przyśnił się również Adamowi w okresie naszego związku. Poczułam, że muszę upewnić się, czy u niego wszystko w porządku. Zdobyłam numer telefonu i napisałam” – opowiada Marita. Zaczęły się SMS-y, rozmowy i nadrabianie straconego czasu. Już wtedy obydwoje czuli, że na zwykłych rozmowach się nie skończy. Spotkali się w lipcu, we wrześniu byli już parą, a w grudniu Adam oświadczył się Maricie.

„Trochę baliśmy się, co ludzie powiedzą. My jednak wiedzieliśmy, czego chcemy. Zdawaliśmy sobie sprawę, kim dla siebie jesteśmy i jak bardzo dojrzała jest nasza decyzja. Nie musieliśmy poznawać się na nowo, po prostu musieliśmy spotkać się w odpowiednim czasie. Trwało to długo, ale było warto” – zaznacza bohaterka. „Adam twierdzi, że od początku wiedział, że prędzej czy później będziemy razem. Po prostu czekał” – dodaje z uśmiechem. W październiku następnego roku byli już małżeństwem.

Zobacz też: Znane blogerki piszące o niepłodności. Dlaczego dzielą się z innymi swoimi doświadczeniami?

Do pełni szczęścia brakuje małego cudu

Teraz Marita i Adam mieszkają w domu na wsi. „Sami, samodzielni, z dużym ogrodem i dwoma kotami” – podkreśla bohaterka. Obydwoje pracują, dojeżdżają własnym autem, ale do szczęścia brakuje im jednego. „To wszystko brzmi niby cudownie i jak w bajce. Faktycznie, jesteśmy szczęśliwi, ale prędzej czy później przychodzi moment w życiu pary czy małżeństwa, że zaczynasz pragnąć potomstwa, które dopełni szczęścia i domowego ciepła” – wyznaje. „Odkąd ze sobą jesteśmy, to nie chroniliśmy się przed powiększeniem rodziny. Dlatego po pewnym czasie zaczęło nas zastanawiać, dlaczego nie udaje mi się zajść w ciążę?” – opowiada Marita.

Rozpoczęły się konsultacje, wizyty lekarskie i czas niepewności. „Niestety, na początku trafialiśmy na lekarzy, którzy nie wychodzili poza ramy książkowych przypadków. Reakcja ginekologów na wieść o staraniach o dziecko wyglądała zazwyczaj tak: »proszę zmienić lekarza, bo ja nie mam pojęcia, jak w takich przypadkach prowadzić ciążę«” – opowiada kobieta.

Po pewnym czasie parze udało się jednak trafić na specjalistów, którzy z pełnym zrozumieniem i zaangażowaniem podeszli do sprawy. „Potraktowano nas profesjonalnie, a co najważniejsze – normalnie, jak młodych, kochających się ludzi, którzy pragną mieć dzidziusia” – mówi Marita. „Tak naprawdę jesteśmy zdrowymi, samodzielnymi ludźmi, którzy po prostu prowadzą siedzący tryb życia.  Tak, w pełni świadomie mówimy, że jesteśmy zdrowi, dlatego że po zleconych i wykonanych badaniach wiemy, że pod względem płciowym, rozrodczym, jesteśmy pełnosprawną kobietą i pełnosprawnym mężczyzną”.

Dlaczego zatem in vitro? „W naszym przypadku jest to metoda, która jest jedynym rozwiązaniem, jeżeli chodzi o sam etap zapłodnienia. Z racji uszkodzenia naszych kręgosłupów droga, jaką musi pokonać nasienie, jest po prostu za trudna i za długa. Dlatego trzeba temu procesowi pomóc” – wyjaśnia.

Zobacz też: Dzięki Facebookowi zebrali pieniądze na in vitro. „Nie sądziliśmy, że kiedykolwiek nas to spotka”

Marita i Adam zbierają na in vitro

Małżonkowie nigdy głośno nie poruszali tematu potomstwa z rodziną i znajomymi. Po prostu nie czuli takiej potrzeby. Sprawa ujrzała jednak światło dzienne, kiedy Adam i Marita założyli internetową zbiórkę. Pieniądze są im potrzebne na badania, dojazdy do kliniki, wizyty lekarskie i sam zabieg zapłodnienia pozaustrojowego.

„Szacowany koszt pierwszej próby zapłodnienia to około 15 tysięcy złotych. Kwotę tę musimy uzbierać do końca maja, ponieważ do tego czasu będą ważne nasze badania. Potem wszystko trzeba będzie zacząć od nowa, a to znowu czas, koszty…” – tłumaczy bohaterka. „To bardzo krótki czas na uzbieranie tak dużej kwoty. Stąd pomysł na zbiórkę na portalu pomagam.pl, a konkretny link do naszej zbiórki to pomagam.pl/szumskichcud.

Zbiórki na in vitro budzą wiele emocji, także tych negatywnych. „Ludzie reagowali różnie. Jedni, choć niezamożni, wpłacali, ile mogli, a drudzy silili się jedynie na niewybredne komentarze” – nie kryje Marita.  „Na tatuaż miała a teraz na dziecko zbiera”, „Nie chodzą, a dziecko chcą – brak odpowiedzialności”, „To bezczelność żebrać o in vitro, kiedy ludzie nie mają co jeść”, „Uda się urodzić dziecko to później zbiórka na samochód rodzinny albo nianię, bo stwierdzicie, że nie umiecie się zając dzieckiem?!”. To tylko niektóre z przykrych komentarzy, z jakimi spotkało się małżeństwo po założeniu zbiórki. „Zbieranie pieniędzy na in vitro już samo w sobie jest kontrowersyjne, a gdy jeszcze sprawa dotyczy osób niepełnosprawnych, ludzie nie wiedzą, jak się zachować i co powiedzieć.  To temat tabu, coś wstydliwego” – tłumaczy Marita.  „Prosimy, nie żądamy czy żebrzemy” – dodaje.

„Jesteśmy pełni nadziei i nastawieni na to, że się uda. Bo dlaczego miałoby się nie udać? Na ślubie ksiądz zinterpretował nasze inicjały (M. A. Sz.) jako: „Masz, bierz. Masz ode mnie miłość, zaufanie i opiekę”. Dlatego teraz chcemy sobie nawzajem dać piękny dar, jakim jest dziecko. Nasze motto to szukać możliwości w ograniczeniach, a nie ograniczeń w możliwościach”.

Pozdrawiamy

Marita i Adam Szumscy

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro

Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro
Gwiazda podzieliła się informacją o publikacji książki za pośrednictwem social mediów – fot. Facebook Małgorzata Rozenek-Majdan

Małgorzata Rozenek jest zwolenniczką in vitro. Gwiazda ma dwóch synów i nigdy nie ukrywała, że w obie ciąże udało jej się zajść dzięki in vitro.  Małgosia właśnie podzieliła się ze swoimi fanami ekscytującą wiadomością i zdradziła kulisy projektu, nad którym pracowała od wielu miesięcy. Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Informacja o publikacji ukazała się na Facabooku i Instagramie gwiazdy.

Dziś już mogę głośno podzielić się z Wami efektami mojej wielomiesięcznej pracy ❤ Długie poszukiwania bohaterów, kilkanaście spotkań, kilkadziesiąt godzin rozmów, wiele łez, radości, śmiechu oraz smutku… Jestem dumna z tego, że książka „In vitro. Rozmowy intymne” właśnie ujrzała światło dzienne. Jestem szczęśliwą mamą dwóch wspaniałych synów. Nie byłoby ich ze mną, gdyby nie pomoc lekarzy. Gdyby nie In vitro. Dyskusja wokół tego tematu wciąż rodzi niezdrowe emocje, powiela krzywdzące stereotypy, służy jako narzędzie walki politycznej. Dzięki ginekologom, seksuologom, embriologom oraz księdzu dominikanowi przedstawię Wam całą prawdę o tej procedurze. Kilkakrotnie przeszłam procedury In vitro, i tak jak tysiące kobiet, mających problem z zajściem w ciąże, znam radość sukcesu i smutek porażki. Nie mogę dłużej milczeć. Czuję, że razem z innymi rodzicami mam obowiązek zabrać głos.

Zobacz też: „Jak wytłumaczyć powtarzanie bzdury o wylewaniu zarodków?” Szczery wywiad o in vitro z Małgorzatą Rozenek

Małgorzata Rozenek napisała książkę o in vitro

W rozmowie z „Plejadą” Małgorzata Rozenek wyznała, że spodziewa się różnych reakcji na książkę.

– Temat jest bardzo kontrowersyjny i od dawna polaryzuje nasze społeczeństwo. Razem z moimi rozmówcami, czyli rodzicami dzieci z in vitro oraz specjalistami, chcę zabrać głos w bardzo ważnej dla mnie sprawie. Liczę, że to choć odrobinę zmieni atmosferę wokół tematu i sprawi, że osoby, które głośno krzyczą nad tematem in vitro, zastanowią się przez chwilę, a może zmienia swój punkt widzenia – powiedziała gwiazda w rozmowie z serwisem „Plejada”.

Rozenek zaapelowała również do przeciwników in vitro, aby przestali swoimi osądami krzywdzić rodziców dzieci poczętych dzięki in vitro. Gwiazda zauważyła również, że wiele przeciwników tej metody nie posługuje się w dialogu merytorycznymi argumentami.  Nie brak za to jawnej agresji i wrogiego nastawienia.

– Mamy prawo wybierać i decydować o tym, czy chcemy poddać się takiej procedurze, jak in vitro, w momencie, kiedy pojawia się problem z zajściem w ciążę. Nikt nie ma prawa decydować tego za nas. Gdyby nie in vitro, nie byłabym matką dwójki wspaniałych chłopców, którzy są dla mnie wszystkim – powiedziała Małgorzata.

Premiera książki „In vitro. Rozmowy intymne” zaplanowana jest na maj tego roku. Publikację będzie można nabyć w przedsprzedaży w Empiku.

Źródło: Facebook, Plejada

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Inseminacja a in vitro – czy mamy wybór?

Inseminacja a in vitro
Inseminacje domaciczne można powtarzać wielokrotnie, jednak przyjmuje się, że do uzyskania ciąży powinno dojść po 3-4 próbach – fot. materiały udostępnione przez Partnera

W Polsce z problemem niepłodności boryka się około 1,5 mln par rocznie. Niektórym leczenie pomaga na tyle, że są w stanie począć dziecko naturalnie i utrzymać ciążę. Niestety części z nich realne szanse na rodzicielstwo dają przede wszystkim techniki wspomaganego rozrodu. Najczęściej stosowane są inseminacje i procedury in vitro. Czym są, czym się różnią, czy można wybrać, z której się skorzysta?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dla wielu niepłodnych par realną szansę na macierzyństwo i ojcostwo, oprócz in vitro, dają też inseminacje. Na wielu forach padają pytania: co wybrać – inseminacje czy in vitro? Co jest lepsze? Która procedura daje większe szanse? Razem ze specjalistami z klinik leczenia niepłodności InviMed postaramy się odpowiedzieć na te pytania.

Na początek – diagnoza

Każdy z nas zna parę, która boryka się z niepłodnością, tzn. od przynajmniej roku bezskutecznie stara się o dziecko. Mogą to być osoby, które starają się o pierwszego potomka, ale też pary, mające problem z naturalnym poczęciem drugiego lub kolejnego dziecka (to tzw. niepłodność wtórna).

– W klinikach leczenia niepłodności InviMed pary, które od dłuższego czasu bezskutecznie starają się o dziecko, są przede wszystkim diagnozowane. Postawienie właściwej diagnozy jest kluczowe dla decyzji o kolejnych krokach i wdrażanym leczeniu.

Wielu osobom może wystarczyć np. uregulowanie gospodarki hormonalnej i dokładne określenie dni płodnych, innym pomogą inseminacje domaciczne, a niektórzy już na drugiej wizycie mogą usłyszeć o in vitro. Niestety takie przypadłości jak np. bardzo zaawansowana endometrioza, niedrożne i uszkodzone oba jajowody lub bardzo słabe parametry nasienia w zasadzie wykluczają inne metody zapłodnienia – tłumaczy dr Robert Gizler, ginekolog i dyrektor medyczny kliniki InviMed we Wrocławiu.

Zobacz też: Jak przygotować się do inseminacji?

Co to jest inseminacja?

Zarówno inseminacja, jak i in vitro są technikami wspomaganego rozrodu. Inseminacja to bezpośrednie umieszczenie w drogach rodnych kobiety odpowiednio przygotowanego nasienia. Inseminacje domaciczne w leczeniu niepłodności stosuje się od dziesiątek lat. Są bezpieczne, nie wymagają bardzo złożonego przygotowania, a sam zabieg jest bezbolesny i szybki.

Zabieg polega na umieszczeniu w macicy próbki nasienia zawierającej plemniki, które wcześniej zostały wyselekcjonowane i odpowiednio przygotowane w laboratorium. Nasienie umieszcza się w macicy, stosując cienki silikonowy cewnik. Inseminacje wykonuje się w cyklach naturalnych lub po wcześniejszej stymulacji jajeczkowania.

Na czym polega in vitro?

In vitro (IVF) jest metodą zapłodnienia pozaustrojowego. Jego istotą jest połączenie plemnika i komórki jajowej w warunkach laboratoryjnych. Zapłodnienie pozaustrojowe poprzedza:

  • u kobiety – stymulacja hormonalna i punkcja, które mają na celu pozyskanie odpowiedniej liczby dojrzałych pęcherzyków z jajników zawierających kompetentne komórki jajowe;
  • u mężczyzny – oddanie nasienia lub w ciężkich przypadkach niepłodności męskiej, pobranie plemników bezpośrednio z jąder.

Zapłodnienie komórki jajowej in vitro oznacza skorzystanie z jednej z pięciu metod: mikromanipulacji ICSI, IMSI, PICSI, hbIMSI lub klasycznego zapłodnienia IVF. Zapłodnienie wykonywane jest przez doświadczonego embriologa w specjalnym laboratorium. Następnie zapłodniona komórka jest inkubowana. Okres hodowli trwa do 6 dni, w trakcie których wyznaczany jest dzień transferu zarodka do jamy macicy.

W wyniku procedury IVF oprócz zarodków przeznaczonych do tzw. świeżego transferu, w 60-70% uzyskuje się dodatkowe nadliczbowe zarodki, które są krioprezerwowane i mogą zostać wykorzystane w razie niepowodzenia transferu świeżego, co znacznie podwyższa skuteczność pojedynczego cyklu leczenia i nie wymaga przeprowadzania kolejnej stymulacji. Zdarza się, głównie z przyczyn medycznych (np. nieprawidłowy wzrost endometrium), że transfer świeży jest odwoływany, a zarodki, które były wybrane w pierwszej kolejności do transferu są krioprezerwowane i podawane w cyklu KET (kriotransfer). Tego rodzaju postępowanie kliniczne nie obniża szans na uzyskanie ciąży – tłumaczy Bartłomiej Wojtasik, starszy embriolog kliniczny ESHRE, zastępca dyrektora embriologii klinik InviMed.

Zobacz też: Jak przekonać partnera lub partnerkę do leczenia niepłodności?

Kiedy występują wskazania do inseminacji?

Najczęstszymi wskazaniami do inseminacji są:

  • umiarkowany czynnik męski,
  • endometrioza I lub II stopnia,
  • zdiagnozowane przeciwciała przeciwplemnikowe,
  • niepłodność idiopatyczna (jej przyczyna nie jest znana po wykorzystaniu dostępnej diagnostyki).

Umiarkowany czynnik męski jest najczęstszym wskazaniem do inseminacji u par, które od przynajmniej roku bezskutecznie starają się o dziecko. Stwierdza się go po wykonaniu badań nasienia – w przypadku zbyt małej ilości, słabszej ruchliwości i żywotności lub zaburzonej morfologii plemników.

W przypadku podjęcia leczenia metodą inseminacji, parametry nasienia muszą pozwalać na uzyskanie tzw. dawki inseminacyjnej, czyli ilości plemników, która pozwoli na uzyskanie ciąży, ze skutecznością charakterystyczną dla metody (10-20%).

Kiedy inseminacja nie ma sensu?

Inseminacja nie ma sensu w przypadku niedrożności obu jajowodów lub ich usunięciu, niemożności wywołania owulacji, a także w przypadku III lub IV stopnia endometriozy u pacjentki. Nie wykonuje się jej również wtedy, gdy nasienie pacjenta jest bardzo słabe, np. w mililitrze jest mniej niż milion plemników. Jednocześnie są to najbardziej oczywiste wskazania do in vitro – tłumaczy dr Tomasz Rokicki, ginekolog i dyrektor medyczny kliniki InviMed w Warszawie.

In vitro stosuje się także jako kolejny – po inseminacjach – etap leczenia niepłodności technikami wspomaganego rozrodu. Parom, w przypadku których wcześniejsze leczenie nie przyniosło efektów lub stan kliniczny pacjentów uniemożliwia zajście w ciążę z zastosowaniem prostszych form leczenia, np. inseminacji, pozostaje już tylko jedno wyjście – in vitro.

Zobacz też: Kiedy inseminacja jest wskazana? A jakie czynniki decydują, że nie można jej wykonać u niepłodnych par?

Inseminacja a in vitro – co jest skuteczniejsze?

Inseminacje domaciczne można powtarzać wielokrotnie, jednak przyjmuje się, że do uzyskania ciąży powinno dojść po 3-4 próbach, dalsze powtórzenia są bardzo nisko rokujące. Kluczowym czynnikiem jest tutaj wiek pacjentki. Nie zaleca się kolejnych powtórzeń po wcześniejszych niepowodzeniach, jeżeli pacjentka zbliża się lub przekroczyła 35 rok życia.

Oprócz wieku i stanu klinicznego pacjentki, skuteczność zależy także od jakości nasienia oraz liczby dojrzałych pęcherzyków uzyskanych w wypadku zastosowania stymulacji hormonalnej – waha się między 10% a 20% na cykl.

Skuteczność in vitro również zależy od wymienionych wyżej czynników, jednak jest zdecydowanie wyższa. W najlepszych polskich klinikach sięga powyżej 40%.

W InviMed aż 54% wszystkich cykli in vitro, które zostały przeprowadzone w latach 2015-2017 w klinikach InviMed zakończyło się urodzeniem dzieci. W pierwszym cyklu ciąże kliniczne są potwierdzane średnio w 57% przypadków, w drugim w 50%, a w trzecim w 43%. Przy czym jeden cykl IVF liczony jest do wykorzystania ostatniego dostępnego w tym cyklu, świeżego bądź zamrożonego zarodka – tłumaczy embriolog Bartłomiej Wojtasik.

Czy można od razu przejść do in vitro?

Wiele borykających się z niepłodnością par, porównując wyniki skuteczności inseminacji i in vitro, chciałoby od razu starać się o dziecko z wykorzystaniem najskuteczniejszej możliwej metody. Jednak wybór między inseminacją a in vitro często nie istnieje.

Pary, które już na początku swojej drogi nie mają oczywistych wskazań do in vitro (np. u kobiety występuje niedrożność tylko jednego jajowodu) zgodnie z prawem nie mogą od razu przejść do leczenia metodami zapłodnienia pozaustrojowego.

Decyzja o tym, czy stosowane są inseminacje czy in vitro zależy od:

  • konkretnych wskazań lekarskich,
  • sytuacji medycznej danej pary,
  • przebiegu wcześniejszego leczenia,
  • obowiązującego w Polsce prawa.

Zgodnie z Ustawą o leczeniu niepłodności z 2015 roku, leczenie niepłodności metodą in vitro jest możliwe w przypadku małżeństw i par w związkach nieformalnych, po wyczerpaniu innych metod leczenia prowadzonych przez okres nie krótszy niż 12 miesięcy.

Wyjątkiem są sytuacje, w których wiadomo, że inne metody nie mają szansy powodzenia (np. inseminacja przy niedrożności obu jajowodów), a powód takiego stanu rzeczy został w pełni zdiagnozowany i odnotowany w dokumentacji medycznej.

Logo: InviMed

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.