Przejdź do treści

MY nie możeMY

Początkowo nic nie zapowiada kłopotów. Jest decyzja. Jest radość i może trochę obaw: Jak to będzie? Czy rzeczywiście świat wywróci się do góry nogami? Czy zmienią się priorytety życiowe? Czy, jak mówią niektórzy, skończy się beztroskie życie bez większych problemów.

 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Po pierwszym miesiącu, gdy okres się nie spóźnia, a test ciążowy wskazuje tylko jedną kreskę, nikt nie wpada w panikę, bo przecież – to wie chyba każdy – nie zachodzi się w ciążę za pierwszym razem, a już na pewno nie zdarza się to tym, którzy chcą mieć dziecko. W miarę upływu czasu, rosnącej liczby zakupionych i wykonanych testów ciążowych, których wynik jest niezgodny z planem (znów jedna kreska), napięcie rośnie. Pojawiają się wątpliwości, niepokój: „A może coś jest nie tak, w końcu tyle par ma kłopoty z poczęciem dziecka? Może i nas dotyczy ten problem?”.

Problem z poczęciem dziecka ma 19 proc. par, a więc około 2,5 miliona kobiet i mężczyzn w Polsce.*

 

WIZYTA U LEKARZA

Gdy pada takie pytanie, nadchodzi czas, by zgłosić się do specjalisty. Podczas pierwszej konsultacji lekarz najczęściej uspokaja: „Jeśli nie upłynął rok, od kiedy regularnie współżyjecie bez środków antykoncepcyjnych, to nie ma powodu do niepokoju”, „Być może nie wychodzi wam z powodu stresu itp.”. Jednak na wszelki wypadek zleca wykonanie badań: od tych najprostszych (badań poziomu hormonów żeńskich i męskich, badania glukozy, hormonów tarczycy, badań na obecność wirusów i chorób odzwierzęcych, badań nasienia itp.), do tych bardziej skomplikowanych i bardziej inwazyjnych (badań na wrogość śluzu, badań drożności jajowodów: HSG, HSCG, laparoskopii, badań macicy: histeroskopii itd.).

 

Czas mija i większość par w wyniku „naturalnych działań” lub z pomocą medycyny doczekuje się potomstwa. W Polsce – jak wykazują badania – prawie 4/5 par mających problem z poczęciem dziecka w ciągu dwóch lat od początku starań  wreszcie się go doczekuje. Reszta staje przed diagnozą: NIEPŁODNOŚĆ.

 

 NIEWYGODNA DIAGNOZA

Gdy lekarz stwierdza, że któryś z partnerów nie może mieć dziecka, para zostaje postawiona w sytuacji, która może doprowadzić do głębokiego kryzysu, zarówno w jej wspólnym życiu, jak i kobiety i mężczyzny z osobna. Może dojść do utraty wyobrażeń o sobie, partnerze/partnerce, o swoim zdrowiu lub zdrowiu „drugiej połowy”, do utraty planów, marzeń, oczekiwań. Prędzej czy później na szczęście dochodzi do przełamania kryzysu, jednak zmaganie się z taką diagnozą nie jest ani łatwym, ani krótkim procesem.

 

Powrót do „normalności” – w zależności od różnorodnych czynników – trwa od kilku do kilkudziesięciu miesięcy i przechodzi przez kilka faz.

 

WALKA Z LOSEM

Początkowo pojawia się niedowierzanie, zaprzeczenie. „Jak to niepłodność? Przecież jestem zdrowa/-y. Nigdy poważnie nie chorowałam/-em. Regularnie się badam. Przed podjęciem decyzji o staraniu się o dziecko zrobiliśmy wstępne badania i wszystko było dobrze. W mojej rodzinie nikt do tej pory nie miał takich problemów. To na pewno pomyłka!”.

 

 

I wtedy się zaczyna. W nadziei, że usłyszy się jednak co innego, badania są powtarzane w nieskończoność, a co rusz zmieniany jest lekarz. Potem w ogóle zaprzestaje się wizyt u specjalisty, bo przestaje być autorytetem i nie wierzy się w to, by mógł w czymkolwiek pomóc. Na koniec odwiedza się znachorów, uzdrowicieli, bioenergoterapeutów, akupunkturzystów, aż dochodzi do skorzystania z usług wróżek, jasnowidzów i innych tego typu specjalistów. Słowem: każdego, kto jest w stanie zmienić postawioną diagnozę.

Następnie przychodzi złość, poczucie krzywdy. „Dlaczego my?…”, „Dlaczego ja…?”, „Inni nie chcą mieć dzieci, a mają…”, „W mediach jest coraz więcej przypadków matek, które nie chcą dzieci (porzucają je, zabijają), a my tak bardzo chcemy i nic…”. Złość pod adresem wszystkich i wszystkiego, złość niejednokrotnie uzasadniona, ale czasem i irracjonalna. Ale złość. Morze złości i krzywdy. Na partnera/partnerkę, bo to jego/jej wina. Bo gdyby się wcześniej zdecydował/-a, toby było inaczej. Bo mógł/mogła coś zrobić albo tego nie robić. Na lekarza: bo źle diagnozował, zbyt opieszale, nie znał się. Na rodziców: bo zaniedbali moje zdrowie w dzieciństwie, bo gdyby wtedy ze mną poszli do lekarza, to TO by się nie wydarzyło”. Na pary, które mają dzieci: bo nie chciały, a mają albo tak łatwo im to przyszło. Do samego siebie: bo gdybym to zrobił/-a albo nie zrobił/-a, to… Na Boga: że okrutny, niesprawiedliwy, że go tak naprawdę nie ma, skoro dopuszcza takie sprawy….

 Pojawia się gdybanie, obwinianie. „A gdybyśmy od razu zaczęli starania, ale nie, twój awans, budowa domu, wyjazd (niepotrzebne skreślić) były ważniejsze, to teraz masz”. „A mówiłem/-am, żebyś wcześniej poszedł/poszła do lekarza, ale ty mnie nigdy nie słuchasz…”. „A gdybyś nie brała/nie nakłaniał mnie do tych pigułek, toby było inaczej…”, „A gdybyśmy od razu zmienili lekarza…”. Irytacja i złość to reakcja także na każdy „niewinny” komunikat ze strony otoczenia: „A kiedy (w końcu) powiększycie rodzinę?”.

 

Kolejną fazą występującą w sytuacji pojawienia się problemu niepłodności jest faza smutku, depresji. Przeżywana jest w różny sposób, w zależności od płci. Ona (najczęściej, choć nie zawsze): płacze, jest przygnębiona, nie ma ochoty na zbliżenia seksualne, wykazuje mniejszą dbałość o siebie, dom, dotychczasowe obowiązki. Chce rozmawiać, szuka pocieszenia, wsparcia emocjonalnego. Zdarza się, że decyduje się na zdradę, żeby w ten sposób zajść w ciążę (jeśli powód niepłodności leży po stronie mężczyzny). On natomiast (najczęściej, choć nie zawsze): ucieka w pracę, w hobby, w alkohol, hazard. Coraz później wraca do domu. A jak już wraca, to tak naprawdę jest nieobecny: godzinami gapi w się ekran telewizora, komputera, komórki. Czasem – jeśli to z jego powodu para nie może mieć dziecka – rzuca się w wir romansów, żeby w inny sposób udowodnić własną męskość. Albo – jeśli to z winy partnerki – decyduje się na skok w bok, żeby „zapewnić sobie sukcesora rodu”. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnie, to rozmawiać, bo „po co rozdrapywać rany?”. Na tym etapie ciężko jest nawet wychodzić z domu, bo na ulicach „jak na złość” jest tyle kobiet w ciąży albo szczęśliwych rodziców pchających wózki z niemowlętami. To boleśnie wytyka niemoc. Torturą stają się rodzinne i towarzyskie spotkania, na których wcześniej czy później zostanie zadane – mniej lub bardziej delikatnie – pytanie o powiększanie rodziny. Lub zostaną udzielone „dobre” rady typu „jak robić, żeby zrobić”.

 

 

A w tym samym czasie para poddaje się dodatkowym badaniom, korzysta z konsultacji u kolejnych specjalistów, stosuje zalecane przez nich zabiegi, wdraża procedury wspomagające czy przywracające płodność. Rzeczywistość zaczyna przypominać jazdę na karuzeli, i to emocjonalnej: oczekiwanie – nadzieja – lęk – zwątpienie – bezradność – nadzieja… I tak w kółko.

 

Etap czwarty: akceptacja, pogodzenie się z tym, że nie można mieć dzieci. Badania par z postawioną diagnozą niepłodności wskazują, że najczęściej wybierają one jedno z trzech rozwiązań. Podejmują leczenie i korzystają z procedur wspomagających zajście w ciążę (w zależności od rodzaju przyczyn niepłodności są to inseminacja, in vitro lub skorzystanie z banków nasienia). Z różnych powodów – medycznych, światopoglądowych, religijnych – pary rezygnują z leczenia medycznego. W takiej sytuacji podejmują się one starań o adopcję lub rodzicielstwo zastępcze albo realizują idee macierzyństwa/ojcostwa, działając społecznie, charytatywnie, zawodowo, na polu sztuki czy sportu.

 

RAZEM RAŹNIEJ

Diagnoza niepłodności stanowi jeden z poważniejszych kryzysów emocjonalnych i w życiu jednostki, i w życiu pary. Jest to sytuacja wystawiająca na ogromną próbę trwałość relacji dwojga ludzi, wartość przysięgi małżeńskiej, nieważne, czy składanej przed urzędnikiem, czy przed osobą duchowną. Co zatem zrobić, aby nie spełniło się znane przysłowie, że nieszczęścia chodzą parami? Nie ma stuprocentowych recept ani idealnych porad. Ważna jest edukacja i psychoedukacja, dzięki którym będzie można się dowiedzieć o tym, jak sobie radzić z sytuacją niepłodności, oraz o różnicach w przeżywaniu tego stanu przez kobiety i mężczyzn. Warto poczytać książki na ten temat, poszukać informacji w grupach dyskusyjnych i na forach internetowych, szczególnie wyspecjalizowanych pod tym kątem, zasięgnąć opinii rodziny, znajomych borykających się z tym samym problemem, skonsultować się u specjalisty. To z pewnością zmniejszy lęk przed tym, że „chyba jestem nienormalny/-a, skoro tak się czuję”, ale też wyjaśni wiele nieporozumień i pozwoli prawidłowo ocenić zachowania „drugiej połowy”, błędnie odczytywanych jako przekorne, skierowane przeciw mnie, spowodowane brakiem miłości, zrozumienia itp. To bardzo ważne dla związku. Istotne jest wsparcie ze strony przyjaciół, życzliwych członków rodziny (należy pamiętać, że wiele osób ukrywa przedłużające się trudności z poczęciem dziecka, uważa je za coś bardzo wstydliwego). Równie pomocne rozwiązanie to uczestnictwo w grupie wsparcia. Ideą tego typu grup jest kontaktowanie z sobą osób mających podobny problem (w tym wypadku jest nim niepłodność), wymiana informacji między nimi i ich wzajemne wspieranie się. Takie spotkania są z reguły organizowane w większych miastach (np. Warszawie, Krakowie czy Poznaniu), mogą na nie chodzić oboje partnerzy (daje to lepsze efekty), ale też jeden z nich, gdy ten drugi nie chce lub nie widzi takiej potrzeby. Można również korzystać z pomocy wirtualnej, zapisując się do którejś z grup dyskusyjnych istniejących już w internecie lub udzielając się na forum internetowym. Jeśli nie odpowiada nam formuła istniejącej grupy, możemy założyć własną. W sytuacji gdy związek przechodzi silny kryzys (zwłaszcza gdy staranie o dziecko trwa już dłuższy czas lub występują dodatkowe trudności, np. problemy w pracy, problemy rodzinne), warto rozważyć opcję podjęcia psychoterapii (indywidualnej/grupowej lub terapii małżeńskiej. Przez tak trudny okres w życiu, jakim jest poradzenie sobie z diagnozą niepłodności, można przejść i wyjść z niego silniejszym.

 

* Dane z książki: „Drogi ku płodności” praca zbiorowa pod redakcją W.Zacharka. Dom Wydawniczy Zacharek. 2011. 

 

Środtytuły pochodzą od redakcji.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Zmagasz się z endometriozą? Zgłoś się do badań klinicznych i poznaj nowe możliwości terapeutyczne

Na zdjęciu: Obolała kobieta na łóżku, trzyma się za brzuch /Ilustracja do tekstu: Endometrioza: badanie kliniczne dotyczace nowej terapii
Fot.: Fotolia.pl

Centrum Medyczne Synexus we współpracy z partnerską organizacją badawczą poszukuje kobiet z rozpoznaną klinicznie endometriozą, które są zainteresowane udziałem w badaniach klinicznych dotyczących nowych możliwości leczenia tej choroby.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Przedsięwzięcie adresowane jest do pacjentek z endometriozą mieszkających w: Krakowie, Warszawie, Katowicach, Łodzi, Lublinie, Szczecinie, Poznaniu, Białymstoku lub w okolicach jednego z tych miast. Panie, które chciałyby poznać nowe terapie endometriozy, mogą zgłaszać się, dzwoniąc pod numer warszawskiej infolinii: 22 203 03 00.

Endometrioza: badanie kliniczne dotyczące nowych terapii

W trakcie rozmowy konsultant oceni, czy w danym przypadku możliwe będzie przystąpienie do dalszego etapu procedury. Jeśli pacjentka uzyska taką kwalifikację, zostanie skierowana na konsultację ekspercką. Lekarz zapozna ją wówczas ze szczegółowymi informacjami na temat badania klinicznego dotyczącego nowych terapii endometriozy.

Więcej informacji można uzyskać za pośrednictwem strony Centrum Medycznego Synexus: www.przychodniasynexus.pl.

POLECAMY:

5 chorób, z którymi lekarze mylą endometriozę. Też się z tym spotkałaś?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Barbara Nowacka: Ograniczenie in vitro to ideologiczny absurd. Dostęp do leczenia należy rozszerzyć

Na zdjęciu: Barbara Nowacka przy mównicy sejmowej / Ilustracja do tekstu: Barbara Nowacka: ograniczenie in vitro to barbarzyństwo
Fot.: Sejm.gov.pl

Emocje po wniesieniu poselskiego projektu zmian w ustawie o in vitro nie słabną. Krytyczne opinie o jego zapisach wyrażają pacjenci i lekarze, a także działacze społeczni oraz politycy opozycji. To dla pacjentów ważny sygnał: oznacza bowiem, że w Sejmie mają swoich sojuszników. Czy mimo to są realne powody do obaw? O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Barbarę Nowacką z Inicjatywy Polska.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Szeroko komentowany projekt, zgłoszony przez kilkoma dniami przez grupę posłów Kukiz’15, PiS i WiS, zakłada daleko idące ograniczenia w dostępie do procedury in vitro. Z jego treści wynika, że z zapłodnienia pozaustrojowego mogłyby skorzystać wyłącznie małżeństwa, a liczba uzyskiwanych w ten sposób zarodków nie mogłaby przekraczać jednego. Dodatkowo zapisy dokumentu formułują obostrzenia dotyczące terminu transferu embrionów oraz zakazują ich mrożenia.

„Jeśli PiS będzie głosował ideologicznie, ograniczenie in vitro może stać się faktem”

Eksperci zajmujący się leczeniem niepłodności nie wróżą projektowi przyszłości, wskazując na liczne niedopracowania i postulaty sprzeczne z etyką lekarską. Opozycja podkreśla jednak, że nie powinno to uśpić naszej czujności – szczególnie, że to już kolejna próba ograniczenia praw reprodukcyjnych w Polsce.

– W tym Sejmie niejedno barbarzyństwo i niejedna głupota były już procedowane, więc jest to możliwe w przypadku i tego projektu. Wszystko zależy od tego, jak podejdą do tej sprawy politycy PiS. Jeśli nie będą głosować racjonalnie, tylko ideologicznie (tak, jak wcześniej w przypadku praw reprodukcyjnych, zdrowia kobiet), to ograniczenie in vitro może stać się faktem – mówi w rozmowie z nami Barbara Nowacka.

Polityczka podkreśla, że projekt nie ma wartości merytorycznej, a jego przyjęcie naraziłoby pary zmagające się z niepłodnością na dodatkowy stres i jeszcze większe wydatki. Jedynym skutecznym rozwiązaniem byłby dla nich bowiem wybór leczenia poza granicami kraju.

– To ideologiczny absurd; próba wprowadzenia dalszych restrykcji, które tak naprawdę niewiele wnoszą z punktu widzenia moralistów. Mają natomiast utrudnić życie osobom, które chcą skorzystać z metody in vitro, narazić je na stres – uważa Barbara Nowacka.

CZYTAJ TEŻ: Czynniki, które wpływają na skuteczność in vitro. Opowiadają eksperci

Ograniczenie in vitro to zagrożenie także dla programów samorządowych. Zaprotestujmy przeciw restrykcjom

Warto przypomnieć, że Koalicja Obywatelska (utworzona przez PO, Nowoczesną i Inicjatywę Polska) podczas kampanii samorządowej podkreślała plany dofinansowania in vitro: początkowo na szczeblu samorządowym, a w przypadku wygranej w wyborach parlamentarnych – także na poziomie centralnym.

Forsowany przez grupę prawicowych posłów projekt może być poważną przeszkodą w realizacji tego postulatu. Przegłosowanie zmian w ustawie o in vitro oznaczałoby istotne ograniczenie dotowanych procedur – na które i tak może dziś liczyć tylko niewielki odsetek zainteresowanych.

– Osoby, które zasiadają w Sejmie, mogą zaprotestować, głosując przeciwko projektowi. Ale na poziomie samorządowym regulacji w obostrzeniach ustawowych nie da się w ogóle zrobić – podkreśla Barbara Nowacka.

Barbara Nowacka: „Jeśli wygramy wybory, dostęp do in vitro będzie szeroki”

Choć sytuacja wydaje się patowa, Barbara Nowacka podkreśla, że mamy na nią wpływ. Wymaga on jednak zachowania czujności i obywatelskiej mobilizacji.

– Jedyne, co możemy dziś zrobić, to powiedzieć wszystkim, by się zmobilizowali w 2019 roku. By poszli zaprotestować przeciwko tym, którzy są za restrykcjami wobec in vitro, i zagłosowali za partiami, które wspierają tę metodę i chcą, by jej status był co najmniej taki, jak w 2015 roku. Bo nawet Platforma Obywatelska, która jest konserwatywną partią, to orędownicy szerokiego dostępu do in vitro. W tej kwestii jesteśmy w stu procentach zgodni: nie można ograniczać dostępu do szczęścia, wiedzy na miarę XXI wieku, osiągnięć medycyny, które pomagają niepłodnym parom zostać rodzicami – zaznacza.

Działaczka składa także deklarację.

– Jeśli wygramy wybory w 2019 roku, z pewnością dostęp do in vitro będzie szeroki, refundowany i dostępny dla wszystkich potrzebujących – mówi Barbara Nowacka. – Mamy plan przywrócenia refundacji in vitro, ale będziemy też dyskutować o tym, jak rozszerzyć ustawę z 2015 roku. Uważam, że in vitro powinno być dostępne również dla osób samotnych. Czasami osoba, która jest samotna, również chciałaby skorzystać z tej metody. Nie widzę powodu, dla którego nie miałaby mieć takiej możliwości – podkreśla Barbara Nowacka.

POLECAMY RÓWNIEŻ:

Pacjenci biorą sprawy w swoje ręce. Szykuje się oddolna walka z projektem zmian ws. in vitro?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Menopauza i uderzenia gorąca. Jak im zaradzić?

Kobieta zmagająca się z uderzeniami gorąca pije wodę /Menopauza i uderzenia gorąca: Jak z nimi walczyć
fot. mat. prasowe

Okres menopauzy wiąże się z wieloma zmianami hormonalnymi, które wywołują szereg objawów utrudniających codzienne funkcjonowanie. Symptomem, który aż 77% Polek uważa za charakterystyczny dla okresu przekwitania, są uderzenia gorąca. Jak sobie z nimi poradzić? Wyjaśnia ginekolog i endokrynolog prof. dr hab. n. med. Romuald Dębski.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jednym ze wczesnych oznak okresu przekwitania jest uczucie gorąca, które pojawia się nagle w okolicach klatki piersiowej i szyi, a następnie przesuwa w kierunku twarzy. Uderzeniom gorąca podczas menopauzy często towarzyszą też:

  • dreszcze,
  • zlewne poty.

Stan ten może trwać od kilku sekund do kilkunastu minut i nierzadko nawraca.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: AMH – marker potencjału płodnościowego kobiety

Menopauza i uderzenia gorąca: co o nich wiemy?

Lekarze podkreślają, że w czasie menopauzy kobieta doświadcza prawdziwej burzy hormonalnej. Zimne poty, wypieki na twarzy i uderzenia gorąca w menopauzie są skutkiem zaburzeń naczynioworuchowych i powiązanych z nimi gwałtownych zmian temperatury. Wiążą się też ze zmniejszeniem stężenia estradiolu – najbardziej aktywnego hormonu wśród estrogenów.

Niski poziom tego hormonu, ściśle zależny od wieku, wpływa też na:

  • sposób odkładania się tłuszczu,
  • gęstość kości,
  • stopień wilgotności skóry,
  • powstawanie zmian w obrębie narządów płciowych.

Jak wynika z tegorocznego badania „Zdrowa ONA”, sześć na dziesięć Polek jest zdania, że nieleczenie objawów menopauzy może spowodować ich nasilenie. Natomiast według ponad połowy pań zaniechanie leczenia objawów okresu okołomenopauzalnego powoduje większą drażliwość czy konfliktowość, kłopoty w relacjach z bliskimi, a nawet depresję.

CZYTAJ TEŻ: Obawiasz się, że to menopauza? Sprawdź, czy doświadczasz TYCH objawów

W jaki sposób zatem polepszyć swoje samopoczucie i zniwelować nieprzyjemności związane z menopauzą? Przede wszystkim działać holistycznie: prowadzić zdrowy tryb życia i zastosować leczenie farmakologiczne. Uzupełnianie estrogenów poprzez hormonalną terapię zastępczą pozwala uniknąć lub zminimalizować natężenie uciążliwych dolegliwości.

Hormonalna terapia zastępcza – w tabletkach, zastrzykach, plastrach i w sprayu

Hormonalna terapia zastępcza jest jedną z najefektywniejszych form radzenia sobie z uderzeniami gorąca. Jak zaznacza ginekolog i endokrynolog prof. dr hab. n. med. Romuald Dębski, ekspert programu „Zdrowa ONA”, pozwala na stymulowanie w organizmie naturalnego estrogenu i zachowanie kobiecości.

Obecnie hormonalną terapię zastępczą można przyjmować w jednej z wielu form: m.in. preparatów doustnych, transdermalnych lub zastrzyków.

– Jedną z najnowocześniejszych metod podawania leku jest nieokluzyjny system transdermalny. To tzw. plaster bez plastra – preparat w formie sprayu, który aplikuje się na skórze przedramienia – podkreśla ekspert prof. dr hab. n. med. Romuald Dębski.

Terapia transdermalna charakteryzuje się ciągłym poziomem uwalniania hormonów po zaaplikowaniu (w przeciwieństwie do tabletek). Podany w ten sposób estrogen przenika w dalsze warstwy skóry, gdzie tworzy swoisty rezerwuar, z którego substancja czynna jest stopniowo uwalniana do krwiobiegu. Zapewnia to stabilne stężenie estradiolu w surowicy przez całą dobę.

– To z kolei przekłada się na mniejsze wahania hormonalne i zmniejszenie częstotliwości występowania uderzeń gorąca, zimnych potów czy wypieków. Daje też realną szansę na zmniejszenie liczby i nasilenia objawów – szczególnie przy wybraniu HTZ w formie sprayu, który zawiera mniej hormonów niż plastry, a według przeprowadzonych badań działa równie skutecznie na uderzenia gorąca i powoduje mniej reakcji miejscowych – tłumaczy ekspert.


Ogólnopolskie badanie pt. „Zmienna jak wiatr – kobieta w czasie menopauzy” zrealizowane zostało przez agencję SW RESEARCH na zlecenie spółki Gedeon Richter Polska w ramach programu „Zdrowa ONA”. Analizą, która odbyła się w dniach 22–26 sierpnia br., objęto łącznie 1008 kobiet w wieku powyżej 45. roku życia.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Estradiol – badanie i normy. Co oznacza za wysoki i za niski poziom tego hormonu?

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

5 chorób, z którymi lekarze mylą endometriozę. Też się z tym spotkałaś?

10 najczęstszych pytań o endometriozę /Choroby mylone z endometriozą
Fotolia

Niespecyficzne objawy, skomplikowana diagnostyka, a także niedostateczna świadomość wielu lekarzy – to główne przyczyny, dla których rozpoznanie endometriozy zajmuje ginekologom wiele lat. Właściwą diagnozę często poprzedza jednak kilka innych, które prowadzą do nieskutecznego leczenia, a często wręcz zaostrzenia objawów choroby.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ze wszystkich poznanych chorób ginekologicznych endometrioza wydaje się jedną z najtrudniejszych do zdiagnozowania. Obecność ognisk choroby w wielu różnych miejscach, szereg dolegliwości towarzyszących, które nie zawsze łatwo powiązać ze schorzeniami ginekologicznymi, to tylko niektóre czynniki, które wydłużają diagnostykę. To zaś sprawia, że przytłaczająca większość kobiet nie otrzymuje na czas właściwego leczenia.

– Rozpoznanie endometriozy nie jest proste. Wiele pacjentek zmaga się z długim oczekiwaniem na diagnozę. Często zmuszone są odwiedzić wielu lekarzy, nim finalnie uzyskają właściwe rozpoznanie, a tym samym – skuteczną pomoc. To z kolei prowadzi do frustracji, wieloletniego stresu, a także potencjalnego zaostrzenia objawów choroby – mówi dr Eric Surrey, specjalista ds. płodności z amerykańskiego Provyny’s Provider Network.

Jednym z głównych wyzwań w diagnostyce endometriozy są nieswoiste objawy. Niejednokrotnie lekarze wiążą je z zaburzeniami zdrowotnymi o innym charakterze.

Poznaj 5 chorób, z którymi lekarze najczęściej mylą endometriozę.

Choroby mylone z endometriozą: nieswoiste zapalenie jelit

Choć endometrioza najczęściej zlokalizowana jest w otrzewnej miednicy, jajnikach oraz przegrodzie odbytniczo‑pochwowej, nierzadko ogniska tej choroby obejmują również przewód pokarmowy. Dostępne dane wskazują, że do zajęcia tego odcinka układu pokarmowego dochodzi u 15‑37% pacjentek zmagających się z endometriozą. Zmiany te nierzadko wywołują stany zapalne, które objawiają się bólami lędźwiowo-krzyżowymi, problemami jelitowymi, wzdęciami i uciążliwymi zaparciami.

Podobne symptomy wywołują również choroby zapalne jelit, m.in. zapalenie uchyłków jelita grubego, ale też wrzodziejące zapalenie jelita grubego czy choroba Leśniowskiego-Crohna. W wyniku tych podobieństw wiele kobiet uzyskuje niewłaściwą diagnozę i stosuje niewłaściwe leczenie.

Ale zbieżność objawów to niejedyny związek, jaki z tymi chorobami ma endometrioza. Badania sugerują, że u pacjentek z endometriozą nieswoiste schorzenia jelit rozwijają się o 50% częściej niż w ogólnej populacji kobiet.

CZYTAJ TEŻ: 10 przykazań dobrego specjalisty od endometriozy. Czy twój lekarz się nimi kieruje?

Choroby mylone z endometriozą: mięśniaki macicy

Mięśniaki macicy, zwane także włókniakami, to stosunkowo często występujące łagodne, niezłośliwe guzy umiejscowione w macicy. Gdy są duże lub mnogie, powodują naciski objawiające się obfitymi, bolesnymi i długimi miesiączkami, przewlekłymi bólami krzyża, zaparciami, a także częstym oddawaniem moczu. Tworzą się na powierzchni macicy, w jej ścianie, na szyjce lub pod śluzówką.

Ze względu na generowanie objawów zbliżonych do endometriozy, część lekarzy podejrzewa, że to one są źródłem dolegliwości zgłaszanych przez pacjentki. Tymczasem mięśniaki mogą współistnieć z endometriozą, ale nie stanowić jedynej przyczyny doświadczanych problemów zdrowotnych.

Choroby mylone z endometriozą: rwa kulszowa

Promieniujący ból w dolnej części kręgosłupa, który pojawia się niezależnie od fazy cyklu miesiączkowego i powoduje trudności w poruszaniu się, łączony jest przeważnie z rwą kulszową. Określenie to odnosi się do zespołu objawów związanych z uciskiem na nerwy rdzeniowe.

Tymczasem objawy rwy kulszowej może wywoływać także endometrioza, wszczepiając się w nerwy w obrębie miednicy mniejszej.

ZOBACZ TAKŻE: Nowe trendy w chirurgii endometriozy i niepłodności. Czym jest wodna laparoskopia przezpochwowa?

Choroby mylone z endometriozą: zapalenie pęcherza moczowego

Endometrioza swoim naciekiem może obejmować również układ moczowy, czego symptomem jest m.in. częstomocz i dysuria (bolesność i pieczenie przy oddawaniu moczu). Objaw ten bywa jednak mylony z innymi chorobami występującymi w obrębie narządów moczowych, głównie z zapaleniem przewlekłym pęcherza i zapaleniem śródmiąższowym pęcherza.

Nierzadko lekarze, nie zleciwszy uprzedniego wykonania posiewu moczu ani badań obrazowych, ordynują antybiotyki, które nie przynoszą pacjentce żadnej ulgi.

Choroby mylone z endometriozą: zapalenie narządów miednicy mniejszej

Zapalenie narządów miednicy mniejszej to grupa chorób charakteryzujących się rozwojem procesów infekcyjnych w górnych drogach rodnych. Może występować w postaci zapalenia: endometrium, jajowodów, przydatków lub otrzewnej miednicy mniejszej. Często powoduje odległe, poważne powikłania: niepłodność bądź występowanie ciąż ektopowych (pozamacicznych).

Podobnie jak endometrioza, wywołuje silny ból miednicy, który pojawia się nie tylko w czasie miesiączki.

Więcej na temat endometriozy i jej diagnostyki przeczytasz m.in. TUTAJ.

Źródło: gastoenterologia-praktyczna.pl, medicinenet.com, endometriosisnews.com, bustle.com

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.