Przejdź do treści

Motywacja to styl życia –

Mateusz Grzesiak Motywacja

Motywacja, czyli o tym jak wyjść ze złotej klatki oraz czy życie w strefie dyskomfortu może być naszym komfortem – na te i inne pytania odpowiedzieli Mateusz Grzesiak, polski trener rozwoju osobistego i jego żona Iliana Ramirez w rozmowie z Karoliną Kryś.

Czym właściwie jest motywacja?
 
Mateusz: Umiejętnością osiągania zaplanowanych celów – na najbardziej ogólnym poziomie. Można patrzeć na to jak na podejście do życia oparte o to, żeby chciało się chcieć. Można również popatrzeć na to bardziej naukowo, psychologicznie – powiedzieć, że jest to zestaw technik emocjonalnych, behawioralnych, poznawczych, które służą do tego, żeby człowiek posiadał szeroko pojęty zapał i energię do działania. Słuszne jest także podejście bardziej filozoficzne – motywacja to jest styl życia w oparciu o swoje własne prawa i o to, w jaki sposób chce się funkcjonować.
 
Jak wiadomo bardzo dużo ludzi posiada osobistą strefę komfortu, w której funkcjonują na co dzień, wykonując te same, znane i dobrze opanowane czynności. Niewątpliwie jest to zamknięcie się w symbolicznej złotej klatce. I przypomina oglądanie zza prętów tej klatki niezliczonych możliwości, których nie mamy odwagi się podjąć w obawie przed koniecznością opuszczenia miejsca, które daje nam poczucie bezpieczeństwa. Jak z tym walczyć?
 

Mateusz: Każda osoba, która zaczyna coś ćwiczyć, obojętnie czy to jest język angielski, chodzenie na siłownię, czy też umiejętność komunikacji w związku, w pewnym momencie się przyzwyczaja, ta umiejętność staje się dla niej nawykiem. Krótko mówiąc, każda osoba będzie funkcjonowała w oparciu o pewne powtarzające się wzorce, które są nieświadome. Wtedy następuje coś, co się nazywa okresem stabilizacji, ten okres oznacza, że jest się przyzwyczajanym do określonego rodzaju bodźców występujących w rzeczywistości.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nazwałaś to złotą klatką, to niekoniecznie musi być klatka tylko kwestia pewnej cechy mózgu, który dąży do tego żeby uprościć sobie wszelkie formy działania np. prowadzimy samochód i nie myślimy o tym jak ruszamy, jak zmieniamy biegi – to się po prostu dzieje. Niewątpliwie jest to plusem, bo można wszystko robić szybko i łatwo – to są nawyki. Minusem tego jest to, że jak mamy jakąś kwestie w życiu, która nam nie działa i popełniamy w niej błąd, to nie jesteśmy tak skuteczni jakbyśmy mogli i wtedy trafiamy do klatki. Tylko dlatego, że nie wiemy o tym, że popełniliśmy błąd. Z drugiej strony jesteśmy już tak przyzwyczajeni do określonej formy robienia czegoś, że niekoniecznie wtedy mamy ochotę to zmienić, oczywiście wiemy jak to zrobić, ale się boimy. Więc nie demonizowałbym stwierdzeniem złotej klatki sposobu działania mózgu.

Powiedziałbym, że każdy nawyk zmierza do tego, żeby być ustabilizowanym, bo wtedy jest nam wygodnie.

 

W mojej profesji często się mówi o byciu w boxie, mamy takie kolokwialne powiedzenie, czyli wyjść z boxa (ang. out of the box), to znaczy zmienić sposób myślenia, myśleć poza swoim utartym zestawem schematów poznawczych.
 
Czy to nie jest trochę tak, że problem leży dużo głębiej? Mam na myśli chęć kontrolowania wszystkiego, która sprawia, że próbujemy być rozsądni ponad miarę w każdej możliwej sytuacji, nie potrafiąc uwierzyć w pozytywny obrót zdarzeń w naszym życiu.
 

Mateusz: Po pierwsze, w niektórych przypadkach jest to bardzo możliwe, po drugie jest to pewnego rodzaju cecha. Niektórzy chcą być perfekcjonistami, więc dążą do tego żeby wszystko kontrolować. Inni wręcz przeciwnie podchodzą do życia bardzo spontanicznie. Przykładem w skali makro byłoby to, że Polacy jako nacja zrozumieli, że od strony przedsiębiorczości potrzebne jest kontrolowanie, planowanie i podchodzą do tego bardzo racjonalnie. Od strony związku ciągle mamy model romantyczny sprzed dwustu lat, ludzie myślą: „miłość przychodzi, miłość odchodzi, jakoś to będzie, zobaczymy jak wyjdzie” czyt. „jesteśmy spontaniczni, nie mamy nad tym żadnej kontroli”, a ilość rozwodów niebotycznie wzrasta. Ludzie nie wiedzą jak sobie radzić z najbardziej fundamentalnymi i czasami banalnymi do obróbki od strony psychologicznej kłótniami, bo najzwyczajniej myślą tylko w kategoriach spontanicznych. Jeżeli już mielibyśmy nazwać coś w kategoriach polskiego problemu patrzenia na świat to spojrzałbym na to od strony takiej, że ludzie nie wiedzą jak mają się motywować. Nie wiedzą, jakie pytania mają sobie zadawać i nie wiedzą, że motywacji się nie ma, tylko się ją robi. Oczywiście w odpowiedni sposób z pomocą określonego sposobu myślenia. Motywacja istnieje na różnych poziomach, poza oczywistymi kwestiami motywacyjno – fizjologicznymi typu spanie, picie, jedzenie, do których generalnie nie musimy się motywować, wchodzimy na poziom motywacji, gdzie nasz umysł będzie odgrywał pierwsze skrzypce.

Pierwszy poziom to motywacja do rozwiązywania problemów – muszę zadać sobie pytanie: jakie trzy główne problemy rozwiążą cel, który chcę osiągnąć.

Drugi poziom – kim ten cel pozwoli mi się stać i co pozwoli mi osiągnąć, czyli mieć i być – to jest poziom ambicji.

Następnym poziomem jest poziom uczuć – w jaki sposób będę mógł być bardziej spontaniczny, kochający, entuzjastyczny, spokojny w chwili, gdy osiągnę ten cel. A co za tym idzie, w jaki sposób się zmotywuje na tym poziomie.

Później jest poziom altruizmu – w jaki sposób to, co ja robię pomoże innym, który jest tuż za poziomem samorealizacji – czyli pozwoli być bardziej sobą, dlatego, że każdy cel, który osiągamy kształtuje nas jako osoby.

Poziom wizji pt. jak to, co osiągnę zmieni świat, czy to w skali mikro – „Polska albo moja lokalna społeczność”, a później w kategoriach dużych. I wtedy nie musimy myśleć o tym, że jest jakiś problem dogłębnie go analizując, tylko zdać sobie sprawę z tego, że większość ludzkich problemów wynika z ignorancji. Za tym idzie oczywiście brak wiedzy, często fundamentalnej wiedzy, która jest oczywistą oczywistością w moim zawodzie, a która nie jest jeszcze niestety mainstreamowa, czyli nie jest upowszechniona. Czasami zamiast uczyć się, jaka jest stolica Madagaskaru, warto byłoby się nauczyć inteligencji emocjonalnej, wtedy wiedzielibyśmy, w jaki sposób to funkcjonuje. Natomiast powodem tego, co przedstawiłaś od strony metafory złotej klatki, przez co ludzie się nie motywują pozostając w strefie komfortu, jest to, że dążą do perfekcjonizmu. Oczywiście jest to jedna z możliwości, których jest bez liku.
Dosyć charakterystyczne jest to u młodych ludzi, którzy narzekają i uciekają w marzenia o tym, co chcieliby osiągnąć. Z kolei słomiany zapał sprawia, że zatrzymują się w tej sferze i nie ruszają dalej.
 
Mateusz: Oczywiście jest to charakterystyczne dla młodego pokolenia. Żyjąc w szybszych czasach, o wiele szybszej gratyfikacji nie są przyzwyczajeni do długoterminowej pracy. I ze względu na otoczenie, przede wszystkim internetowe, gdzie wiedza się podwaja co pięć miesięcy, chcą zdecydowanie szybszych wyników, których nie można w niektórych przypadkach uzyskać. Przykładowo, jak zacznę biegać żeby schudnąć, to przez tydzień nie zauważę prawdopodobnie żadnych zmian. Trzeba odsunąć gratyfikację na później, nie wspominając o byciu milionerem, bo nie zarobi się w jeden miesiąc takich pieniędzy. Z drugiej strony wtedy to już nie dotyczy perfekcjonizmu, tylko braku umiejętności kontynuowania organicznego procesu działania np. osiągnąwszy ten pierwszy spekulacyjny jak słusznie zauważyłaś emocjonalny poziom, oni nie kontynuują go, ponieważ tylko i wyłącznie motywowali się emocjami. I teraz wracają do tego, o czym ja mówiłem wcześniej – gdyby zadali sobie pytania, co dzięki temu osiągnę, kim ja się dzięki temu stanę, jak bardziej będę kochał i będę sobą, to wtedy mieliby system motywacyjny, ale go nie mają, bo nie posiadają takiej wiedzy.
Zatem trzeba uważać i nie ulegać tym emocjom oraz euforii

Mateusz: Jedno i drugie. Bo bez emocji nie jesteśmy w stanie mieć zapalnika do tego, żeby te działania podjąć. Badania pokazują, że kiedy ludzie robią zakupy bez emocji, to później nie cieszą się z tego, co kupili. Dlatego potrzebujemy emocji, jednocześnie pamiętając, że są one krótkoterminowe i zależne od zewnętrznego bodźca.

Zatem należy to robić emocjonalnie i racjonalnie, a prawdę mówiąc, elementem procesu myślenia jest również czucie. To jest trochę tak jakby oddzielić umysł od ciała, jedyną formą byłaby siekiera – a tego nie jesteśmy w stanie zrobić. Tak samo, jak nie da się oddzielić emocji od umysłu logicznego, a więc potrzebujemy umieć się motywować emocjonalnie i racjonalnie po to, żeby jedno i drugie nam współdziałało. Emocja pochodzi od słowa ruch, a żeby był ruch, to musi być emocja. Natomiast żeby wprowadzić swoje ciało w działanie trzeba coś czuć, mieć jakieś myśli, a żeby je mieć należy odpowiedzieć sobie na pytania, które wcześniej podyktowałem.
A czy istnieją sposoby na to, aby nie wpaść w taką pułapkę, o której mówimy?

Mateusz: Systematycznie bodźcować się nowymi wyzwaniami, zdawać sobie sprawę, że człowiek nie uczy się robić czegoś, ciągle powtarzając to samo, tylko musi zmieniać sobie poziom trudności i okoliczności, w jakich funkcjonuje.

Trzeba sobie utrudniać krótko mówiąc, stawiać większe cele, wyższe poprzeczki, trudniejsze zadania do osiągnięcia. Trzeba systematycznie korzystać z różnych nowych bodźców, jeździć w nowe miejsca, poznawać nowych ludzi, chodzić do nowych restauracji, uczyć się nowych języków po to, żeby permanentnie bodźcować się innymi rzeczami. Inaczej zgnuśniejmy, żyjąc ciągle tym samym co nie oznacza, że to jest złe.

Może oznaczać także kwestie, że ktoś chce być absolutnie ekspertem w jednej konkretnej dziedzinie i poza swoje przykładowe laboratorium nie wyściubi kawałka nosa. Natomiast jeżeli nie chcemy się do czegoś przyzwyczajać, to ciągle musimy się stymulować. Kiedyś Einstein powiedział, że chęć osiągnięcia czegoś nowego robiąc to samo, jest przykładem schizofrenii.

A co jeśli chodzi o Was i wasz związek, czy zdarza się, że wy również wpadacie do tej klatki?

Iliana: Myślę, że na razie nie jest to możliwe ze względu na to, że zawsze chcemy coś zmienić. Na przykład, kiedy mamy więcej czasu to podróżujemy – najlepiej do nowych krajów i poznajemy innych ludzi. Ponadto prowadzimy systematycznie rozmowy, każdego dnia po minimum 15-20 min o tym, co chcemy robić i jakie mamy plany na przyszłość. Zawsze podczas takiej rozmowy skupiamy się na tym, jak to można zrobić od strony praktycznej.

Z Mateuszem nie da się siedzieć i nic nie robić, ciągle coś zmieniamy i motywujemy się do tego, jak być lepszym. Pamiętam sytuację kiedy Mateusz był chory i miał hipertrofie (migotanie przedsionków i nadciśnienie) usłyszał wtedy od lekarza, że musi brać już do końca życia leki, ponieważ nie da się tego wyleczyć. Jednak my wiedzieliśmy, że da się to zrobić, ale tylko wtedy kiedy zmienimy całe nasze życie, czyli jedzenie, uprawianie sportu itd. Musieliśmy zrobić to całą rodziną w przeciwnym razie nie miałoby to sensu.

Również, wtedy kiedy zaczęłam mieszkać w Polsce i musiałam nauczyć się języka to rozmawialiśmy ciągle po polsku, dzięki czemu nie musiałam brać żadnych lekcji. A to wszystko dzięki wzajemnemu motywowaniu się do działania.

Mateusz: Ciągle jeździmy, non stop się uczymy, robimy nowe rzeczy. Zarówno ja w mojej pracy, jak i Iliana zajmujemy się dobrymi kwestiami będąc wykładowcami. Non stop mamy nowych klientów, udzielamy nowych wywiadów, więc te rzeczy najzwyczajniej w świecie sprawiają, że my ciągle się stymulujemy. Można powiedzieć, że życie w strefie dyskomfortu jest naszym komfortem.

Ludzie często popadają w rutynę zarówno w życiu zawodowym, jak i związkach, ale Wy sobie świetnie z tym radzicie.

Mateusz : Bo nic w nich nie robią. Polacy nauczyli się, że firmę trzeba prowadzić, kontrolować, organizować, ale nie robią nic ze swoimi rodzinami i małżeństwem.

Mnie osobiście zależy na tym, aby Iliana była inteligentniejsza ode mnie, bo to oznacza, że będę miał mniej problemów. Więc ja mam w drugą stronę ona zresztą też.

Pomiędzy Polską, a Pani ojczystym krajem jest dużo różnic, przede wszystkim kulturowych. Czy można pomiędzy tymi dwoma państwami zauważyć różnice w motywowaniu się i chęci realizowania swoich celów, czy też marzeń?
Iliana: Ależ oczywiście, niedawno były przeprowadzone badania na temat tego jaki język jest najbardziej pozytywny. Okazuje się, że hiszpański plasuje się na bardzo wysokim poziomie, co jest niewątpliwie ważne jeśli chodzi o motywowanie się. W Meksyku jest tak, że kiedy mamy jakiś cel o którym rozmawiamy z rodziną czy też znajomymi to zawsze, możemy liczyć na to, że będą nas wspierać i motywować do działania. Nie ma znaczenia co to będzie, oni zawsze będą próbowali znaleźć pozytywne strony tego co chcemy osiągnąć. Nawet jeśli zrobisz jakiś błąd to mówią: jesteś inteligentna, nie martw się, będzie dobrze.
Czyli każdą sytuację życiową czy też niepowodzenie potrafią przekuć w coś pozytywnego
Mateusz: W Meksyku nie istnieje coś takiego jak „hejt”.

Iliana: W dodatku charakterystyczne w Meksyku jest to, że ludzie nie potrafią powiedzieć „Nie’’ – i to jest prawda. Przytoczę przykład, jeśli ktoś zaprosi Cię na obiad do siebie i Ty wiesz, że nie możesz to zawsze mówisz „dobra, będę robić wszystko, żeby się pojawić”.

Nigdy za to nie mówią już na początku, że nie przyjdą, nawet jeśli wiedzą, że nie będzie to możliwe. I tak to działa w tej kulturze. Podobnie jest, jeśli chodzi o słowo „Dziękuje”, wypowiadamy je bardzo często nawet w tak prozaicznych sytuacjach, jak wtedy, gdy na pasach zatrzymuje się samochód po to, żebyśmy mogli przejść przez jezdnię – tutaj tego nie ma.

W Polsce, kiedy ktoś mówi o swoich planach, to ludzie bardzo często kładą większy nacisk na stronę negatywną, a nie pozytywną, co zdecydowanie nie motywuje do działania, a wręcz przeciwnie.

Czyli możemy się tylko od nich uczyć…

Mateusz: W kontekście życzliwości tak. Jesteśmy narzekaczami, pesymistami i widzimy świat dużo gorzej niż inni nas widzą. Są nawet ciekawe rozmowy prowadzone przez polskich dziennikarzy z angielskimi biznesmenami, a nawet urzędnikami Unijnymi, którzy opowiadają o tym, jak piękne wyniki gospodarcze mamy. My zaś w to nie wierzymy i zawsze porównujemy się do zachodu myśląc, że mamy gorzej – co nie jest prawdą. Także od tej strony z pewnością możemy wiele się nauczyć. Tak samo oni mogą się dużo nauczyć od nas, Polacy są zdecydowanie lepiej zorganizowani. Natomiast Meksykanie i ogólnie latynosi nie wiedzą co to znaczy przyjść na czas, my zaś mamy wyrzuty sumienia, kiedy jesteśmy niepunktualni. Mogą również nauczyć się załatwiania spraw i bycia efektywnym. W Polsce, jeżeli coś nie działa, to się naprawia, a w Meksyku jak nie działa to nie działa. Także jedna i druga kultura może korzystać.

Taka też była nasza idea, staramy się żyć w świecie obywatela świata. My nie wierzymy, że wystarczy być Polakiem czy też Meksykaninem. Nasza córka, która ma teraz cztery i pół roku w tej chwili mów trzema językami i mówienie o niej, że jest tylko Polką, czy Meksykanką byłoby nieoparte na faktach.
 
Iliana: W Meksyku, kiedy ktoś osiąga sukces albo kiedy coś nam się udaje, to bliscy chcą z nami świętować i cieszyć się naszym szczęściem. W Polsce jest odwrotnie większość robi się zazdrosna i nad tym też warto byłoby popracować.
Z Mateuszem Grzesiakiem rozmawiała Karolina Kryś

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

STRES – przyjaciel i wróg w jednym! Jak sobie z nim radzić? [PODCAST]

Stres – czasami wiąże się z nim przyjemny dreszczyk dodający energii, innym razem staje się on kamieniem na barkach, którego dłużej nie możemy już nieść. Czym tak naprawdę stres jest? W jakiej formie jest w twoim życiu? Jak radzić sobie ze stresem?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jeśli czujesz się zestresowana, albo widzisz jak twój partner codziennie wychodzi do pracy będąc w ogromnym napięciu, zapewne zastanawiasz się, co możesz z tym zrobić. Sposobów na opanowanie stresu jest naprawdę bardzo wiele. Nieraz jednak zanim któryś z nich wykorzystamy, dobrze jest w ogóle zastanowić się, czym ten stres jest? Co takiego wydarza się w moim życiu, że go odczuwam? Co sprawia, że moja przyjaciółka w podobnej sytuacji jest całkowicie wyluzowana? A może bolące mnie od miesięcy plecy to też jest objaw stresu?

Warto jest bliżej przyjrzeć się temu, co jest przecież nierozerwalnie związane zarówno z codziennością, jak i z tak trudnymi okresami w życiu, jak na przykład przedłużające się starania o dziecko. Stres jest, był i będzie. Wcale nie oznacza to jednak, że mamy go tylko i wyłącznie nie lubić. Może rzeczywiście czasami jest naszym przyjacielem?

Zastanówmy się wspólnie – posłuchaj PODCASTU

…bo nie musisz ze stresem radzić sobie sama!

 

Zobacz też:

Bo to nie zawsze siniaki i krzyki – bierna agresja. Czy jest obecna w twoim życiu? – PODCAST psychologiczny

„Nigdy nie będę taka jak ona…” – czy porównywanie się naprawdę ma sens? – PODCAST psychologiczny

Świat pod linijkę – gdy perfekcjonizm zderza się z niepłodnością – PODCAST psychologiczny

 

Wszystkie nagrania znajdziesz też na YouTube:

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

5 sposobów, jak o siebie zadbać w święta (i nie tylko)!

Czas świąt nie dla wszystkich jest łatwy. Nie każdy kojarzy go z magią, białym puchem i śpiewaniem kolęd z bliskimi. Dla niektórych jest to okres trudnych spotkań z rodziną, konfrontacji z nieprzyjemnymi komentarzami, czy raniącymi pytaniami. Okres zmagań z niepłodnością może te lęki i trudności jeszcze dodatkowo zwiększać. Co jest zatem jednym ze sposobów, w jaki możemy to sobie ułatwić? Troska o siebie!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Poznaj 5 wskazówek, jak o siebie zadbać w święta (i nie tylko):
1. Odpocznij

Święta to często czas, w którym jedno spotkanie goni kolejne. Przygotowania trwają godzinami, w ostatnim momencie zakładasz elegancką sukienkę, a na koniec i tak okazuje się, że jeden z prezentów został ukryty w szafie i nie masz już jak po niego wrócić. Jeśli męczy cię taki świąteczny harmider – a może być on sprawcą dużego napięcia i niepotrzebnych kłótni – to chyba nie chcesz za pół roku wspominać kolejnych świąt z frustracją i niezadowoleniem?

Przemyśl to. Jeśli masz wtedy kilka dni wolnych od pracy, może warto poświęcić je na dodatkową godzinę snu (nawet jeśli będzie wiązało się to z jedną potrawą na stole mniej)? Daj sobie w tych dniach przestrzeń na oddech. Zatrzymaj się na chwilę i nie pędź jeszcze bardziej, niż pędzi nasz codzienny czas. Dzięki temu być może uda Ci się nabrać dodatkowych sił, energii i stworzyć pozytywne wspomnienia na kolejne lata?

Paradoksalnie odpoczynek nie jest jednak prostą sprawą. Znasz w sobie ten głos, który mówi, że coś „powinnaś”, że tracisz czas, że zwalniając tempo zawodzisz innych? „Bardzo często mamy w sobie bowiem przeżycie, że „nie zasługujemy” na różne dobre rzeczy. Konsekwencją takiego postrzegania jest natomiast to, że nie jestem w stanie sobie samej tej dobroci okazać” – mówi w rozmowie z nami psycholożka i psychoterapeutka, Małgorzata Zembowicz-Kowalska.

Trudno jest wtedy podarować sobie godzinę na sport, albo dodatkową godzinę snu. No bo jak to?! Jest to przecież  godzina, którą powinniśmy przeznaczyć na wiele innych spraw! My sami jesteśmy zaś za mało ważni – wszystko to odnosi się więc tak naprawdę do sposobu, w jaki o sobie myślimy” – podkreśla ekspertka.

2. Powiedz „STOP”

Warto też pamiętać, że nie na wszystko musimy się zgadzać. Jeśli ktoś przekracza nasze granice, jeśli czyjś komentarz nas rani, jeśli daleka wścibska ciocia zadaje pytania, na które nie chcemy odpowiadać, możemy – a czasami dla własnego dobra wręcz musimy! – powiedzieć: „NIE”. Owszem, nieraz jest to bardzo trudne i może być niezrozumiałe przez innych, ale mamy do tego pełne prawo i jest to jak najbardziej w porządku.

Przede wszystkim granice. Co ważne, są one nierozerwalnie związane z byciem blisko siebie. Jeśli mam dobry kontakt ze sobą, mam świadomość siebie i swoich emocji, to też łatwiej jest mi te granice wyznaczać. I faktycznie, zadbaniem o siebie będzie ich utrzymywanie, czyli np. nieodpowiadanie na pytania, na które nie chcę odpowiadać, albo wręcz zapowiedzenie, że nie chcę o danym temacie mówić. Mamy do tego prawo, bo to my wyznaczamy miejsce, w którym te granice wypadają” – komentuje psycholożka i dodaje:

Oczywiście inni mają prawo próbować je przekraczać i te momenty są ciężkie dla obu stron. Wtedy jednak tym bardziej warto zadbać o ich zachowanie i nie banie się przy tym, że ktoś być może będzie tym urażony. Być może będzie, bo taka też nieraz trudność pojawia się w kontakcie z asertywnymi zachowaniami. Szczególnie jeśli wcześniej ich nie było.”

Zobacz także: Bo to nie zawsze siniaki i krzyki – bierna agresja. Czy jest obecna w twoim życiu? [PODCAST]

3. Zrób mapę swoich zasobów

Być może określenie „zasoby” brzmi dla ciebie dość sucho. Jest to jednak niezwykle istotne, by umieć je w swoim życiu budować, dostrzegać oraz korzystać z nich. Są to wszelkie rodzaje wsparcia, jakie mamy „na zapleczu”. W razie trudności możemy z owego zaplecza wyciągnąć takie pudełko, które na ten moment będzie nam najbardziej pomocne. Co może nam to ułatwić? Przede wszystkim świadomość tego, co się w owych pudełkach kryje i utworzenie ich mapy. Co ważne, pomysł ten najlepiej jest zrealizować jeszcze przed świętami. Dlaczego? W ich trakcie będziesz mogła już w pełni z niego skorzystać!

Gdy rozmawiam z ludźmi, nieraz są bardzo zdziwieni, co można traktować właśnie jako zasób. A są one w każdym obszarze naszego życia! Moim zasobem jest to, że mam samochód i nie muszę jeździć autobusem, co zwykle bardzo mnie frustruje. Od lat inwestuję też w relacje i mam sprawdzonych przyjaciół, do których będę mogła zwrócić się w każdej sytuacji.

Warto pamiętać, że owo „zaplecze” jest w nas, w innych ludziach, ale i w rzeczach materialnych. W ramach dbania o siebie dobrze jest tworzyć wewnętrzną mapę zasobów, żeby móc dostrzec jakie osoby mam dookoła, jakie mamy cechy, jakie posiadamy przedmioty, z których w razie potrzeby będziemy mogli skorzystać – budowanie tej świadomości to także forma zadbania o siebie.

Małgorzata Zembowicz-Kowalska, psycholożka i psychoterapeutka

4. Testuj różne opcje

Czasami zadając sobie pytanie, czym właściwie jest dla mnie dbanie o siebie, pojawia się w głowie jedno wielkie „nie wiem”. Warto wtedy postawić na szukanie i testowanie. Jeśli nie wiem, to naturalnym jest, że sprawdzam, prawda? Naturalnym jest też to, że nie wszystko okazuje się nam idealnie pasować. Czasami też, coś co pasowało nam kilka lat temu, dzisiaj już nie odpowiada na nasze potrzeby i to też jest jak najbardziej okej.

Zastanówmy się zatem nad trudnością, jak może wiązać się właśnie z okresem świąt. Nie lubimy tego czasu, nie czujemy się dobrze ze swoją rodziną, a mimo to musimy się z nimi spotkać. Co wtedy możemy zrobić?

Nasuwającą się odpowiedzią jest: „Nie spotykać się z nimi”. Myślę sobie jednak, że bardzo łatwo jest z automatu udzielić uproszczonej odpowiedzi. Relacje rodzinne wiążą się bowiem z bardzo skomplikowanymi procesami. Moje doświadczenie zawodowe pokazuje, że osób, które naprawdę nie chcą mieć kontaktu ze swoją rodziną, jest niewiele. Większość to ludzie, dla których ten kontakt jest bardzo trudny, bo w jakiś sposób czują się właśnie nadużywani” – komentuje psychoterapeutka.  „Zapewne należałoby pomyśleć, dlaczego jest to takie ciężkie i czy wszystko przychodzi do mnie tylko z zewnątrz? A może jeżeli to ja zmienię coś w swoim zachowaniu, to okaże się to być łatwiejsze?” – podkreśla nasza ekspertka i zaznacza tym samym, jak ważna i przydatna może być tutaj właśnie metoda „testowania”.

Przykładem może być wyjazd do owej „problematycznej” rodziny na całe ferie świąteczne. Spędzasz tam czas od 22. grudnia aż do 2. stycznia. W tym czasie napięcie i konflikty tylko narastają, a ty wracasz do domu wypompowana. A może by tak przetestować, co się wydarzy, kiedy pojedziesz na kilka dni mniej?

„Wcale nie musi być tak, że albo zgodzę się na wszystko, albo muszę zerwać z rodziną wszystkie kontakty. Mogę właśnie pojechać na krócej, bo w zasadzie jak się nad tym zastanowię, to pierwsze dwa dni zawsze są miłe, a koszmar rozpoczyna się dopiero później. Naprawdę w większości sytuacji jesteśmy w stanie znaleźć całą masę rozwiązań „pomiędzy” – podkreśla Małgorzata Zembowicz-Kowalska.

5. Postaw na siebie

I tutaj dochodzimy do sedna! Znasz zasadę maski tlenowej, która przypominana jest przed każdym startem samolotu? W razie kryzysu, maskę tlenową zakładasz najpierw sobie, dopiero później innym. Przekładając to na troskę o siebie – jeśli nie dbam o siebie, to też nie jestem w stanie za wiele z siebie dać, pomóc innym, rozwijać się.

Z jednej strony warto o tym pamiętać, ponieważ często dbanie o siebie odkładamy na drugi plan właśnie ze względu na to, że ci inni są ważniejsi. Halo, halo! Wracając powyżej – jeśli ty nie czujesz się dobrze, nie będziesz w stanie też w pełni zadbać o innych. Także tych najbliższych. Najzwyczajniej w świecie będzie ci o wiele trudniej regenerować siły, zaś o wiele łatwiej będziesz je tracić. Dodatkowo możesz też wtedy nie dostrzegać zasobów, które masz w swoim „zapleczu”. Już nawet te trzy przykłady stawiania siebie na dalszym planie pozwalają dostrzec, jak wiele zagrożeń może się wtedy pojawić.

Po drugie, „postaw na siebie” w kontekście swoich indywidualnych potrzeb, a nie na to, co jest dobre w ocenie innych. Wsłuchaj się w siebie i sprawdź, co konkretnie w twoim rozumieniu oznacza troska o siebie. Nie co to oznacza dla twojej przyjaciółki, twojego taty, dla Zosi, czy Wojtka – ale właśnie dla ciebie! Jak mówi psychoterapeutka, Małgorzata Zembowicz-Kowalska: „Nie ma jednej jedynej reguły, która powie nam co jest dobrą formą troski o siebie, a co zawsze jest tym złym rozwiązaniem. Poza jednym wskaźnikiem – byciem blisko samego siebie. Gdy jesteś blisko siebie, to znaczy, że o siebie dbasz”.

Więcej przeczytasz w magazynie:  Tu kupisz e-wersję Chcemy Być Rodzicami

Ekspert

Małgorzata Zembowicz-Kowalska

psycholożka, psychoterapeutka, specjalistka terapii uzależnień. Prowadzi konsultacje psychologiczne, terapię indywidualną, grupową, terapię par oraz terapię uzależnień. Zajmuję się również prowadzeniem zajęć treningowych, psychoedukacyjnych oraz działalnością szkoleniową i dydaktyczną – www.malgorzatazembowicz.pl

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Stres a płodność

stres a płodność
fot. Pixabay

“Za bardzo chcę, dlatego nie mogę”, “To na pewno z powodu mojej stresującej pracy”, “Przepracowywałam się, czekałam z dzieckiem, teraz mam za swoje”. Spotkałaś się kiedyś z tymi przekonaniami wśród swoich znajomych? A może sama łapiesz się na takich myślach? Stres a płodność – wszystko, co musisz wiedzieć na ten temat. 

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Mamy dla Ciebie dobrą wiadomość: obecne stanowisko psychologów jest takie, że stres sam w sobie nie powoduje niepłodności.

Zobacz też: Czy stres utrudnia ci zajście w ciążę? Rozwiąż test i przekonaj się sama

Stres a płodność

Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne stoi na stanowisku, że czynniki biologiczne mają znacznie większe znaczenie w kontekście problemów z płodnością niż czynniki psychologiczne. Te drugie są raczej wtórne – problemy z zajściem w ciążę powodują stres strach, niepokój, zniecierpliwienie, same zaś nie wpływają bezpośrednio na płodność.

Stres czy trudne emocje mogą natomiast prowadzić do zachowań, które będą miały wpływ na powodzenie starań o dziecko. Żyjąc w ciągłym napięciu jesteśmy skłonne odreagowywać, na przykład pijąc alkohol, paląc papierosy, niezdrowo i nieregularnie jedząc, śpiąc za mało lub za dużo, uciekając w zbyt intensywną pracę lub zbyt duży wysiłek fizyczny. Konsekwencją tych wywołanych stresem zachowań mogą być problemy z zajściem w ciążę.  

Zobacz też: Niepłodność i stres – co tak naprawdę znaczy: odstresować się?

Związek pomiędzy stresem a nieudanymi staraniami o dziecko

Oprócz tego stres może powodować uaktywnienie się wcześniej istniejących schorzeń, które dotąd nie dawały objawów. Zastanówmy się nad tym: kobiety zachodzą w ciążę mimo traumy, dzieci rodzą się w trakcie wojny i kataklizmów.

Gdyby faktycznie stres był czynnikiem bezpośrednio oddziałującym na płodność, to biorąc pod uwagę niezwykle stresującą historię ludzkości, nie byłoby nas tyle, ile nas jest w tej chwili. Zatem rady domorosłych psychologów, którzy mówią nam, że jak się zrelaksujemy to osiągniemy sukces, możemy puścić mimo uszu.

Zobacz też: Refleksologia skuteczna na stres i walkę z niepłodnością

Redukcja stresu ma sens

Bez względu na brak bezpośredniego związku stresu i płodności, systematyczny odpoczynek i zdrowszy tryb życia to zawsze dobry pomysł. Warto, abyśmy starając się o dziecko pozbyły się poczucia winy i nie szukały źródła problemu w swoich trudnościach z odprężeniem się, tylko zwyczajnie zatroszczyły się o siebie. Nasze lepsze samopoczucie, większy komfort i bardziej optymistyczne nastawienie uczynią proces starania się o dziecko łatwiejszym, zarówno dla nas, jak i dla naszych partnerów.

Warto w tym czasie zadbać o stabilność i systematyczność funkcjonowania. Duże zmiany, również te pozytywne, są źródłem nadmiernego pobudzenia organizmu, stresu i niepewności. Lekkie ćwiczenia fizyczne i oddechowe, regularny odpoczynek, zrównoważona dieta mają szansę korzystnie wpłynąć na naszą ogólną kondycję. Warto przetestować różne techniki relaksacyjne i sprawdzić, które działają dla nas najlepiej.

Istotną rolę odgrywa również dbanie o jakość spędzonego z partnerem czasu we dwoje. Intymność i bliskość w naszym związku buduje ochotę na seks i daje przestrzeń na wspólne poszukiwanie rozwiązania problemów, daje energię do dalszych starań.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródła:

  1. https://www.psychologytoday.com/us/blog/the-chronicles-infertility/201803/the-truth-about-stress-and-fertility
  2. https://www.verywellfamily.com/can-stress-keep-you-from-getting-pregnant-1959951

https://www.apa.org/monitor/sep06/stress.aspx