Przejdź do treści

Motywacja to styl życia –

Mateusz Grzesiak Motywacja

Motywacja, czyli o tym jak wyjść ze złotej klatki oraz czy życie w strefie dyskomfortu może być naszym komfortem – na te i inne pytania odpowiedzieli Mateusz Grzesiak, polski trener rozwoju osobistego i jego żona Iliana Ramirez w rozmowie z Karoliną Kryś.

Czym właściwie jest motywacja?
 
Mateusz: Umiejętnością osiągania zaplanowanych celów – na najbardziej ogólnym poziomie. Można patrzeć na to jak na podejście do życia oparte o to, żeby chciało się chcieć. Można również popatrzeć na to bardziej naukowo, psychologicznie – powiedzieć, że jest to zestaw technik emocjonalnych, behawioralnych, poznawczych, które służą do tego, żeby człowiek posiadał szeroko pojęty zapał i energię do działania. Słuszne jest także podejście bardziej filozoficzne – motywacja to jest styl życia w oparciu o swoje własne prawa i o to, w jaki sposób chce się funkcjonować.
 
Jak wiadomo bardzo dużo ludzi posiada osobistą strefę komfortu, w której funkcjonują na co dzień, wykonując te same, znane i dobrze opanowane czynności. Niewątpliwie jest to zamknięcie się w symbolicznej złotej klatce. I przypomina oglądanie zza prętów tej klatki niezliczonych możliwości, których nie mamy odwagi się podjąć w obawie przed koniecznością opuszczenia miejsca, które daje nam poczucie bezpieczeństwa. Jak z tym walczyć?
 

Mateusz: Każda osoba, która zaczyna coś ćwiczyć, obojętnie czy to jest język angielski, chodzenie na siłownię, czy też umiejętność komunikacji w związku, w pewnym momencie się przyzwyczaja, ta umiejętność staje się dla niej nawykiem. Krótko mówiąc, każda osoba będzie funkcjonowała w oparciu o pewne powtarzające się wzorce, które są nieświadome. Wtedy następuje coś, co się nazywa okresem stabilizacji, ten okres oznacza, że jest się przyzwyczajanym do określonego rodzaju bodźców występujących w rzeczywistości.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nazwałaś to złotą klatką, to niekoniecznie musi być klatka tylko kwestia pewnej cechy mózgu, który dąży do tego żeby uprościć sobie wszelkie formy działania np. prowadzimy samochód i nie myślimy o tym jak ruszamy, jak zmieniamy biegi – to się po prostu dzieje. Niewątpliwie jest to plusem, bo można wszystko robić szybko i łatwo – to są nawyki. Minusem tego jest to, że jak mamy jakąś kwestie w życiu, która nam nie działa i popełniamy w niej błąd, to nie jesteśmy tak skuteczni jakbyśmy mogli i wtedy trafiamy do klatki. Tylko dlatego, że nie wiemy o tym, że popełniliśmy błąd. Z drugiej strony jesteśmy już tak przyzwyczajeni do określonej formy robienia czegoś, że niekoniecznie wtedy mamy ochotę to zmienić, oczywiście wiemy jak to zrobić, ale się boimy. Więc nie demonizowałbym stwierdzeniem złotej klatki sposobu działania mózgu.

Powiedziałbym, że każdy nawyk zmierza do tego, żeby być ustabilizowanym, bo wtedy jest nam wygodnie.

 

W mojej profesji często się mówi o byciu w boxie, mamy takie kolokwialne powiedzenie, czyli wyjść z boxa (ang. out of the box), to znaczy zmienić sposób myślenia, myśleć poza swoim utartym zestawem schematów poznawczych.
 
Czy to nie jest trochę tak, że problem leży dużo głębiej? Mam na myśli chęć kontrolowania wszystkiego, która sprawia, że próbujemy być rozsądni ponad miarę w każdej możliwej sytuacji, nie potrafiąc uwierzyć w pozytywny obrót zdarzeń w naszym życiu.
 

Mateusz: Po pierwsze, w niektórych przypadkach jest to bardzo możliwe, po drugie jest to pewnego rodzaju cecha. Niektórzy chcą być perfekcjonistami, więc dążą do tego żeby wszystko kontrolować. Inni wręcz przeciwnie podchodzą do życia bardzo spontanicznie. Przykładem w skali makro byłoby to, że Polacy jako nacja zrozumieli, że od strony przedsiębiorczości potrzebne jest kontrolowanie, planowanie i podchodzą do tego bardzo racjonalnie. Od strony związku ciągle mamy model romantyczny sprzed dwustu lat, ludzie myślą: „miłość przychodzi, miłość odchodzi, jakoś to będzie, zobaczymy jak wyjdzie” czyt. „jesteśmy spontaniczni, nie mamy nad tym żadnej kontroli”, a ilość rozwodów niebotycznie wzrasta. Ludzie nie wiedzą jak sobie radzić z najbardziej fundamentalnymi i czasami banalnymi do obróbki od strony psychologicznej kłótniami, bo najzwyczajniej myślą tylko w kategoriach spontanicznych. Jeżeli już mielibyśmy nazwać coś w kategoriach polskiego problemu patrzenia na świat to spojrzałbym na to od strony takiej, że ludzie nie wiedzą jak mają się motywować. Nie wiedzą, jakie pytania mają sobie zadawać i nie wiedzą, że motywacji się nie ma, tylko się ją robi. Oczywiście w odpowiedni sposób z pomocą określonego sposobu myślenia. Motywacja istnieje na różnych poziomach, poza oczywistymi kwestiami motywacyjno – fizjologicznymi typu spanie, picie, jedzenie, do których generalnie nie musimy się motywować, wchodzimy na poziom motywacji, gdzie nasz umysł będzie odgrywał pierwsze skrzypce.

Pierwszy poziom to motywacja do rozwiązywania problemów – muszę zadać sobie pytanie: jakie trzy główne problemy rozwiążą cel, który chcę osiągnąć.

Drugi poziom – kim ten cel pozwoli mi się stać i co pozwoli mi osiągnąć, czyli mieć i być – to jest poziom ambicji.

Następnym poziomem jest poziom uczuć – w jaki sposób będę mógł być bardziej spontaniczny, kochający, entuzjastyczny, spokojny w chwili, gdy osiągnę ten cel. A co za tym idzie, w jaki sposób się zmotywuje na tym poziomie.

Później jest poziom altruizmu – w jaki sposób to, co ja robię pomoże innym, który jest tuż za poziomem samorealizacji – czyli pozwoli być bardziej sobą, dlatego, że każdy cel, który osiągamy kształtuje nas jako osoby.

Poziom wizji pt. jak to, co osiągnę zmieni świat, czy to w skali mikro – „Polska albo moja lokalna społeczność”, a później w kategoriach dużych. I wtedy nie musimy myśleć o tym, że jest jakiś problem dogłębnie go analizując, tylko zdać sobie sprawę z tego, że większość ludzkich problemów wynika z ignorancji. Za tym idzie oczywiście brak wiedzy, często fundamentalnej wiedzy, która jest oczywistą oczywistością w moim zawodzie, a która nie jest jeszcze niestety mainstreamowa, czyli nie jest upowszechniona. Czasami zamiast uczyć się, jaka jest stolica Madagaskaru, warto byłoby się nauczyć inteligencji emocjonalnej, wtedy wiedzielibyśmy, w jaki sposób to funkcjonuje. Natomiast powodem tego, co przedstawiłaś od strony metafory złotej klatki, przez co ludzie się nie motywują pozostając w strefie komfortu, jest to, że dążą do perfekcjonizmu. Oczywiście jest to jedna z możliwości, których jest bez liku.
Dosyć charakterystyczne jest to u młodych ludzi, którzy narzekają i uciekają w marzenia o tym, co chcieliby osiągnąć. Z kolei słomiany zapał sprawia, że zatrzymują się w tej sferze i nie ruszają dalej.
 
Mateusz: Oczywiście jest to charakterystyczne dla młodego pokolenia. Żyjąc w szybszych czasach, o wiele szybszej gratyfikacji nie są przyzwyczajeni do długoterminowej pracy. I ze względu na otoczenie, przede wszystkim internetowe, gdzie wiedza się podwaja co pięć miesięcy, chcą zdecydowanie szybszych wyników, których nie można w niektórych przypadkach uzyskać. Przykładowo, jak zacznę biegać żeby schudnąć, to przez tydzień nie zauważę prawdopodobnie żadnych zmian. Trzeba odsunąć gratyfikację na później, nie wspominając o byciu milionerem, bo nie zarobi się w jeden miesiąc takich pieniędzy. Z drugiej strony wtedy to już nie dotyczy perfekcjonizmu, tylko braku umiejętności kontynuowania organicznego procesu działania np. osiągnąwszy ten pierwszy spekulacyjny jak słusznie zauważyłaś emocjonalny poziom, oni nie kontynuują go, ponieważ tylko i wyłącznie motywowali się emocjami. I teraz wracają do tego, o czym ja mówiłem wcześniej – gdyby zadali sobie pytania, co dzięki temu osiągnę, kim ja się dzięki temu stanę, jak bardziej będę kochał i będę sobą, to wtedy mieliby system motywacyjny, ale go nie mają, bo nie posiadają takiej wiedzy.
Zatem trzeba uważać i nie ulegać tym emocjom oraz euforii

Mateusz: Jedno i drugie. Bo bez emocji nie jesteśmy w stanie mieć zapalnika do tego, żeby te działania podjąć. Badania pokazują, że kiedy ludzie robią zakupy bez emocji, to później nie cieszą się z tego, co kupili. Dlatego potrzebujemy emocji, jednocześnie pamiętając, że są one krótkoterminowe i zależne od zewnętrznego bodźca.

Zatem należy to robić emocjonalnie i racjonalnie, a prawdę mówiąc, elementem procesu myślenia jest również czucie. To jest trochę tak jakby oddzielić umysł od ciała, jedyną formą byłaby siekiera – a tego nie jesteśmy w stanie zrobić. Tak samo, jak nie da się oddzielić emocji od umysłu logicznego, a więc potrzebujemy umieć się motywować emocjonalnie i racjonalnie po to, żeby jedno i drugie nam współdziałało. Emocja pochodzi od słowa ruch, a żeby był ruch, to musi być emocja. Natomiast żeby wprowadzić swoje ciało w działanie trzeba coś czuć, mieć jakieś myśli, a żeby je mieć należy odpowiedzieć sobie na pytania, które wcześniej podyktowałem.
A czy istnieją sposoby na to, aby nie wpaść w taką pułapkę, o której mówimy?

Mateusz: Systematycznie bodźcować się nowymi wyzwaniami, zdawać sobie sprawę, że człowiek nie uczy się robić czegoś, ciągle powtarzając to samo, tylko musi zmieniać sobie poziom trudności i okoliczności, w jakich funkcjonuje.

Trzeba sobie utrudniać krótko mówiąc, stawiać większe cele, wyższe poprzeczki, trudniejsze zadania do osiągnięcia. Trzeba systematycznie korzystać z różnych nowych bodźców, jeździć w nowe miejsca, poznawać nowych ludzi, chodzić do nowych restauracji, uczyć się nowych języków po to, żeby permanentnie bodźcować się innymi rzeczami. Inaczej zgnuśniejmy, żyjąc ciągle tym samym co nie oznacza, że to jest złe.

Może oznaczać także kwestie, że ktoś chce być absolutnie ekspertem w jednej konkretnej dziedzinie i poza swoje przykładowe laboratorium nie wyściubi kawałka nosa. Natomiast jeżeli nie chcemy się do czegoś przyzwyczajać, to ciągle musimy się stymulować. Kiedyś Einstein powiedział, że chęć osiągnięcia czegoś nowego robiąc to samo, jest przykładem schizofrenii.

A co jeśli chodzi o Was i wasz związek, czy zdarza się, że wy również wpadacie do tej klatki?

Iliana: Myślę, że na razie nie jest to możliwe ze względu na to, że zawsze chcemy coś zmienić. Na przykład, kiedy mamy więcej czasu to podróżujemy – najlepiej do nowych krajów i poznajemy innych ludzi. Ponadto prowadzimy systematycznie rozmowy, każdego dnia po minimum 15-20 min o tym, co chcemy robić i jakie mamy plany na przyszłość. Zawsze podczas takiej rozmowy skupiamy się na tym, jak to można zrobić od strony praktycznej.

Z Mateuszem nie da się siedzieć i nic nie robić, ciągle coś zmieniamy i motywujemy się do tego, jak być lepszym. Pamiętam sytuację kiedy Mateusz był chory i miał hipertrofie (migotanie przedsionków i nadciśnienie) usłyszał wtedy od lekarza, że musi brać już do końca życia leki, ponieważ nie da się tego wyleczyć. Jednak my wiedzieliśmy, że da się to zrobić, ale tylko wtedy kiedy zmienimy całe nasze życie, czyli jedzenie, uprawianie sportu itd. Musieliśmy zrobić to całą rodziną w przeciwnym razie nie miałoby to sensu.

Również, wtedy kiedy zaczęłam mieszkać w Polsce i musiałam nauczyć się języka to rozmawialiśmy ciągle po polsku, dzięki czemu nie musiałam brać żadnych lekcji. A to wszystko dzięki wzajemnemu motywowaniu się do działania.

Mateusz: Ciągle jeździmy, non stop się uczymy, robimy nowe rzeczy. Zarówno ja w mojej pracy, jak i Iliana zajmujemy się dobrymi kwestiami będąc wykładowcami. Non stop mamy nowych klientów, udzielamy nowych wywiadów, więc te rzeczy najzwyczajniej w świecie sprawiają, że my ciągle się stymulujemy. Można powiedzieć, że życie w strefie dyskomfortu jest naszym komfortem.

Ludzie często popadają w rutynę zarówno w życiu zawodowym, jak i związkach, ale Wy sobie świetnie z tym radzicie.

Mateusz : Bo nic w nich nie robią. Polacy nauczyli się, że firmę trzeba prowadzić, kontrolować, organizować, ale nie robią nic ze swoimi rodzinami i małżeństwem.

Mnie osobiście zależy na tym, aby Iliana była inteligentniejsza ode mnie, bo to oznacza, że będę miał mniej problemów. Więc ja mam w drugą stronę ona zresztą też.

Pomiędzy Polską, a Pani ojczystym krajem jest dużo różnic, przede wszystkim kulturowych. Czy można pomiędzy tymi dwoma państwami zauważyć różnice w motywowaniu się i chęci realizowania swoich celów, czy też marzeń?
Iliana: Ależ oczywiście, niedawno były przeprowadzone badania na temat tego jaki język jest najbardziej pozytywny. Okazuje się, że hiszpański plasuje się na bardzo wysokim poziomie, co jest niewątpliwie ważne jeśli chodzi o motywowanie się. W Meksyku jest tak, że kiedy mamy jakiś cel o którym rozmawiamy z rodziną czy też znajomymi to zawsze, możemy liczyć na to, że będą nas wspierać i motywować do działania. Nie ma znaczenia co to będzie, oni zawsze będą próbowali znaleźć pozytywne strony tego co chcemy osiągnąć. Nawet jeśli zrobisz jakiś błąd to mówią: jesteś inteligentna, nie martw się, będzie dobrze.
Czyli każdą sytuację życiową czy też niepowodzenie potrafią przekuć w coś pozytywnego
Mateusz: W Meksyku nie istnieje coś takiego jak „hejt”.

Iliana: W dodatku charakterystyczne w Meksyku jest to, że ludzie nie potrafią powiedzieć „Nie’’ – i to jest prawda. Przytoczę przykład, jeśli ktoś zaprosi Cię na obiad do siebie i Ty wiesz, że nie możesz to zawsze mówisz „dobra, będę robić wszystko, żeby się pojawić”.

Nigdy za to nie mówią już na początku, że nie przyjdą, nawet jeśli wiedzą, że nie będzie to możliwe. I tak to działa w tej kulturze. Podobnie jest, jeśli chodzi o słowo „Dziękuje”, wypowiadamy je bardzo często nawet w tak prozaicznych sytuacjach, jak wtedy, gdy na pasach zatrzymuje się samochód po to, żebyśmy mogli przejść przez jezdnię – tutaj tego nie ma.

W Polsce, kiedy ktoś mówi o swoich planach, to ludzie bardzo często kładą większy nacisk na stronę negatywną, a nie pozytywną, co zdecydowanie nie motywuje do działania, a wręcz przeciwnie.

Czyli możemy się tylko od nich uczyć…

Mateusz: W kontekście życzliwości tak. Jesteśmy narzekaczami, pesymistami i widzimy świat dużo gorzej niż inni nas widzą. Są nawet ciekawe rozmowy prowadzone przez polskich dziennikarzy z angielskimi biznesmenami, a nawet urzędnikami Unijnymi, którzy opowiadają o tym, jak piękne wyniki gospodarcze mamy. My zaś w to nie wierzymy i zawsze porównujemy się do zachodu myśląc, że mamy gorzej – co nie jest prawdą. Także od tej strony z pewnością możemy wiele się nauczyć. Tak samo oni mogą się dużo nauczyć od nas, Polacy są zdecydowanie lepiej zorganizowani. Natomiast Meksykanie i ogólnie latynosi nie wiedzą co to znaczy przyjść na czas, my zaś mamy wyrzuty sumienia, kiedy jesteśmy niepunktualni. Mogą również nauczyć się załatwiania spraw i bycia efektywnym. W Polsce, jeżeli coś nie działa, to się naprawia, a w Meksyku jak nie działa to nie działa. Także jedna i druga kultura może korzystać.

Taka też była nasza idea, staramy się żyć w świecie obywatela świata. My nie wierzymy, że wystarczy być Polakiem czy też Meksykaninem. Nasza córka, która ma teraz cztery i pół roku w tej chwili mów trzema językami i mówienie o niej, że jest tylko Polką, czy Meksykanką byłoby nieoparte na faktach.
 
Iliana: W Meksyku, kiedy ktoś osiąga sukces albo kiedy coś nam się udaje, to bliscy chcą z nami świętować i cieszyć się naszym szczęściem. W Polsce jest odwrotnie większość robi się zazdrosna i nad tym też warto byłoby popracować.
Z Mateuszem Grzesiakiem rozmawiała Karolina Kryś

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Czy niepłodność jest karą?

Czy niepłodność jest karą
O niepłodności możemy myśleć również jak o pewnym etapie w życiu, który może zakończyć się na różne sposoby – fot. Fotolia

Czy niepłodność jest karą? Czy można ją rozpatrywać w takich kategoriach? Oczywiście, jest to pytanie prowokacyjne i prowokujące – do zastanowienia się, zatrzymania i przyjrzenia, jakie mamy wyobrażenia na swój temat. Nie trudno na którymś z przedłużających się etapów starań o dziecku uznać, że coś jest z nami nie tak.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Trudno zaakceptować jakiekolwiek „nie tak” w życiu, ponieważ skazuje ono człowieka na niewiedzę i niepewność. Konfrontuje z bezsilnością, a to jedna z najbardziej nieprzyjemnych sytuacji w życiu. Lepiej znać jakąkolwiek przyczynę, niż zmagać się z poczuciem, że nic od nas nie zależy.

Zobacz też: „Uderz w samą siebie, ukarz się za niepłodność!” – jakże smutne rzeczy potrafimy robić same sobie

Czy niepłodność jest karą? Czyli moja przeszłość mnie dogania

Kiedy zbyt długo staramy się o dziecko, szukamy przyczyn. Słusznych i prawdziwych lub nie, ważne by były. Dość łatwo wówczas wpaść w spiralę samooskarżeń. Szczególnie złą prasę, nadal, mają środki antykoncepcyjne.

Kobiety fantazjują więc, że ich aktualne problemy są wynikiem decyzji, które kiedyś podejmowały czy stylu życia, jaki prowadziły. Zastanawiają się, czy aktualne problemy z zajściem w ciążę wynikają z faktu, że przez lata farmakologicznie zabezpieczały się przed ciążą.

Czy może to wina papierosów, okazjonalnego alkoholu, zbyt małej ilości ćwiczeń, zaniedbania siebie. Powodów, w gruncie rzeczy rzekomych, może być  wiele. Wydaje się, że odzwierciedlają one bardziej trudności kobiety, jej osobowość, niż rzeczywistość.

Zobacz też: Wpływ antykoncepcji hormonalnej na płodność

Niepłodność, czyli właściwie co?

O dzieciach często myślimy (nawet jeśli trudno się do tego przyznać), że są naszą wizytówką. Im bardziej „udane”, tym silniejsze poczucie, że jednak coś robimy jak należy jako rodzice.

Dziecko nie sprawiające kłopotów, zdolne i ambitne to dowód na to, że rodzice wkładają w nie dużo pracy. A co, jeśli dziecka w ogóle nie ma? Czy nie obnaża nas to jakimś bardzo pierwotnym poziomie? Czy nie ujawnia jakichś niedoskonałości, słabości, braku?

Wydaje się, że brak dziecka, kiedy się go chce, jest kłopotem również na poziomie społecznym – wśród rodziny, bliższych i dalszych znajomych, współpracowników. Brak dziecka uwidacznia również parę, która okazuje się nie dość dobra, nie dość sprawna, by móc sprowadzić dziecko na świat. Są to, oczywiście, fantazje, o których mówią pacjenci.

Zobacz też: Czym zasłużyłam sobie na niepłodność?

O niepłodności możemy jednak myśleć również jak o pewnym etapie w życiu, który może zakończyć się na różne sposoby. Najczęściej jest właśnie etapem, który statystycznie ma zakończyć się pojawieniem dziecka – biologicznego lub adoptowanego.

O niepłodności, oczywiście, można myśleć jak o karze. Można myśleć o swojej sytuacji na każdy możliwy sposób. Jednak istotne jest to, jaki skutek dla kobiety i jej najbliższych mają te przekonania. Czy rzeczywiście zbliżają do dziecka, czy jest wręcz przeciwnie.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Mamo, poczytaj mi o tym skąd się wzięłam – jak rozmawiać z dziećmi o adopcji?

Mamo, poczytaj mi o tym skąd się wzięłam - jak rozmawiać z dziećmi o adopcji?
Na polskim rynku wydawniczym pojawiło się w ostatnich latach sporo publikacji skierowanych do dzieci żyjących w rodzinach adopcyjnych. – fot.Fotolia

“A co jej powiemy kiedy zacznie pytać dlaczego nie mieszka ze swoją prawdziwą rodziną?” – wszyscy adopcyjni rodzice w którymś momencie stają przed tym problemem. Jeśli dziecko w dniu adopcji jest zbyt małe, by pamiętać biologicznych rodziców lub dom dziecka, niektórzy rodzice odkładają rozmowę do czasu, aż dziecko będzie dorosłe. Czy słusznie? Nie nam to osądzać, są różne dzieci i różne rodziny. Wiemy jednak, że wiele dzieci ma wspomnienia z domu dziecka lub rodzinnego domu, choć nie do końca rozumie, co się z nimi działo. Wiemy też, że dzieci zadają masę pytań i czują silną potrzebę zrozumienia swojej relacji z adopcyjnymi rodzicami.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Adopcja w książkach dla dzieci

Na polskim rynku wydawniczym pojawiło się w ostatnich latach sporo publikacji skierowanych do dzieci żyjących w rodzinach adopcyjnych. Pozycje te w empatyczny i dostosowany do wieku sposób pomagają dzieciom zrozumieć zjawisko adopcji i pobudki, jakimi kierowali się adopcyjni rodzice decydując się na zabranie ich do siebie. Historia opisana w książce może stać się wstępem do rozmowy o własnej historii dziecka. Większość książek skierowanych do dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym ma piękne, działające na wyobraźnię i emocje ilustracje, które ułatwiają dziecku utożsamienie się z bohaterem lub bohaterką historii.

Adoptowany kolega w klasie

Książki podejmujące temat adopcji to także wartościowy materiał edukacyjny dla dzieci żyjących w swoich biologicznych rodzinach. Adoptowane dzieci w pierwszych klasach szkoły, czy jeszcze w przedszkolu bywają wytykane palcami, traktowane jako “inne”. Starając się dojść do przyczyn takiego zachowania, często odkrywamy, że wynika ono z tego, że o adopcji z dziećmi się nie rozmawia. Słysząc, że ktoś jest adoptowany, dzieci nie wiedzą z czym mają do czynienia, nie potrafią zrozumieć sytuacji, w jakiej znajduje się ich koleżanka lub kolega. Czytając dziecku książki o adopcji, albo zachęcając starsze dziecko do ich samodzielnego czytania, sprawiamy, że dziecko dowiaduje się czegoś ważnego o świecie, staje się bardziej otwarte na innych i empatyczne.  

Zobacz też: Adopcja po polsku – raport NIK

Co czytać dziecku o adopcji?

W przypadku młodszych dzieci najlepiej sprawdzają się książki, które dają rodzicom możliwość tworzenia własnej narracji, dostosowanej do poziomu rozwoju emocjonalnego i osobowości dziecka. Duże, sugestywne ilustracje i niewielka ilość tekstu pozwalają na rozmowę z dzieckiem na temat sytuacji, które widzi na obrazkach. Dziecko uczy się w ten sposób odczytywać emocje bohaterów historii i zaczyna tworzyć opowieść o swoim doświadczeniu. Takie możliwości daje Rebecca Elliott w książeczce “Dziewczynka z ZOO”.

Książeczka Agnieszki Frączek “Jeśli Bocian nie przyleci, czyli skąd się biorą dzieci” to wesoła, wzruszająca historia pisana wierszem. Opowiada o poszukiwaniu upragnionego malucha, wielkiej radości ze spotkania z dzieckiem i pełnej miłości rodzinie adopcyjnej. Zresztą, zobaczcie fragment i oceńcie sami:

„Wreszcie tata rzekł: – Kochanie….

Jest też inne rozwiązanie.

Nie mogliśmy sprawić sami,

by maluszek był tu z nami,

ale go kochamy przecież!

Może on już jest na świecie?

Tak jak w bajkach – hen, daleko

za górami i za rzeką..?

Trzeba tylko go odnaleźć”.

Dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym odpowiednia będzie książka Katarzyny Kotowskiej “Jeż”. Opowiada historię chłopca z domu dziecka, który zostaje adoptowany przez parę od dawna planującą powiększenie rodziny. “Jeż” to opowieść o przełamywaniu nieufności i strachu, budowaniu zaufania i miłości.

Zobacz też: Czy rozumiesz swoje adoptowane dziecko?

Książki o adopcji dla rodziców

Rodzicom adopcyjnym, również tym, którzy dopiero zastanawiają się nad adopcją, krążą po głowie setki pytań i obaw, o których nie koniecznie chcą i potrafią rozmawiać. Pomocne w przełamywaniu lęku i otwieraniu się na rozmowę na temat własnych przeżyć może okazać się poznanie historii ludzi, którzy zdecydowali się wychowywać adoptowane dziecko.  

Ciekawą pozycją jest “Będziesz moim wszystkim” Hanny Barełkowskiej i Aleksandry Pilimon. Autorki nie lukrują tematu, szczerze piszą o trudnościach, które spotykają adopcyjne rodziny, opowiadają o zderzeniu marzeń z rzeczywistością.

Katarzyna Kolska w “Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcji”  przytacza prawdziwe historie rodziców adopcyjnych oraz adoptowanych dzieci. Pełne emocji relacje dotyczące trudności, szczęśliwych zakończeń i dramatycznych zwrotów akcji mogą pomóc rodzicom adopcyjnym w zrozumieniu własnych uczuć i podsunąć im rozwiązania na przyszłość. Książka sprawdzi się też jako lektura dla nastolatków.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj. 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Gdy cierpienie dotyka bliską ci osobę – jak pomóc po poronieniu?

Cierpienie bliskiej nam osoby zawsze niezwykle boli. Być może właśnie jesteś w takiej sytuacji, bo twoja siostra, czy przyjaciółka zmaga się teraz z doświadczeniem poronienia. Tak bardzo chcesz wtedy pomóc, ulżyć w cierpieniu, ukoić. Tylko jak to zrobić?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niestety bycie obok cierpiącej osoby nie jest proste. Widzimy, jak ważny dla nas człowiek zderza się z czymś szalenie trudnym. Wtedy i w nas pojawiają się niezwykle ciężkie do uniesienia emocje. Czasami nie radzimy sobie z tym, co dla nas samych oznacza ta konfrontacja, a co za tym idzie, jeszcze trudniej jest nam dać wsparcie przyjaciółce. Czasami nie wiemy co robić, co powiedzieć, jak się zachować i boimy się, że tylko dodatkowo zranimy ukochaną osobę. Wcale nie mając złych intencji odsuwamy się, unikamy trudnego tematu… Tak, bycie wspólnie z kimś w cierpieniu jest szalenie ciężkie, ale to właśnie doprowadzenie do głosu tych trudnych emocji, bycie ze sobą bez żadnych zbroi, których wymaga od nas codzienny świat, tworzy bliskości. A to bliskość potrafi „leczyć”.

Zobacz też: Tak, ojcowie też przeżywają poronienie – ten pomysł podkreśla ich ogromną rolę!

Po prostu bądź

Czasami wystarczy po prostu bycie obok. Trzymanie za rękę. Danie się wypłakać i pokazanie, że nie zostawimy bliskiej nam osoby z tym samej. Pomimo ogromnego bólu i ciężaru nie odchodzimy, a z tym dodatkowym bagażem kochamy ją tak samo mocno. Co więcej, pomożemy go jej nieść.

Nieraz żadne słowa nie muszą wtedy wcale paść i jeśli czujesz, że nie ma na nie przestrzeni, że na ich wypowiedzenie jest jeszcze za wcześnie, odpuść. Zaczekaj, nie naciskaj.

A jeśli czujesz, że na ten moment nawet trzymanie za rękę to za dużo, po prostu zadzwoń. Zapewnij, że jak tylko dostaniesz sygnał, będziesz. Nie stwarzaj jednak ciszy pomiędzy wami. Nie udawaj, że ciąży nie było. Nie uciekaj, nie bój się. Owszem, to nie jest łatwe, bo taki kontakt może budzić ogromny lęk. Kiedy jednak zaczniesz tego kontaktu w ogóle unikać, twoja przyjaciółka może czuć się „tą inną”, odsuniętą, odstraszającą swoim bólem. Zamiast troski dostanie wtedy tylko dodatkowy cios, a nikt tego nie chce.

Jeśli jednak masz poczucie, że ta cisza się przedłuża, a bliska ci osoba zaczęła się w tej ciszy zamykać, sprawdź co się dzieje. Daj co jakiś czas znak, że się martwisz. Staraj się być na bieżąco z tym, jak twoja przyjaciółka, czy siostra się czuje. Bądź czujna na sygnały, który ci wysyła – a długa, inna niż zwykle cisza, może być najgłośniejszym z nich.

Nie mów

Nie mów zdań, które mogą niezwykle mocno zaboleć.

Następnym razem się uda.

Nic nie dzieje się bez powodu.

Przynajmniej wiesz, że możesz zajść w ciążę.

Lepiej teraz, niż gdyby miało się to wydarzyć później.

Przecież to jeszcze nie było dziecko…

Co takie zdania mogą przynieść? Mogą minimalizować stratę, a przecież jest tak ważna, tak duża, tak warta szacunku. Mogą wprawić w poczucie winy, możesz nimi zabrać nadzieję, możesz zamknąć przestrzeń na rozmowę pomiędzy wami.

Powstrzymaj się też od udzielania rad. Nie jesteś w skórze swojej przyjaciółki, a twoje wyobrażenie o jej stanie może być odległe od tego, co ona czuje. Nawet jeśli kogoś bardzo dobrze znamy, nie oznacza to, że rozumiemy i odczuwamy dokładnie to samo, co właśnie teraz dzieje się w tej osobie.

To trochę tak, jak byśmy stali na brzegu i udzielali rad osobie, która właśnie tonie. Owszem, nasze słowa mogą być pomocne, ale mogą też zaszkodzić. Nie czujemy w końcu na swoim ciele siły fal, nie wiemy na ile dana osoba boi się wody, nie wiemy co ma pod stopami – czy jest to stabilny grunt, wciągający muł, a może ogromna pustka? Wyciągnięta dłoń potrafi wtedy zdziałać dużo więcej, niż nawet tysiąc słów. Szczególnie tych nietrafionych.

Nie wyciągaj na siłę i nie złość się, gdy po raz kolejny będziecie musiały przełożyć spotkanie

Czasami przełożenie spotkania, czy odwołanie planów, jest najlepszą formą troski o swoje dobro. Nie bierz więc tego do siebie, nie mów, że „trzeba” wyjść do ludzi, odwrócić uwagę etc. Każdy ma swój sposób na radzenie sobie z trudnymi dniami, a bycie samemu ze sobą jest potrzebne każdemu z nas. Uszanuj taką potrzebę i zapewnij, że jeśli przyjaciółka/koleżanka/siostra zmieni zdanie, może śmiało dać ci znać. Pokaż, że czekasz na nią i jak tylko będzie gotowa, może na ciebie liczyć.

Zobacz też: Zrozumieć niepłodność – koniecznie pokaż to swoim bliskim!

Masz tyle czasu, ile potrzebujesz i to jest okej

Cierpienie nie ma określonego czasu trwania. Nie ma ram, które powiedzą nam, że np. żałoba po poronieniu trwa 5 tygodni, a po tym czasie wszystko się już układa, rana zabliźnia i można wrócić do punktu wyjścia. Nie, to tak nie działa. Każdy z nas inaczej radzi sobie ze stratą, mamy różne sposoby, kierują nami różne schematy, mamy różne wartości. Jak zatem mielibyśmy określić coś tak bardzo skomplikowanego?

Zapewnij bliską ci osobę, że ma tyle czasu na przeżycie straty, ile potrzebuje. Nie pospieszaj, nie mów: „już wystarczy”, czy „ile można”. Można tyle, ile trzeba. Czasami może wymagać to od ciebie cierpliwości, poradzenia sobie z własną frustracją, ale wtedy powinna włączyć ci się czerwona lampka. Nie ma bowiem „złotego środka” na przeżywanie straty. „Niektóre osoby potrzebują wielu miesięcy, czasami lat, żeby ostatecznie pogodzić się ze stratą ciąży, rozumiejąc ją jako stratę globalną, koniec pewnego etapu życia. Inni potrzebują zatrzymać się na chwilę, zwolnić, odpocząć i wracają do poprzedniej aktywności” – mówiła w rozmowie z nami psychoterapeutka Katarzyna Mirecka [tutaj].

Żałoba nie jest linearna

Pamiętaj też, że żałoba nie jest tylko prostą linią w górę. Mogą zdarzyć się spadki, może dziać się ona zgodnie z zasadą „dwa kroki w przód, dwa w tył”. Nawet jeśli bliska ci osoba poczuje się już lepiej, będzie wydawało ci się, że udało jej się ułożyć ze stratą, to wcale nie musi oznaczać, że ból zniknął i nigdy nie wróci. Dołki znów mogą się pojawić, a cierpienie, poczucie straty i temat poronienia mogą wręcz znienacka ożywać nawet po długim już czasie. Nie bagatelizuj tego, nie mów, że nie ma już do czego wracać. Niezmiennie bądź.

Pamiętaj też, że sięgnięcie po profesjonalną pomoc nie jest ani wstydem, ani okazaniem słabości. Psychologowie, psychoterapeuci, psychiatrzy są przygotowani do udzielenia tego typu wsparcia. Wiedzą co robić. Jeśli widzisz, że taka pomoc może być potrzebne, że sama też nie jesteś w stanie jej wesprzeć (także ze względu na własne dobro), staraj się o tym porozmawiać. Może wspólnie uda wam się znaleźć specjalistę, którzy ułatwi ten trudny czas i pomoże pójść dalej. Bo „dalej” – nawet jeśli wydaje się nierealne – zawsze przed nami jest. Także po tak trudnych przeżyciach.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Ekstremalne zjawiska pogodowe w trakcie ciąży wpływają na zdrowie psychiczne dziecka

zmiany klimatu wpływają na płód
O wpływie zmian klimatycznych na zdrowie psychiczne człowieka wiemy obecnie niewiele. – fot.Pixabay

Wyniki badań opublikowane w Infant Mental Health wskazują na większe prawdopodobieństwo wystąpienia zaburzeń psychicznych u dzieci, których matki doświadczyły stresu związanego z klęską żywiołową. Jak zmiany klimatu wpływają na płód?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Jesienne wewnętrzne ciemności – 5 rzeczy, które pomogą Ci poradzić sobie z jesiennym spadkiem nastroju

Zmiany klimatu wpływają na płód

Klimat się zmienia. Za całym świecie pojawiają się niespotykane dotąd w danej szerokości geograficznej zjawiska pogodowe. Ekstremalne zdarzenia pogodowe mają wpływ nie tylko na środowisko. Odbijają się też na zdrowiu psychicznym ludzi. Okazuje się, że stres, który powodują niespotykane, ekstremalne zjawiska pogodowe ma długofalowe konsekwencje.

Zmiana klimatu zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia zaburzeń psychicznych u dzieci, których matki doświadczyły depresji ciążowej i poporodowej oraz stresu związanego z klęskami żywiołowymi – informują naukowcy, którzy badali noworodki urodzone w Nowym Jorku po Huraganie Sandy. Mimo, że zmiana klimatu jest bardziej widoczna w USA niż w Polsce, nas też to dotyczy.

Doktor Yoko Naumrę, wraz z zespołem psychologów z The City University of New York, badała wpływ katastrofy naturalnej – Huraganu Sandy – na zdrowie psychiczne ciężarnych kobiet i temperament ich dzieci urodzonych po katastrofie.

Wyniki wskazują na to, że kobiety będące w ciąży w trakcie huraganu częściej zapadały na depresję poporodową, co odbijało się na zdrowiu psychicznym ich dzieci – w porównaniu z innymi niemowlętami częściej wykazywały niepokój, rzadziej poszukiwały przyjemności, miały zaburzone funkcjonowanie układu nagrody.

Zobacz też: Mamo, poczytaj mi o tym skąd się wzięłam – jak rozmawiać z dziećmi o adopcji?

Przebieg badania

W badaniu wzięło udział 310 par – dziecko i matka, grupa badanych rekrutowana była wśród pacjentek psychologów i psychiatrów w Nowym Jorku. Badacze oceniali objawy depresji matek na skali i zbierali od nich wywiad na temat temperamentu dzieci od urodzenia do szóstego roku życia.

Dzieci matek z depresją przejawiały wyższy poziom strachu, niepokoju, mniej się śmiały i uśmiechały oraz wykazywały mniejszą chęć przytulania się niż dzieci matek, które nie miały depresji. Dzieci, których matki miały depresję i przeżywały stres związany z huraganem przejawiały najwyższe natężenie wspomnianych symptomów.

Zespół doktor Naumy wyjaśnia to zjawisko podwyższonym poziomem krotyzolu – hormonu stresu u matek. Kortyzol odpowiada za reakcję walki lub ucieczki. Nadmierna ilość tego hormonu przekazywana była płodom w trakcie ciąży. Zdaniem badaczy może mieć wpływ na rozwój mózgu, ekspresję genów i długoterminowe wzorce zachowania dziecka.

Kombinacja czynników środowiskowych (zjawiska pogodowe, katastrofy naturalne – huragan, śnieżyca, pożar, powódź) i biologicznych (geny matki) może skutkować również słabszą regulacją emocji u dziecka oraz nieśmiałością i podwyższonym poziomem lęku.

Zobacz też: Gdy cierpienie dotyka bliską ci osobę – jak pomóc po poronieniu?

Profilaktyka?

Doktor Namura zwraca uwagę na to, że niespotykanych zjawisk pogodowych będzie coraz więcej, a o wpływie zmian klimatycznych na zdrowie (też psychiczne) człowieka wiemy obecnie niewiele, może okazać się, że konsekwencje nie będą przejściowe.

Badacze są zdania, że ciężarne kobiety obciążone ryzykiem depresji okołoporodowej powinny być objęte szczególną opieką psychologiczną w sytuacjach, w których pojawia się ryzyko wystąpienia nietypowych zjawisk pogodowych.

Dla rozwijającego się mózgu czynniki wpływające na ekspresję genów mogą być wyjątkowo niebezpieczne, powodować długofalowe konsekwencje w postaci większej podatności na choroby psychiatryczne.

Źródło: ScienceDaily

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.