Przejdź do treści

Mój syn nie mówi do mnie „mamo”

Adopcja starszego dziecka wiąże się często z wyzwaniem przyjęcia wraz z dzieckiem jego wspomnień z życia w rodzinie biologicznej. To wyzwanie nie tylko dla rodziców, ale przede wszystkim dla dziecka, które zmaga się z żywymi wciąż emocjami i poczuciem lojalności wobec rodziców biologicznych. Dzisiaj o tym w opowieści mamy, która adoptowała 7-letniego chłopca.

Mój adoptowany syn został objęty opieką zastępczą gdy miał 5 lat. Trafił do mojej rodziny jako zastępczej, ale w wieku 7 lat adoptowaliśmy go. Można by pomyśleć, że doświadczył chaosu, że po dwóch latach zmienił rodzinę zastępczą na adopcyjną. Jednak w chaosie żył już dużo wcześniej. Wszelkie formy zaniedbania i przemocy były dla niego normalne. Wyczekujący. Wyczulony. Wyłączony.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Odebranie go matce biologicznej było koniecznością. Zagrożenia z jakimi się stykał przewyższały korzyści z wychowywania w biologicznym środowisku. Co ja mówię? Tam nie było żadnych korzyści, od początku. Jej narkomania odsuwała ją na długie okresy od zajmowania się dzieckiem. Ze względu na jej brak kompetencji rodzicielskich mówiąc najłagodniej, mój syn żył w takim napięciu, że rozwinęła się u niego padaczka wywołana stresem… Którą ona nie była w stanie się zajmować. Brak leków lub często niechęć do ich podawania dziecku, nie przekazywanie leków opiekunom dziecka (często opiekunom o wątpliwej jakości, którzy, bywało, też okazywali się oprawcami) mogło prowadzić do trwałych uszkodzeń mózgu syna. Poza tym wszystkim, on doświadczał bezpośredniej przemocy z jej rąk…

Z taką traumatyczną historią i doświadczeniem urazów, można by pomyśleć, że mój syn będzie chciał o niej zapomnieć. Będzie życzył sobie, żeby już nigdy więcej nie doświadczyć tej krzywdy z jej strony. Ale to nie jest tak… On ją kocha. I zawsze będzie kochał.

Jeśli jako matka adopcyjna będę przygotowywała go do odbudowywania relacji z nią, to wtedy ma sens, żebym wspierała oczyszczanie tej relacji. Będę się starać to robić. Ale pamiętam, że jej prawa rodzicielskie zostały słusznie odebrane, a jego emocjonalne rany są bardzo głębokie. Dlatego odkładam to na później, na kiedyś. Ale czy faktycznie?…

W rzeczywistości mój syn nie okazuje chęci ponownego wejścia z nią w bliski, bezpośredni kontakt… Pomimo, że ją kocha. On tęskni za jej oczami, za jej włosami, które zapamiętał. Wyobrażam sobie, że tęskni za tymi krótkimi chwilkami, kiedy przytulał się do niej i czuł jej zapach… słuchał jej głosu…

Jestem przy nim, gdy przypomina sobie te ukłucia w jego otwarte serce, kiedy przypomina sobie biologiczną mamę… Choć jest w tych momentach obok mnie fizycznie, to jednak emocjonalnie jest bardzo blisko niej. Nie wiedziałam co robić? Jak sobie z tym poradzić?

Więc przytulam go. Mówię mu, że jest mi bardzo przykro z powodu tych wszystkich trudów przez jakie przeszedł w swoim życiu. Trzyma mnie wtedy za rękę i prosi, żebym z nim tak została przez jakiś czas. Zostaję. Jesteśmy tak ze sobą godzinami. Do późnej nocy. Zasypia. Wtedy całuję go na dobranoc.

Macierzyństwo adopcyjne starszego dziecka jest trudne. „Stołek” matki może być już zajęty. Ale to nie musi być miejsce dla mnie. Honorowy tytuł „mama”, nadany mi przez syna, też może nie być dla mnie, jeszcze nie…

Ale ja mam przywilej trzymania go za rękę wtedy, gdy podróżuje na wskroś swoich myśli poszukując dobrych wspomnień o niej. To do mojego ramienia przywiera z całą siłą, gdy serce zaczyna mu bić mocniej. To w moim uścisku skrywa swoją słodką główkę, gdy szuka spokoju. Mam zaszczyt być uznana za godną zaufania, aby towarzyszyć mu w jego podróży.
Dlaczego ja o tym rozmyślam? Być może dlatego, że kiedy mówię do niego „synu”, nie słyszę w odpowiedzi brzmiącego jak echo słowa „mamo”. Ale przywołuję wtedy piękno nowego, czystego zaufania, budzącego się w jego sercu wcześniej zranionym, a echo słyszę w jego rękach obejmujących mnie.

Sylwia R. jest matką dwóch biologicznych córek i adoptowanego syna. Jest także razem z mężem – kwalifikowanym rodzicem zastępczym. Tak poznała swojego adoptowanego syna. Ma nadzieję być głosem dzieci, które często wchodzą w specyficzne sytuacje między rodzinami biologicznymi i adopcyjnymi lub zastępczymi.

——————————————————
Magdalena Modlibowska – szefowa działu Adopcja w magazynie Chcemy Być Rodzicami, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książki „Odczarować adopcję”, „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów adopcyjnych, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Magdalena Modlibowska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.