Przejdź do treści

Ministerstwo Zdrowia: Projekt ustawy o in vitro dla Komisji ds. Europejskich.

Liczba zarodków tworzonych w procedurze in vitro zostanie ograniczona.Dostęp do zabiegu będą miały małżeństwa oraz związki nieformalne. zabieg będzie dostępny dla małżeństw oraz związków nieformalnych.

 Projekt ustawy o leczeniu niepłodności opublikowano właśnie na stronach Rządowego Centrum Legislacji, którym w środę zajmie się Komitet ds. Europejskich. Projekt poddano konsultacjom i w związku z tym zawiera kilka zmian. 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Celem projektu jest ochrona zdrowia rozrodczego i stworzenie warunków dla stosowania metod leczenia niepłodności w sposób chroniący prawa osób dotkniętych tym problemem oraz dzieci urodzonych w wyniku stosowania procedur medycznie wspomaganej prokreacji.

W przypadku zapłodnienia pozaustrojowego wprowadzono regulacje ograniczające możliwość tworzenia nadliczbowych zarodków – zapłodnionych będzie mogło być nie więcej niż osiem komórek jajowych. Zapłodnienie większej ich liczby będzie możliwe jedynie w przypadku uzasadniających to wskazań medycznych. Przyczyny tworzenia większej niż osiem liczby zarodków będą musiały być odnotowane w dokumentacji medycznej. Poprzednia wersja projektu nie ograniczała liczby zapładnianych komórek jajowych.

Projekt przewiduje, że mężczyzna będzie mógł przekazać komórki rozrodcze kobiecie, z którą pozostaje w związku małżeńskim lub we wspólnym pożyciu, które będzie musiało być potwierdzone zgodnym oświadczeniem dawcy i biorczyni. Na tym polega jedna z wprowadzonych zmian. 

Dopuszcza się również możliwość przekazania komórek rozrodczych innym parom i ich zastosowanie w procedurze IVF. Będzie to legalne po pisemnej zgodzie dawcy, chociaż to lekarz zdecyduje o przekazaniu komórek. 

Dawca komórek rozrodczych, które nie zostały wykorzystane, będzie mógł w każdym czasie żądać ich zniszczenia lub przekazać na cele badawcze. Z kolei zarodki zdolne do prawidłowego rozwoju będą musiały być przechowywane do czasu ich przeniesienia do organizmu biorczyni. Za niszczenie takich zarodków ustawa przewiduje karę pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 5 lat.

Zakazane będzie handlowania komórkami rozrodczymi i zarodkami. Za pobrane od dawcy komórki rozrodcze lub zastosowane zarodki nie będzie można żądać przyjmować zapłaty ani innej korzyści. Przewidziano jedynie możliwość zwrotu kosztów pobrania, przechowywania, przetwarzania, dystrybucji i zastosowania komórek rozrodczych, a także uzyskania, przechowywania, przetwarzania, dystrybucji i zastosowania zarodków, wskazując, że nie stanowi on zapłaty, czy też korzyści majątkowej lub osobistej.

Projektowane przepisy zabraniają preimplantacyjnej diagnostyki genetycznej w celu wyboru płci dziecka, z wyjątkiem sytuacji, w której pozwala to uniknąć ciężkiej i nieuleczalnej choroby związanej z płcią.

Projekt przewiduje powstanie centrów leczenia niepłodności. Ich wykaz ma prowadzić minister zdrowia. Będzie on na bieżąco aktualizowany i publikowany na stronie resortu. Powstać ma też Rejestr Dawców Komórek Rozrodczych i Zarodków, a także Rada do Spraw Leczenia Niepłodności – jako organ doradczy i opiniodawczy ministra zdrowia.

Co jeszcze zakłada projekt? Pełnoletnia osoba, która przyszła na świat w wyniku procedury, będzie miała dostęp do danych dawcy, tzn. roku i miejsca urodzenia. Wprowadzano również regulacje dotyczące  znakowania, monitorowania, przechowywania i transportu oraz kryteria bezpieczeństwa i jakości komórek rozrodczych i zarodków. A maksymalny limit wydatków budżetu państwa na realizację ustawy w latach 2016 – 2025 wynosi 10 milionów złotych. Ustawa miałaby wejść w życie po upływie 12 miesięcy od dnia jej ogłoszenia.

 

 

Opracowanie własne, rp.pl

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Niepowodzenie in vitro – zatrzymanie rozwoju zarodka

Zatrzymanie rozwoju zarodka w in vitro

Nawet 1/3 zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego nie kończy się ciążą z powodu m.in. zaburzeń lub zatrzymania rozwoju zarodków. Tak wynika z danych Kliniki INVICTA, do której trafiają pacjenci doświadczający niepowodzeń leczenia w przeszłości. O ile w przypadku naturalnych starań o dziecko, trudno jest zazwyczaj zdiagnozować sytuację, gdy za brak ciąży odpowiadają nieprawidłowości rozwoju zarodków, o tyle w procesie zapłodnienia in vitro zdobyć można wiele cennych informacji. Na ich podstawie lekarze mogą zaplanować dalsze, skuteczniejsze postępowanie. 

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zarodki w laboratorium embriologicznym

W naturalnej ciąży rozwój zarodka monitorować można na podstawie wzrostu poziomu gonadotropiny kosmówkowej oraz dzięki ocenie ultrasonograficznej. W procesie in vitro embriolodzy mają pewną przewagę, bo obserwują i analizują wszystkie podziały i etapy od momentu zapłodnienia.

– Aby środowisko było możliwie zbliżone do tego w macicy, zarodki umieszczone są w inkubatorach, gdzie w odpowiednim podłożu (tzw. medium) mają zapewnione optymalne warunki do wzrostu. W odróżnieniu od ciąży naturalnej, zarodki nie są w kluczowym dla podziałów momencie narażone na aktywność przeciwciał obecnych w organizmie matki ani wpływ czynników zewnętrznych, takich jak infekcja czy podwyższona temperatura ciała –  wyjaśnia dr n. med. Joanna Liss, kierownik Laboratoriów In Vitro INVICTA.

Mimo, tych, zdawałoby się idealnych, warunków, również w przypadku zapłodnienia in vitro mogą wystąpić nieprawidłowości w podziałach komórkowych i rozwoju zarodków.

Zobacz też: Dlaczego zarodek nie rozwija się prawidłowo?

Zaburzenia rozwoju zarodka – czynnik genetyczny u kobiet

Zasadnicze znaczenie dla rozwoju zarodków ma jakość materiału genetycznego komórek jajowych i plemników. Jeśli w DNA są błędy, zarodek najczęściej ulegnie degradacji. Skąd takie problemy?

– Wraz z wiekiem kobiety, wzrasta częstość występowania zaburzeń chromosomowych w komórkach jajowych. Wynikają one bezpośrednio z nieprawidłowości funkcjonowania tzw. wrzeciona kariokinetycznego (podziałowego) podczas rozdzielania chromosomów. Jeśli istnieje podejrzenie takich zaburzeń, w ramach kolejnej procedury możliwe jest przeprowadzenie specjalistycznej oceny przy pomocy systemu OOSIGHT. Zdobyte informacje mogą być przydatne w analizie jakości komórek i ocenie rokowań dla danego cyklu – mówi dr Liss.

Jeśli kobieta jest w grupie ryzyka (ma więcej niż 35 lat, doświadczała niepowodzeń leczenia, w jej rodzinie występowały zaburzenia genetyczne), a u jej potomstwa wystąpić mogą zaburzenia powodujące m.in. zespół Downa, Klinefeltera, Patau czy Turnera, zaleca się wykonanie badań genetycznych zarodków.

Tak zwana diagnostyka genetyczna jest przeprowadzana wraz z programem in vitro – z zarodka w 5-7 dobie hodowli pobieranych jest kilka komórek, których DNA jest następnie oceniane w laboratorium genetycznym. Pacjenci uzyskują informację o tym, czy ich zarodki mają prawidłową czy nieprawidłową liczbę chromosomów. Do macicy podawane są tylko te, u których nie stwierdzono zaburzeń.

Zobacz też: Nieudana implantacja przy in vitro. Przyczyny i dalsze postępowanie

Zaburzenia rozwoju zarodka – czynnik genetyczny u mężczyzn

Wiek mężczyzny również nie pozostaje bez znaczenia dla materiału genetycznego jego komórek rozrodczych. Z jednej strony częściej występować mogą mutacje związane z rozwojem chorób jednogenowych. Dlatego nie warto odkładać decyzji o dziecku na zbyt odległą przyszłość, a ewentualne plany rodzinne po 50-tym roku życia można skonsultować z genetykiem.

Z drugiej strony – łańcuch DNA w plemnikach częściej może ulegać rozpadowi. Żeby wykluczyć tą drugą przyczynę zaburzeń, przed zapłodnieniem in vitro, przeprowadza się pogłębione badania. Najważniejszym z nich jest badanie fragmentacji DNA plemników, które umożliwia ocenę jakości materiału genetycznego pochodzącego od mężczyzny.

Jeśli fragmentacja jest wysoka, można przeprowadzić procedurę tzw. separacji plemników. Pozwala ona na oddzielenie tych, u których prawdopodobieństwo nieprawidłowości jest niskie, od tych wadliwych. Dodatkowo embriolodzy wybierając pojedyncze plemniki do zapłodnienia mogą przeprowadzić szczegółową ocenę – FAMSI, która pozwala wybrać plemnik o najlepszym potencjale do zapłodnienia.

Zobacz też: Superstymulacja do in vitro. Na czym polega i jak wpływa na poprawę jakości komórek jajowych?

Zaburzenia rozwoju zarodka – jakość komórek rozrodczych

Zaburzenia lub zatrzymanie rozwoju zarodków może być wynikiem obniżonej jakości komórek rozrodczych. Na ten parametr wpływ mogą mieć nie tylko czynniki genetyczne, ale i w dużej mierze – środowiskowe.

Warto z lekarzem rozważyć potencjalne oddziaływanie szkodliwych warunków pracy i niehigienicznego trybu życia, nieodpowiedniej diety, zaburzonego rytmu dobowego, stresu, nieleczonych chorób ogólnoustrojowych, stosowanych używek, zażywania niektórych leków.. .

Na podstawie szczegółowego wywiadu, specjalista pomoże ułożyć plan zmiany codziennych nawyków i ew. innych działań, które pozytywnie wpłyną na jakość gamet. Może też zaproponować dodatkową suplementację.

W sytuacjach kiedy pojawiają się problemy z rozwojem zarodka zaleca się przeprowadzenie kompleksowych badań przyszłych rodziców i zaplanowanie leczenia w oparciu o uzyskane informacje. Należy wykonać kompleksową diagnostykę zarówno partnerki (m.in. hormonalne takie jak  poziom AMH i Inhibiny B),  jak i partnera (m.in. badania nasienia  – ogólne i specjalistyczne, np. fragmentacja DNA plemników).

Zalecane są również badania ogólne, obrazowe USG. Przy podejrzeniu nieprawidłowości genetycznych niezbędne jest zbadanie kariotypu obojga rodziców. W konkretnych przypadkach lekarz może rozważyć zastosowanie specjalnie wzbogaconych podłóż hodowlanych lub innych zaawansowanych procedur w czasie leczenia.

Zobacz też: Czy in vitro jest bezpieczne? Wyjaśnia ekspert [WIDEO]

Zaburzenia rozwoju zarodka – rokowania

Program in vitro, nawet jeśli nie zakończy się upragnioną ciążą, może być kopalnią istotnych informacji. W kontekście stwierdzenia zaburzeń rozwoju zarodków, analiza epikryzy embriologicznej, pozwala wdrożyć w kolejnym cyklu działania, ograniczające ryzyko ponownego pojawienia się problemu.

Warto pamiętać, że u kobiet – każdy cykl jest nieco inny, podobnie u mężczyzn – parametry nasienia w cyklu miesięcznym i kilkumiesięcznym mogą wykazywać bardzo dużą zmienność.

Szanse na sukces leczenia są zatem wypadkową przemyślanego sposobu działania, w tym zastosowania dostosowanych do potrzeb pary procedur i czynników biologicznych, na które nie do końca mamy obecnie wpływ. Trzeba przy tym zaznaczyć, że zazwyczaj w toku 3 cykli możliwe jest otrzymanie przynajmniej 1-2 prawidłowych zarodków, których podanie dobrze rokuje na ciążę.

Dla Par u których program in vitro nie zakończył się ciążą Klinika INVICTA przygotowała możliwość bezpłatnej konsultacji lekarskiej z lekarzem specjalizującym się w takich przypadkach. Podczas spotkania lekarz omówi dotychczasowe leczenie, wskaże obszary, które można zmodyfikować w przyszłości, by zwiększyć szanse na sukces i odpowie na najważniejsze pytania Pacjentów. Więcej informacji i formularz kontaktowy znajduje się TU.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

„To jest jak hazard”. Rozmowa o in vitro, adopcji i macierzyństwie z Izą, autorką „Krótkiego Bloga”

Blog o niepłodności
Iza zaczęła prowadzić bloga w najtrudniejszym dla niej okresie niepłodności – fot. Pixabay

Z Izą, autorką krótkiblog.pl, najbardziej poruszającego bloga o niepłodności, o jej drodze do macierzyństwa, rozmawiała Jolanta Drzewakowska.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Izo, poznałyśmy się osobiście kilka lat temu. Miałam wrażenie, że jesteś zmęczona, zrozpaczona i nierozumiana. Zmieniałaś pracę. Jak się wtedy czułaś, pamiętasz?

Byłam wtedy w samym środku czarnej dziury. Bez skutku robiłam monitoring za monitoringiem, transfer za transferem, całe życie podporządkowałam leczeniu. Co miesiąc wielka nadzieja zmieniała się w wielką rozpacz.

W pracy nikomu nie mówiłam o swoich problemach, ale co chwilę brałam zwolnienie, patrzyli na mnie podejrzanie. Nic się wtedy nie układało dobrze. Byłam chomikiem biegnącym w kole i nie widziałam wyjścia z tego koła. Dziś jestem daleko od tamtego miejsca.

Prowadzisz swój blog anonimowo – dlaczego? Czy w staraniach o dziecko jest coś tak intymnego? Czy dlatego, że można być całkowicie szczerym? Czy chodziło o jeszcze coś innego?

Odwracam drugie pytanie – a co nie jest intymne w staraniach o dziecko? Przecież to się jednak dzieje między rozłożonymi nogami… Nie jestem pruderyjna, ale in vitro zastąpiło nam kolację przy świecach i łóżko. Nasze starania o dziecko działy się na oczach i z pomocą personelu kliniki. To wystarczająco odebrało nam intymność.

Blog zaczęłam prowadzić jako pamiętnik w najtrudniejszym okresie niepłodności, na samym początku, gdy cała się temu sprzeciwiałam. Byłam rozżalona, nie chciałam o blogu powiedzieć nawet mężowi, żeby się nie martwił, w jak złym stanie jestem. Musiał być anonimowy i takim pozostał.

Pytasz, czy można być całkowicie szczerym. A jak piszesz swój pamiętnik, to jesteś w nim nieszczera? Zawsze bez cenzury rozgrzebywałam dobre i złe uczucia, anonimowość mi w tym pomagała, bo tych złych uczuć pod nazwiskiem zwyczajnie się wstydziłam. To było proste, póki nikt bloga nie czytał. Z czasem musiałam wziąć odpowiedzialność za swoje słowa, aby nikogo nie zranić, ale szczerości nie ubyło. Może delikatniej się wyrażałam.

Zobacz też: Blogerki piszące o niepłodności. Dlaczego dzielą się z innymi swoimi doświadczeniami?

Czy ktos kiedyś rozpoznał, że Iza z bloga to Ty?

Pewnie niejedna osoba, bo w pewnym momencie przestałam tak chorobliwie chronić anonimowość i na blogu zostawały drobne ślady, które pozwalały mnie namierzyć. Ale czytelniczki bloga to wyjątkowa społeczność, bardzo lojalna i empatyczna, nikt nigdy nie wykorzystał tego przeciwko mnie.

Raz zdarzyła się dziewczyna, która mnie zidentyfikowała i zaczęła w komentarzach podawać moje dane. Zmieniała co chwilę adres e-mail, nie byłam w stanie założyć filtra, aby system sam usuwał jej wypowiedzi. Wiesz, jak to się skończyło? Dziewczyny ją „zjadły”. Czekała na oklaski za swoje śledztwo, a dostała za swoje wypowiedzi po głowie od innych komentujących. W końcu odpuściła.

Ile lat staraliście się o dziecko?

Od momentu, kiedy padło naiwne hasło „zróbmy sobie dziecko”, do jego pojawienia się w domu minęło osiem lat.

Co było w tych staraniach najtrudniejsze?

Najtrudniejsze było nie samo in vitro, a początek leczenia. Wymówienie słowa „niepłodność” na głos. Decyzja o wizycie w klinice. Pierwsza inseminacja i pierwsza porażka. Byłam wtedy bardzo niepogodzona z moją historią.

Nie lubiłam przez to siebie, nie akceptowałam tego, co się dzieje, kim jestem. Na widok matki z dzieckiem potrafiłam rozpłakać się w autobusie pełnym ludzi. Myślę, że do leczenia trzeba się przygotować nie tylko fizycznie, ale także psychicznie, a na to prawie nikt nie ma pieniędzy i czasu. W tej kolejności właśnie: pieniędzy i czasu.

Bardzo trudne były też straty. Comiesięczna strata nadziei, utrata jednej ciąży, potem drugiej. Ale te utraty nie czekają na każdą niepłodną parę. A początek leczenia czeka na każdą z nich.

Zobacz też: Czy niepłodność może mieć dobre strony? Odpowiadają blogerki

Rozmowa z Tobą ukaże się w walentynkowym numerze magazynu. Muszę więc zapytać o Ciebie i Twojego męża. W jaki sposób przeszliście przez tak długi czas niepłodności, a w końcu bezpłodności?

Właśnie wtedy, gdy działo się to „najtrudniejsze w staraniach”, na początku leczenia, mogło się zdarzyć to najstraszniejsze. Rozżalenie i koncentracja na własnym nieszczęściu – w takich chwilach na próbę wystawione jest małżeństwo.

Mamy za sobą kryzys. Byliśmy o krok od rozstania, ale jedno nie wyobraża sobie życia bez drugiego i za wszelką cenę postanowiliśmy uratować to małżeństwo. Milion godzin rozmów oraz świadomość, że nic nie jest dane raz na zawsze sprawiły, że jesteśmy znacznie silniejsi jako para.

Finalnie lata starań o dziecko bardzo nas do siebie zbliżyły.

Co z jego strony było dla Ciebie najważniejsze, co najbardziej doceniałaś w jego zachowaniu?

Przez cały okres starań byliśmy w tym razem po uszy. Mąż był bardzo aktywnym pacjentem kliniki, choć problem tkwił po mojej stronie i w zasadzie nie musiałby się angażować. Poza tym, przez lata starań, był i nadal pozostał moim najlepszym przyjacielem.

Jak nikt inny rozumiał, co się dzieje, co czuję. Zawsze był tak blisko mnie, że potrafił czuć to samo. Gdy zdarzały nam się te niemieszczące się w sercach straty, nikt nie potrafił znaleźć lepszych słów niż mąż. Nie zastąpiłby go żaden psycholog.

Poza tym nasze życie nie było usłane przecież samymi smutkami. To bardzo pogodny człowiek, który potrafi cieszyć się drobiazgami. Mam dzięki niemu dobre życie, nauczył mnie dostrzegać dobre rzeczy w nawet w trudnych chwilach.

Z tego co pamiętam, nie wszystkim znajomym mówiłaś o swoich staraniach. Czy to później się zmieniło?

O staraniach wiedziało trochę znajomych i rodzina, ale całe środowisko współpracowników, z którym de facto spędzasz najwięcej czasu, nie miało pojęcia o niczym.

To się długo nie zmieniało z prostego względu – ludzie zwykle nie wiedzą, co powiedzieć, kiedy słyszą o in vitro, o poronieniach. Współczują, ale są skrępowani i nie są w stanie tego zrozumieć, jeśli sami przez to nie przeszli.

Nie widziałam powodu, aby o tym rozmawiać, aby być postrzegana przez pryzmat niepłodności i aby zapadała krępująca cisza. Nie chciałam ani współczucia, ani braku zrozumienia. Jednocześnie było to trudne – przez lata starania o dziecko zdominowały moje życie i to był dla mnie najważniejszy temat, w pracy zaczęłam uchodzić za milczka, ponuraka.

Zobacz też: Jak zachować optymizm w staraniach o dziecko? Radzą blogerki piszące o niepłodności

Kiedy zdałaś sobie sprawę: „biologicznego dziecka nie będę miała”?

Nigdy. Niestety taka pełna świadomość nie pojawia się nagle, a może nawet nie pojawia się nigdy. Robisz to in vitro, transfer za transferem, bo w końcu musi się udać, innym się przecież udaje.

Teraz wiem, że to jest jak hazard, grasz do ostatniej monety, a potem na kredyt, grasz póki nie wygrasz. Nie możesz przestać, cały czas dajesz sobie szansę. Gdybyśmy pewnego dnia doznali olśnienia, że nigdy nie będziemy biologicznego dziecka, wszystko byłoby łatwiejsze, a proces adopcyjny na pewno zaczęlibyśmy dużo wcześniej.

Tak się nie stało. Po dziewięciu transferach wcale nie przestaliśmy wierzyć, że kolejnym razem nie zajdę w ciążę. Zaczęliśmy jednak myśleć, że to nie jest nasza droga, tak się nie da żyć, trzeba wysiąść z tego koła dla chomików.

Czy wtedy zaczęliście myśleć o adopcji? Które z Was zaczęło ten temat?

O adopcji myśleliśmy już kilka lat wcześniej. Od zawsze była to dla nas alternatywa tak samo akceptowalna jak in vitro, nikt nie musiał nikogo przekonywać.

Pamiętam Twój tekst, w którym zastanawiałaś się, czy konieczne jest zakończenie leczenia, aby rozpocząć proces adopcyjny. Wydawało Ci się wtedy, że adopcja nie musi wykluczać leczenia. Jak na to patrzysz z obecnej perspektywy?

Wtedy myślałam o sobie i o własnym interesie. Czułam, jak ucieka mi czas i chciałam zwiększyć swoje szanse. Swoje, nie dziecka. Proces adopcyjny całkowicie zmienił moje myślenie.

Podczas wielu godzin rozmów z psychologami z ośrodka adopcyjnego zrozumiałam, że chodzi o dobro tego małego człowieka, a nie o własne szanse.

Dziś nie napisałabym takiego tekstu. Rozumiem jednak pary, które startują do ośrodków adopcyjnych, nie mając uregulowanych spraw z leczeniem. Na szczęście zwykle ich nieprzepracowana żałoba wychodzi podczas rozmów i są odpowiednio prowadzeni przez adopcyjnych psychologów.

Zobacz też: Jak przygotować się do leczenia niepłodności? Zobacz porady blogerek!

Czym zaskoczył Was proces adopcyjny? Przygotowania, formalności, czas trwania? Czy jeszcze coś innego?

Formalności oczywiście trochę było. W tym ciekawe, np. pierwszy raz w życiu siedziałam na kozetce u psychiatry, aby zdobyć zaświadczenie o braku przeciwwskazań do adopcji. Dla mnie problemem było także zdobycie opinii do adopcji od pracodawcy, bo nie znał on moich planów i nie zamierzałam się nimi dzielić.

W ośrodku adopcyjnym jednak pracują normalni ludzie i udało się to jakoś obejść. Poza tym papiery załatwiasz w biegu przez kilka tygodni i nie budzi to większych emocji. Po krótkim czasie już nie pamiętasz o takich drobiazgach.

Dla mnie największym i najmilszym zaskoczeniem było to, ile przyjemności sprawia mi ten proces. Myślałam, że do ośrodka trzeba (!) chodzić, a tymczasem do ośrodka chciałam (!) chodzić. W naszym ośrodku panuje wspaniała atmosfera. Między nami a prowadzącymi było dużo zaufania i życzliwości. Lubiłam te spotkania.

Jak emocjonalnie przechodzi się przez proces: już się nie leczę – adoptuję?

Duża ulga. Okazało się – sama byłam zaskoczona – że całkowicie odnajduję się w procesie adopcyjnym, mocno wczuwam w ten temat.

W trakcie przygotowań do adopcji przeżyłam wiele pięknych emocji, wiele razy popłakałam się ze wzruszenia. O ile idąc do ośrodka nie do końca wierzyłam w siebie jako matkę adopcyjną, o tyle proces adopcyjny obudził we mnie adopcyjną lwicę. 

I nagle styczeń 2018 roku, bardzo krótki wpis: „3-1miesięczny. Zdrowy. Piękny. Mamy synka. To już”. Jaki on jest? Ten syn. Długo czekaliście na ten telefon?

Od momentu pierwszego spotkania w ośrodku adopcyjnym – 3,5 roku. Od ukończenia szkolenia i zdobycia kwalifikacji – rok. Minęło jak z bicza strzelił.

Nasz syn jest – proszę inne mamy o wybaczenie – najwspanialszym chłopcem na świecie. Wyzwolił w nas uczucia, których nie znaliśmy. Jest bystrym i bardzo czułym maluszkiem. Zastanawiam się, co Ci powiedzieć, żeby nie spłycić tej laurki. To nie my go uczymy miłości, a on nas.

Zobacz też: „Dzięki temu, że jestem tak uparta i nie odpuszczam, mam synka”. Blog o niepłodności „Matka mimo wszystko”

Jak rodzina i znajomi przyjęli decyzję o adopcji (reakcje na blogu widziałam, więc nie pytam:)? Kiedy im powiedzieliście?

Rodzina i bliscy znajomi należą do grona osób, które na bieżąco wiedziały o wszystkim, znali naszą decyzję chwilę po tym, jak podjęliśmy ją między sobą.

Dostaliśmy duże wsparcie, pełną akceptację. Zwłaszcza wsparcie rodziców jest ważne w procesie adopcyjnym, bo ich akceptacja to aprobata dziecka przez dziadków. My mamy to szczęście, że wnuk został powitany z olbrzymim entuzjazmem. Był długo oczekiwany. Wszyscy nasi bliscy podeszli do synka bez najmniejszych uprzedzeń.

Jak Ci jest z macierzyństwem? Czy spodziewałaś się właśnie tego, co się dzieje? Co jest najpiękniejsze?

Szczerze mówiąc, dawniej wyobrażałam sobie, że jak już będę miała ten rok macierzyńskiego, to nauczę się porządnie angielskiego i przeczytam stertę zaległych książek.

Na początku byłam znacznie bardziej nieporadna niż moje 3-miesięczne dziecko. Potrzebowałam trochę czasu, żeby poczuć się pewniej jako matka i co chwilę nie sprawdzać w Internecie rozmaitych głupot, np. „dlaczego dziecko ściąga kapcie?”. W końcu zaufałam swojej intuicji, i synkowi też, od tego momentu zaczęłam tak naprawdę cieszyć się tym macierzyństwem, a nie stresować wszystkim naokoło.

Co jest najpiękniejsze? Ile masz dla mnie miejsca w gazecie? Zmieszczą się te wielkie mokre pocałunki synka w mój wielki nos? Zmieszczą się jego paluszki zaciśnięte na moim palcu podczas zasypiania? Zmieści się maluch wtulający się z całych sił w ramiona? Jego bezgraniczne zaufanie, gdy zsuwa się z parapetu, bo wie, że go złapię? Jego całkowicie niewinna i bezinteresowna miłość?

A za co teraz cenisz swojego męża, już ojca?

Mojego męża poznałam z nowej strony. Ma genialny kontakt z synem, mimo że wraca późno z pracy i mają dla siebie mało czasu. Jeszcze nie zdąży zdjąć kurtki, a już bawi się z dzieckiem. Obaj lgną do siebie bardzo.

Mąż kompletnie oszalał na punkcie syna. To jest fascynujące, jak dorosły facet łatwo wchodzi w świat małego chłopca, jak sam zamienia się w małego chłopca. Cenię go bardzo za to, jaką bliskość potrafił stworzyć z dzieckiem.

Zobacz też: Mamo, poczytaj mi o tym skąd się wzięłam – jak rozmawiać z dziećmi o adopcji?

Jak przebiegły pierwsze święta z dzieckiem? Przyszedł przed Wielkanocą, ale czy odczułaś Boże Narodzenie z dzieckiem jako bardziej magiczne? Jeśli tak, to na czym ta magia polega?

Synek trafił do nas przed Wielkanocą. Mieszkamy daleko od rodziny i to właśnie na Wielkanoc pierwszy raz spotkaliśmy się wszyscy razem. Przeżyliśmy to wszyscy z dużym wzruszeniem. Wbrew moim obawom, w tłumnej rodzinie szybko odnalazło się też dziecko.

Do rodziny staramy się wyjeżdżać jak najczęściej, mały świetnie zna dziadków i przyjazd na Boże Narodzenie nie był już tak niezwykły jak ten na Wielkanoc.

Co do Bożego Narodzenia powinnam teraz powiedzieć, że to były najbardziej magiczne święta w moim życiu, ale kusi mnie, żeby powiedzieć prawdę. Synek był chory, do tego ząbkował i całe magiczne święta przepłakał nam na rękach…

Jak patrzysz na to z perspektywy kilku lat, to co Ci dało pisanie bloga?

Blog to jedna z najlepszych rzeczy, jaką dała mi niepłodność. Na początku miał być dla mnie wyłącznie autoterapią, ale nagle stał się miejscem spotkań świetnych ludzi, których może dużo dzieli, ale łączy wspólnota doświadczeń. Dzięki blogowi zrozumiałam, że nie jestem sama na świecie ze swoim cierpieniem i problemami. Potem dołączały kolejne kobiety, które dotąd także nie miały gdzie podzielić się swoją historią.

Kiedy tego najbardziej potrzebowałam, dostałam olbrzymie wsparcie od kobiet podobnych do mnie. Możliwe, że blog uchronił mnie przed depresją, a na pewno pomógł mi podnieść się z kolan, otrzepać z kurzu, wypiąć pierś do przodu i iść dalej. Co więcej, ta rzesza kobiet w ten sam sposób wspierała się nawzajem. Setki osób pocieszało tutaj setki innych osób, kibicowało, troszczyło się, trzymało kciuki za starania.

Już dawno przestałam cierpieć z powodu niepłodności, ale blog, mój nałóg, był jak regularne spotkania z gronem bliskich znajomych. Wiesz, co zrobiły dziewczyny z bloga? Jeszcze zanim zadzwonił ten telefon z ośrodka adopcyjnego, skrzyknęły się w sekrecie przede mną, zorganizowały wyprawkę i prezenty dla dziecka, jakich sama nigdy bym nie wymyśliła. Dostałam od nich rzeczy dla dziecka, jeszcze zanim ono się pojawiło. Popłakałam się wtedy, stałam nad kartonem z książeczkami, zabawkami, ubrankami i płakałam ze wzruszenia. Podobnie zachowały się, kiedy pojawił się w domu syn.

Dziewczyny z bloga są bardzo obecne w moim życiu każdego dnia, chociaż większości z nich nigdy nie spotkałam. Nigdy wystarczająco nie zdołałam im za to podziękować.

A co Ci daje teraz?

Na macierzyństwie blog ucierpiał chyba najbardziej, bo najzwyczajniej w świecie brakuje mi czasu, żeby z podobnym impetem pisać i uczestniczyć w życiu dziewczyn. Żałuję tego bardzo. Piszę mniej, raczej czytam rozmowy czytelniczek tuż przed zaśnięciem.

Ale spotkałam tam wspaniałe kobiety i znalazłam kilka bezcennych przyjaźni. Widujemy się, dzwonimy do siebie, planujemy razem wakacyjny urlop. Wirtualny blog niepostrzeżenie stał się realną częścią mojego życia.

Blog Izy znajdziesz TUTAJ

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Jolanta Drzewakowska

redaktor naczelna Chcemy Być Rodzicami, jedynego pisma poradnikowego dla osób starających się o dziecko. Z wykształcenia prawniczka i coach. Matka dwójki dzieci.

Warszawa zwiększa dofinansowanie in vitro

Warszawa zwiększa dofinansowanie in vitro
Przy niektórych schorzeniach, takich jak endometrioza, in vitro często pozostaje jedyną opcją leczenia – fot. Pixabay

Warszawa zwiększa środki na dofinansowanie in vitro. Jak podkreśla wiceprezydent miasta Paweł Rabiej, chodzi o umożliwienie mniej zamożnym osobom skorzystanie z programu.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W czwartek podczas sesji Rady Warszawy politycy dyskutowali na temat zwiększenia dofinansowania na zabiegi zapłodnienia pozaustrojowego. Do tej pory Warszawiacy mogli liczyć na dopłatę w kwocie 5 tys. zł – od teraz dofinansowanie do procedury będzie wynosić 5,6 tys. zł. Jeżeli pierwsza próba zakończy się niepowodzeniem, pary będą mogły skorzystać z dopłaty do dwóch następnych zabiegów. Program zostanie wydłużony do 2023 r.

Mamy to! @warszawa przeznaczy dodatkowe środki na stołeczny program #invitro, uchwałę w tej sprawie przegłosowali właśnie radni. Większe środki na program to jego większa dostępność dla par zmagających się z problemem niepłodności. #WarszawaDlaWszystkich #SpełniamyObietnice – poinformował internautów za pośrednictwem Twittera Rafał Trzaskowski.

Zobacz też: Co to jest naprotechnologia i czy może zastąpić in vitro?

Warszawa zwiększa dofinansowanie in vitro, radni PiS-u niezadowoleni

Radni Prawa i Sprawiedliwości nie kryli oburzenia pomysłem zwiększenia dopłat do in vitro. – A jaką ofertę mamy dla tych, którym sumienie nie pozwala na skorzystanie z in vitro? – dopytywał radny Cezary Jurkiewicz.

Polecam modlitwę – odpowiedział Sławomir Potapowicz z Nowoczesnej. Podkreślił jednocześnie, że przy schorzeniach, takich jak endometrioza czy niedrożność jajowodów, jedyną skuteczną metodą leczenia jest in vitro. – Naprotechnologia nie jest odpowiedzią – podkreślił radny.

Z kolei Paweł Lech z Platformy Obywatelskiej zwrócił uwagę na niską skuteczność naprotechnologii.

– Jeśli ktoś nie chce skorzystać z in vitro, może skorzystać z programu naprotechnologii, uchwalonej z inicjatywy radnych PiS przez Sejmik Mazowsza. Zaowocował on jak dotąd trzema porodami. Cieszmy się z tego, ale nasz program in vitro przyniósł 154 porody – mówił.

Tu kupisz e-magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Gazeta Wyborcza, Do Rzeczy

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

In vitro, trojaczki i trudne decyzje. „Czy wszystkie dzieci przeżyją ciążę?”

"Dostałam wybór, by zakończyć ciążę jednego z dzieci, albo ryzykować życie obojga bliźniąt" – Foto: Instagram the.becktriplets

Po wielu latach nieudanych starań Christy i Ryan dali sobie ostatnią szansę – jeszcze jedna próba in vitro i mieli powiedzieć sobie „stop”. Okazało się to być jednak potrójnie szczęśliwe podejście. Dziś są rodzicami trojaczków, ale droga do tego miejsca była niezwykle wyboista: „Dostałam wybór, by zakończyć ciążę jednego z dzieci, albo ryzykować życie obojga bliźniąt” – opowiada Christy.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Christy i Ryan bali się, że nigdy nie uda im się zostać rodzicami. Przyszła mama przekroczyła magiczną 40-stkę i czuła, że biologiczny zegar nie działa na jej korzyść. Para próbowała już zarówno inseminacji, jak i in vitro. Niestety nie były to udane próby.

Postanowili jednak ten ostatni raz postarać się spełnić swoje marzenia: „Aby móc pokryć wydatki, wzięliśmy pożyczkę na 30 tys.$, zdając sobie przy tym sprawę, że jest to warte posiadania dzieci, których tak bardzo pragnęliśmy” – opowiada szczęśliwa dziś mama. „Naprawdę potrzebowaliśmy, aby to zadziałało, więc chcąc podwoić swoje szanse, wzięliśmy dwa zarodki. Miałam 41 lat i nie mogłam tracić więcej czasu, więc specjalista zgodził się na umieszczenie właśnie dwóch zarodków” – jej słowa cytuje „DailyMail„.

Zobacz też: Nie mogła zajść w kolejną ciążę… dziś ma SIEDMIORO dzieci!

Radość przeplatana łzami

Test ciążowy Christy zrobiła o 9 dni wcześniej, niż jest to rekomendowane. Jakaż była jej radość, gdy zobaczyła pozytywny wynik! Początkowo jednak wszystkim wydawało się, że jest to ciąża bliźniacza.

Dopiero w 12. tygodniu ciąży trzeci maluch postanowił pokazać się na badaniu USG. Szczęście zastąpił wtedy niepokój . Okazało się bowiem, że dwójka dzieci dzieliła ze sobą łożysko, co niosło za sobą ryzyko, iż jedno z nich dostanie za mało krwi, drugie zaś za dużo. Był to stan zagrażający ich przetrwaniu.

Dostałam wybór, by zakończyć ciążę jednego z dzieci, albo ryzykować życie obojga bliźniąt. To było istne szaleństwo, gdy przechodziliśmy od wiadomości o trzecim dziecku do myśli o zakończeniu ciąży jednego z nich.

Zobacz też: „Rodzice wychodzą ze szpitala z dziećmi, my zostaliśmy z pudłami wspomnień”

In vitro, trojaczki i trudne decyzje

Rodzice postanowili jednak, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Skoro mają ciążę trojaczą, widocznie tak miało być. Oczywiście niepokój przez resztę ciąży był jeszcze większy, niż zazwyczaj.

Christy nieustannie zastanawiała się, czy oby na pewno wszystkie serduszka biją. Na szczęście biły i biją do dzisiaj. Cała trójka przyszła na świat zdrowa i w świetnej formie. Nawet pomimo ogromnych trudności w ciąży, konieczności leżenia od 20. jej tygodnia, czy też zobowiązań finansowych, oboje rodzice podkreślają, że wszystko to było warte szczęścia, które mogą dziś odczuwać.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Christy Beck (@the.becktriplets)

Happy end

Równie niesamowitą i trudną historię ma za sobą Janet. Jest ona matką trójki dzieci, chociaż wcześniej przez wiele lat nie udawało jej się zajść w ciążę. Pierwsza córeczka urodziła się dzięki IUI, bliźnięta zaś dzięki IVF.

Trójka naszych dzieci, obecnie pięcioletnia córka oraz dwu i pół letnie bliźniaki, są moim światem i prawdziwymi cudami, które nigdy by się nie pojawiły, gdyby nie niesamowite zaawansowanie medycyny reprodukcyjnej” – cytowaliśmy jej słowa [KLIK]. Kobieta pokazała światu także niesamowite zdjęcia, które porównywały obie ciąże. Wywołują one od razu uśmiech na twarzy. Oby więc kolejne podobne historie także mogły go wywołać!

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: „DailyMail”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.