Przejdź do treści

Minister pracy i polityki społecznej vs. Najwyższa Izba Kontroli

W zeszłym tygodniu raport na temat swojej działalności przedstawił minister pracy i polityki społecznej, Władysław Kosiniak – Kamysz . Wprowadzenie systemu wspierania rodziny, wydłużenie urlopów rodzicielskich, upowszechnienie ich i stworzenie możliwości korzystania z nich każdemu, kto jest rodzicem, więcej żłobków i przedszkoli – to jedynie część z zasług szefa resortu opisanych w dokumencie.

 – Prezentujemy raport, który nie jest publicystyką, ale prezentacją dokonań rządu z ostatnich lat poczynając od narodzin dziecka poprzez aktywność zawodową rodziców, a skończywszy na polityce senioralnej. Raport przedstawia najważniejsze osiągnięcia i zmiany, które wprowadziliśmy lub zamierzamy niedługo wprowadzić – powiedział Kosiniak-Kamysz na specjalnej konferencji.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Swoją wypowiedzią minister nawiązał do raportu Najwyższej Izby Kontroli, według którego w naszym kraju nie ma całościowego i strategicznego planowania działań na rzecz rodziny. Rozwiązania sugerowane przez kolejne rządy, jak np. becikowe, ulgi podatkowe na dzieci czy roczny urlop macierzyński mają charakter doraźny i prowizoryczny oraz nie wpłynął na poprawę sytuacji w znaczący sposób.

Zdaniem NIK rozwiązania prorodzinne poszczególne resorty realizują we własnym zakresie, ale żaden z ministrów nie koordynuje ich w sposób spójny. Raport proponuje rozwiązanie, w którym t Minister Pracy i Polityki Społecznej posiadałby uprawnienia pełnomocnika rządu, pozwalające mu koordynować i monitorować działania pozostałych resortów na rzecz polityki rodzinnej oraz ocenę jej efektywności.

– Kiedy przez lata nie działo się nic w polityce prorodzinnej, to było dobrze, nie było żadnych raportów. Kiedy przeprowadziliśmy największe zmiany od 1989 r., systemowe, nie wyrywkowe, to teraz stawia się zarzuty, z którymi kompletnie nie mogę się zgodzić – skomentował raport NIK minister pracy.

Odpierając zarzuty, minister wśród swoich zasług wylicza wydłużenie urlopów rodzicielskich do 52 tygodni, wprowadzenie Karty Dużej Rodziny czy wzrost liczby żłobków. O zainteresowaniu ministerialnym programem mam świadczyć  1,2 mln wydanych Kart Dużej Rodziny. Zdaniem ministerstwa polityka rodzinna ma zachęcać do pracy, a nie do niej zniechęcać, a dla rodziców najważniejsza jest gwarancja, że gdy rozpoczną pracę, państwo z dnia na dzień nie pozostawi ich bez wsparcia finansowego państwa. Taką gwarancją dla polskich rodzin korzystających ze świadczeń ma być propozycja – “złotówka za złotówkę”, według której rodzic będzie mógł rozpocząć pracę, przyjąć zlecenie, a państwo nadal będzie wspierać jego rodzinę.
 
Co roku z budżetu państwa na politykę prorodzinną rząd przeznacza ok. 2 proc. PKB, jednak według NIK nie ma to w zauważalny sposób przełożenia ani na wzrost liczby urodzeń, ani na rozwój rodzin.
 

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Trzy kobiety skazane za poronienie są wolne. Czy Salwador doczeka się liberalizacji prawa?

Kobiety skazane na więzienie za poronienie zostały uwolnione. Czy Salwador doczeka się liberalizacji prawa?
Jedna z trzech uwolnionych kobiet, Alba Lorena Rodriguez. – fot. Marvin Recinos/AFP

Prawo funkcjonujące w Salwadorze od 1998 roku pozwala skazać kobietę, która poroniła nawet na 30 lat pozbawienia wolności. Poronienie traktowane jest w tym kraju tak, jak morderstwo, a za dokonanie aborcji grozi od 2 do 30 lat więzienia. Kobiety, które usłyszały najsurowszy wyrok zostały uwolnione. Salwadorki i obrońcy praw człowieka z nadzieją patrzą na ten werdykt i dalej walczą o liberalizację prawa.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Większość ciąż kończy się poronieniem. „To nie anomalia. To norma”

Wyrok sądu najwyższego

Trzy kobiety, które zosały skazane na najwyższą karę – 30 lat więzienia – za poronienie wyszły na wolność. Dwie z nich za kratami spędziły 11 lat, trzecia 9. O ich uwolnienie przez cały ten czas walczyły działaczki organizacji kobiecych, w tym z  Stowarzyszenia Obywatelskiego na rzecz Depenalizacji Aborcji Terapeutycznej i Etycznej.

Uwolnienie było możliwe dzięki wyrokowi sądu najwyższego, który po wieloletniej batalii sądowej ogłosił, że wyroki były nadmiernie wysokie i niemoralne, szczególnie zważając na to, że kobiety są niezbędną pomocą dla swoich rodzin, przede wszystkim w wymiarze ekonomicznym. Za niesprawiedliwe sąd uznał również odebranie dzieciom matek (gdy poroniły miały już dzieci). Obrońcy przekonywali sąd, że zostały one skazane bez dowodów. Kobiety zostały zwolnione z więzienia natychmiast po ogłoszeniu decyzji.

Zobacz też: 30 lat więzienia za „aborcję”. Na pomoc czekała 4 godziny

Surowe prawo

Salwador to jeden z pięciu krajów na świecie, w którym obowiązuje całkowity zakaz aborcji, bez względu na okoliczności (zdrowie i życie kobiety, wady płodu, gwałt, kazirodztwo, sytuację prywatną i ekonomiczną kobiety). Każde poronienie, które zostanie zarejestrowane przez opiekę medyczną podlega analizie i ocenie. Jeśli zachodzi podejrzenie, że nie było naturalne, tylko zostało celowo wywołane lub doszło do niego przez zaniedbanie kobiety, odpowiada ona przed sądem tak, jakby dopuściła się morderstwa. Kara za usunięcie ciąży to 2 do 30 lat więzienia. Karane są również osoby, które podejrzewane są o współudział w usunięciu ciąży.

Kilka lat temu światowe media obiegła sprawa 18-latki, która poroniła w łazience, będąc w trzecim trymestrze ciąży. Mimo braku dowodów została skazana na więzienie. Sąd przyjął zdanie prokuratora, który argumentował, że dziewczyna nie szukała opieki przedporodowej, ponieważ nie chciała dziecka i pozwoliła mu umrzeć. Jej matka została oskarżona o współudział.

Zobacz też: ONZ: Prawo do aborcji jest prawem człowieka. Polska musi je realizować

Las 17

W 2014 roku działaczki na rzecz praw kobiet w Salwadorze zaczęły walkę o uwolnienie 17 kobiet, znanych jako Las 17, skazanych za poronienie. Trzynaście z nich jest już na wolności, skrócono im wymiar kary. W międzyczasie ich miejsce w więzieniu zajęło pięć kolejnych salwadorek, w tym wspomniana 18-latka. Skazane kobiety (w tym te trzy, które zostały uwolnione kilka dni temu) pochodzą z biednych społeczności, nie miały możliwości opłacenia pomocy prawnej i otrzymania obrony z prawdziwego zdarzenia.

W imieniu ich wszystkich od 2013 roku walczyły działaczki, jako Las 17 stały się częścią kampanii społecznej dążącej do zmiany prawa.

Jesteśmy ofiarami niesprawiedliwego systemu. Naszym obowiązkiem jako tych, które zostały uwolnione, jest udział w walce o uwolnienie pozostałych kobiet i zmianę prawa – powiedziała dziennikarzom Al Jazeera jedna ze zwolnionych.

Zobacz też: Poronienie i strata dziecka – fotografie, które rzucają na te trudne doświadczenia światło szczerości

Czy zmiana jest blisko?

Starania o dekryminalizację aborcji w Salwadorze jak dotąd były nieskuteczne. W 2018 roku przed Zgromadzeniem Parlamentarnym zaprezentowany został projekt ustawy, który dopuszczał aborcję w określonych okolicznościach, jednak nie został poddany pod głosowanie.

3 marca 2019 roku prezydentem został Nayib Bukele, który w zeszłym roku, jako prezydent San Salvador i kandydat partii centro-prawicowej na prezydenta kraju, opowiadał się za legalizacją aborcji w przypadku zagrożenia życia matki.

Ta zmiana, mimo, że niewielka zważywszy na skalę problemu, poprawiłaby sytuację salwadorek. W tej chwili kobiety są zostawiane same sobie z zagrożoną ciążą, krwotokami i w trakcie poronienia, ponieważ lekarze boją się oskarżeń o współudział w aborcji. Wiele przypadków, w których pomoc lekarska nie została udzielona ze wspomnianych powodów, kończy się śmiercią matki i płodu.

Działaczki organizacji kobiecych i międzynarodowe organizacje broniące praw człowieka postrzegają uzasadnienie zwolnienia trzech z Las 17 za precedens, który może otwierać przed Salwadorem drogę do liberalizacji prawa aborcyjnego. Termin wyjścia kobiet z więzienia zbiegł się z 8 marca – międzynarodowym dniem kobiet i był hucznie świętowany na ulicach San Salvador.

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Hirsutyzm – nadmierne owłosienie kobiecego ciała – jak sobie z nim radzić?

Hirsutyzm - typowe dla mężczyzn owłosienie na kobiecym ciele
fot.Pixabay

Hirsutyzm – zaburzenie hormonalne, które objawia się występowaniem na ciele kobiety owłosienia charakterystycznego dla mężczyzn. Dokładna lokalizacja owłosienia i jego natężenie jest indywidualną sprawą i u różnych osób może przybierać różne formy.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co to jest hirsutyzm i jakie są jego przyczyny?

Hirsutyzm to zaburzenie hormonalne, którego przejawem jest występowanie na kobiecym ciele owłosienia  w miejscach, w których zwykle pojawia się ono u dojrzałych mężczyzn. Rozmieszczenie i natężenie owłosienia jest sprawą indywidualną, jednak najczęściej dotyczy górnej wargi, linii szczęki, klatki piersiowej, linii poniżej pępka oraz ramion i pleców.

Główną przyczyną hirsutyzmu jest podwyższone stężenie androgenów – męskich hormonów płciowych. Poza nadmiernym owłosieniem skutkiem podwyższonego poziomu hormonów może być obniżony głos, nieregularne miesiączki, niepłodność i trądzik, jednak te objawy nie są koniecznym warunkiem postawienia diagnozy.

Hirustyzm zdarza się także kobietom o prawidłowym poziomie androgenów. Wtedy najczęściej ma podłoże genetyczne lub spowodowany jest nadwrażliwością mieszków włosowych na androgeny. W takich sytuacjach mówimy o hirsutyzmie idiopatycznym.

Włosy w nietypowych dla kobiet miejscach mogą pojawiać się jako skutek terapii hormonalnej: androgenami, pochodnymi progesteronu lub steroidami.

Zobacz też: 6 składników, które pomogą Ci zadbać o równowagę hormonalną

Skala Ferrimana-Gallweya – natężenie owłosienia

Skala Ferrimana-Gallweya to metoda kwalifikacji stopnia hirsutyzmu. Wyróżnia dziewięć obszarów: górna warga, szczęka, klatka piersiowa, kark, lędźwie, nadbrzusze i podbrzusze, ramiona, przedramiona, uda, nogi. W każdym z miejsc wzrost włosów mierzy się na skali od 0 do 4, wynik sumuje się do maksymalnej liczby punktów 36.

Diagnostyka i leczenie hirsutyzmu

Diagnostyka hirsutyzmu opiera się na badaniach hormonalnych. Sprawdza się poziom testosteronu. W uzasadnionych przypadkach wykonuje się badanie hormonów tarczycy i przysadki mózgowej (progesteron, LH, FSH, testosteron, DHEA-S, TSH, tyroksyna, anty-TPO, androstendion.

Hirsutyzm leczy się farmakologicznie, podając leki obniżające poziom męskich hormonów płciowych we krwi. Najczęściej są stosowane tabletki hormonalne, które mają dodatkowe działanie antykoncepcyjne. Efekty pojawiają się po sześciu-ośmiu miesiącach. By ograniczyć objawy dermatologiczne choroby (na przykład trądzik) podaje się żeńskie hormony płciowe.

W przypadku hirsutyzmu idiopatycznego przyjmowanie leków nie jest skuteczne. Pozostaje mechaniczne usuwanie owłosienia… lub jego zaakceptowanie.

O amerykance Novie Galaxii – szczęśliwej kobiecie z brodą pisaliśmy tutaj.

Psychologiczne aspekty hirsutyzmu

Kanon kobiecego piękna, którym obecnie karmią nas media, promuje wizerunek gładkiego, szczupłego kobiecego ciała. Zdjęcia młodych ciał modelek, odpowiednio oświetlonych i wyretuszowanych w programach graficznych tworzą nieosiągalny ideał, który wprawia miliony kobiet w kompleksy. Sprostanie nierealistycznym wymaganiom nie jest możliwe, co odbija się na samoocenie tych kobiet, prowadzi do braku akceptacji własnego ciała.

Powyżej opisany mechanizm dosięga również kobiet z hirsutyzmem. Nadmiar włosów na ciele, pojawianie się ich w nietypowych miejscach, trudne do usunięcia, ciemne i silne włosy – jak łatwo się domyślić to pogarsza sprawę. Hirsutyzm u wielu kobiet wiąże się ze wstydem, strachem przed nawiązywaniem intymnych, erotycznych relacji, izolacją, pogłębia brak samoakceptacji i poczucie osamotnienia.

Fundacja „Hirsutyzm – Poważny Problem Wielu Kobiet” udziela wsparcia kobietom zmagającym się z nadmiernym owłosienie. Stronę Fundacji znajdziesz tutaj.

Zaakceptowanie nadmiernego owłosienia z całą pewnością jest niezwykle trudnym zadaniem, jednak nie niemożliwym. Wsparcia warto szukać na przykład u innych kobiet, które borykają się z podobnymi problemami (fora, grupy wsparcia), albo w filozofii ruchu Body Positive, który stara się łamać stereotypy w postrzeganiu ciała i wspierać kobiety w dążeniu do samoakceptacji. Zdarza się, że hirsutyzm powoduje trudne do zniesienia problemy emocjonalne i uniemożliwia funkcjonowanie społeczne. W takich sytuacjach pomoc specjalisty może być konieczna. Psychoterapia może wesprzeć zmianę nastawienia do własnego ciała oraz pomóc podjąć decyzję o rozpoczęciu walki z nadmiernym owłosieniem. Lub wprost przeciwnie – pomóc zakończyć walkę z włosami i zmotywować do walki z kompleksami i przekonaniami na własny temat. Wszystko zależy od celu, jaki stawiają sobie pacjentka i terapeuta.

E-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Gdy cierpienie dotyka bliską ci osobę – jak pomóc po poronieniu?

Cierpienie bliskiej nam osoby zawsze niezwykle boli. Być może właśnie jesteś w takiej sytuacji, bo twoja siostra, czy przyjaciółka zmaga się teraz z doświadczeniem poronienia. Tak bardzo chcesz wtedy pomóc, ulżyć w cierpieniu, ukoić. Tylko jak to zrobić?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niestety bycie obok cierpiącej osoby nie jest proste. Widzimy, jak ważny dla nas człowiek zderza się z czymś szalenie trudnym. Wtedy i w nas pojawiają się niezwykle ciężkie do uniesienia emocje. Czasami nie radzimy sobie z tym, co dla nas samych oznacza ta konfrontacja, a co za tym idzie, jeszcze trudniej jest nam dać wsparcie przyjaciółce. Czasami nie wiemy co robić, co powiedzieć, jak się zachować i boimy się, że tylko dodatkowo zranimy ukochaną osobę. Wcale nie mając złych intencji odsuwamy się, unikamy trudnego tematu… Tak, bycie wspólnie z kimś w cierpieniu jest szalenie ciężkie, ale to właśnie doprowadzenie do głosu tych trudnych emocji, bycie ze sobą bez żadnych zbroi, których wymaga od nas codzienny świat, tworzy bliskości. A to bliskość potrafi „leczyć”.

Zobacz też: Tak, ojcowie też przeżywają poronienie – ten pomysł podkreśla ich ogromną rolę!

Po prostu bądź

Czasami wystarczy po prostu bycie obok. Trzymanie za rękę. Danie się wypłakać i pokazanie, że nie zostawimy bliskiej nam osoby z tym samej. Pomimo ogromnego bólu i ciężaru nie odchodzimy, a z tym dodatkowym bagażem kochamy ją tak samo mocno. Co więcej, pomożemy go jej nieść.

Nieraz żadne słowa nie muszą wtedy wcale paść i jeśli czujesz, że nie ma na nie przestrzeni, że na ich wypowiedzenie jest jeszcze za wcześnie, odpuść. Zaczekaj, nie naciskaj.

A jeśli czujesz, że na ten moment nawet trzymanie za rękę to za dużo, po prostu zadzwoń. Zapewnij, że jak tylko dostaniesz sygnał, będziesz. Nie stwarzaj jednak ciszy pomiędzy wami. Nie udawaj, że ciąży nie było. Nie uciekaj, nie bój się. Owszem, to nie jest łatwe, bo taki kontakt może budzić ogromny lęk. Kiedy jednak zaczniesz tego kontaktu w ogóle unikać, twoja przyjaciółka może czuć się „tą inną”, odsuniętą, odstraszającą swoim bólem. Zamiast troski dostanie wtedy tylko dodatkowy cios, a nikt tego nie chce.

Jeśli jednak masz poczucie, że ta cisza się przedłuża, a bliska ci osoba zaczęła się w tej ciszy zamykać, sprawdź co się dzieje. Daj co jakiś czas znak, że się martwisz. Staraj się być na bieżąco z tym, jak twoja przyjaciółka, czy siostra się czuje. Bądź czujna na sygnały, który ci wysyła – a długa, inna niż zwykle cisza, może być najgłośniejszym z nich.

Nie mów

Nie mów zdań, które mogą niezwykle mocno zaboleć.

Następnym razem się uda.

Nic nie dzieje się bez powodu.

Przynajmniej wiesz, że możesz zajść w ciążę.

Lepiej teraz, niż gdyby miało się to wydarzyć później.

Przecież to jeszcze nie było dziecko…

Co takie zdania mogą przynieść? Mogą minimalizować stratę, a przecież jest tak ważna, tak duża, tak warta szacunku. Mogą wprawić w poczucie winy, możesz nimi zabrać nadzieję, możesz zamknąć przestrzeń na rozmowę pomiędzy wami.

Powstrzymaj się też od udzielania rad. Nie jesteś w skórze swojej przyjaciółki, a twoje wyobrażenie o jej stanie może być odległe od tego, co ona czuje. Nawet jeśli kogoś bardzo dobrze znamy, nie oznacza to, że rozumiemy i odczuwamy dokładnie to samo, co właśnie teraz dzieje się w tej osobie.

To trochę tak, jak byśmy stali na brzegu i udzielali rad osobie, która właśnie tonie. Owszem, nasze słowa mogą być pomocne, ale mogą też zaszkodzić. Nie czujemy w końcu na swoim ciele siły fal, nie wiemy na ile dana osoba boi się wody, nie wiemy co ma pod stopami – czy jest to stabilny grunt, wciągający muł, a może ogromna pustka? Wyciągnięta dłoń potrafi wtedy zdziałać dużo więcej, niż nawet tysiąc słów. Szczególnie tych nietrafionych.

Nie wyciągaj na siłę i nie złość się, gdy po raz kolejny będziecie musiały przełożyć spotkanie

Czasami przełożenie spotkania, czy odwołanie planów, jest najlepszą formą troski o swoje dobro. Nie bierz więc tego do siebie, nie mów, że „trzeba” wyjść do ludzi, odwrócić uwagę etc. Każdy ma swój sposób na radzenie sobie z trudnymi dniami, a bycie samemu ze sobą jest potrzebne każdemu z nas. Uszanuj taką potrzebę i zapewnij, że jeśli przyjaciółka/koleżanka/siostra zmieni zdanie, może śmiało dać ci znać. Pokaż, że czekasz na nią i jak tylko będzie gotowa, może na ciebie liczyć.

Zobacz też: Zrozumieć niepłodność – koniecznie pokaż to swoim bliskim!

Masz tyle czasu, ile potrzebujesz i to jest okej

Cierpienie nie ma określonego czasu trwania. Nie ma ram, które powiedzą nam, że np. żałoba po poronieniu trwa 5 tygodni, a po tym czasie wszystko się już układa, rana zabliźnia i można wrócić do punktu wyjścia. Nie, to tak nie działa. Każdy z nas inaczej radzi sobie ze stratą, mamy różne sposoby, kierują nami różne schematy, mamy różne wartości. Jak zatem mielibyśmy określić coś tak bardzo skomplikowanego?

Zapewnij bliską ci osobę, że ma tyle czasu na przeżycie straty, ile potrzebuje. Nie pospieszaj, nie mów: „już wystarczy”, czy „ile można”. Można tyle, ile trzeba. Czasami może wymagać to od ciebie cierpliwości, poradzenia sobie z własną frustracją, ale wtedy powinna włączyć ci się czerwona lampka. Nie ma bowiem „złotego środka” na przeżywanie straty. „Niektóre osoby potrzebują wielu miesięcy, czasami lat, żeby ostatecznie pogodzić się ze stratą ciąży, rozumiejąc ją jako stratę globalną, koniec pewnego etapu życia. Inni potrzebują zatrzymać się na chwilę, zwolnić, odpocząć i wracają do poprzedniej aktywności” – mówiła w rozmowie z nami psychoterapeutka Katarzyna Mirecka [tutaj].

Żałoba nie jest linearna

Pamiętaj też, że żałoba nie jest tylko prostą linią w górę. Mogą zdarzyć się spadki, może dziać się ona zgodnie z zasadą „dwa kroki w przód, dwa w tył”. Nawet jeśli bliska ci osoba poczuje się już lepiej, będzie wydawało ci się, że udało jej się ułożyć ze stratą, to wcale nie musi oznaczać, że ból zniknął i nigdy nie wróci. Dołki znów mogą się pojawić, a cierpienie, poczucie straty i temat poronienia mogą wręcz znienacka ożywać nawet po długim już czasie. Nie bagatelizuj tego, nie mów, że nie ma już do czego wracać. Niezmiennie bądź.

Pamiętaj też, że sięgnięcie po profesjonalną pomoc nie jest ani wstydem, ani okazaniem słabości. Psychologowie, psychoterapeuci, psychiatrzy są przygotowani do udzielenia tego typu wsparcia. Wiedzą co robić. Jeśli widzisz, że taka pomoc może być potrzebne, że sama też nie jesteś w stanie jej wesprzeć (także ze względu na własne dobro), staraj się o tym porozmawiać. Może wspólnie uda wam się znaleźć specjalistę, którzy ułatwi ten trudny czas i pomoże pójść dalej. Bo „dalej” – nawet jeśli wydaje się nierealne – zawsze przed nami jest. Także po tak trudnych przeżyciach.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Jak zaplanować płeć dziecka? Metoda Shettlesa i jej skuteczność

metoda shettlesa
Metoda Shettlesa to jedna z najbardziej znanych technik planowania płci dziecka – fot. Fotolia

Choć większość par deklaruje, że z jednakową radością powita na świecie córkę, co syna, w rzeczywistości wiele osób ma pewne preferencje dotyczące płci potomka. Czy w spełnieniu tych marzeń mogą im pomóc naturalne metody planowania płci dziecka, w tym najpopularniejsza: metoda Shettlesa? Co stoi u podstaw tej teorii, jaka jest jej skuteczność i co wspólnego ma z tym jakość życia seksualnego? Przeczytaj!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Metoda Shettlesa to jedna z najbardziej znanych technik planowania płci dziecka, której popularność nie słabnie od kilku dekad. Jej twórcą jest Landrum B. Shettles, amerykański biolog i pionier badań nad zapłodnieniem in vitro.

Metodę sygnowaną swoim nazwiskiem opracował już w latach 60. ub.w. Blisko 20 lat później jej podstawy przedstawił szerokiemu audytorium w poradniku „Jak zaplanować płeć swojego dziecka”, którego współautorem był dziennikarz David Rorvik. Do dziś publikacja sprzedała się w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Sprawdźmy zatem, co kryje się pod słynną, choć kontrowersyjną metodą Shettlesa.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: In vitro zwiększa prawdopodobieństwo urodzenia chłopca

Jak zaplanować płeć dziecka: metoda Shettlesa

Teoria, której celem jest odpowiedź na pytanie, jak zaplanować płeć dziecka, opiera się na specyfice budowy morfologicznej plemników oraz analizie czynników, które warunkują ich dotarcie do komórki jajowej.

U podstaw metody Shettlesa leży przekonanie, że:

  • plemniki z chromosomem Y, determinujące męską płeć zarodka, są mniejsze, szybsze, ale mniej wytrzymałe od plemników X,
  • plemniki z chromosomem X, które odpowiadają za płeć żeńską, są większe i wykazują mniejszą prędkość niż plemniki Y, mają jednak większą zdolność przetrwania w drogach rodnych kobiety.

Zdaniem dra Shettlesa znajomość tych (domniemanych) różnic morfologicznych można wykorzystać do skrupulatnego wyznaczenia czasu stosunku – tak, by jego rezultatem było poczęcie dziecka określonej płci. Biolog uważał, że współżycie w terminie maksymalnie bliskim owulacji pozwala plemnikom z chromosomem Y szybko i bez przeszkód dotrzeć do komórki jajowej, zwiększając tym samym prawdopodobieństwo poczęcia chłopca. Natomiast gdy stosunek i moment owulacji dzieli dłuższy czas (1–4 dni), większe szanse na dotarcie do komórki jajowej mają – rzekomo – wolniejsze, lecz bardziej wytrzymałe plemniki z chromosomem X. To zaś, jak wyjaśniał Shettles, ma pomóc w zaplanowaniu dziewczynki.

Metoda Shettlesa: najlepsze pozycje seksualne, by począć chłopca

Według metody Shettlesa nie bez znaczenia są także pozycje seksualne, które wybierają partnerzy.

Aby zwiększyć szanse na syna, para powinna zdecydować się na pozycje sprzyjające głębokiej penetracji. Autor teorii przekonuje, że dzięki temu nasienie ma szanse zostać zdeponowane jak najbliżej szyjki macicy, skracając drogę do celu szybkim i zwinnym plemnikom Y.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Urodziła dziecko swojemu synowi. Udało się dzięki in vitro

Metoda Shettlesa: najlepsze pozycje, by spłodzić dziewczynkę

Gdy para chce zaplanować dziewczynkę, lepiej – zdaniem naukowca – sprawdzą się pozycje zapewniające płytką penetrację. Ma to stworzyć optymalne warunki dla plemników z chromosomem X, które na długich dystansach rzekomo deklasują sprinterów z chromosomem Y.

Przetrwają szybcy czy wytrwali? Metoda Shettlesa a satysfakcja seksualna kobiety

A co z samą jakością pożycia – czy i ona może mieć wpływ na płeć potomka? Okazuje się, że i nad tą kwestią pochylił się w swojej metodzie dr Shettles.

Zgodnie z tezą biologa, pływakom z chromosomem Y nie sprzyja kwaśne środowisko w drogach rodnych kobiety. Odczyn pH ulega jednak zmianie na zasadowy w momencie, gdy kobieta osiąga orgazm – a dzięki temu plemniki „męskie” mogą (wedle teorii) znów wykorzystać swój największy atut: prędkość. Szczególnie że w szybszym pokonaniu drogi do komórki jajowej pomagają im wówczas skurcze pochwy.

Mniej radości ze współżycia będą mieć jednak panie, które przy pomocy metody Shettlesa zechcą zaplanować dziewczynkę. Zdaniem amerykańskiego badacza plemniki z chromosomem X, jako bardziej wytrzymałe, mają większe szanse na przetrwanie kwaśnego środowiska. A to oznacza, że powstrzymanie się od orgazmu miałoby im pomóc w pokonaniu na placu boju szybkich, lecz wrażliwych pływaków Y.

CZYTAJ TEŻ: Plemniki – 9 zaskakujących faktów na temat męskich pływaków

Metoda Shettlesa: przygotowania. Zadbajcie o kalendarzyk dni płodnych i zdrową dietę

Dr Shettles podkreśla, że skuteczne wdrożenie jego metody planowania płci dziecka wymaga od obojga partnerów wielomiesięcznych przygotowań. Powinny one uwzględniać:

  • staranną obserwację cyklu miesięcznego kobiety (m.in. badanie śluzu, pomiar temperatury, wykonywanie testów owulacyjnych), która pozwoli wyznaczyć optymalny termin stosunku,
  • dbałość o jakość nasienia mężczyzny (m.in. poprzez wdrożenie odpowiedniej diety, rezygnację z używek oraz stosowanie kilkudniowej wstrzemięźliwości seksualnej przed planowanym poczęciem dziecka).

POLECAMY: Zapłodnienie pICSI: czym jest i jaką ma skuteczność?

Ale… Czy metoda Shettlesa działa?

Z uwagi na dostępność oraz stosunkową łatwość wdrożenia zaleceń metoda Shettlesa od wielu lat ma swoich zwolenników. W ślad za jej twórcą twierdzą, że ta naturalna metoda planowania płci dziecka sprawdza się w aż 75-90% przypadków. Czy jednak te statystyki mogą być wiarygodne? Ze współczesnych prac naukowych wynika, że to bardzo mało prawdopodobne.

Prowadzone w ostatnich latach badania wykazały, że metoda Shettlesa nie może być skuteczna z uwagi na błąd w podstawowym założeniu: zróżnicowaniu szybkości plemników z chromosomem X i z chromosomem Y.

– Nie ma żadnych dowodów naukowych na poparcie tezy, że plemniki z chromosomem X poruszają się w innym tempie niż te z chromosomem Y. Żadne badania nie dowiodły też, że możliwości przeżycia plemnikówX i Y są zależne od momentu cyklu miesięcznego kobiety – podkreślał przed kilkoma laty dr Allan Pacey z Uniwersytetu Sheffield (Wielka Brytania) w rozmowie z „New Scientist”.

Dodatkowo, jak wskazują eksperci zajmujący się leczeniem niepłodności, metoda Shettlesa zakłada poczęcie w wyniku pojedynczego stosunku – w precyzyjnie wyznaczonym terminie. To zaś, jak wiadomo, z biologicznego punktu widzenia jest bardzo trudne do osiągnięcia, szczególnie u par doświadczających problemów z płodnością. W ich przypadku stosowanie metody Shettlesa nie tylko nie pozwoli na zaplanowanie chłopca lub dziewczynki, ale może wręcz ograniczyć szanse ciążę – bez względu na płeć zarodka.

Źródło: newscientist.com, copernicuscollege.pl, newsweek.pl, mamaginekolog.pl

POLECAMY TEŻ: Prawidłowe parametry nasienia mimo niepłodności? To może wynikać z… bodźców podczas badania

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.