Przejdź do treści

Miejsce wypełnione miłością. Wywiad z Magdaleną Różczką

Magdalena Różczka od 10 lat współpracuje z Interwencyjnym Ośrodkiem Preadopcyjnym w Otwocku – fot. materiały prasowe

W 2010 roku została Ambasadorką Dobrej Woli UNICEF. Dwa lata później w jej głowie zakiełkowała myśl, aby stworzyć film o adopcji. Działalność społeczna w Ośrodku Preadopcyjnym w Otwocku sprawiła, że trwała w tej idei. W tym roku powstał film „1800 gramów”. Z Magdaleną Różczką rozmawia Alina Windyga-Łapińska.

Alina Windyga-Łapińska: Muszę Ci się do czegoś przyznać – jako mama rocznej dziewczynki nie jestem w stanie przejść obojętnie obok tematu opuszczonych dzieci. Czy w Tobie też to zjawisko wywołuje tak gwałtowne emocje?

Magdalena Różczka: Oczywiście! Od 10 lat współpracuję z Interwencyjnym Ośrodkiem Preadopcyjnym w Otwocku. Często myślę, że zobaczyłam tam już wszystko, poznałam najsmutniejsze przypadki i nic już nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Jednak ciągle przytrafia się coś, co mnie przerasta i muszę to później odreagować.

Na przykład?

Pewnego dnia pojechałam do ośrodka i zobaczyłam taką scenę: mama żegna się ze swoim dzieckiem. Mama była niepełnoletnia. Później dowiedziałam się, że ta dziewczyna ma za sobą bardzo ciężkie doświadczenia – molestowanie w dzieciństwie, poprawczak, odwyk narkotykowy. Po raz kolejny po prostu pękłam. Pomyślałam, że nigdy nie wolno oceniać. Najbardziej nie lubię, gdy ktoś mówi – „jak można zostawić swoje dziecko?”. 

Czasami trzeba?

Dla dobra tego dziecka. Nie ma co oceniać, jeśli się nie zna dobrze historii danej osoby. Zdarza się, że to jest tragedia trwająca od wielu pokoleń… Dzięki temu, że jest takie miejsce jak Interwencyjny Ośrodek Preadopcyjny, te wszystkie dzieci (mniej więcej setka rocznie) mają szansę na lepsze życie. W ośrodku trafiają pod opiekę cudownych osób i niemal natychmiast szuka się dla nich domów adopcyjnych.

Dostają szansę na lepsze życie! Bardzo bym chciała poznać jakieś pozytywne zakończenia. Opowiesz? 

Z przyjemnością. Na przykład Amelka. Miała zaledwie kilka dni, gdy ją poznałam. Była wcześniakiem, urodziła się z FAS (Alkoholowym Zespołem Płodowym). Na pierwszy rzut oka było widać, że jest bardzo chora. Miała zniekształcone stopy tzw. „końsko-szpotawe”, całe jej nóżki były w gipsie. Pomyślałam: „O matko, kto podejmie się opieki nad tą dziewczynką?”. 

Co było dalej?

Amelka trafiła do kochającej rodziny adopcyjnej. Została otoczona miłością i czułością. Dostała bardzo konkretną pomoc medyczną oraz rozpoczęła rehabilitację. Dzisiaj ma kilka lat, jej rodzice wysyłają co roku zdjęcia do ośrodka. Widać na nich śliczną, uśmiechniętą dziewczynkę. Rodzice Amelki piszą, że mówi dwoma językami, chodzi, tańczy i jest naprawdę szczęśliwym dzieckiem. 

Inna dziewczynka, którą poznałam w ośrodku, Natalka, cierpi na zespół genetyczny Aperta. To zespół wad wrodzonych, dotyczy przede wszystkim układu kostnego – twarzoczaszki, dłoni i stóp. Dzieci z zespołem Aperta miewają zniekształconą twarz, rozszczep podniebienia, zrośnięte lub zniekształcone palce. U Natalki zahamowany jest wzrost czaszki, przez co jej mózg nie może się prawidłowo rozwijać. Dziewczynka przeszła skomplikowaną operację, po której zostawiono w jej główce wystające śruby.

Będąc już po opieką Ośrodka, Natalka po raz kolejny trafiła do szpitala. Pojechały z nią pani dyrektor i pielęgniarka z Ośrodka. Lekarze zdecydowali się zostawić dziewczynkę przez kilka dni w szpitalu na obserwacji. Pielęgniarka, w odruchu współczucia, powiedziała: „Ja z nią zostanę. Ona już tyle razy była porzucana, będę z nią, żeby nie czuła się samotna”. 

Później opowiadała, że jej dzieci codziennie dzwoniły i nie pytały: „Mamo, kiedy wrócisz do domu?”, tylko: „Jak się czuje Natalka?”. Finał tej historii jest taki, że rodzina pielęgniarki adoptowała Natalkę, otoczyła ją ogromną miłością i opieką. To mi daje nadzieję, wiarę w ludzkość. 

Jak to się stało, że zainteresowałaś się akurat Interwencyjnym Ośrodkiem Preadopcyjnym w Otwocku? 

Miałam do oddania rzeczy po moim dziecku i akurat nikt z moich najbliższych ich nie potrzebował. Ktoś mi powiedział, że jest takie miejsce, gdzie wszystko się przyda. Pojechałam tam z łóżeczkiem niemowlęcym. Zostałam tam, razem z tym łóżeczkiem, do dziś, staram się być jak najbliżej tych maleństw i pracujących tam osób. Gdy tylko się tam znalazłam, wiedziałam, że będę tam myślami i sercem na długo.

Jakie są potrzeby dzieci przebywających w Ośrodku? Jak możemy pomóc?

Zawsze najpotrzebniejsze są pieniądze. Ośrodek prowadzony jest przez Fundację Rodzin Adopcyjnych. Na każdej zmianie musi być kilka pielęgniarek, przestrzeń, na której funkcjonuje Ośrodek, jest wynajmowana od szpitala.

Gdzie można dowiedzieć, jakie są potrzeby ośrodka?

Warto zajrzeć na stronę internetową www.adopcja.org.pl, jest tam zakładka IOP – Interwencyjny Ośrodek Preadopcyjny, gdzie publikowana jest lista potrzeb.

Wiele osób pyta, czy są potrzebni wolontariusze. Owszem, spotykam tam wielu ochotników. Trzeba jednak mieć świadomość, że wolontariat nie polega na odwiedzaniu dzieci raz na jakiś czas. Społecznicy są tam niemal non stop. Personel ośrodka poleca, żeby konkretny wolontariusz spędzał czas z jednym dzieckiem. Dzieci potrzebują stabilizacji, spokoju, rotacja przytulających dane dziecko osób nie jest wskazana.

Czy znasz inne tak ciepłe miejsca?

Tak, znam cudowne rodziny zastępcze. Jestem zaprzyjaźniona z Edytą i Jarkiem, którzy prowadzą rodzinny dom w Żabcach. W tej chwili wychowują ośmioro dzieci, przez ich dom przeszło w sumie ponad trzydzieścioro. Jestem pod ogromnym wrażeniem ich pracy. Napisałam inspirowaną ich domem książkę dla dzieci: „Gabi. A właśnie, że jest pięknie!”. Główna bohaterka mieszka u rodziny zastępczej. Przy okazji drobna zapowiedź – niedługo ukaże się kolejna część przygód dzielnej Gabi.

Co byś powiedziała osobom, które zastanawiają się nad adopcją, ale boją się, że nie udźwigną tego zadania, na przykład agresji i innych problemów wychowawczych?

To są powtarzające się problemy, trzeba szukać mądrej pomocy. Na przykład w poradni założonej przez Fundację Rodzin Adopcyjnych, która wspiera rodziców dzieci dotkniętych FAS. Płodowy zespół alkoholowy jest stosunkowo częstym problemem wśród dzieci, które trafiły do adopcji.

Jak pracuje się na planie z małymi aktorami? To musi być spore wyzwanie, aby zapewnić im komfortowe warunki pracy.

Główna bohaterka filmu 1800 gramów – Ania, zwana Nutką, to dziewczynka mniej więcej 3-miesięczna. Urocza, uśmiechnięta i rozczulająca. Bywały dni, kiedy na planie było aż osiem takich maluchów, grały inne dzieci z ośrodka. Nie ukrywam, że bywało wesoło. Dla nas – dorosłych aktorów – to niezwykła lekcja cierpliwości. Wyobraź sobie, że wszystko jest ustawione, jesteśmy gotowi, ktoś krzyczy „kamera”
i otwiera usta, by krzyknąć „akcja”… ale milczy, bo okazuje się, że właśnie trzeba któreś dziecko przewinąć albo nakarmić. Albo ktoś mały śpi, więc my, cała ekipa, mówimy na planie szeptem, cichutko.

Pozostałą część wywiadu z Magdaleną Różczką przeczytasz w listopadowym wydaniu magazynu Chcemy Być Rodzicami.

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Alina Windyga-Łapińska

Redaktorka portalu Chcemy Być Rodzicami. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Kilka lat pracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, po urlopie macierzyńskim postanowiła nie wracać.

Najnowsze artykuły