Przejdź do treści

„Miałem być ojcem…”. Żałoba mężczyzny po poronieniu

Zmartwiony mężczyzna na kanapie. Zakrywa twarz dłonią /Ilustracja do tekstu: Depresja a niepłodność męska /Żałoba mężczyzny po poronieniu
Fot.: Nik Shuliahin /Unsplash.com

Gdy na drodze pary staje poronienie, mężczyzna stara się być silny. Jest podporą dla swojej partnerki, której stan zdrowia i emocje zdają się być w tej chwili najważniejsze. Jednak on też może być w środku zdruzgotany. Tak, on też stracił właśnie swoje marzenia i plany. Przecież za chwilę miał być ojcem.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

„Zarówno moja żona, jak i ja, byliśmy podekscytowani, wchodząc do szpitala na USG w trzecim miesiącu ciąży” – mówi Russell. „Po dwóch latach małżeństwa i dwóch latań starań o pierwsze dziecko, nasze marzenie o byciu rodzicem stawało się rzeczywistością” – dodaje.

Mężczyzna – wciąż będąc w dużych emocjach – pamięta, jak ściskał dłoń żony, gdy oboje wpatrywali się w ziarnisty obraz ukazujący się na ekranie. W chwili, kiedy nagle specjalista przestał mówić i postanowił zawołać lekarza, dezorientacja i przerażenie wyszły na pierwszy plan. Dziecko na ekranie nie poruszało się. Serce Russella znalazło się wtedy gdzieś w okolicach żołądka, ale zachowywał swój strach dla siebie. Żona była wtedy na pierwszym miejscu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wzięła wolne, by uporać się z bólem po poronieniu, pracodawca ją zwolnił. Teraz za to zapłaci

Jego świat

„Pojawiły się medyczne przyczyny i teorie, dlaczego nasze dziecko umarło, ale wszystko, na czym mogłem się wtedy skupić, to Sara, która w zupełnie niekontrolowany sposób szlochała. Desperacko chciałem zatrzymać jej ból. W tym momencie jej psychiczne cierpienie było wszystkim, o co się troszczyłem” – opowiada mężczyzna.

I dodaje: „Od początku było dla mnie jasne, […] że moje emocje muszą być oddelegowane na drugi plan. Nikt nie pytał mnie, czy czegoś potrzebuję, i początkowo było to dla mnie jak najbardziej w porządku”.

On też jednak czuł. On też cierpiał. Jego świat także wywrócił się do góry nogami. I chociaż stereotypowo Mężczyzna nie płacze w trudnych chwilach, to wcale nie oznacza, że jego poronienie także nie dotyka. Owszem, często w trosce o najbliższych bierzemy na siebie ich ból, a własne emocje odkładamy na półkę. Wcale jednak nie równa się to temu, że one na tej półce giną. One ciągle są i niezmiennie czekają na swoją kolej do przeżycia.

„Kiedy pocieszałem zrozpaczoną żonę, świadomie zamykałem swoje własne potrzeby bycia pocieszonym i zaopiekowanym. Za stoicką fasadą pękało mi serce. Chociaż rzadko mówi się o żałobie mężczyzny po poronieniu, to jest ona tak samo odczuwalna jak u matki” – Russell opowiada o swoich doświadczeniach bardzo otwarcie.

I ma rację. Jest to właściwie temat, którego nikt nie porusza. On sam z nikim, oprócz żony, o tym nie mówił. Wracając jednak do dbania o nią, nie chciał dodatkowo „obciążać” Sary jeszcze i swoimi przeżyciami. Co jednak ważniejsze, nikt inny z otoczenia nawet nie zapytał go wtedy o to, co się z nim (i w nim) dzieje. Nikt nie pomyślał, że zatroszczyć się trzeba też i o niego. Nic więc dziwnego, że odczuwał ogromną samotność. Zakładał więc maskę i – udając, że wszystko jest w porządku – wychodził do pracy.

CZYTAJ TEŻ: Większość ciąż kończy się poronieniem.”To nie anomalia. To norma”

Zdjąć zbroję bohatera. Żałoba mężczyzny po poronieniu

Można zastanawiać się, co jest powodem tego, że mężczyznom z założenia „nie wolno” w pełni okazywać bólu nawet po tak trudnym doświadczeniu jak poronienie. Czy to wymogi społeczeństwa mówiące o tym, że mężczyzna musi być twardy? Czy to przekazywany z pokolenia na pokolenie wzorzec męskości, w którym przestrzeni na dbanie o swoje zdrowie psychiczne nieraz nie ma?

Czy to blokady wewnętrzne i brak swego rodzaju umiejętności do mówienia o emocjach? Zapewne wszystko się tutaj zazębia i każe, już nawet małym chłopcom, zakładać na siebie zbroję superbohatera. Rzecz jasna, to bardzo ważne, że są oni w późniejszym życiu ogromnym oparciem dla swoich partnerek i owszem, to „odłożenie” emocji na bok w wielu momentach jest bardzo dobrym oraz chroniącym nas mechanizmem. Ważna jest jednak świadomość, co się właściwie dzieje. Russell wiedział, że przeżywa smutek, że potrzebuje wsparcia, że poronienie także i jego zdruzgotało, ale nie znalazł w tej sytuacji miejsca na swoje odczucia. Bo czy to miejsce tam w ogóle było?

Dziś Russell i jego żona są szczęśliwymi rodzicami dwójki dzieci. Nie zmienia to jednak faktu, że lęk, żal, złość, bezradność, które czuli w sobie w czasie, gdy doświadczyli poronień (bo niestety nie było to tylko jedno), ciągle pamiętają. Tak, Russell też. Dzisiaj już jednak świadomie o tych wszystkich emocjach mówi. Rozejrzyjmy się więc dookoła. Może jakiś mężczyzna będzie w stanie zdjąć przy nas maskę twardziela. Bo nikt nie musi zmagać się ze swoim cierpieniem w samotności – nawet największy strongman świata.

Źródło historii: „Daily Mail”, artykuł: “I held my wife as she sobbed at our lost baby. I had to be brave, but inside I crumbled

E-wydanie magazynu „Chcemy Być Rodzicami” kupisz TUTAJ

Tagi:

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Hiperprolaktynemia – czym jest i jak wpływa na płodność?

Hiperprolaktynemia - czym jest i jak wpływa na płodność?
fot.Pixabay

Podwyższony poziom prolaktyny we krwi, brak miesiączki, spadek libido, problemy z zajściem w ciążę – to może być hiperprolaktynemia.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Co to jest hiperprolaktynemia?

Hiperprolaktynemia to utrzymujący się zbyt wysoki poziom prolaktyny. Prolaktyna (PRL) to hormon przysadki mózgowej. PRL, mimo, że kojarzona przede wszystkim z procesem laktacji, występuje również u mężczyzn, z tym, że w mniejszym stężeniu.

Poza regulacją laktacji, prolaktyna bierze udział w procesach metabolicznych, immunologicznych i osmoregulacji. Prolaktyna ma wpływ na libido ze względu na to, że w regulacji wydzielania prolaktyny bierze udział dopamina. Oba te hormony odpowiadają za napięcie seksualne. Za sprawą prolaktyny poziom dopaminy obniża się po orgazmie, jest to jeden z mechanizmów odpowiedzialnych za zaspokojenie seksualne.

Poziom prolaktyny zmienia się, zmiany u kobiet i mężczyzn obserwowane są w ciągu doby (najwyższy poziom nad ranem). W pierwszej połowie cyklu miesięcznego kobiet prolaktyna wzrasta, wraz ze wzrostem stężenia estrogenów. Wysoki poziom prolaktyny u kobiet pojawia się w czasie ciąży (prolaktyna podtrzymuje pracę ciałka żółtego, które produkuje progesteron niezbędny dla utrzymania ciąży). U mężczyzn prolaktyna wspiera produkcję testosteronu.

Przyczyny hiperprolaktynemii

Hiperprolaktynemia jako taka nie jest chorobą. Jest symptomem, który może naprowadzić lekarzy na prawidłową diagnozę. Można ją podejrzewać, gdy stężenie poziomu prolaktyny we krwi przekracza 20ng/ml u kobiet i 15ng/ml u mężczyzn.

  • Hiperprolaktynemia ma najczęściej pochodzenie polekowe, mogą ją wywołać leki: przeciwdepresyjne, neuroleptyki, antykoncepcja hormonalna i inne leki hormonalne, leki stosowane w chorobie wrzodowej, w nadciśnieniu tętniczym, opiaty, leki pobudzające perystaltykę i przeciwwymiotne.
  • Drugą, niemal równie częstą przyczyną zbyt wysokiego stężenia prolaktyny są guzy przysadki (prolaktynoma).

Hiperprolaktynemia współwystępuje z następującymi chorobami:

  • guzy przysadki
  • choroby podwzgórza i przysadki
  • niedoczynność tarczycy
  • niewydolność nerek
  • zmiany w centralnym układzie nerwowym (oponiaki, glejaki, gruźlica, sarkoidoza)
  • marskość wątroby
  • padaczka
  • PCOS
  • choroby endokrynologiczne (niedoczynność tarczycy, akromegalia, zespół Nelsona, cukrzyca, choroba Addisona, rak kory nadnerczy, zespół Sheehana, zespół policystycznych jajników)
  • zmiany w obrębie klatki piersiowej (torakotomię, półpasiec, urazy)
  • ciąża rzekoma

Zobacz też: Niepłodność przy PCOS: jak ją leczyć zgodnie z nowymi zaleceniami? Wyjaśnia lekarz

Po czym poznać hiperprolaktynemię?

U kobiet hiperprolaktynemii towarzyszą:

  • wtórny brak miesiączki
  • osłabienie libido
  • bóle piersi i niezłośliwe guzy piersi
  • zaburzenia płodności
  • objawy wywołane możliwą obecnością makrogruczolaka (bóle głowy, upośledzenie pola widzenia, neuropatie nerwów czaszkowych, niedoczynność przysadki, napady drgawkowe, wyciek płynu mózgowo rdzeniowego z nosa)
  • wypływ mleka z sutka poza okresem laktacji
  • osteopenia, osteoporoza

U mężczyzn hiperprolaktynemii towarzyszą:

  • zaburzenia płodności
  • osłabienie libido
  • zaburzenia erekcji, impotencja
  • ginekomastia
  • osteopenia/osteoporoza

Zobacz też: Jak pobudzić libido, by zwiększyć ochotę na seks?

Wpływ hiperprolaktynemii na płodność

Prolaktyna wpływa na wydzielanie gonadotropin (LH, FSH) przez przysadkę mózgową. Zbyt małe stężenie gonadotropin lub zbyt mała amplituda może powodować cykle bezowulacyjne.

W nasilonej postaci hiperprolaktynemii rozwija się hipogonadyzm wtórny, dodatkowo nadmiar PRL wpływa hamująco na jajnik oraz hamuje syntezę estrogenów i progesteronu (stąd poronienia nawykowe, zaburzenia implantacji zarodka).

Zobacz też: Do endokrynologa marsz, czyli o wpływie hormonów na płodność

Leczenie hiperprolaktynemii

Leczenie hiperprolaktynemii powinno być przyczynowe. W przypadku polekowej hiperprolaktynemii, lekarz może wziąć pod uwagę odstawienie lub zmianę leczenia, które wywołuje podwyższone stężenie prolaktyny. Tu konieczna bywa współpraca lekarzy różnych specjalizacji, na przykład endokrynologa i psychiatry, albo endokrynologa i neurologa. Szczegółowe informacje na temat możliwości leczenia hiperprolaktynemii bez odstawiania leków wpływających na poziom prolaktyny znajdziesz tutaj (str.24).

W przypadku hiperprolaktynemii spowodowanej guzem przysadki lub innym guzem, konieczne bywa leczenie operacyjne. W niektórych przypadkach lekarze decydują się na radioterapię. W przypadku guzów wydzielających PRL stosuje się też leczenie antagonistami dopaminy – leki z tej grupy powodują zmniejszenie się guza poprzez blokowanie wydzielania dopaminy.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami kupisz tutaj.

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Trzy kobiety skazane za poronienie są wolne. Czy Salwador doczeka się liberalizacji prawa?

Kobiety skazane na więzienie za poronienie zostały uwolnione. Czy Salwador doczeka się liberalizacji prawa?
Jedna z trzech uwolnionych kobiet, Alba Lorena Rodriguez. – fot. Marvin Recinos/AFP

Prawo funkcjonujące w Salwadorze od 1998 roku pozwala skazać kobietę, która poroniła nawet na 30 lat pozbawienia wolności. Poronienie traktowane jest w tym kraju tak, jak morderstwo, a za dokonanie aborcji grozi od 2 do 30 lat więzienia. Kobiety, które usłyszały najsurowszy wyrok zostały uwolnione. Salwadorki i obrońcy praw człowieka z nadzieją patrzą na ten werdykt i dalej walczą o liberalizację prawa.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zobacz też: Większość ciąż kończy się poronieniem. „To nie anomalia. To norma”

Wyrok sądu najwyższego

Trzy kobiety, które zosały skazane na najwyższą karę – 30 lat więzienia – za poronienie wyszły na wolność. Dwie z nich za kratami spędziły 11 lat, trzecia 9. O ich uwolnienie przez cały ten czas walczyły działaczki organizacji kobiecych, w tym z  Stowarzyszenia Obywatelskiego na rzecz Depenalizacji Aborcji Terapeutycznej i Etycznej.

Uwolnienie było możliwe dzięki wyrokowi sądu najwyższego, który po wieloletniej batalii sądowej ogłosił, że wyroki były nadmiernie wysokie i niemoralne, szczególnie zważając na to, że kobiety są niezbędną pomocą dla swoich rodzin, przede wszystkim w wymiarze ekonomicznym. Za niesprawiedliwe sąd uznał również odebranie dzieciom matek (gdy poroniły miały już dzieci). Obrońcy przekonywali sąd, że zostały one skazane bez dowodów. Kobiety zostały zwolnione z więzienia natychmiast po ogłoszeniu decyzji.

Zobacz też: 30 lat więzienia za „aborcję”. Na pomoc czekała 4 godziny

Surowe prawo

Salwador to jeden z pięciu krajów na świecie, w którym obowiązuje całkowity zakaz aborcji, bez względu na okoliczności (zdrowie i życie kobiety, wady płodu, gwałt, kazirodztwo, sytuację prywatną i ekonomiczną kobiety). Każde poronienie, które zostanie zarejestrowane przez opiekę medyczną podlega analizie i ocenie. Jeśli zachodzi podejrzenie, że nie było naturalne, tylko zostało celowo wywołane lub doszło do niego przez zaniedbanie kobiety, odpowiada ona przed sądem tak, jakby dopuściła się morderstwa. Kara za usunięcie ciąży to 2 do 30 lat więzienia. Karane są również osoby, które podejrzewane są o współudział w usunięciu ciąży.

Kilka lat temu światowe media obiegła sprawa 18-latki, która poroniła w łazience, będąc w trzecim trymestrze ciąży. Mimo braku dowodów została skazana na więzienie. Sąd przyjął zdanie prokuratora, który argumentował, że dziewczyna nie szukała opieki przedporodowej, ponieważ nie chciała dziecka i pozwoliła mu umrzeć. Jej matka została oskarżona o współudział.

Zobacz też: ONZ: Prawo do aborcji jest prawem człowieka. Polska musi je realizować

Las 17

W 2014 roku działaczki na rzecz praw kobiet w Salwadorze zaczęły walkę o uwolnienie 17 kobiet, znanych jako Las 17, skazanych za poronienie. Trzynaście z nich jest już na wolności, skrócono im wymiar kary. W międzyczasie ich miejsce w więzieniu zajęło pięć kolejnych salwadorek, w tym wspomniana 18-latka. Skazane kobiety (w tym te trzy, które zostały uwolnione kilka dni temu) pochodzą z biednych społeczności, nie miały możliwości opłacenia pomocy prawnej i otrzymania obrony z prawdziwego zdarzenia.

W imieniu ich wszystkich od 2013 roku walczyły działaczki, jako Las 17 stały się częścią kampanii społecznej dążącej do zmiany prawa.

Jesteśmy ofiarami niesprawiedliwego systemu. Naszym obowiązkiem jako tych, które zostały uwolnione, jest udział w walce o uwolnienie pozostałych kobiet i zmianę prawa – powiedziała dziennikarzom Al Jazeera jedna ze zwolnionych.

Zobacz też: Poronienie i strata dziecka – fotografie, które rzucają na te trudne doświadczenia światło szczerości

Czy zmiana jest blisko?

Starania o dekryminalizację aborcji w Salwadorze jak dotąd były nieskuteczne. W 2018 roku przed Zgromadzeniem Parlamentarnym zaprezentowany został projekt ustawy, który dopuszczał aborcję w określonych okolicznościach, jednak nie został poddany pod głosowanie.

3 marca 2019 roku prezydentem został Nayib Bukele, który w zeszłym roku, jako prezydent San Salvador i kandydat partii centro-prawicowej na prezydenta kraju, opowiadał się za legalizacją aborcji w przypadku zagrożenia życia matki.

Ta zmiana, mimo, że niewielka zważywszy na skalę problemu, poprawiłaby sytuację salwadorek. W tej chwili kobiety są zostawiane same sobie z zagrożoną ciążą, krwotokami i w trakcie poronienia, ponieważ lekarze boją się oskarżeń o współudział w aborcji. Wiele przypadków, w których pomoc lekarska nie została udzielona ze wspomnianych powodów, kończy się śmiercią matki i płodu.

Działaczki organizacji kobiecych i międzynarodowe organizacje broniące praw człowieka postrzegają uzasadnienie zwolnienia trzech z Las 17 za precedens, który może otwierać przed Salwadorem drogę do liberalizacji prawa aborcyjnego. Termin wyjścia kobiet z więzienia zbiegł się z 8 marca – międzynarodowym dniem kobiet i był hucznie świętowany na ulicach San Salvador.

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Przyjmowanie leków przeciwgrzybiczych zwiększa ryzyko poronienia. Badanie kanadyjskich naukowców

Przyjmowanie leku przeciwgrzybiczego zwiększa ryzyko poronienia

Przyjmowanie popularnego leku przeciwgrzybiczego w czasie ciąży wiąże się z większym ryzkiem poronienia – donosi czasopismo naukowe „Canadian Medical Association Journal” (CMAJ).  

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Mowa o grupie leków przeciwgrzybiczych z grupy azoli, a dokładnie o flukonazolu, który wykorzystywany jest m.in. w trakcie leczenia grzybicy pochwy. Zwiększony odsetek poronień zauważono u kobiet, które przyjmują lek doustnie.

Choć w przypadku ciężarnych infekcje grzybicze są zazwyczaj leczone miejscowo, zdarza się, że flukonazol jest podawany również w formie doustnej.

Zobacz też: Popularny lek zagraża płodności – grzmią naukowcy

Przyjmowanie leku przeciwgrzybiczego zwiększa ryzyko poronienia

Naukowcy przeanalizowali dane dotyczące 441949 ciąż na przełomie lat 1998-2015 oraz leków, jakie zostały w tym czasie przepisane badanym kobietom. Odkryli, że doustne przyjmowanie flukonazolu wiązało się z niepożądanymi skutkami ubocznymi.

– Nasze badanie pokazuje, że przyjęcie w czasie ciąży dowolnej dawki doustnego flukonazolu może wiązać się z większym ryzykiem poronienia – powiedziała autorka badania dr Anick Bérard z Université de Montréal w Quebec. – Z kolei przyjmowanie dawek flukonazolu powyżej 150 mg w czasie wczesnej ciąży grozi powstaniem wad serca u noworodka – dodaje ekspertka.

Autorzy badania zaznaczają, że ze względu na niewielki zakres prac, potrzebne są dalsze badania w tym kierunku.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: www.eurekalert.org/

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Gdy cierpienie dotyka bliską ci osobę – jak pomóc po poronieniu?

Cierpienie bliskiej nam osoby zawsze niezwykle boli. Być może właśnie jesteś w takiej sytuacji, bo twoja siostra, czy przyjaciółka zmaga się teraz z doświadczeniem poronienia. Tak bardzo chcesz wtedy pomóc, ulżyć w cierpieniu, ukoić. Tylko jak to zrobić?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niestety bycie obok cierpiącej osoby nie jest proste. Widzimy, jak ważny dla nas człowiek zderza się z czymś szalenie trudnym. Wtedy i w nas pojawiają się niezwykle ciężkie do uniesienia emocje. Czasami nie radzimy sobie z tym, co dla nas samych oznacza ta konfrontacja, a co za tym idzie, jeszcze trudniej jest nam dać wsparcie przyjaciółce. Czasami nie wiemy co robić, co powiedzieć, jak się zachować i boimy się, że tylko dodatkowo zranimy ukochaną osobę. Wcale nie mając złych intencji odsuwamy się, unikamy trudnego tematu… Tak, bycie wspólnie z kimś w cierpieniu jest szalenie ciężkie, ale to właśnie doprowadzenie do głosu tych trudnych emocji, bycie ze sobą bez żadnych zbroi, których wymaga od nas codzienny świat, tworzy bliskości. A to bliskość potrafi „leczyć”.

Zobacz też: Tak, ojcowie też przeżywają poronienie – ten pomysł podkreśla ich ogromną rolę!

Po prostu bądź

Czasami wystarczy po prostu bycie obok. Trzymanie za rękę. Danie się wypłakać i pokazanie, że nie zostawimy bliskiej nam osoby z tym samej. Pomimo ogromnego bólu i ciężaru nie odchodzimy, a z tym dodatkowym bagażem kochamy ją tak samo mocno. Co więcej, pomożemy go jej nieść.

Nieraz żadne słowa nie muszą wtedy wcale paść i jeśli czujesz, że nie ma na nie przestrzeni, że na ich wypowiedzenie jest jeszcze za wcześnie, odpuść. Zaczekaj, nie naciskaj.

A jeśli czujesz, że na ten moment nawet trzymanie za rękę to za dużo, po prostu zadzwoń. Zapewnij, że jak tylko dostaniesz sygnał, będziesz. Nie stwarzaj jednak ciszy pomiędzy wami. Nie udawaj, że ciąży nie było. Nie uciekaj, nie bój się. Owszem, to nie jest łatwe, bo taki kontakt może budzić ogromny lęk. Kiedy jednak zaczniesz tego kontaktu w ogóle unikać, twoja przyjaciółka może czuć się „tą inną”, odsuniętą, odstraszającą swoim bólem. Zamiast troski dostanie wtedy tylko dodatkowy cios, a nikt tego nie chce.

Jeśli jednak masz poczucie, że ta cisza się przedłuża, a bliska ci osoba zaczęła się w tej ciszy zamykać, sprawdź co się dzieje. Daj co jakiś czas znak, że się martwisz. Staraj się być na bieżąco z tym, jak twoja przyjaciółka, czy siostra się czuje. Bądź czujna na sygnały, który ci wysyła – a długa, inna niż zwykle cisza, może być najgłośniejszym z nich.

Nie mów

Nie mów zdań, które mogą niezwykle mocno zaboleć.

Następnym razem się uda.

Nic nie dzieje się bez powodu.

Przynajmniej wiesz, że możesz zajść w ciążę.

Lepiej teraz, niż gdyby miało się to wydarzyć później.

Przecież to jeszcze nie było dziecko…

Co takie zdania mogą przynieść? Mogą minimalizować stratę, a przecież jest tak ważna, tak duża, tak warta szacunku. Mogą wprawić w poczucie winy, możesz nimi zabrać nadzieję, możesz zamknąć przestrzeń na rozmowę pomiędzy wami.

Powstrzymaj się też od udzielania rad. Nie jesteś w skórze swojej przyjaciółki, a twoje wyobrażenie o jej stanie może być odległe od tego, co ona czuje. Nawet jeśli kogoś bardzo dobrze znamy, nie oznacza to, że rozumiemy i odczuwamy dokładnie to samo, co właśnie teraz dzieje się w tej osobie.

To trochę tak, jak byśmy stali na brzegu i udzielali rad osobie, która właśnie tonie. Owszem, nasze słowa mogą być pomocne, ale mogą też zaszkodzić. Nie czujemy w końcu na swoim ciele siły fal, nie wiemy na ile dana osoba boi się wody, nie wiemy co ma pod stopami – czy jest to stabilny grunt, wciągający muł, a może ogromna pustka? Wyciągnięta dłoń potrafi wtedy zdziałać dużo więcej, niż nawet tysiąc słów. Szczególnie tych nietrafionych.

Nie wyciągaj na siłę i nie złość się, gdy po raz kolejny będziecie musiały przełożyć spotkanie

Czasami przełożenie spotkania, czy odwołanie planów, jest najlepszą formą troski o swoje dobro. Nie bierz więc tego do siebie, nie mów, że „trzeba” wyjść do ludzi, odwrócić uwagę etc. Każdy ma swój sposób na radzenie sobie z trudnymi dniami, a bycie samemu ze sobą jest potrzebne każdemu z nas. Uszanuj taką potrzebę i zapewnij, że jeśli przyjaciółka/koleżanka/siostra zmieni zdanie, może śmiało dać ci znać. Pokaż, że czekasz na nią i jak tylko będzie gotowa, może na ciebie liczyć.

Zobacz też: Zrozumieć niepłodność – koniecznie pokaż to swoim bliskim!

Masz tyle czasu, ile potrzebujesz i to jest okej

Cierpienie nie ma określonego czasu trwania. Nie ma ram, które powiedzą nam, że np. żałoba po poronieniu trwa 5 tygodni, a po tym czasie wszystko się już układa, rana zabliźnia i można wrócić do punktu wyjścia. Nie, to tak nie działa. Każdy z nas inaczej radzi sobie ze stratą, mamy różne sposoby, kierują nami różne schematy, mamy różne wartości. Jak zatem mielibyśmy określić coś tak bardzo skomplikowanego?

Zapewnij bliską ci osobę, że ma tyle czasu na przeżycie straty, ile potrzebuje. Nie pospieszaj, nie mów: „już wystarczy”, czy „ile można”. Można tyle, ile trzeba. Czasami może wymagać to od ciebie cierpliwości, poradzenia sobie z własną frustracją, ale wtedy powinna włączyć ci się czerwona lampka. Nie ma bowiem „złotego środka” na przeżywanie straty. „Niektóre osoby potrzebują wielu miesięcy, czasami lat, żeby ostatecznie pogodzić się ze stratą ciąży, rozumiejąc ją jako stratę globalną, koniec pewnego etapu życia. Inni potrzebują zatrzymać się na chwilę, zwolnić, odpocząć i wracają do poprzedniej aktywności” – mówiła w rozmowie z nami psychoterapeutka Katarzyna Mirecka [tutaj].

Żałoba nie jest linearna

Pamiętaj też, że żałoba nie jest tylko prostą linią w górę. Mogą zdarzyć się spadki, może dziać się ona zgodnie z zasadą „dwa kroki w przód, dwa w tył”. Nawet jeśli bliska ci osoba poczuje się już lepiej, będzie wydawało ci się, że udało jej się ułożyć ze stratą, to wcale nie musi oznaczać, że ból zniknął i nigdy nie wróci. Dołki znów mogą się pojawić, a cierpienie, poczucie straty i temat poronienia mogą wręcz znienacka ożywać nawet po długim już czasie. Nie bagatelizuj tego, nie mów, że nie ma już do czego wracać. Niezmiennie bądź.

Pamiętaj też, że sięgnięcie po profesjonalną pomoc nie jest ani wstydem, ani okazaniem słabości. Psychologowie, psychoterapeuci, psychiatrzy są przygotowani do udzielenia tego typu wsparcia. Wiedzą co robić. Jeśli widzisz, że taka pomoc może być potrzebne, że sama też nie jesteś w stanie jej wesprzeć (także ze względu na własne dobro), staraj się o tym porozmawiać. Może wspólnie uda wam się znaleźć specjalistę, którzy ułatwi ten trudny czas i pomoże pójść dalej. Bo „dalej” – nawet jeśli wydaje się nierealne – zawsze przed nami jest. Także po tak trudnych przeżyciach.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.