Przejdź do treści

Matka adopcyjna i biologiczna. Partnerki czy rywalki?

Życie z rodzicami biologicznymi w tle jest wpisane w życie adopcyjnej rodziny. Trójkąt adopcyjny jest często omawiany na szkoleniach w ośrodkach adopcyjnych. Ale czy w codziennym życiu jest tak samo łatwo jak na tych szkoleniach?

Przyszłych rodziców w ramach procedury adopcyjnej uświadamia się o fakcie współistnienia rodziców biologicznych w ich życiu, a przede wszystkim w życiu ich dziecka. Większość tych wiadomości na etapie przygotowania jest zupełnie oderwana od rzeczywistości i trudna do zrozumienia czy choćby wyobrażenia sobie przez kandydatów. Mimo to w znakomitej większości akceptują oni wejście w ten trójkąt wraz z momentem adopcji. Teoretycznie akceptacja wydaje się być prosta i wydaje się, że wystarczy mieć w sobie świadomość istnienia biologicznych rodziców swojego dziecka. (Szczegółowo o praktycznej stronie życia w trójkącie adopcyjnym przeczytasz tutaj) Tym razem popatrzmy na dwie uczestniczki tego trójkąta. Na matkę, która urodziła i matkę, która adoptowała dziecko. Różni je wiele od poziomu życia, środowiska, wzorców wyniesionych z domu, po wiek i wygląd. Fundamentalna różnica dotyczy ich dziecka, jedna je oddaje, druga przyjmuje.

Czy w takiej sytuacji obie te matki mogą być partnerkami czy raczej stają sie rywalkami? Chciałabym znać odpowiedź na to pytanie. W swoim osobistym doświadczaniu macierzyństwa przeszłam obydwie te fazy. Wielokrotnie i z cała gamą odcieni…

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W procedurze rozmowy o rodzicach biologicznych wydawały mi sie takie dziwne. Oczywiście nie negowałam faktu, ze moje przyszłe dziecko będzie miało matkę biologiczna. To jedyna jak dotąd metoda żeby się pojawić na świecie. Nawet uwagi psychologów co do jawności i rozmów z dzieckiem o jego korzeniach wydawały mi się logiczne. No przecież nie bede kłamać całe życie, że je urodziłam. Zatem muszę tez powiedzieć, że istnieje ta biologiczna matka, która wydała je na świat. Ale nie czułam w żaden sposób ani wagi tej rozmowy ani faktycznego istnienia takiej osoby jak matka biologiczna mojego dziecka.

Pierwszy raz usłyszałam o niej w ośrodku adopcyjnym. Tuż po tym jak zadzwonił wymarzony telefon, pobiegłam tam wysłuchać informacji o moim dziecku. Pamiętam, że pomyślałam z zazdrością, „jest ode mnie dużo młodsza!”. A gdy usłyszałam ile już rodziła dzieci, i w jakim wieku urodziła pierwsze pomyślałam… To nie były miłe myśli, nie jestem z nich dumna i nie chcę do nich wracać. Potem skupiłam sie juz tylko na dziecku.

W sądzie na rozprawie adopcyjnej przypomniałam sobie o istnieniu matki biologicznej, bo usłyszałam jej imię i nazwisko. Przez moment pojawiła się w myślach zdominowanych przez dziecko. 
Poczucie zagrożenia, przyszło na pierwszych spacerach z moim dzidziusiem. Może nie tyle zagrożenia co niższości wobec jej naturalnych praw do bycia mamą. Patrzyłam na inne kobiety z wózkami i czułam się od nich gorsza, czułam się gorsza od matki biologicznej mojego dziecka. Wtedy oceniałam naszą relacje na zasadzie konkurencji. Ja, matka adopcyjna udowodnię, że jestem od Ciebie lepsza. Na szczęście to nie trwało długo. Miłość do dziecka rosnąca z każdym dniem złagodziła moją potrzebę rywalizacji, coraz cześciej ustępując miejsca wdzięczności. Uczyłam się w ośrodku tego jak ważną częścią mojego dziecka jest jego biologiczna matka. Teraz zaczynałam rozumieć, że tak będzie zawsze. A to że mogę doświadczać pierwszego brzmienia słowa „mama”, zawdzięczam właśnie matce biologicznej. Uczulam się etej wdzięczności z miesiąca na miesiąc.

Po kilku latach pojawiło sie drugie dziecko, a wraz z nim druga matka biologiczna. Młodsza, z wieloma błędami na koncie. Łatwiej było mi przyjąć jej istnienie z szacunkiem, bo już się tego nauczyłam.

Nadszedł czas rozmów o niej, o nich. O matkach biologicznych moich dzieci. Powróciła niepewność, poczucie ich wyższości, bo rodziły. Choć rozum wyraźnie mówił o tym jak silną mam więź z moimi dziećmi, to jednak w sercu czułam zazdrość. Dlaczego one są tak ważne, skoro w życiu moich dzieci były zaledwie kilka chwil. To o czym wiedziałam do tej pory teoretycznie zaczynało stawać sie rzeczywistością. W rozmowach, szczególnie ze starym dzieckiem, obecność matki biologicznej była niemal namacalna. Potrzebowałam znów pewnego czasu, aby wróciła wdzięczność i spokój. Znów zobaczyłam, że przecież ja mam wszystkie korzyści i przywileje bycia matką. Ona, one mają życie w tęsknocie za nieobecnymi dziećmi i z biczem pogardy, tak chętnie używanym przez społeczeństwo. Zauważyłam jak jestem uprzywilejowana w tym świecie wszechobecnej oceny. Zaakceptowałam ich obecność w moim życiu, przyjęłam za oczywiste, że je kiedyś poznam podążając za potrzebami moich dzieci. Myślałam że to jest już pełnia spokoju i współdziałania, choćby tylko w myślach.

Tyleż razy musiałam o nich opowiadać moim dzieciom, tyle było ciepła w moim przekazie, że oswoiłam dzięki temu wszystkie te myśli o naszych rolach. Zobaczyłam nas jako partnerki w trosce o jak najlepsze życie dzieci. Moich dzieci? A może naszych dzieci?

Jednak drobne doświadczenie życiowe szybko zweryfikowało mój idylliczny obraz relacji matki adopcyjnej z matką biologiczną. W rozmowie ze znajomą działaczką społeczną, która wspiera nieletnie, często niesprawne intelektualnie dziewczyny rodzące i oddające dzieci do adopcji. Ona mówiła o ich emocjach, o potrzebie kontaktu, poznania matki, która przyjmie ich dziecko i zwiąże się z nim na całe życie. Rozmowa potoczyła się w kierunku otwartych adopcji. Doskonale pamietam jak dyskusja zaczynała nabierać coraz bardziej emocjonalnego charakteru aż napłynęły łzy do moich oczu. Poczułam sie znów słabsza, gorsza, poczułam jakbym miała całe życie funkcjonować w porównywaniu nas, w rywalizacji. Jak to? ona, biologiczna będzie mnie znać, widzieć? A może oceniać czy jestem wystarczająco dobra dla jej dziecka? Natknęłam się na kilka historii, jak to matki biologiczne zdobywają adres rodziny adopcyjnej i nachodzą wymuszając korzyści finansowe najczęściej.  Jak dobrze, że poszłam o krok dalej i sprawdziłam dokładnie jak to jest z otwarta adopcją (więcej przeczytasz tutaj). Ta wiedza w połączeniu z rosnącym u moich dzieci zainteresowaniem swoją tożsamością, pozwoliła mi odzyskać spokój i zobaczyć w matce biologicznej partnerkę w wychowywaniu. Ona jest fizycznie nieobecna, ale dzięki temu, że w ogóle jest, ja jestem matką. A to jak ją traktuję zależy tylko ode mnie. Dla moich dzieci teraz mogę zrobić tylko tyle, żeby o niej rozmawiać. A to w jaki sposób będę to robić, pokaże im jak bardzo są kochane w tej rodzinie i bezwarunkowo przyjęte ze swoimi biologicznymi historiami. Nauczy je jak zaakceptować swoje życie z dwiem matkami.

Cieszę się, że teraz jestem znowu w fazie bycia partnerką a nie konkurentką z matką biologiczną. Każda z nas ma ważny wkład w życie dla dziecka. Żadna z nas nie jest bardziej czy mniej ważna.
Mogę być spokojna o moją relacje z dzieckiem, bo ona zależy ode mnie. A fakty są takie, że adoptowane dzieci, nawet gdy odnajdą swoje biologiczne mamy, nawet gdy się z nimi spotkają, to do nich nie odchodzą. Dorosłe dzieci odchodzą do swojego życia. Bez względu na to czy sie je rodziło czy adoptowało. 

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

————————————-
Magdalena Modlibowska – szefowa działu Adopcja w magazynie Chcemy Być Rodzicami, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książki „Odczarować adopcję”, „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów adopcyjnych, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Magdalena Modlibowska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Zaświadczenie o niepłodności w ośrodkach adopcyjnych. Dokument nie/wymagany?

zaświadczenie o niepłodności w ośrodkach adopcyjnych
fot. Pixabay

Procedury adopcyjne są sformalizowane i szczegółowo opisane w przepisach prawnych. Jednak każdy ośrodek adopcyjny przyjmuje często własną praktykę kwalifikacji na rodziców adopcyjnych, m.in. dotyczącą zaświadczeń o zaprzestaniu leczenia niepłodności. a co w sytuacji, gdy ktoś się nie leczył?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czytelniczki często piszą nam o Ośrodkach Adopcyjnych, które oczekują wyżej wspomnianego oświadczenia. Dla wielu z nich jest to trudny do spełniania wymóg (swoje doświadczenia w tej kwestii szczerze opisała Iza z krótki blog w CHBR z 08/2015.

Tekst Izy i polemika Magdaleny Modlibowskiej na www.chbr.pl, w tekście pt. Zjeść ciastko i mieć ciastko). Do naszej redakcji ostatnio wpłynął e-mail od czytelniczki, w którym opisuje ona swój kontakt z ośrodkiem adopcyjnym.

Zobacz także: Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

„Poczułam się głęboko urażona i dotknięta”

Szanowni Państwo

dzisiaj odbyliśmy wizytę wraz z mężem w jednym z ośrodków adopcyjnych. Było to drugie spotkanie. Na stronie ośrodka opisane są wymagane dokumenty. Wszystkie je skompletowaliśmy i przynieśliśmy. Jednak pani w ośrodku powiedziała, że musimy donieść także zaświadczenie o płodności/bezpłodności i że jest to wymagane. Mamy wykonać bardzo dużo badań. Jednak nasz ogólny stan zdrowia został oceniony przez lekarzy rodzinnych na bardzo dobry.

Chcemy adoptować dziecko nie dlatego, że nie możemy mieć własnych, tylko dlatego, że chcemy dziecko adopcyjne traktować jak własne, otoczyć je miłością i opieką. Wiem, że dokumenty dotyczące niepłodności nie są wymagane wedle prawa i ustawy. Tym samym poczułam się głęboko urażona i dotknięta, ponieważ uważam, że jest to fatalne potraktowanie dwójki osób, które mają dobre, szczere chęci i są kochającym się małżeństwem.

Chciałabym dowiedzieć się, gdzie jest przepis mówiący o takich wymaganych dokumentach? Uważam, że jest to nierówne traktowanie, które może nawet uwłaczać godności człowieka. Dodam, że choruję na chorobę, która uniemożliwia mi współżycie, zajście w ciążę oraz poród. Jest to choroba częściowo o podłożu psychicznym. tym samym badania są dla mnie niemożliwe do wykonania.

Co więcej, nie mogę powiedzieć o tym, że cierpię na tę chorobę, ponieważ boję się, że zostanę odrzucona przez problemy psychiczne, a choroba jest wstydliwa. Dziś dotarło do mnie, że nigdy nie będę miała dzieci: ani adoptowanych, ani biologicznych, mimo że choroba ta nie przeszkadza w adopcji.  Bardzo proszę o jakiekolwiek konstruktywne informacje: gdzie się zgłosić, do kogo, czy są ośrodki, które tego nie wymagają.  z wyrazami szacunku,

Czytelniczka (imię i nazwisko do wiadomości redakcji)

Zobacz także: Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

Zaświadczenie o niepłodności w ośrodkach adopcyjnych. Dokument wymagany?

Po kontakcie z autorką wiadomości postanowiliśmy dowiedzieć się, w których ośrodkach wymagany jest dokument potwierdzający leczenie niepłodności. Udało nam się skontaktować z czterema instytucjami na terenie województwa małopolskiego.

– Każdy ośrodek ma swoje wewnętrzne prawa i ma do tego prawo [do wymagania zaświadczenia nt. leczenia niepłodności– red.]. Oczywiście w granicach rozsądku, jednak my nie jesteśmy od oceniania innych – usłyszeliśmy ze strony Ośrodka Adopcyjnego PRO FAMILIA. Jak nas zapewniono, w tej placówce dokument o leczeniu niepłodności nie jest wymagany.

Podobnie sytuacja przedstawia się w Ośrodku Adopcyjnym Towarzystwa Przyjaciół Dzieci.

– Dokument dotyczący leczenia niepłodności nie jest wymagany. Nie jest to wymóg formalny. Wymagane jest zaświadczenie od lekarza pierwszego kontaktu o ogólnym stanie zdrowia, o czym można przeczytać na naszej stronie internetowej – usłyszeliśmy.

Zobacz także: 7 rzeczy, których nie wiesz o adopcji

Tylko zaświadczenie lekarskie?

Zgodnie z zapewnieniami takiego dokumentu nie wymaga również kierownictwo Ośrodka Adopcyjnego Dzieło Pomocy Dzieciom. W ogólnym zaświadczeniu od lekarza musi widnieć jedynie adnotacja mówiąca o braku przeciwwskazań do opieki nad dzieckiem.

Jak udało nam się dowiedzieć, takiego dokumentu nie wymaga od kandydatów również Małopolski Ośrodek Adopcyjny. – Na stronie Małopolskiego Ośrodka Adopcyjnego jest wykaz wszystkich niezbędnych dokumentów, które rodzina musi złożyć w celu rozpoczęcia procedury. Są tam też wymogi formalne, jakie kandydat musi spełnić. Potrzebujemy jedynie zaświadczenia lekarskiego, w którym wypisany jest brak przeciwwskazań do opieki nad dzieckiem w ramach rodziny adopcyjnej – poinformowano nas.

Okazuje się więc, że osobiste doświadczenia nie zawsze pasują do oficjalnych zapewnień ośrodków. Warto więc przy wyborze ośrodka poszukać opinii innych rodziców, którzy przechodzili kwalifikację w danym OA.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Moje dziecko urodziło się innym rodzicom, czyli bajki o adopcji. Niezwykły piknik dla dorosłych i dzieci

Dwójka kilkuletnich dzieci podczas wspólnej zabawy w plenerze /Ilustracja do tekstu: Piknik z bajką adopcyjną
Fot.: Bess Hamiliti /Pixabay.com

Wspólne czytanie autorskich bajek o adopcji, loteria z ciekawymi nagrodami, liczne atrakcje dla dzieci i dorosłych oraz informacje o działalności placówki adopcyjnej – to wszystko i znacznie więcej czeka na gości „Pikniku z bajką adopcyjną”. Jak co roku organizacją tego wydarzenia zajmą się rodziny adopcyjne we współpracy z Ośrodkiem Adopcyjnym TPD. Sprawdź, czemu warto wziąć udział w tym spotkaniu!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Podczas tegorocznej edycji „Pikniku z bajką adopcyjną” dzieci i ich opiekunowie zyskają okazję do wesołej zabawy. W programie atrakcji znajdą się m.in. takie aktywności, jak pisanie chińskich znaków, przejażdżka konna na terenie ośrodka i zwiedzanie minizoo.

Najmłodsi będą mogli także wykonać zabawne zdjęcia w fotobudce oraz skorzystać z „dmuchańców”, trampoliny i „sensorycznych butelek”. Zaplanowano także strzelanie z mongolskiego łuku, występ zespołu mongolskiego oraz wykład na temat medycyny chińskiej i mongolskiej, który zainteresuje dorosłych.

CZYTAJ TEŻ: Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

„Piknik z bajką adopcyjną”: autorskie bajki, loteria z pewną wygraną i garść informacji o adopcji

Z kolei główne punkty „Pikniku z bajką adopcyjną” to czytanie bajek napisanych przez gości oraz loteria fantowa „Każdy los wygrywa”. Uwzględni ona losowanie nagrody głównej i aukcją przekazanych prac (m.in. od Małgorzaty „Vangoha” Żek, Toyoty-Radość oraz Andrzeja Mleczki).

Ponadto podczas spotkania ustawione zostanie stoisko informacyjno-konsultacyjne Ośrodka Adopcyjnego TPD, dzięki któremu będzie można poznać bliżej działalność placówki. Przewidziano także konsultacje psychologiczne i pedagogiczne, które zaoferują przedstawiciele Pracowni Kielczyk.

Goście wydarzenia mogą liczyć też napoje i przekąski, w tym wyroby własne uczestników pikniku.

– Jak co roku, zabieramy ze sobą koce, uśmiech, radość i wewnętrzne słoneczko – apelują organizatorzy. – Kolejne atrakcje uzależnione są od Państwa pomysłowości. Zapraszamy także chętnych do zgłaszania się do czytania swoich bajek! – dodają.

„Piknik z bajką adopcyjną” odbędzie się 8 września br. (sobota) w godz. 11.00-15.00 na terenie NRZOZ Helenów, przy ul. Hafciarskiej 80/86 w Warszawie. Osoby, które chciałyby wesprzeć finansowo organizację wydarzenia lub zaoferować fanty na loterie, proszone są o kontakt z ośrodkiem.

Więcej informacji tutaj.

POLECAMY TAKŻE: Emocje i myśli: co z tym wszystkim zrobić? Przyjdź na warsztaty psychologiczne dla kobiet

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Zaświadczenie o przyczynach bezdzietności i opinia proboszcza. Procedury adopcyjne po polsku

Procedury adopcyjne w Polsce /Na zdjęciu: tata trzyma małego chłopca na rękach, obok mama - trzyma dziecko za rękę
Fot.: Jonathan Daniels /Unsplash.com

Procedury w polskich ośrodkach adopcyjnych trwają średnio dwa lata. Nie każdy kandydat na rodzica może liczyć na ich pomyślny finał. Problemem jest zbyt mała liczba dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, ale też liczne trudności proceduralne i brak jednolitych kryteriów kwalifikacyjnych, które byłyby stosowane we wszystkich placówkach. A to stwarza ogromne pole do nadużyć.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Procedury adopcyjne prowadzone są w Polsce przez ośrodki publiczne i niepubliczne. Kandydaci na rodziców mają możliwość samodzielnego wyboru placówki, w której będą ubiegać się o adopcję dziecka. Niestety, ośrodków, do których można się udać, jest niewiele. Po reformie, która weszła w życie w 2012 r., ich liczba spadła o ponad 30 proc. Na cały kraj mamy obecnie ok. 65 placówek adopcyjnych, ale nie rozkładają się one równomiernie na poszczególne województwa. Najwięcej znajduje się w Śląskiem (10) i Mazowieckiem (9), najmniej – w Podkarpackiem i Świętokrzyskiem (po 1).

Procedury adopcyjne w Polsce. Różne ośrodki, różne kryteria

Zgodnie z alarmującymi danymi Najwyższej Izby Kontroli, od czasu zmiany regulacji prawnych nikt kompleksowo nie badał, jak zreformowany system adopcyjny sprawdza się w praktyce. Pierwszy raport dotyczący realizacji zadań przez ośrodki zajmujące się adopcją powstał dopiero w sierpniu br. Opracowano go na podstawie kontroli NIK, którą zostało objętych 15 ośrodków adopcyjnych (¼ wszystkich działających w Polsce), w tym trzy zajmujące się adopcją zagraniczną.

Co wykazały te analizy? NIK zwrócił uwagę m.in. na to, że w przepisach regulujących procedury adopcyjne nie zawarto jednolitych kryteriów, które byłyby tożsame dla wszystkich ośrodków. To sprawia, że praktyki znacząco różnią się pomiędzy jednostkami – ich przedstawiciele nierzadko kierują się bowiem własnymi regułami. Te zaś często wykraczają poza wymogi ustawowe. Dotyczy to m.in. dokumentacji medycznej, opinii wskazanych podmiotów czy uznawalności szkoleń.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Aaaby poznać swoje korzenie… Jak w Polsce wyglądają poszukiwania biologicznej rodziny?

Opinia pana, wójta i plebana. Ponadustawowe wymagania ośrodków adopcyjnych

Z raportu NIK wynika, że część ośrodków adopcyjnych żądało, by kandydaci na rodziców przedstawili zaświadczenia o stanie zdrowia. W niektórych placówkach wymagano przedłożenia zaświadczeń lekarskich dotyczących przyczyn bezdzietności czy zdrowia psychicznego, a także dokumentów z poradni leczenia uzależnień. W kilku ośrodkach kandydaci, którzy mają za sobą nieudane małżeństwo, musieli przedstawić dane z wyroków rozwodowych.

Jeszcze więcej kuriozalnych wymogów stawiano kandydatom na rodziców adopcyjnych w ośrodkach katolickich. W dwóch skontrolowanych placówkach niezbędne było okazanie opinii parafii oraz świadectwa ślubu kościelnego. Trzy inne miały dodatkowe preferencje co do wieku potencjalnych rodziców i różnicy wiekowej pomiędzy nimi a dzieckiem.

Co więcej, we wszystkich podmiotach, które skontrolowano, weryfikacją kandydatów na rodziców zajmowały się komisje złożone wyłącznie z pracowników danego ośrodka adopcyjnego. Nie opracowano przy tym procedur odwoławczych, które pozwalałyby na ponowną ocenę niekorzystnych rozstrzygnięć wobec starających się o dziecko. Z tego powodu nikt nie odwołał się od opinii komisji kwalifikacyjnych ani nie złożył skargi na ich działalność.

NIK zauważa, że takie praktyki prowadzą do braku transparentności działania placówek adopcyjnych.

– Chociaż ich pracownicy mają w ręku ogromne kompetencje podczas całej procedury adopcyjnej, to nie istnieją metody ograniczające ich dowolność i uznaniowość w podejmowaniu decyzji – podkreśla Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli.

ZOBACZ TEŻ: Rozmowa z psychologiem – co nas czeka w ośrodku adopcyjnym?

Niejasne procedury, a nawet korupcja. Na to skarżą się kandydaci na rodziców adopcyjnych

Na niejasności i przeszkody proceduralne wskazują także wyniki anonimowej ankiety przeprowadzonej pośród zainteresowanych adopcją dziecka. Wielu respondentów zwróciło uwagę, że w jednych ośrodkach adopcyjnych ważny był staż małżeński, a w innych nie brano go wcale pod uwagę. W różnych placówkach różnie rozpatrywano także kwestię adopcji przez osoby samotne.

Dodatkowym problemem okazała się kwestia tak podstawowa, jak dostęp do informacji.

– Kandydaci na rodziców często nie wiedzą np., ile osób oczekuje na adopcję, ile w danym momencie dzieci zgłoszono ani nawet ile adopcji ośrodek już przeprowadził – dodaje prezes NIK.

Co dziesiąty ankietowany twierdził ponadto, że istotną przeszkodą była znaczna odległość do najbliższego ośrodka adopcyjnego. Tylko o połowę mniej badanych spotkało się z poważnymi nieprawidłowościami w pracy placówek: w zakresie naruszenia poufności postępowań (4%), a nawet o charakterze korupcyjnym (5%).

CZYTAJ TAKŻE: Sandra Bullock opowiada o adopcji. Jej historia zainspirowała inne kobiety

Procedury adopcyjne w Polsce. Chętnych więcej niż dzieci z uregulowaną sytuacją prawną

W skontrolowanych ośrodkach niemal wszystkie zakwalifikowane do adopcji dzieci (98 proc.) znalazły w badanym okresie nowych rodziców. Zdaniem NIK, wynika to przede wszystkim z faktu, że liczba potencjalnych rodziców znacznie przewyższa liczbę dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, która umożliwia skierowanie ich do adopcji. W ostatnich latach spadają jednak wskaźniki adopcji zagranicznych. Kwalifikację do nich uzyskało w 2015 r. 326 dzieci, rok później – 309, a w pierwszej połowie 2017 r. – zaledwie 75.

Jednocześnie przedstawiciele Izby zauważyli, że niewiele dzieci opuszcza pieczę zastępczą, czyli domy dziecka i rodziny zastępcze. Od 2015 r. do pierwszego półrocza 2017 r. tylko 6 tys. dzieci z ok. 75  tys. umieszczonych w pieczy zastępczej uzyskało kwalifikację do adopcji. W opinii NIK problemem są przedłużające się postępowania sądowe i niewystarczające działania powiatów na rzecz wyprowadzania dzieci z pieczy zastępczej.


Na podstawie przeprowadzonej kontroli sporządzono łącznie 75 zaleceń dla 11 z 15 analizowanych ośrodków adopcyjnych. Pełny raport dostępny jest na stronie NIK [plik PDF].

Źródło: nik.gov.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Rodzina adopcyjna a rodzina zastępcza. Jakie są podobieństwa i różnice?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.