Przejdź do treści

Mamo, jestem za wcześnie

Ze danych opublikowanych przez WHO, coraz więcej ciąż na świecie kończy się przedwcześnie. To z kolei wiąże się z różnorodnymi konsekwencjami dla nich samych, ich rodzin oraz środowiska medycznego. Sytuacja najmniejszych dzieci jest coraz częściej dostrzegana społecznie, co wyraża obchodzony 17 listopada Światowy Dzień Wcześniaka.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wydaje się jednak, że bardziej trafny i odpowiadający rzeczywistości byłby Światowy Dzień Wcześniactwa. Ponieważ tak, jak nie istnieje po prostu niemowlę  – istnieje tylko matka i niemowlę – tak nie istnieje wcześniak bez aparatury, wysoko wyspecjalizowanej kadry, rodziców koczujących przy inkubatorach i rodzin czekających w niepewności w domach.

Narodziny dziecka przed terminem wywołują lawinę reakcji, emocji i konkretnych, koniecznych działań. Trudność wynika również z tego, że ratowane są coraz mniejsze dzieci, które jeszcze dwadzieścia lat temu nie miałyby szans przeżycia. Budzi to różnego rodzaju trudności i wątpliwości, na które w zasadzie nie można się przygotować.

Wiadomo, że wcześniactwo, zwłaszcza skrajne, może nieść dla dziecka poważne konsekwencje – niepełnosprawność ruchową lub intelektualną, opóźnienia rozwojowe, zaburzenia neurologiczne, trudności w uczeniu się. Medycyna coraz lepiej radzi sobie z ratowaniem maleńkich dzieci, coraz lepiej wiadomo też, w jaki sposób stymulować i wspierać ich rozwój naznaczony wcześniactwem.

Trudno jednak sobie wyobrazić, co znaczy być wcześniakiem. Może trudno to sobie wyobrazić, ponieważ ciągle skłonni jesteśmy wierzyć w to, że dzieci szybko zapominają i  związku z tym mają łatwość „reperowania się”. Co psycholog, a tym bardziej psychoterapeuta psychoanalityczny może powiedzieć o doświadczeniu rodziców, dzieci i personelu przebywających na oddziałach intensywnej opieki neonatologicznej? Unikalną perspektywę pokazuje Maggie Cohen[1], psychoterapeutka dziecięca, która wiele lat spędziła obserwując przedwcześnie urodzone dzieci oraz ich pierwsze środowisko. Perspektywa ta jest interesująca nie tylko dlatego, że nieczęsto temat wcześniactwa podejmowany jest w psychologii, ale również dlatego, że psychoanalityk ma możliwość i zdolność obserwowania. To z kolei wiąże się z przyjęciem otwartej postawy na emocje, jakie mogą się pojawiać. I właśnie to jest najtrudniejsze. Bo świat przedwcześnie urodzonych dzieci i ich rodzin jest pełen, często niezwykle bolesnych, emocji.

Perspektywa dziecka

Cohen zaczyna swoją narrację od spojrzenia na środowisko, do którego trafiają maleńkie noworodki – światła, maszyny podtrzymujące kruche życia co jakiś czas głośno sygnalizujące niebezpieczeństwo, respiratory, rurki doprowadzające jedzenie, igły.

Ponieważ dzieci urodziły się przedwcześnie, nie mają zdolności do samodzielnego funkcjonowania, nawet na podstawowym poziomie. Funkcje życiowe przeniesione są na zewnątrz, co budzi dodatkowe lęki wśród rodziców i podstawowe pytania, czym jest życie i jak ono przebiega. Ich skóra jest często cienka jak pergamin. Istnieje nieustanna obawa, że nie poradzi sobie z zagrożeniami płynącymi z zewnątrz. A dla tak maleńkiego człowieka niemal wszystko może być zagrażające. Często doświadczają też nieustannego bólu.

Wcześniaki w pierwszej kolejności musza być ratowane, nie maja więc szansy doświadczyć tego, co dla niemowlęcia urodzonego w terminie i nie cierpiącego z powodu choroby, jest naturalne i oczywiste, czyli fizycznego kontaktu z matką. To jest też chyba ich największy dramat. Matka chroni, pociesza, pomaga poradzić sobie z wieloma bodźcami naruszającymi ich zmysły. Nie bez powodu przecież  noworodki tak wiele śpią.

Tymczasem wcześniaki muszą nauczyć się radzić sobie z otaczającą rzeczywistością. Dzieci w naturalny sposób dążą do relacji, tymczasem pobyt na oddziale szpitalnym wiąże się z koniecznością poradzenia sobie z ciągłymi zmianami personelu medycznego.

Nie jest łatwo myśleć o perspektywie wcześniaka, nie tylko ze względu na oczywiste ograniczenia poznawcze – niemowlęta nie są w stanie powiedzieć, czego doświadczają, a ci, którzy wcześniactwa sami doświadczyli nie mają żadnych świadomych wspomnień – ale również emocjonalne.

Wcześniactwo konfrontuje z pierwotnymi, najbardziej prymitywnymi i bolesnymi doświadczeniami, skrajną bezsilnością i podstawowym lękiem o przetrwanie.

Perspektywa rodziców

Przedwczesne narodziny dziecka są dla zasadniczej większości rodziców szokiem, bywa że nawet traumą. Matki mają podstawy sądzić, że ich ciąża potrwa jeszcze wiele tygodni, że mają czas na przygotowanie się do narodzin dziecka, zawieszenie obowiązków zawodowych i w całości skupienie się na dziecku, które w niej rośnie, pisze Cohen.

Pojawienie się dziecka na kilka tygodni przed wyznaczonym terminem, zwykle w atmosferze przerażenia, wywołuje w nich mieszankę lęku, paranoi, ogromnego poczucia winy i wielu innych emocji.

Okres poporodowy jest bardzo trudny dla każdej kobiety; wiąże się z ogromnymi zmianami, koniecznością odnalezienia się w zupełnie nowej rzeczywistości i często z zalewem uczuć do dziecka. Młode matki maja potrzebę opiekować się swoimi dziećmi, chronić je i stopniowo wprowadzać w świat zewnętrzny. Matki wcześniaków maja bardzo ograniczone możliwości realizowania tych pragnień. Trudno sobie wyobrazić rozmiar ich rozpaczy w sytuacji, kiedy ani nie mogą chronić swoich dzieci, ani swobodnie i naturalnie się do nich przywiązywać.

Dla ojców jest to równie trudny czas. Na nieświadomym poziomie mogą czuć się winni słabości i niedojrzałości dziecka, które stworzyli. Mogą też odczuwać bardzo świadomy lęk przed kruchością swojego dziecka i bezsilność wobec jego cierpienia.

Personel

Osoby pracujące na oddziałach intensywnej opieki neonatologicznej, lekarze, pielęgniarki, ale również pracownicy administracyjni i osoby sprzątające na co dzień napotykają na specyficzne trudności. Muszą na bieżąco odpowiadać sobie na dylematy moralne i etyczne, funkcjonują pod ogromną presją odpowiedzialności i koniecznością podejmowania skrajnych decyzji, nierzadko wbrew rodzicom dziecka.

Wiele osób pracujących na oddziałach neonatologicznych ma własne dzieci lub się ich spodziewa. Mogą więc mieć tendencje do identyfikowania się z rodzicami wcześniaków. Pracują pod ogromną presją czasu i odpowiedzialności, w poczuciu nieustannego kontaktu ze śmiercią, bezsilni wobec trudności, z jakimi muszą sobie poradzić skrajne wcześniaki. Być może dlatego podchodzą do swoich działań zadaniowo, nie mówią do niemowląt, którymi się opiekują, sprawiają wrażenie „odciętych”. Bo tak też może być – dystans i bycie profesjonalistą pomaga poradzić sobie z traumą pracy z niemowlętami często balansującymi na granicy życia i śmierci.

[1] Maggie Cohen, Sent before my time. A child psychotherapist’s vie of life on a Neonatal Intensiva Care Unit, Karnac Books, 2003.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami