Przejdź do treści

Mama, która adoptowała. Po prostu mama

Jako mama dojrzewałam i wciąż dojrzewam. W moim przypadku nierozerwalnie to dojrzewanie łączy się z adopcją, bo dzięki niej stałam się mamą.

Najpierw była euforia, bo przecież wreszcie mogę zakasać rękawy i działać. Natura się ociąga, jestem wobec niej bezsilna, ale jest adopcja – tutaj dużo zależy ode mnie, a najważniejsze że mogę coś robić, żeby zbliżać się do realizacji marzenia a nie tylko czekać na kolejny miesiąc i owulację.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Duma, że zostałam mamą
Gdy dzwoni telefon z ośrodka szaleję z radości. Wszystkim chwalę się, że mam dziecko. Wszystkim najbliższym, tym co wiedzieli, że na ten telefon czekam. W środku czuję, że rozpiera mnie energia. Wyzwania zdrowotne mojego dziecka? Wszystko pokonamy, bo jestem przecież mamą!

Jednak w bezpośrednim zderzeniu z innymi mamami, czy nawet z książkami dla „zwykłych” mam, czuję, że nie jestem zbyt kompetentna. Żadna mama na początku, przy pierwszym dziecku nie czuje się kompetentna, ale ja zaczynam doszukiwać się tego że jestem gorsza. No bo przecież nie urodziłam, przecież każdy widzi, że kiepsko radzę sobie z przewijaniem, karmieniem, bo nie urodziłam. W tej nieporadności widziałam swoją ułomność niepłodności.
Przyzwyczajam się
W toku macierzyństwa powszednieje mi moja rola i nie mam czasu zastanawiać się czy jestem gorsza, lepsza, druga czy pierwsza, czy adopcyjna czy biologiczna. Mam na głowie dziecko, opiekę, wszystkie sprawy związane z karmieniem, rozwojem, zdrowiem, godzeniem macierzyństwa z pracą, przedszkolem, pierwsza zupka, pierwsze słowo, pierwszy kroczek, itd…  pamiętam sytuacje które pokazują mi, że jednak jestem zwykłą mamą i adopcyjne początki macierzyństwa nie stanowią klu mojego rodzicielstwa. Raz zadzwoniła o mnie koleżanka, matka pięciorga dzieci, rodzonych przez nią dzieci. Dzwoniła z poradą! Ja matka adopcyjna byłam źródłem wiedzy dla kogoś takiego jak ona. Poczułam wtedy jak bardzo tkwię w swoim poczuciu, lekko mówiąc inności. Innym razem na towarzyskim spotkaniu, w gronie kilku matek pada pytanie „Jak rodziłaś swoją córkę?” Przez ułamek sekundy zastanawiam się jak rodziłam, żeby w końcu głośno powiedzieć „Ja nie rodziłam, ja adoptowałam moją córkę.” To moja pierwsza tak publiczna deklaracja. Przyzwyczaiłam się, ale nie do roli matki, tylko do poczucia, że jestem inna.

Być jak rodzona matka
Jednak nie zostawiam tej myśli, zaczyna we mnie kiełkować potrzeba zrozumienia pełnej wartości mojego macierzyństwa. Co to znaczy, że adoptowałam, co to znaczy dla mnie. Zauważam, że społeczeństwo wymusza niejako na mnie to ciągłe porównywanie się, to ocenianie w kontekście rodzicielstwa biologicznego. Jeśli nie zderzam się z gratulowaniem odwagi (co ma niesłychanie pejoratywne znaczenie, przeczytaj o tym tutaj – 5 rzeczy których nie musiz mówić adopcyjnym rodzicom), to z ciągłym porównywaniem, że jestem taka sama jak biologiczna. A ja wcale nie jestem. I co najważniejsze, zrozumiałam, że nie muszę być! Są sytuacje, które mogę przeżyć tylko jako mama, która adoptowała. To mój zasób, to dodatkowa wartość mojego doświadczania macierzyństwa. Rozmawiam z córką o „prawdziwym byciu mamą”, gdy uruchamia się nasz proces werbalnej jawności wobec niej (poczytaj o różnych poziomach jawności tutaj – „Jesteś adoptowany” – jak to powiedzieć).

Coraz więcej z uwagi na moją otwartość i publiczne mówienie o adopcji jest sygnałów z otoczenia jak oni widza adopcję. Bombardują mnie komentarze, albo super bohaterka, ale wariatka, albo co najtrudniejsze całkowite zrównanie biologicznej i adopcyjnej roli, co jest niewłaściwe, co dyskryminuje tak naprawdę dziecko. Zaczynam rozumieć czym jest moja rola, zaczynam widzieć, że mimo tej samej siły miłości nie można porównywać rodzicielstwa biologicznego i adopcyjnego tak wprost. Rodzicielstwo adopcyjne jest rodzicielstwem „plus”. (czytaj tutaj – Rodzicielstwo adopcyjne plus)
Zaczynam czuć się mamą, po prostu mamą, która ma wyzwania z odrabianiem lekcji, katarem, pierwszymi nocowankami u koleżanek, wyjazdem na obóz itd… Mamą, która nie jest ani lepsza, ani gorsza, tak naprawdę ani rodzona, ani adopcyjna. Jest we mnie coraz mocniejsza akceptacja życia w trójkącie z rodziną biologiczną dziecka, bo takie jest moje rodzicielstwo (o trójkącie adopcyjnym przeczytaj tutaj – Życie w trójkącie adopcyjnym).
Wciąż dojrzewam
Dziecko dorasta, pojawiają się wyzwania jak u każdej mamy. Pojawia się napięcie w relacji związane z okresem dojrzewania, budowaniem tożsamości i zaznaczaniem swojej odrębności. Pojawia się moje pytanie, czy przygotowałam dobrze moje dziecko na ten czas? Czy ono czuje się wystarczająco mocno moim dzieckiem, żeby korzystać z tej miłości jaką mu daję? Nawet gdy pyskuje czy trzaska drzwiami, nawet gdy ja mówię rzeczy trudne… Do tego dołączają się też moje własne emocje, jak ja czuję się w tych rozmowach o biologicznych rodzicach, w dociekaniu szczegółów z ich życia. Naturalny jest lęk, że kiedyś mogę ich spotkać i usłyszeć co mówią do mojego dziecka. Martwię się nie o naszą relację, ale o nasz trójkąt i jego akceptację przez dziecko. Co dzieje się w głowie i w sercu córki, która tak bardzo chce wiedzieć do kogo jest podobna. Coraz częściej widzi, że jej fizjonomia jest inna niż moja czy taty. Zauważa, że nie wszystkie doświadczenia z mojego dojrzewania mogą być wskazówką w jej dojrzewaniu. Znowu przychodzi moment weryfikacji swojej roli i swojego poczucia bycia matką. Na szczęście już bez oceny czy stawiania się w szeregu jako pierwsza, druga. Adopcyjna matka to nie jest to samo co matka biologiczna. To po prostu matka.

Wiem jedno mojego macierzyństwa nie rysuje nikt poza moim dzieckiem. Teraz jestem gotowa przyjąć do serca wszystko co się wydarzy, bo przecież to jaką jestem mamą zbudowałam razem z dzieckiem, zatem nikt tego nie zmieni oprócz nas.

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

————————————–
Magdalena Modlibowska – szefowa działu Adopcja w magazynie Chcemy Być Rodzicami, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książki „Odczarować adopcję”, „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów adopcyjnych, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Magdalena Modlibowska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.