fbpx
Przejdź do treści

Mama.invitro: „Tego, co czułam, kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy, nie da się opisać słowami” – historia, która pokazuje, że nie można tracić nadziei

mama.invitro
Fot. Archiwum prywatne Karoliny

Marzyli o dziecku. O tym, aby pokochać kogoś rodzicielską, całkowicie bezinteresowną miłością. Mimo iż droga do szczęścia była kręta i wyboista – nie poddali się. Wspierając siebie nawzajem i trzymając się mocno za ręce rozpoczęli walkę. Wygrali!

Początek przygody

Kiedy Karolina zaczęła ponownie spotykać się z Jerzym, wiedziała, że chce założyć z nim rodzinę. Dziecko było ich największym marzeniem, które mieli nadzieję, że niedługo się spełni. Niestety, los nie był dla nich łaskawy. Pomimo rocznych starań i wyczekiwania na pozytywny wynik testu ciążowego, Karolina nie była w ciąży. Wtedy też postanowiła sprawdzić, czy endometrioza, z którą zmaga się od lat, nie jest główną przyczyną niepowodzenia. Po czterech nieudanych inseminacjach dostała skierowanie na badania immunologiczne, których wynik okazał się dużym zaskoczeniem. To właśnie immunologia stała na drodze do ich szczęścia.

Runda pierwsza – czas start!

Małżonkowie rozpoczęli walkę, którą z całego serca pragnęli wygrać. Nawet przez chwilę nie poddali się i nie zwątpili.

Rozpoczęliśmy leczenie, a po serii szczepionek limfocytami męża mogliśmy podejść do stymulacji przygotowującej nas do in vitro.

Na początku listopada odbył się pierwszy transfer, w którym Karolina z Jerzym pokładali duże nadzieje – przecież musi się udać! Kilkanaście dni później, z sercem przepełnionym nadzieją, nasza bohaterka udała się na badanie krwi.

Nigdy nie zapomnę jak 13 listopada po raz pierwszy w życiu zobaczyłam wynik bety wyższy niż 3! Moje krzyki i piski słyszeli chyba wszyscy sąsiedzi na osiedlu. A nasz kot, Tunderka, kompletnie nie wiedziała, co się dzieje – zaczęłam płakać i ze łzami w oczach tłumaczyłam jej, że jestem w ciąży– opowiada Karolina, znana na Instagramie jako @mama.invitro.

Runda druga – szczęśliwy happy end

Dzień cesarskiego cięcia zbliżał się nieubłaganie, a Karolina – mimo towarzyszącego jej strachu – nie mogła doczekać się kiedy zobaczy i przytuli swoją wyśnioną córeczkę Kiarę.

Mam to ogromne szczęście, że nasza koleżanka jest ginekologiem-położnikiem w jednym z najlepszych szpitali. To właśnie ona pomogła Kiarze przyjść na świat. Wszystko odbyło się szybko, sprawnie i bez żadnych komplikacji. Tego, co czułam, kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy, przytuliłam i pocałowałam, nie da się opisać słowami.

Karolina

Mimo że ich córeczka niedawno skończyła dwa lata, Karolina i Jerzy cały czas uczą się bycia rodzicami. Wiadomo – rodzicielstwo jest ogromnym wyzwaniem, ale jednocześnie też najpiękniejszą życiową przygodą.

Ruda trzecia – ponowna walka!

Ta przepiękna historia ma swój dalszy ciąg. Małżonkowie rozpoczęli walkę o kolejne dziecko – niestety, przy drugim transferze Karolina poroniła. Teraz rodzice Kiary przygotowują się do trzeciego transferu, który mają nadzieję, że tak jak za pierwszym razem, zakończy się sukcesem.

Więcej o przeżyciach szalenie dzielnej i odważnej Karoliny (w tym o doświadczeniu poronienia) przeczytasz w najnowszym wydaniu naszego e-magazynu – pobierz je: TUTAJ

Fot. archiwum prywatne Karoliny

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Klaudia Kierzkowska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, miłośniczka podróży, teatru i włoskiej kuchni.