Przejdź do treści

Macierzyństwo a stwardnienie rozsiane (SM) – eksperci łamią stereotypy

Dla wielu kobiet posiadanie własnego dziecka jest spełnieniem największych marzeń. Zdarza się jednak, że na drodze do macierzyństwa staje choroba przewlekła, taka jak stwardnienie rozsiane (SM). Przyszłe mamy z SM często nie wiedzą, czy mogą bezpiecznie zajść w ciążę, urodzić i wychować dziecko. Eksperci portalu sm24.pl wyjaśniają więc najczęstsze obawy kobiet planujących macierzyństwo i łamią powszechne stereotypy na temat wpływu choroby na ciążę.

Badania pokazują[1], że odbiór społeczny kobiet, które decydują się na macierzyństwo mimo choroby jest pozytywny – ponad 80% respondentów uznaje, że mogą być one równie dobrymi matkami, jak kobiety w pełni zdrowe. Jednak ze względu na to, że stwardnienie rozsiane jest chorobą, której objawów i przebiegu nie da się przewidzieć, wiele osób zastanawia się, czy ciąża nie jest zbyt dużym obciążeniem dla kobiet z SM. Pomimo tego, że stwardnienie rozsiane jest ciężką, przewlekłą chorobą, jej wczesne rozpoznanie i szybko wdrożone leczenie daje szansę na odsunięcie w czasie prawdopodobieństwa pojawienia się niepełnosprawności. Dzięki temu, kobiety z SM mogą rodzić i z powodzeniem wychowywać dzieci, zwłaszcza, że choroba nie wpływa bezpośrednio na płodność oraz nie jest w prosty sposób dziedziczona – prawdopodobieństwo zachorowania dziecka, gdy jeden z rodziców jest chory wynosi około 2%[2]. Jednak aby ciąża przebiegła pomyślnie, przyszła mama powinna pamiętać o kilku istotnych kwestiachtłumaczy ekspert portalu sm24.pl, neurolog prof. Dagmara Mirowska-Guzel.
 
Decydujemy się na dziecko
 
Pierwsze objawy SM ujawniają się zwykle w okresie, w którym kobiety myślą o założeniu rodziny. Choroba nie jest powodem, aby rezygnować z posiadania dziecka, jednak decyzję o zajściu w ciążę powinny skonsultować z lekarzem neurologiem. Jest to bardzo ważne, ponieważ specjalista najlepiej wie, czy istnieją jakiekolwiek przeciwwskazania, mogące negatywnie wpłynąć na stan zdrowia pacjentki. Zdecyduje on również o tym, czy i ile wcześniej będzie ona musiała odstawić leczenie modyfikujące przebieg choroby. Główne czynniki decydujące o zajściu w ciążę w przypadku kobiet z SM są takie same, jak w przypadku pozostałych osób – przyszłe mamy muszą odpowiedzieć sobie na pytania o to, jak dziecko wpłynie na ich życie, czy poradzą sobie z jego wychowaniem oraz czy wybrały odpowiedni moment na rodzicielstwo. Zamiar posiadania dziecka jest kwestią osobistą i przy jej rozważaniu przyszli rodzice powinni wziąć pod uwagę nie tylko czynniki zdrowotne, ale również emocjonalne i finansowe.
 
Kobiety cierpiące na stwardnienie rozsiane często obawiają się o to, jak ciąża wpłynie na rozwój choroby.  Dotychczasowe obserwacje wskazują jednak, że w czasie ciąży zmniejsza się częstość rzutów (zaostrzeń) SM. Ryzyko pojawienia się rzutów teoretycznie wzrasta po porodzie. Przyczyny tego zjawiska nie są znane. Przyjmuje się, że może być to wynikiem stresu okołoporodowego, zmian hormonalnych, które powodują także zmiany w układzie odpornościowym. Przed planowanym rozwiązaniem ciąży warto, aby kobieta zdecydowała, czy chce karmić piersią – ta kwestia powinna zostać omówiona z lekarzem, ponieważ niewskazane jest w tym czasie przyjmowanie leków immonomodulujących. Karmienie niemowlęcia w sposób naturalny nie wiąże się natomiast ze zwiększeniem ryzyka występowania rzutów, chociaż ta kwestia nadal jest przedmiotem dyskusji i badań wyjaśnia prof. Dagmara Mirowska-Guzel.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Gdy dziecko dorasta
 
Reakcje dzieci na przewlekłą chorobę rodzica i wynikające z niej ograniczenia psychofizyczne,  w dużej mierze zależą od wieku dziecka i możliwości zrozumienia problemu. Dlatego tak ważne jest dostosowanie języka przekazu do jego możliwości intelektualnych i emocjonalnych. Młodsze dzieci są bardzo plastyczne i przyjmują świat  bez zbędnych komplikacji. Informacja, że mama jest chora i czasami musi odpocząć  lub  nie może wykonywać wszystkich ruchów, ponieważ sprawia jej to ból, jest dla dziecka jasnym komunikatem – dziecko w naturalny sposób przyjmuje, że tak ma być. Starsze dzieci potrzebują więcej informacji, ale również potrafią dostroić się do rytmu życia swojej rodziny. Często to dorośli ludzie, przez unikanie rozmów z dziećmi, lub przez zbyt żywiołowe, nieprzemyślane  przekazywanie im trudnych informacji,  powodują w dzieciach niepotrzebny lęk i poczucie ciągłego zagrożenia.  Dzieci są wspaniałymi obserwatorami świata  i bardzo szybko potrafią wyłapać podwójne komunikaty, np. mama mówi, że się czuje dobrze, a jej mowa ciała, grymas twarzy, oznaczają zupełnie coś innego. Dzieci, jak i osoby dorosłe, czują zagrożenie kiedy nie rozumieją, co dzieje się w ich otoczeniu. Dlatego mądre oswajanie dziecka z chorobą, na każdym jej etapie, buduje w nim poczucie bezpieczeństwa i procentuje w przyszłości. Dziecko wówczas wie, że są chwile, w których trzeba pomóc choremu rodzicowi, ale ma też prawo do swojego świata i realizowania własnych potrzeb mówi ekspert portalu sm24.pl, psychoonkolog, dr n. med. Mariola Kosowicz.
  
SM24.pl to portal skierowany do pacjentów ze stwardnieniem rozsianym, którego celem jest wsparcie pacjentów i ich bliskich w zakresie możliwości radzenia sobie z objawami SM. Materiały zostały przygotowane we współpracy z ekspertami. SM24.pl to również platforma, która zawiera m.in.: porady dotyczące zdrowego odżywiania, gry poznawcze, ćwiczenia usprawniające mowę, porady jak radzić sobie ze stresem, porady specjalistów, interaktywną symulację objawów SM.

Portal powstaje dzięki zaangażowaniu Biogen.

W październiku aktualizacja zakładki „SM a ciąża”! Wraz z ekspertem neurologiem prof. Dagmarą Mirowską-Guzel z Katedry i Zakładu Farmakologii Doświadczalnej i Klinicznej przy Warszawskim Uniwersytecie Medycznym odpowiadamy na pytania m.in.:
– kiedy odstawić leczenie?
– poród naturalny czy cesarskie cięcie?
– czy mężczyźni z SM planujący dzieci powinni o tym fakcie poinformować lekarza?
– czy leki stosowane w SM mogą wpływać na cykl miesiączkowy kobiety?
– jaki wpływ na chorobę może mieć stosowanie antykoncepcji hormonalnej?

[1] Badanie przeprowadzone przez Dom Badawczy Maison na zlecenie agencji Telescope na potrzeby kampanii „SM – walcz o siebie!” , 2014-2015
[2] Łukasz Rzepiński, Sławomir Wawrzyniak, Anna Niezgodzińska-Maciejek, Małgorzata Rzepińska: „Macierzyństwo w stwardnieniu rozsianym – fakty i mity”, 2013
Informacja prasowa

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

10 lat starań, 7 poronień, martwy poród, kilka prób in vitro – „Powiedziałam Steven’owi, że powinien być z kimś innym. Z kimś, kto może mieć dzieci”

10 lat starań, 7 poronień, poród martwego dziecka... ta para zniosła wszystko! Dziś są szczęśliwymi rodzicami.

Walka z niepłodnością, siedem poronień, poród martwego dziecka – są to doświadczenia, które zmieniają życie zarówno kobiety, jak i mężczyzny. To, co dzieje się wtedy w związku, to prawdziwa huśtawka ogromnych emocji. „Powiedziałam Steven’owi, że powinien być z kimś innym. Z kimś, kto może mieć dzieci” – mówi Jayne.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Długa, kręta droga

Para starała się o dziecko 10 lat. Po pierwszym poronieniu kobieta była mocno rozczarowana, ale nie czuła się jeszcze tym doświadczeniem zdruzgotana. Wiedziała, że nieraz zdarza się, że pierwszej ciąży nie udaje się utrzymać. Kiedy więc po kilku miesiącach znów dowiedziała się, że jest w ciąży, bardzo się ucieszyła. Czuła się pewnie, bo wierzyła, że dwa razy coś takiego jej się po prostu nie zdarzy. Niestety myliła się, a kiedy po raz trzeci okazało się, że jest w ciąży, czuła już przede wszystkim tylko lęk.

Tym razem miałam zupełnie inne odczucia co do ciąży” – opowiada Jayne. „Nie czułam tego uniesienia, które pojawiało się podczas dwóch pierwszych ciąż, a do tego byłam bardzo czujna” – jej słowa cytuje DailyMail.

Gdy i tym razem okazało się, że serce dziecka przestało być, Jayne i Steven byli kompletnie zrozpaczeni. Czwarta i piąta ciąża – rozgrywał się podobny scenariusz. Wtedy jednak para była już zdecydowana, że chce sprawdzić, co się właściwie dzieje. Po przeprowadzeniu specjalistycznych testów, okazało się, że ostatnie poronienie spowodowane było rzadką nieprawidłowością chromosomalną. Wynik ten przyniósł ogromną ulgę parze, w końcu wiedzieli bowiem, co jest nie tak. Niestety pomimo tego, szósta ciąża także zakończyła się utratą. To właśnie wtedy Jayne dotknął największy kryzys. Obwiniała siebie i uważała, że mąż powinien być z inną kobietą, która będzie mogła urodzić dziecko – jakże trudne musiały być to dla nich obojga dni…

Zobacz też: Jakie badania wykonać po poronieniu? Zobacz listę

W rękach specjalistów

Rozwiązaniem okazała się jednak pomoc znaleziona w specjalistycznej klinice leczenia niepłodności. Dzięki in vitro udało im się zajść w kolejną upragnioną ciążę i wszystko szło naprawdę dobrze! Tak dobrze, że około 30 tygodnia para wyjechała na swoje „ostatnie wakacje przed pojawieniem się dziecka”. Niestety budząc się któregoś dnia, Jayne nie czuła ruchów dziecka. Jeszcze będąc w Hiszpanii udali się do lekarza, gdzie okazało się, że serce ich córeczki przestało bić.

Nic nie może przygotować cię na narodziny martwego dziecka” – opowiada. „Mieliśmy złamane serca, a ja znów czułam się za to wszystko odpowiedzialna. To było tak, jakby wisiała nade mną jakaś klątwa” – Jayne podsumowuje ten tragiczny czas. I chociaż minęło już kilka lat, wciąż z jej słów wybrzmiewają niezwykle silne emocje.

Para była jednak wtedy tak zdeterminowana, że od razu rozpoczęła kolejne starania. Tym razem nareszcie się udało! Na świat przyszedł ich pierwszy syn, poczęty również dzięki in vitro. Kiedy się urodził, cała sala porodowa, wraz ze specjalistami… płakała! Co więcej, dla Jayne było to tak niesamowite przeżycie, że nie mogła uwierzyć, że naprawdę jest w końcu matką. A nie trzeba zapewne dodawać, że przez całą ciążę była w okropnym napięciu, że znów coś pójdzie nie tak. Dwa lata później do Williama dołączył kolejny synek, Oliver.

Zawsze jest wybór

Po tylu trudach, zakrętach i chwilach rozpaczy, jest to prawdziwy happy end. Niewątpliwie doprowadziła to niego ogromna determinacja Jayne i Steven’a. Wiele osób będąc w podobnej sytuacji, dawno by już zrezygnowało. Czy to jednak źle? Czy któraś z obieranych w takim wypadku ścieżek jest lepsza, a któraś gorsza? Zdecydowanie nie i trzeba o tym pamiętać.

Mając 43 lata uznałam, że to wystarczy, że chcę odzyskać swoje życie, w którym jest coś więcej niż mój cykl miesięczny i lekarz” – o swojej historii opowiadała w naszym portalu jedna z kobiet, która w pewnym momencie przerwała walkę z niepłodnością (wypowiedź jest anonimowa). Rozmowę z nią znajdziesz tutaj: >>KLIK<<

Każdy ma prawo do decydowania o tym, co jest dla niego najlepsze. Bo chociaż historie podobne do przeżyć Jayne i Stevena są niesamowite, to czasami tym „najlepszym” może być słowo STOP – nie oceniajmy, kiedy ktoś je właśnie wypowiada.

Zobacz też: Życie po poronieniu – te szczere słowa mogą pomóc tysiącom kobiet

Źródło historii: DailyMail

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

„In vitro było najtrudniejszą rzeczą, jaką zrobiłam i zrobię ją jeszcze raz”

In vitro to trudny proces - fizycznie, emocjonalnie, finansowo. Czy zrobiłabyś to po raz kolejny?

Nic nie mogło przygotować mnie na to, jak trudny będzie cały proces in vitro. Żadna ilość rozmów z lekarzem, czy czasu spędzonego online na czytaniu historii innych kobiet, nie były wystarczające, by naprawdę pomóc mi zrozumieć, jak to będzie” – te szczere i mocne słowa pokazują wielu kobietom, że chociaż ich doświadczenia mogą być bardzo podobne, to tak naprawdę każda droga jest zupełnie inna. Czy zdecydowałabyś się przejść swoją jeszcze raz?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Melissa Willets jest dziś szczęśliwą mamą synka – tak, jej próba in vitro zakończyła się happy endem. Wcale nie oznacza to jednak, że razem z nią zakończyły się też duże emocje. Nie można się jednak temu dziwić, bardzo często to właśnie doświadczenia wymagające od nas najwięcej poświęcenia i wysiłku dostarczają nam najważniejszych lekcji. Dla Melissy był to test zarówno fizyczny, jak i właśnie emocjonalny. „Od pierwszego badania krwi mierzącego poziom moich hormonów, do dnia, w którym zobaczyłam wynik testu ciążowego, byłam na skraju wytrzymałości zarówno mojego umysłu, jak i ciała. A jednak, wiedząc to, co wiem teraz, nadal bym się tego podjęła. Co więcej, chcę zrobić to jeszcze raz” – czytamy poruszający wpis na „popsugar”.

Być sobą, mieć swoje lęki

Nie każda kobieta zapewne będzie miała podobne przemyślenia i odczucia. Każda ma jednak pełne prawo do tego, aby pomimo sukcesu, móc przeżyć i przepracować w sobie ten ciężki czas. Dla Melissy niemalże wszystkie aspekty in vitro były bardzo trudne do przejścia. Nie umie powiedzieć, czy gdyby nie udało jej się zajść w ciążę za pierwszym razem, próbowałaby kolejnego cyklu. Od zawsze bała się strzykawek – in vitro wiąże się z ich niemalże hurtowymi ilościami. Do tego, kilka razy w tygodniu poranny monitoring poziomu hormonów. Wieczorne zastrzyki i nieustanny lęk przed ilością wszystkich przyjmowanych specyfików – czy jest w ogóle sens to robić? A jeśli to nic nie da?!

„Jesteś napompowana hormonami, twoje ciało jest jak poduszka na szpilki, twój umysł jest bałaganem, a to dopiero początek (…) Później jest czekanie. I to jest właśnie najgorsza część ze wszystkich” – podkreśla Melissa.

Czekanie na wyniki badań krwi. Czekanie na wynik, czy twoje jajeczka są w porządku. Czekanie na sprawdzenie, czy mogą zostać stworzone zdrowe zarodki z tych właśnie jajeczek i miejmy nadzieję zdrowego nasienia twojego partnera. Czekanie na informację, czy twoje ciało jest dzięki tym wszystkim hormonom pobudzone do implantacji. Czekanie na wynik testu ciążowego. Tydzień czekania – od momentu implantacji do testu ciążowego – sprawił, że niemalże zwariowałam. Myślę, że płakałam praktycznie nieprzerwanie przez te dziewięć niemożliwie długich dni.

Zobacz też: 5 zdań, których NIGDY nie powinniśmy mówić ludziom przechodzącym przez in vitro

Jesteś ty i twoje decyzje!

Melissa przysięgała, że od kiedy nie musiała już przychodzić na wizyty do lekarza zajmującego się płodnością, nigdy więcej nie przekroczy progu tego miejsca. Później jednak urodził się jej wymarzony syn i wszystkie złe wspomnienia straciły na sile. Zaczęły wydawać się odległe i wcale nie aż tak wyczerpujące. Kobieta ma jednak świadomość, ile przeszła i ile w tym czasie cierpiała. Ma w sobie część mówiącą, że głupotą byłoby z własnej woli znów się temu wszystkiemu poddać. Pomimo tego, pomimo wszelkich kosztów – emocjonalnych, fizycznych, finansowych – chce zrobić to jeszcze raz.

Pretekst, by porozmawiać

Co istotne, nie jest to tylko historia, która pokazuje szczęśliwe zakończenie i tęczę pojawiającą się po doświadczeniach burzy. Jest to też znakomita okazja do głośnego przypomnienia, że każdy człowiek ma prawo do swoich własnych decyzji. Gdyby Melissie jednak nie udało się zajść w ciążę za pierwszą próbą i zrezygnowałaby z kolejnych procesów, byłoby to jak najbardziej w porządku. Gdy ludzie podejmują się trzech, czy siedmiu prób in vitro, to też jest w porządku. Jeśli Melissa jeszcze raz, pomimo kosztów, zdecyduje się przez to przejść, też ma do tego pełne prawo. Nikt nie powinien wypominać jej wtedy: „A przecież mówiłaś, że było tak ciężko… A przecież mówiłaś, że już nigdy więcej… A przecież…” – przecież każdy z nas podejmuje własne wybory.

Sami oceniamy granice swojej wytrzymałości i nikogo też nie powinniśmy pod tym względem szufladkować. Nie ma bowiem żadnego obiektywnego progu, którego przekroczenie daje nam prawo mówienia, co ktoś powinien zrobić.  Jeśli już, to możemy wspierać i powiedzieć: „Pamiętam, jak przy pierwszym in vitro było ci trudno. Jeśli jeszcze raz zdecydujesz się przez to przejść, będę obok i gdybyś czegoś potrzebowała, daj znać. Jeśli zaś dojdziesz do wniosku, że jednak nie dajesz rady, możesz zrezygnować w każdej chwili. Jestem i uszanuję każdą twoją decyzję” – tak po prostu.

Zobacz też: „Są łzy, ciągłe oczekiwanie, pogrzebane często nadzieje”. Niezwykle szczere i bolesne wyznanie o in vitro

Źródło:popsugar

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Medycyna chińska w leczeniu niepłodności – jakie metody stosują jej zwolennicy?

medycyna chińska w leczeniu niepłodności
W medycynie Chińskiej diagnostyka przebiega inaczej, niż w medycynie zachodniej – fot. Fotolia

Tradycyjna medycyna chińska opiera się na holistycznej diagnostyce, ziołolecznictwie, akupunkturze, odpowiedniej diecie i stylu życia. Wiedza medczyczna wschodu przetrwała tysiąclecia, czy europejczycy mogą znaleźć w niej dla siebie ratunek? Czy medycyna chińska może pomóc odzyskać płodność?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Chiński standard diagnostyczny

W medycynie Chińskiej diagnostyka przebiega inaczej, niż w medycynie zachodniej. W trakcie pierwszej wizyty lekarz przeprowadza bardzo dokładny wywiad dotyczący całokrztałtu funkcjonowania organizmu pacjenta, diety, wypróżnień, jakości i długości snu, ogólnego samopoczucia.  

Podczas badania lekarz medycyny chińskiej ogląda język pacjenta (to, jaką ma barwę, jaki nalot, odzwierciedla stan zdrowia), mierzy puls na obu przegubach (Chińska medycyna wyróżnia aż 50 rodzajów pulsu, znaczenie ma siła, szybkość, napięcie ściany naczynia, jego wypełnienie, jak rozkłada się przepływająca krew), sprawdza kondycję skóry i włosów pacjenta, stan paznokci.

Wszystkie te elementy pozwalają lekarzowi wyciągać wnioski na temat problemów zdrowotnych, w tym przyczyn niepłodności. Opiera się na założeniu, że na zewnątrz widoczne są przejawy tego, co dzieje się wewnątrz, wszyskie części ciała są ze sobą związane, problemy z jedym z organów wpływają na działanie i wygląd innych.

Zobacz też: 9 ziół na kobiece dolegliwości. Masz je w swojej kuchni?

Medycyna chińska w leczeniu niepłodności

Ziołolecznictwo jest fundamentem tradycyjnej medycyny Chińskiej. Mieszanki ziół Chińskich, oparte na różnych kombinacjach i proporcjach roślin wybieranych spośród około 1000 aunków wykorzystywancyh w Chińskiej medycynie, dobierane są indywidualnie do każdego przypadku. Część ziół wykorzystywanych przez medycynę Chińską została przeanalizwoana w zachodnich badaniach farmakologicznych.

Lekarze praktykujący tradycyjną medycynę Chińską utrzymują, że niektóre zioła mają zdolność redukowania nieprawidłowości chromosomalnych i poprawy jakości komórek rozrodczych męskich i żeńskich.

W zależności od konkretnego problemu, a którym borykają się dotknięte niepłodnością osoby, lekarz tradycyjnej Chińskiej medycyny zaleca odpowiednią dla danej osoby dietę. Wykluczając lub włączając określone pokarmy do jadłospisnu, można wzmacniać prawidłowe działanie poszczególnych organów i wpływać na kondycję całego organizmu.

Akupunktura

Akupunktura, według praktykujących ją osób, wzmacnia naturalną odpowiedź organizmu i prowokuje go do samoleczenia i dążenia do stabilizacji.

W tradycyjnej Chińskiej medycynie funkcjonuje pojęcie naturalnej energii, znanej jako Qi lub chi. Jej przepływ może przebiegać prawidłowo lub być zakłucany przez różne czynniki fizyczne i psychiczne. Ścieżki, którymi przemieszcza się energia w ciele nazywane są meridianami.

Meridiany tworzą złożoną i skomplikowaną sieć w ciele, łączą organy, charakteryzują ich wzajemne zależności. Każda osoba zaczynająca praktykowanie medycyny Chińskiej musi je poznać i zrozumieć.

Akupunktrura, w tej tradycji, jest działaniem, które ma przywrócić energię na jej właściwe tory. Poprzez stymulację punktów na ciele, akupunktura pomaga usuwać blokady, które pojawiły się w systemie meridian.

Dr Xiao-Ping Zhai

Dr Xiao-Ping Zhai to znana lekarka pracująca w tradycji medycyny Chińskiej, któej specjalnością jest leczenie niepłodności. Jej gabinet od 1996 roku działa w Londynie. Dr Zhai jest lekarzem po studiach medycznych w paradygmacie medycyny zachodniej, tradycyjna medycyna Chińska jest specjalizacją, którą zdobyła później, już po dyplomie.

Zgłaszają się do niej pary walczące z niepłodnością, w większości są to osoby, u których zdiagnozowano niepłodność idiopatyczną i nie znaleziono przyczyny niepowodzeń in vitro. Dr Zhai mówi, że dzieki niej przyszło na świat ponad tysiąc dzieci, zaś skuteczność proponowanej przez nią terapii wynosi 78%.

O jej działaniach BBC nakręciła film dokumentalny, w którym wypowiadają się także leczone przez nią pary. Więcej informacji znajdziecie tutaj.

Czy to działa?

Podobnie jak w przypadku metod alternatywnych, zdania są podzielone. Jedni zarzucają osobom takim, jak dr Zhai żerowanie na nieszczęściu i desperacji ludzi, inni twierdzą, że zawdzięczają jej życie i szczęście. Czy w sytuacji, kiedy zachodnia medycyna zawodzi powinniśmy się poddać i pogodzić z bezdzietnością, czy powinniśmy szukać dalej, w innych tradycjach? Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Każda osoba musi samodzielnie roztrzygnąć, co jest dla niej najlepsze.

E-wydanie Magazynu Chcemy Być Rodzicami znajdziesz tutaj. 

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Dzieci premiera Morawieckiego na okładce „SE” i wiadomość o tym, że są adoptowane – kto aż tak przekroczył granice?!

Fot. Flickr Kancelaria Premiera, Public domain / okładka "Super Expressu" || * Twarze dzieci zamazała redakcja.

W ostatnich dniach przetoczyła się przez media dyskusja, czy okładka „Super Expressu” przedstawiająca premiera Morawieckiego z rodziną, była przekroczeniem granic przez gazetę, czy jednak „ustawką”. Co najbardziej uderzające, okładka pokazała małych bohaterów tej historii bez ukrytych twarzy i z wielkim napisem: „Morawiecki adoptował dwoje dzieci”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Po publikacji zawrzało. Początkowo niemalże wszyscy dziennikarze, niezależnie od swoich upodobań politycznych, stanęli po stronie premiera. „SE” został solidnie skrytykowany, jako prasa wchodząca w zbyt intymne szczegóły życia polityka oraz co najważniejsze, potencjalnie szkodliwa dla jego dzieci. Pojawiały się nawet głosy, że do tej pory nie wiedziały one o tym, iż są adoptowane. Na szczęście szybko wątpliwości w tej sprawie zostały rozwiane – dzieci miały tego świadomość.

Wielki, trudny znak zapytania

Szybko jednak pojawiły się wątpliwości, czy oby na pewno nie była to tzw. ustawka z tabloidem. Czy w okresie przedwyborczym nie zostało to wykorzystane do kreowania wizerunku człowieka rodzinnego, dobrego, tworzącego dom potrzebującym dzieciom. Co więcej, czy nie jest to też forma zdyskredytowania książki, która ma ukazać się pod koniec maja i będzie opisywała wiele, zapewne niełatwych dla premiera kwestii – „Delfin. Mateusz Morawiecki” Piotra Gajdzińskiego i Jakuba N. Gajdzińskiego (swoją drogą, ona także budzi wiele wątpliwości w zakresie etyki, bowiem pierwszy z wymienionych tu autorów był kiedyś podwładnym premiera).

Wielu dziennikarzy głośno mówi, iż prawdopodobnie fakt adopcji stał się jedną z politycznych zagrywek. Wskazywać może na to chociażby dość „lekkie” przyjęcie sprawy przez szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Michała Dworczyka. Początkowo okazywał on oburzenie, a później sam udzielił wywiadu „SE”. Czy gdyby rzeczywiście tak rażące wkroczenie w prywatność premiera było zaskoczeniem dla jego otoczenia politycznego, to nie skończyłoby się to po prostu sądem i rozmowami za pośrednictwem prawników?

Co więcej, jak wskazuje dziennikarka z wieloletnim doświadczeniem (robi to anonimowo), redakcja raczej nie narażałaby się w kwestii publikacji twarzy dzieci, gdyby nie była spokojna o dalszy ciąg sprawy: „Są tu dwie możliwości: albo w redakcji pracują same tumany, w co osobiście nie wierzę, albo redakcja dobrze wiedziała, że nie musi obawiać się pozwu na grube pieniądze” – mówi w rozmowie z naTemat.

Opinie dziennikarzy, źródło – Twitter:

* Twarze dzieci zamazała redakcja, nie będziemy pokazywać ich na naszym portalu.

Koniec końców

Wątpliwości jest w tej sprawie znacznie więcej. Co jednak budzi największe oburzenie – niezależnie już od faktu, kto stał za publikacją zdjęć – to niewątpliwie wykorzystanie dzieci. Zarówno w przypadku, gdyby było to niezależnie działanie „SE”, jak i zupełnie pozbawiona wyobraźni emocjonalnej ustawka, to niestety podjęli się jej dorośli ludzie. Ludzie, którzy przynajmniej teoretycznie powinni móc przewidzieć konsekwencje. Sęk w tym, że owe ewentualne konsekwencje poniosą przede wszystkim dzieci.

Czy naprawdę tak trudno jest wyobrazić sobie, jak ogromny wpływ ma na życie człowieka fakt, iż jest adoptowany? Z iloma traumami może się to wiązać? Z iloma relacjami do przepracowania? Że może jest to coś, czym dzieci nie chciałyby się nigdy dzielić, a teraz de facto nie mają już szansy o tym zdecydować?

Być może w tym przypadku okaże się, że nie odbije się to negatywnie na najmłodszych bohaterach tej historii – oby. Decydując się jednak na takie publikacje, lepiej chyba założyć „najgorsze” i prewencyjnie powstrzymać się przed tymi kilkoma zdjęciami i słowami. Znakomicie sprawdza się tu zdanie Tocqueville’a: „Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka” – wolność dzieci niewątpliwie została w tym wypadku naruszona.

Zobacz też: „Adopcja? Przykro mi, nie wygląda to tak jak na filmach” – mocne słowa, które zderzają wyobrażenie z rzeczywistością

Źródła: wirtualnemedia / naTemat

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.