Przejdź do treści

„Ma tendencje, żeby wyczyścić lodówkę”. Jedzenie – wróg, czy przyjaciel naszej psychiki?

Jemy przede wszystkim po to, żeby żyć. Wiadomo, że z głodu po pewnym czasie można umrzeć. Jedzenie jest też rytuałem, który łączy ludzi. Wspólne wyjścia, spotkania – oficjalne, towarzyskie i całkiem osobiste – często odbywają się przy posiłku. Jedzenie jest nietrudnym do osiągnięcia, łatwo dostępnym źródłem przyjemności. Ale wokół jedzenia jest też dużo napięcia. Jeśli chcemy się mniej lub bardziej świadomie ukarać, odmawiamy sobie jedzenia. Jeśli chcemy się nagrodzić – jemy. Jeśli chcemy komuś zrobić przyjemność, pokazać jak nam na nim zależy, jeśli chcemy mu poprawić humor, jednym z lepszych i najłatwiejszych sposobów jest przygotowanie dobrego posiłku.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Karmiące mamy

Jedną z najważniejszych kwestii, jakie zajmują umysł młodej matki jest sposób, w jaki będzie karmić swoje dziecko. Standardy światowe mówią, że najlepsza jest pierś, a dziecko powinno być karmione „na żądanie”. Powinno więc jeść tyle i tak często jak chce. Tak też większość matek robi, niezależnie od tego, czy karmią piersią, czy butelką.

Kiedy jednak dziecko idzie do przedszkola, a często nawet wcześniej, traci kontrolę nad tym, co i ile je. Pojawia się oczekiwanie, ze będzie w całości zjadało to, co znajdzie na talerzu. Być może potrzeba, żeby dzieci zjadały wszystko, wiąże się z doświadczeniem wcześniejszych pokoleń, które jakiejś formy głodu i niedostatku doświadczyły. Z drugiej jednak strony, nie sposób nie zauważyć, że jest to wyraz kontroli nad drugą osobą.

Jedzenie nie jest więc tylko czynnością fizjologiczną utrzymującą nas przy życiu. Tym samym zbyt restrykcyjne trzymanie wagi, przesadnie zdrowe odżywianie się, czy wreszcie otyłość nie są tylko problemem medycznym czy społecznym. To, jak i dlaczego jemy jest silnie umiejscowione w naszej psychice.

Otyłość

Często można usłyszeć, że ktoś „zajada” smutki. Wiele kobiet niemających większych kłopotów w utrzymaniu prawidłowej wagi ciała, kiedy ma gorszy dzień, sięga na przykład po czekoladę. Jednak zdarzają się też sytuacje, kiedy jedzenie jest jedynym dostępnym sposobem na przywrócenie kontroli i poradzenie sobie z zalewającym lękiem.

Basia jest matką trojga dzieci. Ma czterdzieści lat, męża, pracę i trzydzieści kilogramów nadwagi, z którą walczy przez większość życia. Zawsze była większa, ale otyłość stała się częścią jej codzienności po pierwszej ciąży. Odchudza się regularnie, skutecznie i niestety krótkotrwale. Wkłada wiele wysiłku i zaangażowania w to, żeby zrzucić kilogramy. Kiedy więc się to nie udaje lub szybko wraca do dawnej wagi, wpada w depresję. Basia wie, że je za dużo i niezdrowo. Zdaje sobie sprawę, że w jej diecie jest zdecydowanie zbyt dużo słodyczy, że ma tendencje, żeby „wyczyścić lodówkę”, kiedy dziecko jest nie do opanowania, albo czuje się źle traktowana w pracy. Niezmiennie ma jednak nadzieję, ze siłą woli i konsekwencją uda się jej opanować błędne nawyki.

Problem z otyłością polega między innymi na tym, czym dla osób na nią cierpiących, jest sam akt jedzenia. Spożywanie posiłku, karmienie (również siebie) jest działaniem. A działanie daje poczucie kontroli. Pomaga poradzić sobie z frustracją, brakiem, stratą, samotnością, zmniejsza poczucie winy. Może wreszcie być wyrazem rebelii wobec innych osób. W przypadku poważnych nadużyć dzieci tyją w nadziei, że dzięki temu przestaną być atrakcyjne dla dorosłego.

Basia wychowywała się w domu pozbawionym ciepła. Rodzice byli zajęci pracą i niewiele czasu pozostawało dla dziecka. Jedzenie pozwalało zapomnieć o samotności, rosnącym poczuciu izolacji, lęku i niepokoju. Działając, nie trzeba było czuć. Dlatego też odchudzanie jest tak trudne. Jeśli Basia naprawdę byłaby gotowa, żeby schudnąć, musiałaby przestać jeść, a to z kolei konfrontowałoby ją z uczuciami, przed którymi udawało się jej uciekać dzięki jedzeniu.

Kompulsywne jedzenie

Zwyczajowo, kiedy myślimy o zaburzeniach odżywiania na myśl przychodzą wychudłe młode kobiety cierpiące na anoreksję lub bulimię. Tymczasem coraz częściej zaburzeniem jest jedzenie kompulsywne, czyli napady niekontrolowanego obżarstwa. Wielu terapeutów widzi w kompulsywnym jedzeniu te same mechanizmy, co w uzależnieniach.  Osoby cierpiące z powodu tego zaburzenia nie mają kontroli nad tym, co, kiedy i w jakich ilościach jedzą. Jedzenie staje się sposobem na rozwiązywanie trudności. Skutkiem jest otyłość, czasami poważna. Ale już sam fakt, że sięgamy po jedzenie w każdej trudnej emocjonalnie sytuacji może niepokoić.

Ciało i seksualność

To, jak i ile jemy w bezpośredni sposób wiąże się z obrazem ciała, z zadowoleniem z własnego wyglądu lub poczuciem wstydu, zażenowania i niechęcią. Jeśli kobieta nieustannie skupia się na tym, czy ma płaski brzuch, nie ma możliwości cieszyć się intymną relacją. Jeśli czuje się gruba i nieatrakcyjna, często nie będzie miała ochoty wchodzić w bliską relację związaną z koniecznością pokazywania swojego niekochanego ciała. Wymagania, jakie współczesna kultura i społeczeństwo stawiają kobietom, są nie do uniesienia i często przekładają się na niską satysfakcję z życia seksualnego.

Jemy, ponieważ musimy. Jemy, ponieważ jest to czynność przyjemna i sycąca. Jemy, żeby żyć – fizycznie i psychicznie. Jedzenie jest czynnością zastępczą wobec przeżywania emocji, może też chronić przed byciem ofiarą. To, co wybieramy jako pokarm dla naszych ciał pokazuje, jak się traktujemy. Czy jesteśmy dla siebie wrażliwi i wyrozumiali, czy potrafimy dostarczyć sobie tego, co wartościowe. Czy może raczej traktujemy ciało jak śmietnik, naszą prywatną oczyszczalnię ścieków.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami