Przejdź do treści

Ludzie zarzucali jej, że nie wygląda na chorą. „Wzięłam kredkę i napisałam na czole >>ENDOMETRIOZA<<"

"Wzięłam kredkę, napisałam na czole - dosłownie „ENDOMETRIOZA” i wrzuciłam zdjęcie. To miał być sarkastyczny przekaz, irracjonalny i absurdalny - tak samo jak zarzuty kierowane w moją stronę" – fot. Żona z ADHD

W sieci od niedawna możemy obserwować akcję #chorobyniewidac. Biorą w niej udział przede wszystkim kobiety chorujące na endometriozę.

O tym, skąd wziął się pomysł na tę akcję i jaki jest jej cel rozmawiamy z inicjatorką przedsięwzięcia – Anną Suchecką, autorką bloga Żona z ADHD

Co kryje się pod hasztagiem #chorobyniewidac?

Pod hasztagiem #chorobyniewidac kryje się zjawisko, problem, który dotyczy wszystkich osób chorujących na choroby niewidoczne gołym okiem. Skala problemu jest porażająca, chorujemy latami, cierpimy fizycznie, psychicznie, a jesteśmy postrzegane przez pryzmat naszego wyglądu. 

W społeczeństwie panuje przekonanie, że ładna, zadbana kobieta to znaczy zdrowa kobieta. W związku z powyższym nagminnie i notorycznie spotykamy się z tym, że nasze otoczenie – to bliższe i dalsze – postrzega nas przez pryzmat wyglądu i zwyczajnie nie wierzy, że chorujemy. Jesteśmy postrzegane jak hipochondryczki, histeryczki, cierpiętnice, męczennice, jak ludzie, którzy szukają i wymyślają choroby.

Co było impulsem do zainicjowania tej akcji?

Impulsem do stworzenia akcji były kolejne zarzuty pod moim adresem, że nie wyglądam na chorą. Spotyka mnie to od wielu lat. Notorycznie słyszę, że oszukuję ludzi dookoła, że to niemożliwe, abym chorowała, bo przecież chodzę na dwóch nogach i ładnie, dobrze wyglądam. 

Kiedy ostatnio znowu zostałam zaatakowana, pomyślałam: „To co? Mam chodzić z wypisaną chorobą na twarzy?” 

Wzięłam kredkę, napisałam na czole – dosłownie „ENDOMETRIOZA” i wrzuciłam zdjęcie. To miał być sarkastyczny przekaz, irracjonalny i absurdalny – tak samo jak zarzuty kierowane w moją stronę. Przecież to jest oczywiste, że nikt nie będzie chodził po ulicy z banerami zawieszonymi na szyi i nie będzie udowadniał całemu światu, że choruje. 

Kiedy ogłosiłam akcję, okazało się, że ten problem jest ogromny. Dostałam mnóstwo wiadomości, zdjęć od dziewczyn, których również to dotyka. Wyszło na jaw, że nie jestem w tym odosobniona, a problem jest na skalę społeczną. 

Przez pryzmat dobrego wyglądu ocenia nas rodzina, współpracownicy, ale także personel medyczny i inne chorujące osoby. Nie wierzą nam także lekarze, do których zwracamy się o pomoc, a niektóre chorujące osoby licytują się z nami, że przez nasz wygląd to niemożliwe, abyśmy także chorowały.

Jak wygląda życie kobiety chorującej na endometriozę?

To zależy. Przede wszystkim każda kobieta choruje inaczej, na swój indywidualny sposób. Wynika to z tego, że każda z nas jest inna i u każdej choroba przebiega również indywidualnie. Jednak w zdecydowanej większości jest to przede wszystkim ból. Ten ból jest trudny do zmierzenia i porównania do czegokolwiek – ja to opisywałam tak, jakby ktoś wbijał mi na żywca nóż w brzuch i chlastał, wykręcał nim na wszystkie strony. 

Życie kobiety chorującej na endometriozę jest też przede wszystkim trudne, a czasami wyjątkowo ciężkie. Endometrioza potrafi człowieka wykańczać fizycznie, ale także psychiczne i duchowo. To bardzo obciążająca choroba – zwłaszcza, gdy towarzyszy jej ogrom bólu i cierpienia. 

Czy mogłabyś opisać swoje najboleśniejsze doświadczenie związane z endometriozą?

Pięć lat niepłodności wtórnej, ból, którego źródło ciężko było zdiagnozować i brak zrozumienia. Równie trudne było znalezienie odpowiedniego lekarza, który respektowałby moje decyzje odnośnie leczenia, a jednocześnie potrafiłby zoperować tak, abym miała jeszcze kiedykolwiek szansę na macierzyństwo.

Słyszałam, że w Twoim życiu szykują się rewolucyjne zmiany. Czy mogłabyś uchylić rąbka tajemnicy czytelniczkom CHBR? 

To prawda. Po ośmiu miesiącach od udanej operacji endometriozy w Dortmundzie, ponad trzech latach stosowania złożonego leczenia holistycznego oraz po pięciu latach od stwierdzonej niepłodności wtórnej – zaszłam naturalnie, bez wspomagania w ciążę

Ale to jeszcze nie wszystko! Po tych wszystkich operacjach i spustoszeniu, jakie endometrioza wyrządziła w moim organizmie oraz po utracie jednego jajowodu – noszę w sobie bliźnięta. Jest to tym bardziej fenomenem, że w mojej rodzinie ciąże mnogie praktycznie nie występowały. 

Najbardziej zaskakujące w tym wszystkim jest to, że ja zaszłam w ciążę w momencie, kiedy ułożyłam sobie życie pod kątem: „nie będę miała więcej dzieci”. Nie starałam się o ciążę. Jednak życie potrafi zaskakiwać, a ja teraz, będąc w ciąży, zdałam sobie sprawę, że lecząc endometriozę nieświadomie dążyłam do tego, aby jeszcze raz doświadczyć CUDU macierzyństwa.

Więcej o akcji #chorobyniewidac możecie przeczytać na fanpage’u Żona z ADHD.

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!
Autor

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.