fbpx
Przejdź do treści

Lily Allen po raz pierwszy tak o stracie dziecka. Wokalistce obrywa się za szczerość

lily allen poronienie

Brytyjska artystka, szczęśliwa mama dwójki dzieci, słynie z ciętego języka. Z jednej strony poświęca się życiu rodzinnemu, z drugiej przypomina o swoim istnieniu rzeszy fanów. Ostatnio wyznała im porażającą prawdę o śmierci syna w 6. miesiącu ciąży.

Choć tragiczne wydarzenie miało miejsce 7 lat temu, Allen ciągle je przeżywa. Straciła jedno z pociech zanim zdążyła nacieszyć się jego obecnością. W szóstym miesiącu ciąży serce chłopca przestawało bić z „naturalnych przyczyn”, organizm wywołał „raptowną akcję porodową”. Dwa lata wcześniej wokalistkę spotkała podobna sytuacja. Poroniła w trzecim miesiącu, a następnie trafiła pod opiekę specjalistów, wspierających ją w walce z depresją.

Kilka dni temu Allen za pośrednictwem Twittera uświadamiała internautów, czym jest depresja poporodowa i w jaki sposób szpitale traktują cierpiących na problemy psychiczne. Obserwatorzy piosenkarki dowiedzieli się, że to przez stratę drugiego dziecka znów musiała się leczyć – tym razem w klinice psychiatrycznej. W jednym z twittów napisała wprost, że nie jest w pełni zdrowa – ma zaburzenia afektywne dwubiegunowe, depresję i zespół stresu pourazowego.Czy to sprawia, że moja opinia się liczy?” – spytała fanów i hejterów.

Potem nastąpiło to wyznanie. „Leżałam na szpitalnym łóżku z częściowo wystającym z mojego ciała martwym synem między nogami przez 10 godzin! Po tym doświadczeniu piłam i chciałam się zniszczyć. Nieustannie o tym pamiętam” – można było przeczytać. W komentarzach pojawiły się zarzuty, że Allen kłamie, na co odpowiedziała: „Byłam tam, wy nie”. „Nie poroniłam. Rodziłam, mój syn zmarł, bo pępowina owinęła się wokół jego szyi” – dodała już później.

Internetowi trolle nie przestali jednak atakować. Najgorszym był chyba komentarz, w którym anonimowy internauta stwierdził, że „dziecko wiedziało, że czeka na niego beznadziejna matka i podjęło odpowiednią decyzję”. Co na to artystka? „Moja tablica jest pełna obrzydliwego, seksistowskiego, mizoginistycznego g**na. Serio, to nowe standardy. Nie jestem masochistką” – napisała. Jej kontem na Twitterze zajmuje się teraz niejaki Dennis, który z miejsca zaznaczył, że będzie odpowiadać wyłącznie gifami, a każdy hejterski komentarz zablokuje. My proponujemy wysyłać im linka do piosenki Allen – „F**k you”.

Przypominamy też historię szkockiej premierki, która też szczerze opowiedziała o swoim poronieniu [TUTAJ]

Źródło: mirror.co.uk

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl