fbpx
Przejdź do treści

Po operacji jajnika lekarze zaszyli w jej ciele chustę. Od siedmiu lat nie wskazano winnych

lekarze zaszyli chustę

Na początku 2011 r. mieszkanka Sosnowca zgłosiła się do katowickiego Szpitala Zakonu Bonifratrów na zaplanowaną operację usunięcia torbieli w prawym jajniku. Wkrótce po powrocie ze szpitala pojawił się u niej silny ból. Okazało się, że przyczyną złego samopoczucia jest pozostawiona w jej ciele chusta. Choć postępowanie w tej sprawie trwa już siedem lat, wciąż nie udało się wskazać winnych.

Przypomnijmy, że gdy p. Dorota zgłosiła się z bólem do pobliskiego szpitala w Sosnowcu, lekarze wykryli, że w jej ciele rozwinął się wielki ropień. Zdecydowali wówczas o szybkiej operacji, podczas której znaleźli szpitalną chustę. O tym odkryciu sosnowiecki szpital powiadomił prokuraturę. Osobno p. Dorota złożyła w sądzie pozew z powództwa cywilnego. Za ból i narażenie życia oczekiwała zadośćuczynienia w kwocie 200 tys. zł.

Kto jest winny zaszycia chusty?

Od rozpoczęcia procesu minęło już siedem lat, ale wciąż nie udało się go rozstrzygnąć. Chociaż przed sądem zeznawali m.in. lekarz i pielęgniarka uczestniczący w operacji, podczas której wykryto chustę, ich szczegółowy opis nie wystarczył, by orzec o winie.

Przedstawiciele Szpitala Zakonu Bonifratrów utrzymują, że chusta została zaszyta po innym zabiegu, który odbył się przed wycięciem torbieli. Pani Dorota ostatnią operację miała jednak dziewięć lat wcześniej. W ocenie patologa, chusta nie mogła zostać pozostawiona w tamtym czasie – pacjentka nie miałaby bowiem szans na przeżycie z nią tylu lat.

Dodatkowym dowodem w sprawie jest dokumentacja medyczna z okresu, gdy p. Dorota starała się o dziecko metodą in vitro. Zgodnie z wynikami badań wykonanych na potrzeby tej procedury, w ciele pacjentki nie było żadnego ciała obcego. Czemu więc do tej pory nie udało się ustalić winnych zaszycia chusty? Jak czytamy w Gazecie Wyborczej, zabezpieczony po operacji materiał został już zniszczony. A ponieważ każda szpitalna chusta zawiera odpowiednie oznaczenie, nie można teraz stwierdzić, czy rzeczywiście pochodziła ze szpitala w Katowicach.

Lekarz odpiera zarzuty, prokuratura zleca kolejne ekspertyzy

Aneta Paciorek, dyrektorka Prokuratury Rejonowej Katowice-Zachód, podkreśla, że postępowanie toczy się obecnie przeciwko osobie, która przeprowadzała zabieg, a nie w celu wyjaśnienia sprawy. Po analizie danych, które zgromadził biegły, lekarzowi postawiono zarzut narażenia życia i zdrowia pacjentki. Medyk jednak zarzuty odpiera, a do opinii biegłego skierował 80 pytań. Tłumaczy też, że powodem złego stanu zdrowia kobiety były inne choroby i dolegliwości, niezależne od zajścia. Wyjaśnienia te zbadają teraz eksperci Zakładu Medycyny Sądowej w Białymstoku.

– Wiem, że postępowanie trwa już siedem lat, ale w tej sprawie musimy opierać się na ekspertyzach. Ośrodków biegłych, którzy takimi sprawami się zajmują, nie jest wiele. Są kolejki, trzeba czekać. Ostatnie zapewnienia z Białegostoku są takie, że biegli ustosunkują się do wyjaśnień lekarza do końca lutego – wyjaśnia Aneta Paciorek.

Aby przyspieszyć rozstrzygnięcia procesowe, adwokaci pacjentki złożyli  wniosek o zawieszenie postępowania cywilnego do czasu zakończenia postępowania karnego.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Najnowsze artykuły