Przejdź do treści

Lekarze nie potrafili – student zdiagnozował niezwykle rzadką chorobę: „Mało kto myśli, że coś takiego może się zdarzyć”!

Nie po raz pierwszy piszemy o młodych, zdolnych lekarzach – a jest o czym pisać, bo potencjał w polskich studentach jest ogromny. Mateusz to najlepszy na to przykład. Wiedza, ciekawość i upór pozwoliły mu postawić prawidłową diagnozę bardzo rzadkiej choroby. Wcześniej pacjentkę badała cała masa doświadczonych lekarzy. Jak to się stało, że to właśnie student odkrył u niej endometriozę jamy opłucnowej i czym właściwie owa choroba jest? Oto historia, która nie pozostawia złudzeń – nasze zdrowie będzie w dobrych rękach!

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak to się dzieje, że polskiego studenta medycyny publikują międzynarodowe czasopisma?

Mateusz: Na razie jesteśmy jeszcze w trakcie rozmów, ponieważ czasopismo życzy sobie dość dużo pieniędzy za publikację. Prawdopodobnie będziemy musieli wycofać nasz artykuł i próbować w innym czasopiśmie.

Zacznijmy jednak od początku.

Koleżanka, która również studiuje medycynę, opowiedziała o swojej mamie. Kilka lat temu miała ona duszności. Zdarzało się, że jeździła z nimi do szpitala, a tam wdrażane były różne formy leczenia. Zazwyczaj zaczynano od objawowego np. tlenoterapii. Zrobione było też zdjęcie, które wykazało opadnięte płuco. Oznaczało to, że pojawił się w nim jakiś gaz, a rozprężone płuco po prostu mogło efektywnie pracować. Wciąż nie wiadomo było jednak, dlaczego tak się działo. Najpierw próbowano uspokajać kobietę lekami. W końcu incydenty pojawiały się co miesiąc. Kobieta została zakwalifikowana do zabiegu wideotorakoskopii. Wprowadzono kamerę do klatki piersiowej. Tak naprawdę było to jednak działanie „zwiadowcze”.

Rozumiem, że odbyło się to na zasadzie: „nie wiadomo czego szukamy”?

Dokładnie, było to swego rodzaju sprawdzenie. Pobrali też wtedy wycinek płuca, co było bardzo dobrym posunięciem. Później wykonali zabieg przyczepienia płuca do ściany klatki piersiowej, co objawowo załatwiało leczenie. Po takim przyczepieniu, płuco nie będzie się już zapadać. Wciąż jednak nie była znana przyczyna.

Pobrany wycinek przekazano więc na badanie patomorfologiczne. Zrobiono jednak tylko podstawowe badania, które nic nie wykazały. Kobieta szczęśliwa wyszła więc ze szpitala – płuco już jej nie spadało, a wyniki były w porządku. Postawioną diagnozą były samoistne nawracające odmy jamy opłucnowej. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że to nie jest diagnoza prawdziwa. Po rozmowie z koleżanką zacząłem dopytywać, jak ona się urodziła, jak urodziła się jej siostra. Okazało się, że obie urodziły się poprzez cesarskie cięcie. Zapytałem też, czy jej mama ma endometriozę – ma.

Stwierdziliśmy wtedy, że sprawdzimy pobrany wcześniej wycinek płuca. Pojechałem więc do Warszawy wraz ze wszystkimi dokumentami od mamy mojej koleżanki, że zgadza się na pożyczenie materiału do celów naukowych. Poprosiłem o materiał, a obecna tam pani oczywiście zapytała po co mi to. Odparłem, że podejrzewam endometriozę jamy opłucnowej. „Nie będzie tam endometriozy, bo mieliśmy już badania. Po co będzie pan przyjeżdżał z Katowic do Warszawy po coś takiego?” – usłyszałem. Rzecz jasna pojechałem, zabrałem wycinek i szukałem lekarza, który zrobi mi dodatkowe badania. Chodziło o immunohistochemię. Jest to badanie, w którym wykorzystuje się przeciwciała. Są one swoiste do pewnych antygenów w komórkach. Badania te są drogie i nierefundowane, więc trzeba było wyłożyć na nie pieniądze.

Jaki jest to koszt?

Myślę, że mniej niż tysiąc złotych. Nikt nie chciał mi w tym jednak pomóc. Byłem na ginekologii, chodziłem do patomorfologów, w międzyczasie byłem też na konferencji ginekologicznej. Jeden z lekarzy mówił tam właśnie o endometriozie jamy opłucnowej. Podszedłem do niego i opowiedziałem o swoich przypuszczeniach. Powiedział, że na moim uniwersytecie jest pani doktor, która może mi pomóc. Poszedłem do niej, ale też odesłała mnie dalej.

Rozumiem, że całe te poszukiwania trwały już wtedy dość długo?

Trwało to prawie rok, podczas którego uparcie szukałem wsparcia. W końcu jeden z naszych patomorfologów powiedział, że mogą zrobić mi badanie podstawowe. Czyli to samo, które było już wykonane w szpitalu. Powiedziano mi, że jeżeli rzeczywiście coś tam będzie, zrobimy immunohistochemię. Oczywiście okazało się, że nic tam nie ma. Nie byłem tym jednak zdziwiony, skoro poprzednie badania wyszły podobnie.

Na jakiś czas zostawiłem to wszystko, ale w pewnym momencie stwierdziłem: „Nie, muszę to dokończyć”. Poszedłem więc do szefa zakładu patomorfologii. Powiedział, że wydaje mu się, że to nie będzie to, ale żebym już więcej nie przychodził, wykona mi badanie. Trwało to tylko tydzień.

Kiedy przyszedłem usłyszałem: „Tak jak panu mówiłem, tam nic nie ma”. Byłem zwiedziony, ale zapytałem czy mogę dostać szkiełka z powrotem, bo chciałem przejrzeć je jeszcze raz sam. Poszedłem do sali obok, gdzie były mikroskopy. Oglądając je, widziałem jakieś zmiany pyliczne. Chociaż gdzieniegdzie był też rozproszone dodatnio zabarwione komórki. Nie przemawia to jednak od razu za moją diagnozą. W końcu znalazłem jednak całą gromadę takich komórek. Trochę nieśmiało zrobiłem zdjęcia ipadem, co musiało wyglądać naprawdę przekomicznie. Wielki ipad, malutka kamerka, a ja to wszystko przykładam do okularu mikroskopu. Jakościowo zdjęcie było beznadziejne, nie byłem też pewny czy rzeczywiście mam rację.

Poszedłem więc do docenta i powiedziałem, że znalazłem komórki, które są „dziwnie” zabarwione. Pokazałem przy tym zrobione wcześniej zdjęcie. Kiedy je zobaczył nic nie powiedział tylko poszedł do mikroskopu. Sprawdził i spod okularu, z wymownym wzrokiem powiedział: „Gratuluję, miał pan rację”.

Co zadziało się dalej?

Zaczęła się procedura obfotografowywania preparatów, ponieważ endometrioza jamy opłucnowej jest dość rzadka. W takich przypadkach endometrium musi wyjść z macicy, przewędrować przez jamę brzuszną, przez przeponę, aż do klatki piersiowej. Mało kto myśli, że coś takiego może się zdarzyć. Mnie zastanowiła jednak comiesięczna częstotliwość napadów odmy. Powinno dać to do myślenia, bowiem są to tzw. odmy katamenalne. Oznacza to, że występują dokładnie w dniu miesiączki. Tkanka gruczołowa w klatce piersiowej też krwawiła i powodowała zapadnięcie klatki piersiowej.

Jak wygląda zatem kwestia leczenia, czy jest jakaś dalsza droga terapii?

Kobieta odmy już nie ma, ponieważ płuco zostało przyczepione do szczytu. Objawowo jest więc wyleczona. Ważny jest sam fakt prawidłowo postawionej diagnozy. Wcześniej natomiast można byłoby leczyć ją jak w typowej endometriozie, np. hormonalnie. W sumie tak też było. Pacjentka była nawet przez 3 miesiące wprowadzona w stan sztucznej menopauzy. Okazało się, że nagle w tym czasie odmy ustały. Nikt nie powiązał tego, że kiedy jest menopauza – endometrium jest nieczynne – objawy opłucnowe ustają.

To niesamowite jak w ciele wszystko jest połączone.

Dokładnie. Jest to bardzo ciekawy przypadek, bo można pokazać na nim kilka ważnych spraw, które mogą przydać się wszystkim. Po pierwsze, rozwiązywanie ciąży przez cięcie cesarskiej jest czymś nienaturalnym.

Są bliskie, jak i odległe powikłania takiego zabiegu. Bliskie to krwawienia, powikłania związane ze znieczuleniem, także powikłania dla dziecka. Zaś odległe mogą pojawić się po 24 latach, bo tyle też mamy, gdzie kobieta co miesiąc się dusi. Wydaje mi się, że jeżeli jest możliwość uniknięcia zabiegu operacyjnego, powinno się unikać cesarek. Po drugie, zobaczyłem jak ciężko jest prosić o pomoc i tę pomoc znaleźć.

Odbijałeś się wiele razy od ściany.

Kiedy za czwartym razem idę do kogoś i proszę o pomoc, to jest mi już po prostu głupio. Co więcej, jest mało osób, które chcą zaufać młodym osobom. Pojawia mi się tutaj przykład z filmu „Bogowie”. Młody profesor Religa był szalony, może nie miał na początku zbyt wiele wiedzy, eksperymentował na świniach, ale miał potencjał. Połączył się przy tym z profesorem, który go nakierował. Zestawienie młodzieńczego pierwiastka szaleństwa, burzy mózgów, potencjału i siły, ze statecznością, wiedzą i doświadczeniem – to może dać prawdziwy sukces.

A czy dla twojej pracy naukowej widzisz w tym jakąś szansę?

Bardzo się cieszę, że mama mojej koleżanki ma prawidłowo postawioną diagnozę. Na pewno będzie to dla mnie nauka na przyszłość i jeżeli kiedykolwiek będę doktorem, docentem, czy nawet zwykłym lekarzem, zawsze będę zwracał uwagę na młodych. Już wiem, jak ciężko jest pójść do kogoś starszego i prosić o pomoc. Zawsze będę otwarty na różne spostrzeżenia i ważne będzie dla mnie zdanie młodych.

Zastanawiam się jeszcze, czy z punktu widzenia pacjenta, postawienie takiej diagnozy było w ogóle realne. Czy ktoś byłby w stanie o to zadbać, czy  może służba zdrowia jest zorganizowana w taki sposób, że nie było raczej na to szansy?

Wydaje mi się, że problemem są obostrzenia dotyczące tego, jakie procedury są finansowane. Dodatkowo trzeba mieć doświadczenie, a jest to  niewątpliwie przypadek multidyscyplinarny – ginekolog musi współpracować z pulmonologiem. Musi być też pełna dokumentacja, co jest problemem całej struktury służby zdrowia w Polsce. Lekarz  dostaje tylko historię choroby, którą przedstawia mu sam pacjent. Nie ma dostępu do całości, co ułatwiałoby jej dokładne prześledzenie.

Myślę, że twoje doświadczenie daje wiele inspiracji na przyszłość i to co podkreśliłeś – wnioski, jak powszechny jest brak wiary w młodych ludzi. Szybko zapominamy, że „może nam się chcieć”.

Dokładnie tak jest. Stykałem się z tym na każdym etapie poszukiwania pomocy. Wiem, że każdy jest zapracowany, ale trzeba holistycznie do tego podejść. Holistycznie zarówno do pomocy młodym lekarzom, jak i holistycznie do pacjenta. Nie można stosować żadnej „spychologii”. Niestety często się to zdarza w świecie, w którym lekarze podstawowej opieki nie mają na nic czasu.

15 minut na pacjenta to rzeczywiście niewiele.

Zdecydowanie. Z tego co obserwuję, do tego jest nieraz jeszcze tyle „papierologii”, że nie ma nawet kiedy przyłożyć do pacjenta słuchawki. To nie powinno iść w tym kierunku.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

4 przepisy na wsparcie płodności jesienią od dietetyka

Fot. Pixabay

Jesienne propozycje na dania wspierające płodność – poleca Magdalena Czyrynda-Koleda
dietetyk, specjalista ds. żywienia w Centrum Płodności Fertimedica.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak jesienią zadbać o swoją dietę płodności, kiedy sezon na na tętniące kolorami owoce i warzywa właśnie się zakończył? Dietetyk podpowiada, by wykorzystać w tym czasie sezon na dynię, lub wiecznie obecne w sklepach bakłażany, jak również suszone pomidory. Magdalena Czyrynda-Koleda proponuje dziś przepisy na przepyszne i proste dania: kaszotto z dyną i kurkami, pstrąg pieczony z dynia i marchewką, pasta z bakłażana i suszonych pomidorów oraz zupa krem z pieczonej papryki.

1. Pasta z bakłażana i suszonych pomidorów (2 porcje)

Składniki:
– 1 duży bakłażan
– 7-8 połówek suszonych pomidorów (około 40g)
– łyżeczka czarnuszki
– łyżeczka sezamu
– łyżka posiekanej natki pietruszki lub kolendry
– 2 ząbki czosnku
– 4 łyżki oliwy z oliwek
– sól, pieprz cytrynowy, bazylia, oregano, słodka papryka

Przygotowanie:
Bakłażana wymyć i osuszyć. Następnie pokroić na 1,5 centymetrowe plasterki. Plastry ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Bakłażana piec przez 30-40 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni. Gdy ostygną zdjąć skórkę. Do miski wrzucić upieczone kawałki bakłażana, suszone pomidory, wyciśnięty czosnek, oliwę, sól, pieprz i zioła. Całość zblendować na gładką masę. Gdy będzie gotowa, dodać czarnuszkę i posiekaną natkę pietruszki lub kolendrę i delikatnie wymieszać. Śniadanie stanowią 2 kromki chleba żytniego razowego posmarowane pastą z bakłażanów i suszonych pomidorów.

Wartość energetyczna pasty – 564 kcal

2. Zupa krem z pieczonej papryki

Składniki:
– 6 sztuk czerwonych papryk
– 2 sztuki zielonej papryki
– 1 cebula
– 2 ząbki czosnku
– 2-3 centymetrowy kawałek imbiru
– łyżka oliwy z oliwek
– sok z połówki cytryny
– 1/2 łyżeczki ziaren kolendry
– 3 ziarna ziela angielskiego
– 2 liście laurowe
– 1 mała posiekana papryczka chilli
– sól, świeżo zmielony pieprz, czubryca, 1/2 łyżeczki wędzonej, słodkiej papryki
– 2 szklanki bulionu warzywnego
– gęsty jogurt naturalny
– 3 łyżki uprażonych pestek dyni

Przygotowanie: Papryki umyć, osuszyć, usunąć z nich gniazda nasienne. Piekarnik nagrzać do 200 stopni. Na blasze ułożyć papryki, skórką do góry i piec około 30 minut. Następnie papryki zamknąć w plastikowej torebce i zostawić na kilka minut. Dzięki temu zabiegowi łatwiej będzie zdjąć skórkę z warzywa. W większym garnku na dnie rozgrzać oliwę i zrumienić na niej posiekaną cebulkę i czosnek. Dodać starty imbir i przyprawy ichwilę podsmażyć. Następnie zalać wszystko bulionem. Zagotować. Dodać papryki, sok z cytryny i posiekaną papryczkę. Ponownie zagotować. Zmiksować blenderem na krem. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Zupę podawać z kleksem jogurtu i uprażonymipestkami dyni.

Wartość energetyczna zupy – 861 kcal

3. Pstrąg pieczony z cukinią i marchewką

Składniki:
– 1 świeży, wypatroszony pstrąg
– 1-2 ząbki czosnku
– 1/2 małej cukinii
– 1 marchewka
– po gałązce świeżego rozmarynu i tymianku
– 1/2 limonki lub cytryny
– łyżka uprażonych płatków migdałowych
– łyżeczka masła
– sól, świeżo zmielony pieprz
Przygotowanie: Piekarnik nagrzać do około 250 stopni. Pstrąga opłukać, osuszyć, anastępnie zrobić na wierzchu kilka nacięć nożem. Rybę oprószyć solą i pieprzem, natrzeć wyciśniętym ząbkiem czosnku. Do środka włożyć masło oraz gałązki ziół. Marchewkę obrać ze skóry i razem z cukinią pokroić w grubszą kostkę. Oprószyć ziołamii skropić delikatnie oliwą z oliwek. Na papierze do pieczenia ułożyć rybę wraz zwarzywami. Piec około 20 minut. Podawać danie z uprażonymi płatkami migdałów,skropione sokiem z limonki lub cytryny w towarzystwie ugotowanej komosy ryżowej bądźkaszy bulgur.

Wartość energetyczna – 528 kcal

4. Kaszotto z dynią i kurkami (2 porcje)

Składniki:
– 100g kaszy pęczak
– 150g kurek
– 300g dyni
– 1 cebula
– 2 łyżki pestek dyni
– 4 łyżki tartego parmezanu
– 2 łyżki oliwy z oliwek
– sól, pieprz, gałka muszkatołowa
– bulion warzywny

Przygotowanie: Kurki dokładnie wyszorować. Dynię pokroić w kostkę. Na patelni rozgrzać łyżkę oliwy i podsmażyć na niej kurki i cebulę, oprószone solą i pieprzem. Zdjąć i odstawić na bok. Na tej samej patelni rozgrzać drugą łyżkę oliwy i podsmażyć dynię, oprószoną gałką. Wsypać kaszę, chwilę smażyć i zalać pierwszą porcją bulionu. Wymieszać. Gdy kasza wchłonie płyn dodać kolejną porcję bulionu. Powtarzać czynność do momentu, aż kaszotto będzie gotowe. Pod koniec dodać odłożone kurki z cebula.
Doprawić do smaku. Przed podaniem posypać tartym parmezanem i prażonymipestkami dyni.

Wartość energetyczna – 512 kcal

POLECAMY: Przekąski na płodność

Magdalena Czyrynda-Koleda

Specjalistka ds. żywienia człowieka w Dietosfera.pl i klinice Fertimedica. Dietetyczka, która na co dzień zajmuje się dietą par, które zmagają się z niepłodnością. Sama latami starała się o dziecko.

Analiza czynników niepowodzenia in vitro. Sprawdź, czemu nie udało się uzyskać ciąży

Przed przystąpieniem do kontynuacji leczenia niepłodności niezbędna jest wnikliwa analiza wszystkich etapów poprzedniej procedury in vitro, która nie zakończyła się ciążą. Jakie kroki należy wówczas podjąć i czego możemy się dzięki temu dowiedzieć? Wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Analiza czynników niepowodzenia in vitro: wyjściowe poziomy hormonów

Pierwszymi, podstawowymi badaniami u kobiet, których wyniki należy przeanalizować po niepowodzeniu in vitro, są wyjściowe poziomy hormonów, m.in:

  • rezerwy jajnikowej, czyli AMH i inhibiny,
  • androgenów: testosteronu, SHBG i DHS oraz indeksu wolnych androgenów.

Zdarza się, że wskazana jest też analiza w kierunku innych zaburzeń hormonalnych.

– W niektórych przypadkach warto również zdiagnozować niedobory hormonów wzrostu. Analizujemy także stosunki gonadotropin, a więc FSH do LH, poziomy estradiolu współistniejące z danym poziomem gonadotropin. Niekiedy wskazane jest także zbadanie poziomu prolaktyny, a w przypadku jej podwyższonego poziomu – głębsza analiza tego wyniku – mówi prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, ekspert INVICTA.

Analiza czynników niepowodzenia in vitro: badanie fragmentacji DNA plemników

Na skuteczność zabiegu in vitro bardzo istotnie wpływają również parametry nasienia. Analizując przyczyny niepowodzenia in vitro, należy przyjrzeć się nie tylko wynikom podstawowych badań nasienia, ale także fragmentacji DNA plemników.

– Analiza fragmentacji DNA plemników […] zapobiega zapłodnieniu komórek jajowych plemnikami o niskiej wartości. Choć takie plemniki mają możliwość zapłodnienia komórki jajowej, powodują albo nieprawidłowy rozwój zarodka, albo zatrzymanie rozwoju zarodka lub wczesnej ciąży. Niestety mogą również spowodować urodzenie chorego dziecka – zaznacza lekarz.

CZYTAJ TEŻ: Rozszerzone badanie nasienia. Co obejmuje i kiedy je wykonać?

Analiza stymulacji in vitro na podstawie dostępnej dokumentacji

Kolejnym krokiem, który należy przeprowadzić po niepowodzeniu in vitro, jest analiza stymulacji, której została poddana pacjentka.

– Rodzaj stymulacji dobierany jest indywidualnie i zależy od naszych planów: czy planujemy transfer świeżych zarodków, czy zamierzamy poddać zarodki mrożeniu, czy chcemy przeprowadzić diagnostykę preimplantacyjną. Wiemy, że optymalną stymulacją jest na dzień dzisiejszy stosowanie długich protokołów. Dobór dawki stymulacji powinien opierać się na poziomie AMH.

Należy pamiętać, że stymulacja do in vitro powinna opierać się także na liczbie pęcherzyków antralnych, które można zdiagnozować ultrasonograficznie w dniu rozpoczęcia stymulacji.

– Bardzo ważne jest, by procedura oceny pęcherzyków antralnych była zoptymalizowana i zwalidowana. Jest to niezwykle ważny pomiar, ale jego wynik jest też bardzo zależny od osoby, która go wykonuje. W przypadku braku walidacji niezbędne do oceny poprzedniego cyklu stymulacji byłyby filmy lub zdjęcia ukazujące wyjściowy stan jajników (przed rozpoczęciem stymulacji). Takie materiały są bardzo istotne do dalszej analizy – podkreśla kierownik INVICTA.

W czasie stymulacji należy również analizować poziomy hormonów:

  • wyjściowy poziom estrogenów i progesteronu, aby w odpowiednim dniu rozpocząć stymulację,
  • wyjściowy poziom AMH w pierwszym dniu stymulacji.

Następnie monitorowany jest wzrost poziomu estrogenów w procesie wzrostu pęcherzyków antralnych.

– Dość ważnym parametrem, który analizujemy w trakcie stymulacji, jest wzrost poziomu progesteronu. Może on wskazywać przedwczesną luteinizację śluzówki, a więc utrudniać (a przy wysokim poziomie – wręcz uniemożliwiać) implantację zarodka. Dzieje się tak dlatego, że okno implantacyjne, a więc czas, w którym zarodek może się przyjąć w śluzówce, otworzy się bądź będzie gotowe zbyt wcześnie – zanim zarodki powstaną lub zanim będą gotowe do implantacji – tłumaczy ekspert.

I dodaje: – W takich przypadkach transfer zarodków na śluzówkę, która już nie jest gotowa, uniemożliwia uzyskanie ciąży. W ten sposób możemy stracić zarodki bardzo dobrej jakości.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Superstymulacja do in vitro. Na czym polega i jak wpływa na poprawę jakości komórek jajowych?

Rozwój wczesnej ciąży: badania hormonalne po transferze

Niezwykle istotne jest również oznaczenie stężenia hormonów po przeprowadzonym transferze zarodka.

– Bardzo ważna jest dla nas nie tylko ocena wzrostu hCG, ale również poziomu progesteronu czy poziomu estrogenów, które w tym okresie powinny utrzymywać się w dość wysokim zakresie. Ułatwia to implantację, czyli umożliwia przyjęcie się zarodka, ale również działa immunosupresyjnie, czyli wyciszająco na układ odpornościowy w jamie macicy. Dzięki temu nie próbuje on zniszczyć implantującego się zarodka i umożliwia dalszy rozwój ciąży – tłumaczy prof. Łukaszuk.

Analiza czynników niepowodzenia in vitro: na podstawie  zabezpieczonych materiałów

Niewiele osób wie, że przygotowując się do in vitro, warto zabezpieczyć wszystkie surowice krwi pozyskane do badań. W przypadku, gdyby dana procedura in vitro nie zakończyła się powodzeniem, materiały te pomogą w późniejszym etapie leczenia.

– Bardzo cenna jest możliwość przeanalizowania uzyskanych wcześniej i zabezpieczonych materiałów pod kątem innych [niewykrytych wcześniej] czynników, które mogły zaburzyć implantację – zauważa lekarz.

Jak dodaje, Kliniki Leczenia Niepłodności INVICTA to jedyne miejsca w Polsce (a prawdopodobnie także w Europie), które zwykle zapewniają przechowanie pobranych surowic krwi.

Cenne informacje o możliwych przyczynach niepowodzenia in vitro można pozyskać także z płynów hodowlanych – poddając analizie podłoże, w którym znajdowały się zarodki przed transferem.

– Na podstawie znajdujących się tam białek i czynników wzrostowych możemy przewidzieć, czy zarodek był rzeczywiście dobrej jakości, czy też – wbrew temu, jak wyglądał – jego potencjał rozwoju był niewielki – wyjaśnia ekspert INVICTA.

Z tego samego powodu przed transferem warto wykonać biopsję zarodka.

– W przypadku, gdy nie uzyskaliśmy ciąży bądź ciąża się poroniła, ale nie jesteśmy w stanie uzyskać materiału poronnego do analizy, zabezpieczony materiał pomoże nam zanalizować, czy przyczyną nie były aneuploidie, czyli zaburzenia chromosomowe – mówi prof. Łukaszuk.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Transfer zarodków z rządowego programu in vitro: płatny czy nie?

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

5 chorób, z którymi lekarze mylą endometriozę. Też się z tym spotkałaś?

10 najczęstszych pytań o endometriozę /Choroby mylone z endometriozą
Fotolia

Niespecyficzne objawy, skomplikowana diagnostyka, a także niedostateczna świadomość wielu lekarzy – to główne przyczyny, dla których rozpoznanie endometriozy zajmuje ginekologom wiele lat. Właściwą diagnozę często poprzedza jednak kilka innych, które prowadzą do nieskutecznego leczenia, a często wręcz zaostrzenia objawów choroby.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Ze wszystkich poznanych chorób ginekologicznych endometrioza wydaje się jedną z najtrudniejszych do zdiagnozowania. Obecność ognisk choroby w wielu różnych miejscach, szereg dolegliwości towarzyszących, które nie zawsze łatwo powiązać ze schorzeniami ginekologicznymi, to tylko niektóre czynniki, które wydłużają diagnostykę. To zaś sprawia, że przytłaczająca większość kobiet nie otrzymuje na czas właściwego leczenia.

– Rozpoznanie endometriozy nie jest proste. Wiele pacjentek zmaga się z długim oczekiwaniem na diagnozę. Często zmuszone są odwiedzić wielu lekarzy, nim finalnie uzyskają właściwe rozpoznanie, a tym samym – skuteczną pomoc. To z kolei prowadzi do frustracji, wieloletniego stresu, a także potencjalnego zaostrzenia objawów choroby – mówi dr Eric Surrey, specjalista ds. płodności z amerykańskiego Provyny’s Provider Network.

Jednym z głównych wyzwań w diagnostyce endometriozy są nieswoiste objawy. Niejednokrotnie lekarze wiążą je z zaburzeniami zdrowotnymi o innym charakterze.

Poznaj 5 chorób, z którymi lekarze najczęściej mylą endometriozę.

Choroby mylone z endometriozą: nieswoiste zapalenie jelit

Choć endometrioza najczęściej zlokalizowana jest w otrzewnej miednicy, jajnikach oraz przegrodzie odbytniczo‑pochwowej, nierzadko ogniska tej choroby obejmują również przewód pokarmowy. Dostępne dane wskazują, że do zajęcia tego odcinka układu pokarmowego dochodzi u 15‑37% pacjentek zmagających się z endometriozą. Zmiany te nierzadko wywołują stany zapalne, które objawiają się bólami lędźwiowo-krzyżowymi, problemami jelitowymi, wzdęciami i uciążliwymi zaparciami.

Podobne symptomy wywołują również choroby zapalne jelit, m.in. zapalenie uchyłków jelita grubego, ale też wrzodziejące zapalenie jelita grubego czy choroba Leśniowskiego-Crohna. W wyniku tych podobieństw wiele kobiet uzyskuje niewłaściwą diagnozę i stosuje niewłaściwe leczenie.

Ale zbieżność objawów to niejedyny związek, jaki z tymi chorobami ma endometrioza. Badania sugerują, że u pacjentek z endometriozą nieswoiste schorzenia jelit rozwijają się o 50% częściej niż w ogólnej populacji kobiet.

CZYTAJ TEŻ: 10 przykazań dobrego specjalisty od endometriozy. Czy twój lekarz się nimi kieruje?

Choroby mylone z endometriozą: mięśniaki macicy

Mięśniaki macicy, zwane także włókniakami, to stosunkowo często występujące łagodne, niezłośliwe guzy umiejscowione w macicy. Gdy są duże lub mnogie, powodują naciski objawiające się obfitymi, bolesnymi i długimi miesiączkami, przewlekłymi bólami krzyża, zaparciami, a także częstym oddawaniem moczu. Tworzą się na powierzchni macicy, w jej ścianie, na szyjce lub pod śluzówką.

Ze względu na generowanie objawów zbliżonych do endometriozy, część lekarzy podejrzewa, że to one są źródłem dolegliwości zgłaszanych przez pacjentki. Tymczasem mięśniaki mogą współistnieć z endometriozą, ale nie stanowić jedynej przyczyny doświadczanych problemów zdrowotnych.

Choroby mylone z endometriozą: rwa kulszowa

Promieniujący ból w dolnej części kręgosłupa, który pojawia się niezależnie od fazy cyklu miesiączkowego i powoduje trudności w poruszaniu się, łączony jest przeważnie z rwą kulszową. Określenie to odnosi się do zespołu objawów związanych z uciskiem na nerwy rdzeniowe.

Tymczasem objawy rwy kulszowej może wywoływać także endometrioza, wszczepiając się w nerwy w obrębie miednicy mniejszej.

ZOBACZ TAKŻE: Nowe trendy w chirurgii endometriozy i niepłodności. Czym jest wodna laparoskopia przezpochwowa?

Choroby mylone z endometriozą: zapalenie pęcherza moczowego

Endometrioza swoim naciekiem może obejmować również układ moczowy, czego symptomem jest m.in. częstomocz i dysuria (bolesność i pieczenie przy oddawaniu moczu). Objaw ten bywa jednak mylony z innymi chorobami występującymi w obrębie narządów moczowych, głównie z zapaleniem przewlekłym pęcherza i zapaleniem śródmiąższowym pęcherza.

Nierzadko lekarze, nie zleciwszy uprzedniego wykonania posiewu moczu ani badań obrazowych, ordynują antybiotyki, które nie przynoszą pacjentce żadnej ulgi.

Choroby mylone z endometriozą: zapalenie narządów miednicy mniejszej

Zapalenie narządów miednicy mniejszej to grupa chorób charakteryzujących się rozwojem procesów infekcyjnych w górnych drogach rodnych. Może występować w postaci zapalenia: endometrium, jajowodów, przydatków lub otrzewnej miednicy mniejszej. Często powoduje odległe, poważne powikłania: niepłodność bądź występowanie ciąż ektopowych (pozamacicznych).

Podobnie jak endometrioza, wywołuje silny ból miednicy, który pojawia się nie tylko w czasie miesiączki.

Więcej na temat endometriozy i jej diagnostyki przeczytasz m.in. TUTAJ.

Źródło: gastoenterologia-praktyczna.pl, medicinenet.com, endometriosisnews.com, bustle.com

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Poruszające wyznanie gwiazdy. Edyta Górniak: „Niestety straciłam tę ciążę”

Edyta Górniak na scenie podczas koncertu/Ilustracja do tekstu: Edyta Górniak o poronieniu: Straciłam ciążę
Fot.: Wikimedia Commons

Mijający rok był dla Edyty Górniak pełen przeżyć. Sukcesy zawodowe, zaszczytne propozycje i zmiany prywatne starły się jednak z dramatycznym doświadczeniem, które pozostawiło w gwieździe głęboki ślad. W listopadowym wywiadzie piosenkarka po raz pierwszy szczerze opowiedziała o poronieniu.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W rozmowie, którą wyemitowano w programie „Dzień Dobry TVN”, polska diwa opowiedziała o swoich marzeniach, planach oraz sukcesach mijającego roku. Nie wszystkie wydarzenia w jej życiu były jednak spodziewane i oczekiwane.

CZYTAJ TEŻ: Gwiazda pop po raz pierwszy tak szczerze o poronieniu i endometriozie

Edyta Górniak o poronieniu. „Niestety straciłam tę ciążę”

Gwiazda przyznała, że wraz z obecnym partnerem od dwóch lat starała się o dziecko. Niestety, choć mijający rok przyniósł pozytywną nowinę o ciąży, los nie oszczędził parze dramatycznych wieści.

– Od dwóch lat bardzo marzyłam o tym, by być w ciąży. Los pokazywał jednak, że raczej się to nie uda. No i zaszłam w ciążę, ale… niestety ją straciłam – wyznała ze smutkiem Edyta Górniak. – To było jedno z najdziwniejszych, nieoczekiwanych doświadczeń – dodała szczerze piosenkarka.

46-letnia Edyta Górniak przyznała, że poronienie pozostawiło w niej głęboki ślad. Mimo wsparcia, które otrzymała od swoich najbliższych, piosenkarka zmagała się w tym czasie z ogromnym smutkiem i samotnością.

– Wszyscy, którzy mieli takie doświadczenie, wiedzą, że tak naprawdę kobieta zostaje bardzo samotna z tym uczuciem. Nawet jak się ma wspaniałe wsparcie, to jednak jest uczucie ogromnego osamotnienia. Trzeba przejść trudną drogę: najpierw jest szok, potem nadzieja, badania, potem przedwczesna rozłąka… To jest bardzo trudne – wyznała Edyta Górniak.

Mimo tych trudnych doświadczeń, Edyta Górniak docenia wszystkie szanse, które dostała od losu. Gwiazda ma za sobą występy na szeregu prestiżowych scen, a już wkrótce zaśpiewa przed członkami rodziny królewskiej w Royal Albert Hall. Jak przyznaje, największym jej sukcesem jest jednak 14-letni syn Allan.

Źródło: „Dzień Dobry TVN”

POLECAMY RÓWNIEŻ: Gwiazda The Corrs zaśpiewała dla zarodków z in vitro. „To dla mnie zaszczyt”

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami