Przejdź do treści

Kryzys demograficzny

Według wstępnych danych GUS w 2013 roku odnotowano najniższy ujemny przyrost naturalny w powojennej historii Polski. Liczba zgonów była większa od liczby urodzeń o ponad 15 tysięcy. Najwyższa Izba Kontroli szuka odpowiedzi na pytanie, co należy zmienić w polityce rodzinnej państwa, aby zatrzymać postępujący kryzys demograficzny. Dyskutowali o tym także zaproszeni do NIK eksperci.

 

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Od końca II wojny światowej liczba zgonów była w Polsce większa od liczby urodzeń tylko w latach 2002-2005. Wówczas ujemny przyrost naturalny wynosił od 3,8 tys. do 14,1 tys. Dzisiaj można już stwierdzić, że rok 2013 okazał się najgorszy pod tym względem. Liczba zgonów była większa od liczby urodzeń o ponad 15 tysięcy.

Jeśli obecny trend utrzyma się, to za 50 lat będzie żyło w Polsce nieco ponad dwa miliony dzieci – trzy razy mniej niż w roku 1960. Natomiast znacznie więcej będzie osób 80-letnich lub starszych – około 4 miliony. Według prof. Okólskiego to zapowiedź fundamentalnych zmian, w tym ekonomicznych. W 2060 r. sto osób w wieku produkcyjnym będzie musiało zapewnić utrzymanie 70 osobom w wieku emerytalnym. Najwyższa Izba Kontroli, dostrzegając, że kryzys demograficzny jest jednym z najpoważniejszych zagrożeń, przed jakim stanął nasz kraj, zaplanowała w roku 2014 szereg tematycznych kontroli. Kluczową z nich będzie kontrola koordynacji polityki rodzinnej w Polsce.

Kontrola ma umożliwić udzielenie odpowiedzi na pytanie, na ile obecnie stosowane rozwiązania w spójny sposób wspierają procesy zakładania i funkcjonowania rodzin. Wyniki tych analiz posłużą do opracowania swoistej mapy polityki rodzinnej w Polsce. Mapa ta ma pomóc w ewentualnych korektach obowiązujących praktyk i przepisów.

Źródło: NIK

Męska strona płodności – czy będę tatą?

Badanie męskiej płodności /Na zdjęciu: tata trzyma za ręce malego chłopca, który stawia pierwsze kroki
Fot.: David Straight /Unsplash.com

Para bezskutecznie starająca się o ciążę rozpoczyna diagnostykę od podstawowych badań laboratoryjnych. Jednym z nich jest badanie nasienia. Coraz częściej wyniki tych badań potwierdzają, że przyczyna niepłodności leży po stronie męskiej. Współczesna medycyna rozrodu proponuje skuteczne rozwiązania problemów – ocenia się, że tylko poniżej 5% mężczyzn doświadczających niepłodności nie doczeka się potomstwa z użyciem własnych plemników. Pozostałym można skutecznie pomóc.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Definicje niepłodności zbieżne są z poglądem, że jest to choroba pary i dlatego para powinna wspólnie przeprowadzić diagnostykę. Ustalenie przyczyny bezdzietności skraca czas leczenia i pozwala na wybór najskuteczniejszej metody.

– Doświadczenia wielu zespołów lekarzy pokazały, że diagnostykę niepłodnej kobiety i mężczyzny najlepiej przeprowadzić jest w jednym ośrodku – mówi dr Jan Karol Wolski, androlog-urolog nOvum. –Jeśli wynik badania nasienia odbiega od normy, nie można go rozpatrywać w oderwaniu od wyników badania pacjentki. Decyzja o wyborze metody leczenia musi być oparta o ocenę wspólnego potencjału rozrodczego pary.

Od czego powinien zacząć mężczyzna?

– Podstawą męskiej diagnostyki jest badanie nasienia. Badanie można wykonać w każdym ośrodku leczenia niepłodności bez skierowania od lekarza. Aby wynik analizy był wiarygodny, trzeba zachować odpowiednie warunki pozyskania próbki. Idealnie byłoby zachować pełnię zdrowia w 3-miesięcznym okresie poprzedzającym wizytę w laboratorium: bez infekcji, używek i jakichkolwiek leków. Prozdrowotny styl życia, niskokaloryczna dieta, wysypianie się i dużo ruchu na świeżym powietrzu, będą bardzo pomocne – mowi dr Jan Karol Wolski.

– Ważny jest też okres abstynencji seksualnej przed oddaniem nasienia – musi upłynąć co najmniej 48 godzin od ostatniego wytrysku, lecz nie dłużej niż tydzień. Ponadto przed wizytą w laboratorium seminologicznym starajmy się nie pić alkoholu i nie palić papierosów. Próbkę najlepiej pozyskać drogą masturbacji na miejscu, w laboratorium, w specjalnie do tego przygotowanych pokojach zapewniających intymność. Jeśli jednak mężczyzna może spodziewać się emocjonalnych kłopotów z koncentracją, warto poprosić w laboratorium seminologicznym o specjalne naczynie i oddać nasienie w domu. Pamiętajmy jednak, że taką próbkę trzeba dowieźć w ciągu 30 minut, a w trakcie transportu przechowywać ją blisko ciała, tak żeby zachować odpowiednią temperaturę – dodaje ekspert kliniki nOvum.

– Badania nasienia wykonuje się co najmniej dwukrotnie w odstępach 3 miesięcy, tyle bowiem trwa produkcja plemników. Z codziennego doświadczenia wiemy, że może to być nieznośnie długi okres nerwowego oczekiwania na wyniki, zatem dopuszcza się ocenę co 4 tygodnie. Jeśli są wykazane odstępstwa od podanych przez laboratorium norm, mężczyzna powinien wybrać się z wizytą do urologa/androloga, który ma doświadczenie w leczeniu niepłodności.

Taka wizyta, zacznie się od wywiadu, podczas którego lekarz zapyta m.in. o przebyte choroby i tryb życia. Pojawić się mogą także pytania o używki (eksperci podkreślają, że zarówno papierosy jak i inne używki negatywnie wpływają na jakość nasienia), rodzaj wykonywanej pracy (czy jest siedząca? Czy wiąże się z przegrzewaniem jąder np. u kierowców) ale też o rodzinę i jej stronę zdrowotną. Następnie wykonywane jest badanie ogólnego stanu zdrowia oraz badanie fizykalne narządów płciowych. Jest to o tyle istotne, że wiele zaburzeń gruczoły krokowego powoduje zaburzenia nasienia, a co za tym idzie problemy z płodnością – wyjaśnia urolog-androlog nOvum.

CZYTAJ TEŻ: Diagnostyka i zachowawcze leczenie niepłodności

A co jeśli badanie płodności męskiej wypadnie niekorzystnie?

– Przede wszystkim szukamy podstaw problemu. Wyspecjalizowane ośrodki, w których istnieją możliwości diagnostyki, zarówno przedmiotowej, laboratoryjnej, jak i obrazowej, oraz coraz dokładniejsze badania genetyczne to szansa na dokładne rozpoznanie przyczyny niepłodności. Kriokonserwacja (zamrożenie) komórek rozrodczych i tkanek oraz doskonalenie technik wspomaganej prokreacji: inseminacji i zapłodnienia in vitro (w tym specjalistycznych zabiegów, które stosuje się przy skrajnie małej liczbie plemników w nasieniu lub nawet ich braku: IVF-ICSI, ICSI-PESA, ICSI-TESA) to szansa na ojcostwo dla szerokiej grupy mężczyzn. Dotyczy to także tych panów, którzy dotychczas nie mogli liczyć na biologiczne ojcostwo. Na podstawie zebranych danych lekarz przedstawia pacjentowi możliwości leczenia, szanse na rodzicielstwo przy zastosowaniu konkretnej metody i wspólnie podejmują decyzję o kolejnych krokach – podkreśla dr Jan Karol Wolski, androlog-urolog nOvum.

Czy leczenie farmakologiczne ma sens?

– Tak, ma sens, ale tylko w uzasadnionych przypadkach. W leczeniu farmakologicznym niepłodności męskiej stosuje się różne preparaty i niejednokrotnie obserwuje się poprawę jakości nasienia, co przekłada się na zwiększenie potencjału płodności danego mężczyzny. Jest to proces wielotygodniowy, związany z długim okresem tworzenia się męskich komórek rozrodczych w jądrach (74 dni). Pojawienie się „poprawionych” plemników w nasieniu następuje dopiero po ok. 90 dniach (tzn. po 3 miesiącach)! Trzeba podkreślić, że leczenie farmakologiczne musi być zlecone przez doświadczonego androloga, który dostosuje je do medycznej sytuacji danego pacjenta – wyjaśnia ekspert.

– Najskuteczniejsze jest leczenie hormonalne, jeśli przyczyna braku produkcji plemników tkwi w niedoborze hormonów. Jeśli brak jest witamin lub mikroelementów, poprawa może nastąpić po ich uzupełnieniu. Czasami słyszy się o znacznej poprawie jakości nasienia po zastosowaniu leczenia preparatami bez recepty, przyjmowanymi przez pacjenta na własną rękę. Tyle że ocena wyników przez pacjenta jest względna. Podwojenie się liczby plemników może wydawać się sukcesem. Jeśli jednak ich liczba i jakość nadal są poniżej przyjętego minimum, szansa na uzyskanie naturalnej ciąży ciągle może być zbyt mała. Z punktu widzenia skuteczności leczenia, czyli uzyskania ciąży, może to oznaczać jedynie stratę czasu – mówi dr Wolski.

– Potwierdzone badaniem analitycznym obniżenie parametrów nasienia nie wyklucza ojcostwa, więc proszę się tego nie obawiać – dodaje urolog-androlog. Jeśli liczba plemników w nasieniu jest nieco niższa w porównaniu z normą, a regularne współżycie przez co najmniej rok nie przyniosło efektów w postaci ciąży, przeprowadza się inseminację. Zagęszczony koncentrat plemników ruchomych podaje się bezpośrednio do jamy macicy w okresie około owulacyjnym. Przy złych lub skrajnie złych parametrach nasienia rozwiązaniem jest zabieg in vitro, podczas którego pod mikroskopem wstrzykuje się  plemnik bezpośrednio do komórki jajowej, aby wspomóc jej  zapłodnienie.

Co jednak zrobić, kiedy w nasieniu nie ma plemników?

– Jeśli badania hormonalne oraz badania genetyczne pozwalają sądzić, że proces spermatogenezy, czyli tworzenia się plemników w jądrach, został zachowany, plemników można poszukać, wykonując biopsję najądrzy (PESA, MESA) lub jąder (TESA, TESE, M-TESE). Zabieg wykonywany jest przez androloga, a pacjent znajduje się w narkozie i nie czuje bólu. Pobrany materiał przekazywany jest do laboratorium IVF, gdzie pod mikroskopem wyszukiwane są plemniki, które są zamrażane i mogą być następnie użyte podczas zabiegu in vitro – zaznacza ekspert.

– Procedury pobierania plemników z jąder wykonujemy w nOvum od początku działalności – wyjaśnia dr Wolski. – W 1996 roku wprowadziliśmy techniki przezskórne igłowe, a od 2012 roku mamy możliwość pobrania tkanki jąder pod kontrolą mikroskopu operacyjnego (M-TESE). To jest najskuteczniejsza metoda, rekomendowana przez najważniejsze organizacje medyczne,  ponieważ podczas trwania zabiegu możemy łatwiej rozpoznać miejsce, w którym proces powstawania plemników jest zachowany i je pozyskać do IVF – dodaje i tym samym uspokaja pacjentów przerażonych wizją operacji.

Panie Doktorze, wielu mężczyzn decydujących się na in vitro podkreśla potrzebę upewnienia się, że nie zajdzie pomyłka i dziecko zostanie poczęte z nasienia, które mężczyzna zostawi w klinice.

– Medycyna na najwyższym poziomie i poczucie bezpieczeństwa to najważniejsze potrzeby pary zgłaszającej się do lekarza – mówi dr Wolski. – Szczególnie jeśli przeszły już długą drogę i finalnie decydują się na leczenie in vitro. Dlatego kliniki starają się wprowadzać sprawdzone systemy, które dają gwarancję bezpieczeństwa pacjentom, a pracownikom laboratoriów – komfort pracy. W naszym przypadku jest to elektroniczny system monitoringu laboratoryjnego RI Witness, który daje pewność, iż zarówno komórki, jak i zarodki są prawidłowo oznakowane i przypisane właściwej parze. Wszystkie etapy procesu zapłodnienia w laboratorium mogą być dzięki temu bezpiecznie monitorowane. Informujemy o tym pacjentów, żeby upewnić ich o bezpieczeństwie przeprowadzanej procedury i żeby już ten problem nie zaprzątał ich myśli – wyjaśnia dr Wolski.

– Mężczyzna, który słyszy diagnozę: niepłodny, nie powinien podupadać na duchu i tracić nadziei na biologiczne ojcostwo. W ciągu ostatnich 20 lat dokonał się ogromny postęp w medycynie rozrodu, co daje szansę na ojcostwo szerokiej rzeszy mężczyzn, skazanych uprzednio na skorzystanie z nasienia anonimowego dawcy z banku nasienia. Przyjmuje się, że w nowoczesnych ośrodkach leczenie niepłodności męskiej w przeważającej części przypadków kończy się sukcesem. Należy tylko to leczenie rozpocząć! – zaznacza dr Wolski.

CZYTAJ TAKŻE: Gwarancja bezpieczeństwa w nOvum

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Długa droga do ginekologa. Alarmujące dane o dostępie do opieki położniczej na wsi

Kobieta w ciąży trzyma zdjęcie USG na wysokości brzucha ciążowego /Ilustracja do tekstu: NIK: ograniczony dostęp do opieki ginekologicznej na wsi
Fot.: Bich Ngoc Le /Unsplash.com

Utrudniony dostęp do świadczeń ginekologiczno-położniczych, duża liczba zgonów okołoporodowych, nieprzestrzeganie standardów opieki okołoporodowej, a nawet prawa do intymności – te zagrożenia to codzienność kobiet pochodzących z obszarów wiejskich. Niepokojące wnioski pochodzą z szerokiej kontroli przeprowadzonej przez Najwyższą Izbę Kontroli (NIK).

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Najnowszą kontrolą NIK objęto osiem oddziałów wojewódzkich Narodowego Funduszu Zdrowia oraz 27 poradni wiejskich z województw: lubelskiego, łódzkiego, opolskiego, podkarpackiego, podlaskiego, warmińsko-mazurskiego, wielkopolskiego i zachodniopomorskiego. W wielu gminach wiejskich w ogóle nie było placówek ginekologiczno-położniczych.

50 km do najbliższego ginekologa

Z analizy NIK wynika, że mieszkankom wsi nie zapewniono równego dostępu do ambulatoryjnych świadczeń ginekologiczno-położniczych finansowanych ze środków publicznych. Poradnie zlokalizowane w gminach wiejskich stanowiły nieznaczny odsetek ogółu tych placówek – mimo że mieszka tam ok. 40% kobiet i noworodków. W województwach podlaskim i lubelskim na jedną poradnię ginekologiczną na wsi przypadało nawet 27 tys. kobiet; w skrajnych przypadkach miały one do najbliższej placówki 50 km. Mała liczba poradni w gminach wiejskich w województwach podlaskim i lubelskim była przez NFZ uzasadniana brakiem chętnych do udzielania świadczeń.

Kontrolerzy NIK ujawnili też, że co czwarta poradnia ginekologiczna (spośród wszystkim poddanych kontroli) nie zapewniała pacjentkom warunków do intymności podczas udzielania świadczeń medycznych. Okazało się, że miejsca udzielania świadczeń nie były należycie zasłonięte przed osobami postronnymi w przypadku otwarcia drzwi do gabinetu.

Mała liczba poradni ginekologicznych to wyższy wskaźnik śmiertelności dzieci

Ponadto w 17 podmiotach leczniczych (czyli 63% wszystkich skontrolowanych) świadczeń ginekologiczno-położniczych udzielano tylko przez 10-13 godzin tygodniowo. W trzech badanych podmiotach zlecano wykonanie USG i KTG u podwykonawców zlokalizowanych w znacznej odległości od poradni. Tymczasem dla kobiet w ciąży pokonywanie znacznych odległości, by wykonać podstawowe badania, jest szczególnie uciążliwe.

Co szczególnie alarmujące, w województwach, w których działa niewiele poradni wiejskich, w 2016 roku odnotowano największy wskaźnik zgonów okołoporodowych. Różnica w stosunku do miejscowości o wyższej liczbie tych placówek była nawet 10-krotna. W województwie opolskim na 100 tys. urodzeń zmarło blisko 34 dzieci, a w podlaskim – 23. Zdecydowanie lepiej sytuacja przedstawiała się w województwach o większej liczbie poradni. W woj. podkarpackim relacja ta wynosiła bowiem 5,41 na 100 tys. urodzeń, a w wielkopolskim – 3,36.

ZOBACZ TAKŻE: Śmiertelność wcześniaków kontra jakość opieki szpitalnej. Zobacz, co mówią badania!

Niższe standardy opieki okołoporodowej

Warto zauważyć, że poszczególne elementy opieki medycznej nad matką i dzieckiem zostały określone w standardach opieki okołoporodowej. Wymieniono w nich m.in. zalecane świadczenia profilaktyczne, działania w zakresie promocji zdrowia oraz badania i konsultacje medyczne w okresie ciąży. Pakiet ten stanowi niezbędne minimum diagnostyczne i nie odbiega od rekomendacji europejskich.

Mimo że powyższe wymogi są ogólnodostępne, nie były one w pełni realizowane przez personel medyczny skontrolowanych podmiotów. Spośród 1,13 tys. pacjentek jedynie 22 wykonano (wraz z udokumentowaniem) wszystkie 42 rekomendowane świadczenia.

CZYTAJ TAKŻE: Szykują się zmiany w standardach opieki okołoporodowej. Resort opracował nowe rozwiązania

Dostęp do opieki ginekologicznej na wsi: brak świadczeń, brak edukacji

W trakcie kontroli okazało się też, że na obszarach wiejskich kuleje nie tylko dostęp do specjalistycznej opieki ginekologiczno-położniczej, ale nawet edukacja w zakresie przygotowań do porodu, połogu, karmienia piersią i rodzicielstwa. Tego świadczenia nie zaoferowano aż połowie pacjentek 18 placówek leczniczych. Tymczasem medycy zobowiązani są, by edukację tę przeprowadzać podczas każdej wizyty, począwszy od 21. tygodnia ciąży aż do jej rozwiązania.

NIK zauważa, że w zwiększeniu dostępności świadczeń ginekologiczno-położniczych mogą pomóc gabinety położnych, które prowadzą działalność w ramach podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Niestety, w województwie podlaskim, gdzie działa najmniej poradni położniczo-ginekologicznych w gminach wiejskich, do końca 2016 r. żaden podmiot leczniczy nie podpisał umowy z NFZ na opiekę położnej nad ciężarną. Powód? Stawka proponowana przez NFZ nie pokrywa kosztów wykonania niezbędnych świadczeń.

Profilaktyka raka szyjki macicy: nie dla kobiet na wsiach?

Izba zwraca też uwagę, że mieszkanki terenów wiejskich – z uwagi na małą liczbę poradni – miały ograniczone możliwości skorzystania z programu profilaktyki raka szyjki macicy. Analizy wykazały, że w 2016 roku darmową cytologię wykonało zaledwie 0,4% mieszkanek terenów wiejskich w woj. opolskim. Najlepiej sytuacja przedstawiała się w woj. podlaskim, gdzie z tego badania skorzystało 10,6% kobiet mieszkających na wsiach. NIK zauważa jednocześnie, że dużo lepszy był wskaźnik wykonania cytologii wśród kobiet, którym udało się zgłosić do skontrolowanych poradni ginekologiczno-położniczych.

Kontrola NIK objęła dane pozyskane do końca 2016 r. Przedstawiciele Izby zaapelowali do Ministra Zdrowia, kierowników oddziałów wojewódzkich NFZ i kierowników podmiotów leczniczych NIK o podjęcie niezbędnych działań, które pozwolą zmniejszyć skalę wykrytych nieprawidłowości. Zauważają jednocześnie, że problem jest poważny: na terenach wiejskich mieszka aż 40% Polek w wieku reprodukcyjnym.

Źródło: nik.gov.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Nie tylko ginekolog. 7 specjalistów, do których warto się udać, gdy starania się przedłużają

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Dofinansowanie in vitro w Warszawie przyniosło im szczęście. Na świecie jest już szóstka dzieci

Program dofinansowania in vitro w Warszawie przyniósł rodzicom szczęście /Na zdjęciu: Rodzice całują uśmiechniętą małą dziewczynkę z różową kokardką
Fot.: J Carter /Pexels.com

Długo oczekiwany program dofinansowania in vitro w Warszawie przynosi spodziewane efekty – na świat przyszło już przynajmniej sześcioro dzieci, których rodzice skorzystali z dotowanej procedury. Zainteresowani warszawiacy, którzy bezskutecznie starają się o potomstwo, wciąż mogą kwalifikować się do programu.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Informacje o narodzinach pierwszych dzieci, które przyszły na świat w wyniku dofinansowanej procedury in vitro, podał zespół Kliniki INVICTA, jednego z realizatorów stołecznego programu.

– Z dumą przekazujemy wieści o szczęściu naszych pacjentów. Pierwsze dzieci, poczęte w wyniku realizacji programu dofinansowania in vitro w Warszawie, przyszły na świat w sierpniu. Jest wśród nich pięć dziewczynek, w tym dwie bliźniaczki, oraz jeden chłopiec. Wszystkie są zdrowe i otrzymały maksymalną liczbę punktów w skali Apgar. To nieopisana radość zarówno dla rodziców, jak i całego naszego zespołu – mówi Janusz Pałaszewski, ginekolog-położnik i ordynator w Klinice Leczenia Niepłodności INVICTA w Warszawie.

Przedstawiciele Kliniki dodają, że dzięki dofinansowaniu in vitro z budżetu miasta obecnie ponad 70 ich pacjentek jest w ciąży.

ZOBACZ TEŻ: Bezpłatne leczenie w Ośrodku Leczenia Niepłodności w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie

Dofinansowanie in vitro w Warszawie: kto może się zakwalifikować?

Program dofinansowania in vitro w Warszawie, działający pod nazwą „Stołeczna kampania na rzecz wspierania osób dotkniętych niepłodnością z wykorzystaniem metod zapłodnienia pozaustrojowego”, rozpoczął się w listopadzie 2017 r. i potrwa do końca 2019 r. Działania kierowane są do niepłodnych par z Warszawy (zarówno małżeństw, jak i par nieformalnych). Oboje pacjenci muszą pozytywnie przejść kwalifikację medyczną do zapłodnienia pozaustrojowego, a kobieta powinna być w wieku 25-40 lat.

– Program jest adresowany przede wszystkim do najbardziej potrzebującej grupy – ludzi, którzy od dłuższego czasu starają się o potomstwo i którym inne metody leczenia niż in vitro nie są w stanie pomóc. Zgłaszają się do nas głównie osoby młode, tuż po 30-tce, których dotychczasowe starania lub stan zdrowia nie pozwoliły na powiększenie rodziny – mówi dr Pałaszewski z Kliniki INVICTA.

Oferowane dofinansowanie wynosi do 5 tys. do każdej procedury in vitro. W ramach programu można skorzystać z maksymalnie trzech cykli.

CZYTAJ TAKŻE: Miał zastąpić dofinansowanie in vitro, okazał się fiaskiem. Nie tylko przez długie procedury

Program dofinansowania in vitro w Warszawie. Czas ma znaczenie

Choć zgłaszający się partnerzy mają już za sobą wielomiesięczne leczenie niepłodności, dla wielu z nich procedura in vitro była do tej pory niedostępna.

– Do programu przystąpiło wiele par, które odkładały leczenie ze względów finansowych. Tymczasem w leczeniu niepłodności czas ma niebagatelne znaczenie. Wsparcie oferowane przez samorząd pozwoliło pacjentom szybciej podjąć niezbędne działania medyczne. Właśnie jedna z tych par we wrześniu spodziewa się nowego członka rodziny – dodaje Sylwia Barczewska, kierownik Kliniki INVICTA w Warszawie.

Stołeczny program dofinansowania in vitro w Warszawie realizowany jest przez sześć specjalistycznych klinik zajmujących się leczeniem niepłodności: INVICTA, InviMed, FertiMedica,  nOvum oraz Bocian. Budżet programu, przewidziany na 24 miesiące, to ok. 10 mln złotych. Zgodnie z szacunkami magistratu, do 2019 roku z programu dofinansowania in vitro w Warszawie ma skorzystać 2,5 tys. par ze stolicy. W Klinice INVICTA, która dostała największy kontrakt (na 765 cykli zapłodnienia pozaustrojowego), zakwalifikowano już ponad 200 par.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Dobry lekarz to skarb. Czy istnieją idealni specjaliści od leczenia niepłodności?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Polski ginekolog gwałcił pacjentki podczas wizyt? Zgłosiło się już pięć ofiar

Mężczyzna zakuwany w kajdanki /Ilustracja do tekstu: Polski ginekolog gwałcił pacjentki? Jest 5 ofiar
Fot.: Pixabay.com

Przed kilkoma dniami polską opinią publiczną wstrząsnęła informacja o ginekologu, który miał dopuścić się wykorzystywania seksualnego swoich pacjentek. Wiadomo już o pięciu ofiarach tego procederu, ale śledczy podejrzewają, że poszkodowanych może być znacznie więcej.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Podejrzanym w tej wstrząsającej sprawie jest Monzer M., 50-letni ginekolog z Zabrza. 17 sierpnia br. usłyszał on kolejny – piąty już – zarzut popełnienia przestępstwa z art. 197 par. 1 kodeksu karnego oraz art. 197 par. 2 kodeksu karnego. Chodzi o doprowadzenie pacjentki do obcowania płciowego i poddania się innej czynności seksualnej.

Wcześniej prokurator zarzucił lekarzowi Monzerowi M. popełnienie czterech podobnych przestępstw. Jak ustalono w toku postępowania, wszystkie pokrzywdzone były pacjentkami podejrzanego lekarza. Czyny miały zostać popełnione w jego prywatnym gabinecie w Zabrzu, w trakcie przeprowadzania badań ginekologicznych. W pomieszczeniu znajdowali się wówczas jedynie pacjentka i lekarz.

Proceder miał odbywać się na przestrzeni dwóch lat, a poszkodowanych może być więcej. Śledczy apelują do kobiet, które również mogły być jego ofiarami, by zgłaszały się na policję lub do prokuratury.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Coraz mniej męskich ginekologów. Skąd ta zależność?

Ginekolog gwałcił pacjentki? Zastosowano areszt tymczasowy, ale podejrzany nie przyznaje się do winy

Za każde z zarzucanych przestępstw ginekologowi grozi do 12 lat pozbawienia wolności. Z uwagi na grożącą podejrzanemu wysoką karę, a także obawę matactwa procesowego, sąd zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania zabrzańskiego lekarza – na okres 3 miesięcy. Na poczet przyszłych kar i zadośćuczynienia dla ofiar zabezpieczono też jego mienie – dwa samochody i gotówkę o łącznej wartości 90 tysięcy złotych.

Sprawa ma charakter rozwojowy. Prokuratura i policja w dalszym ciągu prowadzą intensywne czynności mające na celu m.in. ustalenie, czy są kolejne pokrzywdzone.

Ginekolog nie przyznaje się do winy. Jak informuje prokuratura, złożył obszerne wyjaśnienia, w których sugeruje, że jego działania nie miały znamion czynów zabronionych.

Źródło: pk.gov.pl, rmf24.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Historia matki i córki z in vitro: Żeby w przestrzeń mówiąc, usłyszeć: Jestem człowiekiem.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.