Przejdź do treści

Krystyna Kofta: Jeżeli jest miłość, można wiele przetrwać

Pisarka, felietonistka,blogerka, feministka. Autorka „Fausty”, „Lewej, Wspomnień prawej”, „Jak zdobyć, utrzymać i porzucić mężczyznę” i „Małej encyklopedii małżeńskiej”. Nam opowiada o różnych odcieniach miłości.

Pierwsza miłość?

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Była niespełniona. Zakochałam się w takim chłopaku, który był repatriantem z Francji. Bardzo mi się podobał, inaczej się ubierał, inaczej wyglądał, mówił z innym akcentem, ale nie zwracał na mnie uwagi, bo byłam bardzo chudą dziewczynką, a wtedy za atrakcyjne uważano te biuściaste (śmiech). Kiedy jednak miał odbyć się bal na zakończenie szkoły, to wykorzystałam „metodę na Kopciuszka”. Siostra uczesała mnie w „koronę”, taką jak nosi Julia Tymoszenko, matka uszyła długą niebieską sukienkę z czarnymi tiulowymi bufkami. No i spodobałam się chłopakowi bardzo, poprosił mnie do tańca, ale mi nagle przeszło. Byłam zła, że nie docenił mnie za inteligencję, że liczy się dla niego wygląd! Odkochałam się natychmiast. Miałam zresztą taki głupi okres w życiu, że kiedy któryś chłopak powiedział, że jest zakochany, ma dziewczynę, próbowałam różnych sposobów, żeby go „odbić”. Takie praktyki w liceum były nagminne, może to były ćwiczenia, wprawki, przed większym skokiem? Dość okropne.  

To nie była pani lubiana przez koleżanki.

Miałam wówczas jedną przyjaciółkę, bo generalnie uważam, że przyjaciół powinno się mieć mało. Ogólnie to byłam niezbyt lubiana, bo właśnie tak się zachowywałam i to trwało dość długo. Tym niemniej dziewczyny lubiły moje towarzystwo, bo od czasów  liceum wymyślałyśmy z moją przyjaciółką różne atrakcyjne formy spędzania czasu.

Zmieniła pani spojrzenie na związek i relacje przed poznaniem męża?

Tak. Poznawaliśmy się dwa razy. Trafiłam do szkoły, w której uczył się jego brat Janusz Kofta, później przybrał pseudonim Jonasz. Zaprosił mnie do siebie na prywatkę. Młodszego brata Mirka, wysłał do kina. Minęliśmy się wtedy w korytarzu, ale zapadłam mu w pamięć. Potem się spotykaliśmy, wymienialiśmy książki. On dawał mi ważne pozycje z psychologii, ja polecałam literaturę piękną. To było świetne, bo połączyła nas wspólna baza intelektualna.  Później wyjechałam na studia, zaręczyłam się z pewnym prawnikiem, ale nic z tego nie wyszło. Otóż on przyszedł do moich rodziców, żeby się oświadczyć i powiedział, że „zapewni mi wszystko”, na co moja matka stwierdziła: A pan uważa, że ona nie ma  teraz wszystkiego? Był zamożny, a moi rodzice stracili wszystko, fabrykę itd., było biednie.Jak więc to usłyszałam, pomyślałam, że nie mogę być z kimś takim. Chociaż był porządnym facetem, potem zrobił wielką karierę prawniczą. Miałam szczęście do wykształconych facetów. Dużo zyskiwałam przez kontakty. Może stąd moje zainteresowania prawem, ekonomią?

Powiedziała Pani też jednak, że kobiety tracą waleczną tożsamość, kiedy pojawia się ten mężczyzna. A pani tej waleczności nie straciła. Jaką więc osobą trzeba być, aby w każdych okolicznościach pozostać waleczną?

Nie wiem właściwie, jak na to pytanie odpowiedzieć, bo nie mogę mówić o wszystkich kobietach. Natomiast znam ich wiele, niektóre tę waleczność zachowują do końca życia, a inne jej nie mają  i zawsze się podporządkowują. Dlatego małżeństwo czy związek wygląda tak różnie, u różnych ludzi. Nad własną tożsamością i tym jak radzić sobie w życiu można jednak popracować, można się tego nauczyć, ale też trzeba odkryć coś w sobie. Odkryć to, co gdzieś drzemie. Wiele zależy od wychowania. Ja musiałam z moją matką ciągle walczyć i myślę, że to mnie tak ustawiło na całe życie. Wiedziałam, że jak nie powalczę, to nic ze mnie nie będzie. Gdybym słuchała ojca, byłabym ekonomistką, a jeśli matki – to lekarką.

A kim jest feministka współcześnie?

Myślę, że wiele kobiet – tych, które mówią „ja nie jestem feministką, ale…”, i tu idzie cała litania działań feministycznych – to feministki, które siebie nie definiują tym słowem. Uważam, ze wiele kobiet ma coś co nazywam feminizmem naturalnym. Mam właśnie ten rodzaj. Uważam, że w każdej kobiecie powinien się obudzić, szczególnie kiedy jest krzywdzona, albo widzi, że ktoś krzywdzi inną kobietę. Stąd też moje zaangażowanie społeczne. Robię wiele rzeczy, chociaż wchodzi mi to w paradę, zabiera czas potrzebny na pisanie. Trudno, tak było z profilaktyką raka piersi, tak jest z przemocą w stosunku do kobiet i dzieci.  

Czy jako feministkę boli panią to, że wielu z nas uczucie kojarzy się z teorią o dwóch połówkach jabłka?

Mnie to śmieszy. Oczywiście związek tworzy jakąś całość, nową jakość, ale na pewno nie jest tak, że dzieli się na dwie równe połówki, tworzące jedność absolutną. Dwa ciała splecione w akcie miłosnym, są dwoma odrębnymi ciałami. Jabłuszko często bywa robaczywe. Ostatnio natomiast doszłam do wniosku, że następną książkę zacznę zdaniem: „Nic nie jest takie, jak się wydaje”, które będzie się przewijało przez całą powieść. A w miłości to już pewnik. Dlatego dziwne wydaje mi się, by podjąć decyzję o ślubie i związku „na całe życie”, jeśli nie wypróbuje się człowieka – pod każdym względem. Nie zamieszka z nim pod jednym dachem. Kiedy człowieka przyjmuje się do pracy, to na 3-miesięczny staż, a tutaj od razu niektórzy myślą: Ach, zakochanie, namiętność!

W uzupełnionym wydaniu „Jak zdobyć, utrzymać i porzucić mężczyznę” a także w „Małej encyklopedii małżeńskiej” pisze pani natomiast o „nowych” rodzajach związków – wielokątach, związkach partnerskich, homoseksualnych. Czy te relacje oznaczają też nowe definicje miłości?

Myślę, że wszystko było, tylko w tej chwili o tym się mówi. Wcześniej tego zakazywano, ale  jeśli coś jest zakazane, robi się to po cichu.

Wydaje się jeszcze, że żyjemy w czasach, które sprzyjają „seryjnej monogamii”. Jeśli coś się nie układa albo robi się zbyt poważne, wychodzimy z roli czyjegoś partnera, by za chwilę związać się z kimś innym, nie na dłużej niż 2 – 3 lata. Jakie jest Pani zdanie w tej kwestii?

Jestem przeciw, ale to kwestia gustu. Moje małżeństwo jest monogamiczne, chociaż przeżywa wzloty i upadki. Uważam, że lepsza jest czasem zdrada, niż taka zamiana bohaterów. Wchodząc w związek młodo, nie wiemy, co się wydarzy, to loteria. Nagle okazuje się, że chciałoby się czegoś innego. Z tym, miłość istnieje w różnych postaciach. Zdarza się krótszy lub dłuższy romans. Rozumiem kobiety, które przyjmują z powrotem mężczyzn. Także odwrotnie. Rozumiem, że kobieta też ma prawo do poznania kogoś innego. Jeżeli jest miłość, można wiele przetrwać.

Bukowski napisał: Miłość to forma uprzedzenia. Kochasz to, czego potrzebujesz, kochasz to, co poprawia ci samopoczucie, kochasz to, co jest wygodne. Jak możesz twierdzić, że kochasz jednego człowieka, skoro na świecie jest dziesięć tysięcy ludzi, których kochałabyś bardziej, gdybyś ich kiedyś poznał? Ale nigdy ich nie poznasz. Zgodzi się z nim Pani?

Myślę, ze każdy w tej materii mówi po prostu o sobie. Czego on potrzebuje albo nie potrzebuje, albo jest to uprzedzenie albo nie jest. Ja bym ujęła to inaczej: wiem dokładnie, czym jest miłość. Kocham tych ludzi, o których się boję. Pisałam o tym kiedyś i to sobie przemyślałam – lęk o kogoś innego jest postacią miłości, przynajmniej dla mnie to dowód na miłość. Zawsze się boję o męża, syna, ale też o przyjaciół. Uważam bowiem, że przyjaźń też jest formą miłości, niekiedy trwa dłużej. Bardzo często się też zdarza, że ludzie biorą namiętność za miłość – kiedy ustępuje, związek zaczyna cierpieć i przeważnie się rozpada. Różnych namiętności można mieć wiele i z tym, co mówił Bukowski,  najprawdopodobniej  jest tak,  że chodzi właśnie o namiętności. Miłość wymaga raczej pogłębienia.

A kiedy miłość się kończy?

Nigdy. To znaczy, zmienia oblicze. Miłość jest też tym, co pozwala przetrwać kryzysy. Ja jestem ze swoim mężem przeszło 40 lat  i po prostu wiem, że  bez kryzysów nie może się obejść. Każde z nas dąży do tego, by pokazać własne zdanie, jesteśmy uparci, ale jeśli nie byłoby miłości, ten związek nie mógłby przetrwać. A jeżeli jest, to nie warto tego poświęcać dla jakiegoś odrębnego zdania . Trzeba mieć tez „płaszczyznę nieporozumienia”, żeby można było żyć razem. Trzeba zostawić ten margines i dbać o to, by się nie zranić do końca.

Czy z punktu widzenia mężczyzny zawsze jest ona czymś innym, niż w rozumieniu kobiety?

Sądzę, że tak. My się jednak bardzo różnimy. Mężczyźni tylko w takich krańcowych sytuacjach zdają sobie z tego sprawę. Kiedy zachorowałam, to mój mąż naprawdę zrozumiał, jak mocno jest ze mną  związany.

A co Pani sądzi o wizji miłości rodem z 50 twarzy Greya?

Chyba nie o twarze tu chodzi, nie sądzi Pani? Przepraszam, że odpowiadam pytaniem na pytanie, to nie jest eleganckie, ale nie dało się tego czytać. Zaczęłam z ciekawości, żeby zobaczyć co sprawiło, że taka marna rzecz pojawiła się na szczytach list bestsellerów. Seks, prawie porno, ale jednak nie całkiem porno, to przyciąga kobiety, chcą wiedzieć co robią inne! Zwłaszcza u nas to się liczy, bo króluje pruderia. Łatwiej o porno w Internecie, niż o podręcznik Wychowania Seksualnego. Stąd bierze się taki głód.

W książce ukochany głównej bohaterki przedstawiany jest jako ideał mężczyzny – pomijając już , jak bardzo był oderwany od rzeczywistości, to co złego jest w szukaniu kogoś, kto będzie kimś więcej, niż tylko przystojnym i dobrym człowiekiem?

Jedno z drugim ma niewiele wspólnego. Ideał to ktoś kto nam odpowiada. i tyle. Kobiety „na życie” na ogół nie szukają przystojniaków. Chociaż mamy wrażliwość na wygląd mężczyzny. Są takie, które wiedzą czego chcą. Czegoś innego na jedną noc, na romans, a zupełnie czego innego na całe życie. Jeśli następuje pomieszanie z poplątaniem i „mięśniaka” z romansu bierze się na męża, to może skończyć się katastrofą, ale wcale nie musi, bo przystojniak może okazać się świetnym mężem. Nie ma reguł. Jednak ja jestem skłonna wierzyć, że wspólna baza musi istnieć, ta baza dotyczy poglądów, ideałów, stosunku do wykształcenia, zwłaszcza gdy pojawią się dzieci. Także w seksie trzeba szanować wzajemną wrażliwość, żeby związek był trwały. Znajome małżeństwo rozpadło się, gdy żona, mówiła w dużym towarzystwie, że z mężem już się tylko przyjaźni, nic więcej. Przy nim! gdy to usłyszałam, wiedziałam, że źle się skończy. Inny związek się rozpadł, bo mąż zmuszał żonę do perwersji, których nie znosiła.   

Ta książka nie mówi o nieszczęśliwej miłości, a o nią chcę zapytać. Tak więc, czy można kochać kogoś, kto jest w związku z kimś innym? Czy to jest w porządku?

Nie wiem, pewnie można, bo to się dzieje. W ogóle, w uczuciach trudno powiedzieć, czy coś jest w porządku czy nie. Nie ma silnych i nie ma mądrych, bo człowiek w pewnym sensie nie odpowiada za to. Cała wielka literatura, kinematografia, dobre seriale mówią o tym. 

 

fot. mat. wygraczrakiem.pl

Karolina Błaszkiewicz

dziennikarka. Związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami i z natemat.pl

Mezoterapia, czyli „odmładzanie” jajników. Jak to działa?

Uśmiechnięta para ogląda wynik testu ciążowego /Ilustracja do tekstu: Mezoterapia jajników. Jak działa i komu może pomóc?
Fot.: Fotolia.pl

Brak odpowiedniej liczby dobrej jakości komórek jajowych jest częstą przyczyną niepłodności u kobiet. Mówi się wówczas o obniżeniu tzw. rezerwy jajnikowej. Skuteczna pomoc niepłodnym pacjentkom z tego typu problemem pozostaje dla lekarzy dużym wyzwaniem. W medycynie pojawiają się jednak nowe metody, które dają nadzieję na „odmłodzenie” jajników, a tym samym – na zwiększenie szans na uzyskanie prawidłowych komórek jajowych i tym samym – na ciążę.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Szanse na poczęcie dziecka w znacznej mierze zależą od tego, czy kobieta posiada zdolne do zapłodnienia komórki jajowe. Niestety, wraz z wiekiem potencjał rozrodczy maleje – już po 35. roku życia mogą pojawić się trudności z zajściem w ciążę. U niektórych kobiet, np. z uwagi na czynniki genetyczne, funkcje jajników wygasają znacznie wcześniej niż u ich rówieśniczek.

Obniżona rezerwa jajnikowa może być również wynikiem przebytych operacji na układzie rozrodczym. W przypadku tego typu problemów możliwe jest zastosowanie leczenia metodą zapłodnienia pozaustrojowego. Rokowania przy poważnych zaburzeniach mogą być jednak niekorzystne. Stymulowanie procesów odnowy w jajnikach poprzez przeprowadzenie zabiegów zbliżonych do mezoterapii może pozytywnie na wpłynąć na liczbę dostępnych komórek. Dzięki temu większe byłyby również szanse na powodzenie zabiegu in vitro – twierdzą eksperci.

CZYTAJ TEŻ: Krioprezerwacja pomoże kobietom odkładającym macierzyństwo na później?

Moc własnego osocza z krwi

„Odmładzanie” jajników (mezoterapia jajników) polega na wstrzyknięciu osocza bogatopłytkowego (PRP – ang. Platelet Rich Plasma) bezpośrednio do jajników podczas ich wielokrotnej punkcji (nakłuwania). Podawaną substancję pozyskuje się, odwirowując próbkę własnej krwi pacjentki, aby wyizolować z niej czynniki wzrostu – zawarte w płytkach krwi białka stymulujące wzrost tkanek i naczyń krwionośnych. Zarówno samo nakłuwanie, jak i aktywność czynników wzrostowych obecnych w osoczu może powodować aktywację procesów odnowy w jajnikach.

– Pozytywny wpływ czynników wzrostowych obecnych w osoczu został zauważony już dawno i jest doceniany do tej pory, m.in. w medycynie estetycznej czy ortopedii. Badania nad możliwością zastosowania podobnych zabiegów w leczeniu niepłodności i stymulowaniu wzrostu komórek jajowych prowadzone są od ok. 2015 roku. Prace rozpoczęły wówczas zespoły w kilku krajach, m.in. w Grecji, Stanach Zjednoczonych, Turcji. Wyniki badań potwierdziły, że zabieg może przynosić  pożądane efekty – wyjaśnia dr Janusz Pałaszewski, ordynator w Klinice Leczenia Niepłodności INVICTA w Warszawie.

POLECAMY TAKŻE: Kauteryzacja jajników. Na czym polega ten zabieg i dla kogo jest zalecany?

Mezoterapia jajników – dla kogo?

Zabieg proponowany jest najczęściej kobietom z zaburzeniami płodności, które rozważają leczenie metodą zapłodnienia pozaustrojowego. Wskazaniem do „odmładzania” jajników jest m.in. obniżona rezerwa jajnikowa. Do jej oceny służy badanie hormonu AMH oraz badanie USG i określenie liczby pęcherzyków antralnych w jajnikach. Zabieg rozważa się też w przypadku pacjentek starszych (po 40. roku życia) oraz w leczeniu par, u których wcześniejsze cykle in vitro nie zakończyły się ciążą z uwagi na niską jakość i liczbę komórek jajowych.

Punkcja jajników z podaniem specjalnie przygotowanego osocza bogatopłytkowego przeprowadzana jest na kilka tygodni lub kilka miesięcy przed programem zapłodnienia pozaustrojowego. Decyzję o rozpoczęciu leczenia metodą in vitro podejmuje lekarz po ocenie efektów zabiegu.

Jak przebiega zabieg mezoterapii jajników?

Jak każda procedura, także „odmładzanie” jajników wymaga kwalifikacji medycznej. Niezbędne jest wykonanie całego pakietu badań laboratoryjnych, oceniany jest również ogólny stan zdrowia oraz rokowania dla osiągnięcia oczekiwanych rezultatów.

– Przeciwwskazaniem do zabiegu może być aktywna infekcja, zaburzenia krzepnięcia krwi czy zły stan ogólny pacjentki. Procedura należy do względnie bezpiecznych, wymaga jednak krótkiego znieczulenia ogólnego i wprawy ze strony lekarza operującego. Przed zabiegiem od pacjentki pobierana jest krew, z której izolowane jest osocze bogatopłytkowe. Po specjalnym przygotowaniu preparat jest podczas zabiegu punkcji, poprzez nakłucie, wprowadzany bezpośrednio do jajników – wyjaśnia dr Pałaszewski.

Ryzyko powikłań podczas i po zabiegu jest niewielkie. Dotyczy np. ewentualnego krwawienia, bóli podbrzusza, infekcji.

– Dotychczasowe wnioski z prac badawczych są bardzo obiecujące. Wygląda na to, że przynajmniej części pacjentek – dzięki nowemu rozwiązaniu – będziemy mogli jeszcze skuteczniej pomóc – dodaje specjalista z INVICTA.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Sztuczny jajnik nadzieją na macierzyństwo dla niepłodnych kobiet

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Plemnik – gatunek zagrożony wyginięciem. Jak zapobiegać obniżeniu jakości nasienia?

Smutny mężczyzna spogląda w dół /Ilustracja do tekstu: Niepłodność męska - temat tabu /Obniżenie jakości nasienia
Fot.: Travis Jones /Unsplash.com

Plemniki ludzkie oglądane są od czasu wynalezienia mikroskopu przez Antoniego van Leeuwenhoeka na przełomie XVII i XVIII wieku. Prawdziwy rozwój oceny wartości nasienia odbywa się jednak na naszych oczach.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Andrologia to bardzo młoda dziedzina medyczna. Pierwsze naukowe opracowanie parametrów nasienia na światowym poziomie to rok 1992. Wtedy ustalono, w badaniach na bardzo dużej populacji mężczyzn, parametry nasienia zapładniającego (np. gęstość plemników w 1 ml nasienia – 20 mln, prawidłowe plemniki – pow. 30%).

Ostatnie takie opracowanie Światowej Organizacji Zdrowia z roku 2010 wskazuje na minimalną gęstość 15 mln plemników w 1 ml, a minimalny odsetek form prawidłowych na 4%.

Populacyjne obniżenie jakości nasienia czy lepsze metody badawcze?

Czy to oznacza, że w populacji ludzkiej obniża się jakość nasienia? Niekoniecznie, aczkolwiek jest takie ryzyko. Przede wszystkim należy wziąć pod uwagę, że dynamicznie rozwijają się metody badawcze, badane są większe populacje, posiadamy lepsze mikroskopy, elektroniczne analizy itp. Wszystko to ma realny wpływ na wyniki badań.

Ponadto zwiększa się zgłaszalność mężczyzn do badań andrologicznych. Dzieje się tak głównie ze względu na rozwój tej specjalności, lepszy dostęp do ekspertów i szerszą świadomość, że „czynnik męski” też jest zagrożony niepłodnością.

Dane z wielkich badań statystycznych i większa liczba mężczyzn w gabinetach lekarskich sugerują rosnące zagrożenie płodności mężczyzn, ale czy jest tak w rzeczywistości? Jeśli nawet spadek płodności mężczyzn jest tylko błędem obserwacyjnym, to jednak ryzyka środowiskowe ewidentnie się wzmagają.

CZYTAJ TAKŻE: Badania kliniczne w leczeniu niepłodności. Szansa na poprawę skuteczności inseminacji

Profilaktyka obniżenia jakości nasienia. Poznaj współczesne grzechy główne

Zatrucie środowiska, żywność „wzbogacana” chemią, siedzący tryb pracy i życia oraz pogoń za sukcesem to główne grzechy współczesnego świata, które większość z nas popełnia lub jest na nie narażona. Organizm ludzki ma ogromne zdolności buforowania, neutralizowania substancji toksycznych. A więc jeszcze bronimy się przed chemią i zanieczyszczeniem środowiska. Gorzej jest ze stresem.

Moim zdaniem, wysuwa się on na pierwsze miejsce zagrożeń płodności mężczyzn. Bo to oni, mimo wszystko, postrzegani są jako ci, którzy zapewniają byt rodzinie, a konkurencja jest ogromna – głównie w świadomości stymulowanej agresywnymi przekazami medialnymi.

Powszechnie znane są przykłady poprawy obrazu nasienia po „odstawieniu” telewizji, internetu, gier komputerowych czy kontaktów sieciowych. Czemu? Zminimalizowano stres i zmniejszono narażenie na wysoką temperaturę.

W dużych badaniach brytyjskich najbardziej narażona grupa mężczyzn to… taksówkarze! dlaczego? Jak mało kto twardo przesiadują w swoich pojazdach (temperatura).

A co z używkami? W dużych światowych badaniach na pierwsze miejsce w ograniczaniu płodności u mężczyzn wysuwa się palenie tytoniu. statystyki są nieubłagane. Palenie tytoniu znacząco obniża parametry nasienia! marihuana może „leczy doraźny niepokój”, ale tak naprawdę niczego nie leczy! degradacja psychiczna związana z używaniem narkotyku obniża płodność mężczyzn w różnych płaszczyznach życia.

Duży wpływ na płodność ma też praca poza granicami miejsca zamieszkania – mowa o tzw. mężu marynarzu. To zawsze był problem związany z rozrodem. Nieregularne współżycie, niepokoje związane z oddaleniem od domu nie sprzyjają płodności.

ZOBACZ TAKŻE: Normy nasienia według WHO, czyli męska płodność pod lupą

Jest na to recepta?

Co zatem robić, by męska płodność nie była zagrożona? Odpowiedź jest prosta. Sen – lekarstwo na wszystkie choroby. Rzeczywiście, mimo zagrożeń środowiskowych dobrze jest się wysypiać. Wszystkie światowe badania pokazują, że regularny, długi sen sprzyja zdrowiu, a co za tym idzie, ma świetny wpływ na cały organizm i płodność.

Co robić, aby nie narażać swojej płodności?

Łatwiej zapamiętać, czego nie robić. Grzechy główne wymienione na początku łatwo przekładają się na „grzechy główne” tradycji europejskiej. Proszę zwrócić uwagę, że obżarstwo wiąże się z nadwagą, „lenistwo” z przegrzewaniem jąder, chciwość – czyli wyścig szczurów – wpływa na podniesienie poziomu stresu. Gniew, próżna chwała i pycha to czynniki wywołujące hyperprolaktynemię (stres), zazdrość – nieprawidłowe pożycie seksualne, a rozpusta – choroby prowadzące do niepłodności męskiej, np. rzeżączkę. wszystko to negatywnie wpływa na jakość nasienia.

Postaw na zdrowy rozsądek

Zatem wiemy już, czego nie robić, by mężczyzna nie utracił płodności.

Oczywiście każdy mężczyzna powinien prowadzić „higieniczny”, „bezgrzeszny” tryb życia. We współczesnym świecie nie jest to jednak takie proste. Mimo wszystko należy dążyć do doskonałości, nie popadając w paranoję. Zdrowy rozsądek był, jest i będzie najlepszym doradcą.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Monitoring owulacji. Jak wygląda to badanie i kto powinien je wykonać?


Andrzej Rogoza

Ekspert

dr n. med. Andrzej Rogoza

Odbywał staże w zakresie andrologii i metod wspomaganego rozrodu (inseminacja, in vitro) w Lyonie u profesora Czyby i Dargenta, kursy i staże w zakresie metod wspomaganego rozrodu w Kilu, Bremie i Hamburgu oraz kursy w zakresie operacyjnych metod leczenia niepłodności w ośrodku szkolenia endoskopowego w Haarlemie (Holandia) i w Paryżu u prof. Ph. Boucharda na oddziale endokrynologii szpitala St. Antoine. Od 1982 r. jest nauczycielem akademickim i pracownikiem akademii medycznej w Gdańsku. w 1989 r. założył prywatną poradnię andrologii i niepłodności. Od 2010 r. pracuje w klinice Invimed w Gdyni. Należy do ESHRE i europejskiej akademii andrologii (EAA).

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

Mięśnie dna miednicy podczas ciąży. Zadbaj o płód poprzez hipopresyjne oddychanie

Hipopresyjne oddychanie a mięśnie dna macicy /Na zdjęciu: Kobieta i jej partner trzymają dłonie na ciążowym brzuchu
Fot.: Unspash.com

Ból podczas stosunku, nieprawidłowe krążenie krwi w miednicy, zaburzenia postawy ciała, a nawet obniżenie organów rodnych – te dolegliwości mogą wynikać z nadmiernego napięcia lub osłabienia mięśni dna miednicy. Odgrywają one bardzo ważną rolę w organizmie kobiety – szczególnie w okresie ciąży i wkrótce po porodzie. Ich zaburzeniom można przeciwdziałać – wystarczą proste ćwiczenia oparte na hipopresyjnym oddychaniu. Co to takiego?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Termin: hipopresja odnosi się do zmniejszenia ciśnienia, w tym przypadku w jamie klatki piersiowej, jamie brzusznej i miednicy. Tymczasem tradycyjne ćwiczenia, trening brzucha, grawitacja, a także większość naszych codziennych aktywności prowadzą do hiperpresji, czyli zwiększenia ciśnienia wewnątrz jamy brzusznej.

– Nie oznacza to, że wykonywanie codziennych czynności i uprawianie sportu jest dla nas złe. W rzeczywistości większość naszych czynności (nawet chodzenie) zwiększa ciśnienie w jamie brzusznej. Dlatego musimy się zająć tym, jak dobrze nasze ciała są w stanie poradzić sobie z tymi naciskami, i zapobiec wystąpieniu urazu lub dysfunkcji – podkreślają przedstawicielki warszawskiego salonu Sztuka Odnowy, który organizuje warsztaty hipopresyjnego oddychania.

CZYTAJ TAKŻE: O której godzinie uprawiać seks, by zajść w ciążę? Odpowiedź znają szwajcarscy naukowcy

Hipopresyjne oddychanie, czyli profilaktyka zaburzeń mięśni dna miednicy

Hipopresyjne oddychanie daje wytchnienie mięśniom dna miednicy i uczy utrzymywania prawidłowego ciśnienia w jamie brzusznej. Przekłada się to m.in. na zwiększenie wydolności organizmu, poprawę krążenia, korekcję postawy, a także zwiększenie świadomości ciała i lepsze przygotowanie do ciąży i porodu.

Chcesz dowiedzieć się więcej na temat hipopresyjnego oddychania, by lepiej przygotować się do ciąży lub wspomóc swój organizm w regeneracji po porodzie lub przebytych chorobach? Zapisz się na kameralne, 10-osobowe warsztaty, które odbędą się 25 sierpnia 2018 r. o godz. 12.00 w Empik School Warszawa Bemowo (ul. Lazurowa 14, Warszawa). Koszt udziału w spotkaniu: 50 zł.

Organizatorami warsztatów hipopresyjnego oddychania są Sztuka Odnowy i Zdrowie Jego Nać.

Więcej informacji na temat wydarzenia znajdziesz tutaj.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Utrudnia zajście w ciążę i przyczynia się do poronień. Czym jest macica dwurożna?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

6 rzeczy, których prawdopodobnie nie wiesz o in vitro

Ciekawostki o in vitro /Grafika ilustrująca procedurę in vitro
Fot.: scientificanimations.com/wiki-images

Procedura in vitro stosowana jest już od ponad 40 lat. Od 25 lipca 1978 r., gdy na świat przyszło pierwsze dziecko poczęte tą drogą, technika ta była wielokrotnie udoskonalana, co przyczyniło się do zwiększenia jej skuteczności. Ale czy wiemy o niej wszystko?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Oto 6 ciekawostek o in vitro, których prawdopodobnie jeszcze nie znasz.

1. Zaburzenia snu zmniejszają szanse na powodzenie in vitro

Zgodnie z badaniami naukowców z Wielkiej Brytanii i Indii, niedostateczna lub nadmierna ilość snu może wiązać się z obniżeniem szans na sukces zapłodnienia in vitro. Naukowcy zauważyli, że kobiety, które spały mniej lub więcej niż rekomendowane 7-8 godz. dziennie, miały o 10-15% mniejszą szansę na uzyskanie ciąży tą drogą.

Co jednak istotne, zaburzenia snu mogą być nie tylko bezpośrednią przyczyną obniżenia skuteczności in vitro (m.in. wskutek zaburzeń hormonalnych związanych z rozregulowanym cyklem dobowym), ale też wynikiem innych zaburzeń pracy organizmu, które prowadzą do niepłodności.

CZYTAJ TEŻ: Czy bezsenność w czasie ciąży to norma? Jakie są skuteczne sposoby na lepszy sen w okresie ciąży?

2. Za pomocą in vitro nie wybierzesz płci dziecka, chyba że istnieją wskazania medyczne

Choć możliwe jest przeprowadzenie diagnostyki przedimplantacyjnej (ang. preimplantation genetic diagnosis, w skrócie PGD), polegającej na genetycznej analizie zarodków uzyskanych poprzez in vitro, jej celem nie jest wybór płci naszego przyszłego dziecka. Ten rodzaj badania zarodków zlecany jest przez lekarza ginekologa lub genetyka przede wszystkim w przypadku obciążeń genetycznych lub ryzyka wystąpienia nieprawidłowości chromosomalnych. Zgodnie z polskim ustawodawstwem, wybór płci zarodków możliwy jest tylko w sytuacji, gdy jedno z rodziców jest nosicielem mutacji genetycznej sprzężonej z płcią. Wybór zarodka płci przeciwnej przeciwdziała wówczas wystąpieniu poważnych uszkodzeń płodu i rozwojowi chorób dziedzicznych u dziecka.

Warto jednak zauważyć, że istnieją kraje, w których możliwy jest transfer zarodka pożądanej przez rodziców płci. W USA taka usługa dostępna jest dla zainteresowanych par (także zagranicznych) i wiąże się z kosztem ok. 1 tys. dolarów. Wybór płci dziecka umożliwia tam nie tylko diagnostyka PGD, ale także nowoczesna technika Microsort. Jest to metoda sortowania plemników pod względem rodzaju chromosomów płciowych. Wybór płci zarodka bez wskazań medycznych rodzi jednak wątpliwości etyczne.

3. Z procedury in vitro korzystają także kobiety po menopauzie

Choć ciąża po menopauzie (i w trakcie tego procesu) wiąże się z istotnymi przeciwwskazaniami, z punktu widzenia współczesnej medycyny reprodukcyjnej jest możliwa. Z uwagi na ryzyko komplikacji zdrowotnych i zaburzeń genetycznych, które wzrasta z wiekiem, wiele krajów zdecydowało się na wprowadzenie granic wiekowych, powyżej których nie jest możliwe skorzystanie z procedury in vitro. W Polsce nie ma odgórnych regulacji w tym zakresie; własne regulaminy stosuje natomiast wiele klinik leczenia niepłodności.

Z włoskiego raportu z realizacji ustawy o in vitro w krajach europejskich wynika jednak, że 30 proc. zapłodnień in vitro w Polsce wykonano u kobiet w wieku 50+ (z Polski i zagranicy). Znany jest przykład Polki, która w wieku 60 lat powitała na świecie bliźnięta z in vitro. Światowy rekord na tym polu pobiła Daljinder Kaur z Indii, która urodziła dziecko z in vitro w wieku 72 lat.

4. In vitro nie jest przyczyną ciąż mnogich

Powszechnie uważa się, że procedura in vitro przyczynia się do zwiększenia ryzyka ciąży mnogiej. To tylko częściowa prawda

Ciąże bliźniacze po in vitro rzeczywiście mogą zdarzać się nieco częściej – dzieje się tak jednak głównie po transferze kilku zarodków. W przypadku podania pojedynczego zarodka szansa na ciążę bliźniaczą wynosi ok. 1-2% (odsetek ten nie jest zatem większy niż w przypadku naturalnego poczęcia).

5. In vitro zwiększa ryzyko ciąży pozamacicznej

Ryzyko patologii ciąży po zapłodnieniu pozaustrojowym jest wyższe niż w przypadku zapłodnienia drogą naturalną. Ciąże pozamaciczne  po in vitro zdarzają się w 2-8% przypadków (średnie ryzyko w odniesieniu do wszystkich ciąż, nie tylko po in vitro, wynosi zaś 2%). Warto wiedzieć, że zagrożenie rośnie wraz ze wzrostem liczby transferowanych embrionów.

Ciąża pozamaciczna (ektopowa) przeważnie kończy się poronieniem. Może być też przyczyną groźnych powikłań: pęknięcia jajowodu i krwotoku do jamy otrzewnej, co niekiedy ma skutek śmiertelny.

Naukowcy przypominają, że pierwsza ciąża z in vitro (jeszcze przed poczęciem Louise Brown) była właśnie ciążą pozamaciczną.

CZYTAJ TEŻ: 7 rzeczy, które musisz wiedzieć o poronieniu

6. In vitro to procedura wymagająca emocjonalnie – dla obojga partnerów

Większość par, które przymierzają się do procedury in vitro (klasycznej lub ICSI), jeszcze przed ostateczną decyzją o zabiegu zmaga się z dużym stresem i silnymi emocjami, które wynikają z przedłużającego się leczenia niepłodności i wielu niepowodzeń. Procedura in vitro, która wiąże się z nieobojętną dla organizmu stymulacją hormonalną, kolejnymi nadziejami i pełnym strachu oczekiwaniem na wynik, może dodatkowo obciążać psychicznie i prowadzić do konfliktów partnerskich.

Aby ta trudna droga do rodzicielstwa nie wywoływała daleko idących konsekwencji dla waszej relacji, warto rozważyć skorzystanie ze wsparcia psychologicznego.

Źródło: novum.com.pl, centerforhumanreprod.com, polityka.pl, ncbi.nlm.nih.gov, fertility.org

POLECAMY RÓWNIEŻ: Jak zwiększyć szansę na powodzenie in vitro? Oto 5 wskazówek

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.