Przejdź do treści

Kontrowersyjny eksperyment na rozdzielonych trojaczkach. Poznaj niezwykłą historię braci

eksperyment na rozdzielonych trojaczkach
fot. Indepedent

Kiedy w 1961 roku trojaczki przyszły na świat, zdecydowano się je przekazać do adopcji. Chłopcy trafili do trzech różnych rodzin, a ich nowi opiekunowi nie mieli pojęcia, że synowie mają rodzeństwo. Co więcej, nie zdawali sobie sprawy, że ich dzieci stały się obiektem kontrowersyjnego eksperymentu.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dzieci zdecydowano się rozdzielić, aby zobaczyć, jak będą się zachowywać w różnych środowiskach. Rodzeństwo przez lata było monitorowane przez dr Petera Neubauera z Manhattan Child Development Center, które przekształcono na dzisiejsze The Jewish Board of Family and Children’s Service.

O istnieniu jednego z braci Robert Shafran dowiedział się dopiero w 1980 roku, kiedy rozpoczął naukę na Sullivan County Community College.

Ku zdziwieniu świeżo upieczonego studenta, obcy ludzie rozpoznawali go i zwracali się do niego per „Eddy”. Dzięki pomocy znajomych Robert dotarł do tajemniczego Eddy’ego Gallana, który okazał się być… jego bratem! Potwierdziły to badania genetyczne, którym poddali się mężczyźni.

Sprawę niezwykłych braci nagłośniły media. Właśnie tym sposobem o istnieniu rodzeństwa dowiedział się trzeci z braciDavid Kellman.

Zobacz także: Kraina bliźniąt. Tu ciąże mnogie zdarzają się 6 razy częściej

Kontrowersyjny eksperyment na rozdzielonych trojaczkach

Z dnia nadzień nieznani nikomu mężczyźni stali się celebrytami – byli zapraszani do talk-show, interesowała się nimi prasa. 

Niestety w 1994 roku Robert i David dowiedzieli się o samobójczej śmierci Eddy’ego. Kolejnym szokiem było ujawnienie informacji, że przez lata rodzeństwo było filmowane, fotografowane i badane na rzecz eksperymentu.

Do informacji tej dotarł dziennikarz śledczy Lawrence Wright. Rodzicom dzieci mówiono, że wszystkie nietypowe praktyki czyniono ze względu na wewnętrzną politykę ośrodka adopcyjnego.

Obecnie Shafran i Kellman ubiegają się o odszkodowanie od Jewish Board. Domagają się również upublicznienia dokumentów związanych z eksperymentem.

Losy trojaczków widzowie mogą prześledzić w dokumencie pt. „Trzech identycznych nieznajomych”, którego premiera odbyła się 19 stycznia na Sundance Film Festival w USA.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily News, Independent, Onet

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Jak kobiety doświadczają poronienia – trudne historie zapisane w zdjęciach!

Źródło: Instagram autorki tekstu skinonsundays ; autorka kampanii: Instagram dr Jessica Zucker ; autorka zdjęcia: rebeccacoursey_photosandfilm

Poronienie wciąż zdarza się być tematem tabu. A przynajmniej czymś, o czym trudno jest mówić. Brakuje nam słów mogących w pełni opisać to doświadczenie. Tym ważniejsze stają kampanie podobne do tej, jaką stworzyła dr Jessica Zucker – czy widziałaś już te zdjęcia?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Dr Zucker sama przeżyła stratę ciąży w drugim trymestrze. To dewastujące dla niej zdarzenie stało się inspiracją do szerzenia świadomości właśnie o ciąży oraz jej utracie. Jako psycholożka specjalizująca się w mentalnym aspekcie zdrowia reprodukcyjnego kobiet wie, jak ważne jest głośne mówienie o tego typu doświadczeniach i jak wiele kobiet tego potrzebuje!

 

Jak wiele z nich potrzebuje usłyszeć, że nie są same. Że ich ból jest ważny, przyjęty przez innych i zaopiekowany. Że mogą mówić o swoich przeżyciach bez wstydu, czy poczucia winy.

 

Jedną z kampanii, jaką stworzyła dr Jessica, jest zbiór zdjęć doceniających doświadczenia kobiet, które poroniły #IHadAMiscarriage [tł. redakcji: doświadczyłam poronienia].
Projekt powstał przy współpracy m.in. z meksykańską poetką i artystką, Jessicą Lakritz, której twórczość niezwykle podkreśliła wagę historii kobiet biorących udział w projekcie. Ich ciała zdobią słowa poezji opowiadającej o każdym indywidualnym doświadczaniu płodności, straty, przemian jakie w nich zaszły i codziennych zmaganiach.  Zdjęciami zajęła się zaś fotografka Rebecca Coursey-Rugh.

 

Kampania przekazała światu niezwykłe historie, głębokie emocje i współodczuwanie kobiet z całego świata.

 

Jednym z celów dr Jessiki było też pokazanie ram, które pomogą uhonorować te trudne chwile oraz utracone dzieci. Chce ona proponować kobietom rytuały, formy, czy narzędzia do takiej pracy ze swoją historią poronienia, które mogą im pomóc radzić sobie z ciężkimi zdarzeniami, co przytacza portal „Babble”.

Tego typu zdjęcia i przekazanie swoich uczuć w formie sztuki jest niewątpliwie jednym ze sposobów przeżycia straty oraz zrzucenia z barków chociaż części ciężaru swojej historii. A do tego niewątpliwie jest to ogromna lekcja dla reszty świata – lekcja zrozumienia, otwartości, wsparcia

 

Źródło: Instagram dr Jessica Zucker ; autorka zdjęcia: rebeccacoursey_photosandfilm; autorka tekstu: skinonsundays [tłumaczenie poniżej: redakcja]

Światło w moim ciele załamało się

A ciemność zmieniła mnie w kogoś,

Kto może to uleczyć

 

Źródło: Instagram autorki tekstu skinonsundays ; autorka kampanii: Instagram dr Jessica Zucker ; autorka zdjęcia: rebeccacoursey_photosandfilm

 

Źródło: Instagram autorki tekstu skinonsundays ; autorka kampanii: Instagram dr Jessica Zucker ; autorka zdjęcia: rebeccacoursey_photosandfilm

 

 

Źródło: „Babble”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Lekarz był pewien, że to ciąża. A to była torbiel czekoladowa

Torbiel wielka na 10 cm.  6 operacji usunięcia endometriozy.  Jak Donacie udało się pokonać chorobę? Jak endometrioza wpłynęła na jej życie i jak zmieniła plany na macierzyństwo… Poznajcie tę wzruszającą historię kobiety, która znalazła w sobie chęć na wspieranie i pomaganie innym kobietom z endometriozą.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Z Donatą Sobanią-Byczkowską (lat 34) rozmawia Aneta Grinberg-Iwańska

Kiedy i jak dowiedziała się pani o tym, że choruje na endometriozę?

O podejrzeniu endometriozy dowiedziałam się w 2007 roku. Miewałam coraz silniejsze bóle w macicy. Udałam się do ginekologa, który nie miał możliwości zrobienia USG, ale stwierdził, że jestem w zaawansowanej ciąży i że w czasie jego wieloletniej praktyki nigdy się jeszcze co do tego nie pomylił. Doktor skierował mnie na USG i okazało się, że to nie była ciąża. Miałam na lewym jajniku torbiel o wielkości 8×10 cm. Moja pierwsza operacja odbyła się w tym samym tygodniu. Diagnoza: torbiel czekoladowa z podejrzeniem endometriozy.

Czy lekarze podczas diagnozy endometriozy wykazali się empatią, czy twierdzili, że bolesne miesiączki to „normalna sprawa”?

Na szczęście nigdy nie spotkałam się z lekarzami, którzy nie wierzyliby moim objawom. Mając stwierdzoną endometriozę byłam zawsze kierowana do specjalistów w tej dziedzinie, którym dobrze znane są symptomy choroby.

Czy operacja pomogła pani w walce z endometriozą?

Jestem po sześciu operacjach. Odbywały się one przeciętnie co dwa lata. Jeszcze parę lat temu nie miałam takiej wiedzy o endometriozie jak teraz. Pamiętam, że po operacjach w Anglii przyszedł do mnie lekarz i mówił za każdym razem, że nie usunął wszystkich zmian, bo się nie dało. Teraz wiem, że dlatego nawrót endometriozy za każdym razem był tak szybki. Półtora roku temu postanowiłam poszukać prywatnej kliniki leczenia endometriozy. Natrafiłam na klinikę Miracolo. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z tak profesjonalną, kompetentną, przyjazną i empatyczną kadrą ludzi, pracujących w jednym miejscu. Operacja była wykonana bardzo dokładnie, z usunięciem wszystkich widocznych zmian i ognisk endometriozy. Wiem to, bo po półtora roku, bez terapii hormonalnej, nie odczuwam żadnych symptomów endometriozy.

Jak łączyła pani pracę z chorobą? Czy pracodawcy byli wyrozumiali?

Przez wiele lat pracowałam w przedszkolu w Londynie. Łapałam od dzieci wszystkie  wirusy i bakterie. Byłam ciągle chora. Moja odporność była bardzo obniżona. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy z tego, że to wszystko związane było z endometriozą. Pracodawcy byli bardzo wyrozumiali. Rekomendowali mi nawet sprawdzonych specjalistów i organizowali wolny czas, żebym mogła się do nich udać.

Czytaj też: Torbiele endometrialne – późny objaw endometriozy. Jak je leczyć i czy można uniknąć wznowy?

Co endometrioza zmieniła w pani życiu?

Rok temu założyłam grupę wsparcia pod nazwą Endometrioza-ANTIDOTUM. Na tą inicjatywę wpłynęło parę wydarzeń w moim życiu, ale to najważniejsze, to własne doświadczenie z chorobą. Niespełna dwa lata temu trafiłam na cytaty Alberta Einsteina, że nie można uzyskać nowych rezultatów robiąc w kółko to samo i żeby zagłębić się w naturę, bo wtedy zrozumiemy wszystko o wiele lepiej. To dało mi do myślenia , bo przecież przez wiele lat stosowałam się do tych samych zaleceń lekarzy, a efekty były ciągle te same; szybkie nawroty choroby, operacje i ból… Od tamtej pory wzięłam sprawy w swoje ręce i zaczęłam zdobywać wiedzę na temat endometriozy i byłam zdumiona ogromem informacji odnośnie naturalnego leczenia, a zarazem zszokowana, że przez 9 lat nie usłyszałam o żadnej z tych alternatyw od prowadzących mnie lekarzy. Mając świadomość wyboru zaczęłam wdrażać różne terapie i metody leczenia w życie i zauważać bardzo dobre efekty. Przyłączyłam się do istniejącej grupy wsparcia, ale nie znalazłam tam tego, czego szukałam. Większość wpisów była dołująca i pesymistyczna i właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że naglącą potrzebą w środowisku kobiet z endometriozą jest pozytywne nastawienie, dawanie nadziei, dzielenie się dobrymi doświadczeniami, tym co może pomóc również komuś innemu. Inspiracją do stworzenia grupy samopomocowej byli też inni ludzie, których spotkałam na swojej drodze, między innymi lekarz, dr Tomasz Songin, który w najcięższych chwilach tak bardzo mi pomógł , poświecił ku temu swój prywatny czas i miał przy tym tak wielkie serce i tą nieziemską energię, którą zarażał… i czułam, że muszę się w jakiś sposób odwdzięczyć za te wszystkie dobre rzeczy, które mnie spotkały w tych chwilach cierpienia. Spotykając w swoim życiu kogoś wyjątkowego, samemu chce się być lepszym człowiekiem. Szerzenie świadomości o endometriozie w pozytywny sposób daje mi poczucie, że robię coś pożytecznego, że może jakaś informacja przyczyni się do polepszenia jakości życia kogoś innego.

Jest takie powiedzenie:

„Pomoc jednej osobie nie zmieni całego świata, ale może zmienić świat dla jednej osoby.”

Ta grupa niesie również nadzieję dla mnie, bo ja wciąż poszukuję swojego antidotum, odpowiedzi, wskazówek, świadectw od kobiet, które zaszły w ciążę, pomimo, że lekarze nie dawali im żadnych szans, albo tych które dzięki determinacji pokonują chorobę. Takich kobiet jest coraz więcej. To wszystko motywuje mnie do dalszych kroków w kierunku szerzenia wiedzy o endometriozie. Niedawno powstała również strona internetowa www.endometrioza-antidotum.com, gdzie sześciu wspaniałych specjalistów; ginekolog, lekarz medycyny naturalnej, psychoterapeuta, dietetyk, fizjoterapeutka oraz fitoterapeutka udzielają porad, informacji i odpowiedzi na pytania kobiet z endometriozą. Na blogu można przeczytać o zwycięskich historiach kobiet i każda z nich może dodać swój przepis do sekcji zdrowe odżywianie przy endometriozie. Chciałabym, żeby dziewczyny czuły, że są częścią tego bloga i żeby udzielała im się ta pozytywna energia, która będzie wirtualnie na nie oddziaływać:).

Chciałabym podzielić się z Wami jeszcze jedną refleksją…Paradoksem w tym wszystkim jest to, że jestem wdzięczna za endometriozę, bo dzięki niej doceniam więcej, bo znalazłam nową pasję w życiu, bo zawarłam wspaniałe przyjaźnie. Czuję potrzebę bycia czyimś wsparciem i motywacją, i mam nadzieję, że jestem. Oczywiście fajnie byłoby nie mieć endometriozy, ale skoro już jest, to odnajdźmy w niej te dobre strony. Z całego serca życzę każdej endokobiecie, aby odnalazła swoje antidotum oraz szczęście i pamiętała, że pozytywne nastawienie to już połowa sukcesu na drodze do zdrowia.

Czy endometrioza wypłynęła na pani plany związane z macierzyństwem?

Miałam 23 lata jak usłyszałam, że jestem w ciąży, po czym okazało się, że to była jednak torbiel. Wtedy bałam się, że mogłabym być mamą, bo było to dla mnie za wcześnie. Teraz dałabym wiele, żeby to jednak była ciąża. O dziecko staramy się z mężem około 8 lat. Nie poddajemy się, ale chęć bycia mamą i stworzenia rodziny jest bardzo silna. Dlatego postanowiliśmy zaadoptować dziecko. Jesteśmy w procesie przygotowawczym i mocno wierzymy, że nasze dziecko gdzieś na nas czeka. Oboje wierzymy, że tak poprostu miało być.

Co poradziłaby pani innym kobietom zmagającym się z endometriozą?

Przede wszystkim zdobywanie wiedzy z pewnych źródeł. Dołączenie do grup samopomocowych, w których można zaczerpnąć informacji na temat stylu życia i odżywiania przy endometriozie, otrzymać wsparcie, wymienić się doświadczeniem, zapytać o rekomendację specjalisty czy renomowanej kliniki. Szukać pomocy i działać! Natychmiast! Szerokim łukiem omijać ludzi z negatywnym podejściem do choroby, negatywne, dołujące historie. Poszukiwać tylko tych dobrych doświadczeń, bo w nich największa pomoc i nadzieja.

Fot. Archiwum domowe Donata Sobania-Byczkowska

POLECAMY: Lekarz dał mi do zrozumienia, że nigdy nie zostanę mamą. Zobacz, jak Anna pokonała endometriozę!

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Zmarł Romuald Dębski. Wybitny ginekolog miał 62 lata

Zmarł Romuald Dębski
fot. Facebook - Romuald Dębski

Nie żyje profesor Romuald Dębski. Informację o śmierci ginekologa podał Szpital Praski w Warszawie.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

11 grudnia Romuald Dębski trafił w stanie ciężkim do szpitala. W czwartek 20 grudnia na Facebook’owym profilu Szpitala Praskiego w Warszawie pojawił się wpis informujący o śmierci wybitnego ginekologa:

Z głębokim żalem żegnamy prof. Romualda Dębskiego wybitnego ginekologa, humanistę, przyjaciela naszego szpitala.

Zobacz także: Prof. Romuald Dębski walczy o życie. Jest w stanie ciężkim

Zmarł Romuald Dębski

Romuald Dębski był polskim lekarzem ginekologiem, nauczycielem akademickim, doktorem habilitowanym nauk medycznych, profesorem Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. Był kierownikiem II Kliniki Położnictwa i Ginekologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Szpitalu Bielańskim w Warszawie.

Profesor Dębski był jednym z założycieli Polskiego Towarzystwa Ultrasonograficznego, dwukrotnym prezesem Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego i byłym prezesem Polskiego Towarzystwa Menopauzy i Andropauzy.

Profesor Romuald Dębski wierzył, że ludzkie życie zaczyna się z chwilą zapłodnienia komórki jajowej. Jednak jak zawsze zaznaczał, życie to jest do pewnego momentu zależne od organizmu matki.

Lekarz był zwolennikiem prawa wyboru kobiety do decydowania o własnym ciele i sprzeciwiał się projektowi zaostrzenia przepisów aborcyjnych w Polsce. Z tego względu był wielokrotnie krytykowany przez środowiska prawicowe. Trafił między innymi na „Medyczną listę hańby” Tomasza Terlikowskiego”.

Źródło: Facebook: Szpital Praski w Warszawie

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Mama Ginekolog zebrała ponad milion złotych na WOŚP! Jak tego dokonała?

Mama Ginekolog zebrała ponad milion złotych na WOŚP
Lekarka prywatnie jest mamą Roger'a i Gilberta – fot. Instagram @mamaginekolog

Znana blogerka Mama Ginekolog postanowiła wesprzeć Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Udało jej się zebrać ponad milion złotych! Jak tego dokonała?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nicole Sochacki-Wójcicka jest ginekologiem-położnikiem w trakcie specjalizacji. Pracuje w I Klinice Położnictwa i Ginekologii WUM w Warszawie. Jak sama o sobie pisze, bada, doradza, prowadzi [ciążę – red.].

Uwielbia swoją pracę, bo codziennie może doświadczać najpiękniejszych momentów w życiu człowieka – od poczęcia aż do narodzin. Na urlopie macierzyńskim wpadła na pomysł prowadzenia bloga na Instagramie. Profil Mama Ginekolog śledzi dziś 388 tys. osób. W jakim celu powstał instablog?

Lekarka uświadamia kobiety na temat ich zdrowia w ciąży, odpowiada na najczęstsze pytania i wątpliwości ciężarnych, mówi o badaniach i diagnostyce prenatalnej. Pisze również do świeżo upieczonych mam oraz do kobiet, które dziecka jeszcze nie planują.

Zobacz też: Lekarka przyjęła poród 14 godzin po własnym porodzie

Mama Ginekolog zebrała ponad milion złotych na WOŚP

Lekarka prywatnie jest mamą Roger’a i Gilberta. Młodszy synek przyszedł na świat jako wcześniak i w pierwszych tygodniach życia potrzebował medycznego wsparcia. Korzystał ze sprzętu zakupionego przez WOŚP.

Z okazji 27. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy blogerka postanowiła zorganizować zbiórkę, która miała być podziękowaniem dla fundacji.

Mama ginekolog przygotowała dla czytelniczek dwa e-booki: „#instaserial o miłości” i „#instaserial o ślubie”. Sprzedaż e-booków ruszyła 11 stycznia, a w ciągu zaledwie trzech dni autorka sprzedała 100 tys. egzemplarzy! Udało jej się zebrać 1,2 mln złotych.

Koszt książki wynosił 12,30 zł. Cały przychód ze sprzedaży zostanie przekazane na konto fundacji WOŚP-u.

Mama Ginekolog nie kryje wzruszenia.

„Życie każdego człowieka opowiedziane prawdziwie jest powieścią” – Ernest Hemingway- i moja mama – „bądź realistą, zacznij marzyć” – mamy MILION na @fundacjawosp 💪🏻🙊❤️ dziękuję Wam❤️ jutro zrobimy przelew życia 😍😊i … gramy dalej do rana 🙊🙈❤️❤️❤️ – napisała na swoim profilu lekarka.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: mamaginekolog.pl, chillizet.pl

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.