fbpx
Przejdź do treści

Kobieta poroniła w szpitalu, czekając na pomoc. Sprawę bada prokuratura

Lekarz
fot. Pixabay

Mieszkanka Gdyni zgłosiła się do szpitala po pomoc, gdy w czwartym miesiącu ciąży zaczęły odchodzić jej wody płodowe. Mimo stanu, który zagrażał jej zdrowiu, żaden z lekarzy nie zechciał udzielić jej natychmiastowej pomocy. Dziecka nie udało się uratować.

Sytuację, która miała miejsce na początku stycznia w szpitalu na gdyńskim Redłowie, nagłośniły Radio Gdańsk i lokalny oddział dziennika Fakt. Zgodnie z ich informacjami, Miłosława Wasilewska wraz z mężem przyjechała do szpitala wkrótce po pierwszych skurczach macicy. Pacjentką nie zajęto się jednak od razu. W rejestracji poinformowano młodych małżonków, że muszą oczekiwać na swoją kolej.

Gdy kobieta zaczęła krzyczeć i płakać, jej mąż postanowił poinformować o sprawie media. Wówczas – po upływie 2 godzin – miał znaleźć się lekarz, który przyjął p. Miłosławę. Nie był to jednak ginekolog, a… pediatra.

„Żona nie dostała nawet tabletek na uspokojenie”

Wykonane tego dnia USG wykazało, że dziecko wciąż żyje. Rodzice zdecydowali, że chcą spróbować je uratować. Jednak podczas kolejnego badania, które odbyło się dzień później o godz. 11.00, przyszły tragiczne wiadomości: prawdopodobnie doszło do poronienia. Na potwierdzenie tej informacji małżeństwo musiało jednak poczekać kolejne 4 godziny.

– Żona, która załamała się psychiczne, nie dostała w szpitalu nawet tabletek na uspokojenie – mówił Paweł Wasilewski, mąż p. Miłosławy, w rozmowie z Faktem.

Jak twierdzi, sytuacja, w której się znaleźli się, była niedopuszczalna.

– Ryzykowali życie nie tylko naszego dziecka, ale też mojej żony. Uważam, że to wina organizacji szpitala i przede wszystkim braku odpowiedniej liczby lekarzy – dodał, podkreślając jednocześnie, że złożył już w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.

Sprawę poronienia zbada też Rzecznik Praw Pacjenta

W ubiegłym tygodniu Rzecznik Praw Pacjenta zdecydował, by wszcząć postępowanie z urzędu, które ma wyjaśnić, czy w gdyńskim szpitalu doszło do naruszenia praw pacjenta. Te określa art. 8 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, zgodnie z którym „pacjent ma prawo do świadczeń zdrowotnych udzielanych z należytą starannością przez podmioty udzielające świadczeń zdrowotnych w warunkach odpowiadających określonym w odrębnych przepisach wymaganiom fachowym i sanitarnym. Przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych osoby wykonujące zawód medyczny kierują się zasadami etyki zawodowej określonymi przez właściwe samorządy zawodów medycznych”.

Rzecznik Praw Pacjenta skierował już do szpitala pismo z prośbą o przekazanie dokumentacji medycznej. Wcześniej w tej samej sprawie zgłosiła się prokuratura, która rozpoczęła śledztwo w sprawie narażenia pacjenta na bezpośrednie ryzyko utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Jeżeli te podejrzenia się potwierdzą, przedstawicielom szpitala może grozić do 5 lat więzienia.

Źródło: radiogdansk.pl, radioszczecin.pl, fakt.pl

Dostęp dla wszystkich

Wolny dostęp

Ten materiał dostępny jest dla wszystkich czytelników Chcemy Być Rodzicami. Ale możesz otrzymać więcej posiadając Kontro Premium!

Autor

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami