Przejdź do treści

Kiedy lekarz jest pacjentem…

Nie od dziś wiadomo, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, jednakże granica narzucania innym własnego światopoglądu jest w Polsce bardzo nieostra. W ostatnich latach przez media przewinęły się setki, jeśli nie tysiące, historii kobiet pokrzywdzonych przez lekarzy zasłaniających się klauzulą sumienia. Jednak tym razem nie o samej klauzuli sumienia, tylko o tym jak bycie lekarką i pacjentką w jednym wpływa na jakość opieki nad własnymi pacjentkami.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Nie minęły nawet trzy miesiące od mojego artykułu „Lekarskie sumienie, czyli co?„, a ja ponownie siedzę przed komputerem i zastanawiam się dlaczego lekarze nieuznający prawa pacjentek do zdrowia reprodukcyjnego wybierają specjalizacje będące filarami realizacji tych praw: ginekologia i położnictwo, perinatologia czy genetyka kliniczna. Jest to bardzo niepokojące, gdyż są dziesiątki innych specjalizacji, w których nie mieliby konfliktu sumienia, ot chociażby geriatria, patomorfologia, epidemiologia czy zdrowie publiczne.

Choć Trybunał Konstytucyjny uznał klauzulę sumienia za zgodną z Konstytucją, pamiętać należy, że Konstytucja gwarantuje nam m.in. prawo do opieki zdrowotnej oraz zabrania tortur i nieludzkiego traktowania. Europejski Trybunał Praw Człowieka wielokrotnie wypowiadał się na temat dostępu do legalnej aborcji w sytuacji, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla zdrowia, w tym psychicznego, i życia ciężarnej. ETPCz przyjął jasne i stanowcze stanowisko, że zdrowie i życie kobiety są wartościami nadrzędnymi wobec potencjalnych praw zarodka i płodu będącego tworem niezdolnym do samodzielnego życia poza organizmem matki, a zmuszanie kobiety do kontynuacji ciąży jest złamaniem przepisów Konwencji w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania. W tym miejscu chciałabym również przypomnieć, że prawa reprodukcyjne są podstawowymi prawami człowieka, a decyzja czy, kiedy, z kim i ile chce się mieć dzieci, to forma realizacji prawa do samostanowienia. To byłoby na tyle pięknej teorii, nawet stosowanej czasem w cywilizowanych krajach jak Szwecja, Dania czy Norwegia.

Tymczasem w Polsce liczba lekarzy zasłaniających się sumieniem i wprost dezinformujących swoich pacjentów i społeczeństwo rośnie jak grzyby po deszczu. Wczoraj MamaDu, za Seksizm nasz powszedni opublikował krótki wywiad z dr M. Ś., lekarką w trakcie specjalizacji z genetyki klinicznej w Centrum Zdrowia Dziecka. Poza standardowym zestawem półprawd i kłamstw używanych przez działaczy ruchów szumnie zwących się „pro-life”, dr Ś. poruszyła inną, chyba nawet bardziej istotną kwestię spotykaną w codziennej praktyce: obiektywizm.

Pani doktor w wywiadzie przyznała, że sama choruje na zespół Turnera (aberracja chromosomowa polegająca na braku drugiego chromosomu X, objawiająca się m.in. niskim wzrostem, krótką szyją oraz niepłodnością). Nie jest pierwszą, ani ostatnią lekarką osobiście borykającą się z niepłodnością, gdyż co 5. para ma problemy z poczęciem dziecka, niezależnie od wykonywanego zawodu. Najczęściej pary dowiadują się o niepłodności po bezskutecznych staraniach, tj. regularnym współżyciu bez zabezpieczeń przez min. rok, jednakże są takie postaci niepłodności jak wspomniany zespół Turnera czy zespół MRKH (polegającym na wrodzonym braku macicy) o których istnieniu pacjentki dowiadują się w okresie dojrzewania, gdy zgłaszają się do lekarza z powodu braku miesiączki. Diagnoza niepłodności usłyszana w okresie nastoletnim jest traumą porównywalną do diagnozy nowotworu. Z dnia na dzień życie nastolatki rozpada się na milion kawałków, które już nigdy nie zostaną odbudowane w jedną całość. Dla nas, kobiet w wieku 25-30 lat, które były zdiagnozowane 10-15 lat temu rzeczywistość była zgoła inna niż dla dziewczyn, które dowiadują się o zespole Turnera czy MRKH obecnie. Kiedy ja dowiedziałam się o tym, że nie mam macicy, a dr Ś. usłyszała, że jej jajniki nie są w stanie wytworzyć komórek jajowych, medycyna rozrodu, szczególnie w Polsce, nie potrafiła nam pomóc. Polskie pacjentki z zespołem Turnera są teraz w o tyle lepszej sytuacji niż dziewczyny z zespołem MRKH, że mogą skorzystać z próby stymulacji własnych jajników do IVF czy nawet skorzystać z oocytów dawczyni, a przeszczep macicy będący jedyną metodą leczenia zespołu MRKH jest w kraju nad Wisłą niedostępny. Tu w Szwecji obie metody są mniej lub bardziej, ale dostępne.

Nie wiem jakie motywy kierowały dr Ś. przy wyborze kierunku studiów, bo u mnie był to najczystszy przypadek, ale w wywiadzie wyjaśniła, że wybrała specjalizację z genetyki klinicznej, by móc pomagać pacjentkom z taką samą wadą jak jej. Czy ja wybrałabym specjalizację z położnictwa i ginekologii, i czy z podobnych przesłanek? Nigdy i to z różnych powodów. Po pierwsze, szkolenie specjalizacyjne to w znacznej części położnictwo, co byłoby zabójcze dla mojej psychiki, gdyż nie jest łatwo patrzeć na szczęście innych spowodowane narodzinami dziecka, kiedy samej zmaga się z, nazywając rzeczy po imieniu, bezpłodnością. Kolejnym powodem jest wyjątkowa presja psychiczna kiedy jako lekarz trzeba zmierzyć się z problemem wobec którego ma się bardzo silny stosunek emocjonalny. Niepłodność to nie grypa czy angina, że każdy kiedyś miał i za tydzień pacjent już nawet nie będzie pamiętał, że był chory. Empatia i dobre podejście do młodej pacjentki są wyjątkowo istotne, ale profesjonalizm i dystans do pracy są równie ważne w prawidłowych relacjach pacjent-lekarz. Kiedy trzeba wyważyć chęć pomocy swoim siostrom w chorobie z zawodowym dystansem i profesjonalizmem, na jednej szali trzeba położyć swoje zdrowie psychiczne, a na drugiej swój profesjonalny wizerunek. To nie jest łatwe równanie i tu nie ma prawidłowej odpowiedzi.

Mam koleżankę-lekarkę, też z zespołem MRKH, która zdecydowała się specjalizować w położnictwie i ginekologii. Po skończeniu specjalizacji była emocjonalnym wrakiem (no bo jak długo można dzielnie uśmiechać się do matek z noworodkami, kiedy wszystkim, o czym marzysz jest posiadanie takiego słodkiego bobasa?!). Rozmawiałyśmy kiedyś o tym, co spowodowało, że wybrała taką, a nie inną specjalizację. Usłyszałam dokładnie taką odpowiedź, jak słowa dr Ś. o pomaganiu pacjentkom z tym samym problemem jak ona ma. Koleżanka ta bardzo żałuje swojej decyzji i obecnie robi drugą specjalizację, całkowicie niezwiązaną z ginekologią. Aby stało się zadość naukowym statystykom, znam jeszcze dwie lekarki z MRKH: jedna jest lekarzem rodzinnym, a druga internistką.

Wracając do kwestii wyboru specjalizacji przez młodą lekarką pełną pasji i chęci niesienia pomocy pacjentkom borykającym się taką samą chorobą (nie zapominajmy, że niepłodność to choroba jak każda inna), jest zawsze droga po środku. Wiedza wyniesiona ze studiów, umiejętność wyszukiwania fachowych informacji w połączeniu z doświadczeniem osobistych zmagań to wprost nieocenione połączenie cech charakteryzujących lidera grupy pacjenckiej! Moim stałym Czytelnikom nie muszę nieskromnie przypominać, że to jest właśnie droga, na której jestem. Ciężko powiedzieć, że ją wybrałam, bo bardziej „tak wyszło”, niż był to mój świadomy wybór, ale przynosi mi to bardzo dużo satysfakcji, mając jednocześnie komfort psychiczny, że w każdej chwili mogę się wycofać bez rujnowania swojej kariery zawodowej. Dla niewtajemniczonych, moja „zawodowa przygoda z ginekologią” zaczęła się już na 2. roku studiów, kiedy to przeprowadziłam pierwsze kohortowe badanie charakteryzujące polskie pacjentki z zespołem MRKH (było to badanie ankietowe), a efektem była publikacja w JPAG i kilka prezentacji na konferencjach, później zorganizowałam 1st MRKH Meeting on MRKH Syndrome w 2014 r., już po skończeniu studiów, w ścisłej współpracy z Magazynem zorganizowałyśmy 2nd International Meeting on MRKH Syndrome, a plany mamy jeszcze bardziej ambitne 😉 W tak zwanym międzyczasie adminuję dwie samopomocowe grupy pacjenckie oraz odpowiadam na pytania na kilku kolejnych międzynarodowych grupach. No i oczywiście dbam o edukację społeczeństwa poprzez pisanie o niepłodności, zespole MRKH, przeszczepach macicy i prawach reprodukcyjnych.

Choć zawodowo pozostaję poza kliniczną stroną ginekologii, moje zainteresowania naukowe oscylują wokół szeroko pojętego zdrowia reprodukcyjnego i często przecinają drogi z kwestiami niepłodnościowymi. Praca naukowa jest o tyle łatwiejsza emocjonalnie, że zachowanie dystansu jest prostsze, gdy pracuje się na danych, a nie z drugim, czującym i myślącym człowiekiem w bardzo trudnej sytuacji życiowej jakim jest diagnoza niepłodności. Od koncepcji, poprzez zbieranie i analizę danych, aż do czasu publikacji wyników, zawsze można obgadać z bardziej doświadczoną koleżanką, co bardzo pomaga przywrócić dystans i powinno być obowiązkowe dla wszystkich naukowców. Czasem bardzo żałuję, że nie jestem córką którejś z moich bardziej doświadczonych koleżanek, dzięki czemu może miałabym więcej dystansu do samej siebie, do swoich badań naukowych, jak i do działalności pacjenckiej…

Ważną, acz całkowicie niedostrzeganą kwestią jest unikatowa możliwość nieformalnej edukacji koleżanek i kolegów po fachu. Gdybym podliczyła godziny spędzone tłumaczeniu ginekologom, że operacyjne wytworzenie pochwy wcale nie świadczy o tym, że pacjentka ma się już OK, że empatia nie gryzie, że przeszczep macicy to najlepsze co można osiągnąć w leczeniu MRKH, to w ostatnich 7 latach wyrobiłam już swoją życiową liczbę godzin dydaktycznych 😉

Całkowicie na marginesie chciałabym poruszyć kwestię kontynuacji lub terminacji ciąży w przypadku nieletalnej wady płodu. Jest to wyjątkowo trudna sytuacja nawet dla osoby o tak liberalnych poglądach jak ja. O ile jestem przekonana co bym zrobiła w sytuacji niechcianej ciąży bądź letalnych wad u płodu, o tyle trudno mi jednoznacznie wypowiedzieć się co bym zrobiła będąc w ciąży, kiedy płód miałby zespół Turnera lub MRKH. Nawet jak najbardziej wysilę swoją empatię i umiejętność wczuwania się w sytuację, nie potrafię jednoznacznie wskazać, czy w imię swojego pragnienia dziecka potrafiłabym skazać swoją potencjalną córkę na taką samą drogę przejścia przez piekło niepłodności, albo czy potrafiłabym pogodzić się z faktem, że może jednak miałaby całkiem dobre życie, skoro da się pokonać niepłodność? Nie potrafię sobie również wyobrazić „doradzania” kobiecie/parze, która stoi przed tak trudnym wyborem. W głowie mi się nie mieści, że lekarz, profesjonalista mógłby powiedzieć „O, ja mam taką samą wadę jak Twoje dziecko. Widzisz, mam się dobrze, więc nawet nie myśl o aborcji!”. Poradnictwo genetyczne jest z założenia niedyrektywne, więc twierdzenie dr Ś., że skierowanie na badania prenatalne jest jak skierowanie na aborcję jest gigantycznym absurdem!

Czy wyobrażacie sobie mnie mówiącą pacjentce, że powinna poddać się przeszczepowi macicy, bo przecież niepłodność to choroba, którą należy leczyć? Nie? Ja też nie umiem sobie tego wyobrazić. Jednak kazus dr Ś. pokazuje, że są lekarze, którzy potrafią narzucać pacjentkom swój własny światopogląd i interpretują to jako wspieranie w diagnozie. Chyba nadszedł czas, by w pracy korzystać z Evidence-based medicine, a światopogląd i samopomoc pacjencką praktykować poza szpitalem.

Środowisko lekarskie w Polsce jest bardzo hermetyczne, a klauzuli sumienia broni bardziej niż Naziści Monte Cassino. W czasie fali protestów w obronie prawa do zdrowia reprodukcyjnego lekarze (poza kilkoma bardzo chlubnymi wyjątkami jak prof. Romuald Dębski) milczeli jak zaklęci. Jakby połowa środowiska nie była kobietami, którym może dziać się krzywda, bo kolega/koleżanka powie, że życie płodu ważniejsze od leczenia jej raka piersi, albo nie będzie mogła skorzystać z leczenia metodą IVF, bo rząd jej zakaże… Niech każdy oceni we własnym sumieniu, czy oczekuje od lekarza rzetelnej porady medycznej czy nacechowanego ideologicznie i umoralniającego show światopoglądowego. Pozostawiam Was, Drodzy Czytelnicy, ze słowami Krystyny Kacpury, Dyrektorki Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Tak ku pokrzepieniu serc!

Karina Sasin

Naukowczyni, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Redaktor Naukowa "Chcemy Być Rodzicami". Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

6 rzeczy, które powinnaś wiedzieć o mrożeniu komórek jajowych

Uśmiechnięta kobieta w ciąży /Ilustracja do tekstu: Planujesz macierzyństwo? Sprawdź, kiedy jest idealny moment na ciążę / Mrożenie komórek jajowych
Fot.: Fotolia

W ostatnich latach wzrasta wiek, w którym kobiety decydują się na pierwsze dziecko. Polki rozpoczynają przygodę z macierzyństwem statystycznie w 27. roku życia, ale w Europie wiek ten przekracza już granicę 30. roku życia. Jak zatem pogodzić niesprzyjającą sytuację zawodową i prywatną z tykającym zegarem biologicznym? Rozwiązaniem, na które decyduje się dziś coraz więcej kobiet, jest mrożenie komórek jajowych. Co warto o nim wiedzieć?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

O prezerwacji płodności nie mówi się w Polsce często, dlatego wiedza na ten temat jest niewielka. Oto 6 rzeczy, które powinnaś wiedzieć o mrożeniu komórek jajowych.

Komórki jajowe można przechowywać przez kilkanaście lat

Mrożenie komórek jajowych to procedura, w ramach której pozyskane komórki jajowe (w wyniku punkcji jajnika, po uprzedniej stymulacji hormonalnej) poddaje się prezerwacji w ciekłym azocie. Optymalną temperaturą jest punkt wrzenia ciekłego azotu, czyli -196 °C. Dzięki temu procesowi możliwe jest zatrzymanie aktywności biologicznej i procesów starzenia oocytów, a tym samym wykorzystanie ich w dogodnym czasie. Tak zabezpieczone komórki jajowe można przechowywać nawet przez kilkanaście lat – bez utraty ich jakości.

Zamrożenie komórek jajowych nie oznacza, że będziesz musiała z nich skorzystać

Jeśli odkryjesz, że twój potencjał płodnościowy jest obniżony, a będziesz gotowa na potomstwo, twoje zamrożone komórki jajowe posłużą ci jako jedna z dostępnych opcji. To, czy zdecydujesz się z niej skorzystać, czy nie, zależy tylko od ciebie.

POLECAMY: Przełom w medycynie. Wyhodowano pierwsze ludzkie komórki jajowe

Zamrożenie i późniejsze wykorzystanie komórki jajowej jest kosztowne

Procedura mrożenia komórek jajowych i ich późniejszego wykorzystania nie należy do tanich. Sama stymulacja hormonalna w klinice leczenia niepłodności i późniejsze pobranie dojrzałych oocytów to koszt rzędu 4-11 tys. zł. To jednak nie koniec opłat. Konieczne jest również poniesienie kosztu zamrożenia i przechowania pobranych komórek jajowych – każdy kolejny rok wyniesie nas kilkaset złotych (zazwyczaj 500-700 zł). Z kolei aby wykorzystać rozmrożone jajeczka, niezbędne jest opłacenie procedury zapłodnienia pozaustrojowego i transferu uzyskanego zarodka (6-11 tys. zł). W niektórych klinikach można nabyć od razu pełen pakiet (włącznie z lekami do stymulacji). Zapłacimy wówczas ok. 9 tys. zł.

Biorąc pod uwagę, że nawet co czwarta para ma problemy z uzyskaniem ciąży, a przedwczesna menopauza dotyczy coraz większej grupy kobiet, rozwiązanie to wydaje się jednak warte rozważenia.

CZYTAJ TEŻ: Transfer mrożonych zarodków zwiększa szanse na ciążę

Jakość komórek jajowych po rozmrożeniu jest zależna od wieku, w którym zostaną zamrożone

Dzięki nowoczesnym technologiom, które stosuje się we współczesnej medycynie, nawet 90% komórek jajowych pomyślnie przechodzi proces rozmrożenia i może być wykorzystane podczas in vitro. Trudno jednak określić, ile oocytów uda się zapłodnić – wiele zależy od ich jakości, ale także parametrów nasienia. Największe szanse na zapłodnienie dobrej jakości nasieniem mają komórki jajowe, które zamrożono, gdy kobieta miała mniej niż 30 lat. Jeśli była starsza, to szanse na skuteczne wykorzystanie jej komórek jajowych spadają.

Mrożenie komórek jajowych to rozwiązanie nie tylko dla kobiet, które nie mają czasu na dziecko

Choć powszechnie uważa się, ze mrożenie jajeczek to rozwiązanie, które wybierają kobiety biznesu, pragnące zrealizować się w macierzyństwie dopiero po 45. roku życia, w rzeczywistości procedura ta daje szanse na macierzyństwo znacznie szerszej grupie kobiet.

Mrożenie komórek jajowych jest często jedyną szansą na zachowanie płodności u pacjentek onkologicznych, które czeka leczenie gonadotoksyczne. To także nadzieja dla pań, które mają genetyczne ryzyko przedwczesnej menopauzy lub ich możliwości rozrodcze ograniczają zdiagnozowane choroby. W wielu przypadkach odkładanie macierzyństwa na później związane jest też z trudnościami w znalezieniu właściwego partnera.

Nie mniej istotną grupą pacjentek korzystających z prezerwacji płodności są kobiety, które zmagają się z problemami medycznymi, których skuteczne leczenie (umożliwiające uzyskanie i donoszenie ciąży) nie jest jeszcze ogólnodostępne.

ZOBACZ TAKŻE: Dlaczego kobiety mrożą swoje jajeczka? Ciekawe badania na Uniwersytecie Yale

Zazwyczaj zamraża się kilkanaście komórek jajowych

Liczba komórek jajowych, które można pobrać podczas jednej procedury, jest zależna od stanu zdrowia i wieku pacjentki.

U kobiet, które mają mniej niż 32 lata i nie doświadczają problemów medycznych, w wyniku stymulacji pobiera się średnio kilkanaście komórek jajowych (nawet do 18). Wraz ze wzrostem wieku (a także w przypadku zaburzeń płodności) liczba komórek jajowych możliwych do pozyskania w wyniku punkcji jest mniejsza. Do skutecznego zapłodnienia wystarcza jednak często 6 zdrowych komórek jajowych.

Źródło: invitroonline.pl, klinikainvicta.pl, wyborcza.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Gwiazda zamroziła swoje komórki jajowe. „Ubezpieczenie” płodności?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Plemnik – gatunek zagrożony wyginięciem. Jak zapobiegać obniżeniu jakości nasienia?

Smutny mężczyzna spogląda w dół /Ilustracja do tekstu: Niepłodność męska - temat tabu /Obniżenie jakości nasienia
Fot.: Travis Jones /Unsplash.com

Plemniki ludzkie oglądane są od czasu wynalezienia mikroskopu przez Antoniego van Leeuwenhoeka na przełomie XVII i XVIII wieku. Prawdziwy rozwój oceny wartości nasienia odbywa się jednak na naszych oczach.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Andrologia to bardzo młoda dziedzina medyczna. Pierwsze naukowe opracowanie parametrów nasienia na światowym poziomie to rok 1992. Wtedy ustalono, w badaniach na bardzo dużej populacji mężczyzn, parametry nasienia zapładniającego (np. gęstość plemników w 1 ml nasienia – 20 mln, prawidłowe plemniki – pow. 30%).

Ostatnie takie opracowanie Światowej Organizacji Zdrowia z roku 2010 wskazuje na minimalną gęstość 15 mln plemników w 1 ml, a minimalny odsetek form prawidłowych na 4%.

Populacyjne obniżenie jakości nasienia czy lepsze metody badawcze?

Czy to oznacza, że w populacji ludzkiej obniża się jakość nasienia? Niekoniecznie, aczkolwiek jest takie ryzyko. Przede wszystkim należy wziąć pod uwagę, że dynamicznie rozwijają się metody badawcze, badane są większe populacje, posiadamy lepsze mikroskopy, elektroniczne analizy itp. Wszystko to ma realny wpływ na wyniki badań.

Ponadto zwiększa się zgłaszalność mężczyzn do badań andrologicznych. Dzieje się tak głównie ze względu na rozwój tej specjalności, lepszy dostęp do ekspertów i szerszą świadomość, że „czynnik męski” też jest zagrożony niepłodnością.

Dane z wielkich badań statystycznych i większa liczba mężczyzn w gabinetach lekarskich sugerują rosnące zagrożenie płodności mężczyzn, ale czy jest tak w rzeczywistości? Jeśli nawet spadek płodności mężczyzn jest tylko błędem obserwacyjnym, to jednak ryzyka środowiskowe ewidentnie się wzmagają.

CZYTAJ TAKŻE: Badania kliniczne w leczeniu niepłodności. Szansa na poprawę skuteczności inseminacji

Profilaktyka obniżenia jakości nasienia. Poznaj współczesne grzechy główne

Zatrucie środowiska, żywność „wzbogacana” chemią, siedzący tryb pracy i życia oraz pogoń za sukcesem to główne grzechy współczesnego świata, które większość z nas popełnia lub jest na nie narażona. Organizm ludzki ma ogromne zdolności buforowania, neutralizowania substancji toksycznych. A więc jeszcze bronimy się przed chemią i zanieczyszczeniem środowiska. Gorzej jest ze stresem.

Moim zdaniem, wysuwa się on na pierwsze miejsce zagrożeń płodności mężczyzn. Bo to oni, mimo wszystko, postrzegani są jako ci, którzy zapewniają byt rodzinie, a konkurencja jest ogromna – głównie w świadomości stymulowanej agresywnymi przekazami medialnymi.

Powszechnie znane są przykłady poprawy obrazu nasienia po „odstawieniu” telewizji, internetu, gier komputerowych czy kontaktów sieciowych. Czemu? Zminimalizowano stres i zmniejszono narażenie na wysoką temperaturę.

W dużych badaniach brytyjskich najbardziej narażona grupa mężczyzn to… taksówkarze! dlaczego? Jak mało kto twardo przesiadują w swoich pojazdach (temperatura).

A co z używkami? W dużych światowych badaniach na pierwsze miejsce w ograniczaniu płodności u mężczyzn wysuwa się palenie tytoniu. statystyki są nieubłagane. Palenie tytoniu znacząco obniża parametry nasienia! marihuana może „leczy doraźny niepokój”, ale tak naprawdę niczego nie leczy! degradacja psychiczna związana z używaniem narkotyku obniża płodność mężczyzn w różnych płaszczyznach życia.

Duży wpływ na płodność ma też praca poza granicami miejsca zamieszkania – mowa o tzw. mężu marynarzu. To zawsze był problem związany z rozrodem. Nieregularne współżycie, niepokoje związane z oddaleniem od domu nie sprzyjają płodności.

ZOBACZ TAKŻE: Normy nasienia według WHO, czyli męska płodność pod lupą

Jest na to recepta?

Co zatem robić, by męska płodność nie była zagrożona? Odpowiedź jest prosta. Sen – lekarstwo na wszystkie choroby. Rzeczywiście, mimo zagrożeń środowiskowych dobrze jest się wysypiać. Wszystkie światowe badania pokazują, że regularny, długi sen sprzyja zdrowiu, a co za tym idzie, ma świetny wpływ na cały organizm i płodność.

Co robić, aby nie narażać swojej płodności?

Łatwiej zapamiętać, czego nie robić. Grzechy główne wymienione na początku łatwo przekładają się na „grzechy główne” tradycji europejskiej. Proszę zwrócić uwagę, że obżarstwo wiąże się z nadwagą, „lenistwo” z przegrzewaniem jąder, chciwość – czyli wyścig szczurów – wpływa na podniesienie poziomu stresu. Gniew, próżna chwała i pycha to czynniki wywołujące hyperprolaktynemię (stres), zazdrość – nieprawidłowe pożycie seksualne, a rozpusta – choroby prowadzące do niepłodności męskiej, np. rzeżączkę. wszystko to negatywnie wpływa na jakość nasienia.

Postaw na zdrowy rozsądek

Zatem wiemy już, czego nie robić, by mężczyzna nie utracił płodności.

Oczywiście każdy mężczyzna powinien prowadzić „higieniczny”, „bezgrzeszny” tryb życia. We współczesnym świecie nie jest to jednak takie proste. Mimo wszystko należy dążyć do doskonałości, nie popadając w paranoję. Zdrowy rozsądek był, jest i będzie najlepszym doradcą.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Monitoring owulacji. Jak wygląda to badanie i kto powinien je wykonać?


Andrzej Rogoza

Ekspert

dr n. med. Andrzej Rogoza

Odbywał staże w zakresie andrologii i metod wspomaganego rozrodu (inseminacja, in vitro) w Lyonie u profesora Czyby i Dargenta, kursy i staże w zakresie metod wspomaganego rozrodu w Kilu, Bremie i Hamburgu oraz kursy w zakresie operacyjnych metod leczenia niepłodności w ośrodku szkolenia endoskopowego w Haarlemie (Holandia) i w Paryżu u prof. Ph. Boucharda na oddziale endokrynologii szpitala St. Antoine. Od 1982 r. jest nauczycielem akademickim i pracownikiem akademii medycznej w Gdańsku. w 1989 r. założył prywatną poradnię andrologii i niepłodności. Od 2010 r. pracuje w klinice Invimed w Gdyni. Należy do ESHRE i europejskiej akademii andrologii (EAA).

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.

„Emocje i myśli – co z tym wszystkim zrobić?” – warsztaty psychologiczne dla kobiet

Czas starań o dziecko, szczególnie jeśli zdaje się wciąż i wciąż przedłużać, może być bardzo trudnym momentem. Pojawiać się mogą emocje i myśli utrudniające codzienność. Wpływają one też na relacje ze światem i bliskimi zabierając przy tym niezwykle wiele energii, która mogłaby być wykorzystana w o wiele bardziej zdrowy i konstruktywny dla ciebie sposób. O czym wtedy warto pamiętać? Masz na to ogromny wpływ!

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Sposób naszego myślenia, objęcie konkretnych perspektyw, niedopuszczanie do siebie (lub odwrotnie – dopuszczanie ze zbyt wielką siłą) opinii innych osób. Wszystko to wpływa na nasze samopoczucie, a co za tym idzie na nasze związki z innymi oraz siłę, jaką w sobie mamy. Nawet jeśli czujesz w tym momencie, że takowej zupełnie ci brak.

Niezwykle ważna jest wtedy wiedza i świadomość siebie, ale też sposoby na znalezienie nowej perspektywy. Na zmianę myślenia, lub przynajmniej próby (a to już jest bardzo dużo!). Idą za tym zmiany także w odczuwanych przez nas emocjach. Nagle okazuje się też, że nasze zachowania potrafią się zmieniać, odkrywamy również zupełnie nowe szanse na działania, które być może dotąd wydawały się być niedostrzegalne.

 

ZAPISZ SIĘ NA WARSZTATY:

 

Co nas czeka podczas wspólnej pracy?
  • Chciałabym, abyś zobaczyła w sobie siłę, którą masz i poznała techniki, dzięki którym łatwiej będzie ci poradzić sobie z trudnymi myślami.
  • Chcę żebyś zobaczyła też, na jak wiele sfer wpływa sposób naszego myślenia i przekonania, jakie się za tym kryją. Chcę dać ci wiedzę, która pozwoli ci być może spojrzeć na wiele przytrafiających się w codziennym życiu sytuacji z dystansu.
  • Chciałabym abyśmy zastanowiły się wspólnie nad odczuwanymi emocjami, które idą niemalże ramię w ramię ze sposobem naszego myślenia. Co możemy odczuwać? Czy umiesz nazwać pojawiające się w tobie emocje? Czy wiesz jak wielki może to być wachlarz i jak dużo może dać sama umiejętność ich nazwania?
  • Pamiętaj, że jeśli nie będziesz czuła się na siłach, by dzielić się przykładami ze swojego życia, nikt nie będzie przekraczał twoich granic. Chcę dać ci przestrzeń, w której bezpiecznie będziesz mogła przyjrzeć się trudnym emocjom, zdobyć wiedzę z zakresu psychologii oraz poznać narzędzia przydatne w pracy nad sobą.

 

Czy te warsztaty są dla ciebie?

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o pojawiających się w tobie emocjach – TAK

Jeśli chcesz poznać, na jakie sfery życia wpływa sposób twojego myślenia – TAK

Jeśli chcesz przyjrzeć się swojemu myśleniu i jak jego skutki wpływają na ciebie oraz innych  – TAK

Jeśli na konkretnych przykładach chcesz spróbować znaleźć inną perspektywę – TAK

Jeśli chcesz poznać pomocne w tym techniki – TAK

 

Czym ten warsztat nie będzie?

Nie będzie to grupa terapeutyczna. Chcę dać ci przede wszystkim narzędzia i wiedzę, które pozwolą ci w trudnych momentach pomóc samej sobie i być może dadzą ci szansę na lepsze poznanie siebie. Wspólnie te narzędzia przećwiczymy, a jeśli pojawią się w tobie pytanie, postaramy się znaleźć na nie odpowiedź.

Jeśli zaś czujesz, że potrzebujesz wsparcia, które będzie znacznie głębszą formą pomocy lub masz poczucie, że znalazłaś się w kryzysowej sytuacji, zachęcam cię do poszukania pomocy właśnie pod skrzydłami terapeutów.

Przyjdź, podziel się swoim doświadczeniem lub posłuchaj i po prostu przyjmij ten warsztat, jako dobrą wróżbę – wróżbę, która de facto nie ma nic wspólnego z magią. Wszystko opierać się będzie bowiem na sprawdzonej, rzetelnej wiedzy psychologicznej.

Data warsztatów: sobota, 15 września 2018 r.

Godzina: 10:00

Czas trwania: 3 h

Miejce: redakcja magazynu i portalu „Chcemy Być Rodzicami”

 

ZAPISZ SIĘ NA WARSZTATY:

 

Prowadzenie: Katarzyna Miłkowska

Jestem dziennikarką i studentką V roku psychologii klinicznej. Od niemal dwóch lat związana jestem z magazynem i portalem „Chcemy Być Rodzicami”, gdzie opisuję problemy związane z płodnością. Zajmuję się nią zarówno od strony somatycznej, jak i psychologicznej. Przeprowadziłam w tym czasie wiele rozmów związanych z tematyką niepłodności zarówno z lekarzami, psychologami, jak i ludźmi, którzy wiele w tej sferze doświadczyli.

Przez prawie dwa lata przyglądałam się też pracy z problemem uzależnienia od narkotyków – terapii osób uzależnionych oraz ich bliskich. Brałam również udział w wielu warsztatach m.in. z rozmowy psychologicznej, czy też związanych z problemem wirtualnej przemocy. W związku ze swoimi zainteresowaniami ukończyłam także kurs psychodietetyki. W swojej pracy magisterskiej zgłębiam jednak właśnie problem niepłodności – jak niektóre jej aspekty mogą wpływać na samouprzedmiotowienie kobiet mających problemy z zajściem w ciążę oraz sprawdzić, jakie strategie mogą być pomocne w radzeniu sobie z tym jakże trudnym postrzeganiem siebie.

 

Przestrzeń na Ciebie – poznajmy się:

Bo to nie zawsze siniaki i krzyki – bierna agresja. Czy jest obecna w twoim życiu? – PODCAST psychologiczny

„Nigdy nie będę taka jak ona…” – czy porównywanie się naprawdę ma sens?  – PODCAST psychologiczny

Świat pod linijkę – gdy perfekcjonizm zderza się z niepłodnością  – PODCAST psychologiczny

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Dofinansowanie in vitro w Warszawie przyniosło im szczęście. Na świecie jest już szóstka dzieci

Program dofinansowania in vitro w Warszawie przyniósł rodzicom szczęście /Na zdjęciu: Rodzice całują uśmiechniętą małą dziewczynkę z różową kokardką
Fot.: J Carter /Pexels.com

Długo oczekiwany program dofinansowania in vitro w Warszawie przynosi spodziewane efekty – na świat przyszło już przynajmniej sześcioro dzieci, których rodzice skorzystali z dotowanej procedury. Zainteresowani warszawiacy, którzy bezskutecznie starają się o potomstwo, wciąż mogą kwalifikować się do programu.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Informacje o narodzinach pierwszych dzieci, które przyszły na świat w wyniku dofinansowanej procedury in vitro, podał zespół Kliniki INVICTA, jednego z realizatorów stołecznego programu.

– Z dumą przekazujemy wieści o szczęściu naszych pacjentów. Pierwsze dzieci, poczęte w wyniku realizacji programu dofinansowania in vitro w Warszawie, przyszły na świat w sierpniu. Jest wśród nich pięć dziewczynek, w tym dwie bliźniaczki, oraz jeden chłopiec. Wszystkie są zdrowe i otrzymały maksymalną liczbę punktów w skali Apgar. To nieopisana radość zarówno dla rodziców, jak i całego naszego zespołu – mówi Janusz Pałaszewski, ginekolog-położnik i ordynator w Klinice Leczenia Niepłodności INVICTA w Warszawie.

Przedstawiciele Kliniki dodają, że dzięki dofinansowaniu in vitro z budżetu miasta obecnie ponad 70 ich pacjentek jest w ciąży.

ZOBACZ TEŻ: Bezpłatne leczenie w Ośrodku Leczenia Niepłodności w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie

Dofinansowanie in vitro w Warszawie: kto może się zakwalifikować?

Program dofinansowania in vitro w Warszawie, działający pod nazwą „Stołeczna kampania na rzecz wspierania osób dotkniętych niepłodnością z wykorzystaniem metod zapłodnienia pozaustrojowego”, rozpoczął się w listopadzie 2017 r. i potrwa do końca 2019 r. Działania kierowane są do niepłodnych par z Warszawy (zarówno małżeństw, jak i par nieformalnych). Oboje pacjenci muszą pozytywnie przejść kwalifikację medyczną do zapłodnienia pozaustrojowego, a kobieta powinna być w wieku 25-40 lat.

– Program jest adresowany przede wszystkim do najbardziej potrzebującej grupy – ludzi, którzy od dłuższego czasu starają się o potomstwo i którym inne metody leczenia niż in vitro nie są w stanie pomóc. Zgłaszają się do nas głównie osoby młode, tuż po 30-tce, których dotychczasowe starania lub stan zdrowia nie pozwoliły na powiększenie rodziny – mówi dr Pałaszewski z Kliniki INVICTA.

Oferowane dofinansowanie wynosi do 5 tys. do każdej procedury in vitro. W ramach programu można skorzystać z maksymalnie trzech cykli.

CZYTAJ TAKŻE: Miał zastąpić dofinansowanie in vitro, okazał się fiaskiem. Nie tylko przez długie procedury

Program dofinansowania in vitro w Warszawie. Czas ma znaczenie

Choć zgłaszający się partnerzy mają już za sobą wielomiesięczne leczenie niepłodności, dla wielu z nich procedura in vitro była do tej pory niedostępna.

– Do programu przystąpiło wiele par, które odkładały leczenie ze względów finansowych. Tymczasem w leczeniu niepłodności czas ma niebagatelne znaczenie. Wsparcie oferowane przez samorząd pozwoliło pacjentom szybciej podjąć niezbędne działania medyczne. Właśnie jedna z tych par we wrześniu spodziewa się nowego członka rodziny – dodaje Sylwia Barczewska, kierownik Kliniki INVICTA w Warszawie.

Stołeczny program dofinansowania in vitro w Warszawie realizowany jest przez sześć specjalistycznych klinik zajmujących się leczeniem niepłodności: INVICTA, InviMed, FertiMedica,  nOvum oraz Bocian. Budżet programu, przewidziany na 24 miesiące, to ok. 10 mln złotych. Zgodnie z szacunkami magistratu, do 2019 roku z programu dofinansowania in vitro w Warszawie ma skorzystać 2,5 tys. par ze stolicy. W Klinice INVICTA, która dostała największy kontrakt (na 765 cykli zapłodnienia pozaustrojowego), zakwalifikowano już ponad 200 par.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Dobry lekarz to skarb. Czy istnieją idealni specjaliści od leczenia niepłodności?

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.