Przejdź do treści

Kiedy adopcja jest bohaterstwem

Najczęstszym stereotypowym stwierdzeniem, jakie słyszałam w odpowiedzi na moje adopcyjne rodzicielstwo, jest: „ależ jesteście odważni”. Czytelnicy moich tekstów i słuchacze wystąpień wiedzą, że rozprawiam się z tym mitem od zawsze. A jednak znalazłam element odwagi w rodzicielstwie adopcyjnym.

To potoczne stwierdzenie, że potrzebna jest odwaga, żeby adoptować, ma wiele krzywdzącej oceny w swoim brzmieniu. Dlaczego ludzie uważają, że trzeba być odważnym? Właściwie, jak się dowiaduję od rozmówców, tylko z jednego powodu – że przyjęłam do rodziny obce dziecko. Obce, bo zrodzone z innej krwi, zbudowane z innych genów niż moje i mojego męża. No i skoro z tych innych genów, to przecież nie wiadomo co będzie, co się okaże, mówiąc językiem tych którzy wygłaszają takie opinie „co z tego dziecka wyrośnie”. Dla nas, rodziców adopcyjnych, oczywiste jest to, że wyrośnie człowiek, jakiego ukształtujemy w czasie tego krótkiego – porównując do długości jego życia – pobytu w rodzinie. Wiemy, że dziecko, czy to biologiczne czy adoptowane, jest nam dane na pewien czas, aby wyposażyć go w umiejętność samodzielnego życia i dbania o siebie. W każdej z sytuacji geny potrafią zaskoczyć. Szpitale pełne są dzieci, a przy ich łóżeczkach przerażonych rodziców biologicznych, którzy zostali zbombardowani wiadomością o ciężkiej chorobie, przeniesionej przecież z genami pochodzącymi z ich rodziny. I chociaż genomika (nauka o genach) rozwija się niesłychanie dynamicznie, to jednak nie jest na porządku dziennym robienie sobie badania pełnej sekwencji genów po to, aby stwierdzić czy niesiemy w sobie „coś niebezpiecznego”.

Więzienia również zapełnione są ludźmi, którzy byli dziećmi wychowywanymi przez biologiczne rodziny. Wszak przestępcy (tak chętnie przytaczany przykład rodzicom adopcyjnym) w znakomitej większości wychowywali się w rodzinach naturalnych, a w obecnych czasach często są to rodziny o tzw. wysokim statusie społecznym, czyli mówiąc kolokwialnie – wcale nie patologia.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Zatem to gratulowanie odwagi, bo przecież nie wiadomo „co wyrośnie”, powinno dotyczyć każdego rodzica. A jak się weźmie pod uwagę zarwane noce na karmienie, przewijanie, zmianę rytmu dnia, podziału ról w rodzinie, wzrost wydatków pieniężnych i czasowych (no totalna życiowa rewolucja), to naprawdę jest czego gratulować wszystkim, którzy decydują się na trudy rodzicielstwa. Przecież pragnienie dziecka jest kompletnie wbrew logice. Byliśmy małżeństwem z bardzo dobrym statusem finansowym, podróżującym po świecie, żyjącym w hedonistycznym stylu, aż tu nagle pojawia się dziecko i wszystko diabli biorą. Mało tego, cieszymy się i pragniemy kolejnego dziecka.

Po prostu to pragnienie dziecka jest silniejsze niż jakakolwiek logika. To wręcz pierwotne marzenie, instynkt silny jak walka o życie. Instynkt wiążący się z przetrwaniem gatunku. Człowiek pragnie dziecka, a społeczeństwo przyjmuje to jako oczywistość i nikt nikomu nie gratuluje odwagi, że zrealizował to pragnienie.

W gratulowaniu odwagi adopcyjnym rodzicom jest zatem ukryta bardzo silna ocena dziecka. Skoro odwagą jest przyjąć dziecko, które nie jest nasze, to znaczy, że jest ono gorsze? Jak to rozumieć? Skoro jest to ocena nacechowana pejoratywnie, to jak bardzo krzywdzi ona adoptowane dzieci? Dziecko, które żyje z niższym poczuciem własnej wartości, bo przecież jego los zaczął się od odrzucenia, odłączenia od matki biologicznej, dostaje komunikat, że odwagą jest je przyjąć… Dużo już pisałam na ten temat, w nr 4 naszego magazynu (do kupienia tutaj) i w kilku artykułach w tym dziale na portalu (m.in. tutaj…).

Jako socjolog być może silniej niż inni rozumiem potęgę oddziaływania społeczności na jednostkę. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego co powyżej, czujesz jak silny może to być wpływ. Nawet jeśli nie jest werbalizowany bezpośrednio do dziecka, ale tylko albo aż, funkcjonuje jako powszechny stereotyp.

I tutaj docieramy do kolejnego mitu, o którym też wielokrotnie pisałam – o wstydzie niepłodności. Niepłodność jest uznawana powszechnie za ułomność. To takie naturalne począć nowe życie, każdy to może, a tobie się nie udaje. Coś jest „nie tak” z tobą. I nawet fakt, że 1 na 5 par poznała niepłodność na własnej skórze nie zmienia faktu, że jest to mniejszość. Tak jak kilka lat temu poczułam na własnej skórze czym jest tabu adopcji, tak teraz widzę jak wielkie jest tabu niepłodności.

zBudować dom, posadzić drzewo i spłodzić syna… No skoro nie potrafisz spłodzić, począć, to porażka. A przecież współczesny świat stoi na ciągłym dalej, mocniej, więcej, jesteś zdolny do wszystkiego i we wszystkim musisz być dobry. A jeszcze lepiej doskonały.

Jak tu w takim razie działa połączenie tego silnego pragnienia dziecka i silnego przekazu społecznego „wszystko musi ci się udać”? Połączenie w efekcie daje ogromny wstyd i ukrywanie swoich starań o dziecko w zaciszu najbliższych, bywa że w kręgu tylko danej pary. Byle nie wystawiać się na pręgież opinii społecznej, silnie wpływającej na poczucie własnej wartości.

Tutaj dochodzimy do sedna. Adopcja ujawnia, wyciąga na światło, obnaża niepłodność. Oczywiście słyszę w tym momencie głosy wszystkich tych, którzy adoptowali dzieci z potrzeby serca, bo biologiczne rodzicielstwo już zaliczyli. Ale statystyki pokazują wyraźnie, że tych sytuacji jest zdecydowanie mniej. Najczęściej adoptują ci, którzy chcą dopełnić swoją rodzinę dziecięcym śmiechem. Jak już wspomniałam, żadna to odwaga spełnić swoje pragnienie dziecka w taki czy w inny sposób. Ale popatrzmy na to, że rodzice adoptujący dziecko, pokazują światu swoją niepłodność. I nie ma znaczenia czy ona jest mniej, czy bardziej trudna, czy też oswojona dla tej konkretnej pary. Społeczność patrzy na nich i SWOJE WIE. Znając z własnych doświadczeń i z głosów waszych, drogie czytelniczki, siłę społecznej opinii, powiem tak: Gratuluję Wam odwagi. Trochę w tym przekąsu, ale też szczera radość, że im nas więcej, tym mniej to będzie odważne, bo odczarujemy nie tylko adopcję, ale i postrzeganie niepłodności.

E-wersja magazynu Chcemy Być Rodzicami do kupienia tutaj!

————————————————
Magdalena Modlibowska – szefowa działu Adopcja w magazynie Chcemy Być Rodzicami, aktywistka w środowisku adopcyjnym, autorka książki „Odczarować adopcję”, „Księga Adoptowanego Dziecka”, współautorka książki „Jak tu począć”, autorka wielu artykułów adopcyjnych, menadżer, coach zdrowia, prezes Fundacji „Po adopcji”, wiceprezes Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”. Prywatnie mama trójki dzieci.

Magdalena Modlibowska

Chcemy Być Rodzicami

Jedyny magazyn poradnikowy dla starających się o dziecko. Starania naturalne, inseminacja, in vitro, adopcja.