Przejdź do treści

Katarzyna Skrzynecka o poronieniach: „Czterokrotnie byłam w ciąży i nie udało mi się urodzić”

Katarzyna Skrzynecka o poronieniach
fot. Instagram @magazyngala

Katarzyna Skrzynecka udzieliła ostatnio wywiadu, w którym opowiedziała o macierzyństwie, miłości do męża i życiu rodzinnym. Gwiazda wyznała również, że przed narodzinami siedmioletniej dziś córeczki, czterokrotnie poroniła.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Katarzyna Skrzynecka wraz z córką Alikią pojawiły się na okładce ostatniego wydania magazynu „Gala”. Skrzynecka została mamą po 40 roku życia, a córeczka było długo wyczekiwanym dzieckiem.

Zobacz także: Poronienie w social mediach

Katarzyna Skrzynecka o poronieniach

Alisia urodziła się, gdy skończyłam 40 lat. Wcześniej czterokrotnie byłam w ciąży i nie udało mi się urodzić dziecka. Alisia była wyczekiwana i wymarzona. Nigdy nie straciłam nadziei – ujawniła na łamach Gali Skrzynecka.

Alikia jest rezolutną i inteligentną dziewczynką – zapewnia mama. Aktorka przyznała, że rozmawia ze swoim dzieckiem na wiele poważnych tematów. Wśród nich pojawiają się badania prenatalne, czarne marsze, czy homoseksualizm. Alikia to jedyne dziecko Katarzyny Skrzyneckiej i Marcina Łopuckiego.

Zobacz także: Bezdzietne gwiazdy. Dlaczego nie mają dzieci?

Mąż na medal

Przy okazji aktorka pochwaliła swojego męża Marcina za całkowite poświęcenie dla rodziny. Skrzynecka przyznaje, że to on głównie zajmuje się domem, robieniem zakupów i gotowaniem.

– Gdyby nie pomoc Marcina i jego absolutne oddanie rodzinie, nie byłabym w stanie pracować tak intensywnie – przyznała aktorka.

Tu kupisz najnowszy magazyn Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Gala

Weronika Tylicka

dziennikarka, związana od początku z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Przez sześć lat na in vitro wydali ponad 368 tys. zł. „Póki mam czas, będę walczyć”

Na in vitro wydali ponad 368 tys. zł
fot. Instagram: teamdelmege

Ona ma 34 lata, jej mąż – 73. Pomimo długich starań i ogromnej sumy, jaką wydali na zabiegi in vitro, do tej pory nie spełnili marzenia o posiadaniu potomstwa. Poznajcie przejmującą historię pary, która mimo przeciwności losu nie zamierza się poddać. 

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Chociaż 73-letni milioner Max Delmege ma dwóch dorosłych synów z poprzedniego małżeństwa, marzy o gromadce dzieci. Aby spełnić to marzenie wraz żoną, 34-letnią Samanthą, zdecydowali się na zabieg zapłodnienia pozaustrojowego. Podczas sześcioletniej walki z niepłodnością na in vitro wydali ponad 368 tys. zł  (ok. 100 tys. dolarów). Ich marzenie o dziecku jak dotąd jeszcze się nie spełniło.

Zobacz także: Bezdzietność nie z wyboru. Pragnienie, które nigdy nie mija [Wasze historie]

„Dzieci to najcenniejszy dar, jaki można otrzymać w życiu”

W ostatnich dniach Max i jego żona Sam pojawili się w programie telewizyjnym „The Morning Show”. Na wizji opowiedzieli o rozpaczliwym pragnieniu posiadania dziecka, nieudanych próbach in vitro i poronieniach.

– Współczuję Samancie, szczególnie, gdy widzę, jak robi sobie zastrzyki. Nie mogę na to patrzeć – mówił do kamery 73-latek. – Jednak ja również pragnę dziecka. Mam dwóch synów z poprzedniego małżeństwa, jednak chciałbym mieć gromadkę maluchów biegających wokół domu – dodał.

Max i Sam nie wierzą, że 39-letnia różnica wieku pomiędzy nimi może być przyczyną trudności z poczęciem potomka. – W laboratorium powiedziano nam, że różnica wieku nie jest przyczyną problemu, z jakim się mierzymy – powiedziała Samantha.

– Dzieci to najcenniejszy dar, jaki można otrzymać w życiu. Nie mogę się doczekać, żeby ponownie zostać ojcem – wyznał Max.

Zobacz także: Ile zastrzyków trzeba znieść, by spełnić marzenie o dziecku? Ból i szczęście uchwycone na zdjęciu

Leczą się od 2015 roku, na in vitro wydali ponad 368 tys. zł

Samantha prowadzi bloga, na którym dzieli się z internautami swoimi emocjami związanymi ze staraniami o dziecko. Jej szanse na zostanie mamą wciąż maleją.

„Każdego dnia myślę o dziecku, o założeniu rodziny, o mojej przyszłości, o mnie jako Matce. Chcę, pragnę, mam nadzieję, modlę się, żebrzę o ciążę” – napisała na blogu Sam Delmege.

Para zwróciła się do lekarzy o pomoc po raz pierwszy w 2015 roku. Sam udało się zajść w ciążę dopiero w kwietniu 2017 roku, jednak w szóstym tygodniu ciąży poroniła. Trzy miesiące później para dowiedziała się, że na świecie mają pojawić się bliźnięta. Jednak i tym razem kobiecie nie udało się donosić ciąży. – W tamtym roku moje życie legło w gruzach – wyznała żona milionera.

Nienawidzę patrzeć w lustro. Widzę w nim kobietę, która nie może nosić w sobie dziecka, która w ciągu trzech lat przytyła 30 kg. Widzę kobietę, której ciało wciąż odrzuca zarodki, kobietę, która została bardzo zraniona. Wciąż bardzo cierpię.

Większość ludzi nie wie, co się dzieje w mojej głowie. Uśmiecham się, śmieję i udaję, że wszystko jest ok. Przez większość dni ukrywam moje prawdziwe uczucia – wyznała Sam.

Zobacz także: 3 największe emocjonalne wyzwania niepłodności – ty też z nimi walczysz?

„Póki mam czas, będę walczyć”

Pani Delmege zdradziła, że trudno jej obserwować ciężarne kobiety i młode mamy z wózkiem.

– Kiedy cieszysz się szczęściem innych, w głębi serca czujesz ból i desperacko pragniesz dzielić się radosną nowiną, czuć te emocje, mieć poranne mdłości, obserwować rosnący brzuszek, czuć kopnięcia dziecka, oglądać je podczas badania USG. Jednak każdego miesiąca, to znowu nie twoja kolej – zauważyła smutno kobieta.

Samantha Delmege straciła już 18 zarodków. Jak mówi, nie ma zamiaru się poddać. – Póki mam czas, będę walczyć. Próbować. Modlić się. Będę błagać, żeby w przyszłym miesiącu się udało. Będę się uśmiechać, żartować i oddychać, dopóki nie stanę się jedną z was. Matką”.

fot. Instagram: teamdelmege

fot. Instagram: teamdelmege

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Poronienie zatrzymane. Przyczyny, objawy i postępowanie

poronienie zatrzymane
fot. Fotolia

Zgodnie z badaniami, nawet 10 do 15 proc. ciąż kończy się poronieniem. Jednym z jego rodzajów jest poronienie zatrzymane. Jak je rozpoznać?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Poronienie to przedwczesne zakończenie ciąży trwającej krócej niż 22 tygodnie. Do obumarcia płodu najczęściej dochodzi do 8. tygodnia ciąży (50 proc.), natomiast po 13. tygodniu ryzyko poronienia wynosi 1-2 proc.

Zobacz także: Wczesna strata ciąży. Rodzaje poronień, objawy i postępowanie

Poronienie zatrzymane – co to takiego?

Poronienie zatrzymane (missed abortion) to obumarcie jaja płodowego, po którym nie nastąpiło wydalenie obumarłego płodu w okresie ośmiu tygodni. Ten rodzaj przedwczesnego zakończenia ciąży nie daje charakterystycznych objawów, takich jak obfite krwawienie, bóle czy mocne skurcze.

Jedynym objawem jest brak powiększania się macicy przez kilka tygodni. Poronienie zatrzymane można wykryć na podstawie badania USG, podczas którego lekarz stwierdza brak czynności serca płodu. U kobiety dochodzi również do spadku stężenia hormonu hCG we krwi.

Do tego typu poronienia najczęściej dochodzi w pierwszych 12 tygodniach ciąży.

Zobacz także: Większość ciąż kończy się poronieniem. „To nie anomalia. To norma”

Przyczyny poronień

Przyczyn poronień jest wiele i nierzadko nakładają się one na siebie. Najczęstszym problemem (od 50 po 60 proc. w pierwszym trymestrze ciąży) są aberracje chromosomowe, czyli zmiany w liczbie lub strukturze chromosomów.

Innym powodem mogą być zaburzenia hormonalne, czyli niski poziom progesteronu lub wysoki poziom hormonu luteinizującego. Do tego mogą dojść również wady anatomiczne macicy, np. mięśniaki macicy, endometrioza, macica z przegrodą, macica dwurożna czy niewydolność szyjki macicy.

Poronienie zatrzymane może być konsekwencją poważnych infekcji. Do najgroźniejszych zaliczamy opryszczkę, cytomegalię i różyczkę. Nie bez znaczenia są też tutaj choroby przewlekłe, PCOS, nadużywanie alkoholu i kofeiny, zła dieta oraz wysoki poziom stresu.

Zobacz także: 8 najczęstszych przyczyn utraty ciąży

Lekarz stwierdził poronienie zatrzymane – i co dalej?

Postępowanie po poronieniu zatrzymanym może być dwojakie. Pierwszą opcją jest postępowanie farmakologiczne, które polega na podaniu pacjentce prostaglandyn. Powodują skurcze macicy, wydalenie obumarłego płodu i opróżnienie jamy macicy.

Drugą opcją jest łyżeczkowanie macicy. Zabieg ten przeprowadzany jest w znieczuleniu, a głównym wskazaniem do jego wykonania jest obfite krwawienie lub zaleganie krwi w macicy.

Tu kupisz e-wersję magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: badaniaprenatalne.pl, mamazone.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Kobiety szczerze o poronieniu. Zobacz kulisy kampanii „Project Benjamin”

fot. Facebook - RISE For Women

Poronienie to bardzo ciężkie doświadczenie. Często reakcje otoczenia dodatkowo potęgują traumę. Jak mówić o stracie dziecka? Tego ma uczyć akcja o nazwie „Project Benjamin”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Celem projektu jest przygotowanie kobiet na reakcje środowiska na wieść o utracie ciąży. Kampania ma również na edukować społeczeństwo na temat emocji, które towarzyszą kobiecie po poronieniu.

„Jedna na cztery ciąże kończy się poronieniem lub śmiercią dziecka. Czy znasz jednak kobiety, które odważyły się o tym mówić?” – pisze na Facebooku organizatorka akcji „Project Benjamin”.

Inicjatorką projektu jest Dana Dewedoff-Carney, założycielka organizacji RISE For Women. Dana straciła dziecko będąc w drugim trymestrze ciąży. Właśnie to bolesne doświadczenie było impulsem do rozpoczęcia akcji.

Zobacz także: Blogerka pokazała poruszające zdjęcia ciała po stracie ciąży. „Patrzenie w lustro wciąż boli”

„To” było naszym synem

– Wiele w życiu przeszłam. Jednak nic może równać się z momentem, w którym dowiedziałam się, że nasz synek odszedł – mówi Dewedoff-Carney. – Poszłam na cotygodniową, rutynową kontrolę.W tym dniu przyjęła mnie inna lekarka, widziałam ją pierwszy raz w życiu. Lekarka odkryła, że serce dziecka nie bije – opowiada Dana.

– Krzyknęłam, płakałam (…). Najgorsze nastąpiło, gdy lekarka powiedziała, że to było „niewłaściwe dziecko” i moje ciało zrobiło to specjalnie, żeby się „tego” pozbyć. „To” było naszym synem. Naszą nadzieją, marzeniami, przyszłością. Wszystko przepadło – wyznaje.

Kobieta postanowiła stworzyć niepowtarzalną sesję zdjęciową, która upamiętniłaby jej synka oraz wszystkie inne zmarłe dzieci kobiet biorących udział w projekcie.

Stworzyłam kampanię, aby uświadomić społeczeństwo, w jaki sposób rozmawiamy na temat ciąży i śmierci dziecka. Prawda jest taka, że nie potrafimy o tym mówić. To nadal temat tabu. Mówimy kobietom, że nie powinny informować otoczenia o ciąży, dopóki nie będą w „bezpiecznej strefie” i nie upewnią się, że wszystko jest w porządku. Dlatego kobiety, które poroniły i nie powiedziały nikomu o ciąży, cierpią w milczeniu. Czują, że nie mogą rozmawiać na ten temat z ludźmi. Ten projekt udowadnia, że nie ma żadnej „bezpiecznej strefy”. Ludziom, którzy doświadczyli straty, mówimy czasem bez zastanowienia rzeczy, które mogą ranić – wyjaśnia Dana Dewedoff-Carney.

Zobacz także: Miała zostać matką trojaczków. Po porodzie podzieliła się zdjęciami, które łamią serce

Poronienie i strata dziecka – kampania „Project Benjamin”

W sesji Dany wzięły udział kobiety, które doświadczyły poronienia. W rękach trzymają tabliczki ze słowami, które usłyszały po poronieniu.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Michelle ma „perfekcyjne życie”. Świetna praca, uśmiech na ustach. Prawda jest taka, że w 2012 roku Michelle straciła swoją córkę Micah. Tę stratę przeżywa każdego dnia.

fot. Facebook – RISE For Women

W wieku 15 lat Aubrey usłyszała, że jej dziecko to „nie dziecko”. Miała aborcję. Wiele lat później poroniła. Ponownie usłyszała: „to nie jest dziecko”.

Facebook – RISE For Women

Wiele osób powiedziało do Christiny: „[Twój syn – red.] potrzebuje brata”. Nikt z nich nie wie, że Christina doświadczyła przedwczesnego porodu i poronienia.

Facebook – RISE For Women

Komentarz, który zabolał Darę Sawyer najbardziej brzmiał: „Masz takie szczęście! Masz i chłopca, i dziewczynkę!” W rzeczywistości Dara urodziła dwóch chłopców i dziewczynkę. Jeden z nich jest aniołkiem.

Facebook – RISE For Women

Christina często słyszy: „widocznie tak musiało być” w odniesieniu do śmierci jej syna Huntera Anthony’ego (25 tygodni i 2 dni ciąży).

Facebook – RISE For Women

O przedwcześnie urodzonym Lennonie ludzie mówią: „przecież on nigdy nie żył”. To Morgan boli najbardziej.

Facebook – RISE For Women

„Przestań publikować zdjęcia swojego zmarłego dziecka” usłyszała Collen. Jej córka przyszła na świat za wcześnie.

Facebook – RISE For Women

Zobacz także: Gdy tracimy coś, co buduje nasz świat – STRATA i co dalej? [PODCAST]

Nie jesteś sama

Dana oraz kobiety biorące udział w kampanii „Project Benjamin” mówią głośno: jeżeli poroniłaś lub straciłaś dziecko, pamiętaj, że nie musisz zmagać się z tym sama. Jeżeli nie możesz zwrócić się do partnera, rodziny lub znajomych, warto poprosić o pomoc specjalistę.

O ile utrata dziecka na zawsze pozostanie częścią twojej historii, pamiętaj, że nie musi stać się jej ostatnim rozdziałem.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: aplus.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Krąg Opowieści o Stracie”. Terapeutyczna rozmowa dla kobiet po stracie

Kobiety okazują sobie wsparcie w trudnej sytuacji /Ilustracja do tekstu: redukcja stresu w niepłodności zwiększa szanse na ciążę /Krąg Opowieści o Stracie
Fot.: Ben White /Unsplash.com

Poronienie, przedwczesne zakończenie ciąży, śmierć dziecka wkrótce po porodzie… Tych dramatycznych i rozdzierających serce przeżyć doświadcza wiele kobiet – a mimo to wciąż nierzadko zdane są na samotność. Lekarze, społeczeństwo, a nawet bliscy nierzadko umniejszają ich ból, wzmacniając tym samym cierpienie i poczucie izolacji społecznej. Aby wesprzeć kobiety w tych trudnych chwilach i dać przestrzeń im do intymnego, otwartego przeżywania straty, 15 października, w Dniu Dziecka Utraconego, w 12 miastach Polski odbędą się kameralne spotkania „Kręgu Opowieści o Stracie”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Spotkania „Kręgu Opowieści o Stracie” adresowane są do kobiet, których macierzyństwo zakończyło się w dramatycznych okolicznościach. W bezpiecznej przestrzeni i przyjaznej atmosferze, bez krytyki i „dobrych rad”, będą mogły podzielić się swoją trudną historią i poznać inne osoby, które zmuszone były zmierzyć się z podobnymi doświadczeniami.

CZYTAJ TEŻ: Poronienie – najgorszy dzień mojego życia. Wasze historie

„Krąg Opowieści o Stracie”: szczera rozmowa, która pomaga poradzić sobie z traumą

W każdym mieście spotkania „Kręgu Opowieści o Stracie” moderować będą doule, psychoterapeutki i trenerki.

– To ważne, żeby ktoś wysłuchał, dlatego chcemy stworzyć wam bezpieczną przestrzeń do tego, aby opowiedzieć o żalu, smutku i krzywdzie – podkreślają organizatorki.

Myślą przewodnią spotkania „Kręgu Opowieści o Stracie” są piękne i symboliczne słowa Rachel Naomi Remen, autorki książek, nauczycielki medycyny alternatywnej i wykładowczyni Uniwersytetu Kalifornijskiego:

„Przypuszczam, że słuchanie to najbardziej podstawowy i najsilniejszy sposób kontaktu z drugą osobą. Zwyczajne słuchanie. Bardzo możliwe, że największą rzeczą, którą możemy dać sobie nawzajem, jest uważność. Szczególnie, gdy płynie prosto z serca. Kiedy ktoś mówi, nie trzeba robić nic więcej, tylko go przyjąć. Po prostu zrobić mu przestrzeń w sobie. Słuchać co mówi. Z troską i uwagą”.

„Krąg Opowieści o Stracie”: spotkania w 12 miastach

Szczegółowe informacje o wydarzeniach w 12 miastach (w Warszawie, Bydgoszczy, Opolu, Siedlcach, Olsztynie, Swarzędzu, Łodzi, Poznaniu, Pszczynie, Gliwicach, Krakowie i Lublinie) można znaleźć tutaj. Spotkania odbędą się w godzinach popołudniowych lub wieczornych.

Wstęp jest bezpłatny. Ze względów organizacyjnych inicjatorki „Kręgu Opowieści o Stracie” proszą o wcześniejsze zgłoszenie: mailem lub poprzez wiadomość na Facebooku.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Strata po stracie… Poronienia nawracające jako doświadczenie traumy

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.