Przejdź do treści

Karmienie piersią a infekcje w dorosłym życiu

„Od dawna istniały podstawy, aby postawić hipotezę, że karmienie piersią wpływa na ilość infekcji w dorosłym życiu”, mówi Thomas McDade (Northwestern University) , reprezentant CIFAR ( Canadian Institute for Advanced Research) w programie Child & Brain Development.

„Karmienie piersią wspomaga rozwój układu odpornościowego. Dzieci, które są karmione piersią rzadziej chorują na infekcję i są mniej skłonne do nadwagi”.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Wcześniej odkryto już związek między niską wagą urodzeniową oraz krótkim okresem karmienia piersią a problemami zdrowotnymi w późniejszym życiu. Nowe badanie sugeruje istnienie jednego mechanizmu prowadzącego do złych wyników zdrowotnych. Okazuje się, że oba czynniki prowadzą do podwyższonych poziomów białka C-reaktywnego (CRP), które jest wskaźnikiem stanu zapalnego.

Choć stany zapalne są pożyteczne, gdy stanowią odpowiedź na infekcję, chroniczne ich występowanie jest związane z ryzykiem takich chorób, jak: zawał serca, cukrzyca i inne.

McDade i jego współpracownicy przeanalizowali badania, które zawierały informacje na temat zdrowia 10 500 dorosłych Amerykanów. Dane zawierały ich stężenie CRP, masę urodzeniową oraz informację na temat tego, czy i jeśli tak, to jak długo byli karmieni piersią jako dzieci. Dane były szczególnie przydatne, ponieważ zawierały zapisy na temat wielu rodzeństw.

Próby poznania roli masy urodzeniowej i karmienia piersią w perspektywie dalszych skutków zdrowotnych jest skomplikowane, ponieważ potomstwo rodziców z mniejszymi dochodami i niższym poziomem wykształcenia częsciej ma niską wagę urodzeniową i rzadziej jest karmione piersią. To oznacza, że nigdy nie ma pewności, czy na wynik badania nie wpływają także inne czynniki.

Ale ze względu na liczbę rodzeństw w badaniu, naukowcy byli w stanie pokazać, że nawet w obrębie tej samej rodziny, masy urodzeniowe i kwestia karmienia piersią mają znaczenie dla pojawiania się infekcji w dorosłym życiu.

 

Źródło: http://www.medicalnewstoday.com/

Marlena Jaszczak

absolwentka SWPS, kobieta o wielu talentach.

In vitro zwiększa prawdopodobieństwo urodzenia chłopca

In vitro zwiększa prawdopodobieństwo urodzenia chłopca
fot. Pixabay

Czy techniki wspomaganego rozrodu mogą mieć wpływ na płeć dziecka? Badania sugerują, że tak. Zobacz, jakie dzieci częściej rodzą się w wyniku in vitro. 

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jak pokazują analizy australijskich badaczy, w wyniku naturalnego zapłodnienia 51 na 100 narodzonych dzieci to chłopcy. Z kolei dzięki in vitro na 100 maluchów rodzi się 56 chłopców.

ICSI, czyli inna technika wspomaganego rozrodu, podczas której wyselekcjonowany plemnik zapładnia komórkę jajową, zwiększa się prawdopodobieństwo wydania na świat dziewczynki.

Badanie zostało opublikowane na łamach magazynu „British Journal of Obstetrics and Gynecology” (BJOG).

Zobacz także: Status materialny może mieć wpływ na płeć dziecka

In vitro zwiększa prawdopodobieństwo urodzenia chłopca

Australijczycy uwzględnili w swoim badaniu niemal 14 tys. urodzeń. Grupa ta obejmowała urodzenia po leczeniu niepłodności w australijskich i nowozelandzkich klinikach w latach 2002-2006.

Według analizy, prawdopodobieństwo wydania na świat chłopca wahało się pomiędzy 53 a 56 proc. w zależności od czasu, w jakim zapłodnione jajeczko zostało wprowadzone do organizmu kobiety. Przyjmując powyższe wartości wynika, że na 100 narodzonych dzieci 56 było chłopcami a 44 dziewczynkami.

Przy takiej samej liczbie porodów, w wyniku ISCI na świat przyszło już 49 chłopców, a przy poczęciu naturalnym – 51.

Zobacz także: Naukowcy odkryli nowy sposób, jak sprawdzić płeć dziecka – czy to dziewczynka?

Niebezpieczne skutki dysproporcji płci?

Zdaniem niektórych badaczy proporcje płci zmieniają się z biegiem czasu naturalnie, w odpowiedzi na czynniki zewnętrzne, takie jak wojna czy klęski. Jednak ostatnie badania pokazują, że ingerencja człowieka w proces poczęcia również może mieć wpływ na to zjawisko.

– To może mieć w przyszłości duże znaczenie dla zdrowia publicznego – twierdz profesor Philip Streer, redaktor naczelny BJOG.

– Wiemy, że w niektórych częściach Indii i Chin rodzi się większa liczba chłopców, ponieważ rodzice świadomie wybierają płeć dziecka. To z kolei prowadzi do poważnych problemów społecznych, gdzie mężczyźni nie mogą znaleźć partnerki – wyjaśnia profesor Steer.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: FIGO, BBC

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Rodzice wychodzą ze szpitala z dziećmi, my zostaliśmy z pudłami wspomnień”

Zespół przetoczenia krwi między płodami
fot. Daily Mail

Dzięki in vitro udało jej zajść w ciążę bliźniaczą. W szóstym miesiącu zaczęła jednak odczuwać dziwne dolegliwości, które lekarze zignorowali. Gdyby ich reakcja była inna, być może dzieci kobiety nadal by żyły.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Leo i Tyler urodzili się w 25. tygodniu ciąży. Niestety, Leo zmarł jeszcze w łonie matki, natomiast Tyler odszedł 18 dni po porodzie. U dzieci zdiagnozowano zespół przetoczenia krwi między płodami (TTTS).

Zobacz także: Miała zostać matką trojaczków. Po porodzie podzieliła się zdjęciami, które łamią serce

Zespół przetoczenia krwi między płodami

Jest to choroba dotycząca bliźniąt posiadających wspólne łożysko. Polega na istnieniu nieprawidłowych połączeń między dziećmi i związanemu z tym przekazywaniu krwi jednemu płodowi (biorcy) przez drugi płód (dawcę).

Jedno z dzieci otrzymuje zatem za dużo, a drugie za mało krwi. Może to doprowadzić do komplikacji obejmujących trwałe uszkodzenie mózgu, serca, aż do śmierci jednego lub obu płodów. W nieleczonym TTTS śmiertelność wynosi 60-100 proc.

– Gdyby lekarze działali szybciej, nasi chłopcy mieliby większe szanse na przeżycie – uważa rozgoryczona matka, Caroline Willis.

Zobacz także: Sesja fotograficzna przedwczesnego porodu. „Nigdy nie będę żałować tej sesji”

Lekarze zignorowali objawy

Kobieta cierpi na zespół policystycznych jajników i wraz z mężem zdecydowała się na zapłodnienie techniką in vitro. Niedługo później Caroline dowiedziała się, że urodzi bliźnięta.

Kobieta twierdzi, że jej ciąża przebiegała książkowo aż do szóstego miesiąca. To wtedy zaczęła odczuwać nietypowe bóle. – Próbowałam umówić się na wizytę do Szpitala Stoke Mandeville – wyjaśnia Caroline. – Byłam tam trzy razy w ciągu tygodnia, jednak usłyszałam, że wszystko jest w porządku. W końcu wróciłam, kiedy ból stał się nie do wytrzymania – dodaje.

Ciężarna dowiedziała się o TTTS dopiero na chwilę przed porodem. – Zaczęłam rodzić, ponieważ Leo miał niewydolność serca. Urodził się martwy – wyjaśnia zrozpaczona kobieta. Chwilę później na świat przyszedł drugi syn. – Tyler był małym wojownikiem, jednak był maleńki i zmarł 18 dni później – dodaje.

– Patrzeć na swoje umierające dziecko, to przerażające – powiedział ojciec bliźniąt, Lee Brightman.

Po śmierci Leo, Caroline i Lee pragnęli po raz pierwszy i ostatni sfotografować się z dzieckiem.

– Przytuliliśmy go i mówiliśmy, jak bardzo go kochamy – wyjaśnia Willis.

Zobacz także: Poroniła przez stres. Winą za tragiczne wydarzenie obarcza działania rządu

Tragiczny finał

Przez następne 18 dni lekarze i pielęgniarki pomagali Tylerowi walczyć o życie. – Kiedy zobaczyłem mojego małego synka w czapeczce dla wcześniaków, która była dla niego za duża, pękło mi serca – mówi Lee.

Niestety, 26 maja stan chłopczyka się pogorszył. – Powiedziałam mu, że mamusia i tatuś rozumieją, że nie musi już walczyć – wspomina kobieta. – Nie wyglądał dobrze, mój instynkt macierzyński podpowiedział mi, że coś jest nie tak – dodaje.

– Trzymaliśmy go na rękach od trzeciej do siódmej. Moi rodzice przyjechali i pożegnali się z wnukiem – wspomina Caroline.  – Serce Tylera biło jeszcze przez godzinę – dodaje zrozpaczona matka.

– Zazwyczaj rodzice wychodzą ze szpitala z dziećmi, my zostaliśmy z dwoma pudłami wspomnień – mówi.

Zdjęcia to jedyna pamiątka, która pozostała Caroline i Lee po dzieciach // fot. Daily Mail

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

„Zdarza mi się płakać z pacjentką”. Położna szczerze o swojej pracy

Pielęgniarka przy łóźku pacjentki - opieka okołoporodowa /Położna a poród

Poród to dla każdej kobiety wyjątkowo poruszające wydarzenie, które trudno porównać z czymkolwiek innym. Ale emocje, które towarzyszą temu niezwykłemu momentowi, są silne nie tylko po stronie rodzącej – udzielają się także położnej. – W swojej pracy trudno mi zachować dystans do uczuć i wydarzeń. Zdarza mi się też płakać z pacjentką – wyznaje Elżbieta Wójtowicz, położna i ambasadorka kampanii społeczno-edukacyjnej „Położna na medal”.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kobieta, która przygotowuje się do porodu, mierzy się niejednokrotnie z lękiem i wątpliwościami. Czy personel medyczny da jej oparcie, zapewni dobre warunki i wykaże się taktem? Czy w czasie porodu nie stanie się nic złego maleństwu?

Położna a poród. Najważniejsza jest empatia

Nad tym, by strach nie paraliżował rodzącej, by czuła się bezpieczna i znała odpowiedź na trapiące ją pytania, czuwa położna. Właśnie dlatego tak ważne jest, by potrafiła stworzyć w czasie porodu atmosferę życzliwości i zrozumienia. Niezbędna jest w tym empatia.

– W czasie porodu pojawia się lęk, strach, poczucie niepewności. Kobieta przychodzi do szpitala z „walizką” pełną obaw: o poród, o dziecko, które ma urodzić. Często czuje się zawstydzona, niepewna siebie. Przeprowadzenie kobiety przez poród tak, aby był pięknym doświadczeniem, a nie traumą, i opanowanie trudnych uczuć to wielkie wyzwanie dla położnej – wyjaśnia Elżbieta Wójtowicz, położna i ambasadorka kampanii społeczno-edukacyjnej „Położna na medal”.

Empatia, która idzie w parze z profesjonalizmem i doświadczeniem, pomaga położnej zbliżyć się do pacjentki. Daje rodzącej komfort i poczucie bezpieczeństwa.

– Z mojego długoletniego doświadczenia wynika, że położna powinna mieć świadomość swojej emocjonalności i przekładać te uczucia na rodzącą: opanować stres w trudnych sytuacjach, wziąć sprawy w „swoje ręce”, aktywizować do działania.

CZYTAJ TEŻ: Ginekolog czy położna? Kogo wybrać do prowadzenia ciąży?

Położna a poród. Wrażliwość, która pomaga w trudnych chwilach

Niezwykle ważne jest też, by położna pomogła kobiecie ograniczyć uczucie skrępowania związane z nagością i różnymi aspektami fizjologii, które towarzyszą tak intymnemu wydarzeniu jak poród.

– Delikatność, poszanowanie godności i zachowanie intymności to ważne umiejętności, które każda profesjonalna położna powinna posiadać – zaznacza położna.

Elżbieta Wójtowicz przyznaje jednak, że jej zawód nie jest łatwy. Czasem trudno zachować dystans do wydarzeń, które rozgrywają się na sali porodowej.

– Zdarza mi się też płakać z pacjentką – mówi położna.

Tej niezwykłej wrażliwości na uczucia rodzących nauczyła się, pracując właśnie na bloku porodowym.

– Tam zawsze towarzyszy mi myśl, która jest moim mottem zawodowym: „Wspaniałe są owoce dobrych wysiłków”.


POLECAMY RÓWNIEŻ: „Wygrana w konkursie otwiera drzwi do nowych działań”. O kulisach kampanii „Położna na medal”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Michelle Obama o poronieniu, in vitro i niepłodności. Poruszające wyznanie pierwszej damy

Michelle Obama - zdjecie z okładki książki "Becoming". Ilustracja do tekstu: Michelle Obama o poronieniu i in vitro
mat. promujące książkę "Becoming"

Okazuje się, że nawet dwie najbardziej przebojowe i energiczne osoby, z głęboką miłością i solidnym etosem pracy, mogą mieć problemy z poczęciem dziecka pisze szczerze Michelle Obama, była pierwsza dama USA, w swojej biografii „Becoming”. Choć od lat aktywnie wspiera prawa reprodukcyjne kobiet, dopiero teraz zdecydowała się podzielić najbardziej prywatną, głęboko skrywaną sferą swojego życia. Michelle Obama o poronieniu, in vitro i niepłodności.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

W ekskluzywnym wywiadzie dla stacji ABC News, promującym autobiografię „Becoming” [z ang.: „Stając się”], Michelle Obama opowiedziała o nieznanych dotąd faktach ze swojej przeszłości oraz o blaskach i cieniach rodzinnego życia. W szczerej rozmowie z dziennikarką Robin Roberts była pierwsza dama USA wyjawiła, że macierzyństwo nie przyszło jej łatwo.

Michelle Obama o poronieniu, in vitro i niepłodności

Zanim na świecie pojawiła się pierwsza jej córka, Malia, prezydencka para przez długi czas bez skutku starała się o dziecko. Po długich miesiącach powtarzania testów ciążowych Michelle, wówczas 34-letnia, ujrzała w końcu wyczekane dwie kreski. Ale radość nie trwała długo; wkrótce przyszedł bowiem kolejny cios – poronienie. Tym potężniejszy, że doświadczamy w milczeniu i skrytości – strata ciąży nie była bowiem (i wciąż nie jest) tematem poruszanym publicznie.

Czułam się zagubiona, samotna; czułam, że zawiodłam. Nie wiedziałam wtedy, jak częste są poronienia, ponieważ nie mówimy o nich głośno – opowiedziała o doświadczeniu sprzed 20 lat. – Pogrążamy się w bólu, czując, że jesteśmy w pewnym sensie popsute. Właśnie dlatego tak ważne jest, by rozmawiać z młodymi matkami, że poronienia się zdarzają, a zegar biologiczny naprawdę tyka – mówiła Obama.

Z udostępnionych fragmentów autobiografii „Becoming”, której wczesną kopię otrzymała agencja prasowa Associated Press, wynika, że w obliczu powtarzających się niepowodzeń Michelle i Barack Obamowie zdecydowali się na leczenie w specjalistycznej klinice. Rozwiązaniem, które zarekomendowali im specjaliści, okazała się procedura in vitro. To właśnie dzięki niej przyszły na świat córki Obamów: Malia i Sasha.

Z książki dowiadujemy się także o cierpieniu i samotności, z którą musiała zmierzyć się Michelle Obama podczas przygotowań do in vitro. Jej mąż, sprawujący wówczas ważne funkcje państwowe, nie mógł towarzyszyć jej w przeważającej części procedury,

pozostawiając [ją] w dużej mierze samą w okresie manipulowania systemem reprodukcyjnym na rzecz jego szczytowej efektywności” pisze.

„Becoming”. Historia według własnego scenariusza

Tak odważne i głębokie wyznanie tylko pozornie odbiega od tego, do czego przyzwyczaiła nas Michelle Obama.

Pierwsza dama, choć ciepła, serdeczna i otwarta na drugiego człowieka, zawsze chroniła prywatność swoją i swojej rodziny. W mediach społecznościowych i wywiadach skrupulatnie dobiera słowa – znając ich siłę, wartość i znaczenie. Dzięki temu, mimo ogromnej popularności, do dziś nie utraciła kontroli nad historią, którą opowiada jej życie. I właśnie taki przekaz kieruje dziś do czytelników swojej książki.

– Wasza opowieść to coś, co należy i będzie należało tylko do was. To coś, co powinniście mieć na własność – pisze w zapowiedzi książki.

Autobiografia Michelle Obamy „Becoming” ukaże się na amerykańskim rynku księgarskim 13 listopada br. Choć nie jest jeszcze fizycznie dostępna dla czytelników, w przedsprzedaży na Amazon.com zdążyła już wspiąć się na szczytowe pozycje bestsellerów. Książka zostanie przetłumaczona na 45 języków, w tym polski.

Źródło: BBC, ABC News

POLECAMY RÓWNIEŻ:

Młoda artystka o poronieniu. 22-letnia Halsey: Chciałam być mamą bardziej niż gwiazdą pop

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.