Przejdź do treści

Jest nadzieja!

bezpłodność
fot. Servier Medical Art

W trakcie zbierania komentarzy do artykułu o przeszczepie macicy zadałyśmy Ministerstwu Zdrowia pytanie o możliwość udziału pacjentek przed przeszczepem macicy w Programie Leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego. Ku naszemu (pozytywnemu!) zdziwieniu odpowiedź okazała się twierdząca. Daje to szanse wielu pacjentkom, które nie mają macicy i rozważają poddanie się przeszczepowi macicy.

Zarówno w obecnej edycji Programu leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego na lata 2013 – 2016, jak w edycji zaplanowanej na lata 2016 – 2019, jednym z kryteriów włączenia pacjentów do Programu są: (…) pacjenci z odroczoną płodnością z powodów onkologicznych oraz zakaźnych (osoby, u których w wyniku leczenia lub z innych powodów może dojść do utraty płodności w przyszłości) (…) W tym katalogu należy uwzględnić utratę płodności z powodu przeszczepu macicy.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czym jest bezpłodność

Według Światowej Organizacji Zdrowia bezpłodność jest to “trwały i nieodwracalny stan niemożności spłodzenia dziecka”, gdy niepłodność jest chorobą z definicji uleczalną. Jednym z głównych wyzwań do rozwiązania pozostawał maciczny czynnik bezpłodności. Wraz z narodzinami pierwszego dziecka po przeszczepie macicy, Vincenta i dzieci kolejnych pacjentek poddanych transplantacji, można śmiało stwierdzić, że brak macicy stał się uleczalny.

Przyczyny bezpłodności

Głównymi przyczynami macicznego czynnika bezpłodności są zespół wrodzonego braku pochwy i macicy, powszechnie zwany zespołem MRKH, inne wrodzone wady rozwojowe macicy uniemożliwiające donoszenie ciąży oraz stan po chirurgicznym usunięciu macicy z powodu choroby nowotworowej, krwotoku położniczego czy innych przyczyn. Sam zespół MRKH dotyka w Polsce ok. 3 000 kobiet w wieku reprodukcyjnym. Brytyjski Womb Transplant UK szacuje, że w wielkiej Brytanii jest to grupa kolejnych 10 000 pacjentek, a biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców daje to ok. 5 000 kobiet w naszym kraju.

Refundacja in vitro

Program leczenia niepłodności metodą IVF został wprowadzony w połowie 2013 r., a ostatnio odchodzący ze stanowiska prof. Zembala przedłużył go do roku 2019. Dzięki rządowemu wsparciu urodziło się już 3644 dzieci. Kolejnym krokiem Ministerstwa powinno stać się włączenie przeszczepu macicy do koszyka świadczeń gwarantowanych, co znacznie ułatwiłoby polskm pacjentkom dostęp do przeszczepu za granicą, a w perspektywie kilku lat mogłoby przyczynić się do wprowadzenia takiego leczenia w kraju. Większość krajów Unii Europejskiej już wprowadziła przeszczep macicy jako świadczenie gwarantowane w ramach publicznego systemu ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych (m.in. Szwecja, Francja, Wielka Brytania, Czechy, Belgia i Holandia).

Z niecierpliwością czekamy na dalsze kroki Ministerstwa i Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Będziemy o nich na bieżąco informować.

Karina Sasin

Naukowczyni, aktywistka na rzecz praw reprodukcyjnych. Redaktor Naukowa "Chcemy Być Rodzicami". Wielokrotna stypendystka m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rządu USA (NIH) i Krajowego Funduszu Na Rzecz Dzieci. Organizatorka konferencji International Meeting on MRKH Syndrome. Po godzinach miłośniczka cukiernictwa i dalekich podróży ;-)

Po jakim czasie starań o dziecko warto udać się do specjalisty od niepłodności?

Lekarz rozmawia z parą podczas konsultacji /Ilustracja do tekstu: Po jakim czasie starań udać się do specjalisty od niepłodności?
Fot.: Fotolia.pl

Niestety dość często spotykam się z parami, które zbyt długo były prowadzone przez swojego lekarza ginekologa. Czasami jest to kilka lat niepotrzebnych badań i obserwacji kobiety bez wykonania podstawowego badania nasienia. Niejednokrotnie to pacjentka, nie lekarz, podejmuje decyzję, by zmienić klinikę i udać się do specjalisty od niepłodności. Jak długo czekać? Kiedy to już niepłodność?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Niepłodność jest co prawda uznanym problemem społecznym, ale ginekolodzy to też ludzie. Mają swoje przekonania, różne doświadczenia. Nadal zdarzają się tacy, na szczęście bardzo rzadko, którzy uważają, że niepłodność to wymysły rozhisteryzowanych pacjentek. Spotykałam w swojej karierze kobiety, które z żalem opowiadały mi, że ich ginekolog wyśmiał je, tłumacząc, że są zbyt stare, by myśleć o macierzyństwie.

Leczyłam też kiedyś parę, która przez kilka lat systematycznie uczęszczała do swojego ginekologa. Pacjentka miała wykonane wszystkie możliwe badania. Przyjmowała leki na wywołanie owulacji, na wzmocnienie fazy lutealnej. Bez efektu. W końcu małżonkowie sami podjęli decyzję, by zgłosić się do mnie. Okazało się, że pacjent miał bardzo słabe parametry nasienia. Szansa na naturalną ciążę była bliska zeru, o czym lekarz prowadzący nie wspomniał, chociaż badanie nasienia wykonane było na początku ich kuracji.

CZYTAJ TEŻ: Między owulacją a okresem. Wszystko, co musisz wiedzieć o fazie lutealnej

Leczenie niepłodności. Poszukaj dobrego przewodnika

Na szczęście są to sytuacje marginalne. Większość lekarzy to ludzie o otwartych umysłach, doskonale wykształceni, z którymi można porozmawiać na każdy temat.

Każdy lekarz jest przewodnikiem, który powinien przeprowadzić pacjentów przez zawiłe ścieżki diagnostyki i leczenia. Zdarzają się lepsi i gorsi przewodnicy. Czasami para sama musi podjąć decyzję, że warto zrobić kolejny krok i udać się do specjalisty.

To, kiedy udać się do specjalisty zajmującego się niepłodnością, to zawsze sprawa indywidualna. Zależy głównie od czasu starania się o ciążę, wieku pacjentów i chorób, których doświadczają. Młodzi, zdrowi ludzie mogą starać się 2 lata bez konsultacji lekarskiej. Pacjenci po 35. roku życia powinni po pół roku starań zasięgnąć opinii lekarskiej. Dużo też zależy od temperamentu pacjentów. Jedni uznają, że pięć lat to niezbyt długo, inni już po 3 miesiącach zażądają pełnej diagnostyki.

PRZECZYTAJ TAKŻE: 5 mitów o niepłodności. Też to słyszysz?

Niepłodność to problem pary

Decyzja o udaniu się do specjalisty powinna być też obopólna. Niepłodność dotyka coraz większego odsetka par. Coraz częściej można przeczytać o tym problemie w kobiecych czasopismach. Kobiety mają olbrzymią świadomość i nie mają oporów, by zgłosić się do specjalisty po pomoc. Problem taki może się pojawić ze strony mężczyzny. Nieraz spotkałam się w swojej praktyce z lekceważeniem problemu przez partnerów, wręcz z delikatnym wyśmiewaniem partnerek, nietowarzyszeniem kobietom na wizytach u ginekologa, odmawianiem wykonania badań, a nawet z kłamstwami.

Tym bardziej cieszą mnie kolejne zdjęcia nowo narodzonych dzieci, których z każdym miesiącem przybywa w moim gabinecie. Wierzę, że każdy lekarz, kierując się głosem rozsądku i pragnieniem szczęścia ludzi, którzy chcą zostać rodzicami, skieruje ich do specjalistów mogących im pomóc urzeczywistnić marzenie o rodzicielstwie.


Logo: InviMed

POLECAMY RÓWNIEŻ: Zrozumieć niepłodność – koniecznie pokaż to swoim bliskim!

dr n. med. Beata Makowska

Specjalistka II stopnia, ginekolog-położnik. Z kliniką InviMed w Gdyni związana od 2011 r. Od początku swojej kariery zawodowej związana była z lecznictwem otwartym – Kliniką Położnictwa Akademii Medycznej w Gdyni oraz oddziałem ginekologii i położnictwa w szpitalu im. Wojciecha Adalberta w Gdańsku. Absolwentka Akademii Medycznej w Gdańsku. W 2005 r. uzyskała stopień doktora nauk medycznych. Członkini Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego.

Gdy tracimy coś, co buduje nasz świat – STRATA i co dalej? [PODCAST]

Strata boli. Z niektórymi jest nam się łatwo pogodzić, inne przez wiele lat mogą wydawać się nie do przejścia. Niektórzy muszą stratę wypłakać, inni przeżywają ją po cichu. Większość z nas przechodzi jednak różne etapy żałoby – bo tak, niemalże każda strata wiąże się nierozerwalnie z żałobą.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Każdy z nas coś w swoim życiu traci. Tracimy przyjaciół, tracimy rodzinę. Z niektórymi rozchodzą nam się drogi, rozdzielają nas kłótnie, czy też śmierć. Żałobę możemy przeżywać też po końcu pewnych etapów życia, np. po zakończeniu szkoły, studiów, przejściu na emeryturę. Pojawia się wtedy pytanie, co dalej? Na pewno musimy przejść swego rodzaju adaptację do nowych warunków. Jak zatem może wyglądać przeżywanie straty i jak możemy starać się sobie ten proces ułatwić? Bo tak, mamy w sobie taką zdolność.

W walce z niepłodnością tych strat może być bardzo wiele… Jedną z nich niewątpliwie może być poronienie, o którym tak szalenie trudno jest mówić. Często jest to temat tabu, zdarza się, że kobieta woli przeżywać je w samotności lub po porostu mówienie o tym jest zbyt trudne i bolesne. Jeszcze innym powodem może być wstyd i lęk przed oceną. Co będzie jeśli inni uznają, że to moja wina, że jestem słaba, że nie sprostałam? Pamiętaj, strata nie jest wstydem, nie jest słabością i masz pełne prawo czuć, że nie dajesz sobie z tym rady. Nie musisz być w tym jednak sama.

Zastanówmy się wspólnie – posłuchaj PODCASTU

…bo choć bardzo byśmy chcieli, od strat nie uciekniemy.

 

Zobacz też:

Nadzieja – w jakich barwach widzisz swoją przyszłość? – PODCAST psychologiczny

„Nigdy nie będę taka jak ona…” – czy porównywanie się naprawdę ma sens?  – PODCAST psychologiczny

Bo to nie zawsze siniaki i krzyki – bierna agresja. Czy jest obecna w twoim życiu? – PODCAST psychologiczny

 Wszystkie nagrania znajdziesz też na YouTube:

 

„Emocje i myśli – co z tym wszystkim zrobić?” – warsztaty psychologiczne dla kobiet
ZAPISZ SIĘ NA BEZPŁATNE WARSZTATY:

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Jesienne wewnętrzne ciemności – 5 rzeczy, które pomogą Ci poradzić sobie z jesiennym spadkiem nastroju

Jesień nadeszła. Dzień jest coraz krótszy, światła coraz mniej, robi się coraz zimniej, a garderoba powoli zapełnia się ciepłymi kurtkami. Nieraz z tą nową porą roku przychodzi też poczucie straty sił, smutek, przygnębienie. Znasz ten obrazek z filmów, gdy główna bohaterka patrzy w dal przez zalane kroplami deszczu okno? Z jednej strony piękny kadr, z drugiej zagrażający. Jak sprawić, by jesień kojarzyła nam się jednak z dobrym i spokojnym czasem?

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Idziesz rano do pracy – ciemno. Wracasz – ciemno. Coraz mniej chce ci się wychodzić spod ciepłego koca, a parujący kubek herbaty wydaje się być bardziej kuszącą opcją ogrzania się, niż ciepło innych ludzi. Jeśli czujesz, że w tym momencie właśnie tego potrzebujesz, w porządku. Warto jest uszanować i zaakceptować w sobie tę potrzebę. Chociaż jednocześnie dobrze mieć jest na siebie uważność, czy też przypadkiem jesienne zwolnienie tempa i idące za tym myśli, emocje, nie stają się zbyt przytłaczające. Czy nagle w twojej głowie nie pojawi się zbyt dużo skupienia na trudnych sprawach. Czy nie zaczną one w związku z tym nadmiernie rosnąć w siłę. Być może będzie to przedłużający się czas starań o dziecko. Być może codzienny stres. Być może wzmocnią to opadające podczas psychoterapii zbroje, jeśli w takiej właśnie jesteś. Być może. Warto pamiętać jednak, że ten smutek jest naturalny i wcale nie musi oznaczać nic złego.

Obniżenie nastroju – nie bez przyczyny

Co stoi za jesiennym obniżeniem nastroju? Głównie jest to brak światła i współczesny pęd – jedno wiąże się z drugim. Pory roku od wieków były bowiem swego rodzaju kierunkowskazem dla naszego trybu funkcjonowania. Gdy dzień robił się krótszy, a słońce szybciej zachodziło, ludzie wcześniej kończyli też swoją pracę, zwalniali, odpoczywali. I tak, w nich także pojawiała się wtedy nostalgia. Nie bez przyczyny to właśnie jesienią od wieków obchodzimy przeróżne obrządki związane ze śmiercią – i wcale nie dzieje się to w przerażającym kontekście końca. Raczej chodzi w tym czasie o akceptację naturalnej ludzkiej ścieżki. Jesienią był właśnie czas na takie przemyślenia. Zaciągano hamulec.

Jak jest dzisiaj? Dziś niezależnie od pory roku pędzimy. Nasz organizm stał się narzędziem, które bardzo odbiegło od natury. Wracając do początku: idziemy do pracy – ciemno, wracamy – ciemno. Wieczorem jeszcze aerobik, gotowanie obiadu dla całej rodziny, albo drugi etat, a następnego dnia kołowrotek nakręca się na nowo. A wszystko to dzieje się w większości przy sztucznym świetle, które wprowadza nasz mózg w stan całkowitej dezorientacji. Jak to?! Miała być jesień i czas odpoczynku, a tu ciągle dzień?! Mówiąc wprost – oszukujemy nasz naturalny rytm, także ten dobowy.

Nic zatem dziwnego, że zarówno ciało, jak i głowa mogą zacząć się buntować. Co zwiększa ryzyko jesiennych spadków nastroju? Mogą to być nasze indywidualne predyspozycje, wcześniejsze zmaganie się z problemami związanymi właśnie z nastrojem, czy też dziejące się na bieżąco stresujące wydarzenia. Tym bardziej jeśli trwają już one od dłuższego czasu.

Za daleko… jesienna depresja

Co ważne i na co szczególnie warto skierować swoją uwagę, to nasilenie stanu przygnębienia i idących za tym emocji. Depresja sezonowa nie jest bowiem wcale błahym zagadnieniem, czy też „wytłumaczeniem” dla tzw. jesiennych dołów. Smutek staje się zbyt przytłaczający, zmęczenie utrudnia wstanie z łóżka, być może pojawia się płacz i nie masz ochoty na przyjemności, które wiesz, że w normalnych warunkach poprawiają ci humor. Być może to sen i nadmierne objadanie stają się wtedy sposobem radzenia sobie, a być może jest to unikanie ludzi.

Warto poszukać wtedy pomocy specjalistów. Rozmowa, wsparcie w trudnym czasie, może rozwiązanie czających się w tobie konfliktów, czy też fototerapia wykorzystująca specjalnie przeznaczone do tego lampy, które pomagają organizmowi znaleźć równowagę. Dobrze jest znaleźć sposób dla siebie, bo nie musisz trwać w tym sama.

Czas na odkrycia

Z drugiej strony, jesienna nostalgia może być piękna. Może być czasem, który przeznaczymy właśnie na głębokie przemyślenia przynoszące nam dużo dobra. Co ciekawe,jedne z badań psychologicznychsprawdzały, czy zła pogoda może mieć na nas pozytywny wpływ. Okazało się, że jak najbardziej! Wywołuje ona bowiem w nas poczucie nostalgii, która to jest swego rodzaju pozytywnie nacechowaną tęsknotą za tym, co już było (pierwotnie określenie „nostalgia” używano tylko w odniesieniu do tęsknoty za ojczyzną).

Do badania wykorzystano dźwięk deszczu, wiatru i burzy, druga grupa słuchała zaś odgłosów pustej przestrzeni. Faktycznie, zarówno silny deszcz, wiatr, jak i grzmoty wywoływały w ludziach o wiele silniejsze uczucie nostalgii, niż u pozostałych. Idąc tym tropem i bazując na hipotezach badaczy zakładających, że nostalgia oddziałuje na nas pozytywnie, sprawdzono, czy rzeczywiście tak jest. Wynik wskazuje, że owszem!* Wyższy poziom odczuwanej nostalgii powiązany był też ze wzrostem poczucia własnej wartości, pozytywnym nastrojem, lepszym kontaktem z innymi ludźmi, czy po prostu optymizmem. Czyż nie jest to kolejny argument za tym, że jesień proponująca nam czas zatrzymania oraz przemyśleń jest niezwykle potrzebna i warto się w nią wsłuchać (także dosłownie)?

Co za bzdury! Nie mam na nic sił, starania o dziecko mnie dobijają, partner się odsuwa, a ja mam cieszyć się z jesieni?!” – jasne, możesz właśnie coś takiego sobie pomyśleć. I masz do tego pełne prawo. Jak najbardziej rozumiem, że teoria potrafi odbiegać od tego, co się naprawdę dzieje, o niezliczone kilometry. Na szczęście mamy duży wpływ na to, jak myślimy i co robimy, a emocje są do tego znakomitym drogowskazem. Co zatem warto wprowadzić do swojej jesiennej rzeczywistości, żeby lepiej poradzić sobie z tym „ciemnym” czasem?

1. Zapełnij kalendarz

Jest to jedna ze wskazówek, które być może kłócą się z tak pochwalnie opisywanym przeze mnie „zatrzymaniem”. Jeśli jednak czujemy, że pomoże nam to w danym momencie uporać się ze smutkiem, to także jest metoda jak najbardziej w porządku. Przede wszystkim, obserwuj siebie. Czy tobie to pomaga? Czy duża liczba zajęć i spotkań z innymi, bliskimi ludźmi da ci teraz więcej energii i pozytywne odczucia? Co ważne, taki mechanizm sprawdza się w wielu trudnych momentach, ale jak już pisałam w innym artykule w naszym portalu:

Nie chodzi o to, by unikać przeżywania emocji, które się w tobie pojawią. Sednem jest raczej wsparcie, jakie niosą ze sobą bliscy.

2. Ucieknij

Znów wrócę do „ucieczkowych” klimatów, które na dłuższą metę mogą przynieść nam niestety dużo szkody – wracam tu do unikania przeżywania emocji, które to mają tendencję do narastania… Warto jednak pamiętać, że to elastyczność i różne rodzaje radzenia sobie z trudniejszymi momentami są bazą do zadbania o siebie w zdrowy sposób.Unikanie, ucieczka też są jednymi ze strategii działania i stosowane w zrównoważonych ilościach, mogą nam znakomicie służyć.

Co zatem może być potrzebną ci teraz ucieczką? Może to być zajęcie głowy światem innych ludzi. Także tych z książek i seriali. Pozwoli ci to odłączyć się od rzeczywistości i zanurzyć w przestrzeń, gdzie być może nie ma tylu problemów. Czasami warto dać sobie czas na dojrzenie do gotowości „przepracowania” niełatwych stanów. Nie czujesz się teraz na siłach, by konfrontować się z kolejnym i kolejnym negatywnym testem ciążowym? Wcale nie musisz robić tego od razu. Daj sobie oddech.

3. Napisz to!

Twoich słów nikt nie musi czytać. Nie muszą być składne, nie musisz przestrzegać reguł gramatyki, czy stylu wypowiedzi.Pisz, bo pomoże ci to wyrazić ból, z którym się mierzysz. Zrzucisz z siebie dzięki temu chociaż odrobinę trudu” – to także już na naszym portalu padło [TUTAJ] i wciąż jest niezmiernie aktualne. Jesienny czas przemyśleń daje do tego silną podstawę. Gdy tak wiele myśli się w nas pojawia, gdy tak wiele wspomnień wraca, gdy uruchamia się tak wiele lęków – nazwij to i wyraź słowami.

4. Słowa, słowa, słowa

Idąc tropem nazywania emocji, zdecydowanie warto jest się nad tym pochylić. Już bowiem samo formułowanie tego, co się z nami dzieje i nadanie konkretnych określeń, może pomóc osłabić siłę tychże stanów. Pozwala też złapać szerszą perspektywę i uchwycić kontekst, w którym te wszystkie emocje i przekonania się w nas pojawiają. Ułatwia to zbudowanie ciągu przyczynowo skutkowego, wyciąganie wniosków, ale przede wszystkim poznanie siebie i swoich potrzeb. Jeśli bowiem emocje są dla nas drogowskazem, to np. zauważenie, że „czuję złość” może dać nam do myślenia. Niewykluczone, że właśnie ktoś przekroczył nasze granice, albo nie udało się coś, co tak naprawdę było dla nas super ważne. Nazwanie pomaga szukać, przyglądać się sobie i konstruktywnie rozwiązywać trudne sytuacje.

Nic dziwnego, jest to bowiem znakomita forma regulacji emocji. Powstało wiele badań na ten temat, które wskazują, że werbalizacja (zarówno wypowiadanie, jak i pisanie) dziejących się w nas doświadczeń emocjonalnych zmniejsza szkodliwy stres. Jest to lepsza forma niż np. odwracanie uwagi, czy chociażby nazywanie słowami innych obszarów, które nie są związane właśnie z emocjami.

Co ciekawe, badania mózgu sugerują, że nawet on reaguje na nazywanie emocji! Ma ono zmniejszać pobudzenie ciała migdałowatego, które to odpowiedzialne jest właśnie za emocje. Gdy zdają się one nas zalewać, to dokładnie ono wykonuje wtedy zdecydowanie nadmierną robotę… Z drugiej zaś strony, nazywanie tego, co czujemy, wzmacnia aktywność kory mózgowej odpowiadającej m.in. za świadome reagowanie, także na zmysłowe bodźce zewnętrzne, czy też podejmowanie decyzji. Nadmierne emocje mogą wtedy opaść, a nam łatwiej jest „wrócić na ziemię” i dać się pokierować swojej zdrowej, dorosłej części, którą każdy z nas w sobie ma. *

5. Wdzięczność

Mówi się o niej coraz częściej – i nic dziwnego. Odczuwanie i okazywanie wdzięczności może przynieść nam wiele korzyści. Owszem, nie jest to łatwe. Zdarza się bowiem, że nie potrafimy jej dawać, czasami nie umiem jej przyjmować. Mieści ona jednak w sobie tak wiele wspierających nasz pozytywny nastrój stanów – takich jak np. poczucie szczęścia, ulgę, docenienie, zachwyt, szacunek – że szkoda byłoby przekreślać ją w swoim życiu.

Badania wskazują, że praktykowanie wdzięczności wpływa na lepszą jego jakość [red. życia]. Co ciekawe, nie tylko psychiczną, ale i fizyczną. Jeden z eksperymentów opierał się na tym, że uczestnicy każdego dnia w swoim dzienniku wyrażali wdzięczność do trzech osób lub rzeczy. Okazało się, że wpłynęło to na redukcję odczuwanego przez nich stresu, a także wzrost optymizmu i odczuwanych pozytywnych emocji. Skutkiem była też lepsza jakość snu, a co za tym idzie, organizm zaczął inaczej funkcjonować również na poziomie somatycznym. Obniżyło się m.in. ciśnienie krwi. Jest to znakomity przykład na to, jak silnie myślenie i psychika powiązane są z ciałem. Co więcej, mamy na to ogromny wpływ!

 

ZOBACZ też:  „Chcemy Być Rodzicami”

Może warto zastanowić się nad takim ćwiczeniem w ciemny, jesienny dzień, gdy wydaje nam się, że dookoła panuje samo „zło” i nic dobrego nam się nie zdarza?

Czy spróbujesz ułatwić sobie jesień zwalniając tempo, dając sobie przestrzeń na zastanowienie, czucie także tych trudnych emocji i poszukiwanie bliskości ze sobą oraz innymi? Niech to będzie piękny, nostalgiczny czas – masz na to ogromny wpływ.

 

*Źródło: „Psychology Today”

 

Zobacz też:

Nadzieja – w jakich barwach widzisz swoją przyszłość? – PODCAST psychologiczny

Bo to nie zawsze siniaki i krzyki – bierna agresja. Czy jest obecna w twoim życiu? – PODCAST psychologiczny

Choruję na depresję, chcę być matką – jak wygrać obie te walki?

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studentka V. roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz studentka studiów podyplomowych Gender Studies na UW.

Blogerka pokazała poruszające zdjęcia ciała po stracie ciąży. „Patrzenie w lustro wciąż boli”

Selfie Jessiki McCoy, na którym widać ciało po stracie ciąży
Fot.: Instagram.com

Problem z zaakceptowaniem ciała po ciąży dotyczy wielu kobiet. Dzięki coraz liczniejszym kampaniom społecznym młode mamy mają szansę wyzwolić się z kompleksów i pokochać swoje ciało na nowo. Ale w przestrzeni publicznej wciąż niewiele mówi się o kobietach, których nowy wygląd zbiega się z dramatem przedwczesnego zakończenia ciąży. Tymczasem pogodzenie się ze stratą, o której przypomina każdy rozstęp i każdy dodatkowy kilogram ciała, jest niezwykle trudne. Aby uwrażliwić społeczeństwo na te niezauważane tragedie, o swoich doświadczeniach zdecydowała się opowiedzieć 27-letnia blogerka.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Jessica McCoy podzieliła się swoim bolesnym doświadczeniem za pośrednictwem Instagrama. Samodzielnie wykonanym zdjęciom ciała po stracie ciąży towarzyszyły pełne emocji i szczerości wpisy. Blogerka opisała w nich uczucia, z którymi zmagała się w tym niezwykle trudnym i wyczerpującym okresie, by dodać otuchy kobietom w podobnej sytuacji. Problem ten, choć powszechny, nie jest bowiem poruszany w sferze publicznej.

Nie spotkałam się z tym, by kobiety opowiadały o swoich zmaganiach z ciałem po stracie ciąży. Wiele osób cierpi z powodu braku akceptacji nowego wizerunku po porodzie, ale gdy nie możesz trzymać w swoich ramionach dziecka, to jest to zupełnie inne uczucie – przyznaje.

I want to talk about my #postpartum body. There is a lot of emotion that goes with gaining weight during pregnancy. I gained 15 lbs in 6 months. And then, after everything, I gained about 5 more. I am 20 lbs heavier and two sizes bigger than I was pre-pregnancy. And I am not okay with my body. I think I would've been okay if Evie was here, although she would've likely still been cooking inside me. The fact that I am bigger than I normally am and don't have my baby makes it harder. I dealt with a postpartum body after Brennan. And I was uncomfortable in my larger body, but it grew my beautiful little man and how could I be upset with it when I looked at him? Every day I get clothes on and they're tight. And every day I'm reminded that I grew my baby for six months and she died. It really is a constant reminder to me. I don't have love for my body. I am angry at it right now. I can't be body positive right now. It's too hard and it hurts too much. I'm working on losing this weight so it isn't one more thing that is a constant reminder. I really think my hormones are making it difficult to do so with my normal routine. That's why I enlisted the help of a friend who is a personal trainer. I'm really hoping it helps me. Because looking in the mirror at my uncovered body hurts. #postpartumbody #grief #loss #motherhood #motherhoodrising #fourthtrimesterbodiesproject #fourthtrimesterbody #takebackpostpartum #evelynlouisemccoy

A post shared by Jessica (Habe) (@habe_mccoy) on

Szczęście przerwane diagnozą

Jessica McCoy, będąca już wówczas biologiczną mamą 6-letniego syna Brennana, zdołała zajść w kolejną ciążę za pierwszym podejściem. Choć nie odczuwała niepokojących dolegliwości, a ciąża wydawała się prawidłowa, intuicja podpowiadała jej, że coś jest nie w porządku.

Złe przeczucia zyskały potwierdzenie w badaniu USG, podczas którego kobieta i jej partner dowiedzieli się, że płód ma prawdopodobnie rozszczep kręgosłupa. Lekarz początkowo uspokoił ich, twierdząc, że wada prawdopodobnie kwalifikuje się do operacji prenatalnej. Ale wykonana w szóstym miesiącu ciąży amniopunkcja nie pozostawiała już złudzeń, że płód ma szansę na prawidłowy rozwój. Okazało się, że poza nieprawidłową budową kręgosłupa cechują go wady chromosomalne i ryzyko poważnych schorzeń układu odpornościowego.

W tej sytuacji rodzice podjęli dramatyczną decyzję o przerwaniu późnej ciąży, by nie zmuszać swojego dziecka do cierpienia i walki z postępującymi i nieuleczalnymi chorobami.

– Byliśmy i nadal jesteśmy zdruzgotani. Ale wiedzieliśmy, że decyzja o terminacji ciąży, by uchronić dziecko przed cierpieniem po urodzeniu, była najlepszym możliwym rozwiązaniem, podyktowanym miłością. Teraz my zmagamy się z tym cierpieniem, żeby nasza córka nie musiała – pisze.

CZYTAJ TEŻ: Wczesna strata ciąży. Rodzaje poronień, objawy i postępowanie

Ciało po stracie ciąży. Zmiany, które boleśnie przypominają o dramacie

Niestety, o tej osobistej tragedii przypominały Jessice nie tylko bolesne, stale powracające wspomnienia, ale również ciało, które wciąż nosiło oznaki przebytej ciąży. Niechciane kilogramy i utrata elastyczności skóry doskwierały jej wówczas znacznie bardziej niż po pierwszym, szczęśliwym porodzie.

– Z przybieraniem na wadze w czasie ciąży wiąże się wiele emocji. Ja przytyłam około siedmiu kilogramów w sześć miesięcy. A potem, po wszystkim, jeszcze ponad dwa. Ważę teraz o dziewięć kilogramów więcej niż przed ciążą i noszę o dwa numery większe ubrania. Nie czuję się dobrze z moim ciałem. Myślę, że byłoby inaczej, gdyby Evie była tutaj ze mną. […] Fakt, że moje ciało jest większe, a nie mam przy sobie oczekiwanego dziecka, sprawia, że sytuacja jest dla mnie znacznie trudniejsza. Po porodzie Brennana również czułam się nieswojo z moim ciałem, ale obok mnie rósł mój piękny mały człowiek. Jak mogłam się denerwować, gdy na niego patrzyłam? – mówi szczerze.

Blogerka podkreśla, że w takiej sytuacji nadwaga pociążowa to nie tylko defekt kosmetyczny, ale tez ogromna przeszkoda w procesie godzenia się ze stratą.

– Każdego dnia zakładam ubrania, które są zbyt ciasne. Każdego dnia przypominam sobie, że nosiłam swoje dziecko przez sześć miesięcy, a ono zmarło. To sprawia, że uczucia stale wracają – czytamy w poruszającym wpisie. – Nie kocham swojego ciała. […] Nie jestem teraz pozytywnie do niego nastawiona. To zbyt trudne i za bardzo boli. Pracuję nad utratą tej wagi […], ale utrudniają to moje hormony. Dlatego zwróciłam się o pomoc do przyjaciela, który jest trenerem personalnym. Naprawdę mam nadzieję, że mi to pomoże. Ponieważ patrzenie w lustro, w którym widzę moje odsłonięte ciało, boli – przyznaje.

Wygrana walka z traumą i tęczowy synek

Choć praca nad emocjami i ciałem po stracie ciąży trwała długo, ostatecznie Jessice udało się pokonać traumę. W zabliźnieniu rany pomogło jej ponowne otwarcie się na nowe życie.

– Nie byłam w stanie odzyskać pełni sił fizycznych, zanim nie poczułam, że nadszedł czas, by znów zajść w ciążę – wyznała na Instagramie, a niedługo później podzieliła się z internautami zdjęciem, na którym widać ciążowy brzuch.

Dziś Jessica McCoy jest mamą zdrowego i pięknego tęczowego synka, Wildera, który przyszedł na świat przed dwoma miesiącami.

Sweet sleeping babe. 🌈 #wilderreedmccoy #rainbowbaby

A post shared by Jessica (Habe) (@habe_mccoy) on

Jej historia i odwaga, by mówić głośno o tym, co bolesne i trudne, daje dziś siłę wielu kobietom, które same przeszły przez piekło straty późnej ciąży.

Źródło: huffingtonpost.com, redbookmag.com

POLECAMY RÓWNIEŻ: Maja Ostaszewska: wierzy w cud in vitro, boi się stygmatyzacji kobiet po poronieniach. „Musimy być solidarne”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.