Przejdź do treści

Jak zostaliśmy rodzicami? Opowiadają: Kasia i Marcin – pacjenci kliniki InviMed

Para, która miała problemy z zajściem w ciążę opowiada, jak została rodzicami dzięki zabiegowi in vitro z komórką dawczyni w klinice InviMed.

CHaBeR News

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Kasi po operacji, którą przeszła w wieku 25 lat został tylko jeden jajnik. Dlatego nie traciła nadziei, że będzie mogła zostać mamą. Po trzech latach długiej tułaczki po badaniach, diagnozach, leczeniu w wielu klinikach, szpitalach para trafiła do kliniki InviMed.
– Doznaliśmy szoku – mówi Marcin. – Wszyscy byli przygotowani, bardzo troskliwie się nami zajęli. To bardzo odbiegało od tego, z czym spotkaliśmy się dotychczas.
Okazało się, że nie tylko obsługa medyczna stanowiła nowy standard.
– Wcześniej nie zlecono nam wszystkich niezbędnych badań – dodaje Kasia. – Dopiero tu w Invimedzie nam je wykonano.

Adopcja komórki jajowej przez Kasię i Marcina

Po badaniach okazało się, że para drogą naturalną nie może mieć dziecka.
– Szczegółowe badania wykazały, że z mojej komórki jajowej nie da się uzyskać ciąży – opowiada Kasia. – Mieliśmy do wyboru adoptować komórke jajową, albo cały zarodek. Zdecydowaliśmy się na tę opcję, dzięki której chociaż jedno z nas będzie rodzicem biologicznym.
Dzięki in vitro z komórką dawczyni Kasia i Marcin zostali rodzicami Stasia.
– Jesteśmy najszczęśliwsi na świecie, że go mamy, dzięki klinice InviMed – kwituje Kasia.
– A klinikę InviMed traktujemy jak rodziców chrzestnych naszego synka – dodaje Marcin.

 In vitro z komórkami dawczyń – zobacz pionierski program kliniki InviMed

materiał prasowy

Materiały prasowe to teksty przesyłane podmioty zewnętrzne do publikacji w różnych mediach, informują o wydarzeniach, osiągnięciach, bywają zaproszeniami na spotkania.

Zmarł Romuald Dębski. Wybitny ginekolog miał 62 lata

Zmarł Romuald Dębski
fot. Facebook - Romuald Dębski

Nie żyje profesor Romuald Dębski. Informację o śmierci ginekologa podał Szpital Praski w Warszawie.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

11 grudnia Romuald Dębski trafił w stanie ciężkim do szpitala. W czwartek 20 grudnia na Facebook’owym profilu Szpitala Praskiego w Warszawie pojawił się wpis informujący o śmierci wybitnego ginekologa:

Z głębokim żalem żegnamy prof. Romualda Dębskiego wybitnego ginekologa, humanistę, przyjaciela naszego szpitala.

Zobacz także: Prof. Romuald Dębski walczy o życie. Jest w stanie ciężkim

Zmarł Romuald Dębski

Romuald Dębski był polskim lekarzem ginekologiem, nauczycielem akademickim, doktorem habilitowanym nauk medycznych, profesorem Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. Był kierownikiem II Kliniki Położnictwa i Ginekologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Szpitalu Bielańskim w Warszawie.

Profesor Dębski był jednym z założycieli Polskiego Towarzystwa Ultrasonograficznego, dwukrotnym prezesem Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego i byłym prezesem Polskiego Towarzystwa Menopauzy i Andropauzy.

Profesor Romuald Dębski wierzył, że ludzkie życie zaczyna się z chwilą zapłodnienia komórki jajowej. Jednak jak zawsze zaznaczał, życie to jest do pewnego momentu zależne od organizmu matki.

Lekarz był zwolennikiem prawa wyboru kobiety do decydowania o własnym ciele i sprzeciwiał się projektowi zaostrzenia przepisów aborcyjnych w Polsce. Z tego względu był wielokrotnie krytykowany przez środowiska prawicowe. Trafił między innymi na „Medyczną listę hańby” Tomasza Terlikowskiego”.

Źródło: Facebook: Szpital Praski w Warszawie

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Nieudana inseminacja. Co mogło pójść nie tak?

Nieudana inseminacja
fot. Fotolia

Idealny scenariusz jest taki, że wybrana forma leczenia niepłodności, na przykład inseminacja domaciczna, działa od razu, udaje się Wam zajść w ciążę i po dziewięciu miesiącach zostać rodzicami. Niestety nie zawsze dzieje się tak, jak byśmy chcieli. Przyczyny mogą być różne. Całe szczęście na jednej próbie i formie terapii droga się nie zamyka. Współczesna medycyna oferuje parom starającym się o dziecko cały wachlarz możliwości.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Inseminacja domaciczna to w pełni bezpieczna i bezbolesna procedura polegająca na wprowadzeniu nasienia bezpośrednio do macicy. Nasienie jest wcześniej selekcjonowane oraz odpowiednio przygotowywane w warunkach laboratoryjnych i podawane do macicy przez cienki cewnik.

Zobacz też: Inseminacja: na czym polega krok po kroku. Który zabieg przynosi największą skuteczność?

Dwa rodzaje inseminacji domacicznej

W zależności od tego od kogo pochodzi próbka nasienia, rozróżnia się dwa rodzaje inseminacji domacicznej: IUI — nasienie należy do partnera kobiety oraz AID — nasienie pochodzi od anonimowego dawcy.

Zabieg przeprowadza się w ściśle określonym momencie cyklu — tuż przed owulacją.

Jeśli owulacja nie przebiega prawidłowo, może pojawić się wskazanie do jej wywołania. W takich przypadkach stosuje się stymulację hormonalną, która ma na celu uzyskanie od 1 do 3 pęcherzyków jajnikowych w danym cyklu.

Zobacz też: Projekt: dziecko, czyli jak zajść w ciążę bez partnera. Inseminacja domowa nasieniem dawcy czy zagraniczna klinika?

Kto może skorzystać z procedury?

Inseminacja domaciczna jest sugerowaną metodą zapłodnienia u par, które bezskutecznie starają się o ciążę, mimo dobrych wyników w badaniach płodności.

Wskazania do inseminacji domacicznej to: przeciwciała przeciwplemnikowe, endometrioza, zaburzenia owulacji, brak upłynnienia nasienia, zaburzenia ejakulacji, spodziectwo, niepłodność idiopatyczna.

Zobacz też: Kiedy inseminacja jest wskazana? A jakie czynniki decydują, że nie można jej wykonać u niepłodnych par?

Nieudana inseminacja – jakie mogą być przyczyny?

Sukces inseminacji domacicznej zależy od kilku czynników. Jeśli wszystkie procedury przygotowujące są przeprowadzone prawidłowo, szansa na zapłodnienie w każdym cyklu wynosi od 10 do 25%.

Różnice w skuteczności uzależnione są od indywidualnych predyspozycji pary, na przykład wieku kobiety, powodu niepłodności, jakości użytego nasienia, czy liczby dojrzałych pęcherzyków jajnikowych po stymulacji hormonalnej.

W zależności od rodzaju czynników lub kombinacji czynników utrudniających zapłodnienie, szansa na zajście w ciążę rośnie lub maleje.

Zobacz też: Czy leżenie po inseminacji zwiększa szanse na zajście w ciążę? Mamy najnowsze wyniki badań!

Jakie są ścieżki postępowania po nieudanej inseminacji domacicznej?

Inseminacje domaciczną można wykonywać przez kilka cykli z rzędu zanim okaże się ona skuteczna. Wiele par zachodzi w ciążę dopiero przy którejś z kolei próbie i jest to całkowicie normalne.

Jeśli w procedurach inseminacji wykorzystane zostało nasienie partnera oraz zachodzi podejrzenie, że przeważającym powodem trudności jest jakość nasienia, parom proponuje się ze skorzystania z nasienia anonimowego dawcy.

Sposobem leczenia niepłodności, który proponowany jest parom, u których inseminacja domaciczna nie odniosła oczekiwanych skutków, jest in vitro. Zapłodnienie pozaustrojowe IVF poprzedzone jest kilku lub kilkunastodniową stymulacją hormonalna, by zwiększyć szanse powodzenia procedury.

Tu kupisz e-wydanie magazynu Chcemy Być Rodzicami

Lekarz był pewien, że to ciąża. A to była torbiel czekoladowa

Torbiel wielka na 10 cm.  6 operacji usunięcia endometriozy.  Jak Donacie udało się pokonać chorobę? Jak endometrioza wpłynęła na jej życie i jak zmieniła plany na macierzyństwo… Poznajcie tę wzruszającą historię kobiety, która znalazła w sobie chęć na wspieranie i pomaganie innym kobietom z endometriozą.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Z Donatą Sobanią-Byczkowską (lat 34) rozmawia Aneta Grinberg-Iwańska

Kiedy i jak dowiedziała się pani o tym, że choruje na endometriozę?

O podejrzeniu endometriozy dowiedziałam się w 2007 roku. Miewałam coraz silniejsze bóle w macicy. Udałam się do ginekologa, który nie miał możliwości zrobienia USG, ale stwierdził, że jestem w zaawansowanej ciąży i że w czasie jego wieloletniej praktyki nigdy się jeszcze co do tego nie pomylił. Doktor skierował mnie na USG i okazało się, że to nie była ciąża. Miałam na lewym jajniku torbiel o wielkości 8×10 cm. Moja pierwsza operacja odbyła się w tym samym tygodniu. Diagnoza: torbiel czekoladowa z podejrzeniem endometriozy.

Czy lekarze podczas diagnozy endometriozy wykazali się empatią, czy twierdzili, że bolesne miesiączki to „normalna sprawa”?

Na szczęście nigdy nie spotkałam się z lekarzami, którzy nie wierzyliby moim objawom. Mając stwierdzoną endometriozę byłam zawsze kierowana do specjalistów w tej dziedzinie, którym dobrze znane są symptomy choroby.

Czy operacja pomogła pani w walce z endometriozą?

Jestem po sześciu operacjach. Odbywały się one przeciętnie co dwa lata. Jeszcze parę lat temu nie miałam takiej wiedzy o endometriozie jak teraz. Pamiętam, że po operacjach w Anglii przyszedł do mnie lekarz i mówił za każdym razem, że nie usunął wszystkich zmian, bo się nie dało. Teraz wiem, że dlatego nawrót endometriozy za każdym razem był tak szybki. Półtora roku temu postanowiłam poszukać prywatnej kliniki leczenia endometriozy. Natrafiłam na klinikę Miracolo. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z tak profesjonalną, kompetentną, przyjazną i empatyczną kadrą ludzi, pracujących w jednym miejscu. Operacja była wykonana bardzo dokładnie, z usunięciem wszystkich widocznych zmian i ognisk endometriozy. Wiem to, bo po półtora roku, bez terapii hormonalnej, nie odczuwam żadnych symptomów endometriozy.

Jak łączyła pani pracę z chorobą? Czy pracodawcy byli wyrozumiali?

Przez wiele lat pracowałam w przedszkolu w Londynie. Łapałam od dzieci wszystkie  wirusy i bakterie. Byłam ciągle chora. Moja odporność była bardzo obniżona. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy z tego, że to wszystko związane było z endometriozą. Pracodawcy byli bardzo wyrozumiali. Rekomendowali mi nawet sprawdzonych specjalistów i organizowali wolny czas, żebym mogła się do nich udać.

Czytaj też: Torbiele endometrialne – późny objaw endometriozy. Jak je leczyć i czy można uniknąć wznowy?

Co endometrioza zmieniła w pani życiu?

Rok temu założyłam grupę wsparcia pod nazwą Endometrioza-ANTIDOTUM. Na tą inicjatywę wpłynęło parę wydarzeń w moim życiu, ale to najważniejsze, to własne doświadczenie z chorobą. Niespełna dwa lata temu trafiłam na cytaty Alberta Einsteina, że nie można uzyskać nowych rezultatów robiąc w kółko to samo i żeby zagłębić się w naturę, bo wtedy zrozumiemy wszystko o wiele lepiej. To dało mi do myślenia , bo przecież przez wiele lat stosowałam się do tych samych zaleceń lekarzy, a efekty były ciągle te same; szybkie nawroty choroby, operacje i ból… Od tamtej pory wzięłam sprawy w swoje ręce i zaczęłam zdobywać wiedzę na temat endometriozy i byłam zdumiona ogromem informacji odnośnie naturalnego leczenia, a zarazem zszokowana, że przez 9 lat nie usłyszałam o żadnej z tych alternatyw od prowadzących mnie lekarzy. Mając świadomość wyboru zaczęłam wdrażać różne terapie i metody leczenia w życie i zauważać bardzo dobre efekty. Przyłączyłam się do istniejącej grupy wsparcia, ale nie znalazłam tam tego, czego szukałam. Większość wpisów była dołująca i pesymistyczna i właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że naglącą potrzebą w środowisku kobiet z endometriozą jest pozytywne nastawienie, dawanie nadziei, dzielenie się dobrymi doświadczeniami, tym co może pomóc również komuś innemu. Inspiracją do stworzenia grupy samopomocowej byli też inni ludzie, których spotkałam na swojej drodze, między innymi lekarz, dr Tomasz Songin, który w najcięższych chwilach tak bardzo mi pomógł , poświecił ku temu swój prywatny czas i miał przy tym tak wielkie serce i tą nieziemską energię, którą zarażał… i czułam, że muszę się w jakiś sposób odwdzięczyć za te wszystkie dobre rzeczy, które mnie spotkały w tych chwilach cierpienia. Spotykając w swoim życiu kogoś wyjątkowego, samemu chce się być lepszym człowiekiem. Szerzenie świadomości o endometriozie w pozytywny sposób daje mi poczucie, że robię coś pożytecznego, że może jakaś informacja przyczyni się do polepszenia jakości życia kogoś innego.

Jest takie powiedzenie:

„Pomoc jednej osobie nie zmieni całego świata, ale może zmienić świat dla jednej osoby.”

Ta grupa niesie również nadzieję dla mnie, bo ja wciąż poszukuję swojego antidotum, odpowiedzi, wskazówek, świadectw od kobiet, które zaszły w ciążę, pomimo, że lekarze nie dawali im żadnych szans, albo tych które dzięki determinacji pokonują chorobę. Takich kobiet jest coraz więcej. To wszystko motywuje mnie do dalszych kroków w kierunku szerzenia wiedzy o endometriozie. Niedawno powstała również strona internetowa www.endometrioza-antidotum.com, gdzie sześciu wspaniałych specjalistów; ginekolog, lekarz medycyny naturalnej, psychoterapeuta, dietetyk, fizjoterapeutka oraz fitoterapeutka udzielają porad, informacji i odpowiedzi na pytania kobiet z endometriozą. Na blogu można przeczytać o zwycięskich historiach kobiet i każda z nich może dodać swój przepis do sekcji zdrowe odżywianie przy endometriozie. Chciałabym, żeby dziewczyny czuły, że są częścią tego bloga i żeby udzielała im się ta pozytywna energia, która będzie wirtualnie na nie oddziaływać:).

Chciałabym podzielić się z Wami jeszcze jedną refleksją…Paradoksem w tym wszystkim jest to, że jestem wdzięczna za endometriozę, bo dzięki niej doceniam więcej, bo znalazłam nową pasję w życiu, bo zawarłam wspaniałe przyjaźnie. Czuję potrzebę bycia czyimś wsparciem i motywacją, i mam nadzieję, że jestem. Oczywiście fajnie byłoby nie mieć endometriozy, ale skoro już jest, to odnajdźmy w niej te dobre strony. Z całego serca życzę każdej endokobiecie, aby odnalazła swoje antidotum oraz szczęście i pamiętała, że pozytywne nastawienie to już połowa sukcesu na drodze do zdrowia.

Czy endometrioza wypłynęła na pani plany związane z macierzyństwem?

Miałam 23 lata jak usłyszałam, że jestem w ciąży, po czym okazało się, że to była jednak torbiel. Wtedy bałam się, że mogłabym być mamą, bo było to dla mnie za wcześnie. Teraz dałabym wiele, żeby to jednak była ciąża. O dziecko staramy się z mężem około 8 lat. Nie poddajemy się, ale chęć bycia mamą i stworzenia rodziny jest bardzo silna. Dlatego postanowiliśmy zaadoptować dziecko. Jesteśmy w procesie przygotowawczym i mocno wierzymy, że nasze dziecko gdzieś na nas czeka. Oboje wierzymy, że tak poprostu miało być.

Co poradziłaby pani innym kobietom zmagającym się z endometriozą?

Przede wszystkim zdobywanie wiedzy z pewnych źródeł. Dołączenie do grup samopomocowych, w których można zaczerpnąć informacji na temat stylu życia i odżywiania przy endometriozie, otrzymać wsparcie, wymienić się doświadczeniem, zapytać o rekomendację specjalisty czy renomowanej kliniki. Szukać pomocy i działać! Natychmiast! Szerokim łukiem omijać ludzi z negatywnym podejściem do choroby, negatywne, dołujące historie. Poszukiwać tylko tych dobrych doświadczeń, bo w nich największa pomoc i nadzieja.

Fot. Archiwum domowe Donata Sobania-Byczkowska

POLECAMY: Lekarz dał mi do zrozumienia, że nigdy nie zostanę mamą. Zobacz, jak Anna pokonała endometriozę!

Aneta Grinberg-Iwańska

Absolwentka dziennikarstwa i politologii. Pasjonatka technik video. Redaktor prowadząca serwis.

Czy in vitro jest bezpieczne? Wyjaśnia ekspert [WIDEO]

Zapłodnienie pozaustrojowe jest dla wielu par jedyną szansą na posiadanie biologicznego potomstwa. Procedura ta, mimo wysokiej skuteczności, nie zawsze kończy się sukcesem za pierwszym podejściem. Kolejne próby rodzą wśród pacjentek obawy o skutki uboczne tej formy leczenia. Czy in vitro obniża rezerwę jajnikową, może powodować ryzyko nowotworów i wpływać negatywnie na rozwój dzieci – jak donoszą niektóre pozamedyczne źródła? Wątpliwości pacjentek rozwiewa prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.

CHaBeR News

https://www.chcemybycrodzicami.pl/wp/wp-content/uploads/2016/07/pop-up-foto.jpg

Jesteś dla nas ważna!

Chcemy być z Tobą w kontakcie, zapisz się do newslettera, aby otrzymywać wartościowe informacje.

Przygotujemy dla Ciebie coś ciekawego i możesz być pewna, że nie zasypiemy Cię mailami.

Czy in vitro obniża rezerwę jajnikową?

Od wielu lat prowadzone są badania, których celem jest wykazanie, czy procedury medyczne towarzyszące zapłodnieniu pozaustrojowemu są szkodliwe dla zdrowia kobiety. Choć część pozamedycznych źródeł sugeruje, że metoda ta może obniżać rezerwę jajnikową i prowadzić do przedwczesnej menopauzy, w żadnej z dotychczasowych analiz naukowych nie wykazano takich powiązań.

Prof. Krzysztof Łukaszuk, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA, podkreśla, że stymulacja hormonalna z użyciem gonadotropin jest bezpieczna zarówno dla naszego zdrowia ogólnego, jak i dla funkcji jajników. Podawane pacjentce leki wpływają wyłącznie na aktualnie wzrastające pęcherzyki jajnikowe, nie tworząc zagrożenia dla pozostałej puli oocytów.

– Stymulacja działa tylko i wyłącznie na te komórki, które w danym momencie są gotowe do wzrostu i które za chwilę będą obumierać – wyjaśnia prof. Łukaszuk.

CZYTAJ TEŻ: Genetyczne badania zarodków INVICTA z międzynarodowym certyfikatem jakości

Czy in vitro zwiększa ryzyko raka?

Pacjentki, które korzystają z pomocy klinik leczenia niepłodności, niejednokrotnie szukają też odpowiedzi na pytanie, czy in vitro zwiększa ryzyko raka (m.in. piersi i jajnika). Obawy związane są z wysokim poziomem estrogenów, który występuje w wyniku stymulacji hormonalnej do zapłodnienia pozaustrojowego. Stężenie tych hormonów jest wówczas od kilku do kilkunastu razy wyższe od poziomu fizjologicznego. Czy rzeczywiście może to prowadzić do wzrostu ryzyka raka?

Ekspert INVICTA uspokaja, że wzrost poziomu estrogenów towarzyszący kilkudniowej stymulacji hormonalnej nie wiąże się z zagrożeniem dla zdrowia.

– Musimy zrozumieć, że poziomy estrogenów, które uzyskujemy w trakcie stymulacji […], są niczym w porównaniu do poziomu, który występują w czasie ciąży. Poziom estrogenów w drugim, a szczególnie w trzecim trymestrze ciąży jest 10-, a czasami 100-krotnie wyższy niż w trakcie stymulacji. Gdybyśmy założyli, że wysoki poziom estrogenów jest szkodliwy i powoduje proces onkogenezy (tworzenia się nowotworu), to ciąża dla każdej kobiety byłaby zabójcza – zauważa prof. Łukaszuk.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Stymulacja owulacji do in vitro. Na czym polega?

Czy in vitro powoduje gorszy rozwój dziecka?

Inną kwestią, która niepokoi kobiety przystępujące do procedury in vitro, jest wpływ tej metody na przyszły rozwój dzieci. Jednak – jak podkreśla ekspert – dotychczasowe analizy nie wykazały znaczących różnic pomiędzy rozwojem dzieci poczętych dzięki in vitro i tych, które pojawiły się na świecie w wyniku starań naturalnych.

Z badań wynika, że zaburzenia rozwojowe i genetyczne dotyczą 3% dzieci poczętych w wyniku starań naturalnych. Odsetek ten w w odniesieniu do dzieci, które pojawiły się na świecie dzięki in vitro oraz po długim czasie starań, wynosi zaś 3,6%. Statystycznie istotny wzrost ryzyka wad ma jednak inne przyczyny, niż może się wydawać.

– Ryzyko wad i chorób dla dziecka oraz matki jest związane z długością trwania leczenia niepłodności; nie ma związku z zapłodnieniem pozaustrojowym i – w efekcie – jest porównywane z innymi sposobami starań o ciążę, w tym długotrwałym leczeniem za pomocą naprotechnologii. To niepłodność jest czynnikiem ryzyka onkologicznego oraz problemów z rozwojem ciąży i powikłań okołoporodowych, a nie zapłodnienie pozaustrojowe – wyjaśnia prof. Łukaszuk.

Należy przy tym pamiętać, że ryzyko wystąpienia wad u dziecka wzrasta wraz z wiekiem kobiety.

– W przypadku starań bez zastosowania zapłodnienia pozaustrojowego, gdy okres starań jest wielokrotnie dłuższy i przechodzi w lata, wyższy będzie też wiek pacjentki, kiedy zajdzie ona w ciążę. W tej grupie ryzyko wystąpienia chorób u dziecka i matki po leczeniu naprotechnologicznym będzie wyższe – podkreśla ekspert INVICTA.

POLECAMY: Brak zapłodnienia komórek jajowych przy in vitro. Jak wyeliminować przyczyny i zwiększyć szansę na ciążę?


Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.